Etykiety

wtorek, 3 października 2017

Książeczka oszczędnościowa 1939r. Straty wojenne.



Usiłujemy podliczać, robić podsumowania, ile Polska i Polacy stracili w czasie II wojny światowej?
Mojej rodzinie wojna zabrała wszystko - przede wszystkim ojców rodzin, żywicieli rodziny, stabilizację i wielkie nadzieje młodych ludzi na wspaniałe życie. Zabrała szczęście, marzenia, spokój, plany, zdrowie i życie.
Dziadkowie, Maria i Marian Wiewiórkowscy, młode wówczas małżeństwo, mieli wszystko, co było młodej parze potrzebne do życia. Malutką córeczkę, drugie dziecko "w drodze" oraz dużą sumę pieniędzy na książeczce oszczędnościowej. w sierpniu 1939 dziadek pozostawił pieniądze w banku, ponieważ nie wierzył, że kulturalni Niemcy wymordują Polaków i zbombardują kraj. 

Książeczka oszczędnościowa z 1938 roku, Kalisz / Opatówek
Natrafiłam na zdigitalizowane dane Głównego Urzędu Statystycznego sprzed lat. Opublikowano wybrane dane na temat wynagrodzeń pochodzące z „Małego rocznika statystycznego 1939”. Robotnik zarabiał tygodniowo 23,9 zł, kobieta 12,40 zł.

Czyli na tej książeczce dziadka jest ponad 100 przeciętnych pensji robotnika i ponad 10 urzędnika.

Pracownicy umysłowi zarabiali zdecydowanie lepiej. Mężczyźni przeciętnie 280,5 zł miesięcznie, kobiety – 170,8 zł. Jeżeli przeliczyć to na wynagrodzenie tygodniowe, to dziadek zarabiał 70,1 zł. Zarobki tego rzędu otrzymywało zaledwie 3% osób klasy robotniczej.
W 1935 roku osoby w wieku od 10 do 14 lat stanowiły nieco ponad 0,2% wszystkich zatrudnionych i otrzymywali najniższe wynagrodzenia. Obecnie nie mogliby oni pracować legalnie. Najlepiej zarabiali ci urodzeni pomiędzy 1871 a 1895 rokiem , czyli ówcześni 40-50 latkowie. Mężczyznom płacono przeciętnie 366,6 zł miesięcznie, a kobietom – 234,5 zł. Wynagrodzenie było różne w rożnych regionach kraju. Najwyższe płace otrzymywali pracownicy województw centralnych, czyli ówczesnego białostockiego, kieleckiego, lubelskiego, łódzkiego oraz warszawskiego.
Armia była wyjątkowo pożądanym pracodawcą. Przedwojenny kapral (w raz z dodatkiem na rodzinę, jeśli ją miał) zarabiał miesięcznie 167 złotych. Oficer w stopniu kapitana przynosił do domu co miesiąc 400 złotych. 

Książeczka oszczędnościowa 1939 rok. Powiatowa Komunalna Kasa Oszczędności w Kaliszu. 3241 zł tyle pozostało na książeczce oszczędnościowej dziadka, naczelnika poczty w Opatówku w 1939 roku i pozostaje do dziś.


W Kaliszu w międzywojniu przy Głównym Rynku 23 miał swoją siedzibę oddział banku Ziemiańskiego w Warszawie.

.
3241 zł tyle pozostało na książeczce oszczędnościowej dziadka, naczelnika poczty w Opatówku w 1939 roku i pozostaje do dziś.
Ponieważ zarobki nic nam nie mówią i trudno je zinterpretować to może należy przyjrzeć się cenom.
Litr mleka kosztował przed wojną 0,14 zł. Dojna krowa kosztowała 146 złotych.
Za pieniądze zgromadzone na książeczce dziadka można było wtedy kupić 23 150 litrów mleka lub 22 krowy.
Po wojnie książeczka zawędrowała do rodzinnych archiwów i stała się bezwartościowa, nic nie dało się z nią zrobić.
Wszystko przepadło.


AUTOR: Dominika Pawlikowska


 Ciekawy artykuł
Niespłacony rachunek

Powrót do strony głównej

Zygmunt Gadzinowski, ofiara akcji "Inteligencja". Lisków. Opatówek.

Zygmunt Gadzinowski,
zamęczony przez Niemców w Mauthausen Gusen 26 października 1941


Urodził się w 17.02.1909 w Wilamowie /k. Uniejowa. Urzędnik, działacz społeczny i polityczny. Był mężem Heleny Wiewiórkowskiej, siostry mojego dziadka.

Helena w dniu wybuchu wojny była młodą mężatką. Na świecie było już dwoje dzieci: Tereska i Leszek. Zygmunt Gadzinowski był sekretarzem gminy Lisków, tej, w której proboszczem był słynny ksiądz Bliziński.

Aresztowany 15.04.1940. W dniu 26.04.1940 przewieziony do obozu koncentracyjnego Dachau jako więzień polityczny, gdzie otrzymał numer jeniecki 6094. Dnia 05.06.1940 deportowany do KL Mauthausen Gusen. Zamordowany 29.10.1941. 

Był sekretarzem jastrzębnickiego Koła Bezpartyjnego Bloku Współpracy z Rządem, istniejącego tu od 1932. Prezesem był Stefan Chenczke ze Skrajni, wiceprezesem Kacper Pawlak z Jastrzębnik.

Po ślubie z Heleną Wiewiórkowską z Opatówka przeniósł się do Liskowa, gdzie został sekretarzem gminy, od stycznia 1934 roku był wiceprezesem oddziału Gminnego Związku Strzeleckiego w Liskowie gm. Strzałków (rAchiwum Państwowe Oddział w Kaliszu, Zespół Starostwo Powiatowe w Kaliszu, Związek Strzelecki, Sygn. 11/3/0/13/595). Mieszkał w budynku gminy w Liskowie wraz z żoną i dwojgiem dzieci. Po zajęciu Liskowa przez Niemców zamieszkał pod adresem Plac Wolności 14, Opatówek. Pod tym adresem został aresztowany.

Sekretarze gmin znaleźli się w centrum zainteresowania Niemców i są licznie reprezentowani na omawianej liście proskrypcyjnej. Niemcy przedstawili następującą charakterystykę Gadzinowskiego: „Był wiodącą postacią w Liskowie. Jego nienawistne, podjudzające wystąpienia przeciw niemieckiej państwowości są tu w pamięci wszystkich. Jego zachowanie nie daje powodów do przypuszczeń, że się zmieni. Ma wielkie wpływy pomiędzy tutejszymi Polakami i nie będzie ich używał na korzyść niemieckich władz”. 

Zygmunt Gadzinowski był szwagrem mojego dziadka Mariana Wiewiórkowskiego, dlatego w archiwum rodzinnym zachowały się jego dokumenty, które otrzymałam od jego córki śp. Teresy Jaśkiewicz, długoletniej nauczycielki szkół w Opatówku. Pośród nich na uwagę zasługuje legitymacja pracownika Starostwa Kaliskiego, czy dyplom uznania z 1934 roku za pracę organizacyjną na rzecz pożyczki narodowej.

Stopień wykształcenia Zygmunta Gadzinowskiego świadczy o tym, jaki poziom reprezentowali przedwojenni urzędnicy. W 1931 roku ukończył Studium Administracji Komunalnej przy Wydziale Prawa i Nauk Ekonomiczno – Społecznych Wolnej Wszechnicy Polskiej w Warszawie, którego założycielem w 1918 roku był prof. Tadeusz Hilarowicz, dziekan wydziału Nauk Politycznych i Społecznych w Warszawie. Na owe czasy była to najlepsza uczelnia w Polsce kształcąca pracowników administracji. Od 1928 roku uczelnia posiadała oddział zamiejscowy w Łodzi, z którego po II wojnie światowej powstał Uniwersytet Łódzki. Od 1929 roku została ustawą sejmową zaliczona do uczelni wyższych. Nadawane przez Wolną Wszechnicę Polską dyplomy ukończenia studiów i tytuły naukowe były równoważne z uniwersyteckimi. Broszura wydana z okazji dziesięciolecia istnienia uczelni mieści program studiów, dając interesujący wgląd w poziom tej uczelni i jej absolwentów. Zawiera też informację, że przez okres 10 lat działalności wykształcono ponad 1000 pracowników administracji w Polsce. Podkreśla zasługi uczelni w przysposabianiu gminom organu administracyjnego oraz zastępu zdolnych do wytwarzania czynu zbiorowego. Wskazuje korzyści, jakie z wysokiej wiedzy profesorów czerpią studiujący, stosując ją później na terenie gminy.

W Liskowie Zygmunt Gadzinowski był bliskim współpracownikiem księdza Blizińskiego (1870 – 1944), który doszedł do wysokich stanowisk państwowych. Dzięki piastowanym funkcjom państwowym jako poseł (1919 – 1922) i senator (1938 – 1939) mógł wiele uczynić dla swoich parafian. Był w Prezydium Organizacji Wiejskiej Obozu Zjednoczenia Narodowego, a potem w Radzie Głównej OZON.

Dzięki księdzu Blizińskiemu, proboszczowi miejscowej parafii, liskowianie obcowali z wielką polityką na co dzień, gościli prezydenta Mościckiego oraz marszałka Rydza – Śmigłego podczas zorganizowanych tu przez księdza wystaw: Wieś Polska Lisków (1925) i Kultura i praca wsi w Liskowie (1937). Ks. Bliziński jako poseł brał aktywny udział w pracach pięciu Komisji: Ochrony Pracy, Opieki Społecznej, Skarbowo – Budżetowej, Spółdzielczej i Zdrowia Publicznego. Był przedstawicielem Sejmu w Obywatelskim Komitecie Wykonawczym Obrony Państwa. W Liskowie bywali również hierarchowie kościelni. Ks. Prymas Kardynał August Hlond powiedział w 1935 roku o księdzu: cechą dobrego wodza jest umiejętność dobrania ludzi.

Jednym z tych ludzi był właśnie Zygmunt Gadzinowski, który uczestniczył w realizacji inicjatyw ks. Blizińskiego.

W Liskowie „(…) oprócz codziennej pracy angażował się do pracy społecznej. Z racji pełnionej funkcji brał czynny udział w przygotowaniach do wystawy Praca i Kultura Wsi (08.06–04.07.1937), za co został odznaczony. Zabezpieczał logistycznie Kongres Eucharystyczny, który odbył się w Liskowie w dniach 06 – 08.06.1938”.

Działania księdza Blizińskiego i jego współpracowników, rozmach, wizyty prezydenta, zbiórka na obronność kraju, zwróciły uwagę tutejszych Niemców. Zygmunt Gadzinowski i pozostali urzędnicy gminni z Liskowa zapłacili za to wysoką cenę, zostali uznani za niebezpiecznych dla Rzeszy. 

Podobnie jak pozostali z omawianej listy proskrypcyjnej został aresztowany przez gestapo w Opatówku w dniu 15.04.1940 roku i wraz z innymi przewieziony do obozu Dachau, numer jeniecki 6094, a 05.06.1940 do obozu Mauthausen – Gusen na terenie Austrii. Został osadzony w bloku 1, potem 5, numer więźnia 3607.


Na zdjęciu poniżej stoi Helenka wraz z mężem Zygmuntem Gadzinowskim,
poniżej siedzi jej ojciec - mój pradziadek Stanisław Wiewiórkowski.

Gadzinowski został zamordowany 29.10.1941 w obozie Mauthausen –  Gusen  w wieku 32 lat. Urna z prochami przysłanymi z obozu spoczęła w grobowcu rodziny Wiewiórkowskich w na cmentarzu Opatówku.

Następnego roku zmarła jego żona Helena. Ich kilkuletnie dzieci – Teresa i Leszek – zostały sierotami. Wychowywała je matka Heleny, Leokadia Wiewiórkowska z Opatówka. 



Lista opatowian przeznaczonych do aresztowania przez gestapo 1940. Tzw. listy proskrypcyjne.


O Zygmuncie napisano:
" Był wiodącą postacią w Opatówku. Jego nienawistne, podjudzające wystąpienia przeciw niemieckiej państwowości są tu w pamięci wszystkich. Jego zachowanie nie daje powodów do przypuszczeń, że się zmieni. Ma wielkie wpływy pomiędzy tutejszymi Polakami i nie będzie ich używał na korzyść niemieckich władz". 
Na tej podstawie Zygmunt Gadzinowski wraz ze swoim szwagrem /moim dziadkiem/ został aresztowany przez gestapo.
Zygmunt Gadzinowski zginął zamordowany, zamęczony przez Niemców w Mauthausen Gusen 26 października 1941. Krótko potem zmarła Helena. Serce nie wytrzymało. Jej dzieci Teresa i Leszek zostali sierotami. 
Helena Gadzinowska, de domo 
 Wiewiórkowska


28 lipca 1941 Zygmunt Gadzinowskim tak pisał z obozu w dalekich zimnych Alpach do swojej żony:
" Kochana Heleno i dzieci! Twój ostatni list i pieniądze w wysokości 30 marek otrzymałem, za co serdecznie dziękuję. Jak idzie sklep i i jak uczą się dzieci? Powodzi mi się dobrze, jestem zdrowy, czego i od Was oczekuję. Pozdrawiam i całuję was wszystkich Zygmunt"
Poniżej oryginalny list, pisany ręką blokowego pisarza. Więźniom nie wolno było pisać samodzielnie, a treść była narzucona i cenzurowana.

2 marca 1941 Zygmunt Gadzinowskim  napisał z obozu
w dalekich zimnych Alpach do swojej żony.




Podobne posty

Poczta polska, telegraf, telefon. Opatówek.

A było to tak. Konrad Wuensche.

Matka Niobe. Leokadia Wiewiórkowska.

Listy proskrypcyjne. Aresztowania w Opatówku 1940






Towarzystwo Gimnastyczne „Sokół”. Opatówek.


W maju 1939 w Głównym Urzędzie SD Reichsführera SS Heinricha Himmlera powstała specjalna komórka Zentralstelle II/P (Polen), której zadaniem było sporządzanie list proskrypcyjnych Polaków (Sonderfahndungsbuch Polen), uznanych z racji swojej działalności publicznej za szczególnie niebezpiecznych dla III Rzeszy. Znalazły się na niej nazwiska 61 000 Polaków. Wśród nich byli przedstawiciele duchowieństwa, politycy, ludzie kultury, nauki i sztuki, przedsiębiorcy, powstańcy wielkopolscy i śląscy, działacze plebiscytowi na Warmii i Mazurach i na Górnym Śląsku, członkowie Związku Polaków w Niemczech, Partii Narodowo-Demokratycznej i Polskiego Związku Zachodniego oraz innych organizacji narodowych.
Na takiej liście znalazł się mój dziadek Marian Wiewiórkowski z Opatówka koło Kalisza.
Napisano o nim:  przez swój udział w tajnych zebraniach polskiej ludności podejrzany politycznie i niebezpieczny dla państwa. 
Wielu aresztowanych jesienią '39 i wiosną '40r. w ramach Intelligenzaktion miało w życiorysie wspólny mianownik - przynależność do Sokoła.




Lista proskrypcyjna. Lista mieszkańców Opatówka przeznaczonych do aresztowania przez gestapo pochodzi z książki "W kręgu miasteczka Róży Wiatrów-Opatówek wczoraj i dziś" autorstwa pani J. Miluśkiej- Stasiak

Moi dziadkowie Maria i Marian Wiewiórkowscy przyszli na świat w II Rzeczypospolitej.
Tutaj post o moich dziadkach.
Nie trwała długo, bo były to tylko lata 1918–1945.
Józef Piłsudski  16 listopada 1918 r., wystosował depesze do państw Ententy, informując je o powstaniu niepodległego państwa polskiego.
Przed odrodzonym państwem stanęły poważne wyzwania. Należało stworzyć polską armię, która mogłaby skutecznie walczyć o kształt granic i stworzyć jeden ośrodek władzy. Palącym problemem była kwestia bezpiecznego opuszczenia ziem polskich przez armię niemiecką.
Jacy byli wówczas Polacy i Polska?
Był to zlepek terenów porozbiorowych poddawany przez studwudziestoletni okres zaborów germanizacji i rusyfikacji. Na obszarze kraju obowiązywało 5 walut, 5 systemów administracji, 3 języki w armii, w sądownictwie obowiązywały 4 kodeksy karne, panował bałagan w bankowości.

Bardzo ważne było uczynienie z tego zlepka jedności, narodu, wspólnoty. Ważne było wychowanie i edukacja.
Najstarszą polską organizacją łączącą cele niepodległościowe z działalnością sportową i wychowawczą jest Towarzystwo Gimnastyczne „Sokół”, obchodzące w tym roku swoje 130-lecie. Gniazda sokole istniały na ziemiach polskich pod zaborem austriackim i niemieckim, w latach 1905-1907 także rosyjskim, powstały też w środowiskach polskich na emigracji, szczególnie w USA.


Pionierska działalność „Sokola” w dziedzinie narodowej edukacji fizycznej łączonej ściśle z całokształtem wychowania patriotycznego ludności polskiej pod zaborem pruskim i w ośrodkach emigracyjnych w głębi Rzeszy niemieckiej, była też podstawą realizacji szerszych zamierzeń.
Sokoli, prowadząc wśród młodzieży akcję oświatową w duchu narodowym, oraz zajęcia sportowe, a w latach poprzedzających wybuch I wojny światowej, również szkolenia paramilitarne, przygotowywali kadry wojskowe do walki o niepodległość Polski. Uczestniczyli czynnie w działaniach zbrojnych w latach 1918-1921, szkolili przyszłe kadry administracji państwowej, policji i wojska.


Członkowie Towarzystwa Gimnastycznego Sokół z Opatówka 1930 rok. Marian Wiewiórkowski szósty od lewej w górnym rzędzie.


Idea sokola, hasła i praca wychowawczo-sportowa przyciągała szerokie rzesze młodzieży polskiej w okresie międzywojennym, budząc też zainteresowanie mojego dziadka.
W pracy z młodzieżą podkreślano potrzebę pracy nad sobą, łączności i braterstwa, karności, czyli tego wszystkiego, co" wedle pojęć sokolich nazywa się zdrowiem".

Regulamin ZTG „Sokół” z 1929 r. określił i wprowadził jednolity mundur sokoli w Polsce. Składał się on ze spodni wpuszczonych do butów z cholewami, krótkiej szamerowanej kurtki (z możliwością noszenia na jednym ramieniu), amarantowej koszuli oraz czapki rogatywki z piórem sokolim.

Jak widać niektórzy członkowie opatowskiego Sokoła posiadają  regulaminowe mundury zarzucone na jedno ramię.

Mój dziadek Marian Wiewiórkowski ma na tym zdjęciu około 20 lat.

Powiększone zdjęcie. Marian Wiewiórkowski w garniturze, w górnym rzędzie trzeci z prawej

Ci młodzi ludzie byli wychowywani w tradycji patriotycznej, gotowi do poświęceń i złożenia największej ofiary. Dzisiaj niektórzy mówią, że  to źle, że to bez sensu. Trzeba o tym wszystkim zapomnieć. 
W Opatówku Towarzystwo  zostało założone w 1919 roku przez zarządzającego fabryką sukna p. Tylko.  Organizacja posiadała sztandar ufundowany w 1921 r.. Członkowie "Sokoła" organizowali wycieczki, posiadali własną bibliotekę. Utworzyli też własny teatr, który prowadził p. Furmanek, a grali w nim między innymi p. Arnold i p. Zenon Nowicki.
Członkowie "Sokoła" ubierali się bardzo elegancko. Dziewczęta nosiły białe bluzki i białe czapki z rydelkami, chłopcy - garnitury i charakterystyczne czapki. Działalność "Sokoła" przerwał wybuch wojny. Organizacja odrodziła się dopiero w 1989 roku w Warszawie. Dziś posiada 50 towarzystw i 5 tysięcy członków w całej Polsce.  W Opatówku nie została reaktywowana.
/za:biblioteka w Opatówku/




Sekretarz gminy Lisków Zygmunt Gadzinowski (17.02.1909-26.10.1941)


Ostatnio często wspomina się księdza Blizińskiego i jego niebywałą posługę w jednej parafii, w Liskowie, na przestrzeni 40 lat.  Ks. S. Kęszka napisał książkę "Dzieło jednego życia" po którą ostatnio sięgnęłam. Piszę o księdzu, ponieważ wydarzenia historyczne połączyły go z moją rodziną, gdyż zaraz po święceniach został nominowany na proboszcza  parafii w Liskowie. 
Tam, krótko przed wybuchem II wojny światowej szwagier mojego dziadka Mariana Wiewiórkowskiego, Zygmunt Gadzinowski, pełnił obowiązki sekretarza gminy i na co dzień współpracował  z ks. Blizińskim. 

1935 sypanie kopca Piłsudskiego przez liskowian. Najwyższy z pięciu istniejących w Krakowie. Sypanie zakończono 9 lipca 1937 r. W kopcu złożono ziemię z wszystkich pól bitewnych I wojny światowej, na których walczyli Polacy. Po II wojnie światowej władze starały się, aby kopiec wymazać z pejzażu miasta i ze świadomości krakowian. W 1953 r. przy użyciu czołgu usunięto ze szczytu kopca granitową płytę z wyrytym na niej Krzyżem Legionowym.
Zniszczono wówczas cały stok kopca.

Karierę zawodową rozpoczął w urzędzie gminy w Jastrzębnikach. Był sekretarzem jastrzębnickiego Koła Bezpartyjnego Bloku Współpracy z Rządem, istniejącego tu od 1932. Prezesem był Stefan Chenczke ze Skrajni, wiceprezesem Kacper Pawlak z Jastrzębnik.

Po ślubie z Heleną Wiewiórkowską z Opatówka przeniósł się do Liskowa, gdzie został sekretarzem gminy, od stycznia 1934 roku był wiceprezesem oddziału Gminnego Związku Strzeleckiego w Liskowie gm. Strzałków[1]. 

Związek Strzelecki w Liskowie. Związek prowadził działalność z zakresu wychowania fizycznego i przysposobienia wojskowego, a także pełnił funkcję oświatową, organizując różnego typu kursy, pogadanki i odczyty. W 1939 r. ZS liczył około 500 tysięcy członków, którzy w czasie kampanii wrześniowej 1939 wykonywali zadania zlecone przez władze wojskowe.

Mieszkał w budynku gminy w Liskowie wraz z żoną i dwojgiem dzieci. Po zajęciu Liskowa przez Niemców zamieszkał u rodziny żony pod adresem Plac Wolności 14, Opatówek. Pod tym adresem został później aresztowany.

O Zygmuncie Gadzinowskim:

"Oprócz codziennej pracy angażował się do pracy społecznej. Z racji pełnionej funkcji brał czynny udział w przygotowaniach do wystawy Praca i Kultura Wsi /08.06-04.07.1937/, za co został odznaczony. Zabezpieczał logistycznie Kongres Eucharystyczny, który odbył się w Liskowie w dniach 6-8.06.1938r. Jego małżonka Helena prowadziła tematyczne wykłady na Uniwersytecie Ludowym, była także skarbnikiem w Katolickim Stowarzyszeniu Kobiet"- za S.Ferenc oprac. na postawie "Liskowianin" nr.1/1939, str.7

Ksiądz Bliziński przybył do Liskowa już 3 stycznia 1900 i zastał wieś zaniedbaną gospodarczo: setka lichych, walących się chałup, chłopi co zarobią to przepiją, parafianie znani pieniacze i pijacy".
Wieś i jego mieszkańców wydobył z nędzy,  wzmocnił kręgosłup moralny ludzi, zadbał o edukację, o dzieci, o starców, gospodarkę.
W Liskowie dzięki działaniom księdza na przestrzeni czterdziestu lat znalazły swoją siedzibę: sierociniec Św. Wacława, przy sierocińcu działał szpital, kaplica, chór, orkiestra dęta, teatrzyk amatorski, biblioteka, drużyna harcerska. Środki zdobywał ze składek ludzi z Polski, z USA.


Wzorcowa zagroda wiejska podczas wystawy w Liskowie "Praca i kultura wsi" 1937 / 
Kurjer Warszawski. Tydzień w ilustracjach z 1937 roku, z moich zbiorów.

Powstały placówki ekonomiczne: sklep spółdzielczy, gdzie rolnicy mogli sprzedawać swoje płody, z którego rozwinęła później swoja działalność Spółdzielnia Rolniczo-Handlowa, Dom Ludowy, Kasa Stefczyka, Kółko Rolnicze, Straż Pożarna, Polska Macierz Szkolna, Ognisko Matki i Dziecka, Ośrodek Zdrowia, Związek Rezerwistów, Bractwo Trzeźwości, Związek Strzelecki, Szpital, gabinet dentystyczny, mleczarnia. Lisków został skanalizowany i zwodociągowany.


Sierociniec w Liskowie/Kurjer Warszawski. Tydzień w ilustracjach z 1937 roku, z moich zbiorów.

Lisków stał się wsią wzorcową. Tutaj bardzo obszerny artykuł o księdzu i jego osiągnięciach.
Z zacofanej wsi stal się wyjątkową wsią w Polsce międzywojennej. Ksiądz Bliziński doszedł tez do stanowisk państwowych. Jako poseł (1919–1922) i senator (1938–1939) mógł jeszcze więcej dokonać dla swoich parafian. Był osobą bardzo wpływowa. Był w Prezydium Organizacji Wiejskiej Obozu Zjednoczenia Narodowego, a potem w Radzie Głównej OZON-u.
Posiadam gazetę, która dokumentuje wystawę "Praca i kultura wsi" w 1937 roku zorganizowaną przez księdza Blizińskiego pod protektoratem premiera RP generała Felicjana Sławoj-Składkowskiego. Poniżej prezentuję skan z gazety Kurjer Warszawski. Tydzień w ilustracjach z 1937 roku, z moich zbiorów.

Ks.prałat Wacław Bliziński /Kurjer Warszawski. Tydzień w ilustracjach z 1937 roku, z moich zbiorów.

W  Liskowie bywali tez hierarchowie kościelni. Ks. Prymas Kardynał  August Hlond powiedział w 1935 roku o księdzu "cechą dobrego wodza jest umiejętność dobrania ludzi."
Jednym z tych ludzi był właśnie Zygmunt Gadzinowski (17.02.1909-26.10.1941), szwagier mojego dziadka Mariana Wiewiórkowskiego, mąż jego siostry Heleny oraz cała rodzina Wiewiórkowskich na czele z ojcem rodu Stanisławem.

Stanisław Wiewiórkowski w jasnym garniturze siedzi za ks. Kwiatkowskim.
Na zdjęciu są jeszcze synowie Stanisława: Jan i Stanisław.

Zygmunt Gadzinowski (17.02.1909-26.10.1941)
sekretarz gminy Lisków

Z.Gadzinowski drugi od prawej. Z kolegami ze studiów. Warszawa. Studium Administracji
Komunalnej przy Wolnej Wszechnicy Polskiej w Warszawie.

Z.Gadzinowski stoi pierwszy od prawej. Z kolegami ze studiów. Warszawa.
 
program studiów

Zygmunt Gadzinowski był sekretarzem Urzędu Gminy w Liskowie do 1939 roku.

Inteligencja Liskowa wraz z księdzem Blizińskim znalazła się na liście Polaków przeznaczonych do eksterminacji. Zygmunt Gadzinowski został aresztowany 15.04.1940 roku przez gestapo i osadzony w Mauthausen-Gusen. Zamordowany 29.10.20141 w wieku 32 lat. 
Zygmunt Gadzinowski był wybitnym patriotą, niestety zapłacili za to wysoką cenę. Działania księdza i otaczających go współpracowników, rozmach, wizyty prezydenta, zbiórka na obronność kraju, zwróciły uwagę lokalnych folksdojczów, którzy donosili do lokalnej żandarmerii.
Na liście Polaków przeznaczonych do aresztowania Niemcy tak napisali o Nim:
Jest wiodącą postacią w Schondorf/Liskowie. Jego podburzające przemówienia przeciwko niemieckiej państwowości pozostaną długo we wspomnieniach wszystkich. Jego zachowanie nie daje podstaw do przypuszczeń, że się zmieni. Ma wielki wpływ miedzy tutejszymi Polakami i nie wykorzysta ich na korzyść władz niemieckich."
Na tej samej liście znalazł się mój dziadek Marian Wiewiórkowski, mój pradziadek Bolesław Szaliński oraz stryjeczny brat dziadka Aleksander Wiewiórkowski z Opatówka.
Cała rodzina Wiewiórkowskich aktywnie działała w organizacjach społecznych i kulturalnych, organizowała akcje na rzecz wzmocnienia obronności kraju. Dlatego padła ofiarą pierwszej fali niemieckiej inwazji. Byli odważni, ale nie zdawali sobie sprawy z niebezpieczeństwa, z tego że wojenna machina już się rozpędziła.

Lista Polaków z Opatówka przeznaczonych do aresztowania przez gestapo

Niemcy sporządzili listę osób, które należy aresztować, tzw. listę proskrypcyjną. Więcej tutaj: 
Listy proskrypcyjne dla okręgu Kalisza. Intelligenzaktion. Liste der Polenführer und der polnischen Intelligenz
Ksiądz Bliziński również znalazł się na tej liście.  Został ostrzeżony i opuścił wiernych oraz Lisków.  Ukrywał się w Warszawie, Chotomowie, a później w Częstochowie, gdzie zmarł 17.10.1947. 

Zygmunt Gadzinowski zginął zamęczony przez Niemców w Mauthausen 26 października 1941. Krótko potem zmarła Helena. Jej serce nie wytrzymało. Dzieci Gadzinowskich Teresa i Leszek zostali sierotami. matce.
28 lipca 1941 Zygmunt Gadzinowskim tak pisał z obozu w dalekich zimnych Alpach do swojej żony:
" Kochana Heleno i dzieci! Twój ostatni list i pieniądze w wysokości 30 marek otrzymałem, za co serdecznie dziękuję. Jak idzie sklep i i jak uczą się dzieci? Powodzi mi się dobrze, jestem zdrowy, czego i od Was oczekuję. Pozdrawiam i całuję was wszystkich  Zygmunt"
Poniżej oryginalny list, skreślony ręką blokowego pisarza. Więźniom nie wolno było pisać samodzielnie, a treść była narzucona i cenzurowana.
 




Po wojnie Zosia Wiewiórkowska, młodsza siostra Heleny pojechała do Liskowa do domu opuszczonego przez Hele i Zygmunta Gadzinowskich w poszukiwaniu pozostawionych przez nich rzeczy, argumentując ze dzieci zostały sierotami i odzyskała od sąsiadów komplet mebli. I tak rodzina na zawsze pożegnała się z Liskowem.
"Przez kolejne lata władze komunistyczne nie popierały działań kościoła ani z nim nie współpracowały. Wiele instytucji zlikwidowano, ale zasadnicze elementy "dzieła jednego życia" przetrwały" - Dzieło jednego życia Ks. prałat Wacław Bliziński, autor ks. S. Kęszka


Lisków dzisiaj. Tablica na każdej budowli przypomina o działalności księdza.





dawne seminarium nauczycielskie, szkoła żeńska, dzisiaj przedszkole

urokliwy domek naprzeciw kościoła

dawna plebania
w tym budynku Urzędu Gminy pracował i mieszkał Zygmunt Gadzinowski
Zacytuję K.Wittelsa autora artykułu  "Być jak ks Wacław Bliziński":

Ks. Wacław dochował się współpracowników, którzy mogli rozwijać jego dzieło. A jednak II wojna światowa i PRL dzieło to całkowicie zniszczyły. W niemieckich obozach zginęła większość współpracowników, zniszczeniu uległa część liskowskich przedsięwzięć. Niemcy zlikwidowali bank spółdzielczy, zniszczyli sierociniec. Pozostawili jedynie to, co przynosiło im realne korzyści: gospodarstwo rolne przy sierocińcu, mleczarnię i spółdzielnię handlową.
Od 1948 roku komunistyczne władze zaczęły niszczyć liskowską spółdzielczość, przejmując aktywa miejscowych przedsiębiorstw i na dziesięciolecia wymazując liskowskie idee z ludzkiej pamięci. Powstały nowe spółdzielnie: Gminna Spółdzielnia „Samopomoc Chłopska” oraz Spółdzielnia Kółek Rolniczych, ich działalność jednak nie była już oparta na ideach księdza-społecznika. Pomysły zwrotu w stronę przedsiębiorczości spółdzielczej powracały w Liskowie w okresach odwilży – w 1956 r. oraz na początku lat 80.

 – Nie było próby reaktywacji spółdzielni przedwojennych, m.in. dlatego, że nie było komu tego robić – mówi Stefan Ferenc, pasjonat historii Liskowa. – Wielu ludzi zginęło, a pozostali to często była ludność napływowa, która osiedliła się tu po 1945 roku. To nie byli liskowianie, zwłaszcza nie było ich we władzach gminy. Przeszłość Liskowa nie była znana i była tabu.

Poniżej strona z księgi Dachau, nazwiska zarejestrowanych przybyłych więźniów z Liskowa: numer obozowy 6059- Antoni Szewczyk / księgowy, numer obozowy 6058- Roman Szewczyk/kupiec


Strona z księgi Dachau, strona z księgi Dachau, nazwiska zarejestrowanych przybyłych więźniów z Liskowa: numer obozowy 6059- Antoni Szewczyk / księgowy, numer obozowy 6058- Roman Szewczyk/kupiec

I powiększony fragment księgi


Księga Dachau - aresztowani przez gestapo mieszkańcy Liskowa 1940, nazwiska zarejestrowanych przybyłych więźniów z Liskowa: numer obozowy 6059- Antoni Szewczyk / księgowy, numer obozowy 6058- Roman Szewczyk/kupiec

[1] Archiwum Państwowe Oddział w Kaliszu, Zespół Starostwo Powiatowe w Kaliszu, Związek Strzelecki, Sygn. 11/3/0/13/595.

autor: Dominika Pawlikowska

Podobne posty



Jan Wiewiórkowski, żołnierz Armii Poznań

Poczta polska, telegraf, telefon. Opatówek.

A było to tak. Konrad Wuensche.

Matka Niobe. Leokadia Wiewiórkowska.

Listy proskrypcyjne. Aresztowania w Opatówku 1940

Gimnazjum imienia Anny Jagiellonki w Kaliszu









Księga pamięci Memorial Book for the Dead of the Mauthausen Concentration Camp and its Subcamps. Marian Wiewiórkowski

Autor: Dominka Pawlikowska

Dzisiaj dostałam prezent, jakiego się nie spodziewałam. Czekała na mnie przesyłka na poczcie, po otwarciu której, doznałam wielkiego wzruszenia.
Zawierała książkę, do powstania której, dorzuciłam swój mały kamyczek.
Pewnego dnia powzięłam myśl, aby jechać zapalić znicz na miejscu kaźni mojego dziadka do obozu w Mathausen-Gusen na terenie Austrii. Napisałam do klubu http://www.mauthausen-gusen-klub.waw.pl/, ponieważ dowiedziałam się, ze organizują pielgrzymki do obozu w rocznicę wyzwolenia. Niestety miejsc nie było, ale na stronie dowiedziałam się o ciekawej inicjatywie, że powstaje księga-memoriał z biogramami zamordowanych więźniów obozu.
Ponieważ miałam wszystkie dokumenty obozowe dziadka, jego listy z obozu postanowiłam skreślić o nim kilka słów.
Pomyślałam, ze to interesująca inicjatywa, ponieważ pokazuje, ilu pięknych, szczęśliwych, kochanych, wykształconych młodych ludzi  stało się ofiarami niemieckiego terroru, wśród nich mój dziadek Marian Wiewiórkowski.
Napisany przeze mnie biogram dziadka znalazł się w tej książce.
SS-mani nadzorujący budowę  obozu w Gusen nazywali go "Vernichtungslager fur die polnische Intelligenz" - obóz zagłady dla polskiej inteligencji. Tu zdjęcia. Kliknij.

Ta księga jest dla mnie bardzo ważna, bo póki my pamiętamy - oni żyją.
Nigdy się z tą strata nie pogodziłam.

Historia mojego dziadka Mariana Wiewiórkowskiego, mojego autorstwa




Marian Wiewiórkowski urodził się 07.08.1910 w Opatówku (Spatenfelde), aresztowany 15.04.1940 roku, zginął 06.04.1941 r. w Gusen)
Od 1937 r. dziadek był naczelnikiem poczty w Opatówku koło Kalisza.
Więziony w Opatówku i Kaliszu, przewieziony do obozu koncentracyjnego w Dachau, a następnie do Gusen. Razem z nim w aresztowano i więziono jego stryjecznego brata Aleksandra Wiewiórkowskiego oraz szwagra Zygmunta Gadzinowskiego.
Dziadek wierzył w siłę polskiej armii, podpisane sojusze i wczesne zakończenie wojny.
Kiedy pierwsze oddziały hitlerowskie dotarły do Opatówka 4 września 1939 roku, Niemcy byli już doskonale przygotowani do przejęcia administracji, od wielu tygodni osoby niemieckiego pochodzenia przechodziły odpowiednie przeszkolenia... przygotowano także listę Polaków, którzy mieli zostać natychmiast aresztowani, ponieważ ich świadomość, wiedza, wykształcenie czy intelekt zagrażały, w mniemaniu okupanta, skutecznej germanizacji.
Kiedy Niemcy o świcie zaczęli dobijać się do drzwi babcia prosiła dziadka, aby ratował życie, próbował ucieczki... Na świecie była już mała córeczka Beatka a drugie dziecko miało niebawem przyjść na świat. Ale dziadek nie chciał słyszeć o ucieczce...
Był wrzesień 1939 roku. Dziadka uwięziono na krótki czas wraz z innymi aresztowanymi w wyniku tej skoordynowanej akcji w Hali Targowej w Kaliszu (dzisiejsza Galeria Tęcza), następnie 19 kwietnia 1940 tzw, "transportem łódzkim" wraz z setkami innych aresztowanych zarejestrowano go w obozie Dachau, otrzymał numer 6098.

" Niektórzy mieszkańcy Opatówka narodowości niemieckiej wyjeżdżali, między innymi do Łodzi, na szkolenia organizacji antypolskich i we wrześniu 1939 r. byli przygotowani do organizowania administracji niemieckiej na okupowanych terenach. Sporządzano listy Polaków "szczególnie niebezpiecznych" dla III Rzeszy. Znaleźli się na nich głównie działacze społeczni i kulturalni oraz uczniowie gimnazjów i studenci, określani często jako "fanatyczni Polacy". Na takiej liście znaleźli się także Opatowianie " cyt. za: Biblioteka w Opatówku.

Niemcy przygotowali listę osob do aresztowania, listę "wrogów Rzeszy", tzw. listę proskrypcyjną. Adnotacja o moim dziadku brzmiała:
    ”Marian Wiewiórkowski – urzędnik - Choć politycznie nie jest aktywny, był członkiem ówczesnej partii rządowej. Przez swój udział w tajnych zebraniach polskiej ludności musi być uznany za politycznie podejrzanego i niebezpiecznego”. Takie zebrania faktycznie się odbywały.
Z obozu w Dachau Marian Wiewiórkowski został przewieziony do Gusen i otrzymał numer 4769. Listy babci adresowane są „Marian Wiewiórkowski: Block 15, Stube A oraz Block 8 , Stube B”
Dziadek napisał tylko kilka listów z obozu w Mauthausen, babcia przechowywała wszystkie jak relikwie...
28 lipca1940 dziadek napisał z obozu Mauthausen/Gusen: "Moja kochana Mario...list z 20.VI otrzymałem. Cieszę się, że jesteś z Olesią[1] i Beatą…Tak chciałbym zobaczyć najmłodszą córeczkę"
List z 22 września 1940 r. z bloku XV: "Choruję trochę. Listów nie piszę i nie będę pisał. Czy mamie..." List zwraca uwagę obciętym dolnym fragmentem. Prawdopodobnie został ocenzurowany a niedozwolona informacja została wycięta.
I ostatni list z Gusen z 30 marca 1941 r. " Kochana żono i matko! List i pieniądze otrzymałem. Powodzi mi się dobrze. Z okazji Wielkiej Nocy przesyłam Wam najlepsze życzenia. Pozdrawiam Was serdecznie. Wasz Marian."

List wysłany przez babcię w kwietniu 1941 r. nie zastał go już wśród żywych. List od babci został odesłany. Babcia pisała:

"Kochany Marianie, Twój list z 25 marca otrzymałam…Nie martw się i nie myśl źle. Dajemy sobie radę i tylko Ciebie nam brakuje. Jesteśmy wszyscy zdrowi. Nie wyobrażasz sobie, jak duże są nasze córeczki. Beatka ciągle mówi o Tobie. Mówi już Ojcze Nasz i prosi o zdrowie dla tatusia, jej i dla Olesi. Mówi także, że kocha tatusia bardzo. Jest troszkę niegrzeczna i potrzebuje ręki ojca. Przesyłamy Ci pieniądze, może potrzebujesz więcej. Beatka każe napisać, że przesyła mocnego całusa. Życzymy Ci zdrowych Świąt Wielkanocnych, pozdrawiamy serdecznie i całujemy - Twoja Marysia z dziećmi i cała rodziną".

Brat dziadka, Aleksander Wiewiórkowski przeżył obóz, był przed wojną rzeźnikiem, więc w obozie skierowano go do pracy przy żywności. Z jego opowiadań wiemy, że dziadek już chorował.
Mimo to ciągle był gnany do pracy Znalazł kawałek papierowego worka. Włożył go sobie za pazuchę… ale odkryli to jego nadzorcy i wymierzyli mu sroga karę. Był maltretowany, bity… skonał na skutek pobicia.
Moja mama nigdy nie poznała swojego ojca.
Ja znam go tylko z opowiadań babci. Zapamiętałam słowa, które dziadek powiedział do babci krótko przed aresztowaniem: „Marysiu, gdybym wiedział, że będziemy tacy szczęśliwi, to szybciej poprosiłbym Cie o rękę…” 

Niestety to szczęście trwało tylko dwa lata… do wybuchu wojny. Babcia także żartowała, że przez dwa lata udało im się mieć dwoje dzieci, więc ten szczęśliwy okres wykorzystała do końca.
Dziadek był pięknym, przystojnym mężczyzną. Kochał życie, wędrówki po górach…


Opracowała
Dominika Pawlikowska (wnuczka Mariana Wiewiórkowskiego)


[1] Chodzi o moją mamę Aleksandrę Adamczyk de domo Wiewiórkowską.



Memorial Book for the Dead of the Mauthausen Concentration Camp and its Subcamps

The project is implemented by "Verein für Gedenken und Geschichtsforschung in österreichischen KZ-Gedenkstätten
Pamięci pomordowanych w obozie Mauthausen-Gusen


A minimum of 90,000 prisoners were murdered between August 1938 and May 1945 in the Mauthausen Concentration Camp or one of its subcamps

The edition’s companion volume consists of a scientific commentary and a segment of biographies.

A oto treść tej historii w języku angielskim, niemieckim.

Marian Wiewiórkowski 1910 - 1941

Born 7.8.1910 in Opatówek
Died 6.4.1941 in Gusen

Biography

From 1937 my grandfather was the postmaster in Opatówek near Kalisz.
He was imprisoned in Opatówek and in Kalisz, then deported to the Dachau concentration camp and subsequently to the Gusen concentration camp. His brother Aleksander Wiewiórkowski and brother-in-law Zygmunt Gadzinowski were arrested and deported with him.
My grandfather believed in the strength of the Polish army, the alliances that Poland had entered into and an early end to the war.
When the Germans knocked on the door at daybreak, my grandmother asked my grandfather to save himself; he therefore briefly considered attempting to flee... They already had a little daughter, Beate, and a second child was due to be born soon. But my grandfather would not hear a word about escape. It was September 1939... My grandfather was detained for a short period in Szczypiorno and was then registered on 19 April in Dachau, where he was given prisoner number 6098.
When the first Nazi troops reached Opatówek on 4 September 1939, the Germans were already well prepared to take over the administration. For several months people of German origin had been receiving suitable training... They also drew up a list of the Poles who were to be arrested immediately because their attitude, knowledge, education or intellect endangered the Germanisation process in the eyes of the occupiers.
‘Some inhabitants of Opatówek who were of German nationality went to places including Łódź for anti-Polish training, and in September 1939 they were ready to take over the German administration in the occupied regions. A list of Poles who were ‘especially dangerous’ for the Third Reich was drawn up. Most of the entries in it were activists in social and cultural life and grammar school and university students, who were often described as ‘fanatical Poles’. The list included inhabitants of Opatówek.’ (Quoted in the ‘Library in Opatówek’.)
The list of people to be arrested is taken from the book W kręgu miasteczka Róży Wiatrów-Opatówek wczoraj i dzis (The area surrounding Róża Wiatrów-Opatówek yesterday and today) by J. Miluśka-Stasiak. The note concerning my grandfather is as follows: ‘Marian Wiewiórkowski – civil servant – although not politically active, he was a member of the then governing party. Because of his attendance at secret meetings of the Polish population he must be classified as politically suspicious and dangerous.’ Such meetings did indeed take place.
From Dachau, Marian Wiewiórkowski was transported to Gusen and there given the prisoner number 4769. My grandmother’s letters were addressed to Marian Wiewiórkowski, Block 15, Room A and Block 8, Room B. My grandfather only wrote a few letters from the Mauthausen concentration camp, and my grandmother kept them all to remember him by...
On 28 July 1940 my grandfather wrote from Mauthausen/Gusen: ‘My beloved Maria... I received your letter of 20 June. I’m happy that you’re with Olesia[1] and Beata... I would so love to see our youngest daughter.’
Letter of 22 September 1940 from Block 15: ‘I’m a little ill. I can’t write any letters and won’t write. Is your mother...’ The letter was cut off at the bottom. It was presumably censored and the prohibited information was cut away.
And his last letter from Gusen dated 30 March 1941: ‘Beloved wife and mother! I received your letter and money. I’m doing well. I’m sending you my best wishes for Easter. I give you my warmest regards. Your Marian.’
The letter that my grandmother sent him in April 1941 never reached him. My grandmother’s letter was returned to her. My grandmother wrote:
‘Dear Marian, I received your letter of 25 March... Don’t worry. We’re all doing well, except that we miss you. We’re all healthy. You can’t imagine how big our daughters are. Beatka speaks of nothing but you. She can already say the Lord’s Prayer and prays for your health, Olesia’s and her own. She also says that she loves her father very much. She is a little disobedient and needs her father. We’re sending you money; perhaps you need some more. Beatka asks us to write that she’s sending you a big kiss. We wish you a healthy Easter, warmest regards and kisses – your Marysia with the children and the whole family.’
My grandfather’s brother, Aleksander Wiewiórkowski, survived the camp. He had been a butcher before the war and was therefore assigned to work with food in the camp. From his accounts we know that our grandfather had been assigned to work, despite being sick. He found a piece of a paper bag. He hid it down his front... But his superior discovered this and imposed a heavy punishment. He was abused, beaten... He died as a result of these blows.
My mother never met her father. I only know him from my grandmother’s stories. I remember the words that my grandfather told my grandmother shortly before his arrest: ‘Marysia, If I’d known that we’d be so happy I’d have proposed to you sooner...’ Unfortunately this happiness only lasted two years – until the outbreak of war. My grandmother used to joke that they had managed to have two children in two years, so they had taken full advantage of this happy time.
My grandfather was a handsome, good-looking man. He loved life, walking in the mountains...
Dominika Pawlikowska

Translation into English: Joanna White

[1] This refers to my mother, Aleksandra Adamczyk née Wiewiórkowski.




W języku niemieckim:

Ab 1937 war mein Großvater Leiter der Post in Opatówek nahe Kalisz gewesen.
Er war in Opatówek und in Kalisz eingesperrt und wurde ins Konzentrationslager Dachau und danach ins KZ Gusen deportiert. Gemeinsam mit ihm wurden sein Bruder Aleksander Wiewiórkowski sowie sein Schwager Zygmunt Gadzinowski verhaftet und deportiert.
Mein Großvater glaubte an die Kraft der polnischen Armee, die unterzeichneten Allianzen und das frühe Ende des Krieges.
Als die Deutschen in der Morgendämmerung an die Tür klopften, bat meine Großmutter meinen Großvater sein Leben zu retten, deshalb überlegte er kurz zu fliehen ... Ihre kleine Tochter Beata war bereits auf der Welt und das zweite Kind sollte in Kürze geboren werden. Aber mein Großvater wollte nichts von Flucht hören. Es war September 1939 ... Mein Großvater war für eine kurze Zeit in Szczypiorno inhaftiert, dann wurde er am 19. April im KZ Dachau registriert, wo er die Häftlingsnummer 6098 bekam.
Als die ersten Nazi-Truppen Opatówek am 4. September 1939 erreichten, waren die Deutschen schon gut darauf vorbereitet, die Verwaltung zu übernehmen. Seit mehreren Wochen erhielten Personen deutscher Herkunft eine entsprechende Ausbildung ... Sie erstellten ebenfalls eine Liste der Polen, die sofort verhaftet werden sollten, weil deren Geisteshaltung, Wissen, Bildung oder Intellekt nach Ansicht der Besatzer die Germanisierung gefährdeten.
„Einige Bewohner von Opatówek deutscher Nationalität sind unter anderem nach Łódź zum antipolnischen Training gefahren, und im September 1939 waren sie bereit, die deutsche Verwaltung in den besetzten Gebieten zu übernehmen. Es wurde eine Liste von für das Dritte Reich ‚besonders gefährlichen‘ Polen aufgesetzt. Auf ihr waren vor allem Aktivisten des sozialen und kulturellen Lebens sowie Gymnasiasten und Studierende angeführt, die oft als ‚fanatische Polen‘ bezeichnet wurden. Auf dieser Liste befanden sich auch Bewohner von Opatówek.“ (Zitiert nach Bibliothek in Opatówek)
Die für die Verhaftung vorbereitete Liste stammt aus dem Buch W kręgu miasteczka Róży Wiatrów-Opatówek wczoraj i dziś (Die Umgebung von Róża Wiatrów-Opatówek gestern und heute) von J. Miluśka-Stasiak. Die Notiz über meinen Großvater lautete folgendermaßen: „Marian Wiewiórkowski – Beamter – obwohl er politisch nicht aktiv ist, war Mitglied der damaligen Regierungspartei. Durch seine Teilnahme an den Geheimtreffen der polnischen Bevölkerung muss er als politisch verdächtig und gefährlich eingestuft werden.“ Solche Treffen fanden tatsächlich statt.
Vom KZ Dachau wurde Marian Wiewiórkowski nach Gusen transportiert und erhielt dort die Häftlingsnummer 4769. Die Briefe meiner Großmutter waren adressiert an Marian Wiewiórkowski, Block 15, Stube A und Block 8, Stube B. Mein Großvater schrieb nur wenige Briefe aus dem KZ Mauthausen, meine Großmutter behielt alle als Andenken …
Am 28. Juli 1940 schrieb mein Großvater aus dem KZ Mauthausen/Gusen: „Meine geliebte Maria ... ich habe den Brief vom 20. Juni bekommen. Ich bin froh, dass du bei Olesia[1] und Beata bist... Ich würde so gerne unsere jüngste Tochter sehen.“
Schreiben vom 22. September 1940 aus dem Block 15: „Ich bin etwas krank. Ich schreibe keine Briefe und werde nicht schreiben. Ist deine Mutter ...“ Der Brief wurde unten abgeschnitten. Höchstwahrscheinlich wurde er zensiert und die verbotenen Informationen wurden weggeschnitten.
Und der letzte Brief aus Gusen vom 30. März 1941 „Geliebte Frau und Mutter! Den Brief und das Geld habe ich bekommen. Es geht mir gut. Zu Ostern sende ich euch meine besten Wünsche. Ich grüße Euch herzlich. Euer Marian.“
Der Brief von meiner Großmutter, den sie im April 1941 abgeschickt hatte, erreichte ihn nicht mehr. Das Schreiben meiner Großmutter wurde an sie zurückgeschickt. Meine Großmutter hatte geschrieben:
„Lieber Marian, ich habe Deinen Brief vom 25. März erhalten ... Mach Dir keine Sorgen. Wir stehen alles durch, nur Du fehlst uns. Wir sind alle gesund. Du kannst Dir nicht vorstellen, wie groß unsere Töchter sind. Beatka spricht nur über Dich. Sie beherrscht bereits das Vaterunser und betet für Deine, Olesias und ihre Gesundheit. Sie sagt auch, dass sie ihren Vater sehr lieb hat. Sie ist ein wenig ungehorsam und braucht ihren Vater. Wir senden Dir Geld, vielleicht brauchst Du mehr. Beatka bittet uns zu schreiben, dass sie Dir einen dicken Kuss schickt. Wir wünschen Dir ein gesundes Osterfest, Herzliche Grüße und Küsse – Deine Marysia mit den Kindern und der ganzen Familie.“
Der Bruder meines Großvaters, Aleksander Wiewiórkowski, überlebte das Lager. Er war vor dem Krieg Metzger, deshalb wurde er im Lager zur Arbeit mit Lebensmitteln zugewiesen. Aus seinen Erzählungen wissen wir, dass unser Großvater trotz einer Erkrankung zur Arbeit eingeteilt worden war. Er fand ein Stück von einer Papiertüte. Er steckte es in seinen Ausschnitt ... Das aber entdeckte sein Vorgesetzter und verhängte eine schwere Strafe. Er wurde misshandelt, geschlagen ... Er starb an den Folgen dieser Schläge.
Meine Mutter lernte ihren Vater niemals kennen. Ich kenne ihn nur aus den Erzählungen meiner Großmutter. Ich erinnere mich an die Worte, die mein Großvater zu meiner Großmutter kurz vor seiner Verhaftung sagte: „Marysia, wenn ich gewusst hätte, dass wir so glücklich sein würden, hätte ich früher um deine Hand angehalten ...“ Leider hat dieses Glück nur zwei Jahre angedauert – bis Kriegsbeginn. Meine Großmutter scherzte, dass es ihnen in zwei Jahren gelungen wäre, zwei Kinder zu haben, sodass sie diese glückliche Zeit zur Gänze ausgenützt hätten.
Mein Großvater war ein schöner, gut aussehender Mann. Er liebte das Leben, das Wandern in den Bergen …
Dominika Pawlikowska
Dominika Pawlikowska ist die Enkelin von Marian Wiewiórkowski.

Aus dem Polnischen von Katharina Czachor


W kamieniołomach Mauthausen i w jego 49 podobozach więziono prawie 200 tys. ludzi, z czego zamordowano ponad połowę z nich: najwięcej Rosjan - 32 tys. i Polaków - 30 tys.

Ciekawy artykuł    SPRYWATYZOWANY OBÓZ ŚMIERCI