Etykiety

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1941. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1941. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 7 listopada 2022

Morderstwa popełnione w latach 1940-1944 przez funkcjonariuszy żandarmerii z posterunku w CZASTARACH, pow. Wieruszów, woj. kaliskie /Wildbad, Post Wildbad, Kreis Welungen/, na 20 mieszkańcach gm. Czastary i Polakach z innego terenu /tam schwytanych/ oraz jeńcach radzieckich.


W dniu 23 kwietnia 1970 roku Okręgowa Komisja Badania Zbrodni Hitlerowskich w Łodzi wszczęła śledztwo w sprawie morderstw popełnionych przez funkcjonariuszy żandarmerii z posterunku w CZASTARACH, pow. Wieruszów. 
Na podstawie materiałów z zeznań świadków, aktów agonu i dokumentów archiwalnych, a w tym w oparciu o oryginał niemiecką tzw. "Księgę imienną rozstrzelanych w okręgu łódzkim, znajdującą się w Archiwum Głównej Komisji BZH W Polsce - za sygn. 367, opisaną w protokole oględzin załączonym do akt, ustalono następujący stan faktyczny:

Obsadę personalną posterunku żandarmerii w Czastarach stanowili m.in. FRIDRICH BEDNAROWSKI, BRUNER Johann NEUWIRTH, Friedrich Förster /uprzednio GAJEWSKI, Johann GUSE, Bruno KRUGER, Alois SCITTER i Herman VOGEL. Oprócz nich, w zbrodniczych działaniach na terenie gminy Czastary, jak to wynika z wymienionej "Księgi rozstrzelanych...", brali także udział żandarmi występujący w składzie innych posterunków jak: Otto DEGNER, Herman GOSS, Otto GRZYWATZ, Max HILDNER, Albert LEMME, Wilhelm SCHRAUER 1 Walter VOGT.

W latach 1940-1944 przez wymienionych żandarmów zostały zamordowane następujące osoby:

1/ Wiktor BIELMANTOW, Michaiłow, rosyjski jeniec wojenny, /brak aktu zgonu/

2/ Wacław DOMINIAK, ur. 03.09.1922, zam. w Wieruszowie

3/ Roch GOLIŃSKI, s. Rocha i Julianny, ur. 29.6.1912, kawaler, robotnik rolny, zam. w Jaworku, gm. Czastary, Zastrzelony został przez żandarmów z miejscowego posterunku w lesie, aresztowany uprzednio pod zarzutem posiadania broni /akt zgonu - nr 182/1944/

4/ Stanisław KOWALIŃSKI, s. Jana i Balbiny, ur. 05.05.1917 r. kawaler, stolarz, sam, w Kierznie, gm. Kępno, okoliczności śmierci: W czasie obławy w pobliżu stacji kolejowej zastrzelony został przez żandarma z miejscowego posterunku, /akt agonu ar 138/1944/

5/ Jan KRAWIEC, s. Antoniego i Rozalii, lat 44, żonaty, rolnik, zam. w Zdżarach ,gm. Bolesławiec. Żandarmi z miejscowego posterunku zastrzelili na drodze koło posterunku 2 Polaków, aresztowanych w Jaworku, pod zarzutem rzekomej kradzieży roweru. /brak aktu zgonu/

6/ Józef KRAWIEC, s. Antoniego i Rozalii, ur. 21.01.1904 r. w Radostowie, żonaty, rolnik, zam. w Jaworku, gm. Czastary. Żandarmi z miejscowego posterunku zastrzelili na drodze koło posterunku 2 Polaków, aresztowanych w Jaworku, pod zarzutem rzekomej kradzieży roweru. /akt zgonu nr 42/1947, odtworzony przez sąd.

7/ Ignacy KRZEMIŃSKI, ur. 23.07.1903; okoliczności śmierci- rozstrzelany został przez żandarma z posterunku w Czastarach 06.09.1942 /akt zgonu - nr 56/1942/

8/ Andrzej KYLAKOWSKI, ur 21.03.1917 w Orlowskach, robotnik  rosyjski /akt zgonu - nr 146/1944/

9/ Antoni MAŚLAK, s. Józefa i Marianny, ur. 01.06.1919, żonaty, robotnik, zam. w Wieruszowie, okoliczności śmierci. Zastrzelony został przez żandarmów z miejscowego posterunku w lesie na "Podkoziu". Ukrywał się po ucieczce z aresztu /akt zgonu - nr 58/1943/

10/ Hrehorej NEKCYROWICZ, ur. 1.9.1891 Ryznowa, robotnik rosyjski /akt agonu - nr 145/1944 r./

11/ Andrzej OCHĘDZAN s. Jana i Julianny, ur. 30.11.1898 Przywory, robotnik rolny, zam. w Przyworach, gm. Czastary, /akt zgonu nr 28/1941/

12/ Florian PŁUSKA s. Franciszka i Franciszki, ur. 01.01.1917 w Parcicach, kawaler, robotnik, zam. w Parcicach, okoliczności śmierci. W czasie doprowadzania na posterunek, zatrzymany za rzekomy handel żywnością, zastrzelony został przez żandarma z Czastar, gm. Czastary /akt zgonu - nr 10/40/

13/ Wiktoria RYNG, c. Wiktorii, ur. 13.12.1889, wdowa, zam. w Stępnej, gm. Czastary, /akt zgonu - nr 8/1940/

14/ Piotr SAKOWICZ, ur. 11.04.1923, Mińsk, robotnik, Rosjanin, brak aktu zgonu.

15/ ks.Bolesław STRADOWSKI, ur.8.2.1896r. proboszcz parafii w Czastarach, brak aktu zgonu.

16/ Stefan WEŁNA s. Agnieszki ur.15.6.190or. w Parcicach, żonaty, robotnik rolny, zam. w Malanowie /część wsi Walichnowy/ gm. Sokolniki, /akt zgonu nr 115/1944r/,

17/ Walenty WIECZOREK s. Józefa i Magdaleny, ur.14.2.190or. w Żdżarach, żonaty, rolnik, zam. w Nalepie gm. Czastary /akt zgonu - nr 106/1944/,

18/ Stanisława WOJCIESZAK c. Jana i Antoniny ur. 23.03.1919, panna, zam. w Siedliskach, gm. Sokolniki, akt zgonu nr 47/43.

19/ Stefan WOJNOWSKI s. Jana i Zofii, ur. 27.10.1899 w Kielcach, żonaty, rzeźnik, zam. w Ząbkowicach /akt zgonu nr 62/1943/20/ NN kobieta, przebywająca w Czastarach /brak aktu zgonu/.

Posterunek żandarmerii został zorganizowany w Czastarach po agresji Niemiec hitlerowskich na Polskę we wrześniu 1939 r. Został on usytuowany na plebanii kościoła rzym.-kat.
Pierwszym komendantem posterunku został znany z bestialstwa w stosunku do Polaków Friedrich BEDNAROWSKI.
Już od wiosny 1940 r. żandarmeria przystąpiła do eksterminacji miejscowych Polaków i osób schwytanych na terenie gm. Czastary. Pod pretekstem rzekomej ucieczki po zatrzymaniu lub stawianiu "oporu" władzy rozstrzeliwano dziesiątki Polaków.
Na podstawie fałszywych raportów żandarmów, co do okoliczności popełnionego morderstwa, informacje o osobach zamordowanych były skrupulatnie rejestrowane w tzw. "Księdze imiennej rozstrzelanych", którą prowadzono w Komendzie Powiatowej Żandarmerii w Wieluniu. Ujmowano w niej dane osobowe zamordowanego, miejsce i datę zastrzelenia, nazwiska żandarmów uzasadnienie morderstwa. sprawców zbrodni i areszcie fikcyjne uzasadnienie morderstwa.

Pierwszymi oficerami morderstwa popełnionego przez żandarmów z posterunku w Czastarach, byli bracia: Józef KRAWIEC zam. w Jaworku, gm. Czastary i Jan KRAWIEC zam. w Żdżarach gm. Bolesławiec. Na początku maja 1940 roku w czasie sadzenia ziemniaków u Józefa Krawca /Jan Krawiec przybył tam do pomocy/, zostali oni aresztowani pod zarzutem rzekomej kradzieży roweru. Następnego dnia tj 04.05.19409 r. w nocy, na drodze koło posterunku w Czastarach, żandarmi Johann NEUWIRTH i Walter VOGT zamordowali braci Józefa i Jana KRAWCOW. Bezpośrednich świadków morderstwa nie ustalono, gdyż miało to miejsce w nocy i nikt tego nie widział. Następnego dnia rano, świadkowie: Anna Lech, Kazimierz Małecki i Leon Chałupka, widzieli zwłoki zamordowanych w miejscu zbrodni. Fakt popełnienia tych morderstw potwierdza odtworzony przez Sąd akt zgonu Józefa Krawca /dla Jana Krawca aktu zgonu nie sporządzono/.
    Istotnym dowodem popełnionych morderstw są zapisy w "Księdze imiennej rozstrzelanych..." - poz. 29 i 30, z których wynika, że sprawcami byli żandarmi Johann NEUWIRTH i Walter VOGT. Jako pretekst ich zastrzelenia podano ucieczkę po zatrzymaniu /Protokół oględzin pkt. 1 i 2/. Józefa Krawca i Jana Krawca pochowano - na cmentarzu w Czastarach. Miejsce ich zamordowania zostało udokumentowane szkicem i fotografiami. Fakt popełnienia tego morderstwa nie budzi żadnych wątpliwości.
Księdza Bolesława STRADOWSKIEGO zastrzelił w dniu 21.V.1940 r. rano w sypialni, bez żadnego powodu Komendant Friedrich BEDNAROWSKI. 
      Bezpośrednich świadków morderstwa nie ustalono. Fakt ten w świetle zeznań pośrednich świadków, jak: Anny Lech /z d. Golińska/, Eleonory Golińskiej, Seweryna Golińskiego i Jadwigi Wiśniewskiej, nie budzi żadnych wątpliwości. Sam morderca Fr. Bednarowski i inni żandarmi ze śmiechem opowiadali jak to został zamordowany i jak konał ksiądz Stradowski.
Istotnym dowodem zbrodni jest "Księga imienna rozstrzelanych" poz.36, z której wynika, że sprawcą morderstwa był żandarm Fr. BEDNAROWSKI, a jako pretekst podano, że ksiądz schwycił za kieszeń, w której miał pistolet, no i morderca "musiał się bronić". /Protokół oględzin pkt.3/. Akt zgonu nie został sporządzony. Ks. B.Stradowski został pochowany na cmentarzu w Czastarach, co zostało udokumentowane szkicem i fotografiami.
Fakt popełnienia tego morderstwa nie budzi żadnych wątpliwości. 

     Kolejną ofiarą zbrodni Friedrycha BEDNAROWSKIEGO i innych żandarmów był mieszkaniec Wieruszowa, Wacław DOMINIAK, zamordowany w dniu 21.V.1940 r. w Czastarach, Nie zdołano ustalić bliższych okoliczności jego śmierci. Brak jest aktu zgonu ofiary, nie ustalono bezpośrednich świadków, ani członków jego rodziny. Nie zostało także ustalone miejsce pochowania zwłok W. Dominiaka. Jedynym dowodem jest zapis w tzw. "Księdze imiennej rozstrzelanych" - poz.37, z którego wynika, że został on rozstrzelany w Czastarach, przez żandarmów BEDNAROWSKIEGO, KRUGERA i VOGTA, a jako uzasadnienie podano, że po schwytaniu go, na drodze do posterunku zaczął uciekać i został zastrzelony.
   W dniu 29.10.1940 roku wieczorem w Stępnej gm. Czastary, żandarmi Friedrich FURSTER /GAJEWSKI /, Bruno KRUGER i Johann GUSE, zamordowali mieszkankę wsi Stępna - Wiktorię RYNG. Została ona aresztowana z nieustalonych powodów przez w/wymienionych żandarmów, którzy wyprowadzili ją na pole parceli Stępna, na pograniczu wsi Kniatowy i tam koło drzewa z kapliczką zastrzelili.
Świadkiem tego morderstwa była Leokadia Kasendra /z d.Naciskała/. Znała ona Wiktorię Ryng. Pamiętnego dnia, gdy pasła krowy, zauważyła, że dwaj żandarmi prowadzili Wiktorię Ryng i po dojściu do wspomnianego miejsca zastrzelili ją.
Świadek Wawrzyniec Machynia zeznał, że tego dnia wieczorem z polecenia żandarmów GAJEWSKIEGO I GUSE, wspólnie ze Stanisławem Naciskałą, zabrali zwłoki Wiktorii Ryng i przewiózł na cmentarz w Czastarach. Oprócz wyżej wymienionych, przy zamordowanej był także żandarm KRUGER.
Fakt popełnionej zbrodni potwierdzono aktem zgonu W.Ryng, na którym odnotowano, że zgon zgłosił Friedrich GAJEWSKI.
Miejsce morderstwa zostało udokumentowane szkicem i fotografiami. Istotnym dowodem morderstwa jest także zapis w "Księdze imiennej rozstrzelanych" - poz. 80, z której wynika, że morderstwa dokonali żandarmi GAJEWSKI /FURSTER/i KRUGER, a jako uzasadnienie podano, że "Wiktoria Ryng podczas aresztowania zaczęła uciekać i została zastrzelona".
W świetle przytoczonych dowodów, morderstwo Wiktorii Ryng nie budzi żadnych wątpliwości.

        W dniu 14.11.1940 r. w Parcicach gm. Czastary żandarm Friedrich FURSTER /GAJEWSKI / zamordował mieszkańca Parcic, Floriana PLUSKE. Został on aresztowany rzekomo za handel żywnością. Następnego dnia zbiegł z aresztu i zaczął się ukrywać. Został schwytany w Radostowie, skąd przejął go żandarm Fr. FURSTER celem doprowadzenia do posterunku w Czastarach. Po drodze, w pobliżu Parcic, Fr. FURSTER zastrzelił Floriana PŁUSKE.
Świadek Franciszek Nowojewski zeznał, że jadąc rowerem z Radostowa do Czastar, koło Parcic spotkał żandarma Fr. GAJEWSKIEGO /Fürstera/ i 2-ch cywilnych Niemców z karabinami, którzy prowadzili znajomego Floriana Płuskę. Żandarm zatrzymał go, zapytał co tu robi i kazał mu jechać do domu. Po przejechaniu około 100-150 m usłyszał strzał karabinowy, obejrzał się i zobaczył ,że Florian Płuska upadł na ziemię.
Świadek Bronisław Piotrowicz zeznał, widział jak żandarmi prowadzili Floriana Pluskę i po chwili usłyszał strzał, ale z powodu ciemności nie widział kto strzelał. Dalszym dowodem zbrodni jest akt zgonu, z adnotacja, że zgon zgłosił Walter Vogt. Istotnym dowodem jest także zapis w "Księdze imiennej rozstrzelanych" - poz. 85, z którego wynika, ze sprawcą morderstwa był GAJEWSKI / Förster /, a jako powód tego czynu podano, że "uciekał przed aresztowaniem". Zamordowany został pochowany na cmentarzu w Czastarach.
Sw. Bronisław Piotrowicz zeznał, że widział, jak żandarmi prowadzili Floriana Płuskę i po chwili usłyszał strzał, ale z powodu ciemności nie widział kto strzelał.
Dalszym dowodem zbrodni jest akt zgonu, z adnotacją, że zgon zgłosił żandarm Walter VOGT. Istotnym dowodem jest także zapis w "Księdze imiennej rozstrzelanych" poz.85, z którego wynika, że sprawcą morderstwa był GAJEWSKI /FURSTER/, a jako powód tego
czynu podano, że "uciekał przed aresztowaniem". /Protokół oględzin pkt.6/. Zamordowany został pochowany na cmentarzu w Czastarach. Miejsce zbrodni zostało udokumentowane szkicami.
W świetle przytoczonych dowodów fakt zamordowania F.Płuski przez wspomnianego żandarma nie budzi żadnej wątpliwości.
W dniu 21.12.1940 r. w Czastarach, żandarm Johann NEUWIRTH zamordował mieszkańca Nalepy gm. Czastary Walentego WIECZORKA. Z bliżej nie ustalonych przyczyn żandarmeria poleciła W.Wieczorkowi meldować się na posterunku. Po jednym z pobytów na posterunku zaczął się ukrywać u siebie w stodole, co trwało około pół roku. W tym okresie zapadł na chorobę umysłową i wreszcie opuścił kryjówkę. Wtedy został aresztowany i zamordowany na posterunku żandarmerii.
Swiadek Anna Lech /która była sprzątaczką na posterunku/ zeznała, że pamiętnego dnia, gdy przyniosła do pokoju zajmowanego przez żandarmów lampę naftową, zobaczyła tam siedzącego wychudzonego i zarośniętego Walentego Wieczorka. Po chwili jak była w kuchni, usłyszała strzał dochodzący z tego pokoju. Po kilku minutach znowu tam weszła i zobaczyła leżącego we krwi zamordowanego W.Wieczorka. Był tam komendant posterunku Friedrich BEDNAROWSKI i jego 5-letnia córka, która zabawiała się przeskakiwaniem przez trupa /?!/.
Żandarm Walter VOGT ściągnął zamordowanemu buty, po czym jego zwłoki wywieziono na cmentarz w Czastarach. Powyższe w ogólnych zarysach potwierdził szwagier zamordowanego, św. Józef Białek, który brał udział w pochowaniu zwłok, Dalszymi dowodami zbrodni jest akt zgonu /zgłoszenie przez żandarmerie/ oraz "Księga imienna rozstrzelanych" poz.89, z której wynika, że mordercą był żandarm Johann NEUWIRTH, a powodem zastrzelenia /Protokół oględzin "odparcie napaści ze strony W.Wieczorka". W tym świetle fakt popełnienia morderstwa nie budzi żadnej wątpliwości. 

       W dniu 29.03.1941r. w Czastarach żandarm Friedrich FURSTER /GAJEWSKI/ zamordował mieszkańca wsi Przywory gminy Czastary, Andrzeja OCHĘDZANA.
W tym to dniu komisarz gminy KONCE zatrzymał ludzi koło kościoła w Czastarach i pędził do oczyszczania drogi. Temu poleceniu nie chciał się podporządkować Andrzej Ochędzan. Wówczas komisarz pobił go, lecz ten się wyrwał i ukrył się w kościele. Tam został schwytany przez żandarmów i osadzony w areszcie. Świadek Kazimierz Małecki zeznał, że tegoż dnia wieczorem widział idących do aresztu komisarza KONCE i żandarma GAJEWSKIEGO. Po upływie około 1o-ciu minut, gdy był w domu, przybiegł do nich żandarm Gajewski i polecił jego ojcu Władysławowi Małeckiemu podjechać furmanką pod areszt. Po pewnym czasie Wł. Małecki wrócił i powiedział, że zabrał z aresztu zwłoki zastrzelonego Andrzeja Ochędzana i zawiózł na cmentarz. Świadek Jan Płuska zeznał, że następnego dnia komisarz Konce powie dział mu, że Andrzeja Ochędzana zastrzelił żandarm GAJEWSKI. Bezpośrednich świadków tego morderstwa nie da się ustalić, gdyż było to w areszcie.
Oprócz tych zeznań dowodem zbrodni jest akt zgonu zamordowanego, z którego wynika, że zgon został zgłoszony przez żandarmerię w Czastarach. Morderstwo A.Ochędzana nie zostało odnotowane w "Księdze rozstrzalanych". A.Ochędzan został pochowany na cmentarzu w Czastarach.

  W dniu 6.09.1942r. w Stępnej gm. Czastary żandarm Friedrich FURSTER/GAJEWSKI / zamordował mieszkańca nie ustalonej bliżej miejscowości Ignacego KRZEMINSKIEGO ur. 23.07.1903. Z zeznań św. Anny Lech wynika, że przez kilkanaście dni był przetrzymywany w areszcie w Czastarach nieznany jej mężczyzna. Pewnego dnia żandarm FURSTER /Gajewski/ miał aresztowanego przewieźć do Wielunia. Jednak w drodze zastrzelił go. Bezpośrednich świadków morderstwa jak i członków jego rodziny, nie zdołano ustalić. Z aktu zgonu wynika, że Ignacy Krzemiński został rozstrzelany w lesie Stępnowskim gm. Czastary. Z "Księgi imiennej rozstrzelanych" poz. 158 wynika, że został on zastrzelony w Stępnej przez żandarma Friedricha FURSTERA /zbieżność z zeznaniem św.A.Lech/, a jako powód zbrodni podano, że "konwojowany wyrwał się i chciał napaść na żandarma". Ignacy Krzemiński został pochowany na cmentarzu w Czastarach. Fakt popełnienia tego morderstwa przez żandarma Fr.FURSTERA nie powinien budzić wątpliwości.

  W dniu 26.09.1942r. w Czastarach komendant posterunku Fr.BEDNAROWSKI zamordował NN kobietę. Została ona schwytana przez żandarmów w Czastarach i zaangażowana przez Fr. Bednarowskiego do kopania ziemniaków w pobliżu posterunku żandarmerii. - Swiadek Kazimierz Małecki zeznał, że jego ojciec Władysław Małecki opowiadał mu, że z polecenia Fr. Bednarowskiego zaprowadził tę kobietę na pole i wskazał jej miejsce, gdzie ma kopać ziemniaki. Po kilku minutach zobaczył, że Fr.BEDNAROWSKI oparł karabin na płocie, wymierzył do tej kobiety i zastrzelił ją. Potwierdza to św. A. Lech, do której Fr. Bednarowski powiedział, że ta kobieta rzuciła się na jego dziecko i musiał ją zastrzelić. Fakt tego morderstwa potwierdza zapis w "Księdze imiennej rozstrzelanych" poz.160 - z której wynika, że zastrzelił ją Fr. Bednarowski, a jako motywy tego czynu podano, że " rzuciła się ona z motyką na dwoje 4 i 5 letnie dzieci niemieckie z Rzeszy. Zamordowaną pochowano na cmentarzu. Fakt popełnienia tego morderstwa przez Fr.BEDNAROWSKIEGO nie budzi żadnej wątpliwości.

    W dniu 27.04.1943 r. w Józefowie gm. Czastary żandarm Albert LEMME zamordował mieszkankę Siedlisk gm. Sokolniki, Stanisławę WOJCIESZAK. Świadek Franciszek Buchla zeznał, że wiosną 1943 r. gdy był na stacji kolejowej w Czastarach, z odległości kilkudziesięciu metrów widział jak dwaj żandarmi, z których jednego rozpoznał jako GUSEGO, prowadzili kobietę. Rozpoznał, że była to znana mu Stanisława Wojcieszak. Poprowadzili ją leśną drogą w kierunku wsi Czastary /wieś położona niedaleko od stacji/. Po kilku minutach usłyszał strzał karabinowy dochodzący tego kierunku. Po upływie około pół godziny wracał tą samą drogą do wsi Czastary. Wyprzedził furmankę, powożoną przez Strzelczyka z Józefowa /wieś położona na tej trasie/, obok której szli wspomniani żandarmi, a na wozie w sianie leżało ciało Stanisławy Wojcieszak. Następnego dnia, na jego prośbę, żona Anna Buchla poszła na cmentarz w Czastarach, żeby zobaczyć, czy leży tam ciało zamordowanej. Stwierdziła ona, że koło kaplicy leżała przykryta słomą zamordowana St.Wojcieszak. Fakt tego morderstwa został potwier dzony aktem zgonu. Z "Księgi imiennej rozstrzelanych"-poz.197 wynika, że morderstwa dopuścił się żandarm Albert LEMME, a jako uzasadnienie rozstrzelania podano, że "podjęła ona ucieczkę w czasie jej transportu". /?!/. Zamordowana została pochowana na cmentarzu w Czastarach. Fakt dokonania tego morderstwa przez żandarma A.LEMME nie budzi żadnych wątpliwości.

    W dniu 22.06.1943 r. w Czastarach komendant posterunku Friedrich BEDNAROWSKI zamordował mieszkańca Wieruszowa Antoniego MASLAKA. Z zeznań św. Józefa Maślaka /brat/ wynika, że Antoni Maślak zbiegł z aresztu w Wieruszowie i ukrywał się w lesie czastarskim. Mieszkaniec Czastar, Jan Kornacki /względnie Kordecki/ opowiadał mu, że był świadkiem schwytania i zamordowania Antoniego Maślaka w lesie czastarskim na "Podkoziu". Tego bezpośredniego świadka nie zdołano ustalić. Fakt morderstwa został potwierdzony aktem zgonu /zgłoszenie posterunku żandarmerii w Czastarach/ oraz zapisem w "Księdze imiennej rozstrzelanych" poz. 209, z której wynika, że zamordował go Friedrich BEDNAROWSKI, a jako uzasadnienie tej zbrodni podano, że "zbiegł on z aresztu w Wieru zowie i został ponownie schwytany". Miejsce pochowania zwłok nie ustalono.

    W dniu 17.07.1943r. w Czastarach, żandarmi Johann GUSE i Albert LEMME zamordowali mieszkańca Ząbkowic woj. katowickie, Stefana WOJNOWSKIEGO. Sw. Józef Ochędzan zeznał, że ogólnie słyszał, iż w pobliżu stacji kolejowej w Czastarach, przez żandarmów, wśród których był GUSE, został zamordowany nieznany mu mężczyzna, mieszkaniec woj .katowickiego. Sw. Leokadia Kasendra zeznała, że w czerwcu lub na początku lipca roku nie pamięta, na drodze pomiędzy wsią i stacją kolejową Czastary, koło nasypu kolejowego zobaczyła jak dwaj żandarmi z posterunku Czastary prowadzili nieznanego jej mężczyznę z teczką. Ukryła się w zaroślach i po pewnym czasie zobaczyła, jak jeden z żandarmów wymierzył z karabinu do tego mężczyzny i strzelił dwa razy, zabijając go na miejscu. Potwierdziła to Weronika Naciskała, która była świadkiem morderstwa dodając, że jednym z tych żandarmów był GUSS, ale nie wie, który z nich strzelał do tego mężczyzny. Z przytoczonych okoliczności należy sądzić, że świadkowie mówią o zamordowanym S. Wojnowskim. Z aktu zgonu S.Wojnowskiego wynika, że mieszkał on w Ząbkowicach, a został zastrzelony 500 m od stacji kolejowej w  Czastarach /zgłoszenie żandarmerii/. imiennej rozstrzelanych" - poz.223, z której wynika, że spraw cami morderstwa byli żandarmi Johann GUSE i Albert LEMME, a jako motywy podano, że "podjął on ucieczkę w czasie transportu".  Miejsce jego pochowania nie zostało bliżej określone, ale niewątpliwie został pogrzebany na cmentarzu w Czastarach /zbiorowa mogiła zdjęcie/. Zamordowanie S.Wojnowskiego przez wspomnianych żandarmów nie winno budzić wątpliwości.

      W dniu l0.08.1943 r. w Czastarach, komendant posterunku Friedrich BEDNAROWSKI oraz żandarmi Johann GUSE i Albert LEMME zamordowali jeńca radzieckiego Piotra Sakowicza /SAKOWITSCH/. Świadek Józef Białek zeznał, że latem 1943 r. po żniwach, na drodze pomiędzy Czastarami i Sokolnikami spotkali ukrywającego się Rosjanina. Po krótkiej z nim rozmowie, udał się on w głąb lasu. Niewątpliwie był to Piotr Sakowicz. Świadków zamordowania P. Sakowicza nie ustalono. Jedynym dowodem na okoliczność zamordowania P. Sakowicza jest zapis w "Księdze imiennej rozstrzelanych" pozycja 227, z której wynika, że został on zastrzelony w Czastarach, przez Friedricha BEDNAROWSKIEGO, Johanna GUSE i Alberta LEMME, a jako okoliczności podano, że został zastrzelony podczas ucieczki /Protokół oględzin pkt. 13/. Akt zgonu nie został sporządzony i brak danych o miejscu pochowania zwłok. Niewątpliwie pochowano go na cmentarzu w Czastarach. Przytoczone dowody niewątpliwie świadczą o tym, że mordercami P.Sakowicza byli wymienieni żandarmi.

  W dniu l0.12.1943r. w Czastarach, żandarmi Wilhelm ACHRAUER, Albert LEMME i Otto GRZYWACZ, zamordowali innego radzieckiego jeńca wojennego Wiktora BIELMANTOWA. Sw. Józef Białek zeznał, że w końcu 1943r. /gdy spadł pierwszy śnieg, jeden z żandarmów z posterunku w Czastarach polecił mu udać się do kostnicy cmentarnej w Czastarach, celem pochowania zwłok. Zastał tam zwłoki Rosjanina. Pochował go na poboczu cmentarza w Czastarach. Ogólnie słyszał z opowiadań, że ten Rosjanin ukrywał się w leśnej ziemiance. Z "Księgi imiennej rozstrzelanych" poz.310 wynika, że Wiktor Bielmantow został rozstrzelany przez SCHRAUERA, LEMME i GRZYWATZ w lesie 500 m na północ od stacji kolejowej w Czastarach,

   W dniu l0.08.1943 r. w Czastarach, komendant posterunku Friedrich BEDNAROWSKI oraz żandarmi Johann GUSE i Albert LEMME zamordowali jeńca radzieckiego Piotra Sakowicza /SAKOWITSCH/. Świadek Józef Białek zeznał, że latem 1943 r. po żniwach, na drodze pomiędzy Czastarami i Sokolnikami spotkali ukrywającego się Rosjanina. Po krótkiej z nim rozmowie, udał się on w głąb lasu. Niewątpliwie był to Piotr Sakowicz. Świadków zamordowania P. Sakowicza nie ustalono. Jedynym dowodem na okoliczność zamordowania P.Sakowicza jest zapis w "Księdze imiennej rozstrzelanych" pozycja 227, z której wynika, że został on zastrzelony w Czastarach, przez Friedricha BEDNAROWSKIEGO, Johanna GUSE i Alberta LEMME, a jako okoliczności podano, że został zastrzelony podczas ucieczki. Akt zgonu nie został sporządzony i brak danych o miejscu pochowania zwłok. Niewątpliwie pochowano go na cmentarzu w Czastarach. Przytoczone dowody niewątpliwie świadczą o tym, że mordercami P.Sakowicza byli wymienieni żandarmi.

   W dniu l0.12.1943r. w Czastarach, żandarmi Wilhelm ACHRAUER, Albert LEMME i Otto GRZYWACZ, zamordowali innego radzieckiego jeńca wojennego Wiktora BIELMANTOWA. Sw. Józef Białek zeznał, że w końcu 1943r. /gdy spadł pierwszy śnieg, jeden z żandarmów z posterunku w Czastarach polecił mu udać się do kostnicy cmentarnej w Czastarach, celem pochowania zwłok. Zastał tam zwłoki Rosjanina. Pochował go na poboczu cmentarza w Czastarach. Ogólnie słyszał z opowiadań, że ten Rosjanin ukrywał się w leśnej ziemiance. Jako powód morderstwa podano, że "został zastrzelony w swoim schronie, gdy nie zastosował się na wezwanie o opuszczenie kryjówki". Zapis w tej księdze jest zbieżny z zeznaniami św.J.Białka co do osoby zamordowanego i fakt tego morderstwa nie budzi żadnych wątpliwości i zastrzeżeń. Miejsce morderstwa zostało udokumentowane fotografiami.

  W dniu 5.07.1944r. w Czastarach, żandarm Wilhelm SCHRAUER zamordował mieszkańca Malanowa gm. Sokolniki, Stefana WELNE. Bezpośrednich świadków morderstwa nie zdołano ustalić. Sw. Stefan Wełna /syn/ zeznał, że z opowiadań mieszkańca Czastar Wojtczaka dowiedział się, że ojciec Stefan Wełna został skazany za złapanie zająca, na 6 m-cy obozu karnego. Zaczął się ukrywać, został schwytany przez żandarmów z Radostowa i przekazany do Sokolnik. Miał być rzekomo odwieziony do Wielunia, ale w drodze na stację, został zastrzelony około 300 m od stacji kolejowej w Czastarach. Sw.Tadeusz Fabisiak zeznał, że latem 1944 r. że z polecenia żandarma pojechał furmanką w stronę stacji kolejowej w Czastarach. Niedaleko stacji spotkał drugiego żandarma, a w pobliżu, w przydrożnym rowie zobaczył martwego człowieka. Przy pomocy żandarmów włożyli zwłoki na wóz i wtedy zobaczył, że zamordowany miał przestrzeloną głowę. Zwłoki zawiózł na cmentarz w Sokolnikach, gdzie był już wykopany dół, a obok stało kilku mężczyzn, którzy grzebali ofiarę morderstwa. Później T.Fabisiak dowiedział się, że tym zamordowanym był Stefan Wełna. Fakt popełnienia morderstwa został potwierdzony aktem zgonu /zgłoszenie żandarmerii w Czastarach/. Istotnym dowodem na to okoliczności jest każe zapis w "Księdze imiennej rozstrzelanych" poz.374, z którego wynika, że sprawcą morderstwa był Wilhelm SCHRAUER, a jako motywy podano, że WEŁNA był podejrzany o kłusownictwo i przez ucieczkę chciał uniknąć aresztowania. Został pochowany na cmentarzu w Sokolnikach, co zostało udokumentowane fotografią nagrobka. Popełnienie tej zbrodni przez żandarma W.SCHRAUERA, nie budzi żadnych wątpliwości.

  W dniu 4.09.1944r. w Czastarach, żandarm Otto DEGNER zamordował mieszkańca Kierzna gm. Kępno Stanisława KOWALINSKIEGO. Z zeznań braci zamordowanego wynika, że Stanisław Kowaliński udał się w odwiedziny do zatrudnionego "na okopach" w  Osjakowie, Antoniego Kowalińskiego i zatrudnionej w pobliżu siostry Stefanii. W drodze powrotnej został zatrzymany i przekazany żandarmerii w Sokolnikach. Został bestialsko pobity, odebrano mu rower i pieniądze i zwolniono go.

   W tym czasie w okolicach Czastar żandarmeria prowadziła obławę. St.Kowaliński idąc na stację kolejową w Czastarach, został zastrzelony przez jednego z żandarmów i w pobliżu pochowany. Po upływie kilku dni, bracia zamordowanego Stefan i Antoni Kowalińscy wraz z ojcem, w obecności żandarma i grabarza wykopali zwłoki i przewieźli na cmentarz w Kierznie. Miejsce jego zamordowania i pochowania zostało udokumentowane fotografiami. Bezpośrednich świadków morderstwa nie zdołano ustalić. Fakt ten nie budzi jednak żadnych wątpliwości. Dowodem morderstwa jest akt zgonu, z którego wynika, że St.Kowaliński został rozstrzelany w lesie pomiędzy Józefowem a Czastarami/zgłoszenie żandarmerii/. Potwierdza to zapis w "Księdze imiennej rozstrzelanych poz.404, z którego wynika, że sprawcą morderstwa był Otto DEGNER, a przyczyną rozstrzelania była rzekoma ucieczka przed wylegitymowaniem.

    Także w dniu 4.IX.1944 r. w Czastarach, żandarm Wilhelm SCHRAUER i inni nieustaleni żandarmi, zamordowali 2-ch jeńców radzieckich - Hrehoreja NEKCYROWICZA i Andrzeja KYLAKOWSKIEGO. Sw. Julian Biczysko zeznał, że na początku września 1944 roku żandarmeria z Czastar i Sokolnik zorganizowała obławę w lasach czastarskich. Na ranem zobaczył, że żandarmi schwytali 2-ch Rosjan, których przyprowadzono pod stację kolejową w Czastarach. Byli oni bestialsko katowni i szarpani przez psy policyjne Następnie wprowadzono ich w głąb lasu. Po pewnej chwili gdy był już w domu, usłyszał dwa strzały i zorientował się, że zostali zamordowani ci Rosjanie. Po kilku dniach przyszedł na to miejsce i odnalazł świeżą mogiłę. Sw .Piotr Zuzel zeznał, że po zakończeniu obławy dowiedział się, że żandarmeria schwytała i zamordowała 2-ch Rosjan. Następnego dnia z polecenia żandarma GAJEWSKIEGO, a którym był GUZE, udał się do pobliskiego lasu celem odkopania jakichś zwłok. Okazało się, że chodzi o zwłoki owych 2-ch Rosjan. Po odkopaniu zwłok wydobyto je z dołu i obmyto, a fotograf zrobił kilka zdjęć. Widział, że mężczyźni ci byli pogryzieni przez psy, a jeden z nich miał w głowie ślad od kuli. Następnie zwłoki wrzucono do tego samego dołu i zagrzebano. W jakim celu robiono zdjęcia zamordowanym tego nie wie. Z tych zeznań niezbicie wynika, że zamordowanymi byli Rosjanie H. Nekcyrowicz i A. Kylakowski. Dalszym dowodem tej zbrodni są akty zgonu, z których wynika, że zostali oni rozstrzelani w lesie koło Czastar/zgon zgłoszony przez żandarmerie/. Istotnym dowodem jest zapis w "Księdze imiennej rozstrzelanych" - poz.405 i 406, z którego wynika, że sprawcą morderstwa był Wilhelm SCHRAUER. Podano, że obaj Rosjanie przez ucieczkę chcieli uniknąć schwytania". Miejsca schwytania - zamordowania i pochowania zamordowanych zostały udokumentowane szkicami i fotografiami. Ich zwłoki po wyzwoleniu zostały przewiezione na cmentarz w Sokolnikach, a później ekshumowane do zbiorowej mogiły żołnierzy radzieckich w Wieluniu.

    Przytoczone dowody nie budzą żadnych wątpliwości co do morderstw popełnionych na osobach H.Nekcyrowicza i A.Kylakowskiego. W dniu 30.I09.1944 r. w Czastarach, żandarmi Johann GUSE i Otto DEGNER zamordowali mieszkańca Jaworsk, gm. Czastary Rocha GOLINSKIEGO. Roch Goliński został aresztowany przez żandarmów z Czastar, rzekomo pod zarzutem posiadania broni. W czasie konwojowania go zbiegł, zaczął się ukrywać i po kilku dniach został schwytany przez żandarmów z Czastar i Radostowa. Sw. Leon Kapral widział jak żandarm Johann GUSE wraz z innymi żandarmami konwojowali R.Golińskiego, a po kilku dniach inni, nieznani mu żandarmi wieżli go bryczką. Później dowiedział się że R. Goliński został zamordowany w lesie "Koza" koło Czastar". Sw. Kazimierz Małecki zeznał, że jesienią 1944 roku został poinformowany przez ojca Wł. Małeckiego /był robotnikiem gospodarczym na posterunku w Czastarach/, że żandarmi Johann GUSE i Otto DEGNER wyprowadzili z aresztu skatowanego Rocha Golińskiego na śmierć w stronę lasu "Koza". Wówczas wybiegł z domu i z odległości około 200 m widział jak dwaj żandarmi wlekli R.Golińskiego do tego lasu. Gdy doszli do skraju lasu, usłyszał strzał po czym żandarm J.GUSE poszedł do najbliższego zabudowania Filipa Chałupki i nakazał mu przewiezienie zwłok Rocha Golińskiego na cmentarz. Te zeznania potwierdził św. Józef Białek, który zeznał, że widział jak żandarmi. GUSE i DEGNER wlekli do lasu "na Podkozie" Rocha Golińskiego. Minął się z nimi i widział, że R.Goliński był bestialsko pobity - twarz miał spuchniętą, a z ran na plecach sączyła się krew. Po upływie około godziny widział jak w asyście tych żandarmów wieziono zwłoki zamordowanego. Z aktu zgonu /zgłoszenie żandarmerii w Czastarach/ wynika, że R.Goliński został zamordowany w Radostowie. Z "Księgi imiennej rozstrzelanych" - poz. 424, wynika, że R.Goliński został rozstrzelany w lesie /nazwa niezrozumiała/, przez żandarmów Maxa HILDNERA i Hermana GOSSA, a jako uzasadnienie podano, że chciał on zbiec przed aresztowaniem. W tym przypadku zachodzi różnica, co do nazwisk sprawców morderstwa, podanych przez św. K. Małeckiego i J.Białka, a zapisem we wspomnianej "Księdze rozstrzelanych". Wobec przekonywujących zeznań tych naocznych świadków należy przyjąć, że sprawcami zamordowania R.Golińskiego byli żandarmi J.GUSE i A.DEGNER. Należy dodać, że żandarmi H.HILDNER i H.GOSS z posterunku i z nieznanych powodów właśnie im przypisano jego zamordowanie. Miejsce zbrodni zostało oznaczone na szkicu. W świetle przytoczonych dowodów, fakt zamordowania R .Golińskiego nie budzi żadnych zastrzeżeń. 

Jak już wspomniano w niniejszym sprawozdaniu, do akt sprawy załączono dokumentację techniczną dot. popełnionych zbrodni. Są to: szkice /plany/ i fotografie

I. Plan wsi i gminy Czastary - z oznaczeniami:

1. położenie aresztu tzw. "koza"

2 budynek plebani, w którym znajdował się posterunek żandarmerii, gdzie zamordowano ks. B, Stradowskiego 

3- miejsce zamordowania braci Jana i Józefa Krawców, 

4 - miejsce chowania zwłok pomordowanych na cmentarzu w Czastarach,

5 - miejsce straceń w lesie czastarskim, przy drodze prowadzącej do stacji kolejowej w Czastarach,

6- miejsce zamordowania W.Ryng przy kapliczce obok drogi Czastary Stępna,

7 - miejsce zamordowania F.Płuski, przy drodze Radostów Parcice,

8- miejsce zamordowania R.Golińskiego przy lesie "Koza" /nazywany też "Podkozie"/,

9- miejsce schwytania jeńców radzieckich H.Nekcyrowicza i A.Kylakowskiego,

10- miejsce pochowania tych 2-ch zamordowanych jeńców radzieckich,

11 -miejsce zamordowania jeńca radzieckiego W.Bielmantowa.

II. Plansze fotograficzne

1/1 budynek plebanii w Czastarach,

2- miejsce, gdzie był areszt "koza",

3 miejsce rozstrzelania braci J.J. Krawców -

2/ 13 grobowiec i płyta nagrobkowa ks.B.Stradowskiego, 4-6 mogiły pomordowanych na cmentarzu w Czastarach,


                                     WIG - Mapa Szczegółowa Polski 1:25 000 /1929 - 1939/
Czastary, 1937


Źródło: 

Rejestr miejsc i faktów zbrodni popełnionych przez okupanta hitlerowskiego na ziemiach polskich w latach 1939-1945 - województwo kaliskie, 1984, Warszawa

Oraz APK w Kaliszu, Spuścizna Martyna, Sygn. 359

 

Czastary  od 1939–1943 Wildbad, 1943–1945 Wildenbach






piątek, 19 sierpnia 2022

Dlaczego nie dbamy o swoją tożsamość kulturową? na przykładzie małego miasteczka Opatówek

autor: Dominika Pawlikowska

   Na zdjęciu piękna Amanda Brauer, córka opatóweckiego Niemca, który gdy tylko Polska zniknęła z mapy, stał się bogaty, grabiąc Polaków.
Jej rodzicami byli Friedrich i Terese Brauer, „polscy Niemcy”, osiedleni tu „od przedwojny”. Przed wojną bardzo biedni, w momencie napaści na Polskę, natychmiast wzbogacili się o wszelkie dobra zagrabione Polakom.
Amanda Brauer, córka opatóweckiego Niemca.

   Grabież polskich obywateli dokonywała się najpierw prywatnie, później na drodze instytucjonalnej. Specjalnie w tym celu powołano do życia instytucje niemieckiej administracji państwowej, które organizowały i przeprowadzały konfiskaty majątku Polaków. Spośród nich najważniejszą instytucją był Główny Urząd Powierniczy Wschód (Haupttreuhandstelle Ost, HTO). Z dokonaniem konfiskaty wiązało się wyznaczenie zarządcy komisarycznego (powiernika). 
W Opatówku powiernikiem był Leo Pniok. 
Grabieżcza polityka administracji powierniczej spowodowała zupełne zniszczenie podstaw gospodarki prywatnej i przedwojennej struktury własnościowej, zrujnowała w wysokim stopniu polski dorobek narodowy oraz prywatny większości polskich rodzin. 
Zdjęcie pochodzi z Archiwum Państwowego, Zespół Martyna i jest podpisane "Amanda Brauer, córka SS-manna", ale nie wiem, czy Brauer był nim. SS czyli Die Schutzstaffel der NSDAP było formacją elitarną, kandydat musiał spełnić wiele warunków, np.: wzrost minimum 174, wzorcowa żona ( musiała zdać egzamin z zakresu historii, języków obcych, jazdy konnej, pływania i strzelania z broni palnej), sprawdzano drzewo genealogiczne od 1750 roku, więc taki Brauer nosił co najwyżej jakiś mundur, ale na pewno nie SS. Wówczas każdy Niemiec nosił jakiś mundur. Gardził Polakami, nie wahał się uderzyć.
Nie wiemy dokładnie, czego się dopuścił, ponieważ mógł - jako Niemiec, czuć się całkowicie bezkarny.
Zachowało się wspomnienie o Amandzie Brauer:
Z kaliskiego dworca PKP wyruszyłem piechotą w stronę Opatówka. W Zdunach spotkałem znajomą Brauerównę w towarzystwie oficerów Wermachtu jadących samochodem. Dziewczyna krzyczała do mnie po niemiecku: "Stefan! Auf Wiedersehen!". Kiwnąłem jej ręką i poszedłem dalej. (Źródło: Wspomnienia Stefana Melki "Moje wspomnienia")

Co wiemy jeszcze o rodzinie Brauer? Na stronie Gene 2015 odnalazłam listę Niemców z Opatówka, którzy rzekomo służyli w polskim wojsku w 1939, w 60-tym pułku piechoty / Ostrów Wielkopolski /. Po kampanii wrześniowej zapewne niektórzy w Wehmachcie. 

182BrauerViktorArbeiter1915.03.18Spatenfelde
Infanterie
183BechsteinEugenArbeiter1913.09.13Spatenfelde
Nachrichtendienst.
184FuchsWitoldSchlosser1907.03.25Spatenfelde
Infanterie
185WünscheKonradGutschesitzer1906.05.30Spatenfelde
Kavallerie
186SkibaGeorgBaemter1915.05.26Spatenfelde4Fliegerabteilg.
187WolfKarlWeber1909.03.18Spatenfelde
Infanterie
188CierpkeFriedrichGärtner1910.10.18Spatenfelde
Infanterie
189DrescherEmilBackerleit.1903.03.09Spatenfelde
Infanterie
190KellerJohannBeamter1909.03.16Spatenfelde
Panzertruppe
191LindnerJohannArbeiter1903.11.08Spatenfelde
Infanterie

Viktor Brauer, robotnik,  umieszczony na tej liście musiał być bratem owej piękności ze zdjęcia.
Niemcy służący w wojsku polskim, byli tubylcami i pochodzili z rodzin od lat, a czasami od pokoleń osiadłych w Opatówku. Niektórzy po wybuchu wojny zwrócili się przeciwko Polakom, swoim sąsiadom.
W czasie wojny przybyło do Opatówka wiele innych rodzin niemieckich. Byli przesiedleńcami lub stanowili obsadę różnych niemieckich instytucji, między innymi administracji. Na miejsce wysiedlonych Polaków osiedlano ludność pochodzenia niemieckiego z krajów bałtyckich, Wołynia i Galicji, którym po włączeniu w sowiecką strefę wpływów na mocy paktu Ribbentrop-Mołotow zagwarantowano prawo do ewakuacji. Rzesza Hitlera zmusiła ich do opuszczenia dotychczasowej ojczyzny m.in. Łotwy, Estonii i osiedlenia się w nieznanym im Kraju Warty i w Prusach Zachodnich. Akcję nazwano Heim ins Reich (pol. Dom w Rzeszy)
W poprzednim poście napisałam, że w Opatówku jest niewiele rodzin, które nie mają w swoim drzewie genealogicznym Niemców, bowiem osadnictwo niemieckie, z tej racji, że w 1826 właściciel fabryki włókienniczej A.G.Fiedler sprowadził z Niemiec prawie całą załogę ( 500 osób). Więcej tutaj.
Posiadanie niemieckiego przodka skutkowało w 1939 wpisem na listę folksdojczów, których w Opatówku było bardzo wielu. Warunkiem było posiadanie chociaż 25% krwi niemieckiej - choćby babki. 
     Przez wiele lat zastanawiałam się, dlaczego tak mało publikacji o żyjących tu przed wojną Niemcach i dlaczego ja,  wnuczka ofiary (Biogram Mariana Wiewiórkowskiego tutaj), a nie historycy, muszę zgłębiać ten temat. Dlaczego o tym nie mówiono i nie pisano?
Lokalni historycy nie zajmowali się tematem, bo panowała cenzura, bali się, twierdząc zapobiegliwie, że ich to "nie interesowało". Prywatnie też nie mówiono, bo nie było wiadomo, kto doniesie, szpiedzy i donosiciele UB byli wszędzie.
Ci historycy, z którymi rozmawiałam, nie znali w większości określenia "lista proskrypcyjna", a IPN twierdzi z kolei, że akcja "Inteligencja" nie zapisała się w ogóle w pamięci Polaków. Absolutnym unikatem jest więc zachowana lista proskrypcyjna dla okolic Kalisza. Tutaj.
W trakcie pisania książki nie dysponowałam zbyt dużym zbiorem fotografii z tego okresu, chociaż w Opatówku powinien być ich pokaźny zbiór, ponieważ wiele rodzin opatóweckich folksdojczów uczestniczyło w licznych nazistowskich wiecach, co było utrwalane na kliszy fotograficznej. 
Odpowiedz na pytanie, dlaczego tak niewiele wiadomo na temat wojennych przeżyć mieszkańców Opatówka znalazłam pisząc książkę "Historia w sepii. Opatówek. Wiewiórkowscy". Było to fascynujące i jednocześnie przygnębiające, a czasami wręcz szokujące  doświadczenie. 
Opowiem to w kilku osobnych postach, ponieważ zebrałam wiele obserwacji. 
Pierwszym, najważniejszym powodem był fakt, że po 1945 roku w naszym kraju nie mogły ukazywać się opracowania dotyczące walk o Niepodległą, gdyż godziło to w system i bezpieczeństwo narzuconej Polakom władzy. 
     Autorytetami mogli być tylko ci, którzy zostali namaszczeni przez sowieckich komendantów, tacy jak Feliks Dziubiński. Tutaj. Narracja historyczna była narzucona przez państwo. Nad wszystkim czuwały Urzędy Bezpieczeństwa i milicja obywatelska. Jeśli już takowe pracy powstawały, to wyłącznie ocenzurowane i w bardzo niskim nakładzie. Temat mordu na polskiej inteligencji traktowany był jako tabu i był bezwzględnie pomijany. 
Uczono mnie historii wymyślonej, zakłamanej, w której nie było miejsca na słowo "Katyń", a już w ogóle nie uczono mnie historii lokalnej. 
      Eliminacja polskich elit w 1939 następowała metodycznie w porozumieniu Gestapo z NKWD. 
Polskimi oficerami zajęli się Rosjanie, polską warstwą kierowniczą, inteligencją - Niemcy. Większość osób, która znalazła się na listach proskrypcyjnych sporządzonej przez Niemców w ramach akcji "Inteligencja" w kwietniu 1940 miała swoje korzenie w walkach z bolszewikami, byli weteranami wojny z 1920, członkami Polskiej Organizacji Wojskowej (POW), oficerami, członkami organizacji, które po wojnie zostały zakazane i zdelegalizowane np. Polskie Towarzystwo Gimnastyczne „Sokół” lub Towarzystwo Sportowo-Gimnastyczne „Strzelec”, jako urzędnicy państwowi - piłsudczykami, członkami BBWR. Nawet jeśli wzmiankowano gdzieś nazwisko aresztowanego, to bez podawania przyczyn. Pisano o nich: "przyszli Niemcy i zabrali..." Tak pisali historycy, stosowano bowiem cenzurę. Zresztą rzadko podejmowali temat, bali się o swoje kariery, tłumacząc to brakiem zainteresowań. Wybierali bezpieczniejsze tematy. Nie było na to przyzwolenia władz. 
Tak o aresztowaniu opatóweckiej inteligencji pisze pan Jan Pogorzelec na stronach biblioteki w artykule "Okupacyjne wspomnienia Jana Pogorzelca" . Ani słowa o tym, kim byli.
"15 kwietnia 1940 r. nastąpiły kolejne aresztowania. Do obozów w Dachau i Mauthausen-Gusen wywieziono Kazimierza Banaszkiewicza, Zygmunta Gadzinowskiego, Kazimierza Kowalkiewicza, Kazimierza Leśniewicza, Leśniewskiego - kominiarza, Stefana Łowickiego ( tu chyba wkradł się błąd - Nowickiego), Piotra Olkiewicza, Aleksandra Wiewiórkowskiego, Mariana Wiewiórkowskiego."
Marian Wiewiórkowski to mój dziadek. 
Tak prezentował się w 1939, jak naczelnik urzędu pocztowego w Opatówku.



A tak wyglądali jeńcy po pobycie w obozie koncentracyjnym Mauthausen-Gusen:

ofiary Gusen II. Źródło: Gusen Memorial Committee


Zamęczono go w kamieniołomach. Czy był przestępcą? kryminalistą? złodziejem? Czy więźniem politycznym?
Brak informacji o powodach aresztowania uwłacza ofiarom. W nielicznych publikacjach aresztowanie inteligencji kwitowano jednym zdaniem: "Przyszli Niemcy i aresztowali...". Tak właśnie "duraczono" społeczeństwo. 
Co roku obchodzi się dzień pamięci o ofiarach akcji "Inteligencja" akcja edukacyjna "Zapal Znicz Pamięci". Moją książką chciałam przywrócić mu godność, żeby nie pozostał tylko bezimienną ofiarą, górą spiętrzonych bezładnie ciał, a później prochem, który spłynął doliną Dunaju.

     Władze Opatówka nie były zainteresowane podjętym tematem. Gdy poprosiłam o pomoc w wydaniu mojej książki, usłyszałam, że "nie obchodzi ich moja rodzina". Po prostu w Opatówku kontynuuje się tradycje PRL-u.
O kolejnych istotnych powodach napiszę w kolejnym poście.

czwartek, 18 sierpnia 2022

Plac Wolności. Wolności?

   autor: Dominika Pawlikowska

    Urodziłam się w 1966, ponad 20 lat po wojnie. Moja najbliższa rodzina nigdy się po niej nie podniosła. 
W szkole nie uczono mnie prawdziwej historii Polski. Nie było żadnej wolności. Nie można było mówić o niczym, wszędzie byli donosiciele. O wymordowaniu przez sowietów polskich oficerów w Katyniu, o akcji "Inteligencja" i o tym, że w jej wyniku zamordowano mojego dziadka, naczelnika poczty w Opatówku Mariana Wiewiórkowskiego nie dowiedziałam się od moich nauczycieli historii. Biogram tutaj. 
Ubecy i milicjanci, sekretarze partii i różnego sortu nominaci polityczni czuwali, żeby prawda o pomordowanych nie ujrzała światła dziennego, gdyż byli przed wojną członkami organizacji BBWR, piłsudczykami, członkami Związku Strzeleckiego, Towarzystwa Gimnastycznego "Sokół" - organizacji, które po wojnie zostały zdelegalizowane i zakazane. Akcja "Inteligencja" w Kaliszu i regionie pozostaje nieopisana do dzisiaj. 

Opatówek, już SPatenfelde, Niemcy burzą budynek straży na rynku, prostują drogę. Widoczny dom Szalińskich na prostu. Pierwszy z lewej dom Tondowskich.1940.
Opatówek, po zajęciu przez Niemców - Spatenfelde. Niemcy burzą budynek straży na rynku, prostują drogę. Widoczny dom Szalińskich na wprost, parterowy budynek na rogu - ich restauracja. Pierwszy z lewej, piętrowy dom Tondowskich - Żydów, wymordowanych przez Niemców. 1940.

Do tej pory większości Polaków nic nie mówi nazwa obozu KL Gusen, gdzie wymordowano polskie warstwy przywódcze. Tymczasem w Mauthausen-Gusen zginęło ok. 28 tys. Polaków. Dla porównania w Katyniu 21768 oficerów. Do dzisiaj szokuje mnie, że praktycznie nie istnieje w Polsce literatura lokalna na temat wojny i czasów powojennych, nie liczę tego, co ukazało się za komuny, zawierającego półprawdy i poddanego cenzurze. 
Obeliski ku czci pomordowanych w czasie II wojny stawiano w gminach dopiero w latach 90-tych. O obelisku tutaj: "Pomordowani i polegli z Opatówka..". 

   Polska znajdowała się pod rosyjską okupacją. Do kwietnia 1991 stacjonowało w Polsce ok. 65 tysięcy sowieckiego wojska. Tutaj: "Wojska radzieckie w Polsce".
Wychowałam się w domu przy Placu Wolności 13, obecnie nr 15, w środkowej klatce, z kuchnią na poddaszu, z widokiem na staw. Budynek powstał jako składowa zabudowań fabrycznych niemieckiego przemysłowca Adolfa Fiedlera. Był to prawdopodobnie magazyn wyrobów gotowych  i mieszkania dla personelu technicznego. W czasie wojny mieściła się tu szkoła dla niemieckich dzieci. Uwiecznione na tym zdjęciu maszerują na jakąś uroczystość. Młodzież Hitlera.

Młodzież Hitlera - organizacja "Hitlerjugend" w Opatówku /w czasie wojny-Spatenfelde/ Freiheitsplatz 13, przed kamienicą, w której w czasie wojny mieściła się szkoła dla niemieckich dzieci.  Elewacja południowa. Po wojnie moja rodzina zamieszkała w środkowej klatce. (APK)
Młodzież Hitlera - organizacja "Hitlerjugend" w Opatówku /w czasie wojny-Spatenfelde/ Freiheitsplatz 13, przed kamienicą, w której w czasie wojny mieściła się szkoła dla niemieckich dzieci. 
Elewacja południowa. Po wojnie moja rodzina zamieszkała w środkowej klatce. (APK)

Do organizacji Hitlerjugend należeli wszyscy młodociani Niemcy od 10. do ukończenia 18. roku życia. Grające na bębenku dzieci ze zdjęcia przypominają mi bohatera "Blaszanego bębenka" - Oskara z książki Güntera Grassa, który na znak sprzeciwu wobec otaczającej go rzeczywistości dorosłych, postanawia przestać rosnąć. Jednak pośród nich nie ma nikogo, kto wzorem Oskara buntuje się wobec tego, co widzi, nie akceptuje świata, który go otacza. 
Niemcy czuli się w Opatówku jak u siebie i wiedzieli o nim wszystko. W 1826 przemysłowiec Fiedler sprowadził z Niemiec prawie całą załogę (ok. 500 osób) do swojej fabryki włókienniczej-dzisiaj Muzeum Historii Przemysłu.
Dopiero pod koniec połowy XIX wieku zaczęła wśród załogi przeważać ludność polska. Jednak cały dozór techniczny pozostawał w rękach Niemców. Ta dominacja napływowego elementu niemieckiego utrzymywała się niemal przez cały okres istnienia fabryki. Wyrażało się to nie tylko stanem liczbowym, ale przewagą w statusie materialnym, ponieważ robotnicy i majstrowie niemieccy zarabiali bardzo dobrze.
W 1860 roku przybyszów z Niemiec było 887, a ludności polskiej 702 osoby. Niektórzy przyjeżdżali i wyjeżdżali, a niektórzy asymilowali się z ludnością polską, zakładali tu rodziny.  W dzieciństwie nie zdawałam sobie z tego sprawy, że mieszkam w tak zniemczonej miejscowości. Babcia i mama izolowały mnie od takich wiadomości.
Kiedy poszłam do szkoły, co drugi kolega okazał się mieć dziadka lub babcię o niemiecko brzmiącym nazwisku.
   W Opatówku jest niewiele rodzin, które nie miałyby niemieckich przodków. Można się o tym przekonać tutaj: Wirtualne Muzeum. Historia w sepii. : Mieszkańcy Opatówka z lat 1917-1930.
W tej sytuacji mieli doskonałe rozeznanie strategiczne w momencie wybuchu wojny i mogli celnie eliminować niewygodnych Polaków. Sporządzili listę Polaków przeznaczonych do eksterminacji. O tym tutaj: "Listy proskrypcyjne".
Postarałam się przeanalizować powody, dla których o pewnych wydarzeniach w Opatówku nie mówiono głośno i czym skutkuje to dzisiaj. O tym, dlaczego nie dbamy o swoją tożsamość kulturową: Dlaczego nie dbamy o swoją tożsamość kulturową? na przykładzie małego miasteczka Opatówek

   Na co dzień obcowałam z ludźmi, których dzieciństwo przypadło na lata wojny i doświadczyli traumatycznych wydarzeń.. Kiedyś usłyszałam historię opowiadaną przez moją ciotkę śp. Teresę Jaśkiewicz, o tym, jak w 1945 "wpadliśmy z dzieciakami do tej kamienicy. W ostatniej klatce, na parterze, na łóżku leżał zabity Niemiec, wyciągnęliśmy go za nogi i wrzuciliśmy do dołu u Sieradzkiego" (właściciel placu przylegającego do kamienicy). Nie wiem, ile było w tym prawdy, a ile fantazji, ale przechodziły mnie wtedy dreszcze na myśl, z czym musiały mierzyć się te dzieci? Teresa wówczas nie miała już rodziców, jej ojciec - sekretarz gminy Lisków, Zygmunt Gadzinowski, został zamordowany w obozie Gusen, a matka Helena zmarła krótko potem. Jej dzieciństwo naznaczone było stratą i śmiercią. Podobnie jak dzieciństwo wszystkich dzieci w rodzinie, w tym mojej mamy Aleksandry Adamczyk z domu Wiewiórkowskiej, wieloletniej nauczycielki przedszkola w Opatówku.

Opatówek, Plac Wolności. Ten sam budynek kilkadziesiąt lat później.

A jakie było moje dzieciństwo, które przypadło na czasu komuny i stanu wojennego? 
Spędziłam w tej kamienicy dziewiętnaście lat, do momentu, gdy wyjechałam na studia. To najważniejszy okres w życiu człowieka, ponieważ wówczas kształtuje się jego osobowość i system wartości. Byłam otoczona kobietami, które straciły synów, mężów, ojców i cały dorobek życia. 
Wydaje mi się, że nigdy nie byłam dzieckiem. Musiałam szybko dorosnąć i wziąć za nie odpowiedzialność. Nosiłam wiadra z węglem z piwnicy, paliłam w piecach, sprzątałam, gotowałam. Próbowałam pomóc mamie, ponieważ ciężko pracowała. Żyłyśmy: prababcia, babcia, mama i ja z jednej emerytury i jednej nauczycielskiej pensji. Babcia zawsze powtarzała, pomna swoich doświadczeń, żebym się uczyła, ponieważ tego, co mam w głowie, nikt mi nie zabierze. Wiedziała, co mówi - wojna zabrała jej wszystko.

Widok z okna kamienicy przy Placu Wolności 13 w Opatówku,
jaki miałam na co dzień.

Kiedy miałam 15 lat Jaruzelski wprowadził stan wojenny. Kiedy w niedzielę zamiast teleranka pojawił się komunikat, że "wojna" nie bardzo mogłam to zrozumieć. Wojna? ale przeciwko komu? Przeciwko własnemu narodowi? Zapanował strach, bieda, wszystko było na kartki. Wprowadzono godzinę milicyjną. Wszystko było SMUTNE.
Na wprost kamienicy znajdował się sklep rzeźniczy po niemieckich nazistach Feichtach i piekarnia po Drescherach. Tu: "Aresztowanie volksdeutschów".
W latach 80-tych dochodziło tam do dantejskich scen, bitwy o mięso, gdzie zmęczeni, spoceni ludzie wyrywali sobie jakieś ochłapy w GS-owskim sklepie. 
   Bardzo lubiłam się uczyć, gdy dostawałam we wrześniu podręczniki, to od razu je czytałam. W czasach, gdy byłam dzieckiem nie było mediów, oprócz telewizji z jednym programem. Drugi program TVP pojawił się w 1970. Zapamiętałam, że w okresie letnim trwały na nim fascynujące transmisje ze żniw i bezustanne wywiady z rolnikami, że w zasadzie jest cudownie, jednakże brakuje sznurka do snopowiązałek.
   Moim najlepszym przyjacielem były książki. Stały na regale, w pokoju przez który zawsze przewijało się wielu gości, ponieważ babcia była "instytucją". Niektórzy zwracali uwagę na książki i prosili o pożyczenie, babcia nigdy nie odmawiała, a one nie wracały. I kiedy sprzątnięto mi sprzed nosa "Annę Kareninę" powiedziałam stop! Krzyczałam, że jak pożyczy jeszcze jedną książkę, to mnie popamięta! 
Czytałam je "jak leci". Niektóre nie były przeznaczone dla dzieci - miałam wówczas 12 lat - jak na przykład "Komedia ludzka" Balzaca, o czym szybko się przekonałam. Zamykałam się więc z nią w toalecie albo czytałam pod kołdrą. Książki przenosiły mnie do lepszego świata, bo ten, który mnie otaczał, był brzydki i nieznośny. Przede wszystkim był bardzo biedny. Wojna zniszczyła dorobek życia mojej rodziny, a komuna obrabowała nas do końca. 
   W tym czasie inni się bogacili, majątki rosły w oczach. Sprzedawcy w sklepach z deficytowym towarem: z telewizorami, pralkami szybko dochodzili do niesłychanego bogactwa, w zamian za otrzymane łapówki budowali okazałe wille, pracownicy okradali zakłady pracy, żal było patrzeć na to wszystko. Ustrój zdemoralizował ludzi. Dzisiaj ich potomkowie stanowią opatówecką "elitę".
Tu zawsze przypomina mi się scena z filmu "Katyń", gdy służąca odwiedza żonę generała Smorawińskiego po wojnie i oddaje szablę, którą przechowała. Po czym mówi do męża, że oddała ją pani, na co on: "teraz to ty pani". 
W 1974 roku miałam 8 lat, świętowano  hucznie XXX–lecie Polski Ludowej, władza postanowiła przychylić nieba klasie robotniczej i w Opatówku wybudowano hotel-motel "Czarnuszka". 
Ukazał się też artykuł w Ziemi Kaliskiej o tym, jak wspaniale pracuje POM w Opatówku. Post tutaj: 
POM-wzór ładu i porządku. Obchody XXX-lecia Polski Ludowej w Opatówku. 1974. Zdemolowano i rozkradziono majątek Schlossera i Wuenschego, a na tym, co pozostało utworzono POM. 

  Niektórzy mieszkańcy naszej kamienicy mieli samochody. Pamiętam, jak z wypiekami na twarzy obliczałam, ile pensji musiałaby odłożyć moja mama, żebyśmy miały taki samochód. Z obliczeń ostatecznie wynikło, że przez kilka lat musiałybyśmy nic nie jeść ( w 1986 r. na giełdowy zakup "dużego" fiata w Warszawie (1,5 mln zł) przeciętnie zarabiający obywatel musiał wydać 62 swoje miesięczne pensje).
Nauczyciele klepali biedę, bo komuna, tak jak Niemcy, nienawidziła inteligencji i upokarzała w każdy możliwy sposób. Wdeptywała ich w ziemię. Liczyli się tylko klasa robotnicza i chłopi.
Niskie płace podczas tej "dyktatury proletariatu" były jedną z form tego upokarzania. Niemalże zrównano pensje dyrektorów i przysłowiowych sprzątaczek. Ten stan trwa zresztą do dziś. 
   W okresie okupacji Związek Sowiecki i Niemcy zlikwidowały elity: profesorów uniwersytetów, ziemian, wyższych urzędników, księży i oficerów, zagarnęli polskie majątki ziemskie usuwając, właścicieli, mordując i zamykając w obozach. Reszty dokonali Sowieci. Przedwojenna inteligencja wyginęła lub została wypędzona za granice Polski. Ci, którzy zostali, a nie chcieli uznać "nadrzędnej roli partii", gnili w więzieniach lub byli gnębieni i zaszczuwani. Był to wróg klasowy, niepotrzebny zresztą, ponieważ trzeba wykształcić swojego "homo sovieticusa" - człowieka zastraszonego, podporządkowanego, który nie zna historii Polski i którym można łatwo manipulować. 
Po władzę sięgnęli ludzie z tzw. czworaków. Komuna wykształciła "swoją" bolszewicką inteligencję, taką, dla której Polska zaczęła się w 1945, bo innej nie znali. Skutki tego odczuwamy do dzisiaj, wystarczy popatrzeć na tych, którzy nami rządzą od czasów powojennych, aż do chwili obecnej.
Było szaro i biednie, a z czasem coraz gorzej. Nieudolnie zarządzana gospodarka zakończyła się tym, że ludzie musieli stać kilka godzin w kolejce, żeby kupić szampon albo buty. Pamiętam entuzjazm, gdy pewnego dnia mama wróciła z wylosowanymi w zakładzie kozakami. Na czym polegało to losowanie nigdy się nie dowiedziałam. Kozaków nikt nigdy nie założył, ponieważ miały zbyt wysoki obcas.
Poza tym ciągle karmiono nas kłamstwem, manipulowano.
Jaruzelski wprowadził w 1981 stan wojenny. Na rzecznika rządu wybrany został obrzydliwy Jerzy Urban, nazwany później "Goebbelsem stanu wojennego". Co tydzień w czasie godzinnej ustawionej, propagandowej pseudo konferencji prasowej pluł Polakom w twarz, kpił  że: "rząd się sam wyżywi".

Plac Wolności 13. Tak ohydnie wyglądała kamienica od strony podwórza. Jak melina.
Na zdjęciu moja mama Aleksandra Adamczyk i synowa Teresy Jaśkiewicz. Dzieci sąsiadów.
Rok 1990/91. 

Nasz kamienica przy Placu Wolności była brzydka i odrapana. Ponieważ nie było wapna, cementu, farb, wszystko było zaniedbanej brudne. Kolejni naczelnicy Opatówka skupiali się na budowie własnych willi, nie na remontach.

Skreślone ręką Teresy Jaśkiewicz, mojej chrzestnej "Oprawa budynku to istny slams"

 Po II wojnie wszystkim, którzy coś posiadali, odebrano wszystko - warsztaty, sklep, fabryki, nie nie pozostawiono nikomu prywatnej własności. Mojej prababci Leokadii Wiewiórkowskiej, która straciła kilkoro dzieci w wojennej zawierusze,  także odebrano sklep, pozbawiono środków do życia (a wychowywała wnuki, dzieci swoich pomordowanych dzieci) i zrobiono tam "Sam spożywczy". Pracowały tam miłe panie, ale w latach 80-tych nie było tam raczej towaru. Dlatego porusza mnie ta propagandowa fotka z czasów PRL-u z półkami uginającymi się od towaru. Tak wyglądał sklep chyba wówczas, gdy miał go odwiedzić naczelnik gminy. Takie postępowanie władz nazywano propagandą sukcesu.

Propagandowa widokówka z czasów PRL-u.

Propaganda sukcesu z czasów komuny. 

Już w 1976 roku komuniści wprowadził kartki na cukier.
28 lutego 1981 wprowadzono kartki na mięso, a 30 kwietnia tego samego roku - także na wszelkie przetwory mięsne oraz masło, mąkę, ryż i kaszę. We wrześniu, system kartkowy objął też mydło, proszek do prania i papier toaletowy. Raz w tygodniu, może raz w miesiącu, nie pamiętam już, dostawałam tabliczkę czekolady. Bardzo na nią czekałam, wychodziłam na schody (były drewniane) i nasłuchiwałam, czy babcia wraca już z zakupami.
Nauczyłam się robić na drutach, tak jak prababcia i babcia, sama, obserwując. Nikt nie miał czasu, aby mnie uczyć. W maturalnej klasie, z rozłożoną na kolanach książką robiłam na drutach swetry, sukienki, byłam samowystarczalna. Jak chciałam cos mieć do ubrania, to musiałam to sobie zrobić.
   W Opatówku było dużo zaniedbanych, biednych dzieci, z patologicznych rodzin. Wszędzie pito alkohol, mężczyźni pili go po pracy, a później leżeli na trawniku przed nasza kamienicą, na ławkach na rynku. 
Takie widoki z okna miałam codziennie, ponieważ na parterze kamienicy była restauracja, a właściwie knajpa, mordownia. Raz babcia wysłała mnie tam z menażkami po obiad. Widok w środku mnie przeraził, przy stolikach pełno podchmielonych, krzykliwych, agresywnych mężczyzn, a pośród nich dwie mamy moich koleżanek z klasy. Jedna z rękoma zanurzonymi w brudnej bebelusze zmywająca talerze i zaczepiana w niewybredny sposób przez tych pijaków, druga uwijająca się pośród nich z talerzami, a ci z lubieżnym uśmiechem klepali ją w pośladek. Obleciał mnie taki strach, że już nigdy tam nie poszłam. 
Władzy "ludowej" chodziło o to, żeby alkohol był tani, łatwo dostępny. Ludzie zapijaczeni, zdemoralizowani nie mieli problemów egzystencjalnych.
Pamiętam tez pochody pierwszomajowe. Nie miałam za bardzo świadomości co to za święto, ale bardzo się cieszyłam na nie, ponieważ po pochodzie, w parku rozstawiano stragany z deficytowymi towarami. Można wtedy było zjeść coś, czego na co dzień nie było. Takim deficytowym towarem był piernik kasztelański. Kawałek suchego, twardego ciasta przełożony jakąś marmoladą. Coś, na co dzisiaj raczej nikt nie spojrzy.  Wtedy wydawał mi się ambrozją.
   Z okien miałam widok na przeciwległą pierzeję rynku, na domki i kamienice po Niemcach i Żydach: "Żydzi w Opatówku". Nikt nie opowiadał o tej nieodległej wówczas przeszłości, o tym, że 80 lat temu Niemcy palili ludzi w piecach. Starano się to kompletnie zatrzeć. Podobnie jak i dzisiaj, w czasach politycznej poprawności.

Dom Tondowskich, Żydów. Plac Wolności 8, kiedyś 7. Opatówek.

   Nie wszędzie wolno mi było chodzić. Były domy, gdzie po wojnie pozostali Niemcy i folksdojcze, chociaż wtedy nie znałam tego słowa. W jednym z nich, naprzeciwko przystanku, zauważyłam interesujące, wybrukowane podwórko i wiedziona ciekawością chciałam tam pójść, ale babcia pociągnęła mnie za rękę i w odpowiedzi na pytanie, które malowało mi się na twarzy, powiedziała z dezaprobatą: "Tam źli ludzie mieszkają". Dzisiaj wiem, że miała na myśli folksdojczów. 
   Dlatego Opatówek kojarzy mi się też z domami "złych ludzi", wielu z nich w czasie komuny wyjeżdżało swobodnie do Niemiec, podczas gdy Polacy nie mieli nawet paszportu w domu. Przy tym domu, na rynku, wystawali całymi godzinami młodzi mężczyźni, rzucając wulgaryzmami i w prymitywny, chamski sposób zaczepiali przechodzących. Wielu z nich już nie żyje. Zabiła ich wódka.
Marzyłam o wyjechaniu stąd, o podróżach, ale nie można było wyjeżdżać za granicę, mogli tylko folksdojcze. 
Pragnęłam uciec od grozy tego miejsca i bólu moich bliskich. Od miejsca, gdzie moja rodzina została wytypowana do eksterminacji. Być z dala od złych domów. Wyjechać i nigdy nie musieć tam wracać.

Małe miasteczka - bywa - nie miewają uroku. Ale fascynują. Czasami złem. Jednak czy zło przypisane jest do miejsca? Nie, piekło nie ma nic wspólnego z miejscem - piekło wiąże się z ludźmi. Może to ludzie są piekłem  - John Marsden "Jutro, kiedy zaczęła się wojna"

Podwórko "złego domu", dzisiaj pozbawione już bruku

Oczywiście wielu nie podzieli moich obserwacji, głownie beneficjenci minionego ustroju. Im było dobrze, za lojalność wobec sowieckiego okupanta płacono stanowiskami, awansami. To ci budują narrację jak wspaniale było za komuny. Jednak pamiętając, że komuna im dała, powinni również wiedzieć, że aby im dać, musiała komuś zabrać. Że był to jednak złodziejski i demoralizujący ustrój.

Post powiązany: