![]() |
| Józef Spież 1892-45? |
Dziadkowie początkowo gospodarowali w Michałowie III. Z czasem Józef Spież dokupił ziemię w Cieni Drugiej i właśnie tam rodzina rozpoczęła nowy etap swojego życia. Gospodarstwo liczyło dziewięć hektarów i dawało nadzieję na spokojną przyszłość, budowaną ciężką, codzienną pracą.
Wybuch II wojny światowej zastał mieszkańców polskiej wsi w stanie głębokiej niepewności. Nikt nie wiedział, czego spodziewać się po nadchodzących wydarzeniach, ani jaką przyszłość przyniesie wojna. Wielu starszych gospodarzy wspominało jeszcze czasy „za Wilusia”, jak potocznie określano okres panowania cesarza Wilhelma*. W ich pamięci Niemcy pozostali ludźmi niezwykle gospodarnymi, zdyscyplinowanymi i pracowitymi.
Własne doświadczenia z Niemcami miał również Józef. Doskonale znał Polaków niemieckiego pochodzenia mieszkających w pobliskim Opatówku. Jego niewątpliwym atutem była biegła znajomość języka niemieckiego, która ułatwiała mu codzienne kontakty i pozwalała lepiej rozumieć ludzi po obu stronach granicy kultur.
Pewnego dnia na podwórzu Spieżów pojawił się niespodziewany gość. Był nim opatówecki rzeźnik niemieckiego pochodzenia o nazwisku Feicht, który przyjechał z bardzo konkretnym zamiarem – chciał odkupić od gospodarzy ich psa. Zwierzę cieszyło się w okolicy wyjątkową sławą. Zachwycało urodą, ale przede wszystkim budziło respekt dzięki swojej czujności i niezwykłym zdolnościom obronnym.
Feicht przybył w towarzystwie sołtysa Cieni Pierwszej Luggera (pisownia nazwiska niepewna) oraz jeszcze jednego Niemca. Towarzyszył im również jego własny pies. Pewny siebie rzeźnik zwrócił się do Józefa z prośbą, aby spuścił swojego czworonoga z łańcucha.
Józef stanowczo odmówił.
Sytuację rolników dodatkowo komplikował napływ ludzi wysiedlanych z okolicznych gospodarstw. Do domu Spieżów trafiali znajomi i rodzina, mieszkańcy sąsiednich wsi, pozbawieni dachu nad głową i nadziei na bezpieczne jutro. Jedni zatrzymywali się tylko na krótko – w drodze do krewnych lub miejsc, gdzie mieli rozpocząć nowe życie. Inni na dłużej. Przez półtora roku dawali schronienie rodzinie Nowetów z Sędzimirowic.
Gospodarstwo Józefa i jego bliskich stało się dla wielu przystanią w czasie wojennej zawieruchy. Od głodu ratowała ich hodowla królików.
Pomoc potrzebującym była głównym powodem, dla którego rodzina znalazła się na celowniku okupanta. Józef ukrywał i żywił uciekinierów i uchodźców. Zabił świnię, co w realiach niemieckich przepisów okupacyjnych uznano za przestępstwo. Został też wydany administracyjny nakaz przeniesienia Spieżów do domu Juszczaka, a Juszczaków do lepszego domu Spiszów. Po jakimś czasie spłonęły zabudowania gospodarcze Spiezów i Józef zaczął się ukrywać. Domyślał się, że zostanie oskarżony o spowodowanie pożaru. Nie zachowały się w kaliskim archiwum akta Sondergerichtu odnośnie sprawy. Najprawdopodobniej właśnie za zabicie świni bez pozwolenia niemiecki sąd skazał go na rok więzienia. Nie zamierzał jednak oddać się w ręce okupanta. Zdecydował się na ucieczkę, wierząc, że wojna wkrótce dobiegnie końca i uda mu się uniknąć niemieckiej machiny sprawiedliwości.
Przez ponad rok ukrywał się za Rajskiem, w Oszczeklinie, u swojej siostry Stanisławy Matuszak. Tymczasem na gospodarstwo Spieżów niemal codziennie przychodzili żandarmi. Rodzina żyła w ciągłym strachu – była przesłuchiwana, szykanowana, a nierzadko także bita. Z czasem również pobyt w Oszczeklinie stał się zbyt niebezpieczny.
Do rodzinnego domu Józef nie odważył się wrócić. Mimo to znalazł sposób, by choć na chwilę zobaczyć swoich najbliższych. Jego syn, również Józef, po latach wspominał niezwykłe spotkanie z ojcem na polu w Michałowie Drugim. Miał wówczas około czterech lat i nie pamiętał już dobrze twarzy ojca. Powiedziano mu jedynie, że odwiedził ich „wujek”.
Obraz tamtego dnia pozostał jednak w jego pamięci na całe życie. Pośród dojrzewającego zboża zobaczył mężczyznę trzymającego w ustach coś na kształt drewnianej fajki – fifkę do papierosów. Chłopiec spojrzał na nieznajomego i z dziecięcą szczerością powiedział:
– Mój tata też miał taką fajeczkę.
Mężczyzna nie potrafił ukryć wzruszenia. Rozpłakał się.
15 letni syn Józefa Leon pracował 1943-45 w Michałowie Drugim u Niemca Frykowskiego. Gospodarstwo miało około 15 hektarów. Wywłaszczono rolnika i na jego miejsce przyjechała rodzina Frykowskich, pochodząca prawdopodobnie z Łotwy. Żona Frykowskiego wyjeżdżała zimą do Argentyny. Latem do Michałowa przyjeżdżali goście z Argentyny. Mieli dorosłego syna o imieniu Latys, który był w wojsku. Ożenił się z sąsiadka Niemka Emmą Kaus. Gdy zbliżał się front rosyjski zarządzono ewakuację na Zachód. Frykowscy zmusili Leona do powożenia wozem na który zapakowali najpotrzebniejsze rzeczy między innymi żywność: bańki od mleka ze smalcem. Którejś nocy, gdy Niemcy spali, Leon uciekł o powrócił do domu.
------------------------------
Aresztowanie
Matka od najmłodszych lat wpajała dzieciom, jak wielką wagę ma milczenie. Powtarzała im, że choćby Niemcy „solili”, nie wolno powiedzieć ani jednego słowa o ojcu ani o tym, gdzie się ukrywa. Od tej dziecięcej dyskrecji mogło zależeć życie całej rodziny.
W grudniu 1943 roku Józef ponownie odwiedził rodzinę w Cieni Drugiej. Nie mógł już przebywać w Oszczeklinie. Żona z dziećmi była już przeniesiona do domu Juszczaków. Ukryto go więc tam w niewielkim schowku pod podłogą, który miał stać się jego ostatnią nadzieją na ocalenie. Nadzieja ta okazała się jednak złudna. Sieć konfidentów była już zbyt rozbudowana, a żandarmi doskonale wiedzieli, gdzie i kogo szukają. Otoczyli gospodarstwo i bez wahania skierowali się do kryjówki.
Mały Józiu, niespełna sześcioletni chłopiec, na zawsze zachował w pamięci tamte chwile. Gdy dom otoczyli niemieccy żandarmi dziecko posadzono na skrzyni ustawionej nad wejściem do schowka w którym ukrywał się ojciec, przykrytym samodziałowym dywanikiem. Jeden z żandarmów brutalnym uderzeniem w głowę strącił Józia ze skrzyni. W następnej chwili wyciągnięto ojca ze skrytki. Potem już z podwórza rozległy się przerażające krzyki i jęki ojca. Bezlitośnie wyprowadzono go z gospodarstwa i popędzono do Opatówka na ulicę Kościelną, gdzie na plebanii urządzono żandarmerię.
Umieszczono go na rok w więzieniu w Sieradzu, gdzie odsiedział wyrok. Tam odwiedziła go żona Franciszka.
Żona zamordowanego Józefa Spieża - Franciszka z d. Olkiewicz z Mroczek.
Nie wyszła ponownie za mąż, poświęciła się samotnemu wychowaniu dzieci.
Pochowana w Opatówku.
Polakom nie wolno było podróżować, więc pomógł jej zakupić bilet Ukrainiec Tomek pracujący w gospodarstwie Niemki w Michałowie Trzecim, która nazywała się Kaus. Jej mężem był Latys Frykowski (chodził w czarnym mundurze, może ss-mann?)Ostatnim śladem życia Józefa była wiadomość do żony:
![]() |
| List Józefa Spieża z więzienia w Sieradzu. Sieradz, 18 października 1944 r. |
Oto treść listu przepisana na współczesny język polski:
Sieradz, 18 października 1944 r.Najukochańsza Żono i wy, moje kochane dzieci!Jest mi i było bardzo przykro, że spóźniłaś się, przebywając tak kawał drogi, przez co nie mogliśmy nawet ze sobą porozmawiać. Nie mogłem też niczego od Ciebie odebrać, ponieważ mieliśmy bardzo złego strażnika [wachmana], a Leon był tutaj tylko w poniedziałek.Teraz mamy drugiego strażnika – to będzie w dwunastego, we wtorek. Jeśli tylko będziesz mogła przyjść, to bardzo Cię proszę, przyjdź. Nie wiem bowiem, czy jeszcze będziemy mogli się zobaczyć, ponieważ wywożą nas transportem w nieznane miejsce. Dlatego prosiłbym Cię, moja najukochańsza Żono, oraz was, moje kochane dzieci – bardzo Was o to proszę. Ja, Twój mąż, najpierw całuję Ciebie, kochana Żono, a także was, moje kochane dzieci. Ten nowy strażnik będzie z nami chodził przez dwa tygodnie.
Bardzo Was więc proszę, abyście nie odmówili mojej prośbie. Wiem o tym bardzo dobrze, że jest Wam ciężko i trudno, ale może Pan Bóg pozwoli mi kiedyś powrócić do domu, to wtedy Wam się odwdzięczę i będę dla Was pomocą. Prosiłbym Was więc jeszcze raz, abyście załatwili to w taki sposób, żebyśmy mogli się zobaczyć. Chciałbym jeszcze raz z Tobą, o kochana Żono, porozmawiać. Było mi bardzo przykro – sama przecież widziałaś, jak to wyglądało. No ale co ja miałem zrobić, skoro nie dało się nic ugrać [ze strażnikiem] Dlatego jeszcze raz o to proszę: przyjdźcie jak najprędzej. Jak tylko otrzymasz ten list, to zaraz przyjdź w poniedziałek. A gdybyś nawet nie mogła przynieść nic innego do jedzenia, to przynieś chociaż suchego chleba z naszego domowego wypieku. Żyjemy tutaj w trójkę, dzielimy się wszystkim i wspólnie sobie pomagamy. Prosiłbym Cię też, moja kochana Żono, oraz was, moje dzieci: przynieście mi trochę sacharyny. Mamy tutaj stałe wyżywienie i gorzką kawę, a tak mógłbym ją sobie po trochu osłodzić.
List Józefa powstał w momencie, gdy więźniowie żyli w ciągłym strachu przed „transportem w nieznane” – wywózką do obozów koncentracyjnych w głębi Rzeszy. Kilka miesięcy później, w styczniu 1945 roku, tuż przed wkroczeniem Armii Czerwonej, Niemcy dokonali krwawej likwidacji więzienia, rozstrzeliwując na miejscu ostatnich osadzonych.
Po odbyciu kary w Sieradzu nie został zwolniony. Pojawiały się pomówienia i kolejne donosy sąsiadów. Kiedy Józef się ukrywał przed aresztowaniem spaliły się budynki gospodarcze Józefa i podejrzenie padło na niego.
------------------------------
Masakra w więzieniu
Dalej prawdopodobnie przewieziono go do Radogoszczy - Rozszerzone Więzienie Policyjne” (niem. Erweitertes Polizeigefängnis, Radegast). Nigdy stamtąd nie wrócił.
Co się stało w więzieniu z Józefem zrelacjonował rodzinie po wojnie, przebywający w tym samym czasie w tym więzieniu Franciszek Juszczak (ur. 18.01.1914, syn Józefa (brat Stanisława - sąsiada Spieżów) i Katarzyny, wg źródła jakim jest strona www.straty.pl był na robotach przymusowych w okolicach Sieradza i tam został za coś aresztowany; straty.pl: był więziony w Łodzi: ul. Sterlinga, ul. Kilińskiego oraz Radogoszcz - do 19-01-1945).


