Tragedia Szulca – pożar, wysiedlenie i niemiecki terror
Wieś Szulec, położona w granicach gminy Opatówek w ówczesnym województwie kaliskim, należała przed II wojną światową do miejscowości zamożnych. Żyzne ziemie, dobrze prosperujące gospodarstwa i solidna zabudowa sprawiały, że mieszkańcy żyli dostatnio, czerpiąc owoce swojej ciężkiej pracy.
Rankiem 14 czerwca 1940 roku spokój tej wielkopolskiej wsi został brutalnie przerwany.
Wszystko zaczęło się w gospodarstwie Stanisława Spisza. Syn jego siostry, czteroletni Stanisław Nowak znalazł zapalniczkę swojego wujka Stanisława i zaprószył ogień w słomie składowanej za zabudowaniami. Stanisław Spisz był wtedy nieprzytomny, ciężko ranny po wypadku, ponieważ kopnął go koń. Dziecko zabrało jego zapalniczkę i z grupą innych dzieci pasących krowy za zabudowaniami zrobili górajkę.
Płomienie błyskawicznie objęły stodołę, a następnie, podsycane przez długotrwałą suszę i wiatr, zaczęły przenosić się na kolejne zabudowania położone wzdłuż szosy prowadzącej z Koźminka do Opatówka.
Pożar okazał się katastrofalny w skutkach. W krótkim czasie zniszczył gospodarstwa należące do dziesięciu rodzin: Stanisława Spisza, Kazimierza Kurka, Wawrzyńca Kurka, Leona Balcerczyka, Stefana Antczaka, Michała Zimnego, Michała Kołaty, Michała Frankiewicza, Józefa Szymańskiego oraz Stefana Klibra.
W tym samym czasie, gdy mieszkańcy walczyli z żywiołem, do Szulca przybyły samochody z niemiecką policją, funkcjonariuszami okupacyjnymi oraz niemieckimi osadnikami. Celem ich przyjazdu było przeprowadzenie planowanej akcji wysiedleńczej polskich gospodarzy i osiedlenie na ich ziemi niemieckich kolonistów. Zbieg okoliczności sprawił, że pożar i akcja wysiedlenia nastąpiły niemal równocześnie. Niemcy uznali to za akcję sabotażową.
![]() |
| Zabudowania gospodarcze Stanisława Spisza |
Niemcy otoczyli wieś szczelnym kordonem. Na jej krańcach ustawiono karabiny maszynowe, a próbujących uciekać mężczyzn zatrzymywano i aresztowano. Okupanci uznali bowiem, że pożar został wzniecony celowo przez Polaków jako akt zemsty za planowane wysiedlenie. W rzeczywistości mieszkańcy Szulca spodziewali się podobnej akcji, ponieważ wysiedlenia trwały już w okolicznych miejscowościach. Jednak wybuch pożaru był nieszczęśliwym wypadkiem, całkowicie niezwiązanym z działaniami niemieckiej administracji. Zatrzymanych Polaków zgromadzono w miejscowym domu ludowym, gdzie rozpoczęły się brutalne przesłuchania.
Gdy niemiecka administracja zadomowiła się już na dobre w Opatówku i okolicy, w tym domu zamieszkał Anton Stich przesiedleniec z Galicji, rolnik 16 ha, ur. 03.10.1906 r. w Machlińcu. Był to Niemiec, katolik, z żoną Anną Vogl i dwojgiem dzieci w wieku 1,5 i 12 lat. Był synem Leopolda i Kathariny Stich ur. Frankenberger. Był członkiem SA, Standarte Kalisz. Skrót „SA-Mann” (zapisywany w języku niemieckim z łącznikiem) oznacza członka Sturmabteilung – czyli paramilitarnej, rzekomo „szturmowej” bojówki niemieckiej partii nazistowskiej (NSDAP), znanej powszechnie jako „brązowe koszule”.
Sołtysem w Szulcu w czasie okupacji był Michał Frankiewicz.
Wśród aresztowanych znaleźli się bracia Balcerczykowie: Jan, Józef, Stanisław, Leon i Stefan, a także Zygmunt Spisz (na zdjęciu powyżej), Marian Kurek, Stefan Antczak, Stefan Kliber, Józef Skonieczny, Maria Kliber i Anna Spisz. Podczas przesłuchań więźniowie byli bici z wyjątkowym okrucieństwem, często aż do utraty przytomności.
Szczególnie ponurą rolę odegrał funkcjonariusz działający po cywilnemu, nazwiskiem Neumann. To właśnie on miał wyróżniać się wyjątkową brutalnością wobec zatrzymanych. Po kilku dniach zwolniono obie kobiety, natomiast mężczyzn przewieziono najpierw do aresztu w Opatówku (na plebanii), a następnie do więzienia w Kaliszu. Tam przez długi czas nie prowadzono wobec nich żadnych czynności procesowych.
Dopiero 7 lipca 1940 roku przed niemieckim Sądem Specjalnym (Sondergericht) w Kaliszu stanęło siedmiu oskarżonych o podpalenie wsi: Jan i Józef Balcerczykowie, Leon Balcerczyk, Zygmunt Spisz, Marian Kurek, Stefan Antczak oraz Stefan Kliber. Pozostali zatrzymani wystąpili jako świadkowie, podobnie jak wcześniej zwolnione kobiety i sam czteroletni Stanisław Nowak, którego nieostrożna zabawa była rzeczywistą przyczyną tragedii.
![]() |
Helena Spisz z córką Marią, 1941, Łódź. Dziecko nie poznało już swojego ojca Zygmunta, zamordowanego w Auschwitz. |
![]() |
| Bracia Spisz |
Dominika Pawlikowska






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.