Ścieżkami minionego czasu
Historia rodu Spieszów zaczyna się w głębi XIX wieku, w świecie, którego mapy wyglądały zupełnie inaczej niż dzisiaj.
Na straży pamięci o tamtych dniach stoją pradziadowie – Andrzej Spież (wtedy była taka pisownia nazwiska) oraz jego żona, Jadwiga z domu Świątek. To oni dali początek linii, której losy splotły się z burzliwą historią Europy Środkowej.
W 1858 roku na świat przyszedł ich syn, Wojciech. Dorastał w czasach wielkich przemian politycznych i społecznych.
Gdy wchodził w dojrzały wiek, ustatkował się i w 1895 roku – mając trzydzieści siedem lat – stanął na ślubnym kobiercu u boku ukochanej Franciszki z d. Jaskuła.
Wojciech okazał się człowiekiem silnym i długowiecznym; jego oczy widziały narodziny nowej epoki, upadek dawnych imperiów i odrodzenie wolnej Polski. Swoim życiowym doświadczeniem i mądrością dzielił się z innymi. Pełnił funkcję lokalnego społecznika, szerząc oświatę, kulturę i świadomość narodową wśród chłopstwa. Przeżywszy piękne osiemdziesiąt trzy lata, odszedł w mrocznych dniach kolejnej zawieruchy dziejowej, w 1941 roku.
19 marca 1892 roku urodził się syn Wojciecha - Józef Spiesz. To właśnie on, jako pełen energii dwudziestolatek, wyrusza na saksy. Opuścił rodzinne strony i ruszył do Niemiec, by pracować „za Wilusia” czyli pod twardym okiem cesarza Wilhelma, w hucie, kopalni lub na bogatych niemieckich polach na lepszą przyszłość. Powrócił w rodzinne strony, aby odnaleźć swoją przystań.
Jego serce zdobyła Franciszka z d. Olkiewicz z Mroczek, z którą dzielił resztę swojego życia. Owocem tego związku, a zarazem żywym dziedzictwem tej przedwojennej miłości stają się dzieci.
Jako pierwszy, w 1928 roku, na świat przychodzi pierworodny syn, Leon. Dwa lata później, w 1930 roku, rodzina świętuje narodziny córki, Janiny. W 1933 roku do rodzeństwa dołącza kolejny chłopiec, Ryszard.
 |
| Józef Spiesz 1892-45? |
Dopełnieniem tego rodzinnego szczęścia stają się narodziny najmłodszego syna, Józefa, który przychodzi na świat w 1937 roku, gdy nad Europą gęstnieją już czarne chmury kolejnego konfliktu.
Po wojnie chodził do szkoły w Cieni, której kierownikiem był lwowianin Michał Kuźma, a polonistką w tej szkole była jego przybrana córka Ewa Rotter, Żydówka.
Pan Józef Spiesz, któremu zawdzięczam tę opowieść, do dziś niesie w pamięć o pracowitym ojcu Józefie, dziadku Wojciechu i dalekich pradziadkach z dziewiętnastego wieku.
------------------------------
Niespokojne czasy
Dziadkowie początkowo gospodarowali w Michałowie III. Z czasem Józef Spiesz dokupił ziemię w Cieni Drugiej i właśnie tam rodzina rozpoczęła nowy etap swojego życia. Gospodarstwo liczyło dziewięć hektarów i dawało nadzieję na spokojną przyszłość, budowaną ciężką, codzienną pracą.
Wybuch II wojny światowej zastał mieszkańców polskiej wsi w stanie głębokiej niepewności. Nikt nie wiedział, czego spodziewać się po nadchodzących wydarzeniach, ani jaką przyszłość przyniesie wojna. Wielu starszych gospodarzy wspominało jeszcze czasy „za Wilusia”, jak potocznie określano okres panowania cesarza Wilhelma. W ich pamięci Niemcy pozostali ludźmi niezwykle gospodarnymi, zdyscyplinowanymi i pracowitymi.
Własne doświadczenia z Niemcami miał również Józef Spiesz. Doskonale znał Polaków niemieckiego pochodzenia mieszkających w pobliskim Opatówku. Jego niewątpliwym atutem była biegła znajomość języka niemieckiego, która ułatwiała mu codzienne kontakty i pozwalała lepiej rozumieć ludzi po obu stronach granicy kultur.
Pewnego dnia na podwórzu Spieszów pojawił się niespodziewany gość. Był nim opatówecki rzeźnik niemieckiego pochodzenia o nazwisku Feicht, który przyjechał z bardzo konkretnym zamiarem – chciał odkupić od gospodarzy ich psa. Zwierzę cieszyło się w okolicy wyjątkową sławą. Zachwycało urodą, ale przede wszystkim budziło respekt dzięki swojej czujności i niezwykłym zdolnościom obronnym.
Feicht przybył w towarzystwie sołtysa Cieni Pierwszej Luggera (pisownia nazwiska niepewna) oraz jeszcze jednego Niemca. Towarzyszył im również jego własny pies. Pewny siebie rzeźnik zwrócił się do Józefa z prośbą, aby spuścił swojego czworonoga z łańcucha.
Józef stanowczo odmówił.
– Jeśli go puszczę, z pewnością zrobi krzywdę pańskiemu psu. Może go nawet zagryźć – odpowiedział spokojnie, doskonale znając odwagę, siłę i instynkt swojego wiernego stróża..
------------------------------
Wobec niemieckiej komasacji – utrata ziemi i dorobku życia
Przed wojną na polskiej wsi dominowały bardzo małe, rozdrobnione gospodarstwa (tzw. karłowate), które z punktu widzenia III Rzeszy były nieefektywne ekonomicznie.
Wprowadzenie niemieckiego ładu na okupowanych ziemiach polskich niosło ze sobą bezwzględną machinę urzędniczą, która pod pozorem modernizacji rolnictwa – tzw. komasacji, scalania (Zusammenlegung) – brutalnie wysiedlała polskich rolników.
Gospodarstwo mające około dziewięciu hektarów uznawano wtedy za średnie, ale dla niemieckich planistów wciąż było ono zbyt małe.
Aby zwiększyć produkcję, niemieccy urzędnicy rolni łączyli po kilka (np. trzy lub cztery) małe, sąsiadujące ze sobą polskie gospodarstwa w jedno większe, nowoczesne i dochodowe (zazwyczaj o powierzchni 15–30 hektarów).
Głównym celem tego procederu nie była jednak pomoc rolnikom, lecz brutalna germanizacja oraz maksymalizacja produkcji żywności na potrzeby armii niemieckiej. Tak przygotowane, nowoczesne i dochodowe jednostki były przekazywane niemieckim osadnikom sprowadzanym z głębi Rzeszy lub z Europy Wschodniej (tzw. Baltendeutsche czy Volksdeutsche).
Ten dramat, najsilniej uderzający w ziemie wcielone bezpośrednio do III Rzeszy, stał się również udziałem rodziny Spieszów, których bezpieczny świat runął w momencie, gdy urzędniczy dekret odebrał im dorobek życia na rzecz nowego, niemieckiego porządku. Majątek formalnie odebrano dotychczasowym właścicielom (stał się własnością publiczną III Rzeszy), ale proces jego ostatecznego przekazania niemieckiemu osadnikowi jeszcze się nie zakończył. Musieli pracować na ziemi, która przestała być ich własnością.
Do kierowania bieżącą pracą wyznaczano Polaka i był nim właściciel sąsiedniego gospodarstwa Stanisław Juszczak.
Odpowiadał on przed niemieckim nadzorcą rolnym (Landwirtem) za stan techniczny i wyniki produkcyjne gospodarstwa. Był to zabieg czysto pragmatyczny i cyniczny.
Taki Polak miał status robotnika przymusowego, mimo że pełnił funkcję kierowniczą.
Nie był już właścicielem – zarządzał własną i cudzą ziemią na rozkaz wroga.
Dźwigał pełną odpowiedzialność osobistą (pod groźbą obozu koncentracyjnego lub śmierci) za dostarczenie rygorystycznych przymusowych kontyngentów żywnościowych.
Był potrzebny jako „bufor” – niemiecka administracja wolała, aby to Polak bezpośrednio zmuszał swoich sąsiadów do ciężkiej pracy na nowo powstałym, skomasowanym polu. To rodziło wiele konfliktów i waśni między Polakami. To było też celem okupanta.
Większość Polaków zmuszonych do pełnienia tej roli znajdowała się w tragicznej sytuacji moralnej, starając się lawirować między bezwzględnymi żądaniami niemieckich urzędników a chęcią pomocy i ochrony swoich sąsiadów (dawnych właścicieli pozostałych dwóch gospodarstw).
Postawieni w tej sytuacji rolnicy nie mieli jednak świadomości, że wszyscy Polacy zostaną stąd z czasem wysiedleni.
Generalplan Ost zakładał stworzenie na podbitych terenach Europy Wschodniej specjalnej kasty militarno-rolniczej. Osadnik niemiecki (Wehrbauer) miał być jednocześnie rolnikiem gospodarującym na przydzielonej ziemi oraz uzbrojonym strażnikiem granicy, gotowym do walki ze stawiającą opór ludnością słowiańską.
------------------------------
Spotkanie wśród zbóż w Cieni Drugiej
Sytuację rolników dodatkowo komplikował napływ ludzi wysiedlanych z okolicznych gospodarstw. Do domu Spiszów trafiali znajomi i rodzina, mieszkańcy sąsiednich wsi, pozbawieni dachu nad głową i nadziei na bezpieczne jutro. Jedni zatrzymywali się tylko na krótko – w drodze do krewnych lub miejsc, gdzie mieli rozpocząć nowe życie. Inni na dłużej. Przez półtora roku dawali schronienie rodzinie Nowetów z Sędzimirowic.
Gospodarstwo Józefa i jego bliskich stało się dla wielu przystanią w czasie wojennej zawieruchy. Od głodu ratowała ich hodowla królików.
Pomoc potrzebującym była głównym powodem, dla którego rodzina znalazła się na celowniku okupanta. Józef ukrywał i żywił uciekinierów i uchodźców. Zabił świnię, co w realiach niemieckich przepisów okupacyjnych uznano za przestępstwo. Został też wydany administracyjny nakaz przeniesienia Spieszów do domu Juszczaka, a Juszczaków do lepszego domu Spiszów. Po jakimś czasie spłonęły zabudowania gospodarcze Spieszów i Józef zaczął się ukrywać. Domyślał się, że zostanie oskarżony o spowodowanie pożaru. Nie zachowały się w kaliskim archiwum akta Sondergerichtu odnośnie sprawy. Najprawdopodobniej właśnie za zabicie świni bez pozwolenia niemiecki sąd skazał go na rok więzienia. Nie zamierzał jednak oddać się w ręce okupanta. Zdecydował się na ucieczkę, wierząc, że wojna wkrótce dobiegnie końca i uda mu się uniknąć niemieckiej machiny sprawiedliwości.
Przez ponad rok ukrywał się za Rajskiem, w Oszczeklinie, u swojej siostry Stanisławy Matuszak. Tymczasem na gospodarstwo Spieszów niemal codziennie przychodzili żandarmi. Rodzina żyła w ciągłym strachu – była przesłuchiwana, szykanowana, a nierzadko także bita. Z czasem również pobyt w Oszczeklinie stał się zbyt niebezpieczny.
Do rodzinnego domu Józef nie odważył się wrócić. Mimo to znalazł sposób, by choć na chwilę zobaczyć swoich najbliższych. Jego syn, również Józef, po latach wspominał niezwykłe spotkanie z ojcem na polu w Michałowie Drugim. Miał wówczas około czterech lat i nie pamiętał już dobrze twarzy ojca. Powiedziano mu jedynie, że odwiedził ich „wujek”.
Obraz tamtego dnia pozostał jednak w jego pamięci na całe życie. Pośród dojrzewającego zboża zobaczył wąsatego mężczyznę trzymającego w ustach coś na kształt fajki – fifkę do papierosów. Chłopiec spojrzał na nieznajomego i z dziecięcą szczerością powiedział:
– Mój tata też miał taką fajeczkę.
Mężczyzna nie potrafił ukryć wzruszenia. Rozpłakał się.
------------------------------
Aresztowanie
Matka od najmłodszych lat wpajała dzieciom, jak wielką wagę ma milczenie. Powtarzała im, że choćby Niemcy „solili”, nie wolno powiedzieć ani jednego słowa o ojcu ani o tym, gdzie się ukrywa. Od tej dziecięcej dyskrecji mogło zależeć życie całej rodziny.
W grudniu 1943 roku Józef ponownie odważył się odwiedzić rodzinę w Cieni Drugiej. Nie mógł już przebywać w Oszczeklinie. Żona z dziećmi była już przeniesiona do domu Juszczaków. Ukryto go więc tam w niewielkim schowku pod podłogą, który miał stać się jego ostatnią nadzieją na ocalenie. Nadzieja ta okazała się jednak złudna. Sieć konfidentów była już zbyt rozbudowana, a żandarmi doskonale wiedzieli, gdzie i kogo szukają. Otoczyli gospodarstwo i bez wahania skierowali się do kryjówki.
Mały Józiu, niespełna sześcioletni chłopiec, na zawsze zachował w pamięci tamte chwile. Gdy dom otoczyli niemieccy żandarmi dziecko posadzono na skrzyni ustawionej nad wejściem do schowka w którym ukrywał się ojciec, przykrytym samodziałowym dywanikiem. Jeden z żandarmów brutalnym uderzeniem w głowę strącił Józia ze skrzyni. W następnej chwili wyciągnięto ojca ze skrytki. Potem już z podwórza rozległy się przerażające krzyki i jęki ojca. Bezlitośnie wyprowadzono go z gospodarstwa i popędzono do Opatówka na ulicę Kościelną, gdzie na plebanii urządzono żandarmerię.
Umieszczono go na rok w więzieniu w Sieradzu, gdzie odsiedział wyrok. Tam odwiedziła go żona Franciszka.
 |
Żona zamordowanego Józefa Spiesza - Franciszka z d. Olkiewicz z Mroczek. Nie wyszła ponownie za mąż, poświęciła się samotnemu wychowaniu dzieci. |
Polakom nie wolno było podróżować, więc pomógł jej zakupić bilet Ukrainiec Tomek pracujący w gospodarstwie Niemki w Michałowie Trzecim, która nazywała się Kaucz (pisownia fonetyczna). Jej mężem był Lattes Frykowski (chodził w czarnym mundurze, może ss-mann?)
Po odbyciu kary w Sieradzu nie został zwolniony. Pojawiały się pomówienia i kolejne donosy sąsiadów. Kiedy Józef się ukrywał przed aresztowaniem spaliły się budynki gospodarcze Józefa i podejrzenie padło na niego.
------------------------------
Masakra w więzieniu
We wrześniu 1944 przyjęto go do Radogoszczy - Rozszerzone Więzienie Policyjne” (niem. Erweitertes Polizeigefängnis, Radegast. Nigdy stamtąd nie wrócił.
Co się stało w więzieniu z Józefem zrelacjonował rodzinie po wojnie, przebywający w tym samym czasie w tym więzieniu Franciszek Juszczak (ur. 18.01.1914, syn Józefa (brat Stanisława - sąsiada Spieszów, i Katarzyny, wg źródła jakim jest strona www: był na robotach przymusowych w okolicach Sieradza i tam został za coś aresztowany; straty.pl: był więziony w Łodzi: ul. Sterlinga, ul. Kilińskiego oraz Radogoszcz - do 19-01-1945).
Wspominał, że widział Józefa w tym więzieniu w grudniu 1944. Rzekomo był bardzo wycieńczony, wchodził z trudnością po schodach i wspierali go inni więźniowie. Prawdopodobnie w IV kwartale 1944 r. kierownictwo łódzkiej policji, przy współudziale miejscowego Gestapo (lub odwrotnie), w obliczu jeszcze stojącego na linii Wisły frontu wschodniego (Armia Czerwona) zajęły się problemem więźniów na tym terenie. Co z nimi począć gdyby Rosjanie mieli zająć miasto.
Z 17 na 18 stycznia 1945 roku w nocy rozpoczęła się masakra. Rozpoczęto ją od wymordowania więźniów funkcyjnych, a następnie rozstrzelania więźniów w sali nr 1 budynku głównego. Kiedy oprawcy napotkali na opór więźniów następnych sal, podpalili je we wczesnych godzinach rannych 18 stycznia, ustawiając się dookoła i strzelając do ratujących się wszelkimi sposobami więźniów. W następnych godzinach trwało poszukiwanie jeszcze żyjących i dobijanie ich. Masakrę przeżyło ok. 30 więźniów, którym udało się ukryć podczas
ludobójczej masakry Wśród nich był Franciszek Juszczak. Relacjonował on, że Józef poniósł śmierć właśnie w wyniku serii z automatu puszczonej w celi przez Niemców.
Ucieczkę Franciszka i o tym, jak udało mu się przeżyć masakrę opisze w kolejnym poście.
------------------------------
Ocalić człowieczeństwo
Historia rodziny Spieszów jest świadectwem tego, że nawet w najciemniejszych czasach można było zachować człowieczeństwo. W latach wojny ich dom stał się miejscem schronienia dla prześladowanych, wysiedlonych i poszukiwanych. Nie kierowała nimi chęć zysku ani oczekiwanie wdzięczności. Pomagali, bo tak nakazywało sumienie.
Każda decyzja o udzieleniu pomocy wiązała się z ryzykiem utraty wszystkiego – gospodarstwa, wolności, a przede wszystkim życia. Mimo to nie zamknęli drzwi przed potrzebującymi. Dzielili się tym, co mieli, ukrywali ludzi, dawali nadzieję tym, których wojna pozbawiła domu i bezpieczeństwa.
Cena tej odwagi okazała się ogromna. Aresztowanie Józefa Spiesza i jego tragiczna śmierć pozostawiły rodzinę z bólem, którego nie dało się ukoić. Wojna zabrała ojca, męża i gospodarza, ale nie zdołała odebrać najcenniejszego – wartości, którymi kierował się do ostatnich chwil życia.
Po latach wspomnienia syna stały się bezcennym świadectwem tamtych wydarzeń. Dzięki nim pamięć o Józefie Spieszu i jego rodzinie przetrwała, przypominając kolejnym pokoleniom, że historia nie składa się wyłącznie z wielkich bitew i politycznych decyzji. Tworzą ją przede wszystkim zwykli ludzie, którzy w niezwykłych czasach potrafili zdobyć się na niezwykłą odwagę.
Losy rodziny Spieszów są opowieścią o poświęceniu, odpowiedzialności i cichej bohaterstwie. To historia, która pokazuje, że prawdziwa odwaga rodzi się nie z braku strachu, lecz z gotowości, by mimo niego stanąć po stronie dobra. Dzięki takim ludziom, choć wojna pozostawiła po sobie cierpienie i śmierć, ocalało to, co najważniejsze – ludzkie sumienie i pamięć.
Posty powiązane: