autor: Dominika Pawlikowska
Pamiętam to miejsce z dzieciństwa. Dzisiaj już nie istnieje. Cmentarz został splantowany w 2014 roku. Dla mnie to wielka strata, ponieważ stanowił doskonały obiekt do badań historycznych dla osób, które interesują się historią lokalną tak jak ja. Maja też ogromną wartość historyczną, są często źródłem wiedzy o lokalnej historii: dawnych mieszkańcach, epidemiach, wojnach, migracjach czy kulturze regionu. Można tam znaleźć stare nazwiska, symbole religijne, style architektury i sztuki sepulkralnej. Ich zniszczenie oznacza utratę części wspólnego dziedzictwa. Nawet opuszczony cmentarz może mieć znaczenie dla potomków, lokalnej społeczności albo grup etnicznych czy religijnych. Konflikty wokół likwidacji cmentarzy często wynikają właśnie z poczucia utraty pamięci i tożsamości. W wielu krajach cmentarze są chronione prawem. Przed ewentualną likwidacją trzeba zwykle prowadzić badania archeologiczne, identyfikację grobów i procedury przeniesienia szczątków.
Jako dziecko bywałam na tym cmentarzu. Wyglądał dla mnie wtedy jak tajemniczy ogród ukryty na końcu świata. Przylegał do katolickiego. Stare, ewangelickie mogiły ginęły w wysokiej trawie, splątanych krzewach i cieniu drzew, których gałęzie pochylały się nisko nad ziemią, jakby chciały pilnować spokoju zmarłych. Między popękanymi płytami rosły paprocie i mech, a ścieżki dawno przestały być wyraźne — trzeba było ostrożnie stawiać kroki, omijając zapadnięte groby i omszałe kamienie. Powietrze miało tam inny zapach niż w reszcie cmentarza — wilgotny, chłodny, pachnący mokrą ziemią i starymi liśćmi. Ciszę przerywał tylko szelest drzew i skrzypienie gałęzi. Miało się wrażenie, że czas zatrzymał się tam wiele lat wcześniej.
Najbardziej przyciągały uwagę stare niemieckie napisy wyryte na nagrobkach. Litery były już starte przez deszcz i mróz, ale wciąż można było odczytać pojedyncze słowa: Hier ruht…, Geboren, Gestorben. Niektóre tablice miały ozdobne, gotyckie litery, inne żelazne krzyże pokryte rdzą. Nazwiska ludzi, którzy dawno odeszli — Dreszer i wiele innych — wydawały się szeptać historię miejsca, którego prawie nikt już nie pamiętał.
Między grobami można było znaleźć przewrócone anioły bez skrzydeł, popękane fotografie i kamienie zapadające się w ziemię. Dziecko mogło czuć jednocześnie strach i ciekawość — jakby odkrywało ruiny dawnego świata, ukrytego pod warstwą mchu i zapomnienia.
W 2014 ukazał się artykuł Opatówek: Splantowali, czy zniszczyli cmentarz ewangelicki? | Kalisz Nasze Miasto. Artykuł autorstwa Darii Kubiak został opublikowany 23 lipca 2014 roku i dotyczy kontrowersji wokół ewangelickiej części cmentarza parafialnego w Opatówek.
Treść artykułu w skrócie: Prof. Piotr Łuszczykiewicz z UAM w Kaliszu zauważył, że podczas prac porządkowych zniknęły stare groby ewangelickie, w tym mogiła Marianny Dreszer – krewnej jego rodziny. Profesor podkreślał, że jeszcze kilka tygodni wcześniej nagrobek znajdował się obok grobów jego bliskich, a później pozostało po nim jedynie puste miejsce z kwiatami. Jego zdaniem usunięcie mogił było przejawem braku szacunku wobec dawnych mieszkańców wyznania ewangelickiego, którzy mieli duży wkład w rozwój Opatówka.
Proboszcz parafii, ks. prałat Władysław Czamara, tłumaczył, że teren był bardzo zaniedbany i przypominał zarośnięty zagajnik. Wyjaśnił, że parafia prowadzi prace porządkowe oraz przygotowuje nowe miejsca pochówku. Zaznaczył również, że zgodnie z prawem można usuwać groby, którymi nikt nie opiekuje się i za które od ponad 20 lat nie są wnoszone opłaty. Według grabarza w miejscu wskazanym przez profesora nie było pełnego nagrobka, a jedynie leżący kamień.
Artykuł pokazuje konflikt między formalnym prawem do porządkowania cmentarza a potrzebą ochrony historycznych grobów i pamięci o lokalnej społeczności ewangelickiej.
Wielka szkoda, że cmentarz zniknął. Te nagrobki były świadectwem życia dużej społeczności ewangelików, świadectwem niemieckiego osadnictwa tutaj.
W tej części zostało dosłownie kilka grobów. Wśród nich i ten, ktoś go odwiedza i pielęgnuje.
![]() |
| Zdjęcie z kwietnia 2026. Rodzina Hein. |
Na stronie My Heritage znalazłam kilka aktów zgonów z Opatówka z czasów II wojny, a wśród nich młodego człowieka, który ma tu swój, prawdopodobnie symboliczny, grób.
Zmarły urodził się 18 grudnia
1920 roku w Spatenfelde, powiat Kalisz (Urząd Stanu Cywilnego: Parafia
Ewangelicka Kalisz – Nr 2/1921).
Ojciec: Pracownik cegielni, Ernst
Hein, ostatnio zamieszkały w Opatówku, obecnie Spatenfelde, powiat Kalisz.
Matka: Emma Hein, z domu Schornik,
zamieszkała w Spatenfelde, powiat Kalisz. Zmarły nie był żonaty. Mieszkał na ul Poniatowskiego 51. Wpisano na
podstawie pisemnego zgłoszenia Naczelnego Dowództwa Wehrmachtu (Oberkommando
der Wehrmacht) w Berlinie W 30, z dnia 23 lutego 1943 r. Urzędnik Stanu
Cywilnego: (podpis nieczytelny)
Przyczyna zgonu: Poległ jako starszy szeregowy (Gefreiter) w 8. kompanii karabinów maszynowych 23. pułku piechoty.
Kluczowe informacje historyczne: Posadnikowo: Miejsce
śmierci znajduje się w Rosji. Jednostka Alfreda Heina (23.
Pułk Piechoty) brała udział w ciężkich walkach na froncie wschodnim w 1942
roku. Data zgonu a data aktu: Dokument został wystawiony prawie rok po śmierci
żołnierza, co było powszechne w przypadku zgonów na froncie (czas potrzebny na
przepływ informacji z wojska do cywilnego urzędu).
Treść dokumentu Nr 33
Spatenfelde, dnia 17 marca 1943 r. Ogrodnik Alfred Hein, zamieszkały w
Spatenfelde przy Poniatowskistrasse 51, poległ dnia 11 maja 1942 roku w
Posadnikowo, wschodni teatr działań wojennych.
Alfred Hein służył w 23. Pułku
Piechoty (Infanterie-Regiment 23), który wchodził w skład 23. Dywizji Piechoty.
Jest to jednostka o bogatej, ale i tragicznej historii, szczególnie na froncie
wschodnim. ## Szlak bojowy jednostki (maj 1942) W momencie śmierci Alfreda
Heina (maj 1942 r.), 23. Dywizja Piechoty znajdowała się w krytycznym punkcie
swojej historii.
* Lokalizacja: Jednostka brała udział w ciężkich walkach obronnych i pozycyjnych w rejonie tzw. występu rżewskiego (często nazywanego "maszynką do mięsa pod Rżewem"). Występ rżewski (nazywany też „kolanem rżewskim”) to potężne wybrzuszenie linii frontu podczas II wojny światowej, które powstało na przełomie 1941 i 1942 roku po radzieckiej kontrofensywie pod Moskwą. Był to obszar o strategicznym znaczeniu, znajdujący się w bezpośredniej bliskości Moskwy (ok. 150–200 km), co czyniło go „pistoletem wycelowanym w serce ZSRR".
* Posadnikowo: To niewielka
miejscowość w Rosji, w obwodzie smoleńskim (rejon gieziatowski). W maju 1942 r.
linia frontu przebiegała tam przez tereny bagniste i leśne, gdzie Wehrmacht
odpierał gwałtowne kontrataki Armii Czerwonej.
* 8. Kompania: Zgodnie z dokumentem, Alfred służył w 8. kompanii (karabinów maszynowych). Była to kompania wsparcia ogniowego w ramach II batalionu pułku.
Co stało się z
pułkiem później?
Krótko po śmierci Alfreda Heina, cała 23. Dywizja Piechoty została wycofana z frontu wschodniego z powodu ogromnych strat: * Czerwiec 1942: Jednostkę przeniesiono do Francji (rejon Charleroi), aby tam ją odtworzyć i odpocząć.
* Przekształcenie: We wrześniu 1942 r. dywizja ta przestała istnieć w swojej pierwotnej formie – została przekształcona w 26. Dywizję Pancerną. Później pod koniec 1942 r. sformowano nową 23. Dywizję Piechoty, która walczyła m.in. pod Leningradem.
Gdzie może być pochowany Alfred Hein? Miejscowość Posadnikowo oraz sąsiednie wioski były miejscami wielu prowizorycznych grobów wojennych. Obecnie szczątki niemieckich żołnierzy z tego rejonu są zazwyczaj ekshumowane i przenoszone na zbiorcze cmentarze wojenne.
* Największym takim cmentarzem w tym regionie jest
Duchowszczina (Duchowschtschina), gdzie spoczywa dziesiątki tysięcy żołnierzy
Wehrmachtu poległych w obwodzie smoleńskim.

