Etykiety

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szulec. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szulec. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 17 maja 2026

„... ja już tu nie wrócę”. Tragiczne losy Marcina Bacha z Szulca (1884–1940)



  Wielka historia rzadko pyta o zdanie zwykłych ludzi. Zazwyczaj po prostu wdziera się w ich życie, wywracając je do góry nogami i zostawiając po sobie jedynie ślady w archiwach. 
Ten blog dowodzi, że najwspanialsze i najbardziej poruszające opowieści o ziemi kaliskiej nie kryją się w podręcznikach, ale w domowych szufladach, na starych fotografiach i w żywej pamięci potomków.

   Niedawno, dzięki uprzejmości  moich Czytelników miałam okazję dotknąć losów, które głęboko poruszyły moje regionalne serce. 
To historia Marcina Bacha, dumnego gospodarza z podkaliskiego Szulca, o którego grób w Wojsławicach koło Chełma, woj. Lubelskie dba tamtejsza regionalistka.

   Ta opowieść zaczyna się pięknie – od mroźnego, styczniowego poranka w 1910 roku, kiedy w kościele w Tłokini Marcin przysięgał miłość swojej wybrance, Anieli. Przez lata ich rytm życia wyznaczała ciężka praca na roli, miłość do dzieci i duma z wybudowania solidnego, murowanego domu. Niestety, ta wielkopolska idylla została brutalnie przerwana jesienią 1939 roku, gdy Szulec stał się częścią hitlerowskiego Kraju Warty, a polscy gospodarze zostali uznani za intruzów na własnej ziemi.

   Kiedy Niemcy kazali Bachom się pakować, Marcin, żegnając się z rodzinnym domem, wypowiedział słowa, które stały się tragicznym proroctwem: „... ja już tu nie wrócę”.

Zapraszam Was dzisiaj w niezwykle osobistą podróż śladami jednego z nas. To droga, która prowadzi z kaliskiej ziemi, przez piekło obozu przejściowego w Łodzi, aż po cichy, tragiczny koniec w sam dzień Bożego Narodzenia na lubelskim wygnaniu. 
Poznajcie losy Marcina Bacha – człowieka, którego historia przypomina nam, jak wielką cenę płacili nasi przodkowie za wierność własnym korzeniom.


   Działo się to zimowego dnia, 17 stycznia 1910 roku, kiedy w osadzie Tłokinia węzłem małżeńskim złączone zostały losy dwojga młodych ludzi.
W obliczu Boga i świadków stanął dwudziestosiedmioletni Marcin Bach – młodzieniec urodzony w 1883 roku i zamieszkały w Szulcu, syn Tomasza oraz Petroneli z domu Gruszka.  U jego boku kroczyła wybranka serca, 21-letnia Aniela z domu Baran. Młoda panna pochodziła z Winiar, a jej rodzicami byli rolnicy – Stanisław i Józefa z Gibusów. Tego mroźnego dnia, otoczeni życzliwością świadków i rodzinnym błogosławieństwem, rozpoczęli oni wspólną drogę jako mąż i żona.


Tłumaczenie aktu małżeństwa (z języka rosyjskiego) Nr 30. Tłokinia
Działo się we wsi Tłokinia dnia piętnastego (dwudziestego ósmego) stycznia tysiąc dziewięćset dziesiątego roku
 [15 / 28 stycznia 1910 r.] o godzinie dziewiątej rano.
Oświadczamy, że w obecności świadków: Antoniego Kiełba (Antoni Kiełb), mającego sześćdziesiąt lat, i Franciszka Cerbskiego (Franciszek Cerbski), mającego czterdzieści pięć lat, obu rolników zamieszkałych w Winiarach, 
zawarty został w dniu dzisiejszym religijny związek małżeński między:
Marcinem Bach (Marcin Bach), kawalerem, mającym dwadzieścia siedem lat, urodzonym i zamieszkałym 
w Szulcu przy rodzicach, synem Tomasza i Petroneli z domu Gruszka, małżonków Bachów, rolników ze Szulca,a Agnieszką Baran, panną, mającą dwadzieścia jeden lat, 
urodzoną i zamieszkałą w Winiarach przy rodzicach, córką Stanisława i Józefy z domu Gibus,  małżonków Baranów, 
rolników z Winiar. Małżeństwo to poprzedziły trzy zapowiedzi opublikowane w tutejszym tłokińskim oraz opatowskim kościołach w niedziele: dwudziestego grudnia zeszłego roku (drugiego stycznia bieżącego roku), dwudziestego siódmego grudnia zeszłego roku (dziewiątego stycznia bieżącego roku) oraz trzeciego (szesnastego) stycznia bieżącego roku.
Nowożeńcy oświadczyli, że zawarli przedmałżeńską umowę majątkową (intercyzę) w mieście Kaliszu u notariusza Stanisława Bzowskiego dnia 10 (23) grudnia 1909 roku za numerem 1586.
Religijny obrzęd zaślubin dopełniony został przez Nas, niżej podpisanego Księdza. Akt ten przybyłym i świadkom niepiśmiennym przeczytany, przez Nas tylko podpisany.
[Podpisano]: Ks. W. Peretiatkowicz (?) Utrzymujący Akta Stanu Cywilnego
Adnotacja na dole strony (w języku polskim)
Na dole dokumentu dopisano później urzędową informację o śmierci żony:
żona zmarła dnia 31 Stycznia 1970 r. w Szulcu. USC Opatówek Nr aktu 7/1970.


   Młodzi małżonkowie związali swoje życie z Szulcem – wsią o wyjątkowym znaczeniu historycznym i duchowym. To właśnie tutaj, w XVII wieku, doszło do cudownego uzdrowienia jednego z mieszkańców, który w akcie wdzięczności ufundował słynny, łaskami słynący obraz Świętej Rodziny dla kaliskiej kolegiaty . Przez stulecia osada ta cieszyła się szczególną opieką Świętego Józefa, a wiara ta głęboko wsiąknęła w tożsamość jej mieszkańców.

   Nazwisko rodu Bachów wrosło w tę ziemię od pokoleń. Historyczne korzenie rodziny sięgały aż XVIII wieku, co znalazło swoje oficjalne potwierdzenie na kartach literatury. W monografii Ewy Martinek „Szulec. Wieś cudu Świętego Józefa” na stronie 50, nazwisko XVIII-wiecznego przodka, Marcina Bacha, zostało uwiecznione wśród tutejszych gospodarzy. Ta cenna wzmianka, w połączeniu z żywą pamięcią jego prawnuka Krzysztofa Romańczyka, stała się bezcennym fundamentem do odtworzenia wielopokoleniowych dziejów rodu.

   Jako prawowity gospodarz w Szulcu, Marcin Bach był człowiekiem silnie związanym z ziemią,  odpowiedzialnym za byt nowo założonej rodziny. Praca na roli w tamtych czasach wymagała niezwykłego hartu ducha i bezwzględnego poświęcenia. Każdego dnia Marcin zmagał się z kaprysami pogody i trudem własnych rąk.         Był to żywot uświęcony tradycją, gdzie rytm dni wyznaczały pory roku, a codzienne obowiązki przeplatały się z cichą modlitwą.  Z czasem ciężka praca przyniosła owoce – Bachowie wznieśli porządny, murowany dom, który stał się dumą rodziny i bezpieczną przystanią dla kolejnego pokolenia. A później powodem wysiedlenia, bowiem okupant osiedlał niemieckich osadników w dobrych domach z cegły.

   Marcin byl zamożnym gospodarzem, miał dużo ziemi, specjalizował się w hodowli koni. Przed wybuchem II wojny były przysposabiane do działań bojowych w ramach formacji Przysposobienie Wojskowe Konne, otrzymywały żołd i opiekę weterynaryjną od wojska.

Z biegiem lat przeznaczenie małżonków dopełniło się w najpiękniejszy możliwy sposób. Ich ognisko domowe w Szulcu zostało pobłogosławione przyjściem na świat dzieci, które miały kontynuować historię rodu:

  • Józef ur. 1911. Józef miał dwie córki Stanisławę i Marię. Stanisławę Romańczyk znali wszyscy opatowianie bowiem prowadziła aptekę w centrum Opatówka na rogu ulicy Kościelnej i Poniatowskiego.
  • Stanisław ur. 1913 - zm. 2000

  • Stefan ur. 1915 ( zmarł w wieku 12 lat )

  • Piotr ur. 1924 – zm. 2002, kawaler

Wojenny dramat i wygnanie (1939)

   Spokojny, uregulowany rytm życia w Szulcu został brutalnie przerwany we wrześniu 1939 roku wraz z wybuchem II wojny światowej. Marcin Bach miał wówczas około 56 lat – był dojrzałym mężczyzną, który całe swoje życie i serce włożył w rozbudowę rodzinnego gospodarstwa.

   Ziemia kaliska i Szulec zostały bezpośrednio wcielone do Trzeciej Rzeszy jako część nowo utworzonego tzw. Kraju Warty (Warthegau). Dla mieszkających tu Polaków oznaczało to początek terroru. Niemcy rozpoczęli masowe, bezwzględne wysiedlenia rdzennej ludności, dążąc do całkowitej germanizacji tych terenów. Ofiarami tej polityki padali przede wszystkim właściciele najlepszych, najbardziej zadbanych gospodarstw z solidnymi, murowanymi domami – takimi jak ten, który wzniósł Marcin.

   Pewnego tragicznego dnia w drzwiach domu Bachów stanęli niemieccy urzędnicy, informując rodzinę, że mają czas na podpisanie volkslisty, w przeciwnym razie będą musieli opuścić swoją ojcowiznę. Moment ten był dla Marcina emocjonalnym ciosem. Żegnając się z własnym domem, dręczony złym przeczuciem, wypowiedział na głos prorocze słowa:

„... ja już tu nie wrócę”.

   I tak też, niestety, się stało. Pierwszym etapem ich męczeńskiej drogi była Łódź, gdzie znajdowała się Centrala Przesiedleńcza (Umwandererzentralstelle). Bachowie spędzili tam kilka miesięcy w nieludzkich, uwłaczających godności warunkach – w przepełnionych, zimnych i pozbawionych podstawowej higieny barakach obozu przejściowego. To właśnie tam, w wyniku wycieńczenia i wszechobecnego chłodu, Marcin nabawił się pierwszego, ciężkiego zapalenia płuc, które trwale nadwyrężyło jego zdrowie.

   Po dramatycznych miesiącach spędzonych w Łodzi, Marcin wraz z żoną i synem zostali zapakowani do wagonów i wywiezieni na teren Generalnego Gubernatorstwa, w rejon lubelski. Jako wysiedleńcy nie zostali przydzieleni do żadnej stałej pracy – rzucono ich losowi na zatracenie. Dokwaterowano ich do domów innych polskich rodzin, które same borykały się z biedą. W ciasnocie i ubóstwie, Bachowie zostali skazani na biologiczną wegetację.

   W tych skrajnych warunkach, pozbawiony właściwej opieki medycznej, ciepła i odpowiedniego wyżywienia, schorowany Marcin ponownie zapadł na zapalenie płuc. 

Marcin Bach zmarł na wysiedleniu, w miejscowości Majdan Ostrowski na Lubelszczyźnie, w sam dzień Bożego Narodzenia – 25 grudnia 1940 roku. Nad trumną stoi żona i syn Piotr (pierwszy z prawej)

   Wyniszczony organizm dumnego gospodarza z Szulca nie zdołał wygrać tej walki na obcej ziemi. Marcin Bach zmarł w nieludzkich warunkach na wysiedleniu, w miejscowości Majdan Ostrowski na Lubelszczyźnie, w sam dzień Bożego Narodzenia – 25 grudnia 1940 roku. Pochowany jest w Wojsławicach koło Chełma, woj. Lubelskie.


Dom Marcina w Szulcu


  Jego żona Aniela (która wróciła do Szulca i zmarła w 1970 roku) w geście miłości i pamięci ufundowała ten  nagrobek w Wojsławicach koło Chełma, woj. Lubelskie.


Grób Marcina Bacha (1884–1940) z Szulca w Wojsławicach koło Chełma, woj. Lubelskie.


Co się jeszcze działo w Szulcu podczas wojny? Czy inni gospodarze też zostali wysiedleni i musieli opuścić swoje domy? Odsyłam do posta: Aresztowanie 12 Polaków we wsi Szulec, gmina Opatówek 14 czerwca 1940. Pożar podczas wysiedlania polskich rodzin.

Marcin ma także nagrobek symboliczny na cmentarzu w Opatówku. Tu spoczęła jego żona.

Grób Marcina Bacha w Opatówku/ Tu spoczęła jego żona i synowie.

                                            °°°°°°°°°°°°°°° 𓆩♡𓆪 °°°°°°°°°°°°°°°

Bardzo ciekawym wątkiem jest życie Józefa  Bacha (1911-2000), syna Marcina. Jego żona Helena z domu Jodłowska pochodziła z Grybowa koło nowego Sącza. Józef kończył w Grybowie liceum klasyczne a później kierunek: spółdzielczość rolnicza na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. 

Z takim wykształceniem szybko znalazł pracę. 
Najpierw jako urzędnik w Liskowie, a w 1938 roku zaliczył duży awans – został administratorem fabryki włókienniczej w Opatówku na ulicy Kościelnej, w którym obecnie mieści się Muzeum Historii Przemysłu.
Zakład co prawda już wtedy nie działał, ale udziały w fabryce miał liskowski Bank Rolny, a reszta akcji należała do banku angielskiego. 
Józef dostał tam duże, służbowe mieszkanie i wydawało się, że wszystko układa się jak należy. 
Zakłady Fiedlerów w Opatówku były w XIX wieku jedną z największych i najbardziej nowoczesnych fabryk sukienniczych w Królestwie Polskim, jednak ich potęga całkowicie załamała się po I wojnie światowej, głównie z powodu utraty kluczowych rynków zbytu w Rosji. Ostateczny cios finansowy przyniósł Wielki Kryzys z lat trzydziestych, przez który zakład zaczął tonąć w ogromnych długach, co doprowadziło do całkowitego wstrzymania produkcji. Ponieważ właściciele nie byli w stanie spłacić swoich zobowiązań, potężny majątek fabryki – w tym ogromne, kilkupiętrowe gmachy w centrum Opatówka – przeszedł w ręce instytucji finansowych i wierzycieli. 
Informacja o strukturze własnościowej z 1938 roku, wskazująca na liskowski Bank Rolny oraz bank angielski, doskonale obrazuje ten proces, ponieważ instytucje te przejęły udziały właśnie za niespłacone długi. W tej sytuacji wierzyciele pilnie potrzebowali na miejscu zaufanego i wykształconego administratora, takiego jak Józef, którego zadaniem było pilnowanie gigantycznego majątku, budynków oraz mieszkań przyfabrycznych przed ostateczną likwidacją lub licytacją. 
Samo zaangażowanie kapitałowe instytucji z sąsiedniego Liskowa również nie było przypadkowe, ponieważ tamtejszy ruch spółdzielczy i bankowy, zapoczątkowany przez księdza Blizińskiego, był wówczas niezwykle silny i prężny.
Wszystko zmieniło się w 1939 roku. Rodzina z dnia na dzień straciła mieszkanie – wyrzucono ich, żeby zakwaterować tam Niemca. Musiał utrzymać rodzinę, więc zatrudnił się jako urzędnik w gminie, jako buchalter.

Józef Bach stoi oparty o lewą framugę drzwi. Nr. 16
. Zdjęcie z czasów II wojny przedstawia pracowników gminy. Nr 1 Komisarz Brake, nazista.


Z tego okresu pochodzi uderzająca historia. Ówczesny kolejny niemiecki komisarz Opatówka, Nuesse, (pierwszym był Brake) dowiedział się, że ojciec Józefa, Marcin, został wysiedlony w lubelskie. Urzędnik zaoferował pomoc i obiecał, że sprowadzi starszego pana z powrotem w rodzinne strony. "Ściągniemy go tutaj, może pan jednak podpisze tę volkslistę?". Józef uciął jednak temat krótko i rzeczowo:

— To już nieaktualne. Ojciec nie żyje.

Gdy wojna się skończyła, Józef po prostu wrócił do tego, co potrafił robić najlepiej. Ponownie objął posadę administratora fabryki w Opatówku i pracował tam przez pewien czas. Wszystko skończyło się, gdy nowa, komunistyczna władza zaczęła masowo przejmować prywatny i państwowy majątek, co ostatecznie zamknęło ten rozdział jego życia.

Moja rodzina była zaprzyjaźniona z rodziną wnuczki Marcina, a córką Józefa, panią Stanisławą Romańczykową.  Moje ostatnie spotkanie z panią Stanisławą Romańczykową mogło być około 2015 roku na imieninach ciotki Teresy Jaśkiewiczowej


Prawdopodobnie festyn pierwszomajowy. Pierwsza od lewej Teresa Jaśkiewicz, moja chrzestna, następnie pani Stanisława Romańczyk, Sabina Ketner- stomatolog z Ośrodka Zdrowia, mój chrzestny Maciej Wiewiórkowski.

Druga córka Józefa - Maria, była z kolei przyjaciółką mojej mamy. Maria cieszy się dobrym zdrowiem.

Autor Dominika Pawlikowska

 

poniedziałek, 7 listopada 2022

Aresztowanie 12 Polaków we wsi Szulec, gmina Opatówek 14 czerwca 1940. Pożar podczas wysiedlania polskich rodzin.


   Historia Szulca pozostaje przejmującym świadectwem tego, jak okupacyjny terror potrafił zniszczyć ludzkie życie nawet wtedy, gdy formalnie potwierdzono niewinność oskarżonych. Tragiczny pożar, będący skutkiem dziecięcej nieostrożności, stał się dla niemieckiego aparatu represji pretekstem do prześladowań, które dla wielu mieszkańców wsi zakończyły się więzieniem, obozem koncentracyjnym i śmiercią.

Tragedia Szulca – pożar, wysiedlenie i niemiecki terror

   Wieś Szulec, położona w granicach gminy Opatówek w ówczesnym województwie kaliskim, należała przed II wojną światową do miejscowości zamożnych. Żyzne ziemie, dobrze prosperujące gospodarstwa i solidna zabudowa sprawiały, że mieszkańcy żyli dostatnio, czerpiąc owoce swojej ciężkiej pracy.

Rankiem 14 czerwca 1940 roku spokój tej wielkopolskiej wsi został brutalnie przerwany. 

   Wszystko zaczęło się w gospodarstwie Stanisława Spisza. Syn jego siostry, czteroletni Stanisław Nowak  znalazł zapalniczkę swojego wujka Stanisława i zaprószył ogień w słomie składowanej za zabudowaniami. Stanisław Spisz był wtedy nieprzytomny, ciężko ranny po wypadku, ponieważ kopnął go koń. Dziecko zabrało jego zapalniczkę i z grupą innych dzieci pasących krowy za zabudowaniami zrobili górajkę.

Zygmunt Spisz, s. Wojciecha, ur. 24.02.1911 ( w środku). Brat Stanisława Spisza, absolwent politechniki, zamieszkały w Lodzi. Mimo, że został ostrzeżony, że będą aresztowania za ten pożar, przyjechał do  Szulca. Aresztowany w Szulcu, oskarżony o podpalenie i zamordowany w Auschwitz.
(z archiwum domowego Anny Kurzawskiej, córki Anny Spisz, siostry Zygmunta)

 Płomienie błyskawicznie objęły stodołę, a następnie, podsycane przez długotrwałą suszę i wiatr, zaczęły przenosić się na kolejne zabudowania położone wzdłuż szosy prowadzącej z Koźminka do Opatówka. 

    Pożar okazał się katastrofalny w skutkach. W krótkim czasie zniszczył gospodarstwa należące do dziesięciu rodzin: Stanisława Spisza, Kazimierza Kurka, Wawrzyńca Kurka, Leona Balcerczyka, Stefana Antczaka, Michała Zimnego, Michała Kołaty, Michała Frankiewicza, Józefa Szymańskiego oraz Stefana Klibra.

   W tym samym czasie, gdy mieszkańcy walczyli z żywiołem, do Szulca przybyły samochody z niemiecką policją, funkcjonariuszami okupacyjnymi oraz niemieckimi osadnikami. Celem ich przyjazdu było przeprowadzenie planowanej akcji wysiedleńczej polskich gospodarzy i osiedlenie na ich ziemi niemieckich kolonistów. Zbieg okoliczności sprawił, że pożar i akcja wysiedlenia nastąpiły niemal równocześnie. Niemcy uznali to za akcję sabotażową.

Zabudowania gospodarcze 
Stanisława Spisza

   Niemcy otoczyli wieś szczelnym kordonem. Na jej krańcach ustawiono karabiny maszynowe, a próbujących uciekać mężczyzn zatrzymywano i aresztowano. Okupanci uznali bowiem, że pożar został wzniecony celowo przez Polaków jako akt zemsty za planowane wysiedlenie. W rzeczywistości mieszkańcy Szulca spodziewali się podobnej akcji, ponieważ wysiedlenia trwały już w okolicznych miejscowościach. Jednak wybuch pożaru był nieszczęśliwym wypadkiem, całkowicie niezwiązanym z działaniami niemieckiej administracji. Zatrzymanych Polaków zgromadzono w miejscowym domu ludowym, gdzie rozpoczęły się brutalne przesłuchania. 

   Gdy niemiecka administracja zadomowiła się już na dobre w Opatówku i okolicy, w tym domu zamieszkał Anton Stich przesiedleniec z Galicji, rolnik 16 ha, ur. 03.10.1906 r. w Machlińcu. Był to Niemiec, katolik, z żoną Anną Vogl i dwojgiem dzieci w wieku 1,5 i 12 lat. Był synem Leopolda i Kathariny Stich ur. Frankenberger. Był członkiem SA, Standarte Kalisz. Skrót „SA-Mann” (zapisywany w języku niemieckim z łącznikiem) oznacza członka Sturmabteilung – czyli paramilitarnej, rzekomo „szturmowej” bojówki niemieckiej partii nazistowskiej (NSDAP), znanej powszechnie jako „brązowe koszule”.

Sołtysem w Szulcu w czasie okupacji był Michał Frankiewicz.

Dom Ludowy w Szulcu. Przed wojną gromada wsi Szulec, która zaczęła budować dom jako ludowy straciła tą  nieruchomość z powodu niegospodarności i została sprzedana na licytacji w 1935 roku. W czasie wojny Niemcy mieli tu magazyny, Spółka z Poznania, która była właścicielem od 1935 do roku 1956 sprzedała to na licytacji.
Tu byli przetrzymywani zatrzymani z Szulca, przesłuchiwani i torturowani. 

   Wśród aresztowanych znaleźli się bracia Balcerczykowie: Jan, Józef, Stanisław, Leon i Stefan, a także Zygmunt Spisz (na zdjęciu powyżej), Marian Kurek, Stefan Antczak, Stefan Kliber, Józef Skonieczny, Maria Kliber i Anna Spisz. Podczas przesłuchań więźniowie byli bici z wyjątkowym okrucieństwem, często aż do utraty przytomności.

   Szczególnie ponurą rolę odegrał funkcjonariusz działający po cywilnemu, nazwiskiem Neumann. To właśnie on miał wyróżniać się wyjątkową brutalnością wobec zatrzymanych. Po kilku dniach zwolniono obie kobiety, natomiast mężczyzn przewieziono najpierw do aresztu w Opatówku (na plebanii), a następnie do więzienia w Kaliszu. Tam przez długi czas nie prowadzono wobec nich żadnych czynności procesowych.

   Dopiero 7 lipca 1940 roku przed niemieckim Sądem Specjalnym (Sondergericht) w Kaliszu stanęło siedmiu oskarżonych o podpalenie wsi: Jan i Józef Balcerczykowie, Leon Balcerczyk, Zygmunt Spisz, Marian Kurek, Stefan Antczak oraz Stefan Kliber. Pozostali zatrzymani wystąpili jako świadkowie, podobnie jak wcześniej zwolnione kobiety i sam czteroletni Stanisław Nowak, którego nieostrożna zabawa była rzeczywistą przyczyną tragedii.


Helena Spisz z córką Marią, 1941, Łódź. Dziecko nie poznało
już swojego ojca Zygmunta, zamordowanego w Auschwitz.


   Żaden z oskarżonych nie przyznał się do zarzucanych czynów. Szczególne znaczenie miało zeznanie Stefana Klibra, który podczas rozprawy odwołał wcześniejsze obciążające innych mieszkańców zeznania. Wyjaśnił, że zostały one wymuszone podczas brutalnych przesłuchań i złożone pod wpływem bicia. Po wysłuchaniu wszystkich świadków oraz przeprowadzeniu wizji lokalnej niemiecki sąd nie znalazł żadnych dowodów winy oskarżonych. W efekcie wszyscy zostali uniewinnieni. Wyrok uprawomocnił się 13 lipca 1940 roku.

Mimo prawomocnego uniewinnienia wolność nie została im jednak zwrócona.

   Bezpośrednio po ogłoszeniu wyroku funkcjonariusz Neumann miał podejść do oskarżonych i oznajmić, że choć sąd uznał ich za niewinnych, Gestapo zatrzymuje ich do własnej dyspozycji. Był to wymowny dowód, że w okupacyjnej rzeczywistości nawet wyrok sądu nie chronił przed terrorem niemieckiego aparatu bezpieczeństwa. Przez kolejne tygodnie nikt z uniewinnionych ani nawet część świadków nie odzyskał wolności. Dopiero 2 września 1940 roku zwolniono z więzienia w Kaliszu świadków: Stefana i Stanisława Balcerczyków oraz Józefa Skoniecznego. Pozostali zostali przewiezieni do więzienia przy ulicy Sterlinga w Łodzi. Po kilku miesiącach zwolniono jedynie ciężko chorego Mariana Kurka. Wyniszczony pobytem w więzieniach zmarł 19 lipca 1941 roku.

   6 listopada 1940 roku Jan Balcerczyk, Zygmunt Spisz, Stefan Kliber i Stefan Antczak zostali deportowani z więzienia w Łodzi do niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau. Żaden z nich nie przeżył. Jan Balcerczyk, Zygmunt Spisz i Stefan Antczak zginęli jeszcze pod koniec 1940 roku, natomiast Stefan Kliber poniósł śmierć w 1942 roku.

   Kilka dni później, 8 lub 9 listopada 1940 roku, Józef ur. 1913-05-29 (uwięzienie, przeżył KL Sachsenhausen 1940-11-11, numer 34138) i Leon Balcerczykowie zostali przewiezieni etapami do obozu koncentracyjnego Sachsenhausen. Doczekali tam wyzwolenia.

Bracia Spisz


   Odpowiedzialność za aresztowanie, bezprawne przetrzymywanie oraz śmierć mieszkańców Szulca spoczywa na kaliskim oddziale Gestapo. Działo się to pomimo faktu, że niemiecki sąd jednoznacznie oczyścił oskarżonych z zarzutów. Kierownikiem tej placówki był wówczas Wilhelm Schönrogge. Po wojnie jego wydania polskim władzom odmówiły brytyjskie władze okupacyjne.


Personalia osób, które zginęły w Auschwitz:
1./ Jan Balcerczyk, s. Leona, ur. 16.12.1914 r. 
2./ Stefan Kliber, s. Marcina, ur. 9.8.1904 r.
3./ Zygmunt Spisz, s. Wojciecha, ur. 24.02.1911 *. 
4./ Stefan Antczak, s. Antoniego, ur. 1908 r. zmarł po pobycie w więzieniu
5./ Kazimierz Kurek, s. Kazimierza, ur. 31.1.1917 r. 

Przeżyli pobyt w obozie w Sachsenhausen:
6./ Józef Balcerczyk, s. Leona, ur. 29.5.1915 r.
7./ Leon Balcerczyk, s. Leona, ur. 28.6.1923 r. 

Aresztowani od dnia 14 czerwca 1940 r. do dnia 2 września 1940 
8./ Stefan Balcerczyk, s, Leona, ur. 19.8.1921 2.
9./ Stanisław Balcerczyk , s. Leona, ur. 30.9.1917 .
10./ Józef Skonieczny, danych brak

Zwolnione po kilku dniach zatrzymania
11./ Marianna Spiż voto Kliber, c. Józefa. ur. 10.12.1913 . 
12./ Helena Piotrowska, c. Wojciecha, ur. 22.12.1904 

Na podstawie: