Etykiety

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą folksdojcze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą folksdojcze. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 6 czerwca 2024

Drescher Opatówek.

W rejestrze ludności z lat 1917-30 Mieszkańcy Opatówka z lat 1917- 30  nie podano nazw ulic, tylko numery domów. Domy były zatłoczone, a wielu mieszkańców nosiło nazwiska o niemieckim brzmieniu, które w rejestrze zostały spolszczone, na przykład "Feicht" na "Fajcht" lub "Filip" zamiast "Philipp". Można sobie wyobrazić, ilu z nich zdecydowało się podpisać folkslistę, gdy Niemcy wkroczyli w 1939 roku. Wielu folksdojczów pozostało po zakończeniu wojny w Opatówku, musieli tylko zapisać się do PZPR.
Wbrew niektórym relacjom, również tym zamieszczonym na stronie biblioteki, w Opatówku mieszkało wielu Żydów. To zaskakujące, że istnieje tak mało wspomnień o nich, co było wynikiem wszechobecnego strachu w latach powojennych podczas stalinizmu. Również o eksterminacji lokalnej inteligencji przez Niemców rzadko się wspominało. Historia ta nie budziła zainteresowania wśród historyków z Opatówka i Kalisza.
Nie pisano też o folksdojczach. Temat tabu. A w latach 30-tych mieszkała w domu nr 25, obecnie Plac Wolności 5 rodzina pochodzenia niemieckiego o nazwisku Drescher.
Karol Dreszer ur. 1869, s. Karola i Emilii z d. Siega, wyzn. luterańskie, piekarz i Amalia z d. Szyming ur. 1880 w Łasku i syn Emil Dreszer ur. 1903,
Emil Dreszer ur. 1874, s. Karola i Emilii z d. Siega, wyzn. luterańskie, mechanik i Joanna z d. Nejdgardt ur. 1876 w Opatówku.

Karol Dreszer ur. 1869, s. Karola i Emilii z d. Siega, wyzn. luterańskie, piekarz i Amalia z d. Szyming ur. 1880 w Łasku
 i syn Emil Dreszer ur. 1903,
Emil Dreszer ur. 1874, s. Karola i Emilii z d. Siega, wyzn. luterańskie, mechanik
 i Joanna z d. Nejdgardt ur. 1876 w Opatówku. 
Po wybuchu wojny zostali folksdojczami. Po wojnie uciekli z Polski. APK.

Ich posesja  liczyła 1776 m2. Dom był  drewniany, w czasie wojny wymurowany. Parter z poddaszem, dom dwuspadowy. Od ulicy kryty dachówką, od podwórza kryty papą, wymiary 15,5 x 7,85. Oficyna murowana, parter z wysokim poddaszem 24,95 x 4.60. Budynki gospodarcze drewniane, w dobrym stanie. Nad wozowniami dach kryty papą, nad pralnią, spichrzem i stajnią - dachówka 23.65 x 4,30.
Inwentaryzacja powojenna wykazała:
  • Maszyna do wyrobu ciasta na pra elektryczny marki Paul Reschau,
  • Kotły do wyrabiania ciasta na podwoziach ruchomych,
  • Garbok na podwoziu ruchomym z 14 deskami,
  • Maszyna do cięcia bułek.
Nie napisano, ile z tego pojechało do ZSRR, ponieważ inwentaryzacji dokonywał rosyjski komendant, protokoły sporządzano po rosyjsku, a dopiero potem tłumaczono na polski. Na dole zwykle dopisywano co z tego zinwentaryzowanego towaru jedzie do ZSRR.

Ich posesja  liczyła 1776 m2. Dom był  drewniany, w czasie wojny wymurowany. Parter z poddaszem, dom dwuspadowy. Od ulicy kryty dachówką, od podwórza kryty papą, wymiary 15,5 x 7,85. Oficyna murowana, parter z wysokim poddaszem 24,95 x 4.60. Budynki gospodarcze drewniane, w dobrym stanie. 

Rodzina Dreszerów była w Opatówku od dawna. 
Dreszerowie byli też w Kaliszu. Edward Alfred Dreszer (1871-1944), lekarz, naczelny lekarz szpitala św. Trójcy w Kaliszu, współzałożyciel Kaliskiego Towarzystwa do Walki z Gruźlicą (1913), wiceprezes Kaliskiego Towarzystwa Lekarskiego (1925).

Post powiązany:

sobota, 4 stycznia 2020

Folksdojcze w Opatówku. Volksdeutsche in Spatenfelde.


Wielu młodych ludzie nie zna już znaczenia słowa "folksdojcz". Kim był w takim razie "folksdojcz" ? 
Tak nazywano osoby pochodzenia niemieckiego, które zamieszkiwały poza terenem Niemiec i nie posiadały niemieckiego obywatelstwa.

Za Wikipedia: od 4 marca 1940 w ten sposób nazywano obywateli innych państw, którzy zostali wpisani na niemiecką listę narodowościową – volkslistę i zostali zakwalifikowani do najwyższej kategorii w niej wyszczególnionej. 
Koncepcja volkslisty dla terenów polskich wcielonych do Rzeszy powstała w Poznaniu jesienią 1939 r. w urzędzie Namiestnika Rzeszy w Kraju Warty.
Potocznie mówi się, że ktoś "podpisywał" folkslistę. Jednak aby znaleźć się na folksliście, po niemiecku: DVL czyli ,,Deutsche Volkslistę" zainteresowany musiał złożyć wniosek i przejść postępowanie administracyjne, udowadniając swoje niemieckie pochodzenie oraz ewentualną działalność  w organizacjach niemieckich i proniemieckich, teoretycznie wymaganej do przyznania wyższych klasyfikacji.

Wpis na niemiecka listę narodowościową miał charakter dobrowolny, chociaż obywateli różnego rodzaju odezwami wzywano do urzędów ds. niemieckiej volkslisty, w celu pobrania formularza wniosku o wciągnięcie na niemiecką listę narodowościową”.. " Charakterystyczne jest, że do stycznia 1945 r. w III i IV grupie niemieckiej listy narodowościowej, czyli w grupach, do których masowo wpisywano Polaków na innych terenach wcielonych do Rzeszy, znalazło się w Kraju Warty jedynie ok. 82 000 osób, co stanowiło mniej niż 2% ogółu mieszkańców tego obszaru. Dane te są, według Cz. Łuczaka, znakomitą ilustracją tezy o braku przymusu przy wpisywaniu na Volkslistę oraz zaprzeczają prowadzeniu na tym terenie masowej germanizacji ludności polskiej" za Krzysztof Stryjkowski (Archiwum Państwowe w Poznaniu) AKTA NIEMIECKIEJ LISTY NARODOWOŚCIOWEJ I ICH POZOSTAŁOŚĆ W ARCHIWUM PAŃSTWOWYM W POZNANIU i dalej tamże:"O prawdziwości tezy dotyczącej braku przymusu wpisu na niemiecką listę narodowościową, a więc również specjalnego charakteru realizowanej polityki narodowościowej, świadczyć może znaczna liczba wniosków oddalonych, obliczana na około 50 000 osób. Przykładowo, na terenie powiatu kaliskiego, według zachowanych dokumentów kaliskiej komórki DVL, oddalono 992 wnioski" 
Artur Greiser - namiestnik Kraju Warty był przez całą okupację przeciwny wpisywaniu Polaków na niemiecką listę narodowościową. Jego zdaniem, powinny znajdować się na niej jedynie te osoby, które posiadały minimum 50% niemieckiej krwi.

Polacy uważali folksdojczów za zdrajców, kolaborantów.
Na zdjęciu widzimy fragment listy folksdojczów z Opatówka. Widać skreślenia, poprawki - lista była na bieżąco poprawiana i uzupełniana. W początkowym okresie wojny niemieccy obywatele w Kraju Warty podzieleni byli na pięć grup: A, B, C, D, E i ten podział obowiązywał aż do wiosny 1941 r. Później zastosowano określenie obywatelstwa za pomocą grup I-IV.
Do grupy I zaliczano osoby osoby czynnie walczące o niemieckość przed 1939 rokiem; osoby II grupy to osoby uważające się za Niemców; osoby pochodzenia niemieckiego spolonizowane, osoby z małżeństw mieszanych, Ślązacy, Mazurzy i Kaszubi (III grupa). Ich jedyną wadą według władz nazistowskich była częściowa polonizacja. Do tej grupy zaliczono ponadto osoby które zawarły związki małżeńskie z Niemcami lub Niemkami. 
Osoby całkowicie spolonizowane stanowiły grupę IV. Według władz hitlerowskich były to osoby współpracujące przed wybuchem II wojny światowej z władzami polskimi, używające języka polskiego, ale przyznające się do niemieckiego pochodzenia. Nie mieli prawa aby służyć w wojsku niemieckim. Gdy zgłaszali się do Wehrmachtu byli wydalani z wojska.

Przynależność do I i II grupy oznaczała uzyskanie niemieckiego obywatelstwa i obowiązek służby wojskowej w armii niemieckiej. Zaliczeni do grupy III i IV otrzymywali tymczasową niemiecką przynależność państwową na 10 lat i w ciągu tych 10 lat mieli udowodnić swoje oddanie dla Rzeszy.
Niemcy zostali sklasyfikowani jako ,,nadludzie" (Übermenschen) lub ,,naród panów" (Herrenvolk), Polacy i Żydzi zaś jako ,,podludzie" (Untermenschen) lub niewolnicy.




Jak to się odbywało: "Najpierw wystąpił przewodniczący zgromadzenia, wy­jaśniając cel zebrania. Potem jakiś oficer polityczny w żółtym mundurze SA-manna wygłosił patriotyczną mowę. Nastąpiło uroczyste wręczenie kilkunastu osobom legitymacji koloru jasnoniebieskiego ze zdjęciami, potwierdzających przynależ­ność do trzeciej grupy narodowościowej. W końcu nastawiono płytę z niemieckim hymnem. Przewodniczący zebrania pod­niósł rękę w hitlerowskim geście, a za nim reszta zgromadzo­nych" za "Wasserpolacken. Jak Polacy w III Rzeszy stawali się Niemcami" https://nowahistoria.interia.pl

Z wpisem na listę folksdojczów wiązały się liczne przywileje: pracując na takim samym stanowisku jak Polak, otrzymywali przynajmniej dwukrotnie wyższe wynagrodzenie, cieszyli się większą swobodą, mieli pozwolenie na posiadanie broni palnej, mogli robić karierę w niemieckiej administracji, otrzymywali niemieckie kartki żywnościowe 1 litr wódki, 1 kg masła, 80 dkg marmolady, 1 kg cukru, 4 kg mięsa, materiały włókiennicze, obuwie.
Pojawiała się jednak zasadnicza niedogodność: mężczyznom wręczano zaświadczenie o gotowości do służby wojskowej i wcielano ich do niemieckiej armii, do Wehrmachtu.

W 1945 roku, po zakończeniu wojny sporządzono w Urzędzie Gminy w Opatówku listę osób pochodzenia niemieckiego. Znalazły się na niej 83 osoby. Folkslista, która zachowała się w kaliskim archiwum liczy znacznie więcej osób. Osoby te zniknęły po wojnie z Opatówka, uciekły lub ewakuowały przed nadejściem frontu rosyjskiego. Uprzednio opróżniając mieszkania wysiedlonych Polaków w których zostali osadzeni. Tak było w przypadku moich wysiedlonych pradziadków.
 Polecam post

Dokumentacja wytworzona w tym celu została przejęta po wojnie i zabezpieczona przez starostwa powiatowe. Akta dotyczące folksdojczów zostały przekazane do Powiatowych Urzędów Bezpieczeństwa Publicznego i posłużyły jako materiał do oskarżenia prokuratorskiego na podstawie dekretu z 28 czerwca 1946 r. Wobec volksdeutschów zastosowano odpowiedzialność karną za odstępstwo od narodowości w czasie wojny. Po wojnie toczyły się sprawy rehabilitacyjne. Należało doprowadzić świadków, którzy potwierdzili okoliczności podpisania listy, brak szkodliwych działań ze strony oskarżonego o zdradę państwa polskiego. Dobrze też było zapisać się do PZPR, co uczyniło wielu volksdeutschów.

Należy powiedzieć, że pomimo wszystko znaleźli się ludzie, którzy nie podpisywali Volkslisty. Narażali się na różnego rodzaju szykany, łącznie z zesłaniem do obozu pracy, lub do obozu koncentracyjnego. 

Źródła:

  • Krzysztof Stryjkowski (Archiwum Państwowe w Poznaniu) AKTA NIEMIECKIEJ LISTY NARODOWOŚCIOWEJ I ICH POZOSTAŁOŚĆ W ARCHIWUM PAŃSTWOWYM W POZNANIU.
  • APK, Zespól: Starostwo Powiatowe w Kaliszu, Wykazy byłych volksdeutschów zamieszkałych na terenie gminy Opatówek, Sygnatura 11/223/0/2/23.
  • Witold Kulesza, Uniwersytet Łódzki, Polacy wpisani na volkslistę a obowiązek służby w Wehrmachcie w świetle wyroków Sądu Specjalnego w Toruniu.

poniedziałek, 20 listopada 2017

Dawna kamienica Szalińskiego w Opatówku.

Autor: Dominika Pawlikowska

O kamienicy stojącej w Rynku ul. Łódzka 2, dawniej ulica Piłsudskiego, przy skrzyżowaniu z dawną ul. Błaszkowską mówiło się potocznie kamienica Szalińskiego.

Opatówek, Spatenfelde, Kamienica Szalińskich, róg Łódzkiej i Placu Wolności, zdjęcie z początków okupacji niemieckiej. Niemcy rozbierają budynek straży na placu i budują drogę. DK12 – Mapy Google Kamienica Szalińskich, róg Łódzkiej i Placu Wolności, zdjęcie z początków okupacji niemieckiej. Niemcy rozbierają budynek straży na placu i budują drogę.
DK12 – Mapy Google
Kamienica Szalińskich, róg Łódzkiej i Placu Wolności, zdjęcie z początków okupacji niemieckiej.
Niemcy rozbierają budynek straży na placu i budują drogę.


Kamienica została zakupiona przez moją prababcię Józefę i jej drugiego męża Bolesława Szalińskiego w 1934 roku i pozostawała ok. 50 lat w rękach mojej rodziny. 
Prababcia Józefa Szalińska de domo Rupotacka (1890-74) była osobą bardzo energiczną i pracowitą. Dzisiaj powiedzielibyśmy "kobietą biznesu". Przedwojenne pokolenia nie znały ZUS-u, emerytur ani żadnego innego systemu ubezpieczeń, więc pracowało się bez świąt i wolnych sobót do późnej starości, odkładając grosz do grosza i żyło później z oszczędności lub pozostając na utrzymaniu dzieci.
Józefa po tragicznej śmierci pierwszego męża poślubiła Bolesława Szalińskiego. Zajmowali się restauratorstwem. Najpierw prowadzili restauracje w Kaliszu. Później postanowili dokupić kamienicę i przeprowadzili się do Opatówka. Zdjęcie poniżej ukazuje całą rodzinę, być może w roku zakupu kamienicy tj. 1934 r. Na zdjęciu Józefa Szalińska de domo Rupotacka, secundo voto Semperska z córką Marią Wiewiórkowską, późniejszą długoletnią nauczycielką szkoły w Opatówku  i mężem Bolesławem.

Józefa, Bolesław Szalińscy, z córką Marią później Wiewiórkowską, moją babcią, długoletnią nauczycielką matematyki w szkole w Opatówku, ok.1934 r.
Józefa, Bolesław Szalińscy, z córką Marią później Wiewiórkowską,
moją babcią, długoletnią nauczycielką matematyki w szkole w Opatówku, ok.1934 r.


Kaliski ślad prababci Józefy odnalazłam w książce p. Kazimierza Rogackiego "Tak było 1929-2013".
Pan Kazimierz Rogacki opisuje Kalisz z okresu międzywojennego, wspominając i opisując ulice, którymi maszerował jak młody chłopak. I wspomina restaurację Szalińskich: 
"Skręcając w ulicę Franciszkańską widać było podświetloną reklamę restauracji pani Szalińskiej. Wchodziło się do niej po kilku schodkach. Miała ona dość duże wzięcie. Pamiętam, że byłem tam z bratem i tatą na flakach z pulpetami".
Po wielu latach ciężkiej pracy, prababcia miała wtedy ok. 40 lat, w 1934 Szalińscy kupili  kamienicę i przeprowadzili się do Opatówka.
Przeanalizowałam historię domu. Kamienica należała do Stefanii z Ordzińskich Kościańskiej, która z kolei odziedziczyła ją po ojcu Stefanie.

Władysława Ordzińska, siostra właścicielki.

Za J. Miluśka-Stasiak:  Stefan Ordziński był członkiem Zarządu Ochotniczej Straży Ogniowej i przy jego restauracji mieściła się siedziba straży. Mogła być tam jakaś wozownia dla gości i  miejsce na wóz konny strażacki. W 1907 r. wybudowano remizę na rynku i odtąd tam  mieściła się straż, a konie obok u p.Jaskuły.
W archiwum kaliskim znalazłam dokumenty dotyczące historii własności tej kamienicy. W 1929 roku kamienice podzielono na dwie części (dok. 2) i wydzielono dwa osobne budynki. Druga część przeszła w posiadanie Polaka niemieckiego pochodzenia Hermana Feichta (dok. 3). Feicht i jego rodzina, licząca 10 osób, znajduje się na folksliście, czyli na liście osób, które po wybuchu wojny zadeklarowały swoją niemieckość. Feicht otrzymał kategorię B  czyli – Deutschstämmige (niem. pochodzenia niemieckiego) – osoby przyznające się do narodowości niemieckiej, posługujące się na co dzień językiem niemieckim, kultywujące kulturę niemiecką.
Post o folksdojczach w Opatówku tutaj.
Hermann Feicht też wynajmował mieszkania w swojej kamienicy, w jego księdze dochodów wpisane są na rok 1929 osoby o polskich i żydowskich nazwiskach. O tym napiszę w osobnym poście.
Do czasów nadbudowy piętra dom wyglądał tak, jak na zdjęciu poniżej.

Opatówek, kamienica Ordzińskich, później Szalińskich,
ze zbiorów biblioteki w Opatówku. Lata 20-30-te dziewiętnastego wieku.

Właścicielka kamienicy Stefania Kościańska zwróciła się 10.02.1931 roku podaniem do Towarzystwa Kredytowego o przyznanie jej pożyczki na rozbudowę nieruchomości. Niestety później zmuszona była napisać prośbę o wstrzymanie licytacji: "Tak materialnie się wyczerpałam..."
Komisja Sprawdzająca złożona z dyr. J. Klotza, członka Kom. Nadz. J. Kurdwanowskiego oraz obywateli m. Opatówka: St.Wiewiórkowskiego oraz I. Pawłowskiego przy współudziale technika Tow. Czyżewskiego przybyła na miejsce 16 lutego 1931 i ustanowili szacunek techniczny budowli na sumę 41.128 zł a wartość sprzedażną szacując na 36 tysięcy.
Z archiwum dowiadujemy się, że małżonek pani Kościańskiej prowadził w kamienicy restaurację, wynajmowano także mieszkania ( dok. 4). Ciekawą lekturą jest lista nazwisk lokatorów, pośród nich są Żydzi.

www.historiawsepii.blogspot.com, Dominika Pawlikowska
Dochody z kamienicy Kościańskich, Opatówek 1931 rok (1). Mieszkańcy: Szablewski, Świdnicki, Ambroziakowa (nauczycielka), Adler (Żyd), Ostojska.

Kredyt został udzielony. Niestety, biedna pani Kościańska nie była w stanie spłacać rat kredytu i napisała prośbę do Towarzystwa Kredytowego o wstrzymanie egzekucji długu w postaci licytacji kamienicy (dok. 5).
14 lutego 1933 r. Emil Sztark Dyrektor Towarzystwa Kredytowego miasta Kalisza  wyznaczył kamienicę na przymusową sprzedaż za zaległe raty. Ogłoszono, że sprzedaż ma się odbyć 16 lutego 1933. przed rejentem Szymonem Tułeckim.
Wadium wpłacił i kamienicę nabył  Stanisław Czerepak, Przedsiębiorca i właściciel hurtowni wód mineralnych w Kaliszu 
Jednak rok później, w 1934 r. kamienica należy już do mojej prababci Józi. Świadczy o tym podanie do Towarzystwa Kredytowego (dok. 6) z 1934 roku  z prośbą o uznanie i przyjęcie listów zastawnych na częściową spłatę pożyczki na ową kamienicę.
Dlaczego nie mam żadnych pamiątek po tej restauracji? - Jedyny pocisk jaki spadł na Opatówek spadł właśnie na ten budynek i zakończył jego żywot w 1945 r. Nie było sensu go odbudowywać, ponieważ komuniści niszczyli prywatnych przedsiębiorców. Na szczęście kamienica ocalała. Przed wejściem Rosjan do Opatówka niemiecka rodzina osiedlona w naszym domu wywiozła wszystko, co znajdowało się w restauracji i mieszkaniu Szalińskich.
Pozostało kilka drobiazgów będących świadectwem tamtych czasów, m.in ponad stuletni obrus po mojej przedwojennej prababci Józefie. Być może sama go wyhaftowała ponieważ "prace  kobiece" szły w parze z wielkimi uzdolnieniami manualnymi kobiet w mojej rodzinie. Ciarki przechodzą mnie na myśl, ile czasu należało spędzić nad każdym milimetrem tego obrusu.
Gdy przeczytałam w biuletynie informacyjnym "Wiadomości Gminne" Nr 5 (575) / 2009 wspomnienia mieszkańców Opatówka fragment dotyczący Bolesława Szalińskiego zdałam sobie sprawę jakim był człowiekiem, jak ofiarnym i patriotycznym:

Aleja Józefiny 6, dzisiaj Aleja Wolności 6, autentyczna reklama restauracji Romana Szalińskiego  (chyba kuzyn Bolesława). Kalisz, Wielkopolskie – Mapy Google
Kalisz. Aleja Józefiny 6, dzisiaj Aleja Wolności 6, autentyczna reklama restauracji Romana Szalińskiego (rodzina Bolesława). Dzisiaj znajduje się tam Cafe Calisia.
Kalisz, Wielkopolskie – Mapy Google

 "30 marca 1939 r. odbyło się zebranie wszystkich organizacji i mieszkańców Opatówka w celu omówienia pożyczki na dozbrojenie polskiej armii. Tego dnia pierwsze ofiary pieniężne złożyła Akcja Katolicka Kobiet, drużyna harcerek pozaszkolnych i Ognisko Kolejowego Przysposobienia Wojskowego. 13 kwietnia powstał Komitet Pożyczki Przeciwlotniczej, którego przewodniczącym zostali ks. Piotr Kotarski - proboszcz parafii Opatówek, sekretarzem Kazimierz Sieradzan i skarbnikiem wójt gminy Józef Raszewski. Komitet przyjął normy pożyczki dla wszystkich warstw społecznych w gminie Opatówek: dla rolnictwa, przemysłu, nieruchomości, handlu i pracowników umysłowych. Od tej pory notowane były wpłaty na Pożyczki Lotnicze i Fundusz Obrony Narodowej (F.O.N.) oraz dobrowolne ofiary na dozbrojenie polskiej armii. Wpłaty pochodziły od organizacji i od indywidualnych osób, także Żydów mieszkających w Opatówku. Nauczyciele z gminy Opatówek wpłacili 1260 zł, pracownicy PKP - 800 zł, pracownicy poczty - 340 zł, właściciel majątku w Opatówku Konrad Wünsche - 5000 zł, Zofia Chrystowska ( żona przedwojennego właściciela pałacu w Tłokini Kościelnej) 2000 zł, Bolesław Szaliński (mój pradziadek) zadeklarował cały swój majątek wartości 15000 zł na rzecz Armii Polskiej, gdyby zaszła taka potrzeba".

Opatówek, kamienica Ordzińskich, później Szalińskich,
ze zbiorów biblioteki w Opatówku. Lata 20-te dziewiętnastego wieku.

W 1939 roku Bolesław Szaliński, podobnie jak wielu mężczyzn z mojej najbliżej rodziny, znalazł się na liście proskrypcyjnej tzn. liście osób wskazanych do aresztowania.
Napisano o nim:
"Był członkiem partii rządowej. W całej okolicy uchodzi za fanatycznego Polaka. Rodzaj jego działalności wpływa na to, że codziennie obcuje z dużym kręgiem ludności. Istnieje wiec możliwości, ze będzie działał wrogo wobec państwa niemieckiego".
1939 rok to dla Polski tragedia niewyobrażalna. Niemcy wyaresztowali elity centralne i elity lokalne, kadrę uniwersytecką, ziemian, księży, weteranów powstań, ale też miejscowych sołtysów we wsi, ludzi, którzy służyli gdzieś w wojsku, poznali obce kraje, coś widzieli i byli dla miejscowych autorytetem. 
Siadano, tak jak w restauracji mojego pradziadka, w długie jesienne lub zimowe wieczory, zbierało się towarzystwo, sąsiedzi, i on tłumaczył: są takie orientacje, takie partie, to będzie dla nas dobre. To dla nas będzie niedobre. Temu człowiekowi ufano, to on był autorytetem.
We wrześniu został wysiedlony ze swojego domu i ukrył się w Koluszkach, co opowiedziała mi jedna z najstarszych mieszkanek Opatówka pani Sieradzka. Zajmował się przerzutem uciekinierów z Wielkopolski - niem.  Warthegau do Generalnego Gubernatorstwa. Zmierzali tam wszyscy, którzy nie chcieli być wywiezieni na roboty w głąb Rzeszy.  Pani Sieradzka, wówczas mała dziewczynka, została przemycona przez Szalińskiego do Generalnej Guberni. Wraz z ojcem, panem Spiszem, który przyjaźnił się z Szalinskim, przez kilka dni gościła u niego.
Zdjęcie poniżej ukazuje kamienicę we wrześniu 1939 roku, w której już rządzą się Niemcy.
Wysiedlenie Szalińskiego z Opatówka uratowało mu życie, dzięki temu nie pojechał do obozu, a znalazł się na liście proskrypcyjnej, tj. liście Polaków przeznaczonych do wymordowania stworzonej przez lokalną żandarmerię i miejscowych folksdojczów. 

Wrzesień 1939, Opatówek, kamienica Szalińskich, na placu przy stacji benzynowej widać Niemców, motocykl niemiecki.
Wrzesień 1939, Opatówek, kamienica Szalińskich, na placu przy stacji benzynowej
widać Niemców, motocykl niemiecki. W prawym rogu wielka flaga Rzeszy.

Niemcy zaplanowali "Akcję Inteligencja", celem była likwidacja warstw przywódczych, innymi słowy likwidacji ludzi, którzy nie pozwoliliby zginąć idei państwa polskiego, którzy stanowili jądro polskości. Nazwisko Szalińskiego znalazło się na tej liście. 
Polacy byli wysiedlani. Naszą restaurację przejęła łotewska rodzina niemieckiego pochodzenia, która znalazła się w Opatówku w ramach przesiedleń tzw. Niemców etnicznych z terenów sowieckich, osiedlanych w okupowanej Polsce w ramach akcji „Heim ins Reich” (Powrót do Rzeszy). 
Otrzymali cały dorobek Szalińskich, ich dom, restaurację, zastawę, wyposażenie, wszystko. Restaurację nazwali Gasthaus Riga. Po II wojnie kamienica wróciła do Szalińskich, Niemcy się zdematerializowali zabierając wszystko, co mogli, wyposażenie domu i restauracji.

Widokówka propagandowa z Opatówka. Ok. 1940.
W prawym dolnym rogu Gasthaus "Riga" - restauracja Szalińskich.

Szalińscy nie mogli dalej żyć spokojnie i pracować. Funkcjonariusze PRL-u robili wszystko, aby odebrać ludziom ich własność. Prowadzenie restauracji w PRL nie było możliwe, komuniści wprowadzali przeróżne ustawy, aby zniechęcić i wyrugować "prywaciarzy". 2 czerwca 1947 wprowadzono ustawy „o zwalczaniu drożyzny i nadmiernych zysków w obrocie handlowym”, „o obywatelskich komisjach i lustratorach społecznych” i powołano Biuro Cen, które ustalało marże i wysokości opłat. Od tej pory nie można było po prostu założyć działalności – trzeba było mieć pozwolenie. Podczas gdy jeszcze w 1947 r. w Polsce było 134 tys. sklepów, już w 1949 r. było ich zaledwie 78 tys.
Powołano nawet specjalnie organ https://pl.m.wikipedia.org/wiki/Komisja_Specjalna_do_Walki_z_Nadu%C5%BCyciami_i_Szkodnictwem_Gospodarczym
 Dzieci przedsiębiorców nie były przyjmowane na studia, zaś synowie rzemieślników byli przymusowo wcielani do wojska. Po śmierci Szalińskich kamienicę odziedziczyła ich córka, moja babcia Maria Wiewiórkowska. 
Jak wykańczano kamieniczników nieznacjonalizowanych? Wprowadzano do kamienicy lokatorów i "dawano" im mieszkania.
I posiłkując się Wikipedią: 21 grudnia 1945 roku wprowadzono dekretem przymusową gospodarkę lokalami. Był to pierwszy od zakończenia II wojny światowej akt prawny regulujący i ograniczający w sposób nieuzasadniony najem lokali mieszkalnych będących własnością osób prywatnych. Wprowadzał pojęcie „publicznej gospodarki lokalami”, tzn. w praktyce nacjonalizował mieszkania. Przydział do lokali mieszkalnych leżał w gestii władz kwaterunkowych, tj. prezydium miejskiej (gminnej) rady narodowej. W świetle przepisów tego dekretu decyzja administracyjna o przydziale lokalu mieszkalnego miała pierwszeństwo i była ważniejsza, niż umowa najmu zawarta z właścicielem tegoż lokalu.
W praktyce wyglądało to tak, że ja siedziałam pod stołem i obserwowałam, jak przychodzili do nas mieszkańcy płacić komorne. Babcia wyjmowała gruby zeszyt i zapisywała, kto i ile zapłacił.
Ponieważ tych ludzi było wielu, ja w końcu zapytałam: Babciu, to my jesteśmy bogaci? A babcia: nie dziecko, jesteśmy biedni. 
Państwo narzuciło wysokość komornego, które nie pokrywało nawet opłat ponoszonych na rzecz mieszkańców za: remonty, malowanie klatki, wywóz śmieci, odśnieżanie. Babcia dopłacała do tego z własnej nauczycielskiej pensji! Taka "sprawiedliwość".
Wiadomo, że wojenna wdowa z dwojgiem dzieci (jej mąż Marian Wiewiórkowski został zamordowany w obozie koncentracyjnym Mauthausen Gusen-link) nie mogła długo tak dokładać. Kamienica w latach 90-tych została sprzedana. I babcia po raz kolejny zawierzyła państwu. Pieniądze z transakcji wpłaciła na dwie książeczki mieszkaniowe z pełnym wkładem, na mieszkanie dla mamy i dla mnie. Nim doszło do realizacji tych książeczek PRL upadł. Początek lat 90. i transformacja ustrojowa spowodowały, że wartość pełnego wkładu na książeczce PKO wystarczyła na kupno kilku metrów kwadratowych mieszkania. Ograbiono nas  perfidnie, wszystko przepadło. Dlatego irytuje mnie nieuctwo i niewiedza ludzi, którzy zachwalają PRL, chwaląc, ile im "dała". Proszę pamiętać, że aby jednym dać, drugim zabrała. Komuniści łaskawie rozdawali to, co ukradli innym.

Dawna kamienica Szalińskiego dzisiaj. 2021.


W 1929 roku kamienice podzielono na dwie części (2)
Spatenfelde
Druga część przeszła w posiadanie Niemca Hermana Feichta. (3)

(4)
Prośba p. Kościańskiej do Towarzystwa Kredytowego o wstrzymanie
 postanowionej egzekucji długu w postaci licytacji kamienicy (5)

Podanie Józefy Szalińskiej (prababci) do Towarzystwa Kredytowego (6) z 1934 roku
 z prośbą o uznanie i przyjęcie listów zastawnych na częściową spłatę pożyczki.




Źródło:

  • Akta dot. nieruchomości Nr hip. 729 przy Rynku i ul. Błaszkowskiej w Opatówku Bolesława Szalińskiego, Zespół: Towarzystwo Kredytowe Miasta Kalisza, Sygnatura: 11/203/0/3/327
  • Archiwum rodzinne Dominiki Pawlikowskiej