Etykiety

niedziela, 15 września 2019

Sport w przedwojennym Opatówku



Podczas analizowania okresu międzywojennego, na który przypada młodość moich dziadków, zaskoczyła mnie mnogość różnego rodzaju organizacji sportowo-wojskowych. Widomy znak, że ówcześnie zdawano sobie sprawę z sytuacji politycznej Polski i przygotowywano młodzież do służby wojskowej, wychowania obywatelskiego, krzewiono kulturę fizyczną, rozbudowywano zamiłowanie do sportu, tworzono sekcje sportowe. Świadczą o tym liczne zdjęcia zachowane w rodzinnym albumie i wynika z nich, że ulubioną dyscypliną sportową była piłka nożna, chociaż uprawiano też rzadsze dyscypliny jak hokej.

Poniżej bardzo wymowne zdjęcie zrobione na krótko przed wybuchem wojny. To zdjęcie z rodzinnego albumu, które budzi grozę, zawsze mam ciarki, gdy na nie patrzę. Na pozór nic się nie dzieje, ot, młodzi sportowcy z Opatówka, w tym chłopaki od Wiewiórkowskich pozują po meczu. Za nimi czarno, zerwał się wiatr, zaraz spadnie grom. I faktycznie, za chwile tego świata już nie będzie. Wojna. To ich ostatnia "fotografia", jak wtedy mówiono.
Wraz z nimi zniknie moja rodzina, dziadek, wujkowie, ciocie, ich sąsiedzi i przyjaciele.


Czarne niebo w tle, zaraz będzie burza
Drużyna hokeja sprzed 1939r. w środku
w czarnym golfie Jan Wiewiórkowski

Jedna z takich organizacji było POCZTOWE PRZYSPOSOBIENIE WOJSKOWE.
Powołano też Kolejowe Przysposobienie Wojskowe i Leśników.

Przysposobienie Wojskowe jako organizację powołano w Polsce w roku 1927 pod patronatem Państwowego Urzędu Wychowania Fizycznego i Przysposobienia Wojskowego (w latach 1925–1927 była to Naczelna Rada Wychowania Fizycznego i Przysposobienia Wojskowego)
Szkolenia odbywały się na kursach i obozach. Obejmowały mężczyzn ochotników w wieku od 15 do 30 lat. Na przełomie 1935 i 1936 roku objęto nimi 0,3% obywateli w tym wieku (około 30 tysięcy osób). W 1937 roku przysposobienie wojskowe stało się przedmiotem obowiązkowym we wszystkich liceach i na wszystkich uczelniach. Edukacja tego przedmiotu trwała 2 lata.  

Przedwojenna poczta była szanowanym i poważanym miejscem pracy. Dziadek Marian Wiewiórkowski jako naczelnik pocztowy w Opatówku mieszkał na poczcie w kilkupokojowym służbowym mieszkaniu od strony podwórza. Od ulicy znajdowały się pomieszczenia poczty. Babcia wspominała, ze dochodziły 2 osoby służby. Mieszkanie było pięknie wyposażone, rodzice babci zaopatrzyli pannę młodą w posag w postaci mebli, obrazów i wszystkiego, co potrzebne jest młodej rodzinie.  Pocztowcy byli zachęcani do podróżowania, odkrywania piękna polskiej przyrody i korzystali z tych możliwości. Dziadek często bywał w górach. Na Cyrli działał ośrodek wypoczynkowy dla pocztowców.


W artykule "Poznaj swój kraj", który ukazał się w jednodniówce "Na start!" wydanej z okazji Okręgowych Zawodów Sportowych w Łodzi 3-4.IX.1939 można przeczytać: Niechajże każdy z wielkiej rodziny Przysposobienia Pocztowego stanie w szeregach turystów zwiedzających kraj ojczysty.
Jednocześnie zachęca się członków PPW do spędzenia urlopu w ośrodku: "Tam czekają na nas góry, narty i śnieg. Ośrodek ma wszelkie możliwości by spełnić nasze pragnienia. Odpowiednie pomieszczenie, doskonała kuchnia, w przede wszystkim narciarstwo"

jednodniówka "Na start!" wydana z okazji Okręgowych Zawodów Sportowych w Łodzi 3-4.IX.1939
PPW posiadało też letni ośrodek wodny w Augustowie. Jeszcze w sierpniu 1939 roku przewidziany był turnus wypoczynkowy dla pracowników poczty i członków PPW.  Koszt pobytu 4 zł dziennie.



Cały ten świat zniknął w 1939 roku.


piątek, 30 sierpnia 2019

Gdy wojna była tuż, tuż...

autor: Dominika Pawlikowska

Próbuję wyobrazić sobie nastrój tamtych przedwojennych dni w Opatówku. Co myśleli mieszkańcy? czy się bali? czy robili zapasy? czy wyjeżdżali?

Na pewno ważnym punktem informacyjnym był urząd pocztowy. Tu odbierano pocztę, nadawano telegramy i listy, zamawiano rozmowy. To był jedyny punkt informacyjny w miasteczku. Nie było wtedy telewizorów ani komórek ani - o zgrozo! internetu. Jedyną wiedzę czerpano z gazet i radia. Kolejne codzienne informacje informujące o poczynaniach sąsiadów po prostu spowszedniały. Sytuacja była napięta, III Rzesza zajęła Austrię, więc obywatele mogli sądzić, ze taka sytuacja będzie się przeciągała.
Na naczelnika pocztowego Mariana Wiewiórkowskiego /1910-1941/, młodego człowieka spadła w tych dniach wielka odpowiedzialność.
W przeddzień wybuchu wojny na pewno miał dużo pracy. Świadczy o tym ten krótki komunikat wydany przez Prezydenta miasta Kalisza inż. I.Bujnickiego wydany w dniu 31 sierpnia.1939, który ukazał się w lokalnej gazecie, w Gazecie Kaliskiej R.47, nr 240 (31 sierpnia 1939)
Prezydent prosi mieszkańców, żeby  korzystali z rozmów telefonicznych tylko w szczególnych przypadkach, ponieważ personel jest przeciążony z powodu nawału pracy. To że zbliża się wojna mieszkańcy wiedzieli już z gazet:
"Rzesza niemiecka prowadzi od szeregu miesięcy agresywną politykę w stosunku do Rzeczypospolitej. Ostatnie działania na terytorium Wolnego Miasta zwrócone przeciw niezaprzeczalnym prawom i interesom Rzeczypospolitej oraz jawne pretensje terytorialne Niemiec wobec państwa polskiego nie pozostawiają wątpliwości, że istnieje zagrożenie Rzeczypospolitej" Gazeta Kaliska, czwartek 31 sierpnia 1939r.

Centrale telefoniczne nie były wówczas elektroniczne lecz ręczne.
Na zdjęciu Marian Wiewiórkowski przy centrali telefonicznej w Opatówku w mundurze pocztowca. 31 sierpnia 1939 roku weszła w życie instrukcja organizacji łączności na czas wojny. Wraz z ogłoszeniem mobilizacji uruchomiono jednostki poczt polowych i służby teletechnicznej. Wojskowe linie podłączono do centrali PPTiT i linii stałych, zabezpieczonych przed podsłuchem nieprzyjaciela. Zarządzeniem Prezydenta RP, z dniem 1 września 1939 roku, na obszarze całego państwa wprowadzono stan wojenny i wyjątkowy. Wiązało się to z zawieszeniem niektórych swobód obywatelskich. Władze administracyjne upoważniono do przeglądania, zajmowania i konfiskacji korespondencji, przesyłek i telegramów, a także kontrolowania rozmów telefonicznych i radiowych.


Marian Wiewiórkowski przy centrali telefonicznej. Opatówek. 1939.

   
Pytałam babcię dlaczego oni, ludzie wykształceni i światli, mający środki po temu nie wsiedli na statek i nie popłynęli np do Stanów? Babcia Maria odpowiedziała, że dziadek nawet w chwili aresztowania wiosną 1940 wierzył w podpisane sojusze i powiedział : Marysiu, ja za parę tygodni wrócę, bo my damy Niemcom łupnia ! Wierzyli propagandzie. Byli też państwowcami - uważali, że w obliczu zagrożenia Polski trzeba być odważnym i odpowiedzialnym. Poza tym w głowie im się nie mieściło coś, co za chwilę miało stać się rzeczywistością. Wśród mieszkańców Opatówka byli też weterani pierwszej wojny, ich opowieści o wojnie mogły burzyć chętną do wojaczki młodą krew. Wiele osób nie było do końca świadomych, że polskie wojsko jest znacznie słabiej uzbrojone niż niemieckie. Władza II RP snuła złudne wizje siły Polski.
W 1939r. jednej strony uspokajano ludność komunikatami o podpisanych sojuszach, a z drugiej organizowane liczne szkolenia obrony przeciwlotniczej czy zajęć prowadzonych przez Polski Czerwony Krzyż, z których chętnie korzystano.
Władze RP propagowały ideę „narodu z armią, armii z narodem”, a wyrazem tego była m.in. działalność Funduszu Obrony Narodowej (przyjmowano pieniądze, nieruchomości, kosztowności, a nawet – zboże) czy Funduszu Obrony Morskiej, przeznaczonego na rozbudowę Marynarki Wojennej. Kupowano dodatkowy sprzęt dla wojska. Łącznie na FON zgromadzono około 1 mld złotych, z czego wartość wpłat i darowizn od ludności wyniosła do maja 1939 roku około 37,7 mln złotych. Środki gotówkowe zużyto na dozbrajanie armii, dary rzeczowe w złocie i srebrze wywieziono w 1939 za granicę. 
 Mieszkańcy Opatówka i cała rodzina Wiewiórkowskich aktywnie uczestniczyła w tych zbiórkach.
"Wiadomości Gminne" Nr 5 (575) / 2009 cytują wspomnienia mieszkańców Opatówka.
(...) "30 marca 1939 r. odbyło się zebranie wszystkich organizacji i mieszkańców Opatówka w celu omówienia pożyczki na dozbrojenie polskiej armii. Tego dnia pierwsze ofiary pieniężne złożyła Akcja Katolicka Kobiet, drużyna harcerek pozaszkolnych i Ognisko Kolejowego Przysposobienia Wojskowego. 13 kwietnia powstał Komitet Pożyczki Przeciwlotniczej, którego przewodniczącym zostali ks. Piotr Kotarski - proboszcz parafii Opatówek, sekretarzem Kazimierz Sieradzan i skarbnikiem wójt gminy Józef Raszewski. Komitet przyjął normy pożyczki dla wszystkich warstw społecznych w gminie Opatówek: dla rolnictwa, przemysłu, nieruchomo ci, handlu i pracowników umysłowych. Od tej pory notowane były wpłaty na Pożyczki Lotnicze i Fundusz Obrony Narodowej (F.O.N.) oraz dobrowolne ofiary na dozbrojenie polskiej armii. Wpłaty pochodziły od organizacji i od indywidualnych osób, także Żydów mieszkających w Opatówku. Nauczyciele z gminy Opatówek wpłacili 1260 zł, pracownicy PKP - 800 zł, pracownicy poczty - 340 zł, właściciel majątku w Opatówku Konrad Wünsche - 5000 zł, Zofia Chrystowska ( żona przedwojennego właściciela pałacu w Tłokini Kościelnej)- 2000 zł, Bolesław Szaliński /moj pradziadek/zadeklarował cały swój majątek wartości 15000 zł na rzecz Armii Polskiej, gdyby zaszła taka potrzeba".
    
Przysposabiano młodzież do do służby wojskowej. W 1927 roku powołano młodzieżową organizację wojskową Przysposobienie Wojskowe (PW). Szkolenia odbywały się na kursach i obozach. Obejmowały mężczyzn ochotników w wieku od 15 do 30 lat. Na przełomie 1935 i 1936 roku objęto nimi 0,3% obywateli w tym wieku (około 30 tysięcy osób). W 1937 roku przysposobienie wojskowe stało się przedmiotem obowiązkowym we wszystkich liceach i na wszystkich uczelniach. Edukacja tego przedmiotu trwała 2 lata.
Przysposobienie Wojskowe Kobiet zaczęło działalność w 1929 roku. Od roku 1939 wywierało większy nacisk na masowe szkolenie. Szkoleniami zdołano objąć 10% kobiet w wieku od 19 do 45 lat.
W 1927 roku z inicjatywy S. Młodzińskiego powstało Przysposobienie Wojskowe Konne. Za tym poszły inicjatywy powołujące Przysposobienie Wojskowe Kolejowe, Leśników oraz Pocztowe.

13 sierpnia zarządzono częściową mobilizację alarmową rezerwistów Wojska Polskiego, tego samego dnia Marszałek Edward Rydz–Śmigły zmobilizował dwie dywizje piechoty, które skierowano w rejon Bydgoszczy. Korpus interwencyjny pod dowództwem gen. Skwarczyńskiego miał wkroczyć do Wolnego Miasta Gdańska na wypadek niemieckiego ataku. Polskie władze odrzuciły także w tym czasie „ofertę” Związku Sowieckiego w sprawie wejścia jego wojska na teren naszego kraju w przypadku wybuchu wojny. Kilka dni później niemiecka policja na Śląsku opieczętowuje polskie biblioteki i drukarnie, a po 20 sierpnia w wielu miastach Polski mieszkańcy kopali rowy przeciwlotnicze, by cywile na ulicach mieli gdzie się chronić w razie nalotu. Gazeta Kaliska z 31 sierpnia informuje o akcji kopania rowów, Wzięli w niej udział mieszkańcy sąsiednich miejscowości, w tym Opatówka.

II wojna

"Kopiemy rowy" Gazeta Kaliska 31.08.39

Wezwał do tego m.in. prezydent Warszawy Stefan Starzyński. Jak czytamy w relacjach z tego czasu, „do prac stanęli mężczyźni, kobiety i dzieci, ludzie wszystkich stanów i zawodów. Uderzała zwłaszcza olbrzymia ilość kandydatów spośród młodzieży. Wielu stanęło do pracy z własnymi kilofami i łopatami”. 

30 sierpnia trzy najcenniejsze okręty Polskiej Marynarki Wojennej ORP „Błyskawica”, „Grom” i „Burza” dostały rozkaz natychmiastowego wyjścia w morze. Odpłynęły do Wielkiej Brytanii. Wojna była tuż tuż.

Marian Wiewiórkowski


niedziela, 21 lipca 2019

Rodzina Więźniarek Niemieckiego Obozu Koncentracyjnego Ravensbrück



Wejście do obozu Ravensbrück, zdjęcie zrobione w kwietniu 2019 podczas Wyjazdu Pamięci

Należę do Stowarzyszenia Rodzina Więźniarek Niemieckiego Obozu Koncentracyjnego Ravensbrück 
Ta potrzeba zrodziła się z potrzeby serca, ponieważ widzę konieczność zachowania pamięci o tysiącach wybitnych kobiet zamęczonych w tym obozie, jak również dostrzegam konieczność edukacji na ten temat. W przeważającej części młodzież nie słyszała i nie wie nic na temat martyrologii Polaków w obozach koncentracyjnych, ani na temat Intelligenzaktion.
Pięknie o potrzebie powołania takiego stowarzyszenia napisano na stronie http://www.rodzinaravensbruck.pl/index.php/o-nas/

Przytoczę fragment z preambuły : (...) znaleźli się ludzie, którzy wiedzą dlaczego do tego dążą. W pewnym sensie to stowarzyszenie już istnieje, choć jeszcze nie oficjalnie, skoro się samorodnie ujawniła potrzeba jego powołania  ̶  potrzeba stworzenia i wychowania pewnej elity społecznej. Historia każdego narodu ujawnia istnienie grupy, która ten naród w pewnym sensie prowadzi. Każdy naród pragnie posiadać własną tożsamość i dąży do wolności .W Polsce nie trzeba tego udowadniać, historia naszego narodu jest odwieczną walką o naszą tożsamość i wolność. Uzasadnienia wymaga tylko to, czemu ta szczególna pamięć należy się właśnie byłym więźniarkom Ravensbrück, a nie innym grupom, również maltretowanym przez najeźdźców. Jest parę powodów, dla których historia tego obozu koncentracyjnego jest szczególna. Był to największy kobiecy KL, międzynarodowy obóz koncentracyjny na terenie Trzeciej Rzeszy, zorganizowany przed drugą wojną światową. Z Polski umieszczano tam nie przypadkowe osoby, zatrzymane podczas tzw. łapanek ulicznych, które organizowało Gestapo w krajach podbitych dla szerzenia terroru. Do Ravensbrück wysyłano już od września 1939 roku osoby wcześniej obserwowane, ważne dla narodu polskiego  ̶  działaczy społecznych, naukowców, nauczycieli  ̶  właśnie członków elity narodu...

I dalej tamżę: (...) I właśnie ta grupa osób domaga się stworzenia takiej elity narodu, która przywróci właściwe pojęcie człowieka i ojczyzny  ̶  świadomość, że człowiek „nie samym chlebem żyje”, zwróci uwagę na naukę wielkiego Polaka, świętego Jana Pawła II, który nauczał. że „każdy musi mieć swoje Westerplatte” i że „człowiek nie może żyć bez uniesień”. Chodzi o to, żeby naród, który od wieków walczy o swego ducha, odzyskał świadomość swej własnej wartości, a obóz w Ravensbrück jest jak współczesne ogniwo w historii narodu."   Profesor dr Wanda Półtawska, więzień Ravensbrück nr 7709

Przewodniczącą Stowarzyszenia jest pani prof. dr hab. Elżbieta Kuta, Uniwersytet Jagielloński


Stowarzyszenie
„Rodzina Więźniarek Niemieckiego Obozu Koncentracyjnego Ravensbrück”
31-450 Kraków
ul. Seniorów Lotnictwa 10/19
e-mail: kontakt@rodzinaravensbruck
Tel.: 600063366


Polecam bloga o Ravensbrueck  http://ssaufseherin.blogspot.com/ 

74. Rocznica wyzwolenia obozu Ravensbrück, delegacje skladaja kwiaty pod pomnikiem oraz rzucają symboliczne gwździki do jeziora dla upamiętnienia ofiar
Ciekawy artykuł  z portali "Ciekawostki historyczne: nt obozu:  Ravensbrück. W żadnym miejscu naziści tak nie upadlali kobiet, jak tu






sobota, 29 czerwca 2019

Uciekinier z Opatówka. Zygmunt Piotrowski.

autor: Dominika Pawlikowska

To mało wyraźne zdjęcie, przetrwało w rodzinnym albumie w i tak doskonałym stanie 78 lat. Jest niedoskonałe tylko dlatego, że w oryginale było małe i po powiększeniu i zeskanowaniu rozmyło się.
Janeczka Piotrowska była koleżanką mojej babci i pewnego dnia zastałam babcię płaczącą nad tym zdjęciem. Miałam wtedy kilka lat i babcia nie opowiedziała mi całej tej historii. Powiedziała, że Jankę torturowano w Auschwitz.
Zdjęcie ukazuje 3 piękne młode kobiety wśród malowniczego krajobrazu i zostało wykonane w 1941 roku. Jedną z kobiet jest Janina Piotrowska. Za rok zginie w Auschwitz z rąk Niemców.

Janeczka Piotrowska, w tle młyn w Trojanowie.
 Zdjęcie podarowane przez Janinę mojej babci Marii.

Jej brat, urzędnik Zygmunt Piotrowski, był więźniem Auschwitz (nr 15303) . W dniu 13 czerwca 1942 r., w godzinach popołudniowych wraz z dwoma innymi kolegami, studentem Marianem Mykała (nr 1363) i kowalem Franciszkiem Sykoszem (nr 15402) podjął ucieczkę z KL Auschwitz.

Okoliczności tej ucieczki bardzo obszernie opisuje pracownik naukowy Muzeum Auschwitz dr Adam Cyra na swoim blogu http://cyra.wblogu.pl/ucieczka-trzech-wiezniow-z-kl-auschwitz.html
Uciekinierzy zabili pilnującego ich esesmana i zbiegli.
Po Janeczkę Piotrowską i cała rodzinę zbiegłego przyjechało do Opatówka gestapo. Wszystkich przywieziono do obozu i powieszono po wieczornym apelu przed kuchnią obozową 17 sierpnia 1942 r.
Z całej rodziny uratował się tylko brat - Stefan Piotrowski. Niemcy przyszli po niego na pocztę, gdzie pracował, obstawili ulicę, ale Piotrowski wyskoczył przez okno poczty, od strony podwórza.
Stefan Piotrowski był nauczycielem w kaliskim Ekonomiku, po wojnie pomagał organizować szkołę, uczył przedmiotów zawodowych.
Sam Zygmunt Piotrowski przeżył, ukrywając się w różnych rejonach okupowanej Polski aż do wyzwolenia. Zmarł w w 1970 r


piątek, 3 maja 2019

Hermann Feicht. Opatówek. Plac Wolności 5. Sklep rzeźniczy.


autor: Dominika Pawlikowska

Dlaczego  w ogóle piszę o  Hermannie Feichcie  (09.03,1895) ? Bo to człowiek, za sprawą którego mój dziadek Marian Wiewiórkowski wraz z kilkunastoma innymi opatowianami został zamordowany po roku niewyobrażalnych tortur w niemieckim obozie koncentracyjnym Mauthausen-Gusen na terenie Austrii. (post: Listy proskrypcyjne dla okręgu Kalisza)

Zdjęcie przedstawia wnętrze sklepu Niemca Feichta, rzeźnika.
Znalazło się w albumie dziewczynki ze zdjęcia, siostry mojego dziadka Mariana, Zofii Wiewiórkowskiej. Wykonane ok. 1940. Opatówek, wówczas Spatenfelde.

Jest to przykład zadomowionego, spolonizowanego Niemca, który podczas spisu powszechnego w 1936 roku nie wykazał niemieckiego pochodzenia, tylko stwierdził, że jest Polakiem. Tak postąpili wszyscy opatóweccy Niemcy czy osoby niemieckiego pochodzenia. 
Spis z z 1936 nie wykazał ani jednego Niemca zamieszkującego w Opatówku! (Żródło:1)
W gminie Ceków niemiecką narodowość zadeklarowało 2352 osoby, w gminie Iwanowice 917, w gminie Koźminek 163, w gminie Zbiersk 1120, w gminie Marchwacz 90, a w Opatówku nikt ! 
Mimo, że Niemcy osiedlali się tu chętnie, między innymi 500 niemieckich tkaczy sprowadził  do swojej fabryki sukna  w Opatówku Adolf Fiedler i wielu z nich tu pozostało, założyło rodziny. W Opatówku są jeszcze rodziny skoligacone z Feichtami.
Feicht może służyć za przykład, kim byli ci, których określano "piątą kolumną". Jak niebezpieczni byli ludzie, stając się wobec ideologii nazistowskiej najpierw utajonymi, a później jawnymi stronnikami nieprzyjaciela, służącymi w początkowej fazie wojny jako szpiedzy. 
Z dokumentów znalezionych w archiwum wiem, że w jeszcze w 1929 posiadał część kamienicy na rogu ulicy Łódzkiej, przy Placu Wolności, więc doskonale znał moją rodzinę, ponieważ od 1934 część kamienicy i restauracja (na zdjęciu poniżej restaurację przesłania wielka flaga Rzeszy) należała do pradziadków Szalińskich. 

Część kamienicy należała do Feichta, na co wskazują zapisy w księdze nieruchomości.
Zdjęcie szacuję na lata 1939/40.

Po wejściu Niemców do Opatówka Feicht i jego rodzina podpisali volkslistę, czyli znaleźli się na liście osób, które po wybuchu wojny zadeklarowały swoją niemieckość. Otrzymali bardzo wysoką kategorię B czyli – Deutschstämmige (niem. pochodzenia niemieckiego) – osoby przyznające się do narodowości niemieckiej, posługujące się na co dzień językiem niemieckim, kultywujące kulturę niemiecką. Volkslista znajduje się w Archiwum Państwowym w Kaliszu (2). Jest na niej cała rodzina Feichtów: Hermann, Martha 2x, Georg, Eduard 2x, Emil, Alfred, Natalie, Karoline. W sumie 10 osób.
Post o folksdojczach w Opatówku tutaj.
Hermann Feicht wynajmował lokatorom mieszkania w swojej części kamienicy przy Placu Wolności, w jego księdze podatkowej z 1929 roku są lokatorzy o polskich i żydowskich nazwiskach.
Pod koniec wojny był już bardzo bogatym człowiekiem. Posiadał: dom mieszkalny 6-cio izbowy, parterowy przy ulicy Łódzkiej 34.


 Miał też dom mieszkalny i urządzenia masarni przy ulicy Plac Wolności 11. 

DK12 – Mapy Google Dom i rzeźnia Hermanna Feichta dzisiaj. Plac Wolności 11 (wtedy nr 5)
Za komuny znajdował się tam sklep mięsny, który wspominam jak koszmar dzieciństwa.
Ludzie bili się tam o mięso na kartki. Obok dom innego nazisty - Dreschera, piekarza.

Pierwsze zdjęcie z tego posta przedstawia wnętrze sklepu, w nim Zosia Wiewiórkowska, siostra mojego dziadka, jako sprzedawczyni i Hermanna Feichta, rzeźnika. Zosi, tak jak wszystkim Polakom groziło wywiezienie na roboty do Niemiec. Artur Greiser postanowił zewidencjonować wszystkie osoby zdolne do pracy w tzw. ,,Kraju Warty" w celu jak największego wykorzystania polskiej siły roboczej. Dlatego już we wrześniu i październiku 1939 cały okręg został pokryty siecią urzędów pracy. Od razu przystąpiono do rejestrowania ludności polskiej w wieku 14-60 (w niektórych miejscowościach nawet do 70) lat. Polacy zostali zmuszeni pod groźbą surowych sankcji do zgłoszenia się we wskazanym terminie do urzędu pracy, a następnie do podjęcia w trybie natychmiastowym każdej wskazanej im pracy. Robotnicy przymusowi byli imiennie wzywani do urzędów pracy, gdzie dowiadywali się o decyzji wysłania ich na roboty do Niemiec, terminie wyjazdu oraz miejscu zbiórki. Transport do ,,Starej Rzeszy" odbywał się w wagonach osobowych lub towarowych pod eskortą. Ani robotnicy, ani ich rodziny, w momencie wyjazdu nie znali dokładnego miejsca przeznaczenia.
Zosia była jedynym z pięciorga dzieci Stanisława i Leokadii Wiewiórkowskich, które było jeszcze w domu. Trzej bracia byli już w obozach, więc rodzice robili wszystko, żeby Zosia nie została wywieziona gdzieś w głąb Niemiec. Wykorzystując znajomość z Feichtem, wręczyli mu łapówkę, aby zatrudnił Zosię, lat 15, w swoim sklepie. Niebawem właściciel sklepu pokazał swą prawdziwą twarz i zachował się niegodnie wobec dziewczynki, za co dostał w twarz, a  jego okulary spadły na podłogę. Do końca wojny musiała się ukrywać. Za uderzenie Niemca trafiało się do obozu. Zosi poświęciłam osobny post https://historiawsepii.blogspot.com/2018/05/zofia-wiewiorkowska-walecka.html
Później Feicht stał się posiadaczem domu mieszkalnego, masarni i sklepu przy ulicy Plac Wolności 11 (wtedy nr 5). Wyeliminował konkurencję, między innymi kuzyna mojego dziadka, również rzeźnika, Aleksandra Wiewiórkowskiego, który wraz z moim dziadkiem znalazł się na stworzonej przez żandarmerię i miejscowych volksdeutschów, w tym Feichta, liście proskrypcyjnej – wrogów Rzeszy i został deportowany do KL Dachau. Na liście znajduje się wielu rzeźników, ponieważ w ten sposób lokalni Niemcy eliminowali konkurencję i odcinali ludność polską od żywności. Aleksander Wiewiórkowski przeżył gehennę 5 lat w obozie, a po powrocie powiedział przy świadkach, że do jego katorgi przyczynił się Hermann Feicht.

Hermann Feicht trzeci od prawej, pierwszy od lewej jego syn Eduard (ur. 24.03.1923). Był zakochany w nazistowskiej ideologii i nosił mundur SA, poległ pod Stalingradem 01.01.1943.
Trzeci od lewej syn Georg.
Rok 1940. Sklep przy ulicy Plac Wolności 11 (wtedy nr 5)

Niestety, nieszczęście posiadania domu obok rodziny Feichtów miała rodzina opatóweckich Żydów Tondowskich. Przy Placu Wolności 7, teraz  nr 8,  (dom 1-piętrowy, 11 izb) mieszkał Lajzer (Elieser) Tondowski, sprzedawca tekstyliów, ur. 1877 w Błaszkach (syn Josefa i Gitli z Elsterów ) oraz jego żona Chana (Khana) Tondowska ur. 1880 w Błaszkach (córka Abrama i Rejli Gelbart) zm. 31.12.1940 w Lublinie. Lajzer (Elieser) Tondowski został zastrzelony 01.09.1939 w Poddembicach. Mieli syna Khaima ur. 1897, zginął,  syna Schmula ur.1899, syna Zwi, ur. 1918, zginął. Mieli córkę Franię, dziecko jeszcze, zginęła. Taka informacja widnieje o nich na stronie Yad Vashem *. Informacje podał ich sąsiad, inny Żyd, Yaakov Feigen.

Wielu opatowian nie zna tej historii, uważają Feichta za "zwykłego" Niemca, a to był człowiek, który w obliczu wojny stal się gorliwym nazistą.  A kim był przed wojną? 
Dowiadujemy się tego ze wspomnień Stanisława Salamona "Pomnik Wolności w Opatówku":
Ambitni opatowianie marzyli o okazalszym pomniku. Z inicjatywą jego budowy wystąpił Związek Strzelecki. Powołano Komitet Budowy Pomnika. W skład jego weszli: Herman Feicht - prezes Związku Strzeleckiego, który przywiózł wizję pomnika z Białostoczczyzny, Władysław Tatarczan - komendant Związku, kierownik Szkoły Powszechnej w Opatówku, Stanisław Salamon - sekretarz Związku, Adolf Ploetzke - dyrygent orkiestry strzeleckiej, nauczyciel oraz Zygmunt Mańka i Stefan Cichy.
We wspomnieniach Jana Pogorzelca z Opatówka czytamy:
"Niemcy postanowili rozebrać pomnik z popiersiem Józefa Piłsudskiego, który został zbudowany dla upamiętnienia odzyskania niepodległości przez Polskę. Pracę tę wykonali Żydzi. Jednym z inicjatorów budowy tego pomnika był Niemiec Herman Feicht. Dlatego obiecał Żydom nagrodę za odnalezienie i przekazanie w jego ręce butelki zamurowanej pod pomnikiem, w której znajdował się akt erekcyjny z jego podpisem. Żydzi znaleźli i oddali mu "kompromitującą" butelkę".

W 1928r. wzniesiono na Rynku kamienny kopiec z marmurową tablicą upamiętniającą 10 rocznicę odzyskania niepodległości przez Polskę. W 1931r. z inicjatywy Związku Strzeleckiego powstał nowy pomnik w formie kolumny, na której umieszczono medalion z popiersiem Józefa Piłsudskiego. Na szczycie i wokół umieszczono ozdobne kule. Pomnik został rozebrany na polecenie okupantów niemieckich na początku II wojny światowej. Za: Fotopolska.

A więc był inicjatorem budowy pomnika marszałka! chciał uchodzić za polskiego patriotę! Był członkiem, a nawet prezesem opatóweckiego "Związku Strzeleckiego".
Przed 1 września uaktywniły się  bojówki Selbstschutzu, rekrutujące się z członków nazistowskich organizacji mniejszości niemieckiej, prowadzące akcje sabotażowe na ziemiach polskich. W ten sposób mniejszość niemiecka chciała wspomóc działania armii. 
We wrześniu Feicht okazał się dywersantem i wraz z synem Eduardem został aresztowany przy polskie wojsko 2 września 1939. Po wstawieniu się za nimi opatowianina Leśniewicza, który później został aresztowany w kwietniu 1940 wraz z moim dziadkiem i  zamordowany w obozie Mauthausen-Gusen, Feichtowie zostali wypuszczeni. Źródło: Gene 2015: KALISZ - 1939 (genemil2015.blogspot.com)(3)
  1. Feicht Eduard , Fleicherlehr.,23.03.1923 , Spatenfelde , > 02.09.1939 , Bahnhof Spartenf.< 02.09.
  2. Feicht Hermann , Fleichermei. , 09.03.1895 , Spartenfelde , > - // - < 05.09.1939
Sam Feicht napisał potem o tym wydarzeniu, w liście w obronie Leśniewicza, który przebywał w obozie Gusen, tak:
"3 września 1939 roku ostatnie polskie oddziały zbrojne zatrzymały mojego szesnastoletniego syna Eduarda na dworcu w Opatówku / Spatenfelde i uznały go za szpiega, ponieważ pochodzi z niemieckiej rodziny.
Został związany i następnym pociągiem miał zostać wysłany do Łodzi. Tam miał zostać zastrzelony. 
Z tego niebezpieczeństwa uratował go Kazimierz Leśniewicz, który powiedział, że mój syn nie jest szpiegiem, ze on się mylą i powiedział, że ręczy głową za mojego syna. Za te słowa został pobity przez polskiego oficera, ponieważ to było przestępstwem, wziąć pod ochronę niemieckie dziecko. Jednak Leśniewiczowi przyszli z pomocą inni koledzy i mój syn został wypuszczony. Tylko Leśniewiczowi zawdzięczam, że mój syn żyje. I chociaż jest on Polakiem, to zawsze z nami, Niemcami, żył dobrze i nigdy nie działał przeciwko nam. 
Zasłużył na to, aby teraz został uwolniony". 
Na cmentarzu w Opatówku, w jego ewangelickiej części, zachował się grobowiec Feichtów, z pochowkiem z 1909.
Syn Feichta Eduard ur. 24.03.1923 poległ pod Stalingradem 01.01.1943.

Cmentarz w Opatówku, jego ewangelicka część,
zachował się grobowiec Feichtów, z najstarszym pochówkiem z 1909.
Być może były starsze, ale zatarł je czas.

Hier ruht in Got, Kristine Magdalene Feicht,geb. Pflilpp , geb. 19.Jun.1863, gest.17.Octob.1909.
Reihnhold Feicht, geb.3 Febr, gest.3 Januar 1923. 
Tu spoczywa w Bogu Kristine Magdalene Feicht, z domu Pflilpp 

Z powodu zbliżających się Rosjan w styczniu 1945 zaczęli się pakować na wozy. Załadowali cały dobytek i uciekli. Bawi mnie bajeczka o tym, że rzekomo uciekający z Opatówka Niemcy wraz z wozami potopili się na zamarzniętej rzece, ponieważ załamał się pod nimi lód. Rozpowszechniali taką informację, żeby ich nikt nie szukał. 
Feichtowie  w latach 80-tych czy 90-tych spacerowali po Opatówku i szukali śladów swoich "korzeni". Niechaj rodzina im przekaże, że je opisałam, żeby już nie musieli szukać. 

  1. APK, Zespól: Starostwo Powiatowe w Kaliszu, Referat Bezpieczeństwa: przepisy i okólniki w przedmiocie bezpieczeństwa i porządku publicznego, wybory Sejmu i Senatu, sprawozdania sytuacyjne starosty, nadzór nad organizacjami politycznymi, społecznymi i zawodowymi, strajki, nadzór nad prasą i drukarniami, zebrania publiczne, Straż Obywatelska, przestępczość kryminalna, cudzoziemcy, policja budowlana, zezwolenia na broń, włóczęgostwo (sygn. 53-190, 567-587, 589-599; 1918-1939)
  2. APK, Zespól: Starostwo Powiatowe w Kaliszu, Wykazy byłych volkdeutschów zamieszkałych na terenie gminy Opatówek, Sygnatura 11/223/0/2/23
  3. Dokument elektroniczny: Gene 2015: KALISZ - 1939 (genemil2015.blogspot.com)
  4. Wspomnienia Jana Pogorzelca z Opatówka.
  5. Dokument elektroniczny: Central DB of Shoah Victims' Names (yadvashem.org)
  6. Wspomnienia Stanisława Salamona "Pomnik Wolności w Opatówku"
  7. Wspomnienia Jana Pogorzelca z Opatówka 
Post powiązany:



piątek, 26 kwietnia 2019

74. rocznica wyzwolenia niemieckich obozów Ravensbrück i Sachsenhausen

Wyjazd Pamięci 

Sachsenhausen–Ravensbrück–Neubrandenburg – projekt dla nauczycieli

Znalazłam się w gronie autorów najciekawszych scenariuszy w konkursie na scenariusz lekcji w terenie dotyczącej miejsc pamięci związanych z II wojną światową i jej ofiarami i wzięłam udział w Wyjeździe Pamięci. 13-14 kwietnia miałam zaszczyt wybrać się w podróż śladami historii i miejsc pamięci, współorganizowaną przez Arkadiusza Szlachetkę z Niegosławic, którego prababcia Maria Ratajczak była więźniarką obozu Ravensbrück, filia Neubrandenburg.
Uczestniczyliśmy w niedzielnych uroczystościach z okazji 74. rocznicy wyzwolenia obozu Ravensbrück.

W programie znalazła się wizyta w KL Sachsenhausen: zwiedzanie terenu obozu, złożenie kwiatów i zapalenie zniczy na mogiłach ofiar, wizyta w Neubrandenburgu:.
W Neubrandenburgu  przy zbiorowej mogile kobiet z KL Ravensbrück odbyła się polska uroczystość oraz uroczystości przy tablicy poświęconej polskim więźniarkom.
- Musimy odnaleźć i oznaczyć wszystkie miejsca spoczynku naszych rodaków, przywrócić ich tożsamość. Dziś spełniamy ten obowiązek wobec 45 kobiet z Polski. Do umieszczonego tu przez władze niemieckie wykazu nazwisk dodajemy tablicę z inskrypcją informującą o tragicznych okolicznościach śmierci naszych rodaczek. Wypełniamy tym samym zobowiązanie państwa polskiego wobec swoich obywateli, zobowiązanie do uczczenia każdego poległego i każdej niewinnej ofiary totalitarnych zbrodni - napisał Jarosław Szarek prezes IPN w liście odczytanym przez Annę Wicką z Biura Upamiętniania Walk i Męczeństwa. 

Arkadiusz Szlachetko, prawnuk więźniarki KL Ravensbrück, powiedział, że ta uroczystość koronuje jego starania o upamiętnienie spoczywających w Neubrandenburgu Polek:
Od odnalezienia tego miejsca, ustalenia listy zmarłych więźniarek upłynęło półtora roku. Dzięki odnalezieniu tej listy udało się tutaj odsłonić tablicę z nazwiskami tych wszystkich kobiet. Zwróciliśmy nazwiska, które zostały tym kobietom zabrane po przyjeździe do obozu, kiedy stały się numerami. Dzisiaj byliśmy świadkami drugiego bardzo ważnego momentu - odsłonięcia tablicy mówiącej o obecności tutaj polskich więźniarek zmuszanych do ciężkiej niewolniczej pracy
Dla mojej babci było bardzo ważne to, aby dowiedzieć się, co się stało z jej mamą. Ja, kiedy miałem 6 lat, po raz pierwszy usłyszałem historię o aresztowaniu mojej prababci, o tym, że ślad po niej zaginął. Również dla mnie bardzo ważnym było, aby kiedyś dowiedzieć się, co się z nią stało. Nie sądziłem, że uda się odnaleźć miejsce, w którym fizycznie spoczywają jej szczątki.  



Tablica upamiętniająca ofiary podobozu obozu w Ravensbrück, znajdujący się w Neubrandenburgu, pochowane w zbiorowej bezimiennej dotąd mogile.

Tablica upamiętniająca ofiary podobozu obozu w Ravensbrück, znajdujący się w Neubrandenburgu, pochowane w zbiorowej bezimiennej dotąd mogile.
Na tablicy zamieszczono nazwiska, narodowość i wiek 97 kobiet pochowanych w Neubrandenburgu, w tym 43 Polek. Udało się je ustalić dzięki odnalezieniu na Uniwersytecie w Lund relacji byłej więźniarki tego podobozu. 
Konsul generalny Rzeczypospolitej w Berlinie Marcin Jakubowski mówił podczas uroczystości, że zgoda władz Neubrandenburga na umieszczenie pamiątkowej tablicy to dowód na odpowiedzialność za przeszłość swojego narodu. 
Burmistrz Neubrandenburga Silvio Witta podkreślał, że jego miasto poświęca wiele wysiłku, by godnie upamiętnić niezwinne ofiary nazistowskiej polityki z czasów II wojny światowej.

Arkadiusz Szlachetko: Dla mojej babci było bardzo ważne to, aby dowiedzieć się, co się stało z jej mamą. Ja, kiedy miałem 6 lat, po raz pierwszy usłyszałem historię o aresztowaniu mojej prababci, o tym, że ślad po niej zaginął. Również dla mnie bardzo ważnym było, aby kiedyś dowiedzieć się, co się z nią stało. Nie sądziłem, że uda się odnaleźć miejsce, w którym fizycznie spoczywają jej szczątki.



Przełomowe odkrycie IPN w Niemczech. Odnaleziono urny z prochami Polek zamordowanych w obozie Ravensbrück
W drodze do Ravensbrück grupa odwiedziła cmentarz w Furstenbergu, na którym znajduje się mogiła więźniarek. Chociaż została odkryta w 1989 r., a wieka urn z danymi więźniarek przekazane zostały do miejscowego muzeum, to w kwietniu 2019 r. rozpoczęły się tam prace poszukiwawcze grupy prowadzonej przez profesora Krzysztofa Szwagrzyka z IPN. Zaowocowała ona odnalezieniem kolejnych urn. O historii tego miejsca i prowadzonych poszukiwaniach opowiedział pan Paweł Woźniak, działacz polonijny mieszkający w Berlinie.
 
cmentarz w Furstenbergu, na którym znajduje się mogiła więźniarek

O historii tego miejsca i prowadzonych poszukiwaniach opowiedział pan Paweł Woźniak, działacz polonijny mieszkający w Berlinie

14 kwietnia rano rozpoczęły się główne uroczystości obchodów 74. rocznicy wyzwolenia obozu Ravensbrück w Miejscu Pamięci – Muzeum w Ravensbrück.  

Obóz powstał  marcu 1939 r. jako pierwszy i jedyny kobiecy obóz koncentracyjny dla kobiet i pełnił tą funkcję do momentu utworzenia oddziału kobiecego w obozie Auschwitz, tj. do marca 1942.
Znajduje się w Meklemburgii, 80 kilometrów na północny-zachód od Berlina. Do jego budowy od stycznia 1939 roku wykorzystano 500 więźniów z oddalonego o 45 kilometrów obozu Sachsenhausen.
Przez obóz przeszło około 120 tysięcy kobiet i dzieci oraz około 20 tysięcy mężczyzn. Według najnowszych badań zamordowanych zostało około 30 tysięcy. Więźniarkami były kobiety 27 narodowości. Największa grupę blisko 40 tysięczną (ok. 1/3 wszystkich więźniów) stanowiły Polki. Przez administrację SS obóz traktowany był jako miejsce wyniszczenia polskiej kobiecej inteligencji. Pierwsze Polki trafiły do obozu 23 września 1939 roku. Były to działaczki polonijne z Niemiec. W listopadzie do obozu przybył pierwszy transport Polek z okupowanej Polski. Aresztowane kobiety określane były jako „fanatyczki polskości”. W miesiącach sierpień i wrzesień 1944 roku do obozu trafiły Polki z Warszawy. Obóz koncentracyjny w Ravensbrück to także miejsce okryte złą sławą eksperymentów medycznych
Artykuł o obozie tutaj. 

W obozie koncentracyjnym Ravensbrück i jego ponad czterdziestu podobozach SS więziło przeszło 140 tysięcy kobiet, mężczyzn i dzieci ponad czterdziestu narodowości.
Setki róż i goździków dryfujących na tafli jeziora Schwedt, które w rzeczywistości jest wielkim cmentarzyskiem, bo wrzucano tu prochy zamęczonych, zakatowanych, zamordowanych
tablica: „Ku pamięci dzieciom - więźniom Ravensbrück". Zostały tu wywiezione, wiele z nich przyszło tu na świat, niewiele spośród nich przeżyło
Ravensbrück. Pusty plac po zakładach pracy przymusowej - fabryce Siemens.

„Szczelina”, która spływała krwią - dosłownie, bo było to miejsce egzekucji

Pochmurne niebo i porywisty wiatr od strony jeziora Schwedt, do którego wsypywano prochy ofiar, potęgowały wrażenie grozy, panujące w tym miejscu, które powstało na początku XX wieku jako kurort uzdrowiskowy.

Z kolei Sachsenhausen był obozem modelowym i szkoleniowym SS. Na jego terenie szkoliło się wielu komendantów i wysokich funkcjonariuszy SS, którzy później obejmowali funkcje w innych obozach (m.in. Rudolf Höss – komendant KL Auschwitz ).

od 1938 siedziba inspekcji nadzorującej wszystkie obozy koncentracyjne
Przez KL Sachsenhausen i jego filie przeszło ich ponad 200 000 więźniów, z których około 100 tys. zginęło, choć dokładnej liczby ofiar nie udało się ustalić.


Więźniami byli początkowo polityczni przeciwnicy reżimu narodowosocjalistycznego, potem w coraz większej liczbie członkowie grup określonych przez nazistów jako rasowo lub biologicznie małowartościowe, a od 1939 r. obywatele okupowanych krajów europejskich.

Złożyliśmy wiązanki przed symbolicznym grobem  gen.  Stefana Roweckiego-Grota – zamordowanego wkrótce po wybuchu powstania warszawskiego oraz przed tablicą upamiętniającą więźniów KL Sachsenhausen i podległych mu ponad stu podobozów, komand zewnętrznych.


2 sierpnia 1944 zginął gen. Stefan Grot-Rowecki, organizator i pierwszy dowódca Armii Krajowej. Wszystko wskazuje na to, że został on zamordowany w obozie koncentracyjnym Sachsenhausen na osobisty rozkaz Heinricha Himmlera.

W wyjeździe Pamięci towarzyszyła nam pani kapitan AK Joanna Fryczkowska
74. rocznica wyzwolenia niemieckiego obozu koncentracyjnego Ravensbrück. "To był świat pełen pogardy dla drugiego człowieka"



Bliskość obozu Sachsenhausen w stosunku do Berlina nadała mu szczególny charakter - Sachsenhausen postrzegany był jako obóz mający kształcić nowych strażników i funkcjonariuszy SS
Na teren obozu wchodzi się przez główne wejście w wieży A przez bramę z napisem „Arbeit macht frei”.

Sachsenhausen
Pozostawiono enerdowski pomnik antyfaszystowski. .

W 1942 roku zbudowano komorę gazową, krematoria i izbę przeznaczoną do egzekucji przez rozstrzelanie. W miejsce betonowego zadaszenia ruin krematorium wybudowanego w czasach NRD postawiono ażurową białą konstrukcję.
 
W 1993 roku Muzeum zostało kompletnie odnowione. Zmieniono koncepcję ekspozycji – zamiast jednego muzeum, ekspozycję rozmieszczono w 13 miejscach, których dotyczy. Zrekonstruowano kilka baraków przedstawiających życie codzienne więźniów i karcer.

plac apelowy otoczony oryginalnymi jeszcze tablicami z czasów wojny, ostrzegającymi przed przekraczaniem określonych linii pod groźbą rozstrzelania bez ostrzeżenia
Zrekonstruowano kilka baraków przedstawiających życie codzienne więźniów
Miejsce egzekucji więźniów w obozie Sachsenhausen

"To, co przeżyłam, nauczyło mnie wiele. Ja nie żałuję tego, że ja przeżyłam ten obóz, Powstanie Warszawskie, okupację. To mi dało właściwe rozeznanie prawdziwych wartości w życiu" - mówi była więzniarka KL, uczestniczka powstania, kapitan Ak Joanna Fryczkowska.

Dwa, spośród kilkunastu baraków, zostały udostępnione zwiedzającym - ich wnętrze nie różni się zasadniczo niczym od wyglądu za czasów wojny.

Wyjazd Pamięci miał znaczący charakter edukacyjny. Dużym walorem był wspólny udział więźniarki obozów niemieckich, rodzin ofiar, a także nauczycieli i młodzieży szkolnej.
Podczas podróży prezentowane były wątki dotyczące historii II wojny światowej. Przybliżono również tematykę dotyczącą obozów i ich ofiar, odtworzono film poświęcony tzw. królikom, kobietom (głównie z Polski), poddanym operacjom pseudomedycznym. Wyjątkowo wzruszające były wspomnienia pani kapitan Joanny Kiący-Fryczkowskiej, które nagrałam i umieściłam tutaj:
https://www.youtube.com/watch?v=ORihYaSa2LU&feature=share

W Wyjeździe Pamięci towarzyszyła nam pani kapitan AK Joanna Fryczkowska  i Arkadiusz Szlacheto z Niegosławic, którego prababcia Maria Ratajczak była więźniarką obozu Ravensbrück, filia Neubrandenburg.

Podsumowała je, twierdząc, że nie żałuje niczego, gdyż to właśnie pozwala jej docenić wartości w życiu.

W obozie dokonywano eksperymentów medycznych na dużą skalę. Artykuł na ten temat : https://www.polskieradio.pl/39/156/Artykul/937196,Zofia-Rysiowna-Bylam-wiezniarka-Ravensbr%c3%bcck
Wspomina aktorka Zofia Rysiówna, w czasie II wojny światowej kluczowa uczestniczka uwolnienia 28 lipca 1940 r. Jana Karskiego ze szpitala w Nowym Sączu z rąk Gestapo, w związku z czym została aresztowana wiosną 1941, a następnie osadzona w niemieckim obozie koncentracyjnym w Ravensbrück (nr obozowy 7286) i tu doczekała końca wojny