Etykiety

piątek, 20 marca 2026

Wielkanocny talerz pełen miłości

Wielkanocny poranek był dla mnie synonimem szczęścia.

 Leżałam pod wspaniałą, puchową pierzyną, która otulała mnie jak puchaty kokon. To był ten jeden szczególny dzień w roku, kiedy czas płynął inaczej, a dom wypełniało radosne oczekiwanie na wspólne świętowanie.

Z kuchni dobiegały stłumione odgłosy i cichy szum radia,  gdzie babcia przygotowywała wielkanocne śniadanie
Niespecjalnie kochała stać w przy garnkach, ale jako córka restauratorów radziła sobie w kuchni. I przede wszystkim umiała piec ciasta, czego ja nie umiem i nie lubię. Słodka woń pieczonej baby mieszała się z ostrym zapachem świeżo tartego chrzanu. Wiedziałam, że tam, za drzwiami, trwa to uroczyste krzątanie, które było dla mnie najpiękniejszą melodią dzieciństwa.
Nagle drzwi skrzypnęły, wpuszczając do pokoju smugę światła i zapach wielkanocnych pyszności. Babcia weszła po cichu, niosąc talerz, który był dla mnie najwspanialszym prezentem. Nie musiałam nawet wychodzić z ciepłej pościeli; wystarczyło, że się podniosłam, a ona postawiła przede mną ten świąteczny skarb.
Na talerzu lśniła świeżo ugotowana szynka, jeszcze parująca i krucha, a obok niej pyszniła się gęsta, domowa sałatka jarzynowa. Nie mogło zabraknąć kawałka białej, aromatycznej kiełbasy i intensywnie czerwonej ćwikły, która barwiła wszystko dookoła. Brałam pierwszy kęs, czyjąc w ustach smaki, których nie da się podrobić. Babcia uśmiechała się, patrząc jak jem, a ja czułam, że te Święta Wielkanocne pod jej dachem to najbezpieczniejsze i najszczęśliwsze miejsce na świecie.
1996