Etykiety

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szalińska Józefa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szalińska Józefa. Pokaż wszystkie posty

środa, 25 października 2017

Maria Wiewiórkowska. Kalisz. Lata trzydzieste.


Autor: Dominika Pawlikowska

Maria Wiewiórkowska urodziła się w Noskowie/ dzielnica Kalisza/ 10.04.1915 roku w rodzinie Ludwika Semperskiego i Józefy z Rupotackich.
Była ich jedynym dzieckiem. Na zdjęciu poniżej Maria /pierwsza z prawej/ trzyma pod rękę swoją mamę Józefę.
Maria spędziła w Kaliszu bardzo szczęśliwą młodość, ukończyła Państwowe Gimnazjum im.Anny Jagiellonki. Często wspominała szkołę, koleżanki i psikusy, jakie robiło się nauczycielom.


Kalisza. Lata 30-te./zbiory własne.Moja babcia i prababcia
 na zdjęciu z lat trzydziestych.

Lata 30-te to czas tworzenia systemu szkół, radia, prasy, kultu literatury oraz czerpania pełnymi garściami z życia towarzyskiego. Moja babcia /na zdjęciu po prawej/ została nauczycielką i po wojnie likwidowała analfabetyzm.

Tutaj wspomnienie mieszkańca Opatówka o mojej babci Marii.

Zarówno babcia jak i prababcia słynęły z dbałości o strój. Ludzie byli wówczas dość mobilni, rodzina podróżowała, wyjeżdżano do Zakopanego, do Warszawy, do "wód".
Poniższe zdjęcie ukazuje trendy lat 30-tych, popularne były małe bereciki oraz toczki, które ozdabiano kwiatkami i woalką, najczęściej nosiło się je na bakier. Wielka szkoda, że te zdjęcia są czarno-białe, nie pokazują bowiem kolorów, a w tamtych czasach kobiety nie bały się odważnych barw. Do mody weszły kołnierze zrobione z futra, które noszone były do żakietu, a także eleganckie futrzane peleryny, które zakładano do sukienek. Obowiązkowy dodatek to sztuczne kwiaty, które wpinano do każdego rodzaju stroju. Jak widać dbano o elegancję, o schludny makijaż, fryzurę. O szyk.
Wśród popularnych stylizacji najmodniejsza była „na chłopczycę”, która odznaczała się krótko ściętymi włosami, maskowaniem biustu oraz opuszczeniem tali sukienki na biodra, aby zlikwidować wcięcie w pasie. Charakterystycznymi dodatkami były małe kapelusze tzw. kaski wzorowane na wojskowych hełmach. Były mocno naciągane na oczy oraz przylegały do głowy.
Najważniejszym elementem zimowego odzienia było ciepłe futro. Moja babcia i prababcia na zdjęciu poniżej.

Kalisz/ Moda lat 30-tych. Babcia i prababcia.


Moja babcia powtarzała, że człowiek jest za biedny, żeby kupować byle co. Dlatego zawsze kupowała dobre materiały, buty zamawiała u szewca. W tamtych czasach porządne odzienie było czymś w rodzaju lokaty kapitału. 
Ojciec kaliskiego podróżnika Stefana Szolc-Rogozińskiego zajmował się m.in. handlem futrami. Za porządne futro żądał 150 rubli srebrem, tyle zarabiał rocznie nauczyciel.Może babcia tam kupowała futra?


"Nowy Kaliszanin" A.Tabaki i M.Błachowicza, przykład ogłoszenia

W latach 30. fasony damskich strojów były bardzo kobiece. Zaczęto podkreślać ramiona, biust, wcięcie w talii. Stąd suknie zyskały dopasowaną górę, pasek w talii i rozkloszowaną spódnicę, sięgającą do połowy łydek. Stroje popołudniowe szyto z kwiecistych, cienkich tkanin, takich jak żorżeta czy jedwab.


WWW.HISTORIAWSEPII.BLOGSPOT.COM
Kalisz, lata 30- te. Uczennice "Jagiellonek". Ulica. Park


Zdjęcie które przedstawiam powyżej to bezcenne fotostory z lat trzydziestych z kaliskiej ulicy.
Dużo rzeczy panie robiły własnoręcznie. Babcia umiała robić na szydełku, drutach, maszynie. Wyczarowywała piękne rzeczy.
Do napisania tego posta zainspirowała mnie lektura książki "Nowy Kaliszanin" A.Tabaki i M.Błachowicza

To jest taka pozycja, która powinna obowiązkowo znaleźć się w biblioteczce każdego mieszkańca tego miasta. Służy pomocą w rozwikływaniu rożnych zagadek o tajemniczych miejscach i przeszłości miasta. Zainspirowała mnie do napisania dwóch nowych postów o moich protoplastach kaliszanach. O wąsach mojego pradziadka a drugi o futrach prababci:)


poniedziałek, 23 października 2017

Moja prababcia z XIX wieku. Józefa Szalińska.

Józefa de domo Rupotacka primo voto Semperska z mężem  Ludwikiem Semperskim

   Moja prababcia Józefa Szalińska de domo Rupotacka urodziła się w roku 1893 w Szczypiornie.
W tym właśnie Szczypiornie, gdzie znajdował się obóz Legionistów Józefa Piłsudskiego z 1917 roku i gdzie narodził się szczypiorniak czyli odmiana piłki ręcznej. W latach 1915–1922 przebywali w tym obozie internowani przez władze niemieckie działacze niepodległościowi, żołnierze Legionów Polskich, jeńcy rosyjscy. "...Obóz w Szczypiornie robił przerażające wrażenie.(...) W całym obozie mieszczącym kilkanaście tysięcy jeńców... oddzielono dla legionistów osiem "bloków" stanowiących odrębną całość..." Zaznaczyć jednak trzeba, iż pierwsi działacze niepodległościowi przebywali tu od początku 1916 roku, m.in. Aleksandra Piłsudska."(...)za http://www.kalisz.info/oboz-w-szczypiornie.html
Obecnie w Szczypiornie mieści się Centralny Ośrodek Szkolenia Służby Więziennej.

Dom, w którym mieszkała moja prababcia jest właściwie za miedzą tego ośrodka.
Pamiętam, jak wspominała, że niedaleko znajdowała się granica zaboru rusko-pruskiego. Mieszkając blisko tej granicy babcia musiała posługiwać się oboma językami. Poślubiła Ludwika Semperskiego. Mieli jedną córkę, Marię, moja babcię. Cała rodzina Semperskich na zdjęciu poniżej.


Na zdjęciu powyżej babcia Józefa de domo Rupotacka 1893-1977 z mężem
 Ludwikiem Semperskim 1885-1924
 i córką - komunia Marii

Pytałam babcię Marię, dlaczego ma taką naburmuszoną minę na tym zdjęciu. A to dlatego, że fotograf kazał jej stać, a mamie siedzieć. Dzieci w każdej epoce zawsze miały swoje humorki.
Nie wiem, kiedy urodził się pradziadek Ludwik Semperski, ale z dużym prawdopodobieństwem datuję rok urodzin na mniej więcej 1890 rok. Nie wiem też, gdzie się urodził.
P.S
Dotarłam do nowych wiadomości.
Dzięki portalowi My Heritage dotarłam do aktu zgonu Ludwika Semperskiego, mojego pradziadka.  
Oto on: 

Akt zgonu Ludwika Semperskiego.

Akt zgonu nr 64 – Ludwik Semperski
Działo się dnia 7 sierpnia 1924 roku o godzinie … stawił się Władysław Chojnacki i oświadczył, że: Ludwik Semperski, robotnik dniówkowy, zamieszkały w …, urodzony około 1885 roku, syn Augusta Semperskiego i Zofii z domu Rogodo (nazwisko zapewne  przekręcone), mąż Józefy Rupotackiej, zamieszkały przy ulicy … nr 40, zmarł dnia 6 sierpnia 1924 roku.
Z aktu wynika, że Ludwik Semperski zmarł: „dans la rue de l’Usine des Fours à Coke de Douai” czyli: na terenie / przy ulicy Zakładów Koksowniczych w Douai.
Miejsce zgonu zostało zapisane w gminie Flers-en-Escrebieux, ale mieszkał prawdopodobnie w dzielnicy Dorignies koło Douai. To wskazuje na rejon przemysłowo-górniczy związany z koksownią („Fours à Coke” = piece koksownicze / koksownia)., w wieku 39 lat. Miejscowość: (Flers-en-Escrebieux to miejscowość i gmina położona w departamencie Nord w regionie Hauts-de-France na północy Francji. Jest częścią aglomeracji miejskiej Douai i stanowi element obszaru przemysłowego związanego historycznie z górnictwem i przemysłem ciężkim północnej Francji.)
Akt sporządzono dnia 7 sierpnia 1924 roku na podstawie zgłoszenia Władysława Chojnackiego,
po odczytaniu podpisano wraz z urzędnikiem stanu cywilnego.
Podpisy: Władysław Chojnacki i urzędnik stanu cywilnego.
Czyli jeśli zmarł w 1924 w wieku 39 lat to musiał urodzić się w 1885.

   W XIX wieku dystyngowani mężczyźni nosili brody lub starannie wypielęgnowane wąsy. Zakłady fryzjerskie przeżywały dobre czasy, oferując nie tylko cięcie ale i fryzowanie zarostu. Na pewno nie jest to wąs ludowy ani kmiecy czy chłopski. To jest wąs zadbany, filuterny.
Pradziadek jest dla mnie zagadką, próbowałam już coś wstępnie ustalić w archiwum, ale nazwisko nie pojawiło się w żadnym rekordzie.
Może nas to dziwić, ale w XIX w i początkach XX ludzie byli bardzo mobilni. Cała moja rodzina wędrowała. Za pracą, zajęciem, pokojem, spokojem.
   Babcia mówiła, że nazwisko zostało spolszczone i że prawdopodobnie jego przodek był koniuszym, dzisiaj powiedzielibyśmy weterynarzem, przybyłym zza granicy do jakiegoś majątku w celu trzymania pieczy nad hodowlą koni. Pradziadek pięknie się prezentuje, był bardzo przystojnym mężczyzną, miał też głowę na karku.
  Widzimy, że z dumą nosi zadbane wąsy. Wąsy barwiono, usztywniano, pomadowano specjalną pomadą, a nawet prasowano żelazkiem.

Państwo młodzi zamieszkali w Kaliszu. W mieście nie działo się wówczas dobrze, Kalisz był zniszczony, panował głód. W 1914 roku Niemcy zbombardowali miasto. Z 70 tysięcy mieszkańców zostało 5 tys. Po bombardowaniu miasto wygląda tak:


Więcej zdjęć tutaj.Tu można przeczytać o tym, co przeżyło to miasto- Feniks. Wydarzenia te opisała M. Dąbrowska w powieści Noce i Dnie.
W 1919 pradziadkowie Semperscy zamieszkują w nowo powstałej kamienicy przy ulicy Dworcowej w Kaliszu. Ta kamienica jest właśnie na sprzedaż, wystawiono ją za 750 tys.





  Po śmierci pierwszego męża prababcia Józefa ponownie wyszła za mąż, za Bolesława Szalińskiego. Wspólnie z mężem prowadziła restaurację. Niedawno w książce Kazimierza Rogackiego "Tak było 1929-2013" znalazłam wspomnienie o mojej prababci, jako właścicielce kaliskiej restauracji przy ulicy Franciszkańskiej. W okresie międzywojennym, który stanowi obszar mojego szczególnego zainteresowania, była kobietą w sile wieku, mająca mniej więcej 40 lat.


Kazimierz Rogacki Tak było 1929-2013
Kazimierz Rogacki Tak było 1929-2013

   Pan Kazimierz Rogacki opisuje Kalisz z okresu międzywojennego, wspominając i opisując ulice, którymi maszerował jak młody chłopak. I pisze tak, cytuję fragment: "Skręcając w ulicę Franciszkańską widać było podświetloną reklamę restauracji pani Szalińskiej. Wchodziło się do niej po kilku schodkach. Miała ona dość duże wzięcie. Pamiętam, że byłem tam z bratem i tatą na flakach z pulpetami".


Dzisiejsza Franciszkańska


Teraz muszę odnaleźć zdjęcia przedwojennego Kalisza, być może została tam utrwalona ulica Franciszkańska, a z nią ta restauracja.




   Szalińscy zakupili w 1934 kamienicę i restaurację w Opatówku. I zapewne po tamtych czasach pozostałoby wiele pamiątek, gdyby nie fakt, że w restaurację prowadzoną przez moich pradziadków w tym małym wielkopolskim miasteczku trafił niemiecki pocisk i zakończył żywot tych pamiątek w 1945r.  Kamienica ocalała. Co się działo z Szalińskimi w czasie II wojny ? Tutaj: Historia w sepii...: Gdy Opatówek został "Spatenfelde".

Opatówek, Kamienica pradziadków Szalińskich w pierzei rynku. W dobudowanym domu
po prawej stronie kamienicy-restauracja
Opatówek. Ta sama kamienica 2016r.

  Pozostało kilka drobiazgów będących świadectwem tamtych czasów, m.in obrus po mojej przedwojennej prababci. Być może sama go wyhaftowała ponieważ "roboty kobiece" szły w parze z wielkimi uzdolnieniami manualnymi kobiet w mojej rodzinie. Ale może kupiła go, nie wiem. W każdym bądź razie ciarki przechodzą na samą myśl, ile czasu należało spędzić nad każdym milimetrem tego obrusu. Przedmioty z historią są nośnikiem wiedzy o świecie, który przeminął, ale też i tym współczesnym, bo przecież motywy znane sprzed lat stale wracają do kultury i sztuki.


obrus mereżkowy

   Prababcia Józefa po II wojnie zamieszkała z nami. Dom był wielopokoleniowy. Ludzie "przedwojenni" nie mieli emerytur ani żadnych świadczeń, w tamtych czasach nie było systemu ubezpieczeń społecznych i ludzie starsi musieli sami zabezpieczyć sobie byt na starość lub po prostu mieszkali ze swoimi dziećmi.


Autor: Dominika Pawlikowska







piątek, 6 kwietnia 2012

Zaczęło się w Opatówku. Marianna Semperska i Marian Wiewiórkowski.

A oto historia moich dziadków ze strony mamy: Marianny i Mariana Wiewiórkowskich
24 kwietnia 1938 roku młoda para staje na ślubnym kobiercu. Panna młoda ma 23 lata, pan młody 28.
Marianna Semperska była córką Józefy z Rupotackich primo voto Semperskiej secundo voto Szalińskiej i Ludwika Semperskiego.
Post o Józefie Szalińskiej tutaj.

Ślub Marii i Mariana Wiewiórkowskich.


Wszelkie znaki na niebie i ziemi świadczyły o tym, że czeka ich długie i szczęśliwe życie. Dziadek Marian miał stabilną i dobrze płatną państwową posadę, był naczelnikiem pocztowym w Opatówku. Babcia ukończyła Państwowe Gimnazjum im.Anny Jagiellonki w Kaliszu.
Szkołę wspominała często, wymieniała z nazwiska nauczycielki i koleżanki.
Rodzice Marii niedawno kupili tu piękną kamienicę w centrum Opatówka, gdzie jej mama Józefa /tutaj więcej/ wraz z ojczymem Marii Bolesławem Szalińskim prowadzi restaurację. Przeprowadzili się tu z Kalisza, gdzie również zajmowali się restauratorstwem, prowadząc na ulicy Franciszkańskiej restaurację, mającą duże wzięcie wśród mieszkańców.
Rodzicom pana młodego - Stanisławowi i Leokadii udzieliła się idea zakładania sklepów spółdzielczych forsowana przez księdza Blizińskiego w Liskowie i prowadzili taki w centrum przy Placu Wolności w centrum Opatówka.
Bracia dziadka i on sam chodzili do dwóch gimnazjów męskich w Kaliszu. Do Gimnazjum Humanistycznego A.Asnyka lub do Państwowego Gimnazjum im. Tadeusza Kościuszki.
Dziadek Marian był uczniem Szkoły Handlowej, dzisiejszego liceum im.T.Kościuszki.

Marian Wiewiórkowski jako absolwent Szkoły Handlowej,
dzisiejszego liceum im.T.Kościuszki.


Więcej o szkole tutaj: Czasy szkolne
Rodziców Marii stać było na edukację córki. Ukończyła Państwowe Gimnazjum im. Anny Jagiellonki.

Państwowe Gimnazjum im. Anny Jagiellonki w Kaliszu ok.1930 r.
Babcia Marianna z koleżankami w mundurkach szkolnych - pierwsza z lewej

To zdjęcie poniżej przedstawia klasę dziadka Mariana Wiewiórkowskiego w 1926 roku. Urzekająca jest elegancja w ubiorze nauczycieli i uczniów.
W latach 20-30 tych chodzenie do szkoły nie było oczywistością. Wielu ludzi nie było stać na posłanie dzieci do szkół. Olbrzymia ilość dzieci nie kończyła nawet szkoły powszechnej.

Uczniowie Szkoły Handlowej w Kaliszu ok.1926 r.


W latach 30-tych babcia Marianna była pełną życia optymistką. Z pewnością miała swoje plany i marzenia. A te o przystojnym mężu i szczęśliwej rodzinie właśnie się spełniają. Zawsze zastanawiało mnie dlaczego babcia na wszystkich zdjęciach jest raczej smutna, zamyślona?
To niesłychane, bo na co dzień była energiczną, wesołą, pełną pomysłów i lubiącą się śmiać dziewczyną. Czyżby przypuszczała, co zgotował dla niej los ?
Po hucznym ślubie i weselu dziadkowie udali się w podróż poślubną. Nie przypuszczali, że to ostatnia wspólna podróż w ich życiu.
Dziadek kochał  życie, wędrówki po górach… zdjęcie zrobione nad Morskiem Okiem w 1938r.

Marian Wiewiórkowski  nad Morskiem Okiem w 1938r.

Przez półtora roku wspólnego życia byli szczęśliwi jak każda młoda para. Na świat przyszła pierwsza córka Beatka.
Babcia wspominała słowa dziadka, które są pięknym wyrazem miłości: "Marysiu, gdybym wiedział, że będzie nam razem tak dobrze, to wcześniej poprosiłbym Cię o rękę". To szczęście trwa tylko 1,5 roku.
Posag panny młodej oraz pierwsze oszczędności odłożyli na książeczce oszczędnościowej, którą mam po dziś dzień. O tym tutaj
Marian Wiewiórkowski z zoną Marią przed budynkiem poczty na ulicy Kościelnej w Opatówku. Zdjęcie ok. 1938.

Marian Wiewiórkowski był młodym człowiekiem, kiedy powierzono mu odpowiedzialną funkcję naczelnika poczty w Opatówku. Na zdjęciu poniżej widać jak prezentowały się przedwojenne mundury pocztowców. Przypominały mundury wojskowe. Próbuję wyobrazić sobie nastrój tamtych dni, zbliżającej się wojennej zawieruchy, gdy na młodego człowieka spadła tak dużą odpowiedzialność. W przeddzień wybuchu wojny na pewno miał dużo pracy. Świadczy o tym ten krótki komunikat wydany przez Prezydenta miasta inż. I.Bujnickiego wydany w przeddzień wybuchu wojny, który ukazał się w lokalnej gazecie, w Gazecie Kaliskiej R.47, nr 240 (31 sierpnia 1939)
Prezydent prosi mieszkańców, żeby  korzystali z rozmów telefonicznych tylko w szczególnych przypadkach, ponieważ personel jest przeciążony z powodu nawału pracy.

Marian Wiewiórkowski przy centrali telefonicznej

Marian Wiewiórkowski, naczelnik poczty, Opatówek, ulica Kościelna,1939.

Marian Wiewiórkowski ze współpracownikami 1939.

Marian Wiewiórkowski ze współpracownikami, Opatówek, ulica Kościelna,1939.

Młode pokolenie być może nie zdaje sobie sprawy, że centrale telefoniczne nie były wówczas elektroniczne lecz ręczne.
Na zdjęciu dziadek przy centrali telefonicznej w mundurze pocztowca. W siedemdziesiątą rocznicę wybuchu II wojny Światowej, Biblioteka Narodowa udostępniła reprodukcje cyfrowe polskiej prasy, odezw, druków ulotnych i innych dokumentów znajdujących się w zbiorach BN, a ukazujących się od końca sierpnia do początków października 1939 r. na ziemiach II Rzeczypospolitej. Stanowią one niezwykłe źródło poznania sytuacji i nastrojów, jakie panowały w czasie wojny obronnej 1939 r.
To że zbliża się wojna mieszkańcy wiedzieli już z gazet:
"Rzesza niemiecka prowadzi od szeregu miesięcy agresywną politykę w stosunku do Rzeczypospolitej. Ostatnie działania na terytorium Wolnego Miasta zwrócone przeciw niezaprzeczalnym prawom i interesom Rzeczypospolitej oraz jawne pretensje terytorialne Niemiec wobec państwa polskiego nie pozostawiają wątpliwości, że istnieje zagrożenie Rzeczypospolitej" Gazeta Kaliska, czwartek 31 sierpnia 1939r. Artykuł świadczy o tym, że kaliszanie byli w stanie pogotowania wojennego.

Gazeta Kaliska R.47, nr 240 (31 sierpnia 1939)
Gazeta Kaliska o groźbie wojny 21 sierpnia 1939

Dokument z 18-go grudnia 1937 roku wystawiony przez Dyrektora Poczt i Telegrafów w Warszawie o powołaniu Mariana Wiewiórkowskiego na stanowisko naczelnika.

Dokument z 18-go grudnia 1937 roku wystawiony przez Dyrektora Poczt i Telegrafów w Warszawie
  A to wizytówka, która zachowała się w domowym archiwum
Poczta w Opatówku. Naczelnik: Marian Wiewiórkowski wraz z pracownikami poczty

W wolnych chwilach na poczcie goszczono przyjaciół i bliskie osoby, bywał także często ksiądz Jerzy Bekier ( proboszcz w latach 1937-38), ks. Jan Wieczorek i ks. Edmund Perczak(na zdjęciu)
Chrzciny córki Beaty. Wiewiórkowscy z chrzestnym Beaty-panem Strycharskim, fryzjerem. Pierwsza od prawej moja prababcia, mama Marii Wiewiórkowskiej - Józefa Szalińska. Obok niej ksiądz Jerzy Bekier. Drugi od lewej ksiądz Edmund Perczak (25.10.1909-12.08.1942 więzień Dachau, zagazowany w Hartheim), prefekt parafii Opatówek w latach 1937-41.  Marian Wiewiórkowski trzeci od lewej.

Księża zostali przez Niemców wywiezieni do obozu koncentracyjnego w Dachau. Po wybuchu wojny kościół został zamknięty dla Polaków. Jesienią 1943 Niemcy w budynku plebanii umieścili żandarmerię.
Historia niemiłosiernie wkroczyła do domu dziadków Wiewiórkowskich, do Wielkopolski. Hitler tłumaczył Niemcom "że tylko naród, którego warstwy kierownicze zostaną zniszczone, da się zepchnąć do roli niewolników" i wskazał na konieczność masowego wyniszczenia polskiej inteligencji. Pytałam babcię, czy myśleli o zbliżającym się niebezpieczeństwie. Ale im się to nie mieściło w głowie, brakowało im wyobraźni na to, co za rok stanie się faktem. Dziadek uspokajał babcię, twierdząc, w myśl ówczesnej propagandy, że "Jak tylko przyjdą, damy im łupnia". Jednak gestapowcy już łomoczą do drzwi.
Zostaliśmy nazwani Krajem Warty, którego namiestnikiem przez cały okres okupacji był Arthur Greiser. Województwo poznańskie wraz z częścią pomorskiego, łódzkiego i skrawkiem warszawskiego stało się Warthegau na podstawie dekretu Hitlera z 8 października 1939. Dążeniem Greisera była szybka i pełna germanizacja. Zakładano, że stanie się to w ciągu 10 lat.
"Hitler dążył do politycznego oczyszczenia gruntu, terminu tego użył podczas narady z dowódcami Wehrmachtu 12 września 1939. Celem miało być całkowite wyniszczenie elementów przywódczych.
W drugim etapie akcji politycznego oczyszczania gruntu , zwłaszcza w kwietniu i maju 1940 do obozów koncentracyjnych deportowano około 5000 osób, z których do końca wojny dożyło zaledwie kilka procent" cyt. z książki Polityczne oczyszczanie gruntu. Zagłada polskich elit w Wielkopolsce (1939-1941). A.Łuczak, A.Pietrowicz
Dziadkowi udało się przeżyć transport do Dachau.
Później przyszło już tylko kilka listów z obozu Mauthausen - Gusen, które babcia przechowywała jak relikwie. 

Blok 15, Stube (izba) A. Lista Mariana Wiewiórkowskiego z obozu Gusen. 28.07.1940

Dziadkowi udało się przeżyć w obozie tylko do 26 października 1941. Z obozu nie mógł pisać tego, co miał w sercu, co czuł w lodowatych kamieniołomach Alp, niszczony przez fizyczne katusze, głód i ziąb, i niepokój o dalsze losy rodziny, przeczuwając, to, co nieuchronne. Listy pisane były ręką obozowego pisarza i ograniczały się do zdawkowych pozdrowień.

Fragment listu Mariana Wiewiórkowskiego z obozu koncentracyjnego Gusen.

" Kochana żono i matko! List i pieniądze otrzymałem... Z okazji Wielkiej Nocy przesyłam Wam najlepsze życzenia. Pozdrawiam Was serdecznie. Wasz Marian." To była ostatnia wiadomość od dziadka. List wysłany przez babcię w kwietniu 1941 r. nie zastał go już wśród żywych. List od babci został odesłany. Babcia pisała:

"Kochany Marianie...
Dajemy sobie radę i tylko Ciebie nam brakuje. Jesteśmy wszyscy zdrowi. Nie wyobrażasz sobie, jak duże są nasze córeczki. Beatka ciągle mówi o Tobie. Mówi już Ojcze Nasz i prosi o zdrowie dla tatusia, jej i dla Olesi [mojej mamy]. Mówi także, że kocha tatusia bardzo..."

Dziadkowi nie dane już było go przeczytać, nie zobaczył też nigdy swojej młodszej córeczki.




Zmarł męczeńską śmiercią, zakatowany, zadręczony w kamieniołomach KL Gusen na austriackiej ziemi. Gusen było miejscem zagłady polskiej inteligencji aresztowanej na podstawie list proskrypcyjnych przygotowanych jeszcze przed wejściem Niemców do Polski. Tutaj.
Wspomnienia obozu odnalazłam w książce Grzegorza Timofiejewa "Człowiek jest nagi". Tutaj.
Bardzo za nim tęskniłam, choć go nie znałam. Żałuję wszystkiego, czego z jego pomocą nie dane mi było doświadczyć. Jego życiowej mądrości, opowieści, rad, miłości.. Ale są pamiątki, listy, zdjęcia.
Babcia poświeciła się rodzinie, dzieciom swoim i cudzym, po wojnie została nauczycielką, ale to już inna historia.
Zadbałam o pamięć tych wydarzeń i umieściłam historię Mariana Wiewiórkowskiego w Księdze Pamięci - Memorial Book for the Dead of the Mauthausen Concentration Camp and its Subcamps

Marian Wiewiórkowski nigdy nie zobaczył mojej mamy Aleksandry. Urodziła się już po jego aresztowaniu.

Od lewej: Starsza córka Wiewiórkowskich Beatka (ur. 1939) po mężu Szpak, obok moja mama- Aleksandra po mężu Adamczyk (1940-2008).



Ciąg dalszy tutaj.