Etykiety

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1942. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1942. Pokaż wszystkie posty

sobota, 16 maja 2026

Jak zmieniały się nazwy ulic w Opatówku?

Dominika Pawlikowska

Jak zmieniały się nazwy ulic w Opatówku?


Dokumenty, które ostatnio trafiły w moje ręce, otwierają fascynujące okno na to, jak zmieniała się topografia nazewnicza Opatówka na przestrzeni dekad. Widać w nich wyraźnie trzy warstwy historii: nazwy sprzed II wojny światowej, powojenne przemianowania oraz współczesny układ ulic, który znamy z dzisiejszych map.

To właśnie dzięki takim materiałom możemy odtworzyć, jak wyglądała codzienność mieszkańców, jakie postacie były upamiętniane, a także jak polityka i historia wpływały na miejską przestrzeń.
Pytanie od czytelnika: gdzie była ulica Piłsudskiego?

To świetny przykład, jak z pozoru prosta ciekawostka potrafi otworzyć drzwi do szerszej opowieści o przemianach, jakie zachodziły w mieście.

Przedwojenna ulica Piłsudskiego to dzisiejsza ulica Łódzka.

Zmiana nazwy nastąpiła po 1945 roku, kiedy wiele ulic w Polsce otrzymało nowe, zgodne z ówczesną polityką nazwy. 
W Opatówku nie było inaczej — część patronów usunięto, inne zastąpiono bardziej „neutralnymi” określeniami geograficznymi. Te dokumenty pokazują jak kształtowały się nazwy ulic przed wojną, po wojnie i obecnie.
W kolejnym dokumencie występuje niemiecka okupacyjna nazwa Maistrasse, która odpowiada dzisiejszej ulicy 3 Maja.
Warto zauważyć, jak kształtowały się losy tej ulicy:
Przed wojną: Trakt ten nosił nazwę ulica Starokaliska.
W czasie okupacji (1939–1945): Nazistowskie władze zmieniły nazwę na Maistrasse, nawiązując bezpośrednio do daty majowej. W tym okresie Niemcy dokonali tam brutalnych wyburzeń domów w celu przebudowy drogi wylotowej z Łodzi do Kalisza.
Po wojnie: Ulicę przemianowano na 3 Maja. Nazwa ta funkcjonuje do dzisiaj i stanowi jedną z głównych osi komunikacyjnych miasta.

Wszystkie te dokumenty, to zaświadczenia stwierdzające brak przeciwwskazań ze strony policji do pochowania zwłok. Adnotacja „Pole!”: Odręczny dopisek na górze dokumentu oznaczał narodowość zmarłego (Polak). Wpisywano go w celach segregacji narodowościowej w Kraju Warty (Reichsgau Wartheland). 

Co oznacza „Beerdigungsschein”? Kontekst historyczny dokumentu

Dokument, który masz przed sobą, to niemieckie zaświadczenie o pochówku (Beerdigungsschein) wystawione w 1942 roku na terenie okupowanej Polski. Tego typu formularze były elementem ścisłej kontroli administracyjnej, jaką III Rzesza wprowadziła na ziemiach wcielonych do Rzeszy, w tym w Kraju Warty.

Dlaczego w ogóle potrzebne było takie zaświadczenie?

Władze okupacyjne wymagały, aby każdy pochówek — niezależnie od narodowości zmarłego — był zgłoszony i zatwierdzony przez niemiecki urząd. Miało to kilka celów:

  • kontrola ludności (kto umiera, kiedy, gdzie),

  • zapobieganie ukrywaniu zgonów, zwłaszcza wśród robotników przymusowych,

  • utrzymanie porządku administracyjnego zgodnego z niemieckimi przepisami,

  • segregacja narodowościowa — stąd dopisek „Pole” w prawym górnym rogu.

Dlaczego ten dokument jest cenny?

Bo jest oryginalnym śladem życia i śmierci konkretnego człowieka w czasach, gdy wszystko było regulowane przez okupanta. Takie formularze są dziś:

  • źródłem do badań genealogicznych,

  • dowodem na praktyki administracyjne III Rzeszy,

  • elementem lokalnej historii miejscowości,

  • świadectwem losów Polaków w Kraju Warty.


"Zezwolenie na pochówek
Niniejszym zaświadcza się, że policja nie zgłasza sprzeciwu wobec pochówku — /kremacji/ — zwłok
zmarłego w dniu 22 czerwca 1942 roku w Spatenfelde
Ignacego Łukaszczyka (Ignaz Lukaszczyk) – robotnika fabrycznego.
Spatenfelde, dnia 22 czerwca 1942 roku'.
Miejsce: Spatenfelde – jest to okupacyjna, niemiecka nazwa polskiego miasta Opatówek (położonego w powiecie kaliskim).
Pieczęć i podpis: Dokument został podbity okrągłą pieczęcią urzędową z godłem III Rzeszy (orzeł z ze swastyką) oraz napisem: Der Amtskommissar des Amtsbezirks Spatenfelde (Komisarz obwodowy okręgu urzędowego Opatówek). Poniżej widnieje podpis wystawiającego urzędnika.
Drugi dokument
Niniejszym zaświadcza się, że policja nie wnosi zastrzeżeń przeciwko pochówkowi zwłok zmarłego w dniu 1 listopada 1942 roku w Spatenfelde [Opatówek] przy Litzmannstädterstr. 16 [ulica Łódzka]:
Kazimierz Lesniewicz [Lesniewicz] urodzony dnia 26.11.1876 na polskim cmentarzu w Spatenfelde."


Zezwolenie na pochówek
Niniejszym zaświadcza się, że policja nie zgłasza sprzeciwu wobec pochówku — /kremacji/ — zwłok
zmarłego w dniu 22 czerwca 1942 roku w Spatenfelde
Ignacego Łukaszczyka (Ignaz Lukaszczyk) – robotnika fabrycznego.
Spatenfelde, dnia 22 czerwca 1942 roku'.


Zaświadczenie o pochówku

Niniejszym udziela się pozwolenia na pochowanie zmarłego: Kazimierz Leśniewicz, ur. 26 listopada 1876 r. Pochówek ma się odbyć w Spatenfelde dnia 1 listopada 1942 r. Dokument wystawiono 2 listopada 1942 r. Podpis: Amtskommissar (komisarz urzędu) Na dokumencie znajduje się także okrągła pieczęć z orłem i napisem: „Der Amtskommissar des Amtsbezirks Spatenfelde” („Komisarz urzędu okręgu Spatenfelde”) W prawym górnym rogu dopisek odręczny: „Pole” (Polak) oraz data 3 XI 42.




poniedziałek, 14 listopada 2022

Narodowe Siły Zbrojne w Kaliszu. Szpicle i donosiciele do Gestapo. Ulica Ciasna.



W czasie wojny znaleźli się nieliczni, którzy z wiadomych sobie powodów donosili do gestapo, czasami za drobną opłatą lub kieliszek wódki. Wśród nich wyróżniali się kryjący się pod pseudonimem G.-35 i V.-35. Aktywność tej dwójki wyrządziła wiele szkód, ponieważ przedostali się do struktur ZWZ i informowali Gestapo o ruchu oporu w Kaliszu. Zachowały się ich meldunki. (APK w Kaliszu)

W dniu 25.02.1943 G.-35 donosi:
"U żony byłego polskiego generała Altera w Kaliszu, Goethestrasse 8 (ul. T. Kościuszki), często bywają  wdowy po oficerach i tych, którzy są jeszcze w jeńcami wojennymi. Do tej pory nie udało się ustalić, co tam się dzieje. Uwaga: operacja jest obsługiwana przez AD. Kalisz".

W dniu 27.05.1943 G.-35 donosi:
"Stanisław Lisiak, mieszkający w Kaliszu, Humboldstrasse, pracował w dawnej Rzeszy, ale zerwał umowę o pracę i wrócił do Kalisza. Handluje wyrobami tytoniowymi, które kupuje od pracownika sklepu tytoniowego Seidaka, Kalisz, Rathausplatz (Plac Ratuszowy). Spotykał innego pracownika, Polaka, na korytarzu sklepu tytoniowego i, jak zauważyłem, było to zwykle około godziny (nieczytelne)".
"Stanisław Olejniczak, który nie ma stałego miejsca zamieszkania i pracy, jest obecnie w Kaliszu, Oberschlesischestr. 28 (ulica Górnośląska). W domu znajduje się dawny sklep, w którym mieszka". 

Z meldunków konfidentów wyłania się bardzo ciekawy obraz ulicy Ciasnej.
W dniu 09.06.1943 V. -35 donosi:
"Polska organizacja ruchu oporu NSZ, o której już wspomniałem, istnieje tu w Kaliszu od około 1943 roku i nazywa się „Komitetem Kaliskim”. Ona jest organizacją odłamową ZWZ. Krysiński ostatnio odwiedził mnie dwukrotnie z drugą osobą, której nie znam, którą określił jako komendanta okręgu. Osobę mogę opisać następująco: Silny, blond włosy zaczesane do tyłu, pociągła twarz, 170 cm wzrostu, około 30 lat, jasna marynarka i ciemne spodnie". (Czy mógł to być komendant powiatu Kalisz - ppor. rez./kpt. NSZ Czesław Wszędybył „Wiktor Kaliski”, student Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie, żołnierz kampanii 1939, komendant powiatowy NSZ w Kaliszu, zginął w walce z Niemcami 3 września 1943 na ulic Pułaskiego. Miejsce pochówku nieznane)


Ciasna 5, Kalisz
Kalisz, ul. Ciasna 5, widoczne liczne ślady po kulach aż do ostatniego piętra.
Nad oknem na parterze spod farby wystaje napis reklamujący fryzjera Frajtaga
 - pamiątka po żydowskiej społeczności Kalisza. Rodzina Frajtagów była dość liczna, fryzjerami byli Izak (ur.1880) oraz Jakob (ur. 1904) i Mojsze (ur. 1902), wszyscy zginęli w Shoah.
Zdjęcie - autorka 01.01.2023


I ciąg dalszy meldunku: "Powiedziano mi, że NSZ w Kraju Warty liczy około 1800 członków. ZWZ jest silniej reprezentowany w Kaliszu niż NSZ. NSZ sformował w Kaliszu coś w rodzaju korpusu ochronnego w sile 40 ludzi, który ma zadania polityczne i policyjne. Ten korpus ochronny powstał przy Grazerstrasse 3/7 (ulica Ciasna - dopisek mój) u "Górala" (pseudonim).
Pierwsza wstępna zbiórka odbyła się tu w kwietniu 1943 r. Oprócz korpusu ochronnego formowane są obecnie trzy plutony w sile 1140 ludzi. Mój znajomy Buczkowski był dowódcą 1. plutonu. Został zwerbowany przez Krysińskiego z punktu widzenia tego, że NSZ jest przeciwny komunizmowi. Ale kiedy dowiedział się, że (nieczytelne), odwrócił się od NSZ i spalił dokumenty, które już otrzymał. Buczkowski miał pseudonim "Sęp". Krysiński posiada pseudonim "Miron" lub "Mirow" (słabo czytelne). Obecnie jestem na tyle dobry, że zostałem przyjęty do NSZ i zostałem wyznaczony na dowódcę 3. plutonu. Mój pseudonim to „Kruk”, co po niemiecku oznacza „Rabe”. Za kilka dni dostanę dokumenty".

"Polska organizacja ruchu oporu NSZ, o której już wspomniałem, istnieje tu w Kaliszu od około 1943 roku i nazywa się „Komitetem Kaliskim”. Ona jest organizacją odłamową ZWZ. Krysiński ostatnio odwiedził mnie dwukrotnie z drugą osobą, której nie znam, którą K. określił jako komendanta okręgu. Osobę mogę opisać następująco: Silny, blond włosy zaczesane do tyłu, pociągła twarz, 170 cm wzrostu, około 30 lat, jasna marynarka i ciemne spodnie. (Mógł to być komendant powiatu Kalisz - ppor. rez./kpt. NSZ Czesław Wszędybył „Wiktor Kaliski”, żołnierz kampanii 1939, komendant powiatowy NSZ w Kaliszu, zginął w walce z Niemcami 3 września 1943 r. - dopisek autorki ) Powiedziano mi, że NSZ w Kraju Warty liczy około 1800 członków. ZWZ jest silniej reprezentowany w Kaliszu niż NSZ. NSZ sformował w Kaliszu coś w rodzaju korpusu ochronnego w sile 40 ludzi, który ma zadania polityczne i policyjne. Ten korpus ochronny powstał przy Grazerstrasse 3/7 (ulica Ciasna - dopisek mój) u "Górala" (pseudonim). Pierwsza wstępna zbiórka odbyła się tu w kwietniu 1943 r. Oprócz korpusu ochronnego formowane są obecnie trzy plutony w sile 1140 ludzi. Mój znajomy Buczkowski był dowódcą 1. plutonu. Został zwerbowany przez Krysińskiego z punktu widzenia tego, że NSZ jest przeciwny komunizmowi. Ale kiedy dowiedział się, że (nieczytelne), odwrócił się od NSZ i spalił dokumenty, które już otrzymał. Buczkowski miał pseudonim "Sęp". Krysiński posiada pseudonim "Miron" lub "Mirow" (słabo czytelne). Obecnie jestem na tyle dobry, że zostałem przyjęty do NSZ i zostałem wyznaczony na dowódcę 3. plutonu. Mój pseudonim to „Kruk”, co po niemiecku oznacza „Rabe”. Za kilka dni dostanę dokumenty".
Meldunek szpicla o organizacji ZWZ w Kaliszu

Do czego doprowadziła działalność tych szpicli ? Jak donosi 25.09.1942 Wilhelm Schönrogge, szef placówki Gestapo w Kaliszu w telegramie do Gestapo Litzmannstadt (Łódź): 
"Meldunki V. -35 odnoszą się do działalności polskiego ruchu oporu "NSZ" - Narodowe Siły Zbrojne - niem. Nationale Wehrkraft.
7, 8 i 9 września 1943 została przeprowadzona akcja zlikwidowania NSZ, która prowadziła do aresztowania tutejszych działaczy.  V.-35 jest wyznaczony, po przeprowadzeniu akcji, do ustalenia tych, którzy zbiegli". 
jak donosi 25.09.1942 Wilhelm Schönrogge, szef placówki Gestapo w Kaliszu (od 1942): " meldunki V. -35 odnoszą się do działalności polskiego ruchu oporu "NSZ" - Narodowe Siły Zbrojne - niem.Nationale Wehrkraft. 7, 8 i 9 września 1943 została przeprowadzona akcja zlikwidowania NSZ, która prowadziła do aresztowania tutejszych działaczy.  V.-35 jest wyznaczony po przeprowadzeniu akcji do ustalenia tych, którzy zbiegli.
Telegram  25.09.1942 do gestapo w Łodzi
Wilhelma Schönrogge. Tłumaczenie-autorka.

I V.-35 wywiązuje się z tego zadania. Już po akcji zatrzymań członków NSZ donosiciel tropi zbiegłych członków NSZ. W dniu 18.09.1943 melduje:
"Rabiega zatrzymał się w Kościelnej Wsi. Istnieje możliwość, że przebywa u krewnych. W Kościelnej Wsi organizacja składa się z 80 członków. Skalski również ukrył się w Kościelnej Wsi. Buschkowski (chodzi o Buczkowskiego) dał Grobelnemu jakieś papiery. Grobelny jest niewinny. Jest z "niemieckiego domu". Należy jeszcze złapać ps. "Grom" - nie znane jest mi jego nazwisko (...)".

W dniu 18.08.1944 V.-35 donosi:
"Folksdojcz Edmund Madejski ur. 1884, zamieszkały przy Górnośląskiej 43 jest od kilkunastu dni członkiem NSZ (...) szedłem z Madejskim i komendantem NSZ "Ziemowitem"(pseudonim) ulicą Poznańską w kierunku Kościelnej Wsi. Skręciliśmy w stronę młyna, dokąd wysłał mnie "Ziemowit". Rozmawiali i on go przyjął (Madejskiego), jaką ma funkcję Madejski nie wiem. Pracuje w fabryce Hillekego. Można u niego słuchać wrogich stacji (radiowych).
Do meldunku dołączono uwagę: Madejski został aresztowany 06.03.1941 podczas prewencyjnej akcji policji, 15.03.1941 został jednak zwolniony, ponieważ jego żona ma w 50% niemieckie pochodzenie".

W dniu 09.11.1944 G.-35 donosi:
"W zakładach Zollern w Kaliszu (dzisiaj WSK) Polak Nawrot jest zatrudniony jako brygadzista. Mieszka w Opatówku. Nielegalnie wytwarza przedmioty codziennego użytku z surowca zakładów i każe je wynosić innym osobom, między innymi wykonał sobie maszynę do cięcia tytoniu. Dowiem się w najbliższych dniach, kto przenosił je z fabryki przez kontrolę.
Polski robotnik Michera wykonał także maszynę do cięcia tytoniu i żelazko.
Uwaga: więcej wiadomości wkrótce".

Z meldunku Gestapo Kalisch do Gestapo Litzmannstadt w dniu 06.04.1944 wiemy, gdzie na co dzień pracował szpicel występujący w meldunkach do kaliskiego Gestapo jako V.-35. Otóż pracował w zakładach "Weserflug" Kalisch jako robotnik, a jego prowadzącym był Nolte - zastępca Schönrogge. O  Nolte i Schönrogge tutaj Historia w sepii...: Wilhelm Schönrogge, szef placówki Gestapo w Kaliszu

V.-35 nadawał jeszcze 15.09.1944: " Niedawno Pawlak opowiedział mi, że jest w ZWZ i posiada legitymację. Trzyma ja ukrytą pod skrzynką na balkonie".

G.-35 nadawał 02.10.1944: "W zakładach "Weserflug" 20-letni Polak o nazwisku Holak zamieszkały w Kaliszu ulica Krakauerstr. nosił przy sobie ulotki i pokazywał innym pracownikom. Ja tez czytałem ulotkę. Nawoływała Polaków do jedności i zapowiadała nadejście nowych, sprawiedliwych czasów. Chciałbym nadmienić, że ojciec tego Holaka był polskim profesorem".

W archiwum zachował się szczątkowy spis donosicieli do gestapo. Wśród nich folksdojcz Józef Bartosik, który w czasie wojny mieszkał na ulicy Ciasnej 20. Po wojnie ukrywał się na Śląsku. Był sprawcą śmierci wielu Polaków. Konfidentkami były tez kobiety: Halina Dobrowolska, Zofia Orczykowska. (APK, Spuścizna Martyna, 367)

Ciasna 5, Kalisz
Kamienica na ul. Ciasnej 5, można powiedzieć, że tu narodził się NSZ w Kaliszu.
Zdjęcie - autorka 01.01.2023

Oprac. Dominika Pawlikowska

Na podstawie: APK w Kaliszu, Spuścizna Martyna, Sygn.1446, Meldunki konfidenta Gestapo dotyczące mieszkańców Kalisza związanych z ruchem oporu.

O Armii Krajowej w Kaliszu można przeczytać w "Armia Krajowa w Kaliszu: zarys historii wojennej kaliszan 1914-1945  [opracował Jurand Piotrowski], Kalisz 2004.

Opracowanie przez Archiwum w Kaliszu na temat Armii Krajowej Armia Krajowa w Kaliszu


*Narodowe Siły Zbrojne (NSZ) – polska konspiracyjna organizacja wojskowa obozu narodowego działająca w latach 1942–1947, licząca w szczytowym okresie rozwoju około 75 tysięcy ludzi. NSZ były trzecią co do wielkości formacją zbrojną polskiego podziemia niepodległościowego okresu II wojny światowej, po Armii Krajowej i Batalionach Chłopskich. W czasie okupacji niemieckiej walczyła z Niemcami i zwalczała polskie formacje komunistyczne: Gwardię Ludową, Armię Ludową oraz partyzantkę radziecką i bandy rabunkowe. W okresie powojennym brała udział w walkach przeciwko Armii Czerwonej, NKWD, formacjom Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego (Korpus Bezpieczeństwa Wewnętrznego i in.) i ludowego Wojska Polskiego.

Ciekawy artykuł;

19 stycznia 1945 roku generał Leopold Okulicki wydał rozkaz rozwiązujący Armię Krajową. Było to spowodowane niebezpieczeństwem trwania w strefie operacyjnej Armii Czerwonej, która zwalczała i rozbrajała jej oddziały. Tego samego dnia Okulicki wydał tajny rozkaz, w którym polecił nie ujawniać się. Sensem rozkazu było zachowanie małych, dobrze zakonspirowanych sztabów i całej sieci radiowej. Część żołnierzy AK rejonu Kalisz, zaczęło działać w Wielkopolskiej Samodzielnej Grupie Ochotniczej "Warta". Była to antykomunistyczna organizacja konspiracyjna działająca od wiosny do jesieni 1945 roku.

piątek, 5 sierpnia 2022

Opatówek. Hitlerowska młodzieżówka. Bund Deutscher Mädel [BDM] (Związek Niemieckich Dziewcząt)

autor: Dominika Pawlikowska

Bund Deutscher Mädel [BDM] (Związek Niemieckich Dziewcząt)
Opatówek.
Bund Deutscher Mädel [BDM]Związek Niemieckich Dziewcząt
Opatówek.

Hitlerowska młodzieżówka. Zaledwie 80 lat temu. "Naziści postanowili wyrugować z dziewczęcych umysłów pewne podstawowe zasady moralne. Uczyli je, że wzorując się na prawach natury, nie należy mieć oporów przed eliminacją z poszczególnych społeczności i z całego niemieckiego społeczeństwa osobników słabych lub rasowo gorszych".

Pięknie ubrane, wesołe, uśmiechnięte, najedzone. W przeciwieństwie do ich polskich rówieśniczek wysyłanych na przymusowe roboty do Rzeszy, głodujących, nieznających jutra.
Więcej tutaj Bund Deutscher Mädel. Czego uczono dziewczęta w hitlerowskiej młodzieżówce? - WielkaHistoria


poniedziałek, 10 stycznia 2022

Akta stanu cywilnego pod zarządem niemieckim w Opatówku

Bardzo ciekawe akta stanu cywilnego. Kopalnia wiedzy o Opatówku w czasach wojny. Nazwiska podpisanych urzędników m.in .Adolfa Ploetzke, mieszkańców Opatówka, wówczas Spatenfelde. Również Niemców.
I bardzo ciekawy ślad. W Opatówku był obóz dla Niemców znad Morza Czarnego. Dla przesiedleńców, w oczekiwaniu na polskie majątki. Gdzie miał siedzibę? Kierowała nim Kathi Fleissner.

Z tego dokumentu dowiadujemy się, że w Opatówku był obóz dla Niemców znad Morza Czarnego. Dla przesiedleńców, w oczekiwaniu na polskie majątki. Kierowała nim Kathi Fleissner.


akt zgonu Erich Schutty

Elisabeth Priebe

Stanisław Gutry

Akt zgonu Heleny Gadzinowskiej, siostry mojego dziadka
, była matką Teresy Jaśkiewicz i Leszka Gadzinowskiego, wdową po Zygmuncie Gadzinowskim, zamordowanym w Mauthausen Gusen, w akcji Inteligencja
Jan Skiba

Józef Kowalkiewicz

Akt zgonu mojego pradziadka Stanisława

Alfred Hein

Michael Daum

piątek, 17 września 2021

Pamięć czy niepamięć?

autor: Dominika Pawlikowska

Wielkopolska po aneksji III Rzeszy została nazwana przez Niemców Wartheland - Krajem Warty lub Warthegau - Okręgiem Rzeszy Kraj Warty.

Okres niemieckiej okupacji (1939-1945) na terenie Wielkopolski jest znany dość powierzchownie, o życiu Polaków na prowincji wiemy jeszcze mniej. Po przodkach odziedziczyłam bagaż wojennych przeżyć i postanowiłam spisać historię mojej rodziny w Opatówku koło Kalisza. W ubiegłym roku napisałam i wydałam książkę „Historia w sepii. Opatówek. Wiewiórkowscy”, która na przykładzie mojej rodziny ukazuje życie Polaków pod niemiecką okupacją w podkaliskim miasteczku. Istotnym powodem, dla którego uznałam, że ta książka musi powstać był fakt zachowania się fragmentu listy proskrypcyjnej, tzw. wrogów Rzeszy sporządzonej przez Niemców w 1940 roku. 
Na liście 11 Polaków z Opatówka przeznaczonych do eksterminacji aż 4 stanowiły moją najbliższą rodzinę. Takich list było z pewnością więcej. Być może powstawały co jakiś czas, ale ta lista, powstała na wiosnę 1940 roku, świadczy o tym, że Niemcy byli doskonale poinformowani w lokalnych stosunkach. Już poczuli się "Herrenvolkiem" - panami tej ziemi i potrzebowali „przestrzeni życiowej”. Wiedzieli, kto działał w organizacjach patriotycznych czy paramilitarnych takich jak np. „Strzelec” czy „Sokół”, kto słucha polskiego radia, kto odgraża się, że tu jeszcze będzie Polska. Prawdopodobnie mieli dostęp do polskich archiwów i wiedzieli, kto był weteranem wojskowym, organizuje konspirację, posiada broń, majątek, który miejscowi Niemcy chcieli przejąć, kto posiada wykształcenie bądź autorytet wśród miejscowych etc. W każdej wsi, mieście i miasteczku sporządzili listę osób, która stała na przeszkodzie do zawładnięcia tą ziemią.

Na ocalałym fragmencie listy znalazłam 160 nazwisk z podkaliskich wsi i miasteczek. Tych, którzy dla miejscowych Niemców byli najgroźniejsi, byli najmocniejszymi przeciwnikami. Elitą intelektualną w swoich miejscowościach: nauczycielami, burmistrzami, sekretarzami gmin etc., tymi, którzy wg. Niemców stali na drodze do szybkiej germanizacji tego terenu. Pomyślałam, ze z pewnością pójdzie to łatwo, a na stronach miejscowych szkół, gmin, szybko znajdę ich nazwiska i biografie. Tym ludziom, których jednego dnia - 15 kwietnia 1940 aresztowano w Opatówku, Liskowie, Koźminku, Błaszkach, Kamieniu, Stawiszynie, Blizanowie, Godzieszach ... wywieziono do obozów Dachau, Mauthausen, Gusen i innych, których zamęczono pracą i morzono głodem, bito, dręczono, a w końcu w wielu przypadkach zamordowano, należy się przecież wieczna pamięć.

Zastanawiałam się, czy ten starannie zaplanowany akt ludobójstwa skierowany przeciwko polskim urzędnikom, nauczycielom, lokalnym patriotom, działaczom społecznym i politycznym, rzemieślnikom, właścicielom ziemskim nazwany przez Niemców „Intelligenzaktion” pozostawił ślad w zbiorowej pamięci lokalnej? Przecież w każdej wsi, miasteczku i mieście aresztowano grupę od kilku do kilkudziesięciu mężczyzn w sile wieku. Byli to w większości młodzi, którzy nie zdążyli jeszcze założyć rodzin, albo je założyli i mieli malutkie dzieci. Udziałem rodzin, a w szczególności pozostałych na wolności kobiet, było mierzenie się z czasową lub nieodwracalną utratą mężów, ojców, synów, co wywoływało boleśnie odczuwane następstwa w aspekcie psychicznym i materialnym – to aspekt rodzinny, ludzki. Nagle w przestrzeni lokalnej zniknęła istotna tkanka społeczna.

Podczas pisania o liście proskrypcyjnej rozwinęłam głownie wątek mojej rodziny, historię tych czterech najbliższych mi mężczyzn, którzy pochodzili z Opatówka. Ale sprawa pozostałych 156 nie dawała mi spokoju. Co się z nimi stało? Czy pamięć o nich przetrwała w ich rodzinach? Czy ktoś z rodziny, podobnie jak ja, opisał lokalne wydarzenia wojenne? Czy rodziny wiedziały, że Niemcy sporządzali takie listy? Że ich ojcowie czy synowie byli na liście proskrypcyjnej? Czy pozostawili po sobie listy z obozu i inne pamiątki? Czy lokalni historycy i autorzy książek o tych miejscowościach opisali te straszne straty ludzkie? Czy takie książki w ogóle powstały? Czy na stronach gmin, szkół znajdę te historie?
Jaki był efekt moich poszukiwań? Jaki obraz zbiorowej pamięci jawi się w trakcie moich poszukiwań i peregrynacji po lokalnych bibliotekach ?
Próżno szukać informacji o "Intelligenzaktion" na stronach większości gmin, lokalnych bibliotek czy szkół. Wielu męczenników z listy, którzy przeżyli obozy i uszli z życiem było po wojnie oskarżanych o udział w Armii Krajowej i ich śladem podążali inwigilujący ich ubecy, czasami groziło im wieloletnie więzienie albo śmierć. W skali lokalnej przykładem mogą być choćby Zygmunt Wiewiórkowski z Opatówka. Ich rodziny i oni sami byli zastraszani, więc nikt nie upominał się o miejsce w historii. Po wojnie publikowano różne wspomnienia, relacje, jednak poddawano je cenzurze, omijając w nich drażliwe problemy. Historyczna powojenna narracja narzucona została przez powojennego okupanta Polski - Związek Radziecki. W oficjalnym nurcie peerelowskiej historiografii pomijano losy więźniów politycznych, żołnierzy podziemia, deportowanych do ZSRR czy ziemiaństwa. 
"Najsilniejszym hamulcem był system polityczny państwa, które nie dbało o pielęgnowanie i dokumentowanie pamięci indywidualnej. Pilnowano, by nic nie przeszkadzało w wysiłkach od górnego projektowania świadomości zbiorowej" ze wstępu do książki "Moja Wielkopolska" Z. Urbaniaka autorstwa dr. Agnieszka Łuczak
Już sama nazwa niemieckiej akcji "Inteligencja" była sprzeczna z obowiązującą powojenną ideologią w dobie obowiązywania prymatu klasy robotniczej. W interesie nowej warstwy kierowniczej, PRL-kich nominatów, nie leżało upamiętnianie swoich poprzedników. 
Ślady po nich niszczono i zacierano, majątek dewastowano, a ich samych upokarzano. Nazywano to walką z "sanacją".
Ulice nazywano nazwiskami lokalnych działaczy komunistycznych - w Opatówku np. Feliksa Dziubińskiego, który 1 lutego 1945 r. na podstawie nominacji mianowanego przez władze komunistyczne Starosty Powiatowego w Kaliszu, za zgodą sowieckiego Wojennego Komendanta, został tymczasowym, komisarycznym wójtem gminy Opatówek.  
Patronował ulicy tak długo, aż Instytut Pamięci Narodowej nakazał zmianę nazwy. Uzasadnienie IPN dostępne pod linkiem: https://ipn.gov.pl/pl/upamietnianie/dekomunizacja/zmiany-nazw-ulic/nazwy-ulic/nazwy-do-zmiany/40116,ul-Dziubinskiego-Feliksa.html
Ludzie, którzy powinni systemowo zadbać o pamięć: naukowcy, historycy zajmowali się raczej analizą ruchu komunistycznego na danym obszarze, urządzaniem akademii ku czci Stalina i pisaniem historii na nowo, pod dyktando "towarzyszy", gardząc wspomnieniami "zwykłych" ludzi i uznając je za niepełnowartościowe. 
Działacze gminni, kierownicy domów kultury, bibliotekarze, kierownicy szkół działali zgodnie z linią partii.



Obecna władza spełnia patriotyczny obowiązek składając wiązanki w każdą ważniejszą rocznicę pod anonimowymi obeliskami, podobnymi do tego w Stawiszynie.

Obelisk "Poległym" na rynku w Stawiszynie

Pomordowani w akcji "Inteligencja" - synowie, ojcowie osieroconych rodzin nie doczekali się swojego miejsca w historii, ani jednej nawet wzmianki.
Nic nie przypomina o pomordowanych, poza obeliskiem, który poświęcono "poległym" w nie wiadomo jakich wojnach i nie wymienionych z nazwiska.
Zresztą słowo "polegli" sugeruje, że poświęcono go czynnym żołnierzom, którzy walczyli na polu walki i zginęli.
Takie obeliski służą lokalnej władzy do "odhaczenia" rocznic i zrobienia sobie zdjęć z kwiatami na ich tle. Niczego nie dowiemy się też o tym fragmencie lokalnej historii ze strony internetowej urzędów gmin, ani lokalnych bibliotek. W wielu gminach nie powstała na ten temat żadna książka, monografia ani najcieńsza broszura.
Jeśli zaś w książkach pisanych na temat wojennych wydarzeń wspomina się kogoś będącego ofiarą tej akcji, to najczęściej padają sformułowania typu "przyszli Niemcy i zabrali ....". Autorzy tych opracowań ( o zgrozo często historycy!) nie znają tego faktu historycznego, co zresztą nie jest ich winą, ponieważ do tej pory nie istniała literatura tematu.
Jedną z nielicznych pozycji na rynku na temat sporządzania przez Niemców list proskrypcyjnych i Akcji Inteligencja jest wydana w 2009 roku (sic) przez Instytut Pamięci Narodowej "Był rok 1939. Operacja niemieckiej policji bezpieczeństwa w Polsce. Intelligenzaktion". Autorka przedstawia plany i przygotowanie akcji przez władze III Rzeszy. Opisuje aresztowania Polaków w Rzeszy i Wolnym Mieście Gdańsku przeprowadzone przez policję bezpieczeństwa we wrześniu 1939 r. oraz przebieg akcji „Inteligencja" na ziemiach włączonych do Rzeszy i w Generalnym Gubernatorstwie. Książka nie zawiera jednak intersujących nas faktów w odniesieniu do terenu, którego dotyczy opisywana przez mnie lista proskrypcyjna, poza kilkoma nazwiskami nauczycieli. Autorka przywołuje fakt aresztowania Bronisława Bryńskiego, kierownika szkoły w Długiej Wsi; kierownika szkoły w Koźminku; Stanisława Hermana i Władysława Kulasa, nauczycieli w Stawiszynie; Franciszka Jabłońskiego, nauczyciela w Blizanowie. Sądzę więc, że informacje autorka zaczerpnęła z wydanej w 1995 r. książce Mariana Walczaka "Ludzie nauki i nauczyciele podczas II Wojny Światowej", a nie z omawianej przeze mnie listy.

Transformacja ustrojowa niczego w tym względzie w gminach nie zmieniła. Kiedy zwróciłam się z prośbą o pomoc w wydaniu napisanej przeze mnie książki usłyszałam od ważnego urzędnika: "A co mnie obchodzi pani rodzina?". Dowodzi to absolutnej ignorancji rządzących na poziomie gmin.


Posty powiązane:

wtorek, 27 kwietnia 2021

Heeresnebenzeugamt, czyli Wojskowa Składnica Uzbrojenia w Opatówku, Spatenfelde

W dniu 15.XI.1941 r. Niemcy uruchomili w Opatówku Heeresnebenzeugamt, czyli Wojskową Składnicę Uzbrojenia, stanowiącą wsparcie dla Feldzeug-Kommando XXI. Opatowianie nazywali je po prostu "magazynami".

Kierownikiem biura został Karl Kühnert, lat 52. Wraz z uruchomieniem tej instytucji przybyli urzędnicy, pracownicy cywilni Wehrmachtu z tzw. starej Rzeszy jak np. Adolf Schmidt, ur. w 1895 r. Heeresnebenbezugsamty były jednostkami pomocniczymi dla wojska i dysponowały bardzo dużymi powierzchniami magazynowymi.

Aktualnie na portalu aukcyjnym do nabycia koperta wysłana do pracownika Heeresnebenzeugamtu, podoficera Friedricha Schradera, strażaka.

link



poniedziałek, 26 kwietnia 2021

Opatówek 1939. Listy Jana Marszała do przyjaciela.

autor: Dominika Pawlikowska

Odnalazłam korespondencję Zenona Dziubińskiego do Jana Marszała z lat 40-tych ub. wieku. Bardzo wzbogaca wiedzę o wydarzeniach II wojny w Opatówku. Korespondencja została wykradziona Marszałowi przez robotnika, który był zatrudniony w tym samym niemieckim gospodarstwie. Zenon Dziubiński, który był wówczas urzędnikiem (sołtysem od 1939) w Opatówku i cieszył się zaufaniem Niemców, trafił do obozu koncentracyjnego Auschwitz za napisanie tych listów. Został zamordowany 20.02.1943.
Jan Marszał był piątym dzieckiem Walentego i Marii Marszałów. Urodził się 9.12.1913 roku w Opatówku. Od 7 do 14 roku życia uczęszczał do szkoły powszechnej w Opatówku. Uczył się ogrodnictwa i przez dwa lata pracował jako pomocnik ogrodnika. W 1938 został powołany do wojska. Dwa lata przed wybuchem wojny powołany na podoficera. 18.09.1939 dostał się do niewoli pod Kutnem. Po przejściu różnych obozów jenieckich został skierowany do pracy w charakterze robotnika cywilnego u rolnika w Ramsdorf w Westfalii.
Polski pracownik cywilny Józef Sajdak, znany Marszałowi jeszcze czasów niewoli jenieckiej, zatrudniony teraz wraz z nim, ukradł mu listy, które otrzymał od Zenona Dziubińskiego i zaniósł je Niemcom. Dziubiński napisał dwa listy do Marszała 14.10.1940 i 15.11.1940 na adres, który otrzymał od jego siostry.
Listy te - zdaniem oskarżycieli - miały na celu wywołanie u adresata nadziei na powstanie Polski. Są częściowo pisane szyfrem. Oto fragment pierwszego z nich:

„15.09.1940

Drogi kolego,

piszę do Ciebie już drugi list i nie wiem, czy go otrzymałeś, czy nie masz czas, czy gniewasz się o coś. Pisałem do Ciebie, gdy byłeś jeszcze w obozie. W grudniu 1939 i w marcu 1940. Piszę, choć nie wiem czy ten list dostaniesz, a nawet gdy dojdzie, to nie wiem czy będziesz mógł go otrzymać. Jeśli jednak otrzymasz, to napisz, co u Ciebie słychać. Jak się trzymasz i czy jest szansa na szybki powrót. Ja pracuję jako urzędnik w kancelarii burmistrza. Jestem samodzielnym urzędnikiem w gminie. Mam własny referat „Wsparcie” tzn. opiekowanie się wymagającymi wsparcia. Jestem pełnomocnikiem dla wszystkich. Jestem przeciążony pracą, Nie wiem od czego zacząć. Ale mówię ci z serca, diabeł idzie po wszystko. Wolałbym pracować na szosie, albo gdzie indziej, ale nie tu, gdzie teraz pracuję”.

Poniżej: Korespondencja Zenona Dziubińskiego do Jana Marszała z lat 40-tych ub. wieku.  Zenon Dziubiński, który był wówczas urzędnikiem (sołtysem od 1939) w Opatówku i cieszył się zaufaniem Niemców, trafił do obozu koncentracyjnego Auschwitz za napisanie tych listów. Został zamordowany 20.02.1943.

List z 1940. Drogi kolego,  piszę do Ciebie już drugi list i nie wiem, czy go otrzymałeś, czy nie masz czas, czy gniewasz się o coś. Pisałem do Ciebie, gdy byłeś jeszcze w obozie. W grudniu 1939 i w marcu 1940. Piszę, choć nie wiem czy ten list dostaniesz, a nawet gdy dojdzie, to nie wiem czy będziesz mógł go otrzymać. Jeśli jednak otrzymasz, to napisz, co u Ciebie słychać. Jak się trzymasz i czy jest szansa na szybki powrót. Ja pracuję jako urzędnik w kancelarii burmistrza. Jestem samodzielnym urzędnikiem w gminie. Mam własny referat „Wsparcie” tzn. opiekowanie się wymagającymi wsparcia. Jestem pełnomocnikiem dla wszystkich. Jestem przeciążony pracą, Nie wiem od czego zacząć. Ale mówię ci z serca, diabeł idzie po wszystko. Wolałbym pracować na szosie, albo gdzie indziej, ale nie tu, gdzie teraz pracuję”.

Adresat listów Marszała - Zenon Dziubiński - urodził się 31.12.1910 w Łodzi, jako najstarszy z trojga rodzeństwa. W 1916 rodzice przeprowadzili się do Opatówka, gdzie ojciec założył warsztat szewski przy Poniatowskiego 7. W 1927 ukończył szkołę powszechną w Opatówku. Pomagał ojcu w warsztacie, choć nie nauczył się szewstwa. Po wybuchu wojny ewakuował się do Warszawy, wrócił do Opatówka 28.9.1939. Zwrócił się do folksdojcza - sekretarza gminy (nazwiska nie wymienia, sądzę, że chodzi o Skibę) o przydział pracy. Otrzymał pracę w urzędzie gminy przy komisarzu urzędowym, niem. Amtskomissar jako sołtys niem. Ortsvorsteher. Był zaufaną osobą dla Niemców.

Cześć druga jego listu do przyjaciela- Jana Marszała /tłumaczenie dosłowne/:

„Gdyby to były inne czasy, to pracowałbym całym sercem i duszą, ponieważ wiedziałabym po co pracuje, wiedziałbym, że pracuję dla przyszłości, dla jedności. A tu jestem jak każdy Polak- świnią, kopaną w twarz. Może nadejdą lepsze czasy, o których ciągle marzę. Może jeszcze tego doczekam, może będziemy jeszcze razem pracować, ręka w rękę. Może niebawem wyjdziesz i będziemy gdzieś blisko siebie. Człowiek żyje z dnia na dzień i czeka, czy go wyrzucą, czy go wysiedlą. To jest na porządku dziennym, a ta niesprawiedliwość jest nie do opisania. W Polsce każdej nocy jest niebezpiecznie. Ludzie chowają się po lasach i w szopach. Śpią za każdym razem gdzie indziej. Wyłapują młodzież i wywożą do Niemiec, a starych do Protektoratu. Mówię ci - masz tam lepiej niż tutaj, spokojniej. U nas wyszło nowe zarządzenie, aby zaciemniać miasto, ponieważ spodziewamy się wrogich nalotów. Mojemu ojcu zabrali warsztat, wywieźli go
do Dachau. Wielu ludzi, ale z pewnością wiesz, bo pisali ci z domu. Wysiedlili już większą część wsi, twoją rodzinę również. A twoi rodzice czekają, kiedy na nich przyjdzie czas. My Polacy nie mamy już wielu praw. Dostaliśmy burmistrza, który nas, Polaków, bije. Po morderstwie ( nie wiemy, co autor ma na myśli) wielu było wstrząśniętych. Nasz burmistrz /miał na myśli Brakego/ jest Polakożercą. Zawsze znajdzie pretekst, aby wyrządzić Polakowi, a szczególnie młodzieży jakąś krzywdę, aby dokuczyć i tępić. Napisz co u ciebie i czego można oczekiwać. Aniela* wysyła nam paczki lub nie wysyła nam paczek. Nasze oczy ciemnieją, gdy nie wysyła nam apetycznych paczek na żrącego Nikodema*

Twój kolega Z.

*Anglia

*Niemcy


Korespondencja Zenona Dziubińskiego do Jana Marszała z lat 40-tych ub. wieku. Bardzo wzbogaca wiedzę o wydarzeniach II wojny w Opatówku. Korespondencja została wykradziona Marszałowi przez robotnika, który był zatrudniony w tym samym niemieckim gospodarstwie. 

W Polsce każdej nocy jest niebezpiecznie. Ludzie chowają się po lasach i w szopach. Śpią za każdym razem gdzie indziej. Wyłapują młodzież i wywożą do Niemiec, a starych do Protektoratu. Mówię ci - masz tam lepiej niż tutaj, spokojniej. U nas wyszło nowe zarządzenie, aby zaciemniać miasto, ponieważ spodziewamy się wrogich nalotów. Mojemu ojcu zabrali warsztat, wywieźli go do Dachau. Wielu ludzi, ale z pewnością wiesz, bo pisali ci z domu. Wysiedlili już większą część wsi, twoją rodzinę również. A twoi rodzice czekają, kiedy na nich przyjdzie czas. My Polacy nie mamy już wielu praw. Dostaliśmy burmistrza, który nas, Polaków, bije. Po morderstwie ( nie wiemy, co autor ma na myśli) wielu było wstrząśniętych. Nasz burmistrz /miał na myśli Brakego/ jest Polakożercą.