Wielka historia rzadko pyta o zdanie zwykłych ludzi. Zazwyczaj po prostu wdziera się w ich życie, wywracając je do góry nogami i zostawiając po sobie jedynie ślady w archiwach.
Ten blog dowodzi, że najwspanialsze i najbardziej poruszające opowieści o ziemi kaliskiej nie kryją się w podręcznikach, ale w domowych szufladach, na starych fotografiach i w żywej pamięci potomków.
Niedawno, dzięki uprzejmości moich Czytelników miałam okazję dotknąć losów, które głęboko poruszyły moje regionalne serce.
To historia Marcina Bacha, dumnego gospodarza z podkaliskiego Szulec, wsi o niezwykłych, duchowych tradycjach sięgających XVII wieku, o którego grób w Wojsławicach koło Chełma, woj. Lubelskie dba tamtejsza regionalistka.
Ta opowieść zaczyna się pięknie – od mroźnego, styczniowego poranka w 1910 roku, kiedy w kościele w Tłokini Marcin przysięgał miłość swojej wybrance, Anieli. Przez lata ich rytm życia wyznaczała ciężka praca na roli, miłość do dzieci i duma z wybudowania solidnego, murowanego domu. Niestety, ta wielkopolska idylla została brutalnie przerwana jesienią 1939 roku, gdy Szulec stał się częścią hitlerowskiego Kraju Warty, a polscy gospodarze zostali uznani za intruzów na własnej ziemi.
Kiedy Niemcy kazali Bachom się pakować, Marcin, żegnając się z rodzinnym domem, wypowiedział słowa, które stały się tragicznym proroctwem: „... ja już tu nie wrócę”.
Zapraszam Was dzisiaj w niezwykle osobistą podróż śladami jednego z nas. To droga, która prowadzi z kaliskiej ziemi, przez piekło obozu przejściowego w Łodzi, aż po cichy, tragiczny koniec w sam dzień Bożego Narodzenia na lubelskim wygnaniu.
Poznajcie losy Marcina Bacha – człowieka, którego historia przypomina nam, jak wielką cenę płacili nasi przodkowie za wierność własnym korzeniom.
Działo się to zimowego dnia, 17 stycznia 1910 roku, kiedy w osadzie Tłokinia węzłem małżeńskim złączone zostały losy dwojga młodych ludzi.
W obliczu Boga i świadków stanął dwudziestosiedmioletni Marcin Bach – młodzieniec urodzony w 1883 roku i zamieszkały w Szulcu, syn Tomasza oraz Petroneli z domu Gruszka. U jego boku kroczyła wybranka serca, 21-letnia Aniela z domu Baran. Młoda panna pochodziła z Winiar, a jej rodzicami byli rolnicy – Stanisław i Józefa z Gibusów. Tego mroźnego dnia, otoczeni życzliwością świadków i rodzinnym błogosławieństwem, rozpoczęli oni wspólną drogę jako mąż i żona.
 |
Tłumaczenie aktu małżeństwa (z języka rosyjskiego) Nr 30. Tłokinia Działo się we wsi Tłokinia dnia piętnastego (dwudziestego ósmego) stycznia tysiąc dziewięćset dziesiątego roku [15 / 28 stycznia 1910 r.] o godzinie dziewiątej rano. Oświadczamy, że w obecności świadków: Antoniego Kiełba (Antoni Kiełb), mającego sześćdziesiąt lat, i Franciszka Cerbskiego (Franciszek Cerbski), mającego czterdzieści pięć lat, obu rolników zamieszkałych w Winiarach, zawarty został w dniu dzisiejszym religijny związek małżeński między: Marcinem Bach (Marcin Bach), kawalerem, mającym dwadzieścia siedem lat, urodzonym i zamieszkałym w Szulcu przy rodzicach, synem Józefa [w tekście: Osipa] i Petroneli z domu Gruszka, małżonków Bachów, rolników ze Szulca,a Agnieszką Baran, panną, mającą dwadzieścia jeden lat, urodzoną i zamieszkałą w Winiarach przy rodzicach, córką Stanisława i Józefy z domu Gibus, małżonków Baranów, rolników z Winiar. Małżeństwo to poprzedziły trzy zapowiedzi opublikowane w tutejszym tłokińskim oraz opatowskim kościołach w niedziele: dwudziestego grudnia zeszłego roku (drugiego stycznia bieżącego roku), dwudziestego siódmego grudnia zeszłego roku (dziewiątego stycznia bieżącego roku) oraz trzeciego (szesnastego) stycznia bieżącego roku. Nowożeńcy oświadczyli, że zawarli przedmałżeńską umowę majątkową (intercyzę) w mieście Kaliszu u notariusza Stanisława Bzowskiego dnia 10 (23) grudnia 1909 roku za numerem 1586. Religijny obrzęd zaślubin dopełniony został przez Nas, niżej podpisanego Księdza. Akt ten przybyłym i świadkom niepiśmiennym przeczytany, przez Nas tylko podpisany. [Podpisano]: Ks. W. Peretiatkowicz (?) Utrzymujący Akta Stanu Cywilnego Adnotacja na dole strony (w języku polskim) Na dole dokumentu dopisano później urzędową informację o śmierci żony: żona zmarła dnia 31 Stycznia 1970 r. w Szulcu. USC Opatówek Nr aktu 7/1970. |
Młodzi małżonkowie związali swoje życie z Szulcem – wsią o wyjątkowym znaczeniu historycznym i duchowym. To właśnie tutaj, w XVII wieku, doszło do cudownego uzdrowienia jednego z mieszkańców, który w akcie wdzięczności ufundował słynny, łaskami słynący obraz Świętej Rodziny dla kaliskiej kolegiaty. Przez stulecia osada ta cieszyła się szczególną opieką Świętego Józefa, a wiara ta głęboko wsiąknęła w tożsamość jej mieszkańców.
Nazwisko rodu Bachów wrosło w tę ziemię od pokoleń. Historyczne korzenie rodziny sięgały aż XVIII wieku, co znalazło swoje oficjalne potwierdzenie na kartach literatury. W monografii Ewy Martinek „Szulec. Wieś cudu Świętego Józefa” na stronie 50, nazwisko XVIII-wiecznego przodka, Marcina Bacha, zostało uwiecznione wśród tutejszych gospodarzy. Ta cenna wzmianka, w połączeniu z żywą pamięcią jego prawnuka, stała się bezcennym fundamentem do odtworzenia wielopokoleniowych dziejów rodu.
Jako prawowity gospodarz w Szulcu, Marcin Bach był człowiekiem silnie związanym z rolą, odpowiedzialnym za byt nowo założonej rodziny. Praca na ziemi w tamtych czasach wymagała niezwykłego hartu ducha i bezwzględnego poświęcenia. Każdego dnia Marcin zmagał się z kaprysami pogody i trudem własnych rąk. Był to żywot uświęcony tradycją, gdzie rytm dni wyznaczały pory roku, a codzienne obowiązki przeplatały się z cichą modlitwą. Z czasem ciężka praca przyniosła owoce – Bachowie wznieśli porządny, murowany dom, który stał się dumą rodziny i bezpieczną przystanią dla kolejnego pokolenia.
Z biegiem lat przeznaczenie małżonków dopełniło się w najpiękniejszy możliwy sposób. Ich ognisko domowe w Szulcu zostało pobłogosławione przyjściem na świat dzieci, które miały kontynuować historię rodu:
Wojenny dramat i wygnanie (1939)
Spokojny, uregulowany rytm życia w Szulcu został brutalnie przerwany we wrześniu 1939 roku wraz z wybuchem II wojny światowej. Marcin Bach miał wówczas około 56 lat – był dojrzałym mężczyzną, który całe swoje życie i serce włożył w rozbudowę rodzinnego gospodarstwa.
Ziemia kaliska i Szulec zostały bezpośrednio wcielone do Trzeciej Rzeszy jako część nowo utworzonego tzw. Kraju Warty (Warthegau). Dla mieszkających tu Polaków oznaczało to początek terroru. Niemcy rozpoczęli masowe, bezwzględne wysiedlenia rdzennej ludności, dążąc do całkowitej germanizacji tych terenów. Ofiarami tej polityki padali przede wszystkim właściciele najlepszych, najbardziej zadbanych gospodarstw z solidnymi, murowanymi domami – takimi jak ten, który wzniósł Marcin.
Pewnego tragicznego dnia w drzwiach domu Bachów stanęli niemieccy urzędnicy, informując rodzinę, że mają czas na spakowanie najpotrzebniejszych rzeczy i muszą natychmiast opuścić swoją ojcowiznę. Moment ten był dla Marcina emocjonalnym ciosem. Żegnając się z własnym domem, dręczony złym przeczuciem, wypowiedział na głos prorocze słowa:
„...a już tu nie wrócę”.
I tak też, niestety, się stało. Pierwszym etapem ich męczeńskiej drogi była Łódź, gdzie znajdowała się Centrala Przesiedleńcza (Umwandererzentralstelle). Bachowie spędzili tam kilka miesięcy w nieludzkich, uwłaczających godności warunkach – w przepełnionych, zimnych i pozbawionych podstawowej higieny barakach obozu przejściowego. To właśnie tam, w wyniku wycieńczenia i wszechobecnego chłodu, Marcin nabawił się pierwszego, ciężkiego zapalenia płuc, które trwale nadwerężyło jego zdrowie.
Po dramatycznych miesiącach spędzonych w Łodzi, Marcin wraz z żoną i synem zostali zapakowani do wagonów i wywiezieni na teren Generalnego Gubernatorstwa, w rejon lubelski. Jako wysiedleńcy nie zostali przydzieleni do żadnej stałej pracy – rzucono ich losowi na zatracenie. Dokwaterowano ich do domów innych polskich rodzin, które same borykały się z biedą. W ciasnocie i ubóstwie, Bachowie zostali skazani na biologiczną wegetację.
W tych dramatycznych warunkach, pozbawiony właściwej opieki medycznej, ciepła i odpowiedniego wyżywienia, schorowany Marcin ponownie zapadł na zapalenie płuc.
 |
| Dom Marcina w Szulcu |
Wyniszczony organizm dumnego gospodarza z Szulca nie zdołał wygrać tej walki na obcej ziemi. Marcin Bach zmarł w nieludzkich warunkach na wysiedleniu, w miejscowości Majdan Ostrowski na Lubelszczyźnie, w sam dzień Bożego Narodzenia – 25 grudnia 1940 roku. Pochowany jest w Wojsławicach koło Chełma, woj. Lubelskie.
Jego żona Aniela (która wróciła do Szulca i zmarła w 1970 roku) w geście miłości i pamięci ufundowała ten nagrobek.
 |
| Płyta nagrobna ostatecznie potwierdza, że Marcin Bach (ur. 1884 r. ) zmarł na wygnaniu w wieku 57 lat, 25 grudnia 1940 roku, w Boże Narodzenie. To bardzo poruszający szczegół w kontekście jego rodzinnej sagi. Oznacza to, że pierwsza zima na wysiedleniu była dla niego zabójcza. |
------------------------------
* Jak mieli na imię trzej synowie Marcina i Anieli?
* Daty urodzenia, dalsze wojenne losy?
* Który z synów pozostał na ojcowiźnie w Szulcu?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.