Etykiety

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ceków-Kolonia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ceków-Kolonia. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 23 czerwca 2025

Młodość Jana Przybyły. Cz. II. Okupacja niemiecka.

 Autor: Dominika Pawlikowska


Opracowanie na podstawie wspomnień Jana Przybyły (08.11.1919 Zborów - 15.02.2001 Kiączyn Nowy, pochowany w Stawiszynie)



Losy Jana :

  1. Młodość Jana Przybyły. Cz. I. Wojna.
  2. Młodość Jana Przybyły. Cz. II. Okupacja niemiecka
  3. Jan Przybyła. W niewoli. 1941. Cz. III.
  4. Obóz pod czarną chorągwią. Soldau. Cz. IV.
  5. Pierwsze dni w Königsbergu. Okupacja niemiecka. Cz. V.1943. 1944. Bombardowanie Königsberga. Cz. VI.
  6. 1945
  7. Powrót do domu. Cz. VIII
  8. Wspomnienia Jana Przybyły. Powrót do życia. Maj 1945. Cz. IX.
  9. Wspomnienia Jana Przybyły: Moje przeżycia w Urzędzie Bezpieczeństwa w Kaliszu. 1949. Cz. X.
  10. Rehabilitacja. Cz. XI.

Kierunek – Warszawa.


Z małą kartką i dokładnym adresem w kieszeni ruszył dalej. Znowu złapał niemiecką ciężarówkę. 24 listopada 1939 był już w Warszawie. Zaczął szukać wskazanego adresu. 

   Z poleconym listem od pani dziedziczki majątku Pass, stanął na ulicy Pułaskiego. Zadzwonił do drzwi. Otworzyła mu starsza kobieta. Ukłonił się grzecznie i poinformował, że chciałby widzieć się z panem dyrektorem, gdyż ma dla niego list. Po dłuższej chwili w progu stanął sam dyrektor – dość wysoki, dobrze zbudowany mężczyzna, o ponurym, surowym spojrzeniu. Bez słowa odebrał list i zniknął z nim w swoim gabinecie. Minęło może pół godziny, nim go ponownie zawołał. Wtedy zaczęli rozmowę. Przedstawił się, opowiedział o swojej sytuacji, wyznał, że chciałby zostać w Warszawie.
   Dyrektor zamyślił się na chwilę, po czym odparł krótko, że w stolicy sytuacja jest trudna i on nie zamierza brać za nikogo odpowiedzialności. W tym właśnie momencie do pokoju wszedł jego syn – podporucznik Janek. Poprosił, by wyszedł na chwilę, i rozpoczął z ojcem rozmowę na jego temat. Młodszy z mężczyzn nalegał, by dać mu szansę – podkreślał, że jest ochotnikiem, obrońcą Warszawy, a takim ludziom należy pomagać. Lecz stary dyrektor był nieugięty. Powiedział twardo, że takich przybłędów sobie nie życzy.
Po chwili Janek wyszedł i przekazał wiadomość:
– Stary się uparł. Ale niech się pan jeszcze trochę pokręci po Warszawie i zajrzy do nas ponownie.
Wychodząc, spotkał woźnicę dyrektora – Jasińskiego. Zapytał go, gdzie mógłby przenocować. Woźnica wskazał stajnię. Przyznał się też, że tego dnia obchodzi imieniny – był 24 listopada 1939 roku. Jasiński uścisnął mu rękę i szczerze, jak dobremu koledze, złożył życzenia. I tak, z przypadkowym towarzyszem – Antkiem – obchodził swoje imieniny w stajni przy winie, które młoda i sympatyczna kucharka wyniosła ze spiżarni. 
   Rano, po śniadaniu, wyruszył na ulicę Żurawią do pani Marii Kołodziejczyk. Przyjęła go serdecznie, wypytując o rodzinę w Stawiszynie. Uspokoił ją – wszyscy byli zdrowi i cali. Przedstawił też swoją sytuację: musiał uciekać z domu, bo był ścigany przez Niemców. Wyjawił, że zamierza przedostać się przez Rumunię na Węgry. Pani Maria jednak odradzała ten plan – jej zdaniem było to niemożliwe.
W tym czasie u doktora Urbanowicza przebywał młody dentysta z Poznania, również planujący ucieczkę przez Rumunię. Przez niemal tydzień zastanawiali się, co robić. Wałęsali się po Warszawie, szukając wskazówek i informacji. Doktor Urbanowicz również głowił się nad ich losem.
  W niedzielę usiedli razem przy stole: doktor Urbanowicz, dentysta z Poznania, pani Maria i on. Radzili, co dalej. Niemcy silnie obsadzili granice. Doktor Urbanowicz zasugerował, by przeczekać – Francja i Anglia wypowiedziały wojnę Niemcom. Ustalili, że on ruszy w rodzinne strony, a dentysta zostanie w Warszawie. Na pożegnanie doktor Urbanowicz, w geście przyjaźni, wpisał mu do notesu: „Wytrzymałość uszlachetnia i umacnia ludzi na duchu”.

Powrót w rodzinne strony.


   15 grudnia był gotów do drogi. Pożegnał się z doktorami i panią Marią, podziękował za dobre serce i trzy tygodnie gościny, i wyruszył w stronę Łowicza.
Na jednej z warszawskich ulic zatrzymała go muzyka. Orkiestra – złożona głównie ze studentów – szła, grając i śpiewając polskie pieśni. Zatrzymał się, poruszony. Gdy zabrzmiała „Warszawianka” – „Oto dziś dzień krwi i chwały” – serce ścisnęło mu się ze wzruszenia, a łzy napłynęły do oczu. Długo nie mógł ruszyć z miejsca.
   Jeszcze przed wieczorem był już daleko poza Warszawą. Przenocował w Chodakowie, gdzie życzliwi ludzie nakarmili go i dali schronienie – pokazał im żołnierską przepustkę z obozu. Wieczorem był już za Łowiczem, w wiosce Kwiatkowice – miejscu wrześniowej potyczki z Niemcami. Następnego dnia dotarł do Malanowa i tam również zanocował.
   Do domu miał już tylko około trzydziestu kilometrów. Musiał być jednak czujny – w okolicy kręcili się znajomi Niemcy. Wyruszył z Malanowa po 20 grudnia i dotarł do Zborowa. Tu mieszkała jego rodzina – tu się urodził, tu znał wielu. Zborów, spokojna wieś oddalona od głównych dróg, leży piętnaście kilometrów od Stawiszyna.
Zatrzymał się u wuja – Tomasza Płucienniczaka, mieszkającego przy majątku. Odwiedzał także Józefa Sadłowskiego, Wiktora Ignasiaka i Antoniego Janiaka – wszędzie zmieniał miejsce pobytu, nie zatrzymując się zbyt długo.

To u nich ukrywał się Jan Przybyła podczas okupacji: od prawej Stanisław Przybyła-stryj, zam. Złotniki Małe Kolonia; Jan Andrzejewski, kolega, zam. Pólko; Wincenty Płucienniczak, krewny ze strony ojca, zam. Złotniki Małe Kolonia
To u nich ukrywał się Jan Przybyła podczas okupacji:
od prawej Stanisław Przybyła-stryj, zam. Złotniki Małe Kolonia;
Jan Andrzejewski, kolega, zam. Pólko;
Wincenty Płucienniczak, krewny ze strony ojca, zam. Złotniki Małe Kolonia.


   Trzy kilometry dalej, we wsi Goliszew, mieszkała dalsza rodzina. Nocował u wujka Antoniego Kubasika, Romana Rzempowskiego, Andrzeja Przybyły, a nawet u Józefa Niemca. Czasem znajdował schronienie u Michała Płócienniczaka w Złotnikach Małych Kolonii i u Jana Andrzejewskiego na Pólku. W Werginkach ufał Józefowi Bąkowi i Wawrzyńcowi Janiakowi – przechowywali go z narażeniem własnego bezpieczeństwa, za co był im dozgonnie wdzięczny. 
„To nie życie, to wegetacja,” pomyślał. „Człowiek, który ma ręce do pracy, sumienie czyste, serce do walki — nagle staje się szczurem. Kryje się pod deskami, w szopach, u ludzi, którzy też boją się, że pewnego dnia za jego obecność znikną w ciężarówce bez okien. I tylko dlatego, że miał odwagę wziąć karabin, stanąć na warcie, bronić Ojczyzny... że nie chciał żyć na kolanach”.
   W Kaliszu miał lokum na ulicy Skarszewskiej u folksdojcza Józefa Szulca. Mieszkanie – od frontu zaplombowane – miało niewidoczne wejście od podwórza. W Stawiszynie pomagał mu Bertold Buksz, fryzjer i szwagier jego kolegi Ludwika Wilkowskiego. To właśnie Ludwik i jego brat Józef odwiedzili go na Pólku, u Jana Andrzejewskiego, gdzie się ukrywał. Uzgodnili, że z pomocą Buksza – zatrudnionego w magistracie – postarają się o Ausweiss (dowód). Kiedy go otrzymał, mógł czuć się nieco bezpieczniej w razie kontroli.
Miejsce pobytu zmieniał głównie nocą. U wuja Michała Płucienniczaka w Zborowie, miał specjalnie przygotowaną skrytkę – wejście prowadziło spod szopy, wyjście ukryte było za stodołą. Miał tam własny pokój, doskonale zamaskowany.

Stawiszyńska Elegia.


   Stawiszyn, małe miasteczko w sercu Wielkopolski, tętnił życiem. Przez wieki splatały się tu losy Polaków i Żydów, tworząc mozaikę kultur, tradycji i codziennych historii. Przed nadejściem wojny Stawiszyn był domem dla sporej społeczności żydowskiej - ok. 600 osób, która żyła obok polskiej ludności, dzieląc radości i smutki, tworząc wzajemne więzi.

   Gdy we wrześniu 1939 roku niemieckie wojska wkroczyły do Polski, życie w Stawiszynie, podobnie jak w całym kraju, legło w gruzach. Dla żydowskich mieszkańców nastał czas niewyobrażalnego terroru. Represje, prześladowania, konfiskaty mienia i przymusowa praca stały się ponurą rzeczywistością. Rasistowskie prawa, niczym niewidzialne mury, zaczęły oddzielać Żydów od reszty społeczeństwa, wpychając ich w otchłań izolacji.
   Wiosną 1940 roku Stawiszyn budził się bez swoich żydowskich mieszkańców. Niemcy wywieźli ich w nieznanym kierunku. Tylko nieliczni wiedzieli — lub przeczuwali — dokąd prowadził ten bezpowrotny transport. Zlikwidowano dwa przytułki dla starców. Puste domy, warsztaty i sklepy przejęli niemieccy osadnicy. Cisza pośród murów, które niegdyś rozbrzmiewały dziecięcym śmiechem, stała się bolesnym krzykiem straty.

Historia żydowskiej rodziny Foglów.


  Wśród tych, których dotknęła ta niewyobrażalna tragedia, była rodzina Hermana Fogla. Herman, urodzony w Stawiszynie w 1905 roku, syn Chaima i Heleny, był zamożnym kupcem prowadzącym sklep żelazny w domu przy Placu Wolności 19. Jego żona, Pola, przyszła na świat w 1909 roku w Kole. Mieli dwóch synków: ośmioletniego Mojżesza i pięcioletniego Alfreda. Ich życie, niegdyś pełne nadziei i planów, zostało brutalnie przerwane.
   Wiktoria Bielak, kucharka i sprzątaczka, która pracowała zarówno u brata Józefa w piekarni, jak i u Żyda Hermana Fogla, była świadkiem ich życia i dramatu. Opowiedziała, że rodzina Foglów, przeczuwając nadchodzące niebezpieczeństwo, ukryła część swojego dobytku. Dwie skrzynie  zakopali na podwórzu, mając nadzieję, że kiedyś uda im się po nie wrócić. 
   Niestety, ich nadzieje okazały się płonne. Herman Fogel i jego ośmioletni synek Mojżesz oraz  pięcioletni Alfred zostali zamordowani w łódzkim getcie w 1942 roku. W 1944 roku, żona Pola została zamordowana w Auschwitz.
Po wywiezieniu rodziny Foglów, w ich domu w Stawiszynie osadzono niemieckiego osadnika ze wsi Zamęty, Oswalda Lorentza. Czy zakopane przez Żydów skrzynie leżą tam do dziś, nieme świadectwo przerwanych marzeń i niezmierzonej straty? To pytanie pozostaje bez odpowiedzi, pogrążone w mrokach historii.
   Tragiczny los Żydów ze Stawiszyna jest bolesnym przypomnieniem o bestialstwie wojny i Holokaustu. Ich historie, jak ta rodziny Foglów, są żywymi świadectwami, które nie mogą zostać zapomniane.

Wysiedlenia.


   Właściciele większych gospodarstw żyli w niepokoju – Niemcy wysiedlali Polaków, by przekazać ich ziemię volksdeutschom lub Niemcom ze wschodu. Założenie było proste i brutalne: usunąć ich z dnia na dzień, by natychmiast przejąć dorobek ich życia — domy, warsztaty, ziemię.
Tym, których obejmował nakaz opuszczenia domu, wolno było zabrać jedynie podręczny bagaż: nieco odzieży, kołdry, koce, parę naczyń, trochę żywności, dokumenty. Limit wagi wynosił zaledwie 12 kilogramów — z czasem łaskawie podniesiony do trzydziestu.
   Życie toczyło się z dnia na dzień.
W końcu czerwca 1940 roku Michał Płucienniczak został wysiedlony wraz z rodziną do Generalnego Gubernatorstwa. Na drugim końcu wsi mieszkał stryj Jana – Stanisław Przybyła. Na dzień przed wysiedleniem, razem z Piotrem Owczarkiem, ubili świnię. Przy świniobiciu odbyła się libacja, która skończyła się dopiero około pierwszej w nocy. 18 czerwca 1940 nad ranem, o piątej, jeszcze pogrążeni we śnie, zostali gwałtownie zbudzeni. Do izby wpadła ciotka Hanka, szarpiąc wszystkich i krzycząc przerażonym głosem: – Niemcy wysiedlają!

Ucieczka.


   Zerwał się na równe nogi. W jednej chwili ogarnęła go panika — odgłosy niemieckich głosów i ciężkich butów nie pozostawiały wątpliwości. W pośpiechu zaczął się ubierać. To samo robił jego stryj. Bez słowa, w milczeniu zrodzonym z lęku i doświadczenia. Chwycił za klamkę, otworzył okno prowadzące do ogrodu i — nie myśląc długo — wyskoczył. Niemcy byli już na podwórzu.
Zaczął biec. Słyszał za sobą stryjka — też rzucił się do ucieczki. Chwilę później padły strzały. Niemcy otworzyli ogień, ale strzelali na oślep.
Przebiegł przez małą rzeczkę zwaną Bawół i popędził w stronę majątku w Złotnikach Wielkich. Stryj obrał przeciwny kierunek — ku Ostrówkowi. Dopiero gdy był już daleko, zatrzymał się i obejrzał przez ramię. Cisza. Żaden z Niemców nie podjął pościgu. Zmęczony, osunął się w zboże. Położył się wśród łanów żyta, próbując uspokoić oddech i serce bijące jak młot. Odpoczął tam, jak mu się wydawało, około dwóch godzin, po czym ruszył w dalszą drogę.
   Przed południem dotarł do Goliszewa. Znał tu dobrze Helenę Smolińską, więc skierował się prosto do jej domu. Gdy go zobaczyła, zaskoczona zawołała: — Jasiu, dokąd idziesz? Przecież dziś Niemcy wysiedlają Goliszew!

Helena Smolińska z Goliszewa
i Jan Przybyła z Długiej Wsi Pierwszej,
 wysiedleni z Goliszewa


 Mimo niebezpieczeństwa, poczęstowała go gorącą herbatą. Potrzebował chwili wytchnienia. Przypomniał sobie, że u wuja Kubasika zostawił trochę swojej bielizny, lecz jak się okazało — jego wuj został już wysiedlony. Z pomocą przyszedł sąsiad wuja — Czesław Mazurek, którego gospodarstwa Niemcy jeszcze nie ruszyli. To od niego dowiedział się, co się wydarzyło. Gdy przyszli Niemcy, wuj Kubasik i jego syn przebywali akurat w Kaliszu, więc nie mogli nawet zabrać ze sobą żadnych rzeczy. Gdy dotarł do opuszczonego gospodarstwa, zastał tam tylko siostrę wuja — panią Galantową, oraz niemieckiego żołnierza, który pilnował obejścia.
Pani Galantowa znała język niemiecki, więc uknuli plan. Miała powiedzieć żołnierzowi, że Janek jest służącym, który przyszedł odebrać swoje rzeczy. Żołnierz nie protestował. Ciotka spakowała kilka garniturów i część bielizny. Janek zaniósł wszystko do gospodarstwa Czesława Mazurka.
   Gospodarstwa Mazurka, Antoniego Kubasika i Władysława Małeckiego leżały na polach po lewej stronie szosy, prowadzącej w stronę Jankowa. U Mazurka panował spokój, więc postanowił zostać u niego na razie.
    Tego dnia Niemcy wysiedlili większość bogatszych gospodarzy — w różne strony i bez litości. Wielu młodszych chłopców z Goliszewa uciekło, zanim przyszło do nich niemieckie wojsko. Wieczorem niemal wszyscy spotkali się u Mazurka, na polu. Byli tam Galantowie, Pokojowi, Przyjazny, Kubasik. Dołączył do nich także jeszcze nie wysiedlony Rzempowski. Każdy przyniósł coś do jedzenia i picia. I tak rozmawiali i naradzali się co dalej począć.
   Brat Józef także został wysiedlony ze Stawiszyna. Niemcy zabrali mu piekarnię, a on sam zamieszkał w Kaliszu, przy moście na ulicy Stawiszyńskiej, u pani Grzelakowej. Rodzice również zostali wyrzuceni ze swojego domu — przed samymi świętami Bożego Narodzenia, w grudniu 1940 roku. Paradoksalnie wysiedliła ich sąsiadka — Stefka Henke — którą jego matka niegdyś często dożywiała. Stefka była sierotą, wychowywaną przez babkę. Miała dwóch braci — Edwarda, który zmarł przed wojną na gruźlicę, i Adolfa. Stefka wyszła za mąż za Juliana Dekerta i z czasem stała się zagorzałą folksdojczką.

W cieniu podejrzeń.


   Dla niego był to cios — dwie wysiedlone wsie, Złotniki Małe Kolonia i Goliszew, przestały być bezpiecznym schronieniem. Uciekł więc do Zborowa, a potem do Kalisza. Ale i tam czuł, że każdy krok może być ostatnim. Zapuścił wąsy, założył okulary. Czasem przypinał do klapy marynarki znaczek NSDAP, by odwrócić uwagę — lecz wiedział, że to gra o wysoką stawkę. Każdy szczegół mógł go zdradzić. 
   W Kaliszu spotkał Bronisława Lisieckiego z Brudzewa, który także ukrywał się przed wywózką na roboty do Niemiec. To on zaproponował mu handel tekstyliami i nićmi — interes ryzykowny, ale przynoszący dochód. Wśród kierowników sklepów byli folksdojcze, z którymi można było się dogadać, choć każdy taki kontakt niósł ze sobą niebezpieczeństwo.
   Jesienią 1940 roku odwiedził rodziców w Długiej Wsi Pierwszej. Ojciec zabił świnię — chciał ugościć syna w rodzinnym domu. Pod wieczór zaczęło padać, a ciemność wciskała się w kąty podwórza. Nagle rozszczekały się psy. Ojciec wyszedł do bramy, a on sam ukrył się w stajni. Gdy przechodził obok, przywiązując psa do budy, ojciec szepnął: — Uciekaj.
Żandarmi wjechali na podwórze. Jeden z nich uderzył ojca w twarz i krzyknął, pytając o zabitą świnię. Ojciec nie zaprzeczał. Zaprowadził ich do schowka przy oborze — mięso było już zakopane w beczce. Dopiero wtedy syn odetchnął. Chodziło o mięso, nie o niego. Żandarmi krzyczeli, ale go nie bili. Nakazali przywieźć mięso do Stawiszyna następnego dnia. Z opresji wybawił go Niemiec Wilhelm Schmidt, dawny sąsiad i przyjaciel. Dzięki niemu ojciec otrzymał tylko grzywnę — kilka marek.
   W czasie wojny stosunki z dawnymi kolegami — Niemcami — były skomplikowane. W lutym 1941 roku, w Kaliszu, spotkał Adolfa Henke. Ten podszedł, przywitał się i zapytał, gdzie teraz mieszka. Jan odpowiedział: — Józef i brat mnie odprowadzają na dworzec. Jadę do Warszawy. Ty jesteś Niemcem, ja Polakiem — możesz mnie wydać. Adolf zaniemówił, w oczach zakręciły mu się łzy. — My, starzy sąsiedzi i koledzy... Jak możesz tak mówić? Gdybym mógł, zawsze bym ci pomógł. Ale zaszkodzić — nigdy.
Zaprosił go wraz z bratem do swojego mieszkania na Ciasnej, gdzie mieszkał z braćmi Szulcami. Gdy Jan przekroczył próg kuchni, zamarł — przy stole stała Sabina Pilarska, koleżanka ze Stawiszyna. Rzuciła mu się na szyję i wyszeptała: — Janek, uważaj. Oni mogą cię wydać. Spytał ją, co tu robi. Wyjaśniła, że nie chciała jechać na roboty do Niemiec i pracuje u nich jako kucharka. Wrócili do pokoju. Stół był już zastawiony. Adolf, śmiejąc się, powiedział: — Janek, wybacz, chciałem ci zrobić niespodziankę. Dlatego nie mówiłem, że Sabina tu jest.
   Zachowywali się przy stole tak, jakby wojna nie istniała — jakby byli tylko kolegami z dawnych lat, a nie Polakami i Niemcami. Przy pożegnaniu życzyli mu zdrowia, szczęścia, otuchy. Adolf odprowadził go aż na ulicę Stawiszyńską.
Nazajutrz Jan wyjechał do Zborowa, do Józefa Sadłowskiego — zaufanego przyjaciela jego ojca, człowieka spokojnego i dobrego Polaka. Sadłowski dał mu schronienie na strychu obory. Gdy Jan opowiedział mu o spotkaniach z folksdojczami, tylko pokręcił głową.
— Igrasz jak mysz z kotem — powiedział. — Lepiej idź na Poroże, do mojego zięcia. Tam w lesie, w chaszczach, będziesz bezpieczniejszy.

   Zanim wyruszył, chciał pożegnać się z Lisieckim. Udali się razem do znajomego kierownika sklepu przy kaliskim ratuszu. Nagle do sklepu wszedł Rudolf Roge — niebezpieczny i zatwardziały Niemiec, który jeszcze przed wojną działał w piątej kolumnie. Janowi ugięły się nogi, ale Roge go nie rozpoznał.
Pożegnał się z Lisieckim i opuścił miasto.

Modlitwa.


   08.03.941 roku, w pogodny poranek, córka Sadłowskiego — Natalia — zaprowadziła go na Poroże. Szli pieszo przez Ceków. Niósł teczkę pełną nici, szpulek i materiału. Zbliżali się do budynku żandarmerii. Niemcom spodobał się imponujący budynek pod numerem 8. Jego właściciel Roman Jędrzejak został wyrzucony ze swojego domu.

Ceków-Kolonia, budynek pod nr 8. Przed II wojną własność Romana Jędrzejaka (21.11.1897–14.04.1983), użytkowany przez Niemców jako posterunek żandarmerii.
Ceków-Kolonia, budynek pod nr 8. Przed II wojną własność
Romana Jędrzejaka (21.11.1897–14.04.1983),
użytkowany przez Niemców jako posterunek żandarmerii.

   Gdy byli już około 150 metrów od budynku żandarmerii, zobaczyli grupę około piętnastu żandarmów stojących na placu. Krew zamarła im w żyłach. Nie było dokąd uciec.
Natalia wpadła w panikę. On sam zaczął szeptać modlitwę: — Pod Twoją obronę uciekamy się, Święta Boża Rodzicielko...
Szedł jak w transie. Czapka uniosła mu się na głowie, rękę podniósł wysoko i zawołał: — Heil Hitler!
Żandarmi odpowiedzieli chóralnie: — Heil Hitler!
Mijał ich w odległości zaledwie dwóch, trzech metrów. Przeszli dalej. Po dwustu metrach, gdzie droga skręcała ku Porożu, obejrzał się jednym okiem. Wokół panował spokój. Przetrwał. Znów. Dzięki opatrzności boskiej. Prawdopodobnie wzięli go za Niemca, ponieważ był dobrze ubrany: na nogach buty oficerki, bryczesy, ładny kożuch i czapka hitlerówka na głowie.
   Dotarli na Poroże — do Stefana Grzesia, zięcia Sadłowskiego. Tam, pośród lasów i zagajników, miał przeczekać kolejne dni wojennego losu.

Wielkanoc na Porożu.


   Na Porożu — w ubogiej, położonej w gęstwinie zagajników, wśród sosen i krzewów wsi, gdzie ziemia była ledwie piątej i szóstej klasy — Niemcy zsyłali tu wysiedlonych Polaków.
   Wśród osiedlonych znaleźli się Andrzej Przybyła, Wincenty Stasiak, pani Gałązkowa z Goliszewa oraz Janicki z Dymska. Janicki, Przybyła i Stasiak mieszkali w bliskim sąsiedztwie. Wincenty Stasiak trafił tu z wnukami — dziećmi swojego starszego syna Feliksa. Jego synowie, ścigani przez Niemców za posiadanie radia, musieli się ukrywać. Urządzenie wykryto w Goliszewie — aresztowano wtedy Rogackiego i Galanta, ale Stasiakom udało się zbiec. Od tej pory żyli w ukryciu, czujni, bezpieczni tylko wśród lasów.
Tam też poznał szewca Józefa Ciołka — człowieka, który znał wszystkich i wszystko, Polaków i Niemców, ich sprawy i sekrety.
   Około trzech kilometrów za wsią, przez pole, rozciągała się kolejna osada — Przespolew. Tam rzeźnik Barski prowadził swój sklep, a jego zięć zajmował się handlem kolonialnym. 
Wielkanoc zbliżała się wielkimi krokami, trzeba więc było pomyśleć o zaopatrzeniu. Kiełbasa i — nie mniej ważny w tamtych czasach — bimber. Ten ostatni można było nabyć u sołtysa w Zimnej Wodzie, folksdojcza, który choć Niemcem, handlował z miejscowymi.
    Zamieszkał na święta u stryja Andrzeja Przybyły. W Wielką Sobotę miał odebrać kiełbasę od Barskiego, a przy okazji wstąpić do krawca po garnitur. Do teczki zapakował trzy puste butelki na bimber. Towarzyszył mu Stefan Staszak. Ledwie przeszli dwieście metrów od domu, kiedy zatrzymali ich żandarmi — jeden z Rzeszy, drugi miejscowy z Prażuch, August Just.
— Znasz tego? — zapytał Just, wskazując na Stefana.
— Spotkałem go dopiero co na drodze — odparł spokojnie.
Just nie czekał długo. Wymierzył policzek — siarczysty, upokarzający. Kazał otworzyć teczkę.
— Idę do rzeźnika — wyjaśnił — a butelki mam na naftę.
Żandarm zbliżył nos do szkła. Wąchał podejrzliwie.
— Na pewno na bimber — syknął. Rozbił szyjki butelek, wrzucił je z powrotem do teczki. Przeszukując kieszenie, natrafił na 230 marek. Skonfiskował dwieście, razem z ausweisem. Pozwolił odejść, zostawiając trzydzieści marek i kierując ich do Przespolewa.
   U Barskiego, w sklepie, opowiedział o całym zajściu. Rzeźnik szybko zważył kiełbasę i podał mu ją przez ladę. Nagle, za oknem, pojawiła się znajoma sylwetka — Just, tym razem w cywilnym płaszczu. Wszedł do środka. Udał, że go nie poznaje.
— To kiedy można przyjść po naftę? — zapytał Barskiego głośno, udając obojętność.
— Zaraz po świętach. Zięć przywiezie, nie zabraknie — odpowiedział bez mrugnięcia okiem.
Just słuchał, ale nie powiedział nic. On natomiast zabrał kiełbasę i ruszył z powrotem. Gdy był już niedaleko Poroża, dogonił go żandarm z Rzeszy.
— Chodź z nami — powiedział łagodnie. — Oddamy ci pieniądze i dokument.
   Przez chwilę przyszła mu do głowy myśl, by wyrwać mu broń, rzucić się do walki, zabić, uciec. Ale Niemiec był uprzejmy, niemal ludzki. Westchnął cicho, jakby w duchu wzywał Matkę Boską, i poszedł za nim do Zimnej Wody.
Na miejscu czekał już Just. Sypał obelgami, ale żandarm z Rzeszy nie pozwolił mu podnieść ręki. Sołtys także stanął w jego obronie. Tłumaczył, że przyjechał na święta do stryja i zaraz po nich wraca do Stawiszyna. Pieniądze zwrócili. Ausweis miał odebrać dopiero na posterunku w Cekowie.
Wieczorem udał się do Ciołka, który, znając zarówno Polaków, jak i Niemców, obiecał pomóc. Just — mówił — ma kochankę Polkę. Jej szwagier to jego znajomy, więc spróbuje coś załatwić.
I rzeczywiście. W drugie święto u sołtysa zorganizowano zabawę dla młodzieży niemieckiej — Hitlerjugend. Just miał być obecny i mieć przy sobie jego dokument.
Na zabawę poszedł z Ciołkówną, córką szewca. On został na zewnątrz, ona weszła do środka i po chwili wróciła z Justem. Ten, na jego widok, zawrzał złością. Wymierzył cios.
— Ty, polska świnio! Zasłonił się ręką, ale Just znów zamachnął się. Tym razem nie czekał. Uderzył go z powrotem — najpierw w twarz, potem w brzuch. Niemiec się tego nie spodziewał.
Nie pozostało mu nic innego jak uciekać. Wyskoczył za dom, wbiegł w zagajnik. Usłyszał strzały. Biegł, jak umiał, przez pola, aż dotarł do stryja Andrzeja. Bez słowa, z bijącym sercem, oznajmił, że musi się natychmiast wynosić.
   Uzbrojony w pistolet i sztylet, ruszył nocą, bocznymi drogami, przez pola i zagajniki, w stronę Stawiszyna. O czwartej nad ranem był już na ulicy Konińskiej — u szwagra Wacława Włodarczyka.

Justowie z Kuźnicy.

   
   W Kuźnicy od pokoleń mieszkała rodzina Justów – Niemców, lojalnych wobec III Rzeszy, członków organizacji nazistowskich, gorliwych wykonawców polityki faszystowskiej. Ich obecność w okolicy okazała się tragiczna w skutkach dla wielu Polaków – za sprawą donosów, prowokacji i represji, do których się przyczyniali, wielu z naszych rodaków zostało aresztowanych, wywiezionych, a niektórzy – zamordowani.
   Justowie byli powiązani rodzinnie z niemieckimi i polskimi rodzinami z okolicznych wsi. Te koligacje dawały im dostęp do informacji – nie tylko o współmieszkańcach niemieckiego pochodzenia, ale przede wszystkim o Polakach.
Jednym z najbardziej znanych przedstawicieli tej rodziny był August Just, żandarm z posterunku w Cekowie. Urodził się w 1872 roku w Kuźnicy, w rodzinie Daniela Justa, rolnika wyznania ewangelickiego, syna Augusta i Julianny z domu Rabe. Matką Augusta była Wanda z domu Kończak, pochodząca ze wsi Dębe.
August miał liczne rodzeństwo: siostrę Huldę (ur. 1902), Melidę (ur. 1904), która zamieszkała w Plewni Nowej, Martę (ur. 1909), oraz brata Emila (ur. 1914), który również odegrał ponurą rolę w czasie wojny.
   Emil Just, z zawodu tkacz, w 1937 roku przeprowadził się do Kalisza, gdzie przy ulicy Częstochowskiej 30 zamieszkał wraz z żoną Martą z domu Leipe. Rok później rozpoczął budowę nowego domu pod numerem 16 a. Był funkcjonariuszem policji, a także członkiem SA – paramilitarnej organizacji wspierającej nazistowski reżim. Zginął 13 września 1940 roku w Kaliszu. W akcie zgonu zapisano: „zastrzelony przez Polaka”. 
   Jego śmierć stała się pretekstem do brutalnej fali represji – w odwecie policja niemiecka w dniach 05 – 07.03.1941 przeprowadziła akcję aresztowań w Kaliszu i w okolicznych miejscowościach, również w Stawiszynie. Aresztowanych umieszczono w jako zakładników w więzieniu znajdującym się w budynku byłej szkoły powszechnej przy ulicy 3–go Maja. Zostali przewiezieni do kaliskiego więzienia, po czym weszli w skład transportu sformowanego 02.05.1941 do KL Auschwitz oraz transportu 14.05.1942 z Łodzi.
Był to klasyczny mechanizm terroru: każda okazja, każdy incydent – prawdziwy czy spreparowany – służył niemieckiemu okupantowi jako pretekst do łapanek, przesłuchań i egzekucji. Bracia Just – August i Emil – byli znani z bezwzględności. W Kaliszu, szczególnie na ulicy Częstochowskiej, ich nazwiska budziły lęk. Słynęli z brutalności i represji, które stosowali wobec miejscowej ludności. To oni stali za rozbudową siatki konfidentów i donosicieli, której działalność pogłębiała atmosferę strachu i niepewności. Demolowali i ograbiali kościoły.
Pamięć o ich zbrodniach przetrwała w opowieściach tych, którzy ocaleli. Dla mieszkańców regionu nazwisko Just długo jeszcze brzmiało złowrogo – jako symbol zdrady, przemocy i okupacyjnego terroru.
   Żandarm August Just po wojnie zmienił tożsamość i osiedlił się w Szczecinie pod nazwiskiem Antoni Piorunowski. Został rozpoznany w Kaliszu przez Franciszka Kaźmierczaka i złapany po wojnie. Wyrokiem sądu skazany na śmierć przez powieszenie w 1948.


Na fałszywych papierach.


   Miał podrobione dokumenty na nazwisko Szczepan Przybyła. Tak się składało, że jego dziadek – mieszkający na Porożu u stryja Andrzeja – również nosił to imię. Starzec, liczący sobie już osiemdziesiąt pięć lat.
Pewnego poranka u stryja zjawili się żandarmi. Weszli bez uprzedzenia, uzbrojeni w pistolety maszynowe, i od razu zapytali:
– Gdzie jest Szczepan Przybyła?
W izbie zastali jedynie zgarbionego starca leżącego na posłaniu. Na ich twarzach pojawił się wyraz zawodu.
– To nie ten – rzucił jeden z nich.
– Gdzie młody? – dopytywali.
– Innego Szczepana tu nie ma – odpowiedział spokojnie stryj Andrzej.
   Tymczasem Jan był już w drodze. W Starym Kiączynie, tuż przed Stawiszynem, mieszkał jego znajomy z czasów przedwojennych – dawny dróżnik, Józef Michalski. Jan zapukał do okna, przedstawił się, a Michalski natychmiast otworzył drzwi.
– U szwagra i siostry wszystko w porządku – uspokoił go.
Nazajutrz szwagier przekazał wieści o Janie jego bratu, Józefowi, który wówczas był skierowany na roboty do Milicza. Wieczorem jednak, mimo ryzyka, Józef przyszedł, by się z bratem zobaczyć.
– Potrzebny mi nowy ausweis – powiedział Jan, nie czekając długo.
   Przypomniał sobie o dawnym koledze, Czesławie Wypychu, który pracował jako woźny w gminie Zbiersk. Następnego dnia Wypych dostarczył mu aż trzy ausweisy z pieczęciami oraz dwa bez wpisanych nazwisk. Kolejny z nich zawierał już dane: Jan Przybyła. Idealne – pomyślał. Papier wyglądał wiarygodnie.
   W Stawiszynie grunt palił mu się pod nogami. Nie było już tam bezpiecznie. Podjął decyzję: rusza do Łodzi, gdzie miał krewnych. Zanim jednak wyruszył, zatrzymał się jeszcze za Morawinem, w dwóch pobliskich wsiach – Młyńskiej i Krzyżówkach – gdzie mieszkała jego rodzina: Kołodziejczakowie, Janczakowie i Rutkowscy.
Udał się najpierw na Młyniska, do kuzynki Kołodziejczakowej, by zdobyć adresy do Łodzi. Siedział właśnie w jej domu, gdy – jakby wywołani złym przeczuciem – pojawili się żandarmi z Kamienia. Znani byli w okolicy z bezwzględności. Jan nie spanikował. Zachował zimną krew.
Bez słowa ruszył do stajni. Tam wciągnął na siebie roboczą bluzę, chwycił zgrzebło i szczotkę, i zaczął czyścić konia, jakby był zwykłym parobkiem.
   Żandarmi weszli za nim do stajni. Spojrzeli na niego, oceniając. W końcu machnęli ręką i odeszli.
Dopiero gdy furmanka zniknęła w oddali, wrócił do domu. Wtedy okazało się, że u kuzynki przebywała Marysia Rutkowska z Łodzi. Bez słowa podała mu potrzebne adresy.
Z dokumentami w kieszeni i nadzieją w sercu, ruszył do Łodzi.

Pieszo.


wtorek, 14 marca 2023

Żydzi z gminy Ceków




W protokole zebrania z roku 1919 (Źródło: APK, Zespól: Wydział Powiatowy w Kaliszu, Inspektor Samorządu Gminy Ceków, Sygnatura 11/11/0/6/191) znalazły się nazwiska osób obłożonych podatkiem na szkoły, przedstawiciele "wolnych fachów", przemysłu, wśród nich nazwiska żydowskich mieszkańców Cekowa.

Mapa Cekowa 1944


Ceków:
Szaja Baum, Pinkus Arkusz, Markus Rosen, Majsie (Moyshe) Frenkiel, Mane Zand, Szlama Zomer, Aron Markusiewicz, Alan Kowalski.
Plewnia:
Bendet Markowski, Izaak Waksman.
Gostynie:
Josek Magnuszewski, Icek Ralewicz
Karczemka:
Szlama Jakubowicz



Z 18 mórg należących do szkoły w Porożu Starem pozostawić w majątku szkoły 2 morgi, wypuścić 13 mórg w dzierżawę i osiągnięty z tego fundusz wnieść do kasy na procent jako fundusz budowy szkół.


Żydzi z okolicy byli w czasie wojny deportowani do obozu w Czachulcu, koło Przespolewa.

sobota, 4 marca 2023

Marian Lipowski (1899 Kalisz - 1942 Dachau). Ofiara akcji "Inteligencja". Kamień, gmina Ceków-Kolonia.

autor: Dominika Pawlikowska


W 1939 Niemcy - dawni koledzy i sąsiedzi - przygotowali listy proskrypcyjne tzw. "wrogów Rzeszy". Wszyscy Polacy, którzy, ich zdaniem, byli wrogo nastawieni do germanizacji, zdolni do skupienia wokół siebie konspiracji zostali umieszczeni na tej liście, aresztowani wiosną 1940 i deportowani do obozów koncentracyjnych. Celem polityki namiestnika Kraju Warty Arthura Greisera było całkowite wyniszczenie mieszkających tu Polaków.
Marian Lipowski listonosz z Kamienia.
16.07.1899 Kalisz - 20.04.1942 KL Dachau.

Niemcy byli doskonale poinformowani w lokalnych stosunkach. Już poczuli się "Herrenvolkiem" - panami tej ziemi i potrzebowali „przestrzeni życiowej”. Wiedzieli, kto działał w organizacjach patriotycznych czy paramilitarnych takich jak np. „Strzelec” czy „Sokół”, kto słucha polskiego radia, kto odgraża się, że tu jeszcze będzie Polska. Prawdopodobnie mieli dostęp do polskich archiwów i wiedzieli, kto był weteranem wojskowym, organizuje konspirację, posiada broń, majątek, który miejscowi Niemcy chcieli przejąć, kto posiada wykształcenie bądź autorytet wśród miejscowych, jakie poglądy głosi miejscowy nauczyciel etc. W każdej wsi, mieście i miasteczku sporządzili listę osób, którzy stali na przeszkodzie do szybkiej germanizacji Polski. 
Listy proskrypcyjne sporządzane były w największej tajemnicy przy udziale miejscowych, zadomowionych tu Niemców i przez miejscowy Selbstschutz. Tak działo się również w gminie Ceków - Kolonia. O tym w artykule: Ceków. Treuensiegen. Akcja "Inteligencja" 1940.
Zachowała się lista proskrypcyjna z nazwiskami mieszkańców gminy. Jest na niej m.in. miejscowy listonosz Mariana Lipowskiego oraz dyrektor miejscowej szkoły Roman Zawodziński i inni. Przeczytaj artykuł: Roman Zawodziński (04.02.1909 Adamów – 21.04.1941 w Gusen), kierownik szkoły w Kamieniu. Ofiara akcji "Inteligencja".

Fragment listy proskrypcyjnej
z nazwiskiem Mariana Lipowskiego.

Długa jest lista osób umieszczonych w ramach akcji "Inteligencja" na ocalałym fragmencie listy proskrypcyjnej „wrogów Rzeszy”. Cała lista tutaj. To aż 160 najważniejszych mężczyzn w każdej wsi i miasteczku w okręgu kaliskim: burmistrzowie, sołtysi, kierownicy szkół, nauczyciele, urzędnicy gminni jak np. sekretarze gmin, radni, aptekarze, działacze społeczni, rzemieślnicy, członkowie straży pożarnej, Związku Rezerwistów, Związku Strzeleckiego, Towarzystwa Gimnastycznego Sokół, weterani wojny, posiadacze ziemscy, kupcy, przemysłowcy. Wszyscy zostali aresztowani w dniu 15 kwietnia 1940 w wyniku skoordynowanej akcji żandarmerii w podkaliskich wsiach i miasteczkach.

Znalazł się na niej również Marian Lipowski, syn Stanisława i Franciszki. 
Urodził się 16.07.1899 w Kaliszu. Ukończył szkołę średnią, miał maturę. Mieszkał z żoną Marianną z d. Przepiórka oraz dwiema córeczkami Marysią i Basią w Kamieniu, gmina Ceków-Kolonia pod numerem 22. Mieszkali na końcu wsi na przeciwko rodziny Kołodziejczyków.
Przed aresztowaniem 15.04.1940 był listonoszem w Kamieniu. Najpierw trafił do obozu Mauthausen, gdzie otrzymał numer obozowy 4074. Następnie 06.06.1940 do obozu Gusen (podobóz Mauthausen) numer jeniecki 6069. O Gusen tutaj. Następnie w dniu 14.08.1940 do obozu koncentracyjnego Dachau nr obozowy 14607, Block 13/2. Nie wiadomo, dlaczego nie został w Gusen, tak jak zdecydowana większość aresztowanych z okręgu kaliskiego wraz z nim. Został zamordowany w Dachau 20.04.1942.
Dachau był niemieckim obozem koncentracyjnym, założonym wiosną 1933 roku w opuszczonej fabryce amunicji na obrzeżach miasta Dachau, na północ od Monachium, w południowych Niemczech. Można obejrzeć księgę przyjęć do obozu Dachau, tzw. Dachauzugangsbuch, nazwisko Lipowskiego w sąsiedztwie wielu przyjętych do obozu z całej okolicy tzw. Landkreis Kalisch tutaj. Z obozu Dachau wysłał kilka listów do rodziny, które ocalały i znajdują się obecnie w Izbie Tradycji 25 Dywizji Piechoty w Cekowie-Kolonii. (Udostępnione dzięki uprzejmości wójta p. Mariusza Chojnackiego)
Brat Mariana Zygmunt Lipowski (był weteranem wojny polsko-bolszewickiej 1920 roku. Zachowała się jego książeczka wojskowa, w posiadaniu wnuczki Wandy Dudzik). Zygmunt Lipowski mieszkał w Kamieniu, do końca musiał ukrywać udział w tej wojnie. Cała rodzina posiadała umiejętność gry na wszystkich instrumentach, na akordeonie, trąbce, saksofonie. Przygrywali na weselach i zabawach. Córka Mariana Lipowskiego Barbara Lipowska była po wojnie nauczycielką w szkole w Koźminku.

List Mariana Lipowskiego z obozu Dachau, gdzie przebywał w bloku 13. Listopad 1941.

List Mariana Lipowskiego, Dachau nr obozowy 14607, Block 13/2. (...)
Całuję mamę, Stefcię, Wawrzyńca, brata Józefa, Staśka z żoną i dziećmi,
 kuzynkę Helenę z Łodzi, Cieślewicza i Bałwasa. Dziękuję za myślenie o mnie.

Sam, niszczony przez głód, fizyczne katusze, warunki atmosferyczne (w jednym z listów pisał, że w Dachau panuje mróz -30 stopni), przeczuwając to, co nieuchronne, troszczył się o to, jak żyją i co jedzą najbliżsi:

(...) Na pewno masz, kochana żono, kartofle na nadchodzącą zimę.
Pamiętaj, żeby te kartofle dobrze chronić od mrozu.
Czy masz moje futro? Gdy wyjeżdżałem z Kalisza..

Listy pisane były ręką obozowego pisarza i ograniczały się do zdawkowych pozdrowień, rzadko zawierały coś osobistego. Korespondencję obozową regulowały surowe przepisy, więzień miał prawo do napisania jednego listu w miesiącu i otrzymania. Pisarze blokowi otrzymali szczegółowe zlecenia od blockführerów (urzędnik w strukturze hitlerowskich obozów koncentracyjnych. Kierował jednym z bloków więźniarskich i był odpowiedzialny za przydzieloną mu grupę więźniów) odnośnie do dopuszczalnych treści. Kierownik poczty obozowej zarządził, aby każdy list zawierał sformułowanie jestem zdrów, powodzi mi się dobrze oraz podziękowania za list, paczkę lub pieniądze. List nie mógł zawierać żadnych informacji o więźniu. Korespondencja wzbudzająca podejrzenia była niszczona.        Z korespondencji obozowej Mariana Lipowskiego dowiadujemy się, że miał brata Edwarda, Antoniego, Stanisława, córeczki: Barbarę i Marysię, miał też siostrę. W jednym z listów pozdrawia znajomych: Przepiórkę, Bałwasa. Miał nadzieję, że jeszcze uściska córeczki, że wojna się skończy. Niestety, nigdy nie wrócił do domu. Wycieńczony, został poddany eutanazji w Hartheim 17.02.1942. (Źródło: Lista ujawnionych osób zamordowanych w Hartheim - Komunikaty - Instytut Pamięci Narodowej (ipn.gov.pl))
Z Dachau transportowano wyniszczonych, schorowanych, niezdolnych do pracy specjalnie do tego celu przystosowanym autobusem (pojazdy te miały np. oznaczenia Poczty Rzeszy Niemieckiej i zamalowane szyby). Tam mordowano ich w komorze gazowej, a  ciała palono, prochy zakopując po wschodniej stronie zamku – wraz z prochami 30 tysięcy pomordowanych.

Jestem dobrej myśli, że wkrótce będę mógł was objąć i serdecznie ucałować.
 Musimy czekać na koniec wojny. Mam nadzieję, że nastąpi to niedługo.
 

List z 25.01.1942, ostatni.

List z 25.01.1942

List z 25.01.1942 "Mróz tutaj do -30 stopni"

Miesiąc później już nie żył. O Marianie Lipowskim wspomniał w liście z obozu aresztowany wraz z nim jego sąsiad Zygmunt Wołoszyński. O tym tutaj: Zygmunt Wołoszyński 11.19.1902 z Kamienia. Akcja "Inteligencja".

Zdjęcia z mojej pielgrzymki do obozu Dachau w maju 2019:

Podobnie jak w Auschwitz, na bramie obozu w Dachau
widniał napis „Arbeit macht frei” (niem. Praca czyni wolnym).
Zdjęcie-autorka.

Miejsce w którym znajdował się blok 25




Po wyzwoleniu obozu koncentracyjnego Dachau i jego podobozów armia amerykańska
 i Międzynarodowy Komitet Więźniów stanęły przed zadaniem opieki nad ponad
 60 000 ocalałych i ich repatriacji. Panującą w obozie macierzystym epidemię 
tyfusu plamistego trzeba było zwalczać, leczyć chorych, grzebać 
kilka tysięcy zabitych. Pod koniec lipca 1945 r. z byłego obozu jenieckiego
 opuściła ostatnia grupa z ok. 30 tys. wyzwolonych więźniów, 
których przewidziano zaopatrzenie w obozie macierzystym.

Pomyślcie o tym, jak my tutaj umieraliśmy...

środa, 22 lutego 2023

Roman Zawodziński (04.02.1909 Adamów – 21.04.1941 w Gusen), kierownik szkoły w Kamieniu. Ofiara akcji "Inteligencja"

autor: Dominika Pawlikowska

Roman Zawodziński, syn Andrzeja i Bronisławy z d. Jelonek, ur. 04.02.1909 Adamów/k. Bełchatowa,
kierownik szkoły w Kamieniu. 
Ukończył 29.06.1931 Szkołę Podchorążych Rezerwy Artylerii – 10 Pułk Artylerii Polowej. 
Aresztowany 15.04.1940, deportowany do KL Dachau 26.04.1940,
nr obozowy w Dachau 6253; zamordowany 21.04.1941 w Gusen.
Porucznik rezerwy w korpusie oficerów artylerii.

Był kierownikiem szkoły w Kamieniu. Przed nim kierownikiem szkoły powszechnej w Kamieniu był Ryszard Rezler*. Obaj znaleźli się na tej samej liście proskrypcyjnej. Czym była lista proskrypcyjna ? Niemcy umieścili na niej 160 nazwisk osób – wrogów Rzeszy, wybranych przedstawicieli lokalnej inteligencji, urzędników, burmistrzów, wójtów, nauczycieli, dyrektorów szkół, weteranów wojennych, ziemian, przeciwników niemieckości z Landkreis Kalisch (niem. okręg Kalisz): Cekowa, Stawiszyna, Liskowa, Opatówka, Kamienia, Błaszek, Piotrowa, Jastrzębnik i innych. Znalazł się na niej też mój dziadek Marian Wiewiórkowski, wówczas 31 letni naczelnik poczty w Opatówku/k. Kalisza oraz 3 innych najbliższych, m.in. Zygmunt Gadzinowski, sekretarz gminy Lisków.
Zostali przeznaczeni do eksterminacji, ponieważ ich przedwojenna działalność i postawa zagrażała szybkiej germanizacji tego terenu. Znaleźli się na tej liście, ponieważ wyróżniali się  zaangażowaniem w pracę na rzecz lokalnej społeczności, wykształceniem itp. O pełnej liście, z nazwiskami z całego okręgu Kalisz tutaj:

Fragment listy proskrypcyjnej z nazwiskiem
Romana Zawodzińskiego (04.02.1909 Adamów - zamordowany 21.04.1941 w Gusen),
kierownika szkoły w Kamieniu. 

Na liście napisano Nim: W przypadku wymienionych chodzi o politycznie obciążone elementy, które przed wojną ujawniły się jako notoryczni agitatorzy i źle przyczyniali się niemieckości. Podejrzewa się, że negatywnie wpływają za pomocą swojej negatywnej propagandy na pracującą ludność, tym samym sabotują dzieło budowania. (Rzeszy - dopisek autorki)
Aresztowany, jak wszyscy z listy proskrypcyjnej, w dniu 15.04.1940. Wszyscy aresztowani zostali przewiezieni do hali targowej braci Abrama i Henocha Szrajerów u zbiegu Rynku Dekerta (ob. Nowy Rynek) i ul. 3 Maja (dzisiaj Galeria "Tęcza"), przekształconej w przejściowy obóz dla osób wysiedlanych, przeznaczonych na zagładę i wywożonych do przymusowych robót.
Stamtąd 25.04.1940 napisał gryps do rodziny. 

Prawdopodobnie kończy się nasze siedzenie w hali,
a tym samym i w Kaliszu. Poczta pantoflowa donosi, że w czwartek 25.IV mają nas wywozić, gdzie, nie wiemy. Może już po raz ostatni przesyłamy Wam miłe pozdrowienia z Kalisza.

Następnego dnia, tj. 26.04.1940 wraz z pozostałymi przewieziony do obozu koncentracyjnego Dachau, gdzie otrzymał numer jeniecki 6253. W dniu 05.06.1940 wszyscy z omawianej listy proskrypcyjnej, a więc i Zawodziński, zostali deportowani do obozu koncentracyjnego Mauthausen – Gusen. Gusen to nazwa jednego z 60 podobozów KL Mauthausen na terenie Austrii. Zostali tam przywiezieni 10 dni po uruchomieniu tego podobozu.
"Pomimo braku zaplecza sanitarnego, obóz koncentracyjny w Gusen został uruchomiony 25 maja 1940 i 212 robotników przymusowych w Gusen, którzy zdołali przeżyć fazę budowy obozu i mogli być wykorzystani do dalszej pracy otrzymało nowe numery więźniarskie. Już w dniu otwarcia przybył transport ponad tysiąca polskich więźniów z  Dachau, który zapełnił baraki 2, 3 i 4. Pozostałe baraki zostały zapełnione do końca czerwca 1940 roku przez dalsze transporty z Dachau i Sachsenhausen. Do lata 1940 około 8000 polskich więźniów z obozów koncentracyjnych Dachau i Sachsenhausen dotarło do Gusen. Tam zostali natychmiast przeznaczeni do pracy przymusowej w kamieniołomach Gusen lub zmuszani do dalszej rozbudowy obozu". (Źródło: dokument elektroniczny: Friedrich Ehn „Zwangsarbeit der Insassen im KZ Gusen. Eine historische Gesamtdarstellung“, Wien, 2017, str. 46; u:theses | Detailansicht (42002) (univie.ac.at)

Szkoła w Kamieniu

Powołanie na ćwiczenia oficerów rezerwy
 dla Romana Zawodzińskiego 1938.


Roman Zawodziński złożył przysięgę wojskową w 1930 we Włodzimierzu Wołyńskim. Tam ukończył 29.06.1931 Szkołę Podchorążych Rezerwy Artylerii - 10 Pułk Artylerii Polowej, w stopniu plutonowego. W dniu 04.02.1938 (inne źródła: 01.01.1938) został mianowany na porucznika rezerwy przez Prezydenta Mościckiego. 
30.09.2019 - pośmiertnie awansowany na kapitana.
Wziął udział w kampanii wrześniowej, o jego dalszych losach dowiadujemy się z liściku skreślonego ze szpitala w Warszawie do żony Stanisławy.

Warszawa 08.10.39. List Zawodzińskiego do rodziny przekazany
 ze szpitala w Warszawie. Moje Najukochańsze istoty! 

Oto treść listu: "Warszawa 08.10.39. Moje Najukochańsze Istoty! Obecnie znajduję się w warszawskim szpitalu. Zostałem ranny 21.09.39 w lewą rękę. Za kilka dni będę zdrów zupełnie. Co dalej będzie, nie wiem, może wrócę do domu. Duszą i sercem jestem przy was, gnębi mnie nieświadomość, czy jesteście cali i zdrowi. Co ja bym dał za to, aby być z wami. Bądźcie dobrej myśli. List ten zabierze do Kalisza lekarz. Tu na razie poczta nieczynna. Stasieńko, gdybyś mogła napisz. Adres: szpital centralny Instytut Wyszkolenia Sanitarnego w Warszawie".

List Romana Zawodzińskiego z obozu koncentracyjnego
Mauthausen - Gusen z 28.07.1940, Blok 15, Stube B, nr jeńca 6253 
List Romana Zawodzińskiego z obozu koncentracyjnego
Mauthausen - Gusen z dnia 26.01.1941. Blok 5/Stube (niem. izba) B.

Z zoną poznał się w Łodzi, gdzie Stanisława skończyła Szkołę Handlową i mieszkała (chyba) na ul. Łęczyckiej, Zawodziński uczył się w Łodzi i też mieszkał na Łęczyckiej, u ciotki. Tam się poznali.
W 1940 Stanisława musiała uciekać z dziećmi z Kamienia, gdyż po aresztowaniu męża została ostrzeżona, że po nią tez przyjdzie Gestapo, ponieważ też była nauczycielką w szkole w Kamieniu.
Po wojnie ostatecznie dotarła do Dobrzenic k/Strzelina (woj. dolnośląskie). Na te tereny przesiedlono wielu przedwojennych ziemian, inteligencji. Nadal pracowała tam jako nauczycielka. Zmarła 14.02.1978, została pochowana na cmentarzu w Dobrzenicach.

Z ukochanym synkiem Bogusławem ur. 1933,
miał jeszcze córkę Romanę ur. 1940.

R. Zawodziński z żoną Stanisławą, synkiem Bogusławem ur. 1933,
 córką Romaną ur. 1940.


Wiedzę na temat losów  Romana Zawodzińskiego zaczerpnęłam z dokumentów, które zostały zdeponowane przez syna Romany, Janusza Kumaszka w Izbie Tradycji  25 Dywizji Piechoty w Cekowie-Kolonii, dzięki uprzejmości wójta p. Mariusza Chojnackiego. Informacji o Nim udzieliła mi też córka Bogusława Zawodzińskiego - Małgorzata Zawodzińska oraz pan Janusz Kumaszka.

*(Dziennik Urzędowy Kuratorjum Okręgu Szkolnego Łódzkiego : organ Rady Szkolnej Okręgowej Łódzkiej. R. 4, nr 4 (22 kwietnia 1930)).

poniedziałek, 13 lutego 2023

Ceków. Treuensiegen. Akcja "Inteligencja" 1940.

autor: Dominika Pawlikowska

W książce „Akcja Gestapo przeciwko polskiej inteligencji na terenie gminy Blizanów. Aresztowani i deportowani do obozów koncentracyjnych w III Rzeszy w kwietniu 1940” zebrałam nazwiska i życiorysy osób aresztowanych w gminie Blizanów i zamordowanych w większości w obozie Mauthausen Gusen. 
Teraz chciałabym zrobić to samo dla gminy Ceków. Aresztowania z listy proskrypcyjnej miały miejsce 15 kwietnia 1940 roku. Ta historia wymordowania tutejszej inteligencji nigdy nie została opisana. Poszukuję kontaktu z rodzinami ofiar i regionalistami, nauczycielami historii z terenu gminy.


 W 1939 roku Niemcy nadali gminie nazwę Treuensiegen
 i włączyli do Rzeszy Niemieckiej w regionie administracyjnym Kalisch.


Ceków-Kolonia – gmina wiejska w województwie wielkopolskim, w powiecie kaliskim z siedzibą w Cekowie-Kolonii.
Ze sprawozdania do Starostwa Kaliskiego na temat liczby ludności gminy z dnia 01.11.1936 dowiadujemy się, że gmina liczyła 5266 mieszkańców, z tego Polaków 2859.
Gminę zamieszkiwało aż 2352 Niemców i 55 Żydów. Na terenie gminy były dwa kościoły katolickie, do których uczęszczało 2851 katolików, do jednego kościoła ewangelickiego 2320 osoby. Jeden z kościołów ewangelickich wzniesiony w roku 1833 według projektu Franciszka Reinsteina. W Prażuchach Starych była synagoga.

APK, Skład Obwodowych Komisji Wyborczych Powiatu kaliskiego
- Okręg Wyborczy w Przespolewie

APK, Skład Obwodowych Komisji Wyborczych Powiatu kaliskiego
- Okręg Wyborczy w Cekowie

Dekretem Führera z 8 października 1939 r. ogłoszono 1 listopada przyłączenie do Rzeszy Niemieckiej "Okręgu Wojskowego Poznań" utworzonego pod okupacją niemiecką jako "Reichs- und Parteigau Posen". Chociaż początkowo wybrano nazwę "Reichsgau Poznań" jako nazwę oficjalną, szybko rozpowszechniła się inna nazwa: "Wartheland", od nazwy rzeki, która przepływa przez Poznan.  W publikacjach narodowych socjalistów nazwa ta została wymieniona po raz pierwszy w certyfikacie mianowania Arthura Greisera (1889–1945) gauleiterem, sporządzonym przez Adolfa Hitlera (1897–1946). Od początku listopada nazwa "Wartheland" jest coraz częściej używana przez Greisera. 
Krainę Warty zamieszkiwało około 4,3 miliona ludzi. Spośród nich 85 procent stanowili etniczni Polacy. W okresie przedwojennym udział Niemiec wynosił około siedmiu procent; Do 12 procent wzrosła dzięki utworzeniu tzw. Niemieckiej Listy Narodowościowej (niem. Deutsche Volksliste). W swojej polityce ludnościowej narodowi socjaliści dystansowali się od klasycznej imperialistycznej polityki rewizyjnej: ich zdaniem germanizacja ludności polskiej nie była możliwa. Terytoria wcielone miały zostać "zgermanizowane" w ciągu następnej dekady, a Polacy, którzy z punktu widzenia narodowosocjalistycznego byli "obcymi obywatelami", "mordowani, deportowani [lub] zniewoleni". Inteligencja, szlachta i Żydzi mieli zostać zlikwidowani.
26.10.1939 roku powiat Kalisz został przyłączony do Rzeszy Niemieckiej pod nazwą Kreis Kalisch (niem. okręg Kalisz). Powiat stał się w latach 1939 – 1940 częścią Regierungsbezirk Kalisch (niem. rejencja kaliska), od 1941 Regierungsbezirk Litzmannstadt (niem. rejencja łódzka) w Reichsgau Wartheland (niem. Kraj Warty). Wsie w powiecie zostały początkowo połączone w 20, od 1943 roku następnie w 16 okręgów administracyjnych. W 1941 roku powiat liczył 140 790 mieszkańców. W 1939 roku Niemcy nadali gminie nazwę Treuensiegen i włączyli do Rzeszy Niemieckiej w regionie administracyjnym Kalisch.

Do 1944 niemieckie władze okupacyjne wypędziły 30 tys. Polaków z samego Kalisza i prawie 28 tys. Polaków z powiatu.

APK, Zespół: Starostwo Powiatowe, Ogólne dane o powiecie, rok 1936. 
Gmina liczyła 5266 mieszkańców, z tego Polaków 2859.
Gminę zamieszkiwało aż 2352 Niemców i 55 Żydów.

Komisarzem Cekowa był Karl Erdmann, pisarzem gminnym był Iżewski, zam. Ceków 16, ur. 22.06.1915 w Chicago.
 
Ceków (niem. Treuensiegen), Archiwum Państwowe w Poznaniu,Topographische Karte 1:25 000 (Meßtischblatt) cz. wsch. (Ostdeutschland) /1870 - 1945/, maps.mapywig.org/m/German_maps/series/025K_TK25/4175_Kamin_X.1944_APP_Sygn._
M.top.25-1191.jpg

Do gminy Ceków-Kolonia należy 18 wsi:
 https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=37134705


Beznatka, 
Ceków (Treuensiegen 1943–1945), 
Ceków-Kolonia, 
Gostynie, 
Kamień (Steinhofen 1943–1945),
Kosmów, 
Kosmów-Kolonia, 
Kuźnica, 
Morawin (Beerenfelde 1943–1945),
Nowa Plewnia,
Nowe Prażuchy,
Plewnia (Langendorf 1943–1945), 
Przedzeń, 
Przespolew Pański, 
Przespolew Kościelny,
Stare Prażuchy, cmentarz ewangelicki Stare Prażuchy 41, 62-834 Stare Prażuchy, artykuł Onet
Szadek (Riehen 1943–1945)

Szadek k. Kosmowa, Archiwum Państwowe w Poznaniu,Topographische Karte 1:25 000 (Meßtischblatt) cz. wsch. (Ostdeutschland) /1870 - 1945/, 4175_Kamin_X.1944_APP_Sygn._
M.top.25-1191.jpg (13183×14508) (mapywig.org)


Inne miejscowości gminy:
Bielawy, Bystrek, Cierpiatka, Huta, Kamień-Kolonia,  Korek, Magdalenów, Odpadki, Olendry, Orli Staw.

Krzysztof Celiński, właściciel majątków Stropieszyn i Ceków, chcąc zwiększyć dochodowość swoich dóbr, od 1780 sprowadzał niemieckich osadników z Wielkopolski, Śląska, z okolic Bydgoszczy. Stąd wzięło się liczne osadnictwo niemieckie.
Wójtem gminy Ceków był do wybuchu wojny Władysław Skórzewski, sekretarzem Jan Adamowicz. W czasie II wojny mieścił się tu posterunek żandarmerii, głównym posterunkowym  był Thomas Dietrich.
Przedstawicielem landrata w okręgu urzędowym był komisarz urzędowy (niem. Amtskommissar) Karl Erdmann.
Pracownicy urzędu gminy w czasie wojny:
- Liberski Stephan (ur. 1908) w Stawiszynie, zam. Ceków 80, żonaty z Jadwigą Durską.
- Pechner Charoltte (ur.1925) pracownica biurowa tutejszego komisarza, córka rolników Rudolfa i Emmy Pechner z d. Schirmer. Odpowiadała za wydawanie kartek (urlopowych, podróżnych, restauracyjnych i innych). 
- Bresch Else (ur. 1926) w Prażuchach 73, córka rolników Adolfa i Henriette Bresch z d. Seide.
- Schneider Eduard (ur. 1888 w Stawiszynie, niem. Stavensheim, żonaty z Klarą Bónke, zam. w Cekowie.
- Iżewski Henry, s. Leona, Polak, (ur. 1915 w Chicago), zam. Ceków 6 (Turekerstrasse). Podlegały mu sprawy gospodarcze i żywieniowe.
- Quast Paul, powołany w 1943 do Wehrmachtu, Dolmetscher-Kompanie Nr. 21 (XXI) 
W dokumencie "Imienna lista folksdojczów z okręgu Kalisz podejrzanych o szpiegostwo, którzy zostali aresztowani lub internowani"  (niem. Namentliche Liste der Volksdeutschen des Kreises Kalisch, die im Jahre 1939, insbesondere Krieges als Zivilpersonen verhaftet interniert oder verschleppt worden sind) wymieniony jest 
Gietzel Helmut, uczeń, 20.11.1922, Ceków, 04.09.1939, Warszawa, 10.1939

Znajduje się tu dwór z końca XVIII w. Wyremontowany na pocz. XX w. Założenie dworskie położone jest w północno-zachodniej części wsi po obu stronach szosy Kalisz - Ceków. Zespół rezydencjonalny składa się obecnie z dworu, parku i spichlerza. W XIX wieku w skład dóbr wchodził folwark Dzięcioł, Kolonia Beznatka i Orzeł. Dobra kamieńskie rozciągały się na 2250 morgach. W końcu lat 80 XIX wieku istniała znana w okolicy hodowla owiec rasy negretti oraz koni półkrwi angielskiej. W 1920 las w części majątku należącej do Stanisława Wyganowskiego zajmował 250 mórg. Później został przyłączony do dóbr Warszówka. W 1919 Część majątku przejęła Zofia Maria Aniela Romocka h. Prawdzic Wyganowska zamężna z Mieczysławem Jałowieckim. Baron Mieczysław Jałowiecki (ur. 02.12.1876 w majątku Syłgudyszki na Auksztocie, zm. w 1962 pod Londynem) pełnił wiele funkcji społecznych w Kaliskiem. Był między innymi prezesem Związku Ziemian w Kaliszu, prezesem oddziału straży pożarnej w powiecie kaliskim, członkiem Powiatowej Rady Łowieckiej, Rady Gminy w Kamieniu, a nawet nauczycielem w miejscowej szkole. Był także jednym z inicjatorów budowy szpitala przy ulicy Toruńskiej w Kaliszu. Na polecenie Józefa Piłsudskiego, swojego bliskiego krewnego, został mianowany na stanowisko Generalnego Delegata Ministerstwa Aprowizacji na miasto Gdańsk. Wkrótce premier Ignacy Paderewski powierzył mu dodatkowo tajną funkcję delegata rządu polskiego w Gdańsku. Jego misja w Gdańsku skończyła się jesienią 1920 roku. Intrygi polityczne sprawiły, że miał dość - odszedł ze służby państwowej. Od 1923 r. mieszkał pod Kaliszem, gdzie gospodarował w majątku ziemskim swojej drugiej żony. Należał do BBWR.
W czasie okupacji majątkiem zarządzał powiernik Gustav Hauff. Artkuł o nim: 
"Hauffe to świnia". O niemieckim zarządcy majątku w Kamieniu w czasie II wojny światowej.

Od 1878 własność Zygmunta Celińskiego, dziedzica Cekowa, Stropieszyna i Słuszkowa. W 1903 część odkupiona przez Wolfa Geimana i Zygmunta Dancygiera. Później własność rozdrobniona.

W 1855 dobra nabył Gustaw Weigt, a w 1876 odziedziczyli po jego śmierci synowie: Karol, Robert, Teodor. We wschodniej części wsi do dziś stoi niszczejący dwór zbudowany prawdopodobnie po roku 1782 dla rodziny Jastrzębskich. Ostatni przedwojenni właściciele Morawina Konrad Weigt i jego żona zostali przed wybuchem wojny internowani w Berezie Kartuskiej jako podejrzani o proniemieckie działania. Do Berezy Kartuskiej kierowano osoby zagrażające, w opinii władz, bezpieczeństwu państwowemu w czasie trwania wojny. We wrześniu 1939 wrócili do majątku.
W dwudziestoleciu międzywojennym do morawińskiej sześcioklasowej szkoły powszechnej uczęszczały dzieci z Morawina, Szadku, Młynisk i Podzborowa, później także ze zlikwidowanych szkół z Przedzenia i Krzyżówek (do klasy VI chodziło się dwa lata). W 1937 roku do Morawina przybyli Wacława i Marian Centowie, którzy pracowali w szkole do końca lat sześćdziesiątych. Tuż przed wojną zajęcia odbywały się w dwóch klasach szkoły oraz w wynajętym pomieszczeniu u sklepowego Dolacińskiego (był we wsi jeszcze jeden Dolaciński). Do starszych klas uczęszczały dzieci z Kamienia. W roku szkolnym 1938/39 założono Uniwersytet Ludowy z internatem. Nauka trwała w soboty i niedziele. Słuchacze pochodzili z gmin: Kamień, Ceków, Zborów i Strzałków.
W czasie wojny do szkoły chodziły tylko niemieckie dzieci. Najpierw uczył je polski nauczyciel, a potem nauczycielka z Berlina. Wacława Cent mieszkała na Krzyżówkach i tam prowadziła tajne nauczanie. Marian Cent przebywał w niewoli niemieckiej. (Źródło: Witamy na stronie internetowej Szkoły Podstawowej w Morawinie (spmorawin.edu.pl))


Plewnia (niem. Langendorf), Archiwum Państwowe w Poznaniu,
Topographische Karte 1:25 000 (Meßtischblatt) cz. wsch. (Ostdeutschland) /1870 - 1945/, 4175_Kamin_X.1944_APP_Sygn._
M.top.25-1191.jpg (13183×14508) (mapywig.org)

do 1928 należał do kolejnych właścicieli dóbr morwinskich. Od 1927 własność Weigtów i Linków. Z założenia dworskiego pozostała tylko część parku i stodoła z końca XIW w. przerobiona w okresie PRL-u na dom mieszkalny oraz czworak robotników folwarcznych. W XX wieku nie istniał już dwór, resztówka była w posiadaniu rodziny Rabe.

Młynisko, Krzyżówki, Koźlątków. Archiwum Państwowe w Poznaniu,
Topographische Karte 1:25 000
 (Meßtischblatt) cz. wsch. (Ostdeutschland) /1870 - 1945/,
maps.mapywig.org/m/German_maps/series/025K_TK25/4175_
Kamin_X.1944_APP_Sygn._
M.top.25-1191.jpg

Przespolew Pański
Od 1862 roku własność Zofii z Truszkowskich i Karola Czyżewskich. 
Proboszczem w czasie II wojny był Ludwik Zatryb (1896-1941), który został aresztowany i zamordowany w obozie KL Dachau, nr obozowy 28389.

Prażuchy  Stare
Wieś została założona w 1774 lub 1780 roku na terenie wsi Ceków, kiedy osiedlili się tu tzw. "Olędrzy". Kolonia za stawem zwana Prażuchy pierwotnie nazywała się Cekowskie Nowe lub Cekowskie Nowe Olędry i zamieszkiwało ją co najmniej 8 osadników luterańskich, z których 6 miało niemieckie i 2 polskie nazwiska. W 1808 roku Prażuchy stały się siedzibą wspólnoty protestanckiej, pierwszej na ziemi kaliskiej. Początkowo obejmowała wsie Ceków, Stary Ceków, Prażuchy (dopiero później powstały dzisiejsze Nowe Prażuchy, a stara kolonia z kościołem stała się Starymi Prażuchami), Plewnia, Zakrzyn, Kuźnice, Czachulec, Przespolew i Jaszczury. W 1830 roku Szadykierz i kolonia zostały przyłączone do Poroża. W 1833 powstał tu kościół ewangelicki. W połowie 19 wieku, ta społeczność dobrze prosperowała i miała 8 cmentarzy. Po zakończeniu I wojny światowej Stare Prażuchy stały się częścią Polski. Około 26 października 1939 roku region Kalisz został przyłączony i włączony do Rzeszy Niemieckiej jako część nowego Reichsgau Posen, późniejszego Kraju Warty. 
Na tej stronie prezentują się niemieckie rodziny mieszkające przed wojną w Prażuchach : www.prazuchy.com. Mieszkali tam z rodzinami: Adolf Bresch, Adolf Frantz, Ernst Friedrich Gellert, Christian Mühlnickel, Adolf Schilke, Albert Schinschke, Friedrich Wilhelm Schultz, August Sukkert, Gustav Welke.

Szadek/k. Kosmowa
Od 1803 własność Katarzyny Anny Praksedy Radolińskiej z Radolina h. Leszczyc (ur. ok. 1768-?) i do połowy XIX w rękach kolejnych właścicieli Kosmowa.

Szadykierz

Na liście proskrypcyjnej zaleźli się:

Kamień/Steinhofen

1. Gałęzewski [na liście: Galenziewski] Tadeusz, ur. 18.11.1912 Strzelno, zam. Kamień, urzędnik pocztowy, aresztowany 15.04.1940, deportowany do KL Dachau 26.04.1940, nr w Dachau 6254, 05.061940 przewieziony do Mauthausen; zamordowany 07.03.1941.

2. Janiak Stanisław [w Dachau zapisany jako Władysław], ur. 26.10.1918 Kopanrada, zam. Krzyżówki, aresztowany 15.04.1940, deportowany 26.04.1940 do KL Dachau, nr w Dachau 6256.

3. Jędrasiak [na liście: Jendrasiak] Stanisław, zam. Kuszyn; ur. 07.04.1921, robotnik, aresztowany 15.04.1940, 26.04.1940 deportowany do KL Dachau nr w Dachau 6279, przeniesiony do Mauthausen.

4. Jędrasiak [na liście: Jendrasiak] Wojciech (niem. Adalbert), ur. 21.03.1911 Petryki, zam. Kuszyn, rolnik, aresztowany 15.04.1940, deportowany do KL Dachau 26.04.1940, nr obozowy 6278, wyzwolony w Dachau.

5. Kowalczyk [na liście: Kowalschik] Ignac, ur. 07.07.1911 Kuszyn, zam. Kuszyn, aresztowany 15.04.1940, 26.04.1940 deportowany do KL Dachau nr w Dachau 6277, Neuengamme nr 4433 (Źródło: www.straty.pl)

6. Kozłowski Kazimierz, ur.17.07.1917, zam. Podzborów/Kamień; elektromonter, nr obozowy w Auschwitz 194672, zamordowany 25.04.1945 r. w KL Mauthausen Gusen nr 100953.

7. Kuś Stanisław, rolnik, zam. Kuszyn; brak informacji.

8. Leśniewski Marian, ur. 12.05.1895 Wróblew, oficer, zam. Krzyżówki, aresztowany 15.04.1940, 26.04.1940 deportowany do KL Dachau, nr w Dachau 6255.

9. Lipowski Marian, syn Stanisława, ur. 16.07.1899 Kalisz, listonosz/szewc, zam. Kamień 23, 2 dzieci, aresztowany 15.04.1940, deportowany do KL Dachau 26.04.1940, nr obozowy Dachau 14607, nr obozowy w Mauthausen 4074, zamordowany 20.04.1942 w Hartheim.

10. Marcinkowski Józef, ur. 20.01.1920, zam. Kuszyn, robotnik, aresztowany 15.04.1940, deportowany do KL Dachau 26.04.1940, nr w Dachau 6084, 13.12.1940 transport do Auschwitz.

11. Mikołajczyk Stanisław, ur. 22.03.1908 Plewnia, urzędnik, aresztowany 15.04.1940, deportowany do KL Dachau 26.04.1940, nr w Dachau 6065, 05.061940 przewieziony do Mauthausen-Gusen, zamordowany 16.03.1941.

12. Przywarczyk Stefan, ur. 21.08.1913, zam. Dębe, urzędnik, aresztowany 15.04.1940, deportowany do KL Dachau 26.04.1940, nr w Dachau 6066, 05.06.1940 przewieziony do Mauthausen, zginął 25.07.1944 podczas amerykańskiego nalotu na Linz.

13. Rosiński [na liście: Rozinski] Andrzej, ur. 06.11.1902, zam. Dębe, szewc, aresztowany 15.04.1940, deportowany do KL Dachau 26.04.1940, nr w Dachau 6067, wyzwolony w Dachau, po wojnie mieszkał w Kaliszu.

14. Tomczak Antoni, ur. 09.05.1907, zam. Koźlątków, nauczyciel, aresztowany 15.04.1940, deportowany do KL Dachau 26.04.1940, nr w Dachau 6247; zamordowany w Gusen 03.05.1941.

15. Wolniaczyk [na liście: Wolnadschik ] Władysław, zam. Kuszyn, rzeźnik; brak informacji.

16. Wołoszyński [na liście: Woschinski] Zygmunt, ur. 11.12.1902, 1 dziecko, rzeźnik, aresztowany 15.04.1940,  deportowany do KL Dachau 26.04.1940, nr w Dachau 6068, wyzwolony w Dachau.

17. Zawodziński Roman, ur. 04.02.1909 Adamów, kierownik szkoły w Kamieniu, aresztowany 15.04.1940,  deportowany do KL Dachau 26.04.1940, nr obozowy w Dachau 6253; zamordowany 21.04.1941 w Gusen.

Ceków/Treuensiegen:

1. Durski Józef; brak inf.

2.Pietrzak [na liście: Piatrzok] Józef, ur. 28.02.1905 Stropieszyn, rolnik, zam. Stropieszyn/Fasanenteich, aresztowany 15.04.1940, deportowany do KL Dachau  26.04.1940, nr w Dachau 6235, przewieziony 13.12.1940 do KL Buchenwald.

3. Grobelny Edmund, ur. 23.03.1894, zam. Poroże Stare, aresztowany 15.04.1940, deportowany do KL Dachau  26.04.1940, nr w Dachau 6101, dn. 03.09.1940 przewieziony do KL Sachsenhausen.

4. Marek Józef, żonaty, 2 dzieci, Karczemka [na liście: Carzemka]; brak inf.

5. Szóstak Józef, ur. 19.03.1986 Rawa Ruska, rakarz, Karczemka nr 4, okręg Kalisz, żonaty, 8 dzieci, aresztowany 15.04.1940, deportowany do KL Dachau 26.04.1940, nr w Dachau ?, deportowany do Mauthausen - Gusen 05.06.1940 nr 14919, zamordowany 06.03.1941.

6. Waszak [na liście: Waschak] Józef I, z Kosmowa, rolnik, ur. 13.01.1901, aresztowany 15.04.1940, deportowany do KL Dachau 26.04.1940, nr w Dachau 6092, zamordowany 07.01.1941 w Dachau.

7. Waszak [na liście: Waschak] Józef II, ur. 19.03.1915, Kosmów, rolnik, aresztowany 15.04.1940, deportowany do KL Dachau 26.04.1940, nr w Dachau 6056, wyzwolony w Dachau. O obu zanotowano: najostrzejszy przeciwnik w okręgu.


Listy proskrypcyjne Kamień/Steinhofen:

Kamień: Woschinski, Gałęziewski Tadeusz, Mikołajczyk Tadeusz.



Kowalczyk [na liście: Kowalschik] Ignac, ur. 07.07.1911, zam. Kuszyn,
 aresztowany 15.04.1940, 26.04.1940 deportowany do KL Dachau nr w Dachau 6277.

Kowalczyk [na liście: Kowalschik] Ignac, ur. 07.07.1911, zam. Kuszyn,
 aresztowany 15.04.1940, 26.04.1940 deportowany do KL Dachau nr w Dachau 6277.

  • Kozłowski Kazimierz, ur. 17.07.1917, zam. Podborów; nr obozowy w Auschwitz 194672, zm. 25.04.1945 w Auschwitz.
  • Kuś Stanisław, rolnik, zam. Kuszyn; brak informacji.

Leśniewski Marian, ur. 12.05.1895, oficer,
zam. Krzyżówki, aresztowany 15.04.1940,
26.04.1940 deportowany do KL Dachau, nr w Dachau 6255.

Fiszka z Dachau

Lipowski Marian, ur. 16.07.1899, listonosz, zam. Kamień,
2 dzieci, aresztowany 15.04.1940, deportowany do KL Dachau 26.04.1940,
  nr obozowy Dachau 14607, zm. 17.02.1942 w Hartheim.



Marcinkowski Józef, ur. 20.01.1920 Kuszyn, zam. Kuszyn, robotnik,
aresztowany 15.04.1940, deportowany do KL Dachau 26.04.1940,
 nr w Dachau 6084, 13.12.1940 transport do Auschwitz.


Mikołajczyk Stanisław, Dachau nr 6065


Mikołajczyk Stanisław, urzędnik, fiszka z Dachau 6965



Przywarczyk Stefan, ur. 21.08.1913, zam. Dębe, aresztowany 15.04.1940,
deportowany do KL Dachau 26.04.1940, nr w Dachau 6066,
05.06.1940 przewieziony do Mauthausen,
zginął 25.07.1944 podczas amerykańskiego nalotu na Linz.


Przywarczyk Stefan, urzędnik


Rosiński [na liście: Rozinski] Andrzej, ur. 06.11.1902, zam. Dębe, 
szewc, aresztowany 15.04.1940, deportowany do KL Dachau 26.04.1940,
 nr w Dachau 6067, wyzwolony w Dachau, po wojnie mieszkał w Kaliszu.

Tomczak Antoni, ur. 09.05.1907, zam. Koźlątków, nauczyciel,
aresztowany 15.04.1940, deportowany 26.04.1940 do KL Dachau,
 nr w Dachau 6247; zm. w Gusen 03.05.1941.

Wołoszyński [na liście: Woschinski] Zygmunt, ur. 11.12.1902,
1 dziecko, rzeźnik, aresztowany 15.04.1940, 26.04.1940 deportowany do KL Dachau,
nr w Dachau 6068, wyzwolony w Dachau.


Zawodziński Roman, ur. 04.02.1909, kierownik szkoły w Kamieniu,
aresztowany 15.04.1940, 26.04.1940 deportowany do KL Dachau,
nr obozowy w Dachau 6253; zm. 21.04.1941 w Gusen.


Lista proskrypcyjna Kamień, Dembe, Kuszyn, Koźlątków, Krzyżówki



Jędrasiak 6278


Jędrasiak [na liście: Jendrasiak] Wojciech (niem. Adalbert), ur. 21.03.1911 Petryki,
rolnik, aresztowany 15.04.1940, deportowany do KL Dachau 26.04.1940,
 nr obozowy 6278, zam. Kuszyn, wyzwolony w Dachau.



Listy proskrypcyjne Ceków:




Aresztowano:


Gałęzewski [na liście: Galenziewski] Tadeusz, ur.18.11.1912, urzędnik pocztowy,
 aresztowany 15.04.1940, deportowany do KL Dachau 26.04.1940,
 nr w Dachau 6254, 05.061940 przewieziony do Mauthausen; zm.07.03.1941.


Waszak Józef  nr 8254 (zamordowany:
Fiszka z Dachau

Waszak Józef  nr 8254 (zamordowany:
Fiszka z Dachau


Waszak Józef nr 6056


Waszak [na liście: Waschak] Józef I, z Kosmowa, rolnik, ur. 13.01.1901,
aresztowany 15.04.1940, deportowany do KL Dachau,
nr w Dachau 6092, zm. 07.01.1941 w Dachau.


Waszak [na liście: Waschak] Józef I, z Kosmowa, rolnik, ur. 13.01.1901,
aresztowany 15.04.1940, deportowany do KL Dachau,
nr w Dachau 6092, zm. 07.01.1941 w Dachau.


Nowak Stanisław, nr 8269
zamordowany 26.06.1940



Zawodziński Roman nauczyciel, fiszka Dachau 6252

Gałęzewski, fiszka Dachau 6254

Grobelny Edmund, Dachau nr 6101

Grobelny Edmund fiszka Dachau 6101




Przy Tadeuszu Górskim napisano "Polenschutz"

Akcję nazywano "Inteligencja", tutaj spotykamy się z nazwą "Polenschutz"



1936. Związek Strzelecki w Cekowie z siedzibą w Przespolewie:
Nowicki Józef, Iżewski Leon, Iżewski Tadeusz, Wojtecki Stefan


1937. Związek Strzelecki w Cekowie. Skórzewski Władysław, Iżewski Leon, 
Mroziński Bolesław, Zaremba Józef.


Zespół

Prezydium Powiatowej Rady Narodowej i Urząd Miasta i Powiatu w Kaliszu, Grunty poniemieckie [we wsi] Prażuchy Stare - Mikołajczyk Roman, Sygnatura 11/231/0/1.4/2465,
11/231/0/1.4/2438,
11/231/0/1.4/2464,
11/231/0/1.4/2466,
11/231/0/1.4/2481,
11/231/0/1.4/2420,
11/231/0/1.4/2431,
11/231/0/1.4/2437,
11/231/0/1.4/2444,
11/231/0/1.4/2436,
11/231/0/1.4/2474,
11/231/0/1.4/2426
11/231/0/1.4/2470
11/231/0/1.4/2423
11/231/0/1.4/2372
11/231/0/1.4/2400
11/231/0/1.4/2368
11/231/0/1.4/2482
11/231/0/1.4/2402


Darul Bolesław
Fejchner Edmund
Fetchner Edmund
Golke Emil
Gut Antoni  
Mülnikel Gustaw
Szulc Rudolf,Wilhelm


Zespół Prezydium Powiatowej Rady Narodowej i Urząd Miasta i Powiatu w Kaliszu, Grunty poniemieckie [w mieście] Kalisz - Działki przeznaczone do reformy rolnej. Wiatraki poniemieckie, t. I; Sygnatura 11/231/0/1.4/1892


  1. Janina Kraszkiewicz Morawin – Moja nowa mała ojczyzna - Historia wsi w gminie Ceków (schondorf.pl)
  2. Transporty+Polaków+do+KL+Auschwitz+z Kalisza+2+maja+1941+roku+i+z+Łodzi+14+maja+1942+roku.pdf
  3. Eduard Kneifel: Die Gemeinde Prażuchy. Zum 125 jährigen Jubiläum zur Jahrhundertfeier der evangelisch-lutherischen Kirche am 27. August 1933, Brzeziny 1933
  4. Osadnictwo protestanckie w latach 1770 - 1945 w powiecie kaliskim (schondorf.pl)

  1. Kreis Kalisch /Kalisz/ Steinhofen /Kamień/
  2. Kreis Kalisch /Kalisz/ Steinhofen /Kamień/ Morawin
  3. Kreis Kalisch /Kalisz/ Steinhofen Rozdziały
  4. Die Strafsache gegen Hauffer Gustaw Wohnung in Steinhofen 
  5. Die Strafsache gegen Żarnecki Jan in Langendorf 
  6. Die Strafsache gegen Markiewicz Klementyna in Beerenfelde
  7. Betreffend den Nachlass des Schneider Adalbert in Beerenfelde
  8. Betreffend den Nachlass des Linke Adolf Otto in Beerenfelde
  9. Betreffend den Nachlass des Schneider Theresia geb. Mühlhauer in Beerenfelde
  10. Betreffend die Verfügung von Todes wegen des Linke Adolf Otto in Beerenfelde
  11. Die Strafsache gegen Iżewski Henry John in Treuensiegen/Kalisch
  12. Jaszczury