" Świat powinien wiedzieć,
ile nas, Polaków
kosztowało prawo
do swojego miejsca na ziemi "Jan Paweł II
Prababcia Józefa Szalińska, mama mojej babci, babcia Maria, Aleksandra, moja mama i ja. W tej samej kamienicy w Opatówku pod Kaliszem przy Placu Wolności 13 mieszkała jeszcze druga prababcia Leokadia Wiewiórkowska, mama mojego dziadka. Zmarła, gdy byłam bardzo mała i nie zdążyłam jej poznać. Wychowywała osierocone dzieci swojej córki Heleny Teresę i Leszka Gadzinowskich. Później Teresa, wówczas już Jaśkiewicz opiekowała się nią. Teresa Jaśkiewicz była długoletnią nauczycielką szkoły podstawowej i technikum w Opatówku, syn Leszek lekarzem internistą w Stawie i Kaliszu.
Leokadia Wiewiórkowska była matką sześciorga dzieci, w tym mojego dziadka Mariana. Prawie wszystkich mężczyzn w tej rodzinie zabrała II wojna światowa.
Gdy byłam dzieckiem, nie mówiono przy mnie o tych wydarzeniach, o wojnie. Nigdy. Ci ludzie zamilkli na zawsze i byli niemi. Sama stopniowo poznawałam prawdę. Znajdowałam w szufladach sepiowe zdjęcia, pożółkłe listy, teczki z dokumentami, przysłuchiwałam się fragmentom rozmów. Czasami zadawałam bezpośrednie pytania, jednak dorośli niechętnie opowiadali, odpowiadali półsłówkami. Teraz rozumiem, że wspomnienia sprawiały im nieopisany ból.
Dzisiaj wiem, że przepaść oddzielająca rodziny, których bliscy doświadczyli obozów koncentracyjnych, od tych, którym takie doświadczenie zostało oszczędzone, jest nie do przebycia. Nikt bowiem nie jest w stanie wczuć się w to, co oni przeżyli. Ich przeżycia są poza granicami ludzkiego zrozumienia.
A kiedy już poznałam prawdę, zastanowiłam się, jak po tych wszystkich nieszczęściach i zbrodniach popełnionych przez Niemców na mojej rodzinie można było żyć dalej, w tym samym miejscu, patrzeć na zrabowany majątek, zdewastowana kamienicę, odebrany sklep.
Te wydarzenia miały wpływ także na moje życie, stały się moim dziedzictwem. Wpłynęły na wybór mojej drogi życiowej. Postanowiłam uczyć się języka niemieckiego, spróbować zrozumieć, poznać historię rodziny i znaleźć odpowiedz na pytania, na które wcześniej nie znajdowałam odpowiedzi. Po latach studiów, lektur, podróży i zgłębiania historycznego kontekstu tych wydarzeń postanowiłam spisać tę historię.
Moim najbliższym wojna zabrała wszystko. Bliskich, ojców rodzin, dom, szanse, spokój, szczęście, przyszłość, wszystkie materialne dobra, stabilizację.
Prababci Leokadii Wiewiórkowskiej, matki mojego dziadka, nie pamiętam. Zmarła w 1968 roku, gdy miałam dwa lata. Nazywam ją w myślach Matką Niobe. Podczas wojny straciła synów Mariana i Zygmunta, córkę Helenę, zięcia Zygmunta Gadzinowskiego, następnie męża, a kolejny syn Jan przebywał w obozie jenieckim.
Kiedy zaczęłam zbierać i gromadzić informacje na temat historii i genealogii rodziny wstrząsnął mną los Leokadii, pieszczotliwie nazywanej w rodzinie Lodzią i ogrom cierpienia, który spadł na nią i na pozostałe kobiety w rodzinie.
Najstarsze zdjęcie w rodzinnym archiwum datuję na rok 1925. Zdjęcie przedstawia szczęśliwą rodzinę moich protoplastów z Wielkopolski.
![]() |
| Leokadia Wiewiórkowska, ok. 1925 Opatówek, prababcia, nazywana pieszczotliwie Lodzią, wraz z mężem Stanisławem i matką (pierwsza z lewej) siedzi w otoczeniu swoich sześciorga dzieci. |
Akt ślubu Leokadii i Stanisława tutaj.
| Lisków, krótko przed wybuchem II wojny. Stanisław Wiewiórkowski, po jego lewej syn Jan, syn Zygmunt w ostatnim rzędzie pierwszy z lewej |
Pradziadek Stanisław (1883- 1941), mąż Leokadii, podobnie jak jego starszy brat Teodor, był budowniczym, a także kimś w rodzaju rzeczoznawcy budowlanego. Jego podpis widnieje na dokumencie szacującym wartość kamienicy Ordzińskiego w Opatówku. .
Stanisławowi udzieliła się idea zakładania sklepów spółdzielczych forsowana przez księdza Blizińskiego w Liskowie i założył podobny w Opatówku.
Zakładanie sklepów spółdzielczych to była inicjatywa ks.Blizińskiego; miała na celu wyeliminowanie pośrednika, udzielanie wzajemnej pomocy w dostarczaniu mieszkańcom dobrego i taniego towaru, a przez to wzmocnienie rolnika i jego gospodarstwa.
We wrześniu 1939 sklep Leokadii przejęli Niemcy, a na drzwiach zawieszono tabliczkę "Polakom i Żydom wstęp wzbroniony". Wraz z utratą sklepu rodzina utraciła możliwość zaspokajania potrzeb materialnych.
Dom, w którym mieszkali moi pradziadkowie znajdował się przy dzisiejszej ulicy Kaliskiej, przed wojną - Starokaliskiej/, a ściślej u zbiegu Kaliskiej i Św. Jana, na wprost dzisiejszej pasmanterii. Tak opisana jest na stronach biblioteki opatóweckiej:
"Opatowianin", marzec 1992, J.Kowalkiewicz.
SPATENFELDE
Opatówek został nazwany przez okupantów "Spatenfelde". Hitler podzielił jego mieszkańców. Niemcy, którzy mieszkali tuż za ścianą, mili sąsiedzi, okazali się ,,nadludźmi" (Übermenschen) lub ,,narodem panów" (Herrenvolk), Polacy i Żydzi zaś zostali określeni jako ,,podludzie" (Untermenschen) lub niewolnicy.Potocznie mówi się, że ktoś "podpisywał" folkslistę. Jednak aby znaleźć się na folksliście, po niemiecku: DVL czyli ,,Deutsche Volkslistę" zainteresowany musiał złożyć wniosek i przejść postępowanie administracyjne, udowadniając swoje niemieckie pochodzenie oraz ewentualną działalność w organizacjach niemieckich i proniemieckich, teoretycznie wymaganej do przyznania wyższych klasyfikacji.
Wpis na niemiecka listę narodowościową miał charakter dobrowolny, chociaż obywateli różnego rodzaju odezwami wzywano do urzędów ds. niemieckiej volkslisty, w celu pobrania formularza wniosku o wciągnięcie na niemiecką listę narodowościową "O prawdziwości tezy dotyczącej braku przymusu wpisu na niemiecką listę narodowościową, a więc również specjalnego charakteru realizowanej polityki narodowościowej, świadczyć może znaczna liczba wniosków oddalonych, obliczana na około 50 000 osób. Przykładowo, na terenie powiatu kaliskiego, według zachowanych dokumentów kaliskiej komórki DVL, oddalono 992 wnioski" 1/źródło/
Artur Greiser - namiestnik Kraju Warty był przez całą okupację przeciwny wpisywaniu Polaków na niemiecką listę narodowościową. Jego zdaniem, powinny znajdować się na niej jedynie te osoby, które posiadały minimum 50% niemieckiej krwi.
Polacy uważali folksdojczów za zdrajców, kolaborantów.
Do grupy I zaliczano osoby osoby czynnie walczące o niemieckość przed 1939 rokiem; osoby II grupy to osoby uważające się za Niemców; osoby pochodzenia niemieckiego spolonizowane, osoby z małżeństw mieszanych, Ślązacy, Mazurzy i Kaszubi (III grupa). Ich jedyną wadą według władz nazistowskich była częściowa polonizacja. Do tej grupy zaliczono ponadto osoby które zawarły związki małżeńskie z Niemcami lub Niemkami.
Przynależność do I i II grupy oznaczała uzyskanie niemieckiego obywatelstwa i obowiązek służby wojskowej w armii niemieckiej. Zaliczeni do grupy III i IV otrzymywali tymczasową niemiecką przynależność państwową na 10 lat i w ciągu tych 10 lat mieli udowodnić swoje oddanie dla Rzeszy.
![]() |
| Tablica administracyjna dla Opatówka, nazwanego Spatenfelde. Lata 1939-45. Źródło nieznane. |
WOJENNA GEHENNA
Prababcia Leokadia nie spodziewała się, że spokojne życie jej rodziny już wkrótce zmieni koszmar wojny.![]() |
| Helena Wiewiórkowska |
Helenka, Jej najstarsza córka, miała piękne warkocze, poślubiła Zygmunta Gadzinowskiego z Wilamowa pod Uniejowem.
Zamieszkali w pobliskim Liskowie, gdzie Zygmunt był sekretarzem gminy. Na wiosnę 1940 został aresztowany przez gestapo. Zamordowany w obozie Mauthausen/Gusen. Helenka też nie przeżyła wojny.
Z czterech synów Leokadii i Stanisław najstarszy był Stanisław, dostał imię po ojcu. Ożenił się z Erną z Schumannów i odszedł z domu.
Najmłodszy syn Zygmunt ukończył kaliskie liceum Adama Asnyka, zgodnie z rodzinną tradycją. Świetnie grał w szachy i wszystkich ogrywał. Został księgowym. Od września 1937 do lipca 1939 odbywał kurs podchorążych w Poznaniu w Szkole Podchorążych Rezerwy (SPRez.) kształcącej kandydatów na oficerów. Wziął udział w bitwie pod Bzurą i dostał się do niewoli. Zmarł na rękach matki dwa lata po wojnie, przeżywszy Auschwitz i Buchenwald, wycieńczony chorobami obozowymi. Kolejny syn Janek we wrześniu '39 znalazł się w 34 Eskadrze Rozpoznawczej Armii Poznań i już 3 września 1939 został ciężko ranny.
Teresa Jaśkiewicz, córka Heleny, z którą pod koniec jej życia wiele rozmawiałam o naszej rodzinie, zacytowała słowa mieszkańców Opatówka: "Jak u Wiewiórkowskich zaczęto wynosić trumny, to nie było końca"
![]() |
| Synowie Leokadii. Bracia Wiewiórkowscy. W środku mój dziadek. |
W 1941 r. zmarł ojciec rodziny Stanisław, prababcia Lodzia została wdową. Serce Stanisława pękło na skutek wiadomości o śmierci jego ukochanych dzieci.
BRACIA
ZYGMUNT WIEWIÓRKOWSKI (2.06.1917-13.01.1948)
Prawie nic o Nim nie wiedziałam, ale dzięki pozyskaniu obszernej dokumentacji, okazało się, że życie miał ciekawe, tragiczne i ofiarne. Wszystko oddał Polsce.
Po maturze wyjechał do siostry swojej matki do Hajnówki w poszukiwaniu pracy i został zatrudniony w Samorządzie Miejskim.
Od września 1937 do lipca 1939 odbywał kurs podchorążych w Poznaniu w Szkole Podchorążych Rezerwy (SPRez.) kształcącej kandydatów na oficerów.
Na zdjęciu zrobionym w kantynie widzimy uśmiechniętego Zygmunta w otoczeniu wesołej kompanii. Jeszcze nie wiedzieli co za chwilę stanie się ich udziałem.
![]() |
| KURS PODCHORĄŻYCH 14 DYWIZJI PIECHOTY w Poznaniu Zabawa w klubie Piekiełko w sali kasyna oficerskiego. Zygmunt Wiewiórkowski siedzi drugi od prawej |
![]() |
| Skreślona ręką Zygmunta informacja na odwrocie zdjęcia |
Na wojnę 1939 r. pułk wyruszył pod dowództwem ppłk. Stanisława Tomiaka. Po pierwszych bombardowaniach Poznania w nocy 3.IX – 58 pp. wycofuje się po osi Września, Słupca, Ślesin, Kłodawa i 8.IX dociera do Kutna. Bierze udział w dniu 9.IX w forsowaniu Bzury, następnego dnia z powodzeniem walczy o Orłów, Piątek, Balków. W pościgu za nieprzyjacielem w dniach 11 i 12.IX pułk opanował miejscowości: Witów, Pludwiny, Koźle, Sadówka i brał udział w walkach o Mąkolice. Po wycofaniu dywizji w rejon Emilianów – Szwarocin, kiedy w dniu 16.IX czołgi niemieckiej 1 dywizji pancernej atakowały 55 i 57 pp. dowódca 14 DP gen. Fr. Wład na czele 58 pp. próbowała na kierunku Kocierzew, Wicie, Litynek, odpierać atak nieprzyjaciela – bezskutecznie. W czasie organizowania obrony Białej Góry gen. Fr. Wład, został śmiertelnie ranny i po kilku godzinach zmarł. Oddziały 14 DP nie zdołały przejść Bzury pod Witkowicami i dostały się do niewoli. Tylko nieznaczna część przebiła się do Warszawy.
![]() |
| Zygmunt Wiewiórkowski |
Zygmunt dostał się do niewoli. Przebywał od 2.04.1940 roku na terenie obozu jenieckiego Lager Schleswig, w okręgu Nienburg, w miejscowości Heemsen.
![]() |
| od 2.04.1940 roku Lager Schleswig, w okręgu Nienburg, w miejscowości Heemsen. |
![]() |
| z zeznań brata Jana Wiewiórkowskiego odnośnie Zygmunta,w Kuźnicy mieszkała siostra matki Jana -Sowa |
Zostaje zakwalifikowany jak więzień polityczny, wysłany do KL Auschwitz. następnie przewieziony do Buchenwaldu. W Buchenwaldzie zostaje osadzony w dniu 27.04.1944.
Z pociągu przewożącego go do Buchenwaldu wyrzuca gryps, który ktoś dostarcza rodzinie. O grypsie opowiedziała mi córka jego starszego brata Jana Zofia. Wynika z niego, że ma świadomość, że jedzie po śmierć. Wszak już wie, co spotkało jego brata i szwagra w obozie Mauthausen.
![]() |
| Fragment z wyroku sądu 1962 r. |
Z KL Auschwitz został przewieziony do Buchenwaldu, ponieważ na terenie Niemiec potrzebna była siła robocza, a od początku KL Buchenwald był obozem pracy.
Tam została wyprodukowana szacunkowo jedna czwarta broni maszynowej dla niemieckiego wojska. Każdy wiezień musiał przynieść zysk. Więźniowie pracowali również w komandach fabrycznych, m.in. na potrzeby spółek Gustloff z Weimaru oraz Fritz-Sauckel produkujących sprzęt zbrojeniowy, w fabryce Erla-Maschinenwerk GmbH w Lipsku, w fabryce samolotów Junkers w Schönebeck i fabryce Rautal w Wernigerode. W 1945 Buchenwaldowi podlega prawie setka podobozów. W samym tylko grudniu '44 więźniowie wypracowali zysk ponad 3 mln marek.
W KL Buchenwald Zygmunt był przerzucany z jednego komanda pracy do drugiego. Z Arolsen otrzymałam dokładne informacje.
13.06.44 został przydzielony do komanda Leipzig, a 26 lipca do komanda Wansleben.
Informacje o obu komandach znalazłam na stronach IPN:
" ...W listopadzie 1944 r. przy podobozie kobiecym powstał podobóz męski w liczbie ok. 150 więźniów, głownie Polaków. Więźniarki i więźniowie byli zatrudniani w firmie Hugo Schneider Aktiongesellschaft w Leipzig. Pod ten podobóz podlegały dodatkowo mniejsze komanda, a mianowicie komando „Markkleeberg” (kobiecie), 4 km od Leipzig, „Schönau” (kobiece), 2 km na zachód od Leipzig oraz „Thekla” (męskie), 2 km na północ od Leipzig. Podobnie jak więźniowie głównego podobozu, więźniowie z tych komand byli zatrudnieni w zakładach zbrojeniowych na terenie Leipzig: Junkers Aktiongesellschaft , ATG Maschinenbau Gesellschaft i Erla -Werke Leipzig-Thekla. Z zeznań przesłuchanych świadków wynika, iż budynki, gdzie umieszczono więźniów w podobozie Leipzig-Hasag były murowane, dwupiętrowe. Na parterze jednego z nich znajdowała się kuchnia, stołówka, gdzie wydawano posiłki, był rewir chorych i administracja. Na piętrach obu budynków były duże sale na około 200 więźniarek i więźniów każda. Prycze były drewniane z kocami. Teren obozu był otoczony płotem z drutu kolczastego pod napięciem. Więźniowie pracowali przy produkcji amunicji na dwie zmiany po 12 godzin z krótką przerwą na posiłek. Nadzór nad pracą od strony fachowej sprawowali niemieccy cywilni majstrowie. Więźniowie pilnowani byli przez strażników i strażniczki z podobozu. Praca była bardzo ciężka, obliczona na wyniszczenie więźniów. Więźniowie byli głodzeni, przez co słabli w pracy, za co wymierzano im kary w postaci brutalnego bicia przez strażników co było powszechnym i codziennym zjawiskiem. Inną formą szykan były wielogodzinne apele niezależnie od warunków atmosferycznych kosztem czasu przeznaczonego na odpoczynek po pracy."
I również na stronach IPN o komandzie Wansleben: " Obóz Wansleben stanowiący filię obozu koncentracyjnego w Buchenwaldzie, powstał w marcu 1944 r. i jako podobóz KL Buchenwald funkcjonował do 11 kwietnia 1945 r., kiedy to go ewakuowano. Znajdował się kilkanaście kilometrów od miejscowości Halle. Był to obóz dla mężczyzn różnych narodowości, w tym większości Polaków, którzy byli podzieleni na dwa komanda. Jedno pracowało w kopali soli, pod ziemią i przy budowie sztolni, drugie zaś pracowało przy rozbudowie i powiększaniu szybów dawnej kopali potasu, celem jej przystosowania do podziemnej produkcji części do samolotów. Obóz średnio liczył około 2000 więźniów zakwaterowanych w kilku wieloosobowych barakach otoczonych płotem z drutu kolczastego pod strażą. Praca trwała codziennie na dwie zmiany przez ponad 12 godzin. Więźniowie byli źle odżywiani, panowały fatalne warunki sanitarne. Dochodziło do zabójstw więźniów w obozie. Szczególnie duża liczba ofiar była w czasie ewakuacji obozu w kwietniu 1945"
11 kwietnia 1945, niespełna miesiąc przed niemiecką kapitulacją Amerykanie dotarli do KL Buchenwald w Ettersbergu koło Weimaru (Turyngia). Obóz był gigantyczny, pierwotnie 46-hektarowy.
Na ponad 20 tys. więźniów przebywających 16 kwietnia 1945 w obozie było 3800 Polaków, 4380 Rosjan, 1240 Węgrów, 324 Holendrów, 1800 Niemców i inni. Jak podaje raport Głównej Kwatery Alianckiej do departamentu wojny USA była to elita inteligencji i sił kierowniczych Europy, a także elementy demokratyczne oraz niemieccy wrogowie nazizmu i członkowie ich rodzin. 2/Żródło E.Polak "Dziennik buchenwaldzki"
![]() |
| Zygmunt Wiewiórkowski, polski oficer, wiezień Auschwitz i Buchenwaldu nr 48034 |
Czuję się całkiem dobrze. List i dwie paczki nr.1 i nr. 2 otrzymałem. Mają wszystko, czego tutaj koniecznie potrzebuję. Mogę pisać tylko raz w miesiącu, ale wy możecie częściej pisać, ponieważ wszystko, co mnie z wami łączy to są słowa. Od Heli (siostra)w końcu dostałem list. Moje myśli są coraz częściej z wami i mam nadzieję, że przybędę aby was zobaczyć. Pozdrowienia dla dzieci, rodziny, Feli i Gieni ( koleżanki - rówieśniczki Zygmunta, przypisek autorki), cioci Janki i rodziny Budnik. Dzisiaj otrzymałem list z 5 czerwca. W międzyczasie przyjdzie pewnie paczka. Cieszy mnie, że dzieci dobrze się uczą. (dzieci Heleny - siostry, przyp. autorki)
Chciałbym zobaczyć zdjęcia koleżanek. Mam prośbę do Erny ( szwagierka- żona najstarszego brata, Stanisława, Niemka, z jej pomocą pisano listy, ponieważ listy docierające do obozów musiały być w języku niemieckim, inaczej nie przeszłyby przez obozową cenzurę, przypisek autorki)
W Buchenwaldzie Zygmunt został osadzony w bloku 55. Zdjęcie ukazuje uliczkę w obozie, z prawej siedzą uwolnieni jeńcy, z lewej blok 61 a na pierwszym planie z prawej blok 55, za nim blok 56.Cała seria zdjęć z obozu została wykonana po wyzwoleniu w 1945.
![]() |
| W Buchenwaldzie Zygmunt został osadzony w bloku 55. Pierwszy z prawej |
Na bramie obozu wisiał napis: "Jedem das Seine”- Każdemu to, co mu się należy. W KL Buchenwald od 1937 do 1945 przebywało łącznie ok. 250 tys. osób ze wszystkich krajów Europy, liczbę ofiar szacuje się na 56 tys.
Zwiedzający Weimar zwykle podziwiają twórczość Goethego, który mieszkał tam w latach 1775–1832. Miasto było jednym z centrów niemieckiego oświecenia, mieszkały w nim czołowe postacie gatunku literackiego zwanego klasyką weimarską. Az ciarki przechodzą, że w mieście Goethego, usytuowano obóz, w którym zamordowano tylu ludzi. Fundamentalną dla poznania historii KL Buchenwald jest książka Dziennik buchenwaldzki Edmunda Polaka
![]() |
| Tzw."mały obóz". Miejsce pobytu dla tysięcy. |
W domu, w Opatówku została jego matka Leokadia, z braci żył jeszcze tylko Janek i Stanisław. Marian już zginął w KL Mauthausen Gusen, podobnie jak szwagier Zygmunt Gadzinowski. Niedługo zachoruje i osieroci swoje dzieci - Leszka i Teresę siostra Helena. Zmarł ojciec Stanisław Wiewiórkowski.
W domu czekała matka i mała siostra Zosia i dzieci, sieroty po Marianie, a niebawem i po Helenie.
Śmiertelnie chory i wycieńczony chorobami obozowymi wyjechał na ziemie zachodnie, do Żar, poszukując pracy, a po piętach deptała mu UB. Tam poznał swoją żonę. Jednak stan zdrowia ciągle się pogarszał. Zmarł na rękach matki, pielęgnowany przez Nią, w 13.01.1948 roku. Osierocił jedyną córkę Bożenę.
Zygmunt spoczął w rodzinnym grobowcu, na cmentarzu w Opatówku wraz z cała swoją najbliższą rodziną. Z braćmi: Janem Wiewiórkowskim, żołnierzem 34 Eskadry Armii Poznań, Marianem Wiewiórkowskim, naczelnikiem pocztowym w Opatówku, zamordowanym przez Niemców w Mauthausen Gusen w 1941r., siostrą Heleną i jej mężem Zygmuntem Gadzinowskim, przedwojennym sekretarzem gminy Lisków zamordowanym w Mauthausen Gusen w 1941r., bratem Stanisław oraz ze swoimi rodzicami: Stanisławem i Leokadią Wiewiórkowskimi.
![]() |
| Rodzinny grobowiec Wiewiórkowskich w Opatówku |
Na rozkaz generała armii USA, która zajęła Weimar, burmistrz tego miasta zarządził, aby co najmniej 1000 mieszkańców udało się na teren KL Buchenwald, aby zobaczyć co tam się działo. W języku niemieckim przygotowano ulotkę dla zwiedzających. Polecano zwiedzić szczególną uwagę na kozioł do wymierzania kary chłosty i dziedziniec za stosami ciał, na blok nr 46 na kamieniołomy, na "mały obóz". Obóz odwiedziło ok. 2000 tys. mieszkańców Weimaru. Komendantem obozu był Karl Otto Koch.
Jego żona Ilse Koch była główną nadzorczynię obozu kobiecego, której podlegały wszystkie strażniczki ze służb pomocniczych SS. Przez więźniów była nazywana „Suką z Buchenwaldu” lub „Wiedźmą z Buchenwaldu”. Więźniowie zeznawali po wojnie, iż Ilse Koch osobiście wybierała więźniów z „ciekawymi” tatuażami, po czym nakazywała wyrabianie rękawiczek, torebek, opraw książek i abażurów z ludzkiej skóry (z tego względu zyskała także przydomek „Ilsa-Abażur”
O procesie załogi Buchenwaldu można przeczytać tutaj: Proces załogi Buchenwaldu (US vs. Jozjasz, książę Waldecku i Pyrmontu i inni)
JAN WIEWIÓRKOWSKI (1915-1979)
| Jan Wiewiórkowski |
![]() |
| Jan Wiewiórkowski, dyr. ds. handlowych Państwowego Domu Towarowego w Kaliszu |
Jan Wiewiórkowski spoczął na cmentarzu w Opatówku wraz ze swoimi braćmi: Marianem Wiewiórkowskim zamordowanym przez Niemców w Mauthausen Gusen w 1941r., bratem Zygmuntem, zamęczonym w Ąuschwitz, siostrą Heleną i jej mężem Zygmuntem Gadzinowskim zamordowanym w Mauthausen Gusen w 1941r. oraz ze swoimi rodzicami: Stanisławem i Leokadią Wiewiórkowskimi.
MARIAN WIEWIÓRKOWSKI (1910-1941)
To zdjęcie przedstawia klasę mojego dziadka Mariana Wiewiórkowskiego w 1926 roku.
![]() | |
| Szkoła Handlowa w Kaliszu, obecnie liceum Kościuszki |
![]() | |
| Uczniowie Szkoły Handlowej w Kaliszu około roku 1926. |
Programy nauczania podporządkowano potrzebom odradzającej się Polski naznaczonej długim okresem wynaradawiania przez zaborców. Cechą charakterystyczną II Rzeczpospolitej, było ogromne zróżnicowanie poziomu wykształcenia. Spis powszechny z 1921 roku wykazał, że 33 procent ogółu obywateli polskich było analfabetami.
![]() |
| Marian Wiewiórkowski, born in 1910, was a student at the Commerce School in Kalisz around 1926. He is the second from the left in the back row. |
Moi dziadkowie przyszli na świat w II Rzeczypospolitej. Nie trwała długo, bo były to tylko lata 1918–1945.
Istotna była rola i pozycja nauczyciela. Była to ceniona posada. Wykwalifikowany nauczyciel np. gimnazjum otrzymywał pensję w wysokości równej wynagrodzeniu starszego inspektora Policji Państwowej lub pułkownika Wojska Polskiego.
Niestety po wojnie w kwestii nauczycieli sporo się zmieniło. Władze komunistyczne powoli zwalczały pewne przyzwyczajenia Polaków. W czasach PRL większymi przywilejami i uposażeniem cieszyła się klasa robotnicza, to spowodowało pauperyzację zawodu nauczyciela, oświata została podporządkowana do celów politycznych. Osłabiło to bardzo pozycję nauczyciela w społeczeństwie i tak trwa do dzisiaj.
![]() |
| Marian Wiewiórkowski, uczeń Szkoły Handlowej w Kaliszu ok.1926 r. |
Idea sokola, hasła i praca wychowawczo-sportowa przyciągała szerokie rzesze młodzieży polskiej w okresie międzywojennym, budząc też zainteresowanie mojego dziadka.
![]() |
| Członkowie Towarzystwa Gimnastycznego "Sokół" 1930r. |
![]() |
| Mój dziadek ma na tym zdjęciu około 20 lat |
W 1932 roku odbył służbę wojskową w Chełmie Lubelskim.W Chełmie stacjonował 7 Pułk Piechoty Legionów i 2 Pułk Artylerii Ciężkiej.
![]() |
| M.Wiewiórkowski stoi w środku, zasadnicza służba w Chełmie Lubelskim |
Marianowi Wiewiórkowskiemu powierzono funkcję naczelnika poczty w grudniu 1937 roku.
Na zdjęciu poniżej widać jak pięknie prezentowały się przedwojenne mundury pocztowców. Przypominały mundury wojskowe.
![]() |
| pracownicy poczty, Marian Wiewiórkowski siedzi drugi z lewej |
Próbuję wyobrazić sobie nastrój tamtych przedwojennych dni, zbliżającej się wojny, gdy na młodego człowieka spadła tak dużą odpowiedzialność.
W przeddzień jej wybuchu na pewno miał dużo pracy. Świadczy o tym ten krótki komunikat wydany przez Prezydenta miasta Kalisza inż. I.Bujnickiego wydany w dniu 31 sierpnia.1939, który ukazał się w lokalnej gazecie, w Gazecie Kaliskiej R.47, nr 240 (31 sierpnia 1939) Prezydent prosi mieszkańców, żeby korzystali z rozmów telefonicznych tylko w szczególnych przypadkach, ponieważ personel jest przeciążony z powodu nawału pracy. To że zbliża się wojna mieszkańcy wiedzieli już z gazet:
"Rzesza niemiecka prowadzi od szeregu miesięcy agresywną politykę w stosunku do Rzeczypospolitej. Ostatnie działania na terytorium Wolnego Miasta zwrócone przeciw niezaprzeczalnym prawom i interesom Rzeczypospolitej oraz jawne pretensje terytorialne Niemiec wobec państwa polskiego nie pozostawiają wątpliwości, że istnieje zagrożenie Rzeczypospolitej" Gazeta Kaliska, czwartek 31 sierpnia 1939r.
Centrale telefoniczne nie były wówczas elektroniczne lecz ręczne.
Na zdjęciu dziadek przy centrali telefonicznej w Opatówku w mundurze pocztowca.
![]() |
| Syn Leokadii, Marian Wiewiórkowski, mój dziadek, siedzi w środku w otoczeniu współpracowników, poczta Opatówek |
Pytałam babcię dlaczego oni, ludzie wykształceni i światli, mający środki po temu nie wsiedli na statek i nie popłynęli np do Stanów? Babcia Maria odpowiedziała, że dziadek nawet w chwili aresztowania powiedział: Marysiu, ja za parę tygodni wrócę, bo my damy Niemcom łupnia ! Wierzyli propagandzie.
Wiele osób nie było do końca świadomych, że polskie wojsko jest znacznie słabiej uzbrojone niż niemieckie.
Z jednej strony uspokajano ludność komunikatami o podpisanych sojuszach, a z drugiej przybywało szkoleń obrony przeciwlotniczej czy zajęć prowadzonych przez Polski Czerwony Krzyż, z których chętnie korzystano. Jeszcze mocniej niż wcześniej władze RP propagowały ideę „narodu z armią, armii z narodem”, a wyrazem tego była m.in. działalność Funduszu Obrony Narodowej (przyjmowano pieniądze, nieruchomości, kosztowności, a nawet – zboże) czy Funduszu Obrony Morskiej, przeznaczonego na rozbudowę Marynarki Wojennej. Kupowano dodatkowy sprzęt dla wojska. Mieszkańcy Opatówka i cała rodzina Wiewiórkowskich aktywnie uczestniczyła w tych zbiórkach.
Polskie władze odrzuciły także w tym czasie „ofertę” Związku Sowieckiego
w sprawie wejścia jego wojska na teren naszego kraju w przypadku
wybuchu wojny.
Kilka dni później niemiecka policja na Śląsku opieczętowuje polskie
biblioteki i drukarnie, a po 20 sierpnia w wielu miastach Polski
mieszkańcy kopią rowy przeciwlotnicze, by cywile na ulicach mieli gdzie
się chronić w razie nalotu.

"Kopiemy rowy" Gazeta Kaliska 31 sierpnia 1939

Wezwał do tego m.in. prezydent Warszawy Stefan Starzyński. Jak czytamy w relacjach z tego czasu, „do prac stanęli mężczyźni, kobiety i dzieci, ludzie wszystkich stanów i zawodów. Uderzała zwłaszcza olbrzymia ilość kandydatów spośród młodzieży. Wielu stanęło do pracy z własnymi kilofami i łopatami”.
30 sierpnia trzy najcenniejsze okręty Polskiej Marynarki Wojennej ORP „Błyskawica”, „Grom” i „Burza” dostały rozkaz natychmiastowego wyjścia w morze. Odpłynęły do Wielkiej Brytanii. Wojna była tuż tuż.
Sytuacja ludnosci cywilnej. Opatówek 1939.
Ludność polska, zarówno na terytorium związanym z III Rzeszą, jak i w Generalnym Gubernatorstwie znajdowała się w bardzo trudnej sytuacji od pierwszych dni wojny.Polityka okupanta niemieckiego była skierowana przede wszystkim na zniszczenie intelektualnej i wiodącej elity narodu polskiego, a następnie na zniewolenie, maksymalne wyzyskiwanie i germanizację polskiego społeczeństwa. Terror był powszechny. Egzekucje, deportacje, aresztowania, deportacje do obozów koncentracyjnych, naloty uliczne były integralną częścią codziennego życia Polaków w latach wojny. W miastach zarządzono racjonowanie żywności. Racje żywnościowe pokrywały około jednej trzeciej dziennego zapotrzebowania człowieka. Na wsi istniały kontyngenty - stałe obowiązkowe dostawy niektórych ilości wybranych produktów rolnych (z powodu nieprzestrzegania chłopi musieli ponieść ciężkie represje, w tym karę śmierci). Zmniejszenie realnej wartości pieniądza i trudności w znalezieniu zatrudnienia były przyczyną ubóstwa dla większości Polaków i stresu codziennego życia związanego z podażą podstawowych produktów. Najeźdźca ograniczył także dostęp do opieki medycznej.
Od września 1939r. każdemu napotkanemu Niemcowi w uniformie Polak musiał się ukłonić i ustąpić miejsca na chodniku. Uniformy nosiło wielu Niemców, również cywili, istniały rożne uniformy partyjne. Polak, który tego nie uczynił był bity, a czasami więziony.
W sklepach Niemcy mieli pierwszeństwo w obsłudze. Wszyscy Polacy otrzymywali niższe przydziały żywności niż Niemcy, a dokładnie tylko połowę z tego. Jeżeli Niemcowi wg. kartki żywnościowej przysługiwało na tydzień 250 gram masła lub margaryny, to Polakowi wyłącznie 125 gram margaryny.
Racje żywnościowe pokrywały jedynie ok.45 procent dziennego zapotrzebowania człowieka. Polacy nie mogli dokonywać uboju zwierząt, ani nawet posiadać mięsa.
Moja babcia Maria Wiewiórkowska opowiedziała mi, że pewnego razu otrzymała kawałek mięsa dla siebie i dzieci. W tym momencie zapukali żandarmi. Babcia, zachowując przytomność umysłu, wrzuciła płat mięsa do nocnika, na którym posadziła roczną córkę. Modliła się, żeby tylko dziecko nie wstało. Za taką „zbrodnię” Niemcy stawiali pod ścianą. Dla Polaka niebezpieczeństwo czyhało na każdym kroku, do obozu można było trafić z dnia na dzień.
Od 1941 roku Polacy nie mogli otrzymywać butów ani odzieży. Napędzało to rozwój czarnego rynku, co było oczywiście srogo karane.
W Opatówku, w centrum miasteczka znajdowały się stodoły, w których Niemcy urządzili magazyny z odzieżą wysyłaną na front. Mieszkańcy Opatówka czasami handlowali z pilnującymi magazynów żołnierzami tzw. ”własowcami”. Jedna z mieszkanek umówiona była właśnie na taki handel. Niestety zaistniało jakieś nieporozumienie. Słyszałam wersję z dwóch źródeł. Jedno mówi, że w tym czasie zmieniła się warta i pilnujący wartownik uznał skradającą się osobą za osobę usiłującą coś ukraść, a druga wersja mówi, że wartownik nie była sam w tym momencie miał jakąś kontrole i musiał się wykazać. W każdym bądź razie kobieta została postrzelona i zmarła.
W 1939 r. podobnie jak inni mieszkańcy Opatówka, ciężarną żonę z malutkim dzieckiem zapakował na wóz i wyruszył w drogę na wschód do Warszawy.
Niekończące się kolumny uciekinierów z Kalisza i całej Wielkopolski utrudniały ruchy polskiego wojska i były łatwym celem dla niemieckich bomb i strzelców pokładowych niemieckich samolotów. Największe masakry uciekinierów miały miejsce w okolicach Uniejowa i Łęczycy(..) Za: Wrzesień 1939 r. w Opatówku, Jadwiga Miluśka-Stasiak.
Babcia też wspominała bombardowanie w drodze, ostrzał z myśliwców, skok do rzeki, który uratował jej życie. Zapamiętałam jeszcze, że dziecku dawała do ssania kostkę cukru przez płótno, żeby na dłużej starczyło i żeby nie płakało.
MARIA
Urodziła się w Noskowie/ dzielnica Kalisza/ 10.04.1915 roku w rodzinie Ludwika Semperskiego i Józefy z Rupotackich.Była ich jedynym dzieckiem. Młodość Marii przypadła na lata wolnej Polski - II Rzeczypospolitej.
Jej rodzice byli restauratorami, w 1934 roku zakupili w Opatówku kamienicę państwa Ordzińskich przy Placu Wolności 10, z zamiarem kontynuowania działalności restauratorskiej.
![]() |
| 1934r. - Józefa Szalińska de domo Rupotacka, secundo voto Semperska z córką Marią Wiewiórkowską, późniejszą długoletnią nauczycielką szkoły i mężem Bolesławem. |
Przedwojenne pokolenia nie znały ZUS-u, emerytur ani żadnego innego systemu ubezpieczeń, więc pracowało się bez świąt i wolnych sobót do późnej starości, odkładając grosz do grosza i żyło później z oszczędności lub pozostając na utrzymaniu dzieci.
Zdjęcie ukazuje całą rodzinę być może w roku zakupu kamienicy tj. 1934r. - Józefa Szalińska de domo Rupotacka, secundo voto Semperska z córką Marią Wiewiórkowską, późniejszą długoletnią nauczycielką szkoły i mężem Bolesławem.
Na zdjęciu poniżej Maria /pierwsza z prawej/ trzyma pod rękę swoją mamę Józefę.
![]() |
| Kalisza. Lata 30-te./zbiory własne.Moja babcia i prababcia na zdjęciu z lat trzydziestych. |
![]() |
| "Jagiellonki" czyli uczennice Państwowego Gimnazjum im. A.Jagiellonki w Kaliszu. Rok ok 1935/ zbiory własne |
Po odzyskaniu niepodległości przez II Rzeczpospolitą kluczową sprawą było wprowadzenie obowiązku szkolnego na poziomie szkolnictwa podstawowego, powszechnego. Programy nauczania podporządkowano potrzebom odradzającej się Polski naznaczonej długim okresem wynaradawiania przez zaborców. Cechą charakterystyczną II Rzeczpospolitej, było ogromne zróżnicowanie poziomu wykształcenia. Spis powszechny z 1921 roku wykazał, że 33 procent ogółu obywateli polskich było analfabetami.
Nie zaniedbywano też szkolnictwa średniego, ponieważ uznano, że najważniejszą kwestią jest utworzenie matecznika przyszłej elity intelektualnej kraju. Naukę w szkole średniej podzielono na dwa szczeble programowe: pięcioletni o charakterze przygotowawczym oraz pięcioletni tzw. systematyczny. Pierwszy nazwano gimnazjum niższym, drugi gimnazjum wyższym. Tygodniowy wymiar nauki w szkole średniej wynosił ok.32 godzin. Nauczyciele mieli stosować heurezę.
![]() |
| świadectwo gimnazjum im. Anny Jagiellonki 1935 rok / zbiory własne |
Przedwojenny egzamin maturalnym nie był łatwy, a nauczyciele nie wykazywali zrozumienia dla jakichkolwiek braków wiedzy. Tematy egzaminów były bardzo trudne, a egzamin ustny wymagał żelaznych nerwów, trwał bowiem przeszło godzinę.W spisie lektur szkolnych dawnego gimnazjum znajdowali się tacy twórcy jak: Corneille, Racine, Molier, Goethe. I to w oryginale. Babcia biegle posługiwała się francuskim.Niektórzy uważają, że osoba, która zdała maturę przed '39 rokiem mogła równać się pod względem posiadanej wiedzy z dzisiejszym magistrem.
Dawna matura zdaniem historyków i pedagogów współczesnych dawała pełną wiedze o świecie i wymagała udowodnienia posiadanych wiadomości nie tylko w 30% zakresie jak to jest dziś.
Odpowiedzi na pytania maturalne wymagały umiejętności samodzielnego myślenia.
Elitarność przedwojennego egzaminu wynikała też z małej liczby uczniów uczęszczających do szkól. Dynamicznie rozwijały się szkoły żeńskie, dzięki czemu kobiety mogły się kształcić.
![]() |
| Kalisz, Jagiellonki, 1935r.Absolwentki. |
![]() |
| Kalisz, Jagiellonki, 1935, podpisy na odwrocie zdjęcia, Marianna Semperska |
Posada nauczyciela była ceniona w okresie II Rzeczypospolitej jako dająca stałe zatrudnianie i dochody. Wykwalifikowany nauczyciel gimnazjum otrzymywał pensję w wysokości równej wynagrodzeniu starszego inspektora Policji Państwowej lub pułkownika Wojska Polskiego.
Studia wyższe babcia kontynuowała już po wojnie, została nauczycielką.
![]() |
| Maria Wiewiórkowska pierwsza z lewej. Lata 1926-34/ zbiory własne |
To pokolenie bardzo brutalnie zostanie potraktowane przez historię. Babcia często wspominała szkołę, koleżanki, wiele z nich nie przeżyło wojny, zwykle przy tym płakała.
Lata 30-te to czas tworzenia systemu szkół, radia, prasy, kultu literatury oraz czerpania pełnymi garściami z życia towarzyskiego. Moja babcia /na zdjęciu po prawej/ została nauczycielką i po wojnie likwidowała analfabetyzm.
LATA DWUDZIESTE, LATA TRZYDZIESTE...
Zarówno babcia jak i prababcia słynęły z dbałości o strój. Ludzie byli wówczas dość mobilni, rodzina podróżowała, wyjeżdżano do Zakopanego, do Warszawy, do "wód".
Zdjęcie poniżej ukazuje trendy lat 30-tych, popularne były małe bereciki oraz toczki, które ozdabiano kwiatkami i woalką, najczęściej nosiło się je na bakier. Wielka szkoda, że te zdjęcia są czarno-białe, nie pokazują bowiem kolorów, a w tamtych czasach kobiety nie bały się odważnych barw. Do mody weszły kołnierze zrobione z futra, które noszone były do żakietu, a także eleganckie futrzane peleryny, które zakładano do sukienek. Obowiązkowy dodatek to sztuczne kwiaty, które wpinano do każdego rodzaju stroju. Jak widać dbano o elegancję, o schludny makijaż, fryzurę. O szyk.
Wśród popularnych stylizacji najmodniejsza była „na chłopczycę”, która odznaczała się krótko ściętymi włosami, maskowaniem biustu oraz opuszczeniem tali sukienki na biodra, aby zlikwidować wcięcie w pasie. Charakterystycznymi dodatkami były małe kapelusze tzw. kaski wzorowane na wojskowych hełmach. Były mocno naciągane na oczy oraz przylegały do głowy.
Najważniejszym elementem zimowego odzienia było ciepłe futro. Moja babcia i prababcia na zdjęciu poniżej.
![]() |
| Kalisz/ Moda lat 30-tych. Babcia i prababcia. |
Wówczas handlem futrami zajmował się ojciec kaliskiego podróżnika Stefana Szolc-Rogozińskiego. Za porządne futro żądał 150 rubli srebrem, tyle zarabiał rocznie nauczyciel.Może babcia tam kupowała futra?
![]() |
| Kalisz, lata 30- te. Uczennice "Jagiellonek". Ulica. Park |
MARIANNA I MARIAN NA ŚLUBNYM KOBIERCU
ZACZĘŁO SIĘ W OPATÓWKU...
Dziadek Marian był uczniem Szkoły Handlowej, dzisiejszego liceum im.T.Kościuszki.
Bracia dziadka i on sam chodzili do dwóch gimnazjów męskich w Kaliszu.
Do Gimnazjum Humanistycznego A.Asnyka lub do Państwowego Gimnazjum im.
Tadeusza Kościuszki."Asnykowców" tak wspomina pani Marianna Kocembowa: "Wyglądali pięknie w swoich galowych mundurach. Spodnie zdobione na wzór oficerski, z lampasami bordo (szasery), z podwójnymi sprzączkami na które zapinało się gumki opasujące buciki ze złotym sznurkiem i metalowym znaczkiem w kształcie tarczy, na której z kolej znajdowały się trzy duże litery GHA (Gimnazjum Humanistyczne Asnyka)"
![]() |
| Wiewiórkowscy |
Na ślubnym zdjęciu babcia jest smutna i zamyślona. Zawsze zastanawiało mnie to - dlaczego? To niesłychane, bo na co dzień była energiczną, wesołą, pełną pomysłów i lubiącą się śmiać dziewczyną. Czyżby przypuszczała, co zgotował dla niej los ?
Babcia wspominała słowa dziadka, które są pięknym wyrazem miłości: "Marysiu, gdybym wiedział, że będzie nam razem tak dobrze, to wcześniej poprosiłbym Cię o rękę". To szczęście trwa tylko 1,5 roku.
W tym czasie modzi posag panny młodej oraz pierwsze oszczędności odłożyli na książeczce oszczędnościowej, którą mam po dziś dzień. O tym tutaj
W wolnych chwilach na poczcie gościli przyjaciół i bliskie osoby, bywali u nich często księża z położonej naprzeciwko plebanii.Wraz z dziadkiem i Konradem Wuensche umilali sobie czas grając w karty.
![]() | |
| 1939. Chrzciny córki. Marian i Maria Wiewiórkowscy w środku. Pierwszy z lewej p. Strycharski, fryzjer. Drugi od lewej ks.Perczak. Drugi od prawej ks Bekier. Zdjęcie zrobione na poczcie. |
Bardzo przyjaźnił się z moim dziadkiem, babcia opowiadała, że wraz z Konradem Wunsche grywali sobie w karty.
Jesienią 1943 Niemcy w budynku plebanii umieścili żandarmerię. W organistówce znajdował się areszt, gdzie przez jakiś czas trzymano mojego dziadka.
MAMA MARII. PRABABCIA JÓZEFA Z RUPOTACKICH ...
Mama babci Marii, Józefa Rupotacka poślubiła Ludwika Semperskiego. Maria była ich jedyną córką.![]() |
| Na zdjęciu powyżej babcia Józefa de domo Rupotacka z mężem Ludwikiem Semperskim i córką - komunia Marii |
Nie wiem, kiedy urodził się pradziadek Ludwik Semperski, ale datuję rok urodzin na mniej więcej 1890 rok. Nie wiem też, gdzie się urodził.
W XIX wieku dystyngowani mężczyźni nosili brody lub starannie wypielęgnowane wąsy. Zakłady fryzjerskie przeżywały dobre czasy, oferując nie tylko cięcie ale i fryzowanie zarostu. Na pewno nie jest to wąs ludowy ani kmiecy czy chłopski. To jest wąs zadbany, filuterny.
Pradziadek jest dla mnie zagadką, próbowałam już coś wstępnie ustalić w archiwum ale nazwisko jest bardzo rzadko spotykane i nie pojawiło się w żadnym rekordzie. Maria wspominała, ze jej ojciec miał włoskie korzenie.
Może nas to dziwić, ale w XIX w i początkach XX ludzie byli bardzo mobilni. Cała moja rodzina wędrowała. Za pracą, zajęciem, pokojem, spokojem.
Pradziadek Ludwik pięknie się prezentuje na zdjęciu, był bardzo przystojnym mężczyzną, miał też głowę na karku.
Z dumą nosi zadbane wąsy. Wąsy barwiono, usztywniano, pomadowano specjalną pomadą, a nawet prasowano żelazkiem.
Państwo młodzi zamieszkali w Kaliszu. W mieście nie dzieje się dobrze, Kalisz jest zniszczony, panuje głód. W 1914 roku Niemcy ustawiają haubicę i bombardują miasto. Z 70 tysięcy mieszkańców zostaje 5 tys.
Po bombardowaniu miasto wygląda tak:
![]() |
| za "Kalisz w internecie" |
W 1919 zamieszkują w nowo powstałej kamienicy przy ulicy Dworcowej w Kaliszu.
![]() |
| Kamienica przy Dworcowej |
W okresie międzywojennym, który stanowi obszar mojego szczególnego zainteresowania, była kobietą w sile wieku, mająca mniej więcej 40 lat.
![]() |
| Kazimierz Rogacki :Tak było 1929-2013 |
Pan Kazimierz Rogacki opisuje Kalisz z okresu międzywojennego, wspominając i opisując ulice, którymi maszerował jak młody chłopak. I pisze tak, cytuję fragment: "Skręcając w ulicę Franciszkańską widać było podświetloną reklamę restauracji pani Szalińskiej. Wchodziło się do niej po kilku schodkach. Miała ona dość duże wzięcie. Pamiętam, że byłem tam z bratem i tatą na flakach z pulpetami"
![]() |
| Dzisiejsza Franciszkańska |
PRZED WYBUCHEM WOJNY...
Cała rodzina Wiewiórkowskich aktywnie działała w organizacjach społecznych i kulturalnych, organizowała akcje na rzecz wzmocnienia obronności kraju. Dlatego padła ofiarą pierwszej fali niemieckiej inwazji.
Było to bardzo niebezpieczne i już jesienią 1939 roku przyniosło negatywne rezultaty w postaci wielu mordów w Polsce, których de facto dokonywali na sobie przedwojenni sąsiedzi. Doprowadzało to również wielokrotnie do nadużyć w tym względzie, bo członkowie Selbstschutzu, chcąc zagarnąć mienie Polaków bądź załatwić stare sąsiedzkie porachunki, mścili się na dawnych sąsiadach.
Do podstawowych kryteriów stosowanych przy wyborze Polaków przeznaczonych do eksterminacji należały: przedwojenna aktywność polityczna, zdolność do pełnienia roli przywódców lub członków konspiracji niepodległościowej, przynależność do inteligencji, posiadany majątek, miejsce zamieszkania, opinia miejscowych Niemców.
ZYGMUNT GADZINOWSKI (17.02.1909-26.10.1941)
Był mężem Heleny, najstarszej z córek Leokadii i Stanisława Wiewiórkowskich.
Helena w dniu wybuchu wojny była młodą mężatką. Na świecie było już
dwoje dzieci: Tereska i Leszek. Zygmunt Gadzinowski był
sekretarzem gminy Lisków.
Ukończył Studium Administracji Komunalnej przy Wolnej Wszechnicy Polskiej w Warszawie w 1931 r.
![]() |
| Z.Gadzinowski stoi pierwszy od prawej z absolwentami Studium Administracji Komunalnej przy Wolnej Wszechnicy Poslkiej w Warszawie |
Założycielem Studium. Administracji Komunalnej przy Wydziale Prawa i Nauk Ekonom.Społ. Wolnej Wszechnicy Polskiej w Warszawie był prof. Tadeusz Hilarowicz, dziekan wydziału Nauk Politycznych i Społecznych w Warszawie. Na owe czasy była to najlepsza uczelnia w Polce kształcąca pracowników administracji. Została utworzona w 1918 roku w Warszawie.
Placówka powstała z działającego w 1916 w czasie I wojny światowej na terytorium Królestwa Polskiego Towarzystwa Kursów Naukowych. Szkoła formalnie prowadziła działalność naukowo-dydaktyczną w latach 1918–1952.
Od 1928 roku uczelnia posiadała oddział zamiejscowy w Łodzi, z którego po II wojnie światowej powstał Uniwersytet Łódzki. Od 1929 roku została ustawą sejmową zaliczona do uczelni wyższych. Nadawane przez Wolną Wszechnicę Polską dyplomy ukończenia studiów i tytuły naukowe były równoważne z uniwersyteckimi.
Posiadam książkę wydaną z okazji dziesięciolecia jej istnienia, która zwiera program studiów. Daje to interesujący wgląd w poziom studiów a jednocześnie pracowników zatrudnionych na terenie Gminy Lisków. Zawiera tez informację, że przez okres 10 lat działalności wykształcono ponad 1000 pracowników administracji w Polsce. Podkreśla zasługi uczelni w "przysposabianiu gminom organu administracyjnego oraz zastępu zdolnych do wytwarzania czyny zbiorowego". Wskazuje korzyści, jakie z wysokiej wiedzy profesorów czerpią studiujący, stosując ją później na terenie gminy"
Lisków stał się wsią wzorcową.
Jednym z tych ludzi był Zygmunt oraz cała rodzina Wiewiórkowskich na czele z ojcem rodu Stanisławem. Zygmunt uczestniczył w realizacji pomysłów i prac ks. Blizińskiego. Pracownikiem gminy w latach 1935-37 był także Jan Wiewiórkowski.
"Oprócz codziennej pracy angażował się do pracy społecznej. Z racji pełnionej funkcji brał czynny udział w przygotowaniach do wystawy Praca i Kultura Wsi /08.06-04.07.1937/, za co został odznaczony. Zabezpieczał logistycznie Kongres Eucharystyczny, który odbył się w Liskowie w dniach 6-8.06.1938r. Jego małżonka Helena prowadziła tematyczne wykłady na Uniwersytecie Ludowym, była także skarbnikiem w Katolickim Stowarzyszeniu Kobiet"- za S.Ferenc oprac. na postawie "Liskowianin" nr.1/1939, str.7
Zygmunt Gadzinowski był wybitnym patriotą, niestety zapłacili za to zbyt wysoka cenę. Działania księdza i otaczających go współpracowników, rozmach, wizyty prezydenta, zbiórka na obronność kraju, zwróciły uwagę lokalnych folksdojczów.
Zygmunt został uznany za niebezpiecznego dla Rzeszy. Przygotowano listy proskrypcyjne. O Zygmuncie napisano:![]() |
| Fragment listy proskrypcyjnej z nazwiskiem Zygmunt Gadzinowskiego |
" Kochana Heleno i dzieci! Twój ostatni list i pieniądze w wysokości 30 marek otrzymałem, za co serdecznie dziękuję. Jak idzie sklep i i jak uczą się dzieci? Powodzi mi się dobrze, jestem zdrowy, czego i od Was oczekuję. Pozdrawiam i całuję was wszystkich Zygmunt"
Inteligencja Liskowa wraz z księdzem Blizińskim znalazła się na liście Polaków przeznaczonych do eksterminacji.
Zygmunt Gadzinowski został aresztowany 15.04.1940 roku przez gestapo i osadzony w Mauthausen-Gusen. Zamordowany 29.10.20141 w wieku 32 lat. Krótko potem zmarła Helena. Serce nie wytrzymało. Jej dzieci Teresa i Leszek zostali sierotami.
BOLESŁAW SZALIŃSKI ...
Na tej samej liście znalazł się też jego teść Bolesław Szaliński, ojczym babci Marii, właściciel restauracji w centrum Opatówka.Ludzie ciężko pracowali, ale naturalnie po pracy szukali rozrywki. W miasteczku było kilka szynków i knajp. Restaurację Szalińskiego tak wspominali mieszkańcy Opatówka:
...W restauracji Ordzińskiego (później Szalińskiego) w Rynku (róg Łódzkiej) umilała gościom czas grająca szafa. Naturalnie po wrzuceniu pięciu kopiejek do wnętrza. Była to jedyna szafa grająca w Opatówku... "Opatowianin" 7-8/23-24 Lipiec-Sierpień 1992
![]() |
| Bolesław Szaliński z żoną, moją prababcią Józefą domo Rupotacką i córką Marią |
![]() | |
| Lista proskrypcyjna, Szaliński Bolesław, Wiewiórkowski Aleksander, lista do wyaresztowania |
Na pewno źle przysłużyło się mojej rodzinie i innym aresztowanym Polakom z Opatówka sąsiedztwo niemieckiej rodziny Feichtów.
W rynku działała jeszcze piekarnia Niemca Dreschera, którego wspominano bardzo źle-jako fanatycznego nazistę. Wspomina E.Kor-Walczak:
![]() |
| U rzeźnika
Feichta przy rynku, Edward Feicht, Stefan Melka (terminował u Feichta), Jerzy Feicht, Herman Feicht, Bronisław Andrzejewski, Edward Pasałek/z zasobów biblioteki w Opatówku/ |
Jerzy bardzo przyjaźnił się z polskimi rówieśnikami. Uprosił ojca, aby zatrudnił najmłodszą siostrę mojego dziadka - Zosię. W przeciwnym razie Zosia musiałaby wyjechać do Niemiec na roboty przymusowe.
Edward miał opinię człowieka, który szybko dał się uwieść idei narodowego socjalizmu.
Przed 1 września uaktywniły się bojówki Selbstschutzu, rekrutujące się z członków nazistowskich organizacji mniejszości niemieckiej, prowadzące akcje sabotażowe na ziemiach polskich.W ten sposób mniejszość niemiecka chciała wspomóc działania armii.
Po 1 września polska policja oraz rezerwa próbowała aresztować lub internować podejrzanych o szpiegostwo Niemców. Aresztowano Feichtów- ojca i syna.
Natrafiłam na taką informację: Namentliche Liste der Volksdeutschen des Kreises Kalisch, die im Jahre 1939, insbesondere Krieges als Zivilpersonen verhaftet interniert oder verschleppt worden sind./Lista folksdojczów z okręgu kaliskiego, którzy w 1939 zostali aresztowani lub internowani jako cywile. Feicht Eduard, Flesicherlehrling /terminujący u rzeźnika/,23.03.1923, Spatenfelde, aresztowany 02.09.1939, Bahnhof Spatenfelde; 02.09.Feicht Hermann, Fleischerei /rzeźnictwo/, 09.03.1895, Spatenfelde, aresztowany 05.09.1939.
Jednak wstawił się za nimi mieszkaniec Opatówka Kazimierz Leśniewicz i Feichtów wypuszczono. Kazimierz Leśniewicz został zamordowany w obozie koncentracyjnym.
Jerzyk Feicht dawał znaki życia ze wschodu.
To, że restauracja była miejscem zaufanym, a sam Szaliński takimże człowiekiem dla Opatowian, potwierdza kolejne wspomnienie opisujące historię ukrycia tu przed Niemcami sztandaru miejscowej szkoły wyhaftowanego przez p.Antoninę Maciołkównę: Po wysiedleniu rodziców do budynku obecnej remizy strażackiej sztandar był schowany w grającej szafie z gospody p. Szalińskiego. "Opatowianin", maj 1992
We wrześniu 1939 r. Marian podobnie jak inni mieszkańcy Opatówka, ciężarną żonę z malutkim dzieckiem zapakował na wóz i wyruszył w drogę na wschód do Warszawy.
Niekończące się kolumny uciekinierów z Kalisza i całej Wielkopolski utrudniały ruchy polskiego wojska i były łatwym celem dla niemieckich bomb i strzelców pokładowych niemieckich samolotów. Największe masakry uciekinierów miały miejsce w okolicach Uniejowa i Łęczycy(..) Za: Wrzesień 1939 r. w Opatówku, Jadwiga Miluśka-Stasiak.
Babcia też wspominała bombardowanie w drodze, ostrzał z myśliwców, skok do rzeki, który uratował jej życie. Zapamiętałam jeszcze, że dziecku dawała do ssania kostkę cukru przez płótno, żeby na dłużej starczyło i żeby nie płakało.
Po pewnym czasie okazało się, że ten eksodus nie ma sensu, nastąpił powrót do Opatówka. Nie było dokąd, ponieważ z poczty dziadkowie zostali wysiedleni i tam rezydowali już Niemcy.
Należał do Towarzystwa Gimnastycznego "Sokół", polskiej organizacji łączącej cele niepodległościowe z działalnością sportową i wychowawczą. Z relacji ustnych mieszkańców Opatówka wiemy, że uczestniczył w konspiracyjnych spotkaniach odbywających się do momentu, gdy ktoś ich zadenuncjował; był naczelnikiem poczty, a poczta w czasie wojny jest istotnym ogniwem militarnym. Podobnie jak wielu opatowian i wielu mieszkańców Wielkopolski zbierał na Fundusz Obrony Narodowej. Bolesław Szaliński, mój pradziadek od strony mamy, zadeklarował cały swój majątek wartości 15000 zł na rzecz Armii Polskiej, gdyby zaszła taka potrzeba.
Chciano wyeliminować działalność podziemia na okupowanym terenie, liderów ruchu oporu.
Kto był mordowany? elity centralne i elity lokalne, czyli kadra uniwersytecka, ziemianie, księża, weterani powstań, ale też miejscowy sołtys we wsi, człowiek, którzy służył gdzieś w wojsku, poznał obce kraje, gdzieś był , coś widział i był dla miejscowych autorytetem. Siadano,( tak jak w restauracji mojego pradziadka Szalińskiego-dopisek autorki), w długie jesienne lub zimowe wieczory, zbierało się towarzystwo, sąsiedzi, i on tłumaczył: są takie orientacje, takie partie, to będzie dla nas dobre. To dla nas będzie niedobre. Temu człowiekowi ufano, to on był autorytetem" Cytat pochodzi z wykładu L.Żebrowskiego, do odsłuchania tutaj; Ciekawy wykład p.L.Żebrowskiego na temat mordu na polskich elitach, kto do tych elit był zaliczany i jak starannie wyselekcjonowano 80 tys. Polaków na tę listę i kto po wojnie stanowił "elitę": https://www.youtube.com/watch?v=e4qYKfk1BUM
Babcia też wspominała bombardowanie w drodze, ostrzał z myśliwców, skok do rzeki, który uratował jej życie. Zapamiętałam jeszcze, że dziecku dawała do ssania kostkę cukru przez płótno, żeby na dłużej starczyło i żeby nie płakało.
Jego teść Karol Ernest Schlösser oprócz Opatówka posiadał folwarki w Brzezinach, Józefowie, Rożennie, Winiarach i Zajączkach. W Opatówku prowadził gospodarstwo gospodarstwo rolnicze i hodowlane. Miał własną stadninę koni. We wsi Winiary założył browar w 1877 r. Zamieszkał w dawnym pałacu gen. Józefa Zajączka. Służył w Wojsku Polskim, był oficerem 7 pułku Strzelców Konnych Wielkopolskich. Podczas kampanii wrześniowej w 1939 r. uczestniczył w walkach nad Bzurą i obrony Warszawy.
W majątku należącym do Wünschego bywał por. Marian Kwiatkowski, pseud. "Konrad", "Jaxa", który był odpowiedzialny za zorganizowanie struktur wojskowych Stronnictwa Narodowego. W Kaliszu przeważała OJN, w Poznaniu NOB. Jaxa cudem unikał aresztowania, m.in. 4.IV.1943 w Kaliszu - zbiegł z lokalu konspiracyjnego Tucholskiej.
Kwiatkowski miał za zadanie zjednoczyć organizacje narodowe. Był on zwolennikiem scalenia z AK.
W 1940 zwerbował Wünschego do Organizacji Jedności Narodowej, podobnie jak Fuldego, Dreschera i E.Fibiger. Po częściowym scaleniu działali oni w obu organizacjach OJN i ZWZ.
W majątku w Brzezinach gromadzono broń. Zofia Wünsche była łączniczką z Warszawą i Łodzią. Grupa zajmowała się wywiadem i była odpowiedzialna za akcję N.
W swoim majątku Konrad Wünsche prowadził potajemnie szkolenie wojskowe młodych robotników. Wizja narodowego socjalizmu Hitlera go nie porwała. Był zżyty z tutejszymi mieszkańcami.
Być może wtedy w strukturę organizacji podziemnej został wciągnięty młodszy brat dziadka Zygmunt.
Podobno Konrad Wünsche w czasie wojny dawał schronienie ok. 100 osobom. Ukrywała się u niego między innymi córka Mieczysława Krauckiego (1891–1935), właściciela księgarni w Kaliszu, dziennikarza, wydawcy. Młodym ludziom groziło wywiezienie na roboty do Niemiec.
Wünschego babcia często wspominała, mówiła, że dzięki niemu przeżyła wojnę. To tutaj gestapo przyszło po dziadka, który pożegnał ciężarna żonę i poszedł ze słowami "Marysiu, niedługo wrócę. Damy Niemcom łupnia". Dziadek nie wiedział, ze jego aresztowanie to starannie zaplanowana akcja "Intelligenzaktion", plan zniszczenia i eksterminacji polskiej warstwy przywódczej, będący częścią częścią wielkiego planu germanizacyjnego przygotowanego m.in. dla terenów okupowanej Polski zwanego przez Niemców Generalplan Ost („Generalny Plan Wschodni”).
Druga córka, moja mama Aleksandra, urodziła się, gdy dziadek był w niewoli. Nigdy jej nie zobaczył.
![]() |
| pozostałości zabudowań folwarku Wünschego na terenie Józefowa, tutaj gestapo aresztowało dziadka |
Proces odbył się w Kaliszu w dniach 6-9 grudnia 1944 roku. Obserwował go sam gauleiter Greiser. Niemcy byli zaskoczeni, że zaistniał przypadek uczestnictwa Niemców lub - jak kto woli - obywateli polskich pochodzenia niemieckiego w polskim ruchu oporu. Z punktu widzenia interesów III Rzeszy była to wielka zdrada. Konrad Wünsche został rozstrzelany w grupie 56 innych członków antyhitlerowskiego podziemia w lasach koło Skarszewa. Po ekshumacji został pochowany w rodzinnym grobowcu na cmentarzu ewangelicko-augsburskim w Kaliszu.
Janusz Teodor Dybowski wydając Sagę grodu nad Prosną w 1975 roku, wykazał się dużą odwagą. Pisać w czasach PRL-u wartościująco o Niemcach to trudna i ryzykowna sprawa jak pisze autor eseju o tej powieści „Saga grodu nad Prosną” jako powieść kontrowersyjna Przemysław Mańka. aga grodu nad Prosną ukazała się w 1975 roku wywołując sensację i oburzenie wśród mieszkańców Kalisza. Cała ta nagonka skończyła się dla Dybowskiego źle, wytaczano mu procesy, oskarżano, zaszczuwano. Książkę wycofano z księgarń, a jej autor zmarł dwa lata później. Nikt nie chciał słuchać o "dobrych Niemcach". Nazwiska bohaterów powieści, mimo, że zmienione nie były trudne do odgadnięcia.Książkowi państwo Frude to Fuldowie, Fedeger – Fibigerowie a Nawroccy byli Nowackimi.
![]() |
| Mój pradziadek Stanisław Wiewiórkowski na pamiątkowym zdjęciu z właścicielami Opatówka Schlösserami i Wünschami. Konrad Wuensche w kółku. Zdjęcie przedwojenne. |
AKCJA "INTELIGENCJA". DACHAU I GUSEN.
Marian Wiewiórkowski, mój dziadek, został aresztowany, najpierw uwięziony w organistówce przy plebanii w Opatówku, tam Niemcy urządzili żandarmerie.
Babcia chodziła tam spotkać się z nim i podać coś do zjedzenia. Po pewnym czasie został przewieziony do Kalisza. Na ul. 3-Maja, w Hali Targowej Braci Szrajer Niemcy urządzili obóz przejściowy dla osób wysiedlanych, przeznaczonych na zagładę i wywożonych do przymusowych robót. Stamtąd pojechał transportem do Dachau. O obozie na miejscu dzisiejszej Galerii Handlowej "Tęcza" tutaj.
Uwięziony w Kaliszu, później przetransportowany do obozu koncentracyjnego Dachau, dalej do Mauthausen Gusen. We wrześniu 1940 roku przebywał w bloku 15, w marcu 1941 w bloku 8. W obozie obowiązywała zasada: człowiek jest numerem bez wartości. Więźnia pozbawiano imienia, nazwiska – w zamian przydzielano mu numer, ubiór obozowy i poddawano nieludzkiemu traktowaniu.
Na takich jak on obozy czekały już od 1933 roku. Wraz z dojściem do władzy Adolfa Hitlera, z inicjatywy Reichsfűhrera SS Heinricha Himmlera i premiera pruskiego Hermana Göringa zorganizowano pierwsze w Trzeciej Rzeszy obozy koncentracyjne. Podstawą prawną osadzania w nich więźniów było rozporządzenie z 28.02.1933 r., o ochronie narodu i państwa, zawieszające wolność osobistą i zezwalające na aresztowanie oraz osadzanie bez wyroku sądowego na czas nieograniczony „wrogów państwa i narodu”
Marian Wiewiórkowski został numerem 4769.
Czym był obóz Gusen?
Miejscem zagłady ok.35 tys. Polaków, poza Katyniem to największe miejsce eksterminacji polskiej inteligencji w czasach II wojny światowej. Kto chciałby poznać warunki w jakich przetrzymywano więźniów, winien przeczytać wspomnienia byłego więźnia tego obozu Grzegorza Timofiejewa "Człowiek jest nagi" lub innego więźnia pana Zbigniewa Wlazłowskiego "Przez kamieniołomy i kolczasty drut" . Wlazłowski w obozie w Buchenwaldzie otrzymał numer 3277. W maju, kolejnym transportem, pojechał do Mauthausen-Gusen. Tak opisuje warunki panujące w austriackim obozie śmierci Gusen:
Więźniowie obozu pracowali przy budowie kolei Gusen-Linz, w kamieniołomach, przy drążeniu tunelów i w zakładach Steyr. Od brzasku do świtu, w słońcu i na mrozie, ubrani jedynie w cienki drelich i otrzymujący jako pożywienie 250 g gliniastego chleba, gotowanego z pokrzyw zielska, w krótkim czasie ginęli z zimna i głodu. Normalnie odżywieni i dobrze wyglądający ludzie w ciągu bardzo krótkiego czasu stawali się tzw. muzułmanami, ludźmi - szkieletami, niezdolnymi do przetrwania ciężkich warunków i nadludzkiej pracy.
Na więźniach wyżywali się często pijani esesmani. Komendant obozu Chmielewsky, przezywany "Czmij" szczuł swojego psa na pracujących więźniów. Pies zagryzał stawiającego coraz słabszy opór bezbronnego, osłabionego człowieka. Kompani Chmielewskiego śmiali się głośno i szczuli zwierzę.
Autor wspomnień Zbigniew Wlazłowski podał się w obozie za snycerza. Został wezwany do oberkapo kamieniołomu Kastenhofen-Krutzkyego.
Krutzky był kryminalistą odsiadującym wieloletnie więzienie. Dozorował pracujących w kamieniołomie więźniów. Był też sztubowym bloku 19. Nazywano go "Tygrysem", wymyślał niewyobrażalne tortury dla więźniów, maltretował ich np. przez wkładanie bitemu człowiekowi węża do gardła i wlewanie wody. Krutzky skakał też lezącym, pobitym więźniom na pierś, łamiąc im żebra i uśmiercając poprzez tratowanie. Mój dziadek zmarł w ten sposób. Moja babcia otrzymała relację z pobytu dziadka w obozie, od kuzyna dziadka Aleksandra Wiewiórkowskiego, który przebywał w obozie Dachau i przeżył, a on z kolei miał relacje od innych więźniów
.
Autor wspomnień, przed wojną student medycyny, został wybrany do pracy w przyobozowym szpitalu.
Opisuje życie obozowe widziane z perspektywy szpitala, nie szczędząc realistycznych obrazów tragicznego losu więźniów. Wymienia nazwiska niemieckich lekarzy pracujących w Gusen, miedzy innymi sadysty Kiesewettera, który ciężko chorych od razu skazywał na śmierć. Wyznaczonych zabijano przy pomocy szprycy. Wielu chorych umierało też po prostu z głodu. Polscy pracownicy szpitaliku dokonywali cudów, żeby ocalić chorych od śmierci. W oficjalnych historiach chorób wpisywano zmyślone rozpoznania, rokujące szybkie wyleczenie, nieprawdziwe wyniku analiz lekarskich. Kiesewetter , chociaż podejrzewał jakieś machlojki, nie wpadł nigdy na właściwy trop.
W Gusen nie było komór gazowych. Ponieważ Kiesewetter uznał ze zadawanie śmierci ciężko chorym jest mało efektywne rozkazał podać 70 chorym w bloku 27 cyjanek potasu w kawie.
Stosował tez kąpiele, zabijając za pomocą strug zimnej wody. Z tyłu obozu rozpięto sieć wodociągową, pod nią stawiano więźniów. W ten sposób wymordowano kilkuset.
W obozie panowała specyficzna hierarchia.
Na czele obozowej kantyny stał Ernst Hallem. Za przywłaszczone towary skupował od więźniów przemycone kosztowności, złote zęby, wymieniał to na np. wódkę. Otaczał się artystami, śpiewakami, miał swojego masażystę, fryzjera, uważał się za "mecenasa sztuki". Postarał się o instrumenty dla orkiestry obozowej. Słynni więźniowie Gusen jak Faliszewski, Guziński, Jeleński musieli śpiewać dla niego wieczorami. Starszym obozu był Helmut Becker- przestępca kryminalny, zbrodniarz, pijak, psychopata, a pisarzem obozowym Rudol Meixner, o którym autor wypowiada się pozytywnie.
Po Chmielewskym komendantem obozu został Fritz Seidler. Były komendant Auschwitz, sadysta.
Po ucieczce jednego z więźniów /ucieczki należały do rzadkości/, zarządził dwa dni karnych ćwiczeń w obozie. Przy okazji innej ucieczki pijani oprawcy katowali pędzonych więźniów bykowcami, a później stawiali ich na wielogodzinnych apelach, podczas których maltretowano ludzi na koźle, bijąc bykowcami. Po tym wszystkim zapędzono ich na następny dzień do pracy. Po takim dniu o zmierzchu przyniesiono do obozu 150 trupów.
Przed Jourhausem Franz Ziereis wygłosił przemówienie "więźniowie to ścierwo rzucone na kupę gnoju i żyjące tylko z mej łaski...każdy opór będzie karany śmiercią, a próba ucieczki powieszeniem".
Pod koniec 1942 skończyło się masowe mordowanie więźniów. Rozciągający się front wymagał coraz większej ilości broni, a co za tym idzie, fabryki - robotników przymusowych.
Zwiększono racje żywnościowe, kapom zakazano bicia. Niestety mój dziadek nie dożył już tej chwili.
Po uruchomieniu fabryk Steyera śmiertelność w obozie zmalała. Przyczyniło się tez do tego pozwolenie na przysyłanie paczek więźniom. Paczki wielu uratowały życie. Dzięki nim można było załatwić lepsza pracę, zdobyć przychylność blokowego czy kapo. Ci, którzy niechętnie płacili daninę byli narażeni na różne nieprzyjemności.
W kompleksie Mauthausen zamordowano 122 tysiące ludzi. Większość więźniów straciła życie wskutek wyczerpania nieludzką pracą, maltretowania, niedożywienia, niewystarczającego ubrania i braku opieki lekarskiej. W 1945 roku KL Mauthausen obejmował 56 podobozów rozrzuconych po całym terytorium Austrii.
![]() |
| Marian Wiewiórkowski w mundurze polskiego pocztowca,ok.1935r. |
LISTY Z OBOZU GUSEN
Listy dziadka Mariana Wiewiórkowskiego napisane z obozu Mauthausen Gusen, przekazane mi przez babcię Marię, żonę:
Dziadek przybył transportem do Dachau w dnu 26.04.1940. Pierwszy list wysłał Gusen 28.07.1940
List z 24.11.1940. Moja kochana żono, dzieci i rodzice! Twój list z 29,09 otrzymałem. Cieszę się, ze jesteście zdrowi. Zostańcie w Józefowie (wioska pod Opatówkiem. Własność zaprzyjaźnionego z dziadkiem dziedzica Opatówka – Konrada Wuenschego) Kup Beatce coś na Boże Narodzenie i myśl o Olesi (tak mówił na najmłodszą, urodzoną krótko po Jego uwięzieniu w obozie, córeczkę - moją mamę). Wszystkim dobrym ludziom, którzy Ci pomagają serdeczne podziękowania. Bratu podziękuj za pozdrowienia. Jestem zdrowy. Całuję Was i całą rodzinę. Szczególnie mocno całuję dzieci. Pisz szybko. Marian
List z 05.12.1940 . Są to życzenia świąteczne. „Moi Kochani!. Jestem zdrowy. Przesyłam serdeczne życzenia świąteczne i noworoczne. Wasz Marian”
List z 26.01.1941 r. z bloku 2 izba B „Moja Ukochana! List z 4.04.1940 z paczką żywnościową i 10 Marek otrzymałem, za co serdecznie Wam dziękuję. Cieszę się, ze sklep funkcjonuje. Pamiętajcie o płaceniu podatków. Ja jestem zdrowy i pracuję. Mój adres dla przesyłek pieniężnych: więzień numer 6098, urodzony 07.08.1910. Blok 2 izba B.
List z 25.03.1941 jest bardzo lakoniczny. „Kochana żono. Jestem zdrowy i dobrze mi się powodzi. Pieniądze otrzymałem. List też. Z pozdrowieniami. Marian”
W dniu 30.03.1941 z bloku 8 izba B pisze: ”Kochana zono i mamo! List i pieniądze otrzymałem. Powodzi mi się dobrze, jestem zdrowy. Z okazji Świąt Wielkanocnych przesyłam Wam serdeczne życzenia. Pozdrawiam Was serdecznie. Wasz Marian”
List wysłany przez babcię w dniu 30.04.1941 r. nie zastał go już wśród żywych. Dziadek został zamordowany 06.04.1941 roku. List od babci został odesłany.
Babcia pisała: "Kochany Marianie! Twój list z 25.03.1941 otrzymałam. Cieszymy się, że jesteś zdrowy, to jest naszą największą troską. Sklep prowadzę tak dobrze, jak potrafię, zadaję sobie wiele trudu, ale mam nadzieję, że osiągnę swój cel. Nie stracę odwagi ani nadziei. Nie martw się i nie myśl źle. Dajemy sobie radę i tylko Ciebie nam brakuje. Jesteśmy wszyscy zdrowi. Nie wyobrażasz sobie, jak duże są nasze córeczki. Beatka ciągle mówi o Tobie. Mówi już Ojcze Nasz i prosi o zdrowie dla tatusia, jej i dla Olesi (chodzi o Aleksandrę Adamczyk-moją mamę). Mówi także, że kocha tatusia bardzo. Jest wszędzie, troszkę niegrzeczna, potrzebuje ręki ojca. Wyślemy Ci pieniądze. Może potrzebujesz więcej. Życzymy Ci szczęśliwych Świąt Wielkanocnych, pozdrawiamy i całujemy Cię
Marysia z dziećmi i rodziną ”.
Dziadkowi nie dane już było go przeczytać, nie zobaczył też nigdy swojej młodszej córeczki Aleksandry, mojej mamy.
![]() |
| moja mama Aleksandra 1940-2008 |
http://www.audiohistoria.dsh.waw.pl/audiohistoria/web/swiadkowie/osoba/id/76
"...Korespondencję obozową regulowały surowe przepisy, wiezień miał prawo do napisania jednego listu w miesiącu i otrzymania jednego. Pisarze blokowi otrzymali szczegółowe zlecenia od blockfuehrerów odnośnie dopuszczalnych treści. Kierownik poczty obozowej zarządził, aby każdy list zawierał sformułowanie "jestem zdrów, powodzi mi się dobrze" oraz podziękowania za list, paczkę lub pieniądze. List nie mógł zawierać żadnych informacji o więźniu. Listy wzbudzające podejrzenia były niszczone.
List od dziadka zwraca uwagę obciętym dolnym fragmentem. Prawdopodobnie został ocenzurowany, a niedozwolona informacja została wycięta.
![]() |
| Konzentrationslager. Lagerkorrespondenz |
Zmarł męczeńską śmiercią. Bardzo za nim tęskniłam, choć znałam Go tylko z opowieści Żałuję wszystkiego, czego z jego pomocą nie dane mi było doświadczyć. Życiowej mądrości, opowieści, rad, miłości, które dostaje się od dziadków.
ZYGMUNT GADZINOWSKI I HELENA DE DOMO WIEWIÓRKOWSKA
![]() |
| Z.Gadzinowski |
Założycielem uczelni był prof. Tadeusz Hilarowicz, dziekan wydziału Nauk Politycznych i Społecznych w Warszawie.
Daje to interesujący wgląd w poziom pracowników zatrudnionych na terenie Gminy Lisków.
Zawiera tez informację, że przez okres 10 lat działalności wykształcono ponad 1000 pracowników administracji w Polsce. Podkreśla zasługi uczelni w "przysposabianiu gminom organu administracyjnego oraz zastępu zdolnych do wytwarzania czyny zbiorowego".
Wskazuje korzyści jakie z wysokiej wiedzy profesorów czerpią studiujący, stosując ją później na terenie gminy"
Placówka powstała z działającego w 1916 w czasie I wojny światowej na terytorium Królestwa Polskiego Towarzystwa Kursów Naukowych. Szkoła formalnie prowadziła działalność naukowo-dydaktyczną w latach 1918–1952.
Od 1928 roku uczelnia posiadała oddział zamiejscowy w Łodzi, z którego po II wojnie światowej powstał Uniwersytet Łódzki. Od 1929 roku została ustawą sejmową zaliczona do uczelni wyższych. Nadawane przez Wolną Wszechnicę Polską dyplomy ukończenia studiów i tytuły naukowe były równoważne z uniwersyteckimi"
![]() | |
| Studjum Administracji Komunalnej w Warszawie w 1931 roku ze zbiorów córki Zygmunta Gadzinowskiego p.Teresy Jaśkiewicz. Gadzinowski stoi 3-ci od prawej |
ZYGMUNT WIEWIÓRKOWSKI.
![]() |
| Zygmunt Wiewiórkowski |
W ciągu kilku lat wojny czworo dzieci i męża zabrała prababci Lodzi wojna.
Jaką udręką musiały być wieści, listy z obozów od ukochanych dzieci, a później, kolejno wieści o ich śmierci.
Na zdjęciu widzę delikatną twarz kobiety o nieśmiałym, łagodnym uśmiechu, której życie zgotowało los naznaczony takim cierpieniem. Matka - Niobe pozostała wśród rodzin pozbawionych ojców.
Pochówku dokonywano prawie że ukradkiem. Trumnę na cmentarz przenoszono bocznymi uliczkami ,wąską uliczką, przy której teraz znajduje się Gminny Ośrodek Kultury i dalej między stodołami przez teren, na którym obecnie stoi pawilon handlowy w otoczeniu kilku najbliższych osób, z małym krzyżykiem i święconą wodą w kieszeni. Nad mogiłą odśpiewano pieśń pogrzebową np. "Dobry Jezu...", ktoś z rodziny powiedział "Spoczywaj w pokoju..." i to była cała ceremonia.
STRATY WOJENNE...
Mojej rodzinie wojna zabrała wszystko - przede
wszystkim ojców rodzin, żywicieli rodziny, stabilizację i wielkie nadzieje
młodych ludzi na wspaniałe życie oraz stabilizację materialną. Po dziadku została książeczka oszczędnościowa z dużą sumą pieniędzy. 3241 zł tyle pozostało i pozostaje do dziś. Po wojnie wszystko przepadło To ok. 34 pensje, w 1939 r. wykwalifikowany robotnik zarabiał miesięcznie 95 złotych. Pracownicy umysłowi inkasowali średnio co miesiąc prawie 280 złotych, Dzisiaj można by za to kupić mieszkanie.
Więcej o oszczędzaniu w latach międzywojennych i o tym, co się stało z oszczędnościami: Książeczka oszczędnościowa 1939.
Rodziny, dzieci, żony nie uzyskały nigdy żadnych odszkodowań za śmierć ojców w obozie.
![]() |
| Odpowiedz Ministerstwa Sprawiedliwości na zapytanie o odszkodowania wojenne |
PO WOJNIE...
![]() |
| 1 grudnia 1951 roku odbyła się uroczystość oddania do użytku budynku szkolnego. |
![]() |
| Po 1900 roku na fundamentach pałacyku Zajączka Schloesserowie ufundowali nową rezydencję, zaprojektowaną w oparciu o wzorce rdzennie-niemieckich zabudowań podmiejskich. W stylu norymbersko-tyrolskim |
![]() |
| Zanim wybudowano nowy budynek szkoły naukę kontynuowano w Pałacu dawnego właściciela Opatówka Schlössera. Kadra nauczycielska.Maria Wiewiórkowska stoi trzecia od prawej. |
![]() |
| Zanim wybudowano nowy budynek szkoły0d 1945 do 1951 nauczanie prowadzono w Pałacu dawnego właściciela Opatówka Schlössera. Kadra nauczycielska.Maria Wiewiórkowska stoi piąta od prawej |
8 maja 1975 roku szczególnie zapisał się w historii szkoły w Opatówku. Tego dnia nadano Zbiorczej Szkole Gminnej imię wielkiego Polaka i sportowca Janusza Kusocińskiego.
*********
![]() |
| Maria Wiewiórkowska |
Cierpiałam, ponieważ babcia chętnie książki pożyczała, a one rzadko wracały.
Tutaj opis moich wrażeń z obozu: https://historiawsepii.blogspot.com/2017/10/oboz-koncentracyjny-gusen-moja.html
Liczba Polaków deportowanych do całego kompleksu Mauthausen wyniosła 51886 osób, co stanowi 27 proc. ogółu deportowanych. Spośród nich zginęło około 27 tys. (co najmniej 25308 osób).
Przez Mauthausen przeszło około 190 tys. więźniów z blisko 40 narodowości. Kompleks Mauthausen-Gusen należał do najcięższych w całym systemie hitlerowskich obozów koncentracyjnych.
Film można obejrzeć tutaj. https://www.poznan.tvp.pl/36067763/16022018
Po wojnie Niemcy uciekli, zdematerializowali się, mimo, że przed wojną było ich tu wielu, a kamienica wróciła do rodziny na 30 lat. Jak wykańczano kamieniczników nieznacjonalizowanych? Wprowadzano do kamienicy lokatorów i "dawano" im mieszkania. I posiłkując się Wikipedią: 21 grudnia 1945 roku wprowadzono dekretem przymusową gospodarkę lokalami. Był to pierwszy od zakończenia II wojny światowej akt prawny regulujący i ograniczający w sposób nieuzasadniony najem lokali mieszkalnych będących własnością osób prywatnych. Wprowadzał pojęcie „publicznej gospodarki lokalami”, tzn. w praktyce nacjonalizował mieszkania. Przydział do lokali mieszkalnych leżał w gestii władz kwaterunkowych, tj. prezydium miejskiej (gminnej) rady narodowej. W świetle przepisów tego dekretu decyzja administracyjna o przydziale lokalu mieszkalnego miała pierwszeństwo i była ważniejsza, niż umowa najmu zawarta z właścicielem tegoż lokalu.
Jak dziecko myślałam, że komuna nigdy się nie skończy. Marzyłam o podróżowaniu, nauce języków, Ciągle pokazywali w tv Gierka. System tyranizował 40 mln Polaków, zamkniętych i odciętych od świata jak w więzieniu. Wszystko to było możliwe, ponieważ władza była w rękach "towarzyszy", komunistycznych funkcyjnych, aparatczyków, którzy wysługiwali się systemowi za dodatkowe apanaże. Uniemożliwiono tworzenie jakichkolwiek niezależnych organizacji, czy to gospodarczych czy społecznych, które mogłyby posłużyć jako podstawa antykomunistycznej współpracy. Nad wszystkim czuwał braterski Związek Sowiecki. I tak trwaliśmy w ubóstwie i cierpieniu przez 40 lat.
Wybory parlamentarne w Polsce w 1985 to były pierwsze wybory w jakich wzięłam udział. Były dla mnie horrorem. Wcale nie chciałam na nie iść, ale widziałam strach w oczach mamy. Powiedziała" "Zobaczysz, nie przyjmą cię na studia". Miałam 19 lat. Weszłam do budynku szkoły podstawowej i podeszłam do komisji wyborczej. W tym czasie pojawił się nasz lekarz pan Popiel. Dla pozorów demokracji ustawiono kabinę, w której można było ewentualnie dokonać skreśleń. Jednak gdyby komuś faktycznie przyszło to do głowy, wszystkiego pilnowali tajniacy i milicjant. Uczestniczący w peerelowskich wyborach obywatele przypieczętowywali jedynie formalnie – w myśl zachowania pozorów demokratyzmu – decyzje podejmowane wcześniej w strukturach partyjnych. Samo głosowanie pozostawało już czystą formalnością. Gdy p. Popiel wszedł za kotarę rzucił się na niego jakiś tajniak z milicjantem i zaczęli go szarpać. Zrobiło się zamieszanie, ale akurat nie było wtedy wielu głosujących. Wypchnęli go stamtąd. Zrobiło to na mnie przygnębiające wrażenie. W komunikacie z 4 kwietnia 1985 r. Tymczasowa Komisja Koordynacyjna NSZZ „Solidarność” stwierdziła, że zaproponowana przez PRON ordynacja „stanowi zaprzeczenie zasad demokracji” i określiła podstawowe postulaty gwarantujące demokratyczność wyborów.
W latach przemian - w roku 90 skończyłam akurat studia, można powiedzieć, że zamykałam system. Trochę za wcześnie, żeby skorzystać z przemian i upadku komuny. To był czas, gdy studia wybierało się jeszcze pod kątem zainteresowań, a nie tego, ile się będzie zarabiało w przyszłości. Moja mama, gdy ją spytałam czy wybrać germanistykę czy prawo (w roku w którym zdawałam na studia na germanistykę była większa liczba chętnych na miejsce) moja mama odpowiedziała: realizuj swoje marzenia i zainteresowania. Nie myślała merkantylnie.
Jeszcze przeżyłam braki w sklepach, odwieczne kolejki, a później pracowałam za 16 dolarów. Byłam chyba ostatnim rocznikiem na Uniwersytecie Łódzkim, który wśród wykładów miał i ten z ekonomii socjalizmu. Reforma Balcerowicza pozwoliła nam przetrwać kryzys i wejść na nowe tory, ale to nie było łagodne przejście. Tysiące ludzi straciło pracę, wrzucono w system, w którym nie potrafili się poruszać. Musieli szybko stać się zaradni, przedsiębiorczy. Szukali nowej pracy bez cienia gwarancji, że jest dana raz na zawsze, czyli do emerytury.
W domach zagościł strach wynikający z niepewności jutra. W pracy stykałam się z dziećmi, których rodzice doświadczali biedy i bezrobocia, z dziećmi pracowników PGR pozostawionych samym sobie, bez jakiejkolwiek pomocy materialnej.
Nie potrafiłam wyobrazić sobie przyszłości, 4 czerwca wybieraliśmy sejm kontraktowy, w którym stara władza zagwarantowała sobie aż 65 proc. miejsc. Byłam bardzo rozczarowana. Zmiany szły za wolno. Potem został wyłoniony rząd Mazowieckiego, ruszył plan Balcerowicza. Bezrobocie i bieda wygnało z Polski 2 miliony Polaków. Oceniam ten okres negatywnie.
Wprowadzając do szkół rozporządzenie MEN w sprawie podstawy programowej nauczania od września 2012 r., które bardzo ograniczyło naukę historii, spowodowano niepowetowane straty. Od wieków żyliśmy między dwoma totalitaryzmami, ponosiliśmy ogromne straty, tracąc zawsze najlepszych.
Pokolenie okresu II Rzeczpospolitej, może być dla nas przykładem, bo udało się wychować pokolenie patriotów. Gdyby nie oni Polski już by nie było.
Wyrwać korzenie, a roślina uschnie.
archiwum rodzinne
1.Krzysztof Stryjkowski (Archiwum Państwowe w Poznaniu) AKTA NIEMIECKIEJ LISTY NARODOWOŚCIOWEJ I ICH POZOSTAŁOŚĆ W ARCHIWUM PAŃSTWOWYM W POZNANIU
2. E.Polak "Dziennik buchenwaldzki"
Biuletyn informacyjny "Wiadomości Gminne" Nr 5 (575) / 2009
Skorowidz miejscowości Rzeczypospolitej Polskiej : opracowany na podstawie wyników pierwszego powszechnego spisu ludności z dn. 30 września 1921 r. i innych źródeł urzędowych. T. 2, Województwo łódzkie
artykuł Donosiciel. Najlepszy przyjaciel gestapo R.Kuzak.www.ipn.gov.pl
Strona www biblioteki w Opatówku
M.Wardzyńska „Był rok 1939. Operacja niemieckiej policji bezpieczeństwa w Polsce. Intelligenzaktion"
http://www.info.kalisz.pl/dybowski/Rozdz9.htm
"Impresje z opatóweckiego dworu" M.Halak
![]() |
| Ok 1913 rodzina Wiewiórkowskich, Leokadia i Stanisław z najstarszymi dziećmi. Od prawej:Marian, Stanisław, na rękach mamy Helena. |
r.
Powrót do strony głównej
Poczta polska, telegraf, telefon. Opatówek.
A było to tak. Konrad Wuensche.
Listy proskrypcyjne. Aresztowania w Opatówku 1940






























































































