Etykiety

czwartek, 9 sierpnia 2018

Rządca dóbr opatóweckich w latach 30 i 40-tych XX w. Szymon Kawala.

autor: Dominika Pawlikowska

W latach trzydziestych ubiegłego wieku majątek ziemski Karola Schlössera i Konrada Wünschego obejmował grunty na terenie Opatówka, Józefowa, Winiar i Brzezin.

Karol Ernest Schlösser (ur. 5 lipca 1832 r. w Ozorkowie, zm. 29 stycznia 1881 r. w Opatówku) pochodził z rodziny przybyłej do Polski z Akwizgranu w 1821 roku. Przemysłowcy niemieccy przybywali licznie do Królestwa Polskiego dzięki inicjatywie wspomagania finansowego idei industrializacji ziem polskich. Uzyskiwali tu od polskiego rządu korzystne kredyty.
Dobra opatóweckie Schlösser nabył na licytacji w 1878 roku za 450 tys. rubli.
W Opatówku  prowadził wzorowe gospodarstwo gospodarstwo rolnicze i hodowlane. Miał własną stadninę koni. We wsi Winiary założył browar w 1877 r.
Siedziba właścicieli majątku - pałac - mieściła się w parku za kościołem.

Dobra opatóweckie Schlösser nabył na licytacji w 1878 roku za 450 tys. rubli. W Opatówku  prowadził wzorowe gospodarstwo gospodarstwo rolnicze i hodowlane. Miał własną stadninę koni. We wsi Winiary założył browar w 1877 r. Siedziba właścicieli majątku - pałac - mieściła się w parku za kościołem.

Właściciel majątku nie gospodarował nim samodzielnie. Do pomocy zatrudniał rządcę. Praca rządcy prestiżem i zarobkami odpowiadała pracy wyższego urzędnika. Okoliczne gospodarstwa ziemiańskie zatrudniały najwyższej klasy fachowców z odpowiednią wiedzą i umiejętnościami, często sprowadzanych z zagranicy. Będąc w posiadaniu hodowli zwierząt: koni, stad kur i kaczek wyjątkowych ras nie mogli sobie pozwolić na niekompetencję pracowników. Była to zbyt duża odpowiedzialność, również materialna.
Maria Eliza Steinhagen w książce "Steinhagenowie. Historia ze smakiem" opisuje zapewnione rządcy uposażenie tak: "(...) W umowie ojciec zapewnił mu pensję miesięczną 550 zł, opal i światło oraz prawo do korzystania z willi sąsiadującej z dworem (...) Ponadto otrzyma W. Pan w stosunku rocznym sumę zł 2400, z których zł 1800 płatne w czterech równych ratach kwartalnych, pozostałe zł 600 po oddaniu bilansu, fachowo uzgodnionego". Rządcą dóbr opatóweckich w latach 30 i 40-tych XX w. był Szymon Kawala.
Opatówek, Kawala
Szymon Kawala/zdjęcie z zasobów p. Krystyny Kawala

Majątek ziemski był właściwie przedsiębiorstwem zatrudniającym kilkadziesiąt osób.  Każdy kawałek ziemi był wykorzystywany zgodnie ze swoimi właściwościami, co powodowało dużą różnorodność produkcji. Aby to ogarnąć, zatrudniano poza niewykwalifikowanymi robotnikami rolnymi do prostych prac, także specjalistów posiadających dużą wiedzę w swojej dziedzinie. Oni nadzorowali poszczególne dziedziny produkcji. Zadaniem właściciela poza dopilnowaniem, było wytyczenie głównych kierunków rozwoju produkcji majątku, zsynchronizowanie całości działań i znalezienie zbytu dla produkowanych towarów. Co jest charakterystyczne dla wszystkich przedsiębiorstw średniej wielkości.

Opatówek, Dominika Pawlikowska
Szymon Kawala, "rządca w Dominją w Opatówku". Akt urodzenia syna Tadeusza, wystawiony przez księdza Adama Marczewskiego

Część zabudowań gospodarczych należących do majątku istnieje do dziś.
Syn Szymona - Jan, był członkiem ruchu oporu w Opatówku i Kaliszu. Jako pracownik administracji wykorzystywał zajmowane stanowisko jako przykrywkę do działalności konspiracyjnej. Pozostała po Nim taka wymowna pamiątka:


Zięć Karola Schlössera, Konrad Wünsche – oficer 7 Pułku Strzelców Konnych Wielkopolskich, mąż pierworodnej córki Zofii (ur. 1907) – zapisał się chlubnie na kartach dziejów niepodległej Polski i rodzinnego Opatówka. Wünsche, podobnie jak wielu wychowanków tego środowiska, nie złożył broni po klęsce wrześniowej. Za członkostwo w organizacjach antyniemieckich i współtworzenie nowych struktur konspiracyjnych został aresztowany przez okupanta i uwięziony w Kaliszu. Tam przeszedł brutalne śledztwo, a następnie przewieziono go do lasu skarszewskiego – miejsca egzekucji.

Po wkroczeniu niemieckiego okupanta do Opatówka i wysiedleniu mojego dziadka Mariana Wiewiórkowskiego Konrad Wünsche udzielił schronienia jemu i rodzinie. Babcia mówiła, że przeżyła wojnę dzięki Wünschemu. Ta historia tutaj: A było to tak. Konrad Wuensche.

W byłym dworze w latach 1945-1951 mieściła się szkoła podstawowa, którą współorganizowała moja babcia Maria Wiewiórkowska:

Opatówek, Dominika Pawlikowska, Konrad Wünsche
Zanim wybudowano nowy budynek szkoły naukę kontynuowano
 w Pałacu dawnego właściciela Opatówka Schlössera.
Kadra nauczycielska. Maria Wiewiórkowska stoi trzecia od prawej.


Opowieści o Szymonie Kawali mogłam wysłuchać i obejrzeć pamiątki  dzięki pani Krystynie Kawala, zasłużonej nauczycielce szkoły w Liskowie, zaprzyjaźnionej z moją rodziną.


poniedziałek, 9 lipca 2018

Magazyny w Opatówku. Ze wspomnień mieszkańców. Stodoły w Opatówku.

 autor: D. Pawlikowska

   Jedną z najstarszych mieszkanek Opatówka jest p. Lucyna Sieradzka (ur. 1925 r.)
Przez wiele lat pracowała w Banku Spółdzielczym. Cieszy się doskonała kondycją i równie doskonałą pamięcią. Odwiedziłam ją z moją chrzestną Teresą Jaśkiewicz, która jest jej dobrą koleżanką.

Śp. Teresa Jaśkiewicz z p. Lucyną Sieradzką (2018. Zdjęcie autorka)

    Wysłuchałam jej interesującej kilkugodzinnej opowieści o przedwojennym Opatówku, którą nagrałam. Obejrzałam stare zdjęcia, pani Lucyna pozwoliła mi na upowszechnianie jej opowieści. 

P.Lucyna Sieradzka, jedna z najstarszych mieszkanek Opatówka

Rozmowa była wielowątkowa. Jednym z ciekawych tematów jest historia tzw. stodół. Stodoły znajdowały się w centrum miasteczka między ulicą Św. Jana i Piaskową i były dla przedwojennej młodzieży Opatówka miejscem spotkań i zabaw. Podczas wojny Niemcy ogrodzili teren, zrobili w nich obóz jeniecki dla 44 jeńców francuskich, 18 jeńców angielskich i 200 radzieckich. Jeńców wykorzystywano do prac budowlanych w miasteczku i budowy magazynów w Borowie, później ślad po nich zaginął. Po 1943 roku w stodołach urządzono magazyny, głównie odzieży dla wojska i niemieckich cywilów. Przechowywali tam ciepłe rzeczy, futra, kożuchy, pościel, swetry. Magazynów pilnowali żołnierze radzieccy gen. Własowa, którzy przeszli na stronę niemiecką. Było ich około 450. Zostali skoszarowani przy magazynie broni w Borowie. Dokładny opis magazynów zachowany we wspomnieniach mieszkańców możemy odnaleźć na stronach internetowych biblioteki w Opatówku.

Pani Sieradzka: "Czasami gospodarze w Opatówku nie mieli stodół przy domu, a mieli gdzieś tam kawałek ziemi, niektórzy gospodarze nie mieli na nie miejsca. Tam jeszcze tory są. Była zrobiona bocznica, tory prowadziły do borowskich lasów. Mówiło się, że na poligon. Terenu pilnowali własowcy, Ukraińcy. Byli to tacy, którzy po zajęciu przez Niemców wschodnich terenów Rosji, wstąpili do niemieckiego wojska. Oni wynosili, kradli, handlowali. Kobiety kupowały materiał, jakby ze spadochronów, bo kilka lat wojny przeminęło i ludzie nie mieli gdzie co kupić. Ten materiał był czymś powleczony, to się zdrapywało i kobiety potem szyły z tego bieliznę pościelową. W Opatówku był jeden sklep i ja tam też pracowałam."
Mieszkańcy próbowali odkupować od Ukraińców niezbędne przedmioty. Jedna z opatowianek umówiona była na taką transakcję. Niestety, zmieniła się nieoczekiwanie warta i strażnik nic o tym nie wiedział. Widząc skradającą się kobietę, strzelił i zabił ją. 
Tych kilka stodół mijałam codziennie maszerując do podstawówki. W latach 80-tych płonęły jedna po drugiej. Podpalacza chyba nigdy nie złapano. Teren został później podzielony na działki budowane.




stodoły w Opatówku

Opatówek, stodoły, dawne magazyny, lata powojenne

Pogrzeb teścia pani Sieradzkiej. Widok na stodoły. 1953r.

Spatenfelde, Opatówek
W latach 80-tych stodoły płonęły jedna po drugiej/ze zbiorów p. Jerzego Antczaka

Opatówek, widok na to samo miejsce obecnie. 2020. Zdjęcie-autorka.

I dalszy ciąg opowieści dotyczący magazynów:
"Magazyny niemieckie były wszędzie. W fabryce, w stodołach, moja siostra pracowała w tych magazynach" stwierdziła w swojej opowieści p. L. Sieradzka.



Podobne posty


Poczta polska, telegraf, telefon. Opatówek.

A było to tak. Konrad Wuensche.

Matka Niobe. Leokadia Wiewiórkowska.

Listy proskrypcyjne. Aresztowania w Opatówku 1940

Rządca dóbr opatóweckich Szymon Kawala





piątek, 15 czerwca 2018

Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Niemieckich Nazistowskich Obozów Koncentracyjnych i Obozów Zagłady

14 czerwca obchodzimy Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Niemieckich Nazistowskich Obozów Koncentracyjnych i Obozów Zagłady.
W czwartek przypadła 78 rocznica  przybycia pierwszego masowego transportu polskich więźniów do KL Auschwitz.
14 czerwca 1940 r. Niemcy skierowali z więzienia w Tarnowie do obozu Auschwitz grupę 728 Polaków. Wśród nich byli żołnierze kampanii wrześniowej, członkowie podziemnych organizacji niepodległościowych, gimnazjaliści i studenci, a także niewielka grupa polskich Żydów. Data ta uznawana jest za początek funkcjonowania obozu.
O tym pierwszym transporcie pisze na swoim blogu dr Adam Cyra "Zginęła nawet połowa":


Zygmunt Wiewiórkowski. 
"(...) Wśród więźniów pierwszego transportu byli m.in. żołnierze Września, członkowie podziemnych organizacji niepodległościowych, gimnazjaliści i studenci. Otrzymali numery od 31. do 758. Numery od 1 do 30 dostali przywiezieni z KL Sachsenhausen do Auschwitz 20 maja 1940 r. niemieccy więźniowie kryminalni, którym powierzono w obozie różne funkcje, m.in. kapo i blokowych."

Wraz z rodzinami ofiar obozów koncentracyjnych, również z Kalisza, postanowiliśmy zapalić znicze pod Ściana Śmierci.


Więźniem Auschwitz był brat mojego dziadka Zygmunt Wiewiórkowski. 



W obchodach rocznicy pierwszego transportu Polaków do Auschwitz, które odbyły się w Oświęcimiu i w Harmężach wzięli udział przedstawiciele władz Rzeczpospolitej Polskiej: premier RP Beata Szydło, parlamentarzyści, przedstawiciele korpusu dyplomatycznego, władz samorządowych, instytucji i stowarzyszeń współorganizujących obchody, dyrekcja i pracownicy Muzeum Auschwitz, a także wszyscy pragnący upamiętnić wydarzenia z 14 czerwca 1940 r.
Obchody rozpoczęły się od złożenia zniczy pod Ścianą Śmierci na dziedzińcu bloku 11 w byłym obozie Auschwitz I oraz wieńców pod tablicą poświęconą pierwszemu transportowi na budynku dawnego Polskiego Monopolu Tytoniowego, nieopodal terenu dzisiejszego Muzeum Auschwitz.

złożenie zniczy pod Ścianą Śmierci na dziedzińcu bloku 11 w byłym obozie Auschwitz I
oraz wieńców pod tablicą poświęconą pierwszemu transportowi na budynku
dawnego Polskiego Monopolu Tytoniowego, nieopodal terenu dzisiejszego Muzeum Auschwitz.


14 czerwca 1940 r. więźniów umieszczono tam na okres kwarantanny, a dziś mieści się tam Państwowa Wyższa Szkoła Zawodowa im. rtm. Witolda Pileckiego.
12:30
Zapalenie zniczy pod Ścianą Śmierci w hołdzie Ofiarom
(były obóz Auschwitz I)
13:00
Zwiedzanie Bloku 11 – Bloku Śmierci
(były obóz Auschwitz I)

Tutaj oraz tu  odnośnik do artykułu mówiący o kontrowersjach wokół tego święta. Warto przeczytać !
Zwiedzanie Bloku 11 – Bloku Śmierci
(były obóz Auschwitz I)
Publikacja związana jest z historią bloku nr 11 i losami więźniów, którzy na jego ścianach,
 drzwiach, parapetach okiennych i belkach stropowych pozostawili napisy i rysunki, 
wykonane niejednokrotnie przed straceniem. Streszczenie tutaj.
Po wystawie swojego autorstwa na piętrze bloku 11 oprowadził nas pan dr Adam Cyra



Auschwitz
Mieczysław Stobierski "Głód"
Auschwitz

Auschwitz

Brzezinka
Brzezinka
Pamiętajmy o ofiarach niemieckich obozów śmierci. Cześć ich pamięci !

Podobne posty

Poczta polska, telegraf, telefon. Opatówek.

A było to tak. Konrad Wuensche.

Matka Niobe. Leokadia Wiewiórkowska.

Listy proskrypcyjne. Aresztowania w Opatówku 1940



POWRÓT DO STRONY GŁÓWNEJ

https://historiawsepii.blogspot.com/





wtorek, 12 czerwca 2018

Przez kamieniołomy i kolczasty drut - Zbigniew Wlazłowski. Gusen.


Wspomnienia Zbigniewa Wlazłowskiego z uwięzienia w "przedsionku piekła" jakim był hitlerowski obóz koncentracyjny Gusen na terenie Austrii zasługują na uważną lekturę.
Komendant obozu SS Hauptsturmfuehrer Seidler twierdził, że wiezień mógł w tym obozie przeżyć tylko 3 miesiące. Mój dziadek, Marian Wiewiórkowski, naczelnik pocztowy z Opatówka,  przebywał w tym piekle prawie rok, do swojej męczeńskiej śmierci 6 kwietnia 1941 roku. 

Zbigniew Wlazłowski, autor wspomnień, przeżył obóz. Pełnił w obozie funkcję sanitariusza, laboranta w przyoobozowym szpitalu.
13 lutego 1941 roku został aresztowany wraz z innymi studentami medycyny i uwięziony na Montelupich. Po krwawych przesłuchaniach został wsadzony do pociągu w stronę Buchenwaldu. W obozie w Buchenwaldzie otrzymał numer 3277. W maju, kolejnym transportem, pojechał do Mauthausen-Gusen. Tak opisuje warunki panujące w austriackim obozie śmierci Gusen:
"Błotnisty, nieduży plac apelowy oraz małe drewniane baraki, stojące rzędami przy wąskich uliczkach, robiły przykre wrażenie. Znalazłem się w nowym krajobrazie. Od północy i wschodu obóz otaczały strome granitowe skały kamieniołomu "Gusen" i "Kastenhofen". Od zachodu sterczało na horyzoncie wzniesienie Pfanning-Berg. Od południa na krańcach rozległej równiny wił się szeroko rozlany Dunaj i widniały zarysy pobliskich Alp. Sam lager o kształcie prostokąta i wymiarach około 360x150 metrów otaczały mury wysokie na 3 metry z pięcioma wieżami obserwacyjnymi. Nad każdą z nich błyskało oko potężnego reflektora. Przed murem rozciągało się ogrodzenie z kolczastego drutu ,naładowane prądem elektrycznym. Brama wyjściowa przechodziła przez budynek komendantury z celami więziennymi , tak zwany Jourahaus, a przed nim znajdował się plac apelowy o wymiarach ok. 150 x 75 metrów. Od strony kamieniołomu przylegał do niego duży drewniany barak, w którym mieściła się kuchnia. Po stronie zachodniej, przy wąskich błotnistych uliczkach stały 32 baraki, rozmieszczone w czterech szeregach, po osiem w każdym."
Więźniowie obozu pracowali przy budowie kolei Gusen-Linz, w kamieniołomach, przy drążeniu tunelów i w zakładach Steyr. Wlazłowski był zaangażowany dzięki swojej funkcji w misternie snutą siatkę ruchu oporu w obozie, polegającego na przeciwstawianiu się zbrodniczym planom i zarządzeniom ss-manów  oraz ratowaniu skazanych na śmierć chorych.

Gusen, obóz koncentracyjny, KL, warunki w Gusen,
Jourhaus w Gusen podczas wojny
 
Jourhaus dzisiaj- prywatna willa

Więźniowie pracujący w kamieniołomach od brzasku do świtu, w słońcu i na mrozie, ubrani jedynie w cienki drelich i otrzymujący jako pożywienie 250 g gliniastego chleba, gotowanego z pokrzyw zielska, w krótkim czasie ginęli z zimna i głodu. Normalnie odżywieni i dobrze wyglądający ludzie w ciągu bardzo krótkiego czasu stawali się tzw. muzułmanami, ludźmi-szklieletami, niezdolnymi do przetrwania ciężkich warunków i nadludzkiej pracy.

Na więźniach wyżywali się często pijani esesmani.  Komendant obozu Chmielewsky, przezywany "Czmij" szczuł swojego psa na pracujących więźniów. Pies zagryzał stawiającego coraz słabszy opór bezbronnego, osłabionego człowieka. Kompani Chmielewskiego śmiali się głośno i szczuli zwierzę.


Autor wspomnień Zbigniew Wlazłowski podał się w obozie za snycerza.  Został wezwany do oberkapo kamieniołomu Kastenhofen-Krutzkyego.
Krutzky był kryminalistą odsiadującym wieloletnie więzienie. Dozorował pracujących w kamieniołomie więźniów. Był też sztubowym bloku 19. Nazywano go "Tygrysem", wymyślał niewyobrażalne tortury dla więźniów, maltretował ich np. przez wkładanie bitemu człowiekowi węża do gardła i wlewanie wody. Krutzky skakał też lezącym, pobitym więźniom na pierś, łamiąc im żebra i uśmiercając poprzez tratowanie.
Po pewnym czasie autor wspomnień, przed wojną student medycyny, został wybrany do pracy w przyobozowym szpitalu. Otrzymał łózko w bloku 29 . W początkowym okresie trwania obozu szpital znajdował się w w bloku 24.W lipcu 1940 roku powiększono izbę chorych o blok 29 i 30.
W połowie 1941 roku sześć bloków oznaczonych numerami 27 do 32 oddzielono od pozostałej części obozu. Wykonywał analizy lekarskie chorym esesmanom oraz badał plwocinę więźniów chorych na gruźlicę, których natychmiast uśmiercano.
Autor opisuje życie obozowe widziane z perspektywy szpitala, nie szczędząc realistycznych obrazów tragicznego losu więźniów. Wymienia nazwiska niemieckich lekarzy pracujących w Gusen, miedzy innymi sadysty Kiesewettera, który ciężko chorych od razu skazywał na śmierć. Wyznaczonych zabijano przy pomocy szprycy. Wielu chorych umierało też po prostu z głodu. Polscy pracownicy szpitaliku dokonywali cudów, żeby ocalić chorych od śmierci. W  oficjalnych historiach chorób wpisywano zmyślone rozpoznania, rokujące szybkie wyleczenie, nieprawdziwe wyniku analiz lekarskich. Kiesewetter , chociaż podejrzewał jakieś machlojki, nie wpadł nigdy na właściwy trop.
W Gusen nie było komór gazowych.  Ponieważ Kiesewetter uznał ze zadawanie śmierci ciężko chorym jest mało efektywne rozkazał podać 70  chorym w bloku 27 cyjanek potasu w kawie.
Stosował tez kąpiele, zabijając za pomocą strug zimnej wody. Z tyłu obozu rozpięto sieć wodociągową, pod nią stawiano więźniów. W ten sposób wymordowano kilkuset.
W czasie jednego z apeli ogłoszono, że najsłabsi zostaną wysłani do sanatorium w Hartheim. Dostaną tam jedzenie i odpoczynek. Wielu więźniów zgłosiło u obozowych pisarzy chęć wyjazdu. Nie posłuchali przestróg nieufnych wobec tej propozycji współwięźniów. W sumie "do sanatorium" wywieziono z Gusen 1132 osoby. Po drodze zostali uduszeni spalinami z rur wydechowych, skierowanych do wnętrza wozów.

plan obozu Gusen
Wlazłowski w swoich wspomnieniach poświęca kilka stron obozowym prominentom. W obozie panowała specyficzna hierarchia.
Na czele obozowej kantyny stał Ernst Hallem. Za przywłaszczone towary skupował od więźniów przemycone kosztowności, złote zęby, wymieniał to na np. wódkę. Otaczał się artystami, śpiewakami, miał swojego masażystę, fryzjera, uważał się za "mecenasa sztuki". Postarał się o instrumenty dla orkiestry obozowej. Słynni więźniowie Gusen jak Faliszewski, Guziński, Jeleński musieli śpiewać dla niego wieczorami. Starszym obozu był Helmut Becker- przestępca kryminalny, zbrodniarz, pijak, psychopata, a pisarzem obozowym Rudol Meixner, o którym autor wypowiada się pozytywnie.
Po Chmielewskym komendantem obozu został Fritz Seidler. Były komendant Auschwitz, sadysta.
Po ucieczce jednego z więźniów /ucieczki należały do rzadkości/, zarządził dwa dni karnych ćwiczeń w obozie. Przy okazji innej ucieczki pijani oprawcy katowali pędzonych wiezniów bykowcami, a później stawiali ich na wielogodzinnych apelach, podczas których maltretowano ludzi na koźle, bijąc bykowcami. Po tym wszystkim zapędzono ich na następny dzień do pracy. Po takim dniu o zmierzchu przyniesiono do obozu 150 trupów.
Przed Jourhausem Franz Ziereis wygłosił przemówienie "więźniowie to ścierwo rzucone na kupę gnoju i żyjące tylko z mej łaski...każdy opór będzie karany śmiercią, a próba ucieczki powieszeniem".

Pod koniec 1942 skończyło się masowe mordowanie więźniów. Rozciągający się front wymagał coraz większej  ilości broni, a co za tym idzie, fabryki - robotników przymusowych.
Zwiększono racje żywnościowe, kapom zakazano bicia. Niestety mój dziadek nie dożył już tej chwili.
Po uruchomieniu fabryk Steyera śmiertelność w obozie zmalała. Przyczyniło się tez do tego pozwolenie na przysyłanie paczek więźniom. Paczki wielu uratowały życie. Dzięki nim można było załatwić lepsza pracę, zdobyć przychylność blokowego czy kapo. Ci, którzy niechętnie płacili daninę byli narażeni na różne nieprzyjemności.
Więźniami Gusen byłą głownie inteligencja. Artyści, naukowcy, nauczyciele, poeci, muzycy, plastycy. Wśród nich poeta Grzegorz Timofiejew, którego książka Człowiek jest nagi stanowi jedną z podstawowych lektur dla chcących poznać życie obozowe w 'przedsionku śmierci', jakim było Gusen.
Z postacią Wacława Gazińskiego - kompozytora, poety, śpiewaka, można się zapoznać na stronie p. Romana Wójcickiego.
Mimo głodu, upodlenia, muzułmaństwa ludzie ciągnęli do sztuki, ujawniały się talenty, na kawałkach papieru po cemencie zapisywano wiersze, jak ten Lubomira Szopińskiego:

"Śniła mi się wioska, mazowieckie nasze piaski, 
a pod gruszą Matka Boska, strojna w swej korony blaski, 
na rozstajnych drogach stała, śniła mi się nasza chatka, 
nad kądzielą pochylona, przędła sobie moja matka, samiuteńka, opuszczona..."

Choć życie w obozie nie sprzyjało twórczości artystycznej, coraz więcej utalentowanych ludzi znajdowało się w obozie. Szopiński skupił wokół siebie podobnych mu artystów i w ten sposób powstał chór, który liczył nawet do 200 osób. Pierwszy występ chóru miał miejsce w 1941 roku w wigilię Bożego Narodzenia. Audytorium stanowili więźniowie a scenerię plac apelowy. Chór dał setki koncertów w różnych blokach. Wielką popularnością cieszył się "Już przebrzmiał grom"
cdn

Gusen, obóz koncentracyjny, KL, Konzentrationslager, Jourhaus, Opatówek
Zbigniew Wlazłowski/ Przez kamieniołomy i kolczasty drut
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie Kraków 1974

Karl Chmielewski od 1940 do 1942 sprawował stanowisko komendanta Gusen I, podobozu Mauthausen. Jako że osobiście mordował i maltretował więźniów na każdym kroku, Chmielewski otrzymał pseudonim „diabła z Gusen”. W 1944 został skazany przez Sąd SS (SS-Gericht) na 15 lat pozbawienia wolności. Umieszczono go najpierw w obozie Sachsenhausen, a następnie w Dachau (między innymi w podobozie Allach, gdzie pełnił funkcję starszego obozu do kwietnia 1945). W 1953 Chmielewski został skazany przez sąd zachodnioniemiecki za morderstwa dokonywane w Gusen na jeden rok więzienia.
Kolejny jego proces odbył się w 1961 przed Sądem w Ansbach. Za dokonanie 282 zabójstw i inne zbrodnie Karl Chmielewski skazany został na dożywotnie pozbawienie wolności. Z więzienia zwolniono go w marcu 1979. Dożył 88 lat i zmarł śmiercią naturalną.

Moja pielgrzymka do KL Gusen wrzesień 2017


Podobne posty

Gdy Opatówek został "Spatenfelde"

Poczta polska, telegraf, telefon. Opatówek.

A było to tak. Konrad Wuensche.

Matka Niobe. Leokadia Wiewiórkowska.

Listy proskrypcyjne. Aresztowania w Opatówku 1940





piątek, 4 maja 2018

Zofia Wiewiórkowska - Walecka.

Zofia Wiewiórkowska -Walecka.
Urodzona w maju 1923 roku w Opatówku.

Najmłodsze dziecko Stanisława i Leokadii Wiewiórkowskich.

Zosia Wiewiórkowska stoi pomiędzy rodzicami Stanisławem i Leokadią. Zdjęcie z ok.1926 roku
Poprosiłam Marię, córkę Zosi, najmłodszej dziewczynki z tego zdjęcia, by opisała losy swojej mamy.

" 20 lat różnicy miedzy Zosią i najstarszym bratem Stasiem, który na tym zdjęciu stoi pierwszy z lewej. Pierwszy z prawej-Marian.
Rozpieszczana w dzieciństwie pamiętała jak mówiła: Zosia jest najmłodsza, Zosi wszystko wolno.
Lata wczesnej młodości, między 16-22 rokiem życia zabrała jej wojna, przerwała naukę w szkole ekonomicznej w Kaliszu.
Uciekała z Opatówka przed Niemcami wozem drabiniastym wraz ze swoimi szwagierkami: Erną, Marią i ich malutkimi dziećmi, ze straszą siostrą Helą. Bracia, ojcowie rodzin,  tj. Stanisław i Marian  w drodze się odłączyli i została sama do powożenia końmi, opieką nad reszta rodziny, a miała tylko 16 lat.
Reszta okupacji przepleciona rodzinnymi tragediami upłynęła na pomocy babci Lodzi w ogarnięciu potrzebujących w rodzinie, opiece nad sierotami po Helenie - Leszkiem i Teresą i podobno czasami Bożeną, córką Zygmunta, który znajdował się w obozie.
Aby uniknąć wywiezienia do Niemiec na roboty, pracowała u Niemca rzeźnika Fajchta.
   Trzej bracia byli już w obozach, więc rodzice robili wszystko, żeby Zosia nie została wywieziona gdzieś w głąb Niemiec. Wykorzystując znajomość z Feichtem, wręczyli mu łapówkę, aby zatrudnił Zosię, lat 15, w swoim sklepie. Niebawem właściciel sklepu pokazał swą prawdziwą twarz i zachował się niegodnie wobec dziewczynki, za co dostał w twarz, a jego okulary spadły na podłogę.
  Do końca wojny musiała się ukrywać. Za uderzenie Niemca trafiało się do obozu. Do końca wojny ukrywała się z grupa przyjaciół na tzw. wądołach przed wywiezieniem na roboty do Niemiec.

Zosia pracowała u pracowała u Niemca rzeźnika Fajchta


       Po wojnie chwilę była nauczycielką w szkole, zrobiła maturę i wyjechała z Opatówka wraz z bratem Zygmuntem na tzw. Ziemie Odzyskane szukać pracy.
Wspominała tez jak po wojnie pojechała do Liskowa do domu opuszczonego przez Hele i Zygmunta Gadzinowskich w poszukiwaniu pozostawionych przez nich rzeczy, argumentując ze dzieci zostały sierotami i wszystko było rozkradzione. Odzyskała od sąsiadów komplet mebli, które sobie "pożyczyli".

Zosia na pierwszym planie


       Wracając do mamy - wyjechali z bratem Zygmuntem Wiewiórkowskim do Żar, była świadkiem na jego ślubie z Renią, tam poznała męża Henryka Waleckiego. Rodzice przeprowadzali się kilka razy, ja urodziłam się w Koninie.
W końcu, mając już troje dzieci, osiedlili się w Wierzbicy k/Radomia, bo tam dostali prace i mieszkanie.
Mama była księgową, a ojciec mechanikiem w nowo powstałej cementowni "Przyjaźń".
Mama zawsze tęskniła za Opatówkiem, zawsze chciała wrócić do Opatówka. Większość wakacji spędzaliśmy u babci Leokadii Wiewiórkowskiej.
Mama chciała być pochowana w Opatówku, ale stało się inaczej.

Zmarła w wieku 64 lat w 1987 roku i pochowana jest w Radomiu."




Posty powiązane

Gdy Opatówek został Spatenfelde

A było to tak...Konrad Wuensche

Listy proskrypcyjne dla okręgu Kalisza




piątek, 13 kwietnia 2018

Karta obozowa Kl Mauthausen. Marian Bartkowiak i "Wielkopolanka". W przededniu rocznicy wyzwolenia obozu KL Mauthausen.

W przededniu rocznicy wyzwolenia obozu Mauthausen Gusen w dniu 5 maja i obchodów rocznicowych warto zapoznać się z relacją o walce więźniów w obronie życia i ludzkiej godności i o bohaterstwie tych, którzy w obliczu śmierci nieśli pomoc i moralne wsparcie współtowarzyszom niedoli organizowali samoobronę przed terrorem i wyniszczeniem w Mauthausen – Gusen.
Bardzo ciekawy dokument zaprezentował p. Roman Wójcicki,  który opracował biografię swojego wujka. Jest to karta obozowa więźnia Mariana Bartkowiaka.

KL, obóz koncentracyjny, Mauthausen Gusen
karta obozowa więźnia Mariana Bartkowiaka Mauthausen Gusen. Häftlings-Personal-Karte des KZ Mauthausen Gusen. Karta obozowa Kl Mauthausen

karta obozowa więźnia Mariana Bartkowiaka Mauthausen Gusen. Häftlings-Personal-Karte des KZ Mauthausen Gusen. Karta obozowa KL Mauthausen
Kopia karty została pozyskana przez p. R.Wójcickiego z archiwum w Oświęcimiu.

KL Mauthausen został założony przez III Rzeszę w 1938 roku, wkrótce po Anschlussie Austrii. Usytuowano go ok. 20 km na wschód od Linzu, w pobliżu miejscowości Mauthausen
W Mauthausen – Gusen więźniowie polscy nie znali początkowo wyrażenia „ruch oporu”.

W potocznej mowie to wszystko, co robili więźniowie, by uratować siebie i swych towarzyszy od zagłady, było nazywane samoobroną. Ta wola walki o życie, w obozach zagłady sprowadzająca się do walki o przetrwanie, przejawiała się w różnorodnych formach. Podejmowali ją więźniowie skazani na biologiczne wyniszczenie za wrogi stosunek do nazistowskiej ideologii lub uznani przez hitlerowskiego okupanta za zagrażających przyszłej „Wielkiej Rzeszy Niemieckiej”.

Działalność ta musiała być prowadzona wbrew reżimowi narzuconemu więźniom, konspiracyjnie i rozważnie, możliwa była tylko dzięki umiejętnemu wykorzystaniu wszystkich słabych stron systemu koncentracyjnego i pozyskaniu jak największej liczby więźniów. Było to bardzo trudne i wiązało się wielkim ryzykiem; stawką było zawsze życie nie tylko organizatorów, ale – w myśl zasady zbiorowej odpowiedzialności stosowanej przez SS – życie grup więźniów lub życie całego obozu.

Jedną z takich działalności prowadzonych na szeroką skalę, jak również najaktywniejszą była „Wielkopolanka” kierowana przez  Mariana BARTKOWIAKA w latach 1940 – 1944, a później przez Leona KOSTENCKIEGO. Przywódca „Wielkopolanki” Marian BARTKOWIAK urodził się w 1900 r. w Powidzu (Kurheim), powstaniec wielkopolski,4 maja 1940 r. został aresztowany w Witkowie przez Gestapoi osadzony w Szczeglinie k/Mogilna Placówka policji państwowej – Obóz Przejściowy (StaatspolizeitelleHohensalzaUbergangslager). 9 maja 1940 r. przetransportowany został do obozu koncentracyjnego KZ Dachau jako więzień polityczny (Sch. P) o numerze obozowym 9068, a w dniu 2 sierpnia 1940 r. przewieziony został do obozu KZ Mauthausen i nadano mu numer obozowy 43229. Był on przez współwięźniów charakteryzowany jako człowiek rozumny, zaradny, z natury optymistycznie patrzący na życie i zarażający tym kolegów niedoli nawet w najtrudniejszym okresie istnienia obozu.

Marian Bartkowiak
Jako rzeźnik z zawodu dostał się do komanda obsługującego kuchnię obozową, a dzięki zdobytemu uznaniu dla jego fachowości przejść do obsługi kuchni SS. Był kucharzem cenionym przez szefów obu kuchni co dało mu znaczną swobodę działania. Wykorzystał ją do zdobywania dodatkowego wyżywienia, przy czym wykazał dużą zapobiegliwość w wygospodarowaniu nadwyżek, zręczność i odwagę w ich przemycaniu do obozu. Organizował całe kotły zupy i ziemniaków, znaczne ilości jarzyn i chleba. Zorganizowana w „Wielkopolance” grupa więźniów przejmowała tą żywność i rozdzielała ją, początkowo tylko pomiędzy wtajemniczonych członków organizacji, później również między najbardziej potrzebujących. Byli nimi z reguły inteligenci, a przede wszystkim nauczyciele i studenci, bo organizator – widząc, jak topnieją w obozie szeregi nauczycieli – dawał często wyraz obawom, że po wojnie„nie będzie miał kto dzieci nasze uczyć”.

Z pomocy „Wielkopolanki” korzystali również lekarze, dziennikarze, poeci, artyści.
Bartkowiak był przedsiębiorczy i pomysłowy. Znajdował zawsze nowe sposoby przemycania żywności, gdy poprzednio stosowane stały się niepewne i groziły zdemaskowaniem – pisało nim jeden z jego podopiecznych.
Gdy organizowanie zupy z kuchni obozowej było utrudnione na skutek kontroli kommandofühera Wilhelma STIGELEGO, znalazł nowe źródło: pokarm dla zwierząt hodowlanych przy obozie. Kuchnia przygotowywała karmę dla owiec i psów, a dwa razy dziennie gotowała też ziemniaki dla królików. BARTKOWIAK z pomocą członków swojej grupy organizował przez długi czas codziennie po cztery wiadra strawy przeznaczonej dla zwierząt i rozdzielał na miejscu pracy między potrzebujących. Były to posiłki o wiele pożywniejsze niż zupa obozowa.
Grupa ta nie ograniczała się tylko do zdobywania żywności i dzielenia jej między potrzebujących „Wielkopolanka” np. organizowała konspiracyjne obchody rocznic powstania wielkopolskiego, przekazywała również aktualne informacje polityczne. Do tej grupy należeli liczni więźniowie z Poznańskiego m.in. Leon KOSTENCKI , Tadeusz GUSTOWSKI, Bogdan OGÓRKIEWICZ byli wśród nich najaktywniejsi.

Dzięki tej akcji przeżyło obóz wielu więźniów. Działalność BARTKOWIAKA była związana z ryzykiem, ale zarówno on, jak i jego pomocnicy przed nim się nie cofali. Bartkowiak był kilkakrotnie obity przez lagerführera i członków komendantury za drobne przewinienia (przechwycono go na wynoszeniu jarzyn), ale organizowanej przez niego akcji nie zdekonspirowano. „Wielkopolanka” istniała od późnej jesieni 1940 r. i nie przerwała swej działalności po przeniesieniu BARTKOWIAKA do kuchni SS – owskiej w Mauthausen w 1944 r.

05 maja na terenie KL odbędą się uroczystości z okazji 73-rocznicy wyzwolenia obozu.
Pod koniec kwietnia 1945, wobec zbliżającego się frontu, część SS-manów opuściła obóz. 5 maja 1945 dokładnie o godzinie 17:00 na teren obozu wkroczyła armia amerykańska.

KL Stutthof i KL Mauthausen były ostatnimi niemieckimi obozami koncentracyjnymi wyzwolonymi podczas drugiej wojny światowej.
W ciągu całej drugiej wojny światowej co czwarty więzień Mauthausen-Gusen i jego podobozów był Polakiem. Ich jedyną winę stanowiło, że mimo represji pozostali wiernymi swojej Ojczyźnie.
Mój dziadek Marian Wiewiórkowski nie dożył niestety wyzwolenia. Został zamęczony 06 kwietnia 1941 roku i pozostał na zawsze w lodowatych kamieniołomach Austrii.

Inne posty powiązane:
Listy z obozu Gusen do żony Marii Wiewiórkowskiej z Opatówka








sobota, 24 marca 2018

Pierwszy dzwonek. Szkoła powszechna w Opatówku.

Z pisma wystosowanego w sierpniu 1945 roku do burmistrzów o wójtów powiatu kaliskiego dowiadujemy się jak przebiegało tworzenie szkół po wojnie. Gminy ponosiły koszt budowy w 50% a budżet państwa w pozostałych 50%.
Ponadto ludność miała opodatkować się na ten cel.
Materiały budowlane na budowę szkoły podstawowej w Opatówku miały zostać pozyskane z rozbiórki budynku poniemieckiego w Borowie.(*dokument 1)

W listopadzie 1946 roku Zarząd Gminy donosi do Starostwa Powiatowego w Kaliszu, że zorganizowany "Tydzień budowy szkół" przyniósł kwotę 19.769,50 zebraną w wyniku ofiarności społeczeństwa (zbiórka prowadzona przez sołtysów oraz dwie zbiórki uliczne: 27 października i 3 listopada 1946).(*dokument 2)

Pierwsze nauczanie ruszyło w budynku dawnej preparandy nauczycielskiej.
Babcia opowiadała mi, że zima była sroga, szyby powybijane, ale w ławkach zasiedli wszyscy, którzy marzyli o nauce czytania i pisania. O kwestii opału wspomina dokument nr. 3 
Mieszkańcy Opatówka ofiarnie zebrali się na utworzenie szkoły, uzyskano sumę ponad 2 tys.(*dokument 4, 5)

Wójt gminy Franciszek Gaweł w piśmie skierowanym do inspektora szkolnego w Kaliszu informuje o wyborze i wydzieleniu parceli na budowę szkoły im.Pierwszego Prezydenta Odrodzonej Rzeczypospolitej Polskiej Bolesława Bieruta, w miejscu dawnego majątku Schlössera i Wuenschego. (*dokument 6)
Miejsce wybrano ze względu na reprezentację oraz bezpieczeństwo dzieci idących do szkoły. 1 grudnia 1951 roku odbyła się uroczystość oddania do użytku budynku szkolnego.

Pawlikowska
1 grudnia 1951 roku odbyła się uroczystość oddania do użytku budynku szkolnego.

Zanim wybudowano nowy budynek szkoły naukę kontynuowano w Pałacu dawnego właściciela Opatówka Schlössera. Dyrektorem szkoły był w latach 1945 – 1969 Jan Jaśkiewicz.

Po 1900 roku na fundamentach pałacyku Zajączka Schloesserowie ufundowali nową rezydencję, zaprojektowaną w oparciu o wzorce rdzennie-niemieckich zabudowań podmiejskich. W stylu norymbersko-tyrolskim
lata 50-te Opatówek
Zanim wybudowano nowy budynek szkoły naukę kontynuowano w Pałacu dawnego właściciela Opatówka Schlössera. Kadra nauczycielska.Maria Wiewiórkowska stoi trzecia od prawej.
Kadra nauczycielska na schodach Pałacu dawnego pałacu Schlössera w Opatówku-powojennej siedziby szkoły powszechnej od 1945-do 1951 roku.


8 maja 1975 roku szczególnie zapisał się w historii szkoły w Opatówku. Tego dnia nadano Zbiorczej Szkole Gminnej imię wielkiego Polaka i sportowca Janusza Kusocińskiego.


Moja babcia Maria Wiewiórkowska otrzymała już w styczniu 1945 roku propozycję podjęcia prac zmierzających do zorganizowania szkoły w Opatówku. Zadanie to podjęła bez większego wahania. Biblioteka w Opatówku zamieściła na swoich stronach informacje o jej pracy na rzecz szkoły.
Maria Wiewiórkowska.


Dokumenty:

Materiały budowlane  miały zostać pozyskane z rozbiórki budynku poniemieckiego w Borowie.(*dokument 1)

Opatówek. "Tydzień budowy szkół" przyniósł kwotę 19.769,50 zebraną w wyniku ofiarności społeczeństwa (zbiórka prowadzona przez sołtysów oraz dwie zbiórki uliczne).(*dokument 2)
zima była sroga, szyby powybijane, ale w ławkach zasiedli wszyscy,
którzy marzyli o nauce czytania i pisania.
O kwestii opału dla szkoły wspomina dokument nr. 3


Mieszkańcy Opatówka ofiarnie zebrali się na utworzenie szkoły.(*dokument 4)

Dokument 5. Protokół zbiórki 3 listopada 1946r.
Wójt gminy Franciszek Gaweł w piśmie skierowanym do inspektora szkolnego
 w Kaliszu informuje o wyborze i wydzieleniu parceli na budowę szkoły


Post powiązany
https://historiawsepii.blogspot.com/2017/10/biogram-mariana-wiewiorkowskiego.html


Podobne posty

Poczta polska, telegraf, telefon. Opatówek.

A było to tak. Konrad Wuensche.

Matka Niobe. Leokadia Wiewiórkowska.

Listy proskrypcyjne. Aresztowania w Opatówku 1940



sobota, 17 lutego 2018

Polityczne oczyszczanie gruntu. Zagłada polskich elit w Wielkopolsce. A.Łuczak

Historia niemiłosiernie wkroczyła do domu moich dziadków Wiewiórkowskich, do Wielkopolski. Hitler tłumaczył Niemcom "że tylko naród, którego warstwy kierownicze zostaną zniszczone, da się zepchnąć do roli niewolników" i wskazał na konieczność masowego wyniszczenia polskiej inteligencji.

Zostaliśmy nazwani Krajem Warty, którego namiestnikiem przez cały okres okupacji był Arthur Greiser. Województwo poznańskie wraz z częścią pomorskiego, łódzkiego i skrawkiem warszawskiego stało się Warthegau na podstawie dekretu Hitlera z 8 października 1939r. Dążeniem Greisera była szybka i pełna germanizacja. Zakładano, że stanie się to w ciągu 10 lat.

'Hitler dążył do politycznego oczyszczenia gruntu, terminu tego użył podczas narady z dowódcami Wehrmachtu 12 września 1939r. Celem miało być całkowite wyniszczenie elementów przywódczych.
W drugim etapie akcji politycznego oczyszczania gruntu, zwłaszcza w kwietniu i maju 1940 do obozów koncentracyjnych deportowano około 5000 osób, z których do końca wojny dożyło zaledwie kilka procent" cyt. z książki Polityczne oczyszczanie gruntu. Zagłada polskich elit w Wielkopolsce (1939-1941). A.Łuczak, A.Pietrowicz

I dalej tamże:" Rozpoczęto rozprawę z polskimi elitami-inteligencją, ziemiaństwem, duchowieństwem, oraz innymi aktywnymi politycznie i społecznie osobami"

Pytałam babcię, czy myśleli o zbliżającym się niebezpieczeństwie. Ale im się to nie mieściło w głowie, brakowało im wyobraźni na to, co za rok stanie się faktem. W 1933 dziadek Marian Wiewiórkowski / biogram tutaj/ miał 23, a w sąsiednich Niemczech już powstawał obóz koncentracyjny w Dachau. Klepsydra czasu jak okrutny strażnik już odmierzała kres młodego życia.
Dziadek uspokajał babcię, twierdząc, w myśl ówczesnej propagandy, że "Jak tylko przyjdą, damy im łupnia". Jednak gestapowcy już dobijali się do drzwi.

Ta książka jest ważna dla rodzin ofiar polityki oczyszczania gruntu, pozwala też zrozumieć rodzinom dlaczego właśnie ich bliscy zostali wybrani na listy proskrypcyjne, aresztowani, zamordowani, zamęczeni. Zostały tu omówione podstawowe założenia polityki okupanta niemieckiego wobec polskich elit w Wielkopolsce oraz metody realizacji tej polityki.
Druga część albumu ukazuje ofiary egzekucji publicznych i tajnych. W trzeciej przedstawiono losy przywódców polskiego społeczeństwa, osadzonych i zamordowanych w Forcie VII w Poznaniu. Kolejną część poświęcono wypędzeniom z domów i wysiedleniom do Generalnego Gubernatorstwa. W ostatniej części ukazano sylwetki osób deportowanych do obozów koncentracyjnych, zwłaszcza ofiary akcji prewencyjnych aresztowań, przeprowadzonych wiosną 1940 r.
Zaprezentowano kilkaset fotografii i archiwaliów, zebranych w wyniku kwerendy w archiwach, muzeach oraz zbiorach prywatnych, wśród których znaleźć można zdjęcia ofiar i egzekucji, niemieckie afisze i dokumenty oraz pamiątki po ofiarach prześladowań. Wiele z nich publikowanych jest po raz pierwszy. Niniejsza publikacja zapoznaje czytelników z ogromem strat, jakie poniosło polskie społeczeństwo w latach 1939–1941.

Agnieszka Łuczak, Aleksandra Pietrowicz, Polityczne oczyszczanie gruntu. Zagłada polskich elit w Wielkopolsce (1939–1941), Poznań 2009, 181 s.