Etykiety

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1939. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1939. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 17 maja 2026

„... ja już tu nie wrócę”. Tragiczne losy Marcina Bacha z Szulca (1884–1940)



  Wielka historia rzadko pyta o zdanie zwykłych ludzi. Zazwyczaj po prostu wdziera się w ich życie, wywracając je do góry nogami i zostawiając po sobie jedynie ślady w archiwach. 
Ten blog dowodzi, że najwspanialsze i najbardziej poruszające opowieści o ziemi kaliskiej nie kryją się w podręcznikach, ale w domowych szufladach, na starych fotografiach i w żywej pamięci potomków.

   Niedawno, dzięki uprzejmości  moich Czytelników miałam okazję dotknąć losów, które głęboko poruszyły moje regionalne serce. 
To historia Marcina Bacha, dumnego gospodarza z podkaliskiego Szulca, o którego grób w Wojsławicach koło Chełma, woj. Lubelskie dba tamtejsza regionalistka.

   Ta opowieść zaczyna się pięknie – od mroźnego, styczniowego poranka w 1910 roku, kiedy w kościele w Tłokini Marcin przysięgał miłość swojej wybrance, Anieli. Przez lata ich rytm życia wyznaczała ciężka praca na roli, miłość do dzieci i duma z wybudowania solidnego, murowanego domu. Niestety, ta wielkopolska idylla została brutalnie przerwana jesienią 1939 roku, gdy Szulec stał się częścią hitlerowskiego Kraju Warty, a polscy gospodarze zostali uznani za intruzów na własnej ziemi.

   Kiedy Niemcy kazali Bachom się pakować, Marcin, żegnając się z rodzinnym domem, wypowiedział słowa, które stały się tragicznym proroctwem: „... ja już tu nie wrócę”.

Zapraszam Was dzisiaj w niezwykle osobistą podróż śladami jednego z nas. To droga, która prowadzi z kaliskiej ziemi, przez piekło obozu przejściowego w Łodzi, aż po cichy, tragiczny koniec w sam dzień Bożego Narodzenia na lubelskim wygnaniu. 
Poznajcie losy Marcina Bacha – człowieka, którego historia przypomina nam, jak wielką cenę płacili nasi przodkowie za wierność własnym korzeniom.


   Działo się to zimowego dnia, 17 stycznia 1910 roku, kiedy w osadzie Tłokinia węzłem małżeńskim złączone zostały losy dwojga młodych ludzi.
W obliczu Boga i świadków stanął dwudziestosiedmioletni Marcin Bach – młodzieniec urodzony w 1883 roku i zamieszkały w Szulcu, syn Tomasza oraz Petroneli z domu Gruszka.  U jego boku kroczyła wybranka serca, 21-letnia Aniela z domu Baran. Młoda panna pochodziła z Winiar, a jej rodzicami byli rolnicy – Stanisław i Józefa z Gibusów. Tego mroźnego dnia, otoczeni życzliwością świadków i rodzinnym błogosławieństwem, rozpoczęli oni wspólną drogę jako mąż i żona.


Tłumaczenie aktu małżeństwa (z języka rosyjskiego) Nr 30. Tłokinia
Działo się we wsi Tłokinia dnia piętnastego (dwudziestego ósmego) stycznia tysiąc dziewięćset dziesiątego roku
 [15 / 28 stycznia 1910 r.] o godzinie dziewiątej rano.
Oświadczamy, że w obecności świadków: Antoniego Kiełba (Antoni Kiełb), mającego sześćdziesiąt lat, i Franciszka Cerbskiego (Franciszek Cerbski), mającego czterdzieści pięć lat, obu rolników zamieszkałych w Winiarach, 
zawarty został w dniu dzisiejszym religijny związek małżeński między:
Marcinem Bach (Marcin Bach), kawalerem, mającym dwadzieścia siedem lat, urodzonym i zamieszkałym 
w Szulcu przy rodzicach, synem Tomasza i Petroneli z domu Gruszka, małżonków Bachów, rolników ze Szulca,a Agnieszką Baran, panną, mającą dwadzieścia jeden lat, 
urodzoną i zamieszkałą w Winiarach przy rodzicach, córką Stanisława i Józefy z domu Gibus,  małżonków Baranów, 
rolników z Winiar. Małżeństwo to poprzedziły trzy zapowiedzi opublikowane w tutejszym tłokińskim oraz opatowskim kościołach w niedziele: dwudziestego grudnia zeszłego roku (drugiego stycznia bieżącego roku), dwudziestego siódmego grudnia zeszłego roku (dziewiątego stycznia bieżącego roku) oraz trzeciego (szesnastego) stycznia bieżącego roku.
Nowożeńcy oświadczyli, że zawarli przedmałżeńską umowę majątkową (intercyzę) w mieście Kaliszu u notariusza Stanisława Bzowskiego dnia 10 (23) grudnia 1909 roku za numerem 1586.
Religijny obrzęd zaślubin dopełniony został przez Nas, niżej podpisanego Księdza. Akt ten przybyłym i świadkom niepiśmiennym przeczytany, przez Nas tylko podpisany.
[Podpisano]: Ks. W. Peretiatkowicz (?) Utrzymujący Akta Stanu Cywilnego
Adnotacja na dole strony (w języku polskim)
Na dole dokumentu dopisano później urzędową informację o śmierci żony:
żona zmarła dnia 31 Stycznia 1970 r. w Szulcu. USC Opatówek Nr aktu 7/1970.


   Młodzi małżonkowie związali swoje życie z Szulcem – wsią o wyjątkowym znaczeniu historycznym i duchowym. To właśnie tutaj, w XVII wieku, doszło do cudownego uzdrowienia jednego z mieszkańców, który w akcie wdzięczności ufundował słynny, łaskami słynący obraz Świętej Rodziny dla kaliskiej kolegiaty . Przez stulecia osada ta cieszyła się szczególną opieką Świętego Józefa, a wiara ta głęboko wsiąknęła w tożsamość jej mieszkańców.

   Nazwisko rodu Bachów wrosło w tę ziemię od pokoleń. Historyczne korzenie rodziny sięgały aż XVIII wieku, co znalazło swoje oficjalne potwierdzenie na kartach literatury. W monografii Ewy Martinek „Szulec. Wieś cudu Świętego Józefa” na stronie 50, nazwisko XVIII-wiecznego przodka, Marcina Bacha, zostało uwiecznione wśród tutejszych gospodarzy. Ta cenna wzmianka, w połączeniu z żywą pamięcią jego prawnuka Krzysztofa Romańczyka, stała się bezcennym fundamentem do odtworzenia wielopokoleniowych dziejów rodu.

   Jako prawowity gospodarz w Szulcu, Marcin Bach był człowiekiem silnie związanym z ziemią,  odpowiedzialnym za byt nowo założonej rodziny. Praca na roli w tamtych czasach wymagała niezwykłego hartu ducha i bezwzględnego poświęcenia. Każdego dnia Marcin zmagał się z kaprysami pogody i trudem własnych rąk.         Był to żywot uświęcony tradycją, gdzie rytm dni wyznaczały pory roku, a codzienne obowiązki przeplatały się z cichą modlitwą.  Z czasem ciężka praca przyniosła owoce – Bachowie wznieśli porządny, murowany dom, który stał się dumą rodziny i bezpieczną przystanią dla kolejnego pokolenia. A później powodem wysiedlenia, bowiem okupant osiedlał niemieckich osadników w dobrych domach z cegły.

   Marcin byl zamożnym gospodarzem, miał dużo ziemi, specjalizował się w hodowli koni. Przed wybuchem II wojny były przysposabiane do działań bojowych w ramach formacji Przysposobienie Wojskowe Konne, otrzymywały żołd i opiekę weterynaryjną od wojska.

Z biegiem lat przeznaczenie małżonków dopełniło się w najpiękniejszy możliwy sposób. Ich ognisko domowe w Szulcu zostało pobłogosławione przyjściem na świat dzieci, które miały kontynuować historię rodu:

  • Józef ur. 1911. Józef miał dwie córki Stanisławę i Marię. Stanisławę Romańczyk znali wszyscy opatowianie bowiem prowadziła aptekę w centrum Opatówka na rogu ulicy Kościelnej i Poniatowskiego.
  • Stanisław ur. 1913 - zm. 2000

  • Stefan ur. 1915 ( zmarł w wieku 12 lat )

  • Piotr ur. 1924 – zm. 2002, kawaler

Wojenny dramat i wygnanie (1939)

   Spokojny, uregulowany rytm życia w Szulcu został brutalnie przerwany we wrześniu 1939 roku wraz z wybuchem II wojny światowej. Marcin Bach miał wówczas około 56 lat – był dojrzałym mężczyzną, który całe swoje życie i serce włożył w rozbudowę rodzinnego gospodarstwa.

   Ziemia kaliska i Szulec zostały bezpośrednio wcielone do Trzeciej Rzeszy jako część nowo utworzonego tzw. Kraju Warty (Warthegau). Dla mieszkających tu Polaków oznaczało to początek terroru. Niemcy rozpoczęli masowe, bezwzględne wysiedlenia rdzennej ludności, dążąc do całkowitej germanizacji tych terenów. Ofiarami tej polityki padali przede wszystkim właściciele najlepszych, najbardziej zadbanych gospodarstw z solidnymi, murowanymi domami – takimi jak ten, który wzniósł Marcin.

   Pewnego tragicznego dnia w drzwiach domu Bachów stanęli niemieccy urzędnicy, informując rodzinę, że mają czas na podpisanie volkslisty, w przeciwnym razie będą musieli opuścić swoją ojcowiznę. Moment ten był dla Marcina emocjonalnym ciosem. Żegnając się z własnym domem, dręczony złym przeczuciem, wypowiedział na głos prorocze słowa:

„... ja już tu nie wrócę”.

   I tak też, niestety, się stało. Pierwszym etapem ich męczeńskiej drogi była Łódź, gdzie znajdowała się Centrala Przesiedleńcza (Umwandererzentralstelle). Bachowie spędzili tam kilka miesięcy w nieludzkich, uwłaczających godności warunkach – w przepełnionych, zimnych i pozbawionych podstawowej higieny barakach obozu przejściowego. To właśnie tam, w wyniku wycieńczenia i wszechobecnego chłodu, Marcin nabawił się pierwszego, ciężkiego zapalenia płuc, które trwale nadwyrężyło jego zdrowie.

   Po dramatycznych miesiącach spędzonych w Łodzi, Marcin wraz z żoną i synem zostali zapakowani do wagonów i wywiezieni na teren Generalnego Gubernatorstwa, w rejon lubelski. Jako wysiedleńcy nie zostali przydzieleni do żadnej stałej pracy – rzucono ich losowi na zatracenie. Dokwaterowano ich do domów innych polskich rodzin, które same borykały się z biedą. W ciasnocie i ubóstwie, Bachowie zostali skazani na biologiczną wegetację.

   W tych skrajnych warunkach, pozbawiony właściwej opieki medycznej, ciepła i odpowiedniego wyżywienia, schorowany Marcin ponownie zapadł na zapalenie płuc. 

Marcin Bach zmarł na wysiedleniu, w miejscowości Majdan Ostrowski na Lubelszczyźnie, w sam dzień Bożego Narodzenia – 25 grudnia 1940 roku. Nad trumną stoi żona i syn Piotr (pierwszy z prawej)

   Wyniszczony organizm dumnego gospodarza z Szulca nie zdołał wygrać tej walki na obcej ziemi. Marcin Bach zmarł w nieludzkich warunkach na wysiedleniu, w miejscowości Majdan Ostrowski na Lubelszczyźnie, w sam dzień Bożego Narodzenia – 25 grudnia 1940 roku. Pochowany jest w Wojsławicach koło Chełma, woj. Lubelskie.


Dom Marcina w Szulcu


  Jego żona Aniela (która wróciła do Szulca i zmarła w 1970 roku) w geście miłości i pamięci ufundowała ten  nagrobek w Wojsławicach koło Chełma, woj. Lubelskie.


Grób Marcina Bacha (1884–1940) z Szulca w Wojsławicach koło Chełma, woj. Lubelskie.


Co się jeszcze działo w Szulcu podczas wojny? Czy inni gospodarze też zostali wysiedleni i musieli opuścić swoje domy? Odsyłam do posta: Aresztowanie 12 Polaków we wsi Szulec, gmina Opatówek 14 czerwca 1940. Pożar podczas wysiedlania polskich rodzin.

Marcin ma także nagrobek symboliczny na cmentarzu w Opatówku. Tu spoczęła jego żona.

Grób Marcina Bacha w Opatówku/ Tu spoczęła jego żona i synowie.

                                            °°°°°°°°°°°°°°° 𓆩♡𓆪 °°°°°°°°°°°°°°°

Bardzo ciekawym wątkiem jest życie Józefa  Bacha (1911-2000), syna Marcina. Jego żona Helena z domu Jodłowska pochodziła z Grybowa koło nowego Sącza. Józef kończył w Grybowie liceum klasyczne a później kierunek: spółdzielczość rolnicza na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. 

Z takim wykształceniem szybko znalazł pracę. 
Najpierw jako urzędnik w Liskowie, a w 1938 roku zaliczył duży awans – został administratorem fabryki włókienniczej w Opatówku na ulicy Kościelnej, w którym obecnie mieści się Muzeum Historii Przemysłu.
Zakład co prawda już wtedy nie działał, ale udziały w fabryce miał liskowski Bank Rolny, a reszta akcji należała do banku angielskiego. 
Józef dostał tam duże, służbowe mieszkanie i wydawało się, że wszystko układa się jak należy. 
Zakłady Fiedlerów w Opatówku były w XIX wieku jedną z największych i najbardziej nowoczesnych fabryk sukienniczych w Królestwie Polskim, jednak ich potęga całkowicie załamała się po I wojnie światowej, głównie z powodu utraty kluczowych rynków zbytu w Rosji. Ostateczny cios finansowy przyniósł Wielki Kryzys z lat trzydziestych, przez który zakład zaczął tonąć w ogromnych długach, co doprowadziło do całkowitego wstrzymania produkcji. Ponieważ właściciele nie byli w stanie spłacić swoich zobowiązań, potężny majątek fabryki – w tym ogromne, kilkupiętrowe gmachy w centrum Opatówka – przeszedł w ręce instytucji finansowych i wierzycieli. 
Informacja o strukturze własnościowej z 1938 roku, wskazująca na liskowski Bank Rolny oraz bank angielski, doskonale obrazuje ten proces, ponieważ instytucje te przejęły udziały właśnie za niespłacone długi. W tej sytuacji wierzyciele pilnie potrzebowali na miejscu zaufanego i wykształconego administratora, takiego jak Józef, którego zadaniem było pilnowanie gigantycznego majątku, budynków oraz mieszkań przyfabrycznych przed ostateczną likwidacją lub licytacją. 
Samo zaangażowanie kapitałowe instytucji z sąsiedniego Liskowa również nie było przypadkowe, ponieważ tamtejszy ruch spółdzielczy i bankowy, zapoczątkowany przez księdza Blizińskiego, był wówczas niezwykle silny i prężny.
Wszystko zmieniło się w 1939 roku. Rodzina z dnia na dzień straciła mieszkanie – wyrzucono ich, żeby zakwaterować tam Niemca. Musiał utrzymać rodzinę, więc zatrudnił się jako urzędnik w gminie, jako buchalter.

Józef Bach stoi oparty o lewą framugę drzwi. Nr. 16
. Zdjęcie z czasów II wojny przedstawia pracowników gminy. Nr 1 Komisarz Brake, nazista.


Z tego okresu pochodzi uderzająca historia. Ówczesny kolejny niemiecki komisarz Opatówka, Nuesse, (pierwszym był Brake) dowiedział się, że ojciec Józefa, Marcin, został wysiedlony w lubelskie. Urzędnik zaoferował pomoc i obiecał, że sprowadzi starszego pana z powrotem w rodzinne strony. "Ściągniemy go tutaj, może pan jednak podpisze tę volkslistę?". Józef uciął jednak temat krótko i rzeczowo:

— To już nieaktualne. Ojciec nie żyje.

Gdy wojna się skończyła, Józef po prostu wrócił do tego, co potrafił robić najlepiej. Ponownie objął posadę administratora fabryki w Opatówku i pracował tam przez pewien czas. Wszystko skończyło się, gdy nowa, komunistyczna władza zaczęła masowo przejmować prywatny i państwowy majątek, co ostatecznie zamknęło ten rozdział jego życia.

Moja rodzina była zaprzyjaźniona z rodziną wnuczki Marcina, a córką Józefa, panią Stanisławą Romańczykową.  Moje ostatnie spotkanie z panią Stanisławą Romańczykową mogło być około 2015 roku na imieninach ciotki Teresy Jaśkiewiczowej


Prawdopodobnie festyn pierwszomajowy. Pierwsza od lewej Teresa Jaśkiewicz, moja chrzestna, następnie pani Stanisława Romańczyk, Sabina Ketner- stomatolog z Ośrodka Zdrowia, mój chrzestny Maciej Wiewiórkowski.

Druga córka Józefa - Maria, była z kolei przyjaciółką mojej mamy. Maria cieszy się dobrym zdrowiem.

Autor Dominika Pawlikowska

 

niedziela, 31 grudnia 2023

Volksdeutsche z Opatówka powołani do wojska polskiego w 1939.

Powołanie Volksdeutschów z terenów II Rzeczypospolitej do regularnej służby w Wehrmachcie nastąpiło po zakończeniu kampanii wrześniowej (a ściślej od 1940 roku), a nie w trakcie samych działań wojennych we wrześniu 1939 roku. Podczas kampanii wrześniowej mniejszość niemiecka zamieszkująca II RP nie podlegała poborowi do Wehrmachtu, ponieważ prawnie byli oni wciąż obywatelami państwa polskiego (wielu z nich walczyło w szeregach Wojska Polskiego). Marzec 1940: W Katowicach i innych miastach utworzono pierwsze wojskowe komendy uzupełnień (Wehrbezirkskommando). Wówczas rozpoczęła się oficjalna rejestracja poborowych i pierwsze powołania do Wehrmachtu – początkowo obejmujące osoby bezspornie narodowości niemieckiej. 

Masowy pobór po wprowadzeniu Volkslisty (od 1941 r.)

W marcu 1941 r. wprowadzono Niemiecką Listę Narodowościową (DVL):

Grupy I i II (Niemcy i osoby zdeklarowane) od razu objęto obowiązkowym poborem do Wehrmachtu.

Grupę III (m.in. mieszkańców Śląska i Pomorza) zaczęto masowo wcielać do wojska od początku 1942 r. z powodu rosnących strat na froncie wschodnim.

Z Opatówka byli to:

Viktor Brauer, ur.18.03.1915, robotnik, ul. Piłsudskiego 2, o rodzinie Brauerów pisałam tutaj,

Eugen Bechstein, ur. 13.09.1913, robotnik, ul. Kościelna 2, o Bechsteinach pisałam tutaj,

Witold Fuchs, ur. 25.03.1907, ślusarz, zam. ul. Kościuszki,

Konrad Wünsche, ur 30.05.1906, właściciel ziemski, Opatówek, o Wünsche tutaj,

Georg/Jerzy Skiba, ur. 26.05.1915, urzędnik,  ul. Starokaliska 4 ( obecnie Łódzka), po kampanii wrześniowej powrócił i pracował w urzędzie gminy,

Karol Wolf, ur. 18.03.1909, tkacz, zam. ul. Ogrodowa,

Friedrich Cierpke, ur. 18.10.1910, ogrodnik w dominium (w posiadłości Schlossera),

Emil Drescher, kierownik piekarni / właściciel/ ur. 09.09.1903,

Johann/ Jan Keller, urzędnik w dominium (w posiadłości Schlossera), ur. 16.03.1909,

Johann/Jan Lindner, ur. 08.11.1903, robotnik, zam. ul. Piłsudskiego 13,

Lista pochodzi a Archiwum Państwowego w Poznaniu:

kliknij w link w celu powiększenia dokumentu. Tutaj.
 
Kliknij w celu powiększenia


Strona tytułowa:

kliknij, aby powiększyć


czwartek, 28 grudnia 2023

Wójt Opatówka w czasie okupacji - Pniok



Bardzo ciekawy dokument znalazłam w Archiwum Państwowym w Poznaniu. 
Pojawia się w nim nazwisko wójta Opatówka w czasie okupacji - Pniok. Pierwszy raz mam do czynienia z takim nazwiskiem, może kiedy wezmę do ręki księgi ludności wyjaśni się kim był i gdzie mieszkał. Jednak wydaje mi się, że został osadzony tu przez władze okupacyjne i nie wywodził się z tych okolic. Ciekawi mnie jego dalszy los.

Pismo jest odpowiedzią przeczącą na zapytanie czy w Opatówku są groby volksdeutschów aresztowanych przez polskie wojsko i kontrwywiad w dniach 1-4 września 1939 ?

Tu muszę nakreślić kontekst tego pisma. Otóż polskie władze w latach poprzedzających wybuch II wojny światowej nie podejmowały żadnych zdecydowanych kroków wobec osób jawnie manifestujących proniemieckie sympatie i wrogie stanowisko wobec państwa polskiego, starając się nie prowokować Trzeciej Rzeszy. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych zalecało tylko monitorowanie sytuacji i rozsyłało w lipcu 1936 roku do wszystkich starostów pisma o treści:
„Propaganda niemiecka w Polsce zmierza pomiędzy innymi do pobudzenia narodowego i politycznego tych grup niemieckich, które bądź to znajdowały się na drodze powolnej asymilacji, bądź to utraciły żywe ze narodowe poczucie niemieckie i kontakt z centrami niemczyzny w Polsce. Należy liczyć się z tym, że w czasie ferii letnich niemiecka młodzież szkół średnich, a zwłaszcza wyższych, skierowywana będzie celowo w mniejszych lub większych grupach do takich zaniedbanych pod względem narodowym skupień ludności niemieckiej, aby odrodzić u niej żywe poczucie narodowe i zawrócić ją z drogi asymilacji. Zwracając uwagę na możliwość tego rodzaju agitacji, Ministerstwo Spraw Wewnętrznych prosi o przeciwstawienie się jej granicach prawa[1]”.

Jeśli stwierdzono by obecność takich grup na danym terenie, należało na bieżąco informować Urząd Wojewódzki z podaniem bliższych szczegółów.
Dopiero w sierpniu 1939 przygotowano plan internowania i nadzoru w stosunku do niemieckich działaczy w Polsce. Odpowiedni rozkaz ukazał się w nocy z 31 sierpnia na 1 września 1939 roku. Po jego ogłoszeniu policja i wojsko aresztowały na terenie Wielkopolski ok. 2500 osób, które odesłano w stronę Kutna, Modlina, Łowicza i Warszawy. Większość aresztowanych wróciła po 2 – 3 tygodniach do domów[2].

W Opatówku aresztowano dwóch volksdeutschów, co do których polski kontrwywiad nie miał wątpliwości, co do ich udziału w tzw. piątej kolumnie. Z pewnością między innymi ci dwaj przyczynili się do stworzenia listy proskrypcyjnej z nazwiskami Polaków, których należało aresztować. Byli to ... o tym w kolejnym poście.

[1]APK, Sprawy cudzoziemców narodowości niemieckiej, Zespół: Starostwo Powiatowe w Kaliszu. Sygn. 11/3/0/3/186. Karta 60.
[2] Stanisław Nawrocki, „Okupacja hitlerowska Wielkopolski”. Wyd. Instytut Zachodni, 1966. Str. 68-69.

Wójt Opatówka w czasie okupacji - Pniok,
 pismo z dnia 25.10.1939.

sobota, 21 stycznia 2023

Łódzka 7, Opatówek.

 autor: Dominika Pawlikowska

Fragment ulicy, która moim zadaniem, zatrzymała się w czasie. Poza tym, że w naturalny sposób niszczeją tu opuszczone domy, popadają w ruinę stare chałupy nic się nie dzieje. Niedługo ta ulica stanie się skansenem. Kiedyś nazywała się ulicą Piłsudskiego. Nazwa nie mogła zachować się w PRL, ponieważ przypominała naszym nowym okupantom, o tym, który sprawił im łupnia w 1920.

Łódzka 7, zdj. wł. J. Antczak

Dom parterowy, który prawdopodobnie ma numer 7, ulica Łódzka, do wojny Piłsudskiego. W czasie wojny zamieszkany przez niemiecką rodzinę Betkier ( w niektórych aktach pisownia nazwiska - Betker). Miał 4 izby, do domu przynależały komórki, miał piwnicę. Był murowany, kryty papą. Ogólna kubatura wynosiła 245 m sześć. Podwórze miało 400 m kw. Posesja zajmowała ogółem 2800 m kw. Dom został porzucony przez Wiktora Betkiera i jego rodzinę.
Widnieje w aktach Grunty poniemieckie [we wsi] Opatówek jako właściciel gospodarstwa rolnego.
Sygnatura:11/231/0/1.4/2157, archiwum: Archiwum Państwowe w Kaliszu



Milicja Obywatelska w Opatówku. Ulica Kościelna 7.

Gdzie po zakończeniu wojny mieściła się siedziba milicji obywatelskiej w Opatówku? 

Zdjęcie z archiwum państwowego w Kaliszu podpisane jako "budynek milicji obywatelskiej w Opatówku 1945"


Ulica Kościelna jest bardzo ciekawa ulicą, gdzie wiele się działo. Wojenna pożoga i lata powojenne nie zmieniły jej wyglądu, za to całkowicie zmieniły to, co za jej fasadą najważniejsze - ludność. I oczywiście strukturę własnościową. Wielu prawowitych właścicieli utraciło swoje domy, ponieważ w czasach stalinowskich odbierano własność prywatną. Milicja w PRL miała być kontynuacją Policji Państwowej, co było tylko zwykłym zagraniem politycznym, w praktyce funkcjonowała jako jedno wielkie zaprzeczenie swojej poprzedniczki. Dowodem tego było złamanie konstytucji z czasów II RP, która mówiła o apolityczności służb policyjnych. Początkowe lata działalności Milicji Obywatelskiej to głównie walka z opozycją antykomunistyczną, zabezpieczenie imprez politycznych, takich jak referendum 1946 roku, czy wybory parlamentarne z 1947 roku.  Z racji braków kadrowych i sytuacji międzynarodowej, do Milicji ciągnęło bardzo często młodych mężczyzn bez wykształcenia.
Domy po pomordowanych stawały się własnością gminy, własnością komunalną i osiedlano w nich osoby bezdomne.
Dzisiaj napiszę o domu pod numerem siódmym. Był to dom parterowy z częścią frontową i oficyną.
Przed wojną mieszkał tam Huna Fiszbain.
Nie napotkałam w literaturze o Opatówku tego nazwiska, chociaż był znaczną postacią. 
Miał duży parterowy dom o powierzchni 280 metrów kw. kryty dachówką, z oficyną o powierzchni 200 metrów z 2 izbami o powierzchni 200 metrów. Wówczas niewielu mieszkańców Opatówka posiadało takie domy. 
Co się stało z Huną i jego rodziną? Jego majątkiem ruchomym? Jego meblami? Czy były na tyle ładne, że ozdobiły dom jakiegoś Niemca? później może Polaka? Mieszkania, a właściwe izby były wynajmowane, mieszkało w nim aż 5 rodzin.

Huna Fiszbain, Khuna Fishbayn
Kościelna 7, dom Huny Fiszbajna. APK.


Po wojnie w tym domu usytuowano Milicję Obywatelską. 
Milicja Obywatelska (MO) – mundurowa formacja o charakterze policyjnym, powołana w Rzeczypospolitej Polskiej (PRL) do walki z przestępczością i zapewnieniu bezpieczeństwa publicznego. Aktywnie wykorzystywana również do utrzymania systemu państwowego. Milicja Obywatelska funkcjonowała w Polsce Ludowej w latach 1944–1989, oraz krótko (w trakcie transformacji ustrojowej) w III Rzeczypospolitej, po czym została zastąpiona przez Policję.
"W szeregi milicji weszli: Stefan Salamon, Leon Salamon, Józef Tomczak, Ignacy Trzęsała. Władysław Antczak ( jako zawodowy oficer Wojska Polskiego był rusznikarzem i naprawiał nam karabiny - zebrane po Niemcach mauzery), Marian Wdowczyk, Edward Glapa, Gawłowicz, Stanisław Kocemba, z majątku - Budka Stanisław, Józef Kujawa, Lucjan Olejniczak i coraz więcej ludzi przychodziło. Nie pamiętam wszystkich nazwisk".Autor-Stefan Melka.


APK, Akta Gminy Opatówek

Na stronie Yad Vashem odnalazłam dwie osoby, o podobnie brzmiącym nazwisku. Jedna zginęła.


lub



O milicjantach w Opatówku pisałam już w poście:
Elity władzy komunistycznej w Opatówku. 7 marca 1945. Cz.1.

Jednym z nich był Wiktor Wdowczyk lat 26, Polak, do 1939 rolnik, od 1945 milicjant, Tłokinia Mała, wykształcenie powszechne.



poniedziałek, 16 stycznia 2023

Ryszard Rezler (06.07.1897 Kalisz -11.12.1940 Mauthausen-Gusen), kierownik szkoły w Brudzewie, ofiara akcji "Inteligencja"

autor: Dominika Pawlikowska

W książce „Akcja Gestapo przeciwko polskiej inteligencji na terenie gminy Blizanów. Aresztowani i deportowani do obozów koncentracyjnych w III Rzeszy w kwietniu 1940” zebrałam nazwiska i życiorysy osób aresztowanych w gminie Blizanów. Oto jeden z moich bohaterów, Ryszard Rezler. Już po ukazaniu się książki wiadomości o Nim uzupełniła rodzina, która się ze mną skontaktowała.

Ryszard Rezler urodził się  06.07.1897 w Kaliszu, był synem Jana Reinholda Rezlera (nazwisko pisało się wówczas: Rösler, zostało spolszczone), którego rodzina przybyła tu przed laty z Austrii. 

Ryszard Rezler (06.07.1897 Kalisz - zamordowany 11.12.1940
w obozie koncentracyjnym Mauthausen-Gusen),
syn Jana i Stanisławy z Unisławskich. 

Mieli dużą posiadłość. Teren na którym znajdowała się posiadłość nazywała się Bombalec. Nazwa ta pojawia się na niemieckiej mapie z 1940 roku. Link do całej mapy tutaj. Mieli też ziemię w Złotnikach.

Bombalec
Mapa Brudzewa z 1940, Bombalec.

Dzisiaj już mieszkańcy nie znają tej nazwy. A miejsce zniknęło z mapy. Rodzina Rezlerów posiadała drewniany dworek. Na terenie dawnej posiadłości znajduje się gospodarstwo. 


Ryszard Rezler był kierownikiem szkoły w Brudzewie do 1939. Zachowała się kronika tej szkoły, prawnukowi  Ryszarda Rezlera, panu Patrykowi Kuśmierskiemu udało się zrobić zdjęcie stron w tej kronice. Czytamy tam:

" (...) Budynek, w którym mieści się szkoła i przytułek dla starców został ufundowany przez hrabiego Antoniego Czarneckiego około 200 lat temu, to jest w 1774 roku. Jednocześnie przeznaczył pewną sumę pieniędzy na remont i utrzymanie budynku w pełnym porządku, przydzielił po 6 morgów ziemi dla szkoły i przytułku. Około roku 1901 pracował w tej szkole nauczyciel Petrykowski, czyli szkoła była o jednym nauczycielu i 4 oddziałach. Po nim pracował nauczyciel Piątkowski, prowadząc również 4 oddziały. Około roku 1912 szkoła miała 2 nauczycieli. Kierownikiem był Wroniszewski. 
W roku 1917 kierownictwo szkoły objął Naskręcki Jan, z 2 siłą nauczycielską i 4 oddziałami. 
Za kierownika Wereszczyńskiego była szkoła 2 stopnia o 3 nauczycielach z 5 oddziałami. 
Od roku 1933 kierownictwo 3 klasowej szkoły objął Rezler Ryszard oddziałów było 6. Dzieci uczęszczających około 180. W dniu 1 września 1939 roku wybuchła wojna z Niemcami, która zniszczyła wszystko w najwyższym stopniu. Budynek szkolny uległ częściowemu zniszczeniu, gdyż przez 5,5 roku wojny nie remontowany zaciekał tak, że sufit w jednej z klas częściowo odpadł. 
Mieszkania i klasy zajęte przez Niemców zostały również zniszczone, piece porozbierane. Zniszczono doszczętnie pomocy naukowe, bibliotekę szkolną, wszelkie dokumenty i księgi kancelaryjne, częściowo umeblowanie klas. Kierownik Rezler został wywieziony do obozu i tam zmarł, a rodzina jego do Niemiec. Reszta Nauczycielstwa także została wywieziona. Szkoła świeciła pustkami. Całe gospodarcze urządzenie szkoły (...)"

Fragment kroniki szkoły w Brudzewie 1
 
Fragment kroniki szkoły w Brudzewie 2


Rodzina Rezlerów przyjaźniła się z Przewłockimi, właścicielami majątku Brudzew. Ostatnim do wybuchu  II wojny właścicielem majątku był Józef Przewłocki h. Przestrzał (1895-1962 Londyn), ożeniony z Zofią Teresą Marią Żółtowską z Nekli h. Ogończyk (na zdjęciu poniżej), rotmistrz Wojska Polskiego, odznaczony trzykrotnym Krzyżem Walecznych oraz Medalem Niepodległości – 16 marca 1937 „za pracę w dziele odzyskania niepodległości”. 
Ryszard Rezler angażował się w życie polityczne gminy. Podczas wyborów w 1935 utworzono w gminie 3 obwodowe komisje wyborcze, między innymi w Brudzewie, w szkole powszechnej – przewodniczącym był Józef Przewłocki, 40 lat, herbu Przestrzał (ur. 26 marca 1895 w Woli Gałęzowskiej, zm. 1962) – rotmistrz Wojska Polskiego, ziemianin, właściciel majątku Brudzew.  Ryszard Rezler nauczyciel, lat 38, kierownik szkoły w Brudzewie został członkiem komisji, mianowanym przez starostę powiatowego. Wraz z nim mianowani byli: Narcyz Szujewski, 40 lat, rolnik z Jankowa, Tadeusz Kudelski, lat 33, dyrektor tartaku – Brudzew i Dominik Tama, rolnik, 41, z Dębniałek. Członkowie komisji mianowani przez wójta: Leon Szurek rolnik z Brudzewa lat 37, Leon Rosiak, 32, technik z Jankowa, Władysław Pakulski, lat 42, kupiec – Janków, Józef Szurek, lat 51, kupiec – Brudzew.

Spis osobowy Zarządu Oddziału związku zawiera informację, że w 1935 był prezesem Pododdziału Lipe i tamże zamieszkiwał (Archiwum Państwowe Oddział w Kaliszu, Zespół: Starostwo Powiatowe w Kaliszu, Związek Strzelecki. Sygn. 11/3/0/13/595).
Spis osobowy Zarządu Oddziału związku zawiera informację, że w 1935
był prezesem Pododdziału Lipe i tamże zamieszkiwał (Archiwum Państwowe Oddział w Kaliszu
Zespół: Starostwo Powiatowe w Kaliszu, Związek Strzelecki. Sygn. 11/3/0/13/595).

Od 1933 pełnił funkcję sekretarza lokalnych struktur Związku Strzeleckiego. Spis osobowy Zarządu Oddziału związku zawiera informację, że w 1935 był prezesem Pododdziału Lipe i tamże zamieszkiwał (Archiwum Państwowe Oddział w Kaliszu, Zespół: Starostwo Powiatowe w Kaliszu, Związek Strzelecki. Sygn. 11/3/0/13/595).
Niemcy zmienili nazwę wsi z Brudzew na Mölldorf i włączyli do gminy Blizanów. Zaproponowali Rezlerowi podpisanie folkslisty, jednak Rezler odmówił. Dlatego znalazł się na liście proskrypcyjnej wrogów Rzeszy. Czym była lista proskrypcyjna ?
Listy proskrypcyjne dla okręgu Kalisza. Intelligenzaktion. Liste der Polenführer und der polnischen Intelligenz

Fragment listy proskrypcyjnej dla okręgu Kalisza z nazwiskiem Ryszarda Rezlera
Fragment listy proskrypcyjnej dla okręgu Kalisza
z nazwiskiem Ryszarda Rezlera

Wójtem gminy był do 1939 Roman Ruciński mieszkający w Blizanowie (Archiwum Państwowe w Kaliszu, Starostwo Powiatowe, Zespół: Wybory wójtów i rad gminnych, Sygn. 11/3/0/4/255). 
Wójt był organem zarządzającym bieżącymi sprawami gminy oraz wykonującym uchwały zgromadzenia gminnego i rady gminnej oraz poruczonemu samorządowi zadania organów administracji ogólnej. Wójt Ruciński był znienawidzony przez tutejszych Niemców i folksdojczów i oskarżony o sprzyjanie Polakom. Przed wojną gminę zamieszkiwało 364 ewangelików, narodowość niemiecką deklarowało 75 osób, w tym 6 ze wsi Brzezina. Niemcy umieścili jego nazwisko na liście proskrypcyjnej. W dniu 26.04.1940 został deportowany do obozu koncentracyjnego Dachau, gdzie otrzymał numer jeniecki 6089. Dnia 05.06.1940 przewieziony do obozu Mauthausen – Gusen, tam został zamordowany 03.04.1941. Z obozu przysłano rodzinie urnę z prochami, został pochowany na cmentarzu w Blizanowie.
Nazwisko Rezlera również znalazło się na tej liście. Aresztowany, jak wszyscy z listy proskrypcyjnej, w dniu 15.04.1940. 
Dnia 26.04.1940 wraz z pozostałymi przewieziony do obozu koncentracyjnego Dachau, gdzie otrzymał numer jeniecki 6086. W dniu 05.06.1940 został deportowany do obozu koncentracyjnego Mauthausen – Gusen.
Niemcy sporządzili następującą o nim charakterystykę na liście proskrypcyjnej: „Podejrzewa się, że organizuje tajne spotkania i uprawia wrogą propagandę. Przed wojną był wiodącą politycznie osobą. Chodzi o sprytnego, przebiegłego człowieka, który nie poddaje się zarządzeniom i musi – ponieważ dysponuje wielkimi wpływami – zostać uznanym za niebezpiecznego”.
Przynależność i aktywna działalność w Związku Strzeleckim była dla Niemców jednym z kryteriów umieszczenia na listach proskrypcyjnych, ponieważ była to jedna z największych organizacji paramilitarnych i proobronnych II RP. Jednym z zadań wydzielonych struktur Związku Strzeleckiego było przygotowanie tajnych terenowych zespołów do zadań specjalnych na wypadek wojny.
W 1939 roku Rezler, podobnie jak inni strzelcy, nie zawiódł, stając w obronie zagrożonej niepodległości i włączając się w konspirację, o czym zaświadcza charakterystyka jego osoby sporządzona przez Niemców. Z meldunku policyjnego złożonego do Wydziału Śledczego Policji Państwowej w Kaliszu (Archiwum Państwowe Oddział w Kaliszu, Zespół Starostwo Powiatowe w Kaliszu, Związek Strzelecki, Sygn. 11/3/0/13/595) dowiadujemy się, że Związek Strzelecki zawiązał się w Brudzewie 24.10.1933. 
Siedzibą organizacji była szkoła we wsi Lipe, gm. Brudzew. Prezesem został Tadeusz Kudelski, rządca majątku Brudzew, sekretarzem Ryszard Rezler. 
Wiceprezesem zarządu stowarzyszenia Strzelca w Brudzewie był Józef Szurek, sklepikarz z Brudzewa, a komendantem Ignacy Reśliński, rolnik z Podlesia, skarbnikiem Antoni Pawlak, sklepikarz z Brudzewa, w zarządzie był też Michał Dobrowolski, rolnik. 
Zarząd Powiatowy Związku Strzeleckiego w Kaliszu zatwierdził nowopowstały oddział męski ZS w Brudzewie uchwałą powziętą na posiedzeniu 19.01.1934 pod nazwą Oddział Gminny Związku Strzeleckiego w Brudzewie.

Szkoła w Brudzewie, zdj. przedwojenne, z archiwum rodzinnego wnuka R.Rezlera, p. P. Kuśmierskiego
Szkoła w Brudzewie, zdj. przedwojenne, z archiwum rodzinnego
wnuka R.Rezlera, p. P. Kuśmierskiego. 


Jeszcze przed wybuchem I wojny światowej, Związek Strzelecki przygotowywał polskie społeczeństwo do niepodległości, później jego członkowie brali udział w walkach.
Cel działalności ZS ewoluował w latach 30 – tych w zależności od potrzeb państwa – z ukierunkowania na przysposobienie do obrony najszerszych rzesz społeczeństwa w stronę wychowania obywatelskiego.
Rezler nigdy nie wrócił do rodziny, został zamordowany 11.12.1940 w obozie koncentracyjnym Gusen. Zachował się jeden list do rodziny z dnia 24.11.1940 napisany na bloku 15, izba A. Miesiąc później został zamordowany. 
W jedynym zachowanym liście z obozu Mauthausen Mauthausen  – Gusen pyta żonę: "Ile mamy uli?" bowiem pszczelarstwo było jego ulubionym zajęciem. Cieszy się, że rodzina uprawia ziemię. Tęskni i ma nadzieję, że wkrótce zobaczy swoją rodzinę - żonę córeczki: Henię, Halinkę i Terenię oraz syna Ryszarda.
Listów więźniowie nie mogli pisać samodzielnie, wyłącznie przez obozowego pisarza, treść była cenzurowana, list musiał zawierać formułkę "czuję się dobrze i jestem zdrów".

Lista R. Rezlera z obozu Gusen, z dnia 24.11.1940, napisany na bloku 15, izba A.
Lista R. Rezlera z obozu Gusen,
z dnia 24.11.1940, napisany na bloku 15, izba A.

Żona wraz z 3 najmłodszych dzieci została wywieziona do Niemiec na roboty przymusowe. Po wojnie powróciła do majątku, jednak zastała tam rosyjską rodzinę Niczyporuk. Później rodzina ta została przeniesiona gdzieś do PGR-u. Majątek Rezlerów został znacjonalizowany. 

Niczyporuk
Po wojnie w swoim domu zastali
rosyjską rodzinę Niczyporuk

Najstarsze dziecko Ryszarda Rezlera, syn, również Ryszard przedostał się do Warszawy, gdzie pod pseudonimem "Mściciel" wstąpił w szeregi konspiracji: V Obwód (Mokotów) Warszawskiego Okręgu Armii Krajowej - 3. Rejon - 2. kompania - pluton 543.
W Śródmieściu Południe walczył w Okręgu Warszawskim Armii Krajowej - I Obwód "Radwan” (Śródmieście) - Podobwód "Sławbor" - odcinek "Ratusz" - 3. batalion pancerny "Golski" - kompania szturmowa "Szafrański".

Z albumu rodzinnego rodziny Rezlerów: Brudzew, okres przed II wojną
(wł. Patryk Kuśmierski).
Na zdjęciu m.in. Zofia Teresa Maria Przewłocka z Żółtowskich z Nekli h. Ogończyk
(ur. 1902 - 1994 Richmond, Anglia), 
małżonka Józefa Przewłockiego h. Przestrzał (1895-1962 w Londynie), 
właściciela majątku Brudzew

Żona Marianna Rezler po powrocie z robót przymusowych wraz z dziećmi osiadła w Gdańsku. Nie opowiadała dzieciom ani nikomu z rodziny, co ich spotkało. Były to czasy stalinowskie, wszędzie byli donosiciele, na straży nowego bolszewickiego porządku stała milicja oraz struktury aparatu bezpieczeństwa państwa UB.
Zapanował totalitarny ustrój społeczno-gospodarczy i polityczny. Stalinizm odznaczał się stałym rozszerzaniem kręgów prawdziwych i urojonych zabijanych wrogów ludu, brakiem konstytucyjnego pojęcia praw człowieka. Przedwojenni urzędnicy, tacy jak Rezler, członkowie przedwojennych organizacja: BBWR, Związek Strzelecki, Towarzystwa Gimnastycznego "Sokół" i inne stali się właśnie takimi "wrogami ludu". Organizacje, które tworzyli zostały zdelegalizowane.

KADRY Z ŻYCIA W PODKALISKIM BRUDZEWIE I POSIADŁOŚCI BOMBALEC:

Z  albumu rodzinnego rodziny Rezlerów, Brudzew, lata przed II wojną (wł.  Patryk Kuśmierski

Być może na tym zdjęciu jest ks. Marian Suski, kapelan w Liskowie w latach 1935 – 1941, podpis nie jest wyraźny. Zdjęcie podpisane na odwrocie, nazwiska, które dało się odczytać: Pleśnierowiczówna, Twardowski Mieczysław, Szymański Jan, Witczakówna 2x, Uklejanka.

Być może na tym zdjęciu jest ks. Marian Suski, kapelan w Liskowie w latach 1935 – 1941, podpis nie jest wyraźny. Zdjęcie podpisane na odwrocie, nazwiska, które dało się odczytać: Pleśnierowiczówna, Twardowski Mieczysław, Szymański Jan, Witczakówna 2x, Uklejanka.


Z albumu rodzinnego rodziny Rezlerów, Brudzew, okres przed II wojną.



Z albumu rodzinnego rodziny Rezlerów, Brudzew, okres przed II wojną.

Aldona Rezler, kuzynka.

Z albumu rodzinnego rodziny Rezlerów, Brudzew, okres przed II wojną.


Z albumu rodzinnego rodziny Rezlerów, Brudzew, okres przed II wojną.

Brudzew, lata przed II wojną (wł.  Patryk Kuśmierski). Siostry Rezler.


Brudzew, lata przed II wojną (wł.  Patryk Kuśmierski). Siostry Rezler.


Brudzew, lata przed II wojną (wł.  Patryk Kuśmierski). Siostry Rezler.

Posty powiązane: 



niedziela, 15 stycznia 2023

Kolejka Wąskotorowa do byłych składów amunicji przy wsi Borów. Rejestracja dobrostanu dokonana dnia 9 stycznia 1946 r.

Protokół z rejestracji materiałów nawierzchni z rozebranej Kolejki Wąskotorowej do byłych składów amunicji, przy wsi Borów (k /Opatówka)

Protokół z rejestracji materiałów nawierzchni z rozebranej Kolejki Wąskotorowej do byłych składów amunicji, przy wsi Borów (k /Opatówka)
APK, Protokół z rejestracji materiałów nawierzchni z rozebranej
 Kolejki Wąskotorowej do byłych składów amunicji,
przy wsi Borów (k /Opatówka)

Rejestracja dokonana dnia 9 stycznia 1946 r. delegata D.O.K.P. Łódź  Zimnocha Aleksandra- st. technika wydziału Kolei Wąskotorowych, Zawiadowcę odcinka Drogowego Opatówek, Bordyczewskiego Aleksandra, delegata Rady Narodowej Dziubińskiego Feliksa. 

Sprawa kolei do byłych składów amunicji przy wsi Borów.

Prześwit torów 600 mm.

Dobrostan taboru: 

  • wózków wywrotek z kolebami żelaznymi 10 szt.
  • wózków wywrotek bez koleb 6
  • podwozi wagonowych ( wózków) 6
  • ramy wagonowe bez drzewa 3
  • osi do wózków 2
Materiały nawierzchni otrzymane z rozbiórki Kolejki:

Torów w przęsłach na żelaznych podkładach z szyn:
70 mm dług. 5,00 mm przęseł czy– 15 m.b. toru
60 mm dług. 5,00 mm przęseł 197– 985 m. b. toru
60 mm dług. 2,50 mm przęseł 13– 32,5 m. b. toru
60 mm dług. 1,25 mm przęseł 9– 11,25 m. b. toru

Kolejka została rozebrana przez Odcinek Drogowy Opatówek na zarządzenie Naczelnika Oddziału Drogowego w Ostrowie Wlkp.

Wnioski organu rejestrującego:

Dla zabezpieczenia przed kradzieżą materiały zostają natychmiast zabrane do stacji Opatówek skąd po zatwierdzeniu przez M.K. wniosku zjednoczenia kopalń rudy żelaznej o dzierżawę, będą ewentualnie wydzierżawione.

St. technik Wydziału Kolei

Zawiadowcy odcinka Drogowego Opatówek dnia 9.1.1946 r.

autor: Dominika Pawlikowska 

Materiał związany z tematem: Stowarzyszenie Regionalna Grupa Historyczna Schondorf


poniedziałek, 7 listopada 2022

Morderstwa popełnione w latach 1940-1944 przez funkcjonariuszy żandarmerii z posterunku w CZASTARACH, pow. Wieruszów, woj. kaliskie /Wildbad, Post Wildbad, Kreis Welungen/, na 20 mieszkańcach gm. Czastary i Polakach z innego terenu /tam schwytanych/ oraz jeńcach radzieckich.


W dniu 23 kwietnia 1970 roku Okręgowa Komisja Badania Zbrodni Hitlerowskich w Łodzi wszczęła śledztwo w sprawie morderstw popełnionych przez funkcjonariuszy żandarmerii z posterunku w CZASTARACH, pow. Wieruszów. 
Na podstawie materiałów z zeznań świadków, aktów agonu i dokumentów archiwalnych, a w tym w oparciu o oryginał niemiecką tzw. "Księgę imienną rozstrzelanych w okręgu łódzkim, znajdującą się w Archiwum Głównej Komisji BZH W Polsce - za sygn. 367, opisaną w protokole oględzin załączonym do akt, ustalono następujący stan faktyczny:

Obsadę personalną posterunku żandarmerii w Czastarach stanowili m.in. FRIDRICH BEDNAROWSKI, BRUNER Johann NEUWIRTH, Friedrich Förster /uprzednio GAJEWSKI, Johann GUSE, Bruno KRUGER, Alois SCITTER i Herman VOGEL. Oprócz nich, w zbrodniczych działaniach na terenie gminy Czastary, jak to wynika z wymienionej "Księgi rozstrzelanych...", brali także udział żandarmi występujący w składzie innych posterunków jak: Otto DEGNER, Herman GOSS, Otto GRZYWATZ, Max HILDNER, Albert LEMME, Wilhelm SCHRAUER 1 Walter VOGT.

W latach 1940-1944 przez wymienionych żandarmów zostały zamordowane następujące osoby:

1/ Wiktor BIELMANTOW, Michaiłow, rosyjski jeniec wojenny, /brak aktu zgonu/

2/ Wacław DOMINIAK, ur. 03.09.1922, zam. w Wieruszowie

3/ Roch GOLIŃSKI, s. Rocha i Julianny, ur. 29.6.1912, kawaler, robotnik rolny, zam. w Jaworku, gm. Czastary, Zastrzelony został przez żandarmów z miejscowego posterunku w lesie, aresztowany uprzednio pod zarzutem posiadania broni /akt zgonu - nr 182/1944/

4/ Stanisław KOWALIŃSKI, s. Jana i Balbiny, ur. 05.05.1917 r. kawaler, stolarz, sam, w Kierznie, gm. Kępno, okoliczności śmierci: W czasie obławy w pobliżu stacji kolejowej zastrzelony został przez żandarma z miejscowego posterunku, /akt agonu ar 138/1944/

5/ Jan KRAWIEC, s. Antoniego i Rozalii, lat 44, żonaty, rolnik, zam. w Zdżarach ,gm. Bolesławiec. Żandarmi z miejscowego posterunku zastrzelili na drodze koło posterunku 2 Polaków, aresztowanych w Jaworku, pod zarzutem rzekomej kradzieży roweru. /brak aktu zgonu/

6/ Józef KRAWIEC, s. Antoniego i Rozalii, ur. 21.01.1904 r. w Radostowie, żonaty, rolnik, zam. w Jaworku, gm. Czastary. Żandarmi z miejscowego posterunku zastrzelili na drodze koło posterunku 2 Polaków, aresztowanych w Jaworku, pod zarzutem rzekomej kradzieży roweru. /akt zgonu nr 42/1947, odtworzony przez sąd.

7/ Ignacy KRZEMIŃSKI, ur. 23.07.1903; okoliczności śmierci- rozstrzelany został przez żandarma z posterunku w Czastarach 06.09.1942 /akt zgonu - nr 56/1942/

8/ Andrzej KYLAKOWSKI, ur 21.03.1917 w Orlowskach, robotnik  rosyjski /akt zgonu - nr 146/1944/

9/ Antoni MAŚLAK, s. Józefa i Marianny, ur. 01.06.1919, żonaty, robotnik, zam. w Wieruszowie, okoliczności śmierci. Zastrzelony został przez żandarmów z miejscowego posterunku w lesie na "Podkoziu". Ukrywał się po ucieczce z aresztu /akt zgonu - nr 58/1943/

10/ Hrehorej NEKCYROWICZ, ur. 1.9.1891 Ryznowa, robotnik rosyjski /akt agonu - nr 145/1944 r./

11/ Andrzej OCHĘDZAN s. Jana i Julianny, ur. 30.11.1898 Przywory, robotnik rolny, zam. w Przyworach, gm. Czastary, /akt zgonu nr 28/1941/

12/ Florian PŁUSKA s. Franciszka i Franciszki, ur. 01.01.1917 w Parcicach, kawaler, robotnik, zam. w Parcicach, okoliczności śmierci. W czasie doprowadzania na posterunek, zatrzymany za rzekomy handel żywnością, zastrzelony został przez żandarma z Czastar, gm. Czastary /akt zgonu - nr 10/40/

13/ Wiktoria RYNG, c. Wiktorii, ur. 13.12.1889, wdowa, zam. w Stępnej, gm. Czastary, /akt zgonu - nr 8/1940/

14/ Piotr SAKOWICZ, ur. 11.04.1923, Mińsk, robotnik, Rosjanin, brak aktu zgonu.

15/ ks.Bolesław STRADOWSKI, ur.8.2.1896r. proboszcz parafii w Czastarach, brak aktu zgonu.

16/ Stefan WEŁNA s. Agnieszki ur.15.6.190or. w Parcicach, żonaty, robotnik rolny, zam. w Malanowie /część wsi Walichnowy/ gm. Sokolniki, /akt zgonu nr 115/1944r/,

17/ Walenty WIECZOREK s. Józefa i Magdaleny, ur.14.2.190or. w Żdżarach, żonaty, rolnik, zam. w Nalepie gm. Czastary /akt zgonu - nr 106/1944/,

18/ Stanisława WOJCIESZAK c. Jana i Antoniny ur. 23.03.1919, panna, zam. w Siedliskach, gm. Sokolniki, akt zgonu nr 47/43.

19/ Stefan WOJNOWSKI s. Jana i Zofii, ur. 27.10.1899 w Kielcach, żonaty, rzeźnik, zam. w Ząbkowicach /akt zgonu nr 62/1943/20/ NN kobieta, przebywająca w Czastarach /brak aktu zgonu/.

Posterunek żandarmerii został zorganizowany w Czastarach po agresji Niemiec hitlerowskich na Polskę we wrześniu 1939 r. Został on usytuowany na plebanii kościoła rzym.-kat.
Pierwszym komendantem posterunku został znany z bestialstwa w stosunku do Polaków Friedrich BEDNAROWSKI.
Już od wiosny 1940 r. żandarmeria przystąpiła do eksterminacji miejscowych Polaków i osób schwytanych na terenie gm. Czastary. Pod pretekstem rzekomej ucieczki po zatrzymaniu lub stawianiu "oporu" władzy rozstrzeliwano dziesiątki Polaków.
Na podstawie fałszywych raportów żandarmów, co do okoliczności popełnionego morderstwa, informacje o osobach zamordowanych były skrupulatnie rejestrowane w tzw. "Księdze imiennej rozstrzelanych", którą prowadzono w Komendzie Powiatowej Żandarmerii w Wieluniu. Ujmowano w niej dane osobowe zamordowanego, miejsce i datę zastrzelenia, nazwiska żandarmów uzasadnienie morderstwa. sprawców zbrodni i areszcie fikcyjne uzasadnienie morderstwa.

Pierwszymi oficerami morderstwa popełnionego przez żandarmów z posterunku w Czastarach, byli bracia: Józef KRAWIEC zam. w Jaworku, gm. Czastary i Jan KRAWIEC zam. w Żdżarach gm. Bolesławiec. Na początku maja 1940 roku w czasie sadzenia ziemniaków u Józefa Krawca /Jan Krawiec przybył tam do pomocy/, zostali oni aresztowani pod zarzutem rzekomej kradzieży roweru. Następnego dnia tj 04.05.19409 r. w nocy, na drodze koło posterunku w Czastarach, żandarmi Johann NEUWIRTH i Walter VOGT zamordowali braci Józefa i Jana KRAWCOW. Bezpośrednich świadków morderstwa nie ustalono, gdyż miało to miejsce w nocy i nikt tego nie widział. Następnego dnia rano, świadkowie: Anna Lech, Kazimierz Małecki i Leon Chałupka, widzieli zwłoki zamordowanych w miejscu zbrodni. Fakt popełnienia tych morderstw potwierdza odtworzony przez Sąd akt zgonu Józefa Krawca /dla Jana Krawca aktu zgonu nie sporządzono/.
    Istotnym dowodem popełnionych morderstw są zapisy w "Księdze imiennej rozstrzelanych..." - poz. 29 i 30, z których wynika, że sprawcami byli żandarmi Johann NEUWIRTH i Walter VOGT. Jako pretekst ich zastrzelenia podano ucieczkę po zatrzymaniu /Protokół oględzin pkt. 1 i 2/. Józefa Krawca i Jana Krawca pochowano - na cmentarzu w Czastarach. Miejsce ich zamordowania zostało udokumentowane szkicem i fotografiami. Fakt popełnienia tego morderstwa nie budzi żadnych wątpliwości.
Księdza Bolesława STRADOWSKIEGO zastrzelił w dniu 21.V.1940 r. rano w sypialni, bez żadnego powodu Komendant Friedrich BEDNAROWSKI. 
      Bezpośrednich świadków morderstwa nie ustalono. Fakt ten w świetle zeznań pośrednich świadków, jak: Anny Lech /z d. Golińska/, Eleonory Golińskiej, Seweryna Golińskiego i Jadwigi Wiśniewskiej, nie budzi żadnych wątpliwości. Sam morderca Fr. Bednarowski i inni żandarmi ze śmiechem opowiadali jak to został zamordowany i jak konał ksiądz Stradowski.
Istotnym dowodem zbrodni jest "Księga imienna rozstrzelanych" poz.36, z której wynika, że sprawcą morderstwa był żandarm Fr. BEDNAROWSKI, a jako pretekst podano, że ksiądz schwycił za kieszeń, w której miał pistolet, no i morderca "musiał się bronić". /Protokół oględzin pkt.3/. Akt zgonu nie został sporządzony. Ks. B.Stradowski został pochowany na cmentarzu w Czastarach, co zostało udokumentowane szkicem i fotografiami.
Fakt popełnienia tego morderstwa nie budzi żadnych wątpliwości. 

     Kolejną ofiarą zbrodni Friedrycha BEDNAROWSKIEGO i innych żandarmów był mieszkaniec Wieruszowa, Wacław DOMINIAK, zamordowany w dniu 21.V.1940 r. w Czastarach, Nie zdołano ustalić bliższych okoliczności jego śmierci. Brak jest aktu zgonu ofiary, nie ustalono bezpośrednich świadków, ani członków jego rodziny. Nie zostało także ustalone miejsce pochowania zwłok W. Dominiaka. Jedynym dowodem jest zapis w tzw. "Księdze imiennej rozstrzelanych" - poz.37, z którego wynika, że został on rozstrzelany w Czastarach, przez żandarmów BEDNAROWSKIEGO, KRUGERA i VOGTA, a jako uzasadnienie podano, że po schwytaniu go, na drodze do posterunku zaczął uciekać i został zastrzelony.
   W dniu 29.10.1940 roku wieczorem w Stępnej gm. Czastary, żandarmi Friedrich FURSTER /GAJEWSKI /, Bruno KRUGER i Johann GUSE, zamordowali mieszkankę wsi Stępna - Wiktorię RYNG. Została ona aresztowana z nieustalonych powodów przez w/wymienionych żandarmów, którzy wyprowadzili ją na pole parceli Stępna, na pograniczu wsi Kniatowy i tam koło drzewa z kapliczką zastrzelili.
Świadkiem tego morderstwa była Leokadia Kasendra /z d.Naciskała/. Znała ona Wiktorię Ryng. Pamiętnego dnia, gdy pasła krowy, zauważyła, że dwaj żandarmi prowadzili Wiktorię Ryng i po dojściu do wspomnianego miejsca zastrzelili ją.
Świadek Wawrzyniec Machynia zeznał, że tego dnia wieczorem z polecenia żandarmów GAJEWSKIEGO I GUSE, wspólnie ze Stanisławem Naciskałą, zabrali zwłoki Wiktorii Ryng i przewiózł na cmentarz w Czastarach. Oprócz wyżej wymienionych, przy zamordowanej był także żandarm KRUGER.
Fakt popełnionej zbrodni potwierdzono aktem zgonu W.Ryng, na którym odnotowano, że zgon zgłosił Friedrich GAJEWSKI.
Miejsce morderstwa zostało udokumentowane szkicem i fotografiami. Istotnym dowodem morderstwa jest także zapis w "Księdze imiennej rozstrzelanych" - poz. 80, z której wynika, że morderstwa dokonali żandarmi GAJEWSKI /FURSTER/i KRUGER, a jako uzasadnienie podano, że "Wiktoria Ryng podczas aresztowania zaczęła uciekać i została zastrzelona".
W świetle przytoczonych dowodów, morderstwo Wiktorii Ryng nie budzi żadnych wątpliwości.

        W dniu 14.11.1940 r. w Parcicach gm. Czastary żandarm Friedrich FURSTER /GAJEWSKI / zamordował mieszkańca Parcic, Floriana PLUSKE. Został on aresztowany rzekomo za handel żywnością. Następnego dnia zbiegł z aresztu i zaczął się ukrywać. Został schwytany w Radostowie, skąd przejął go żandarm Fr. FURSTER celem doprowadzenia do posterunku w Czastarach. Po drodze, w pobliżu Parcic, Fr. FURSTER zastrzelił Floriana PŁUSKE.
Świadek Franciszek Nowojewski zeznał, że jadąc rowerem z Radostowa do Czastar, koło Parcic spotkał żandarma Fr. GAJEWSKIEGO /Fürstera/ i 2-ch cywilnych Niemców z karabinami, którzy prowadzili znajomego Floriana Płuskę. Żandarm zatrzymał go, zapytał co tu robi i kazał mu jechać do domu. Po przejechaniu około 100-150 m usłyszał strzał karabinowy, obejrzał się i zobaczył ,że Florian Płuska upadł na ziemię.
Świadek Bronisław Piotrowicz zeznał, widział jak żandarmi prowadzili Floriana Pluskę i po chwili usłyszał strzał, ale z powodu ciemności nie widział kto strzelał. Dalszym dowodem zbrodni jest akt zgonu, z adnotacja, że zgon zgłosił Walter Vogt. Istotnym dowodem jest także zapis w "Księdze imiennej rozstrzelanych" - poz. 85, z którego wynika, ze sprawcą morderstwa był GAJEWSKI / Förster /, a jako powód tego czynu podano, że "uciekał przed aresztowaniem". Zamordowany został pochowany na cmentarzu w Czastarach.
Sw. Bronisław Piotrowicz zeznał, że widział, jak żandarmi prowadzili Floriana Płuskę i po chwili usłyszał strzał, ale z powodu ciemności nie widział kto strzelał.
Dalszym dowodem zbrodni jest akt zgonu, z adnotacją, że zgon zgłosił żandarm Walter VOGT. Istotnym dowodem jest także zapis w "Księdze imiennej rozstrzelanych" poz.85, z którego wynika, że sprawcą morderstwa był GAJEWSKI /FURSTER/, a jako powód tego
czynu podano, że "uciekał przed aresztowaniem". /Protokół oględzin pkt.6/. Zamordowany został pochowany na cmentarzu w Czastarach. Miejsce zbrodni zostało udokumentowane szkicami.
W świetle przytoczonych dowodów fakt zamordowania F.Płuski przez wspomnianego żandarma nie budzi żadnej wątpliwości.
W dniu 21.12.1940 r. w Czastarach, żandarm Johann NEUWIRTH zamordował mieszkańca Nalepy gm. Czastary Walentego WIECZORKA. Z bliżej nie ustalonych przyczyn żandarmeria poleciła W.Wieczorkowi meldować się na posterunku. Po jednym z pobytów na posterunku zaczął się ukrywać u siebie w stodole, co trwało około pół roku. W tym okresie zapadł na chorobę umysłową i wreszcie opuścił kryjówkę. Wtedy został aresztowany i zamordowany na posterunku żandarmerii.
Swiadek Anna Lech /która była sprzątaczką na posterunku/ zeznała, że pamiętnego dnia, gdy przyniosła do pokoju zajmowanego przez żandarmów lampę naftową, zobaczyła tam siedzącego wychudzonego i zarośniętego Walentego Wieczorka. Po chwili jak była w kuchni, usłyszała strzał dochodzący z tego pokoju. Po kilku minutach znowu tam weszła i zobaczyła leżącego we krwi zamordowanego W.Wieczorka. Był tam komendant posterunku Friedrich BEDNAROWSKI i jego 5-letnia córka, która zabawiała się przeskakiwaniem przez trupa /?!/.
Żandarm Walter VOGT ściągnął zamordowanemu buty, po czym jego zwłoki wywieziono na cmentarz w Czastarach. Powyższe w ogólnych zarysach potwierdził szwagier zamordowanego, św. Józef Białek, który brał udział w pochowaniu zwłok, Dalszymi dowodami zbrodni jest akt zgonu /zgłoszenie przez żandarmerie/ oraz "Księga imienna rozstrzelanych" poz.89, z której wynika, że mordercą był żandarm Johann NEUWIRTH, a powodem zastrzelenia /Protokół oględzin "odparcie napaści ze strony W.Wieczorka". W tym świetle fakt popełnienia morderstwa nie budzi żadnej wątpliwości. 

       W dniu 29.03.1941r. w Czastarach żandarm Friedrich FURSTER /GAJEWSKI/ zamordował mieszkańca wsi Przywory gminy Czastary, Andrzeja OCHĘDZANA.
W tym to dniu komisarz gminy KONCE zatrzymał ludzi koło kościoła w Czastarach i pędził do oczyszczania drogi. Temu poleceniu nie chciał się podporządkować Andrzej Ochędzan. Wówczas komisarz pobił go, lecz ten się wyrwał i ukrył się w kościele. Tam został schwytany przez żandarmów i osadzony w areszcie. Świadek Kazimierz Małecki zeznał, że tegoż dnia wieczorem widział idących do aresztu komisarza KONCE i żandarma GAJEWSKIEGO. Po upływie około 1o-ciu minut, gdy był w domu, przybiegł do nich żandarm Gajewski i polecił jego ojcu Władysławowi Małeckiemu podjechać furmanką pod areszt. Po pewnym czasie Wł. Małecki wrócił i powiedział, że zabrał z aresztu zwłoki zastrzelonego Andrzeja Ochędzana i zawiózł na cmentarz. Świadek Jan Płuska zeznał, że następnego dnia komisarz Konce powie dział mu, że Andrzeja Ochędzana zastrzelił żandarm GAJEWSKI. Bezpośrednich świadków tego morderstwa nie da się ustalić, gdyż było to w areszcie.
Oprócz tych zeznań dowodem zbrodni jest akt zgonu zamordowanego, z którego wynika, że zgon został zgłoszony przez żandarmerię w Czastarach. Morderstwo A.Ochędzana nie zostało odnotowane w "Księdze rozstrzalanych". A.Ochędzan został pochowany na cmentarzu w Czastarach.

  W dniu 6.09.1942r. w Stępnej gm. Czastary żandarm Friedrich FURSTER/GAJEWSKI / zamordował mieszkańca nie ustalonej bliżej miejscowości Ignacego KRZEMINSKIEGO ur. 23.07.1903. Z zeznań św. Anny Lech wynika, że przez kilkanaście dni był przetrzymywany w areszcie w Czastarach nieznany jej mężczyzna. Pewnego dnia żandarm FURSTER /Gajewski/ miał aresztowanego przewieźć do Wielunia. Jednak w drodze zastrzelił go. Bezpośrednich świadków morderstwa jak i członków jego rodziny, nie zdołano ustalić. Z aktu zgonu wynika, że Ignacy Krzemiński został rozstrzelany w lesie Stępnowskim gm. Czastary. Z "Księgi imiennej rozstrzelanych" poz. 158 wynika, że został on zastrzelony w Stępnej przez żandarma Friedricha FURSTERA /zbieżność z zeznaniem św.A.Lech/, a jako powód zbrodni podano, że "konwojowany wyrwał się i chciał napaść na żandarma". Ignacy Krzemiński został pochowany na cmentarzu w Czastarach. Fakt popełnienia tego morderstwa przez żandarma Fr.FURSTERA nie powinien budzić wątpliwości.

  W dniu 26.09.1942r. w Czastarach komendant posterunku Fr.BEDNAROWSKI zamordował NN kobietę. Została ona schwytana przez żandarmów w Czastarach i zaangażowana przez Fr. Bednarowskiego do kopania ziemniaków w pobliżu posterunku żandarmerii. - Swiadek Kazimierz Małecki zeznał, że jego ojciec Władysław Małecki opowiadał mu, że z polecenia Fr. Bednarowskiego zaprowadził tę kobietę na pole i wskazał jej miejsce, gdzie ma kopać ziemniaki. Po kilku minutach zobaczył, że Fr.BEDNAROWSKI oparł karabin na płocie, wymierzył do tej kobiety i zastrzelił ją. Potwierdza to św. A. Lech, do której Fr. Bednarowski powiedział, że ta kobieta rzuciła się na jego dziecko i musiał ją zastrzelić. Fakt tego morderstwa potwierdza zapis w "Księdze imiennej rozstrzelanych" poz.160 - z której wynika, że zastrzelił ją Fr. Bednarowski, a jako motywy tego czynu podano, że " rzuciła się ona z motyką na dwoje 4 i 5 letnie dzieci niemieckie z Rzeszy. Zamordowaną pochowano na cmentarzu. Fakt popełnienia tego morderstwa przez Fr.BEDNAROWSKIEGO nie budzi żadnej wątpliwości.

    W dniu 27.04.1943 r. w Józefowie gm. Czastary żandarm Albert LEMME zamordował mieszkankę Siedlisk gm. Sokolniki, Stanisławę WOJCIESZAK. Świadek Franciszek Buchla zeznał, że wiosną 1943 r. gdy był na stacji kolejowej w Czastarach, z odległości kilkudziesięciu metrów widział jak dwaj żandarmi, z których jednego rozpoznał jako GUSEGO, prowadzili kobietę. Rozpoznał, że była to znana mu Stanisława Wojcieszak. Poprowadzili ją leśną drogą w kierunku wsi Czastary /wieś położona niedaleko od stacji/. Po kilku minutach usłyszał strzał karabinowy dochodzący tego kierunku. Po upływie około pół godziny wracał tą samą drogą do wsi Czastary. Wyprzedził furmankę, powożoną przez Strzelczyka z Józefowa /wieś położona na tej trasie/, obok której szli wspomniani żandarmi, a na wozie w sianie leżało ciało Stanisławy Wojcieszak. Następnego dnia, na jego prośbę, żona Anna Buchla poszła na cmentarz w Czastarach, żeby zobaczyć, czy leży tam ciało zamordowanej. Stwierdziła ona, że koło kaplicy leżała przykryta słomą zamordowana St.Wojcieszak. Fakt tego morderstwa został potwier dzony aktem zgonu. Z "Księgi imiennej rozstrzelanych"-poz.197 wynika, że morderstwa dopuścił się żandarm Albert LEMME, a jako uzasadnienie rozstrzelania podano, że "podjęła ona ucieczkę w czasie jej transportu". /?!/. Zamordowana została pochowana na cmentarzu w Czastarach. Fakt dokonania tego morderstwa przez żandarma A.LEMME nie budzi żadnych wątpliwości.

    W dniu 22.06.1943 r. w Czastarach komendant posterunku Friedrich BEDNAROWSKI zamordował mieszkańca Wieruszowa Antoniego MASLAKA. Z zeznań św. Józefa Maślaka /brat/ wynika, że Antoni Maślak zbiegł z aresztu w Wieruszowie i ukrywał się w lesie czastarskim. Mieszkaniec Czastar, Jan Kornacki /względnie Kordecki/ opowiadał mu, że był świadkiem schwytania i zamordowania Antoniego Maślaka w lesie czastarskim na "Podkoziu". Tego bezpośredniego świadka nie zdołano ustalić. Fakt morderstwa został potwierdzony aktem zgonu /zgłoszenie posterunku żandarmerii w Czastarach/ oraz zapisem w "Księdze imiennej rozstrzelanych" poz. 209, z której wynika, że zamordował go Friedrich BEDNAROWSKI, a jako uzasadnienie tej zbrodni podano, że "zbiegł on z aresztu w Wieru zowie i został ponownie schwytany". Miejsce pochowania zwłok nie ustalono.

    W dniu 17.07.1943r. w Czastarach, żandarmi Johann GUSE i Albert LEMME zamordowali mieszkańca Ząbkowic woj. katowickie, Stefana WOJNOWSKIEGO. Sw. Józef Ochędzan zeznał, że ogólnie słyszał, iż w pobliżu stacji kolejowej w Czastarach, przez żandarmów, wśród których był GUSE, został zamordowany nieznany mu mężczyzna, mieszkaniec woj .katowickiego. Sw. Leokadia Kasendra zeznała, że w czerwcu lub na początku lipca roku nie pamięta, na drodze pomiędzy wsią i stacją kolejową Czastary, koło nasypu kolejowego zobaczyła jak dwaj żandarmi z posterunku Czastary prowadzili nieznanego jej mężczyznę z teczką. Ukryła się w zaroślach i po pewnym czasie zobaczyła, jak jeden z żandarmów wymierzył z karabinu do tego mężczyzny i strzelił dwa razy, zabijając go na miejscu. Potwierdziła to Weronika Naciskała, która była świadkiem morderstwa dodając, że jednym z tych żandarmów był GUSS, ale nie wie, który z nich strzelał do tego mężczyzny. Z przytoczonych okoliczności należy sądzić, że świadkowie mówią o zamordowanym S. Wojnowskim. Z aktu zgonu S.Wojnowskiego wynika, że mieszkał on w Ząbkowicach, a został zastrzelony 500 m od stacji kolejowej w  Czastarach /zgłoszenie żandarmerii/. imiennej rozstrzelanych" - poz.223, z której wynika, że spraw cami morderstwa byli żandarmi Johann GUSE i Albert LEMME, a jako motywy podano, że "podjął on ucieczkę w czasie transportu".  Miejsce jego pochowania nie zostało bliżej określone, ale niewątpliwie został pogrzebany na cmentarzu w Czastarach /zbiorowa mogiła zdjęcie/. Zamordowanie S.Wojnowskiego przez wspomnianych żandarmów nie winno budzić wątpliwości.

      W dniu l0.08.1943 r. w Czastarach, komendant posterunku Friedrich BEDNAROWSKI oraz żandarmi Johann GUSE i Albert LEMME zamordowali jeńca radzieckiego Piotra Sakowicza /SAKOWITSCH/. Świadek Józef Białek zeznał, że latem 1943 r. po żniwach, na drodze pomiędzy Czastarami i Sokolnikami spotkali ukrywającego się Rosjanina. Po krótkiej z nim rozmowie, udał się on w głąb lasu. Niewątpliwie był to Piotr Sakowicz. Świadków zamordowania P. Sakowicza nie ustalono. Jedynym dowodem na okoliczność zamordowania P. Sakowicza jest zapis w "Księdze imiennej rozstrzelanych" pozycja 227, z której wynika, że został on zastrzelony w Czastarach, przez Friedricha BEDNAROWSKIEGO, Johanna GUSE i Alberta LEMME, a jako okoliczności podano, że został zastrzelony podczas ucieczki /Protokół oględzin pkt. 13/. Akt zgonu nie został sporządzony i brak danych o miejscu pochowania zwłok. Niewątpliwie pochowano go na cmentarzu w Czastarach. Przytoczone dowody niewątpliwie świadczą o tym, że mordercami P.Sakowicza byli wymienieni żandarmi.

  W dniu l0.12.1943r. w Czastarach, żandarmi Wilhelm ACHRAUER, Albert LEMME i Otto GRZYWACZ, zamordowali innego radzieckiego jeńca wojennego Wiktora BIELMANTOWA. Sw. Józef Białek zeznał, że w końcu 1943r. /gdy spadł pierwszy śnieg, jeden z żandarmów z posterunku w Czastarach polecił mu udać się do kostnicy cmentarnej w Czastarach, celem pochowania zwłok. Zastał tam zwłoki Rosjanina. Pochował go na poboczu cmentarza w Czastarach. Ogólnie słyszał z opowiadań, że ten Rosjanin ukrywał się w leśnej ziemiance. Z "Księgi imiennej rozstrzelanych" poz.310 wynika, że Wiktor Bielmantow został rozstrzelany przez SCHRAUERA, LEMME i GRZYWATZ w lesie 500 m na północ od stacji kolejowej w Czastarach,

   W dniu l0.08.1943 r. w Czastarach, komendant posterunku Friedrich BEDNAROWSKI oraz żandarmi Johann GUSE i Albert LEMME zamordowali jeńca radzieckiego Piotra Sakowicza /SAKOWITSCH/. Świadek Józef Białek zeznał, że latem 1943 r. po żniwach, na drodze pomiędzy Czastarami i Sokolnikami spotkali ukrywającego się Rosjanina. Po krótkiej z nim rozmowie, udał się on w głąb lasu. Niewątpliwie był to Piotr Sakowicz. Świadków zamordowania P. Sakowicza nie ustalono. Jedynym dowodem na okoliczność zamordowania P.Sakowicza jest zapis w "Księdze imiennej rozstrzelanych" pozycja 227, z której wynika, że został on zastrzelony w Czastarach, przez Friedricha BEDNAROWSKIEGO, Johanna GUSE i Alberta LEMME, a jako okoliczności podano, że został zastrzelony podczas ucieczki. Akt zgonu nie został sporządzony i brak danych o miejscu pochowania zwłok. Niewątpliwie pochowano go na cmentarzu w Czastarach. Przytoczone dowody niewątpliwie świadczą o tym, że mordercami P.Sakowicza byli wymienieni żandarmi.

   W dniu l0.12.1943r. w Czastarach, żandarmi Wilhelm ACHRAUER, Albert LEMME i Otto GRZYWACZ, zamordowali innego radzieckiego jeńca wojennego Wiktora BIELMANTOWA. Sw. Józef Białek zeznał, że w końcu 1943r. /gdy spadł pierwszy śnieg, jeden z żandarmów z posterunku w Czastarach polecił mu udać się do kostnicy cmentarnej w Czastarach, celem pochowania zwłok. Zastał tam zwłoki Rosjanina. Pochował go na poboczu cmentarza w Czastarach. Ogólnie słyszał z opowiadań, że ten Rosjanin ukrywał się w leśnej ziemiance. Jako powód morderstwa podano, że "został zastrzelony w swoim schronie, gdy nie zastosował się na wezwanie o opuszczenie kryjówki". Zapis w tej księdze jest zbieżny z zeznaniami św.J.Białka co do osoby zamordowanego i fakt tego morderstwa nie budzi żadnych wątpliwości i zastrzeżeń. Miejsce morderstwa zostało udokumentowane fotografiami.

  W dniu 5.07.1944r. w Czastarach, żandarm Wilhelm SCHRAUER zamordował mieszkańca Malanowa gm. Sokolniki, Stefana WELNE. Bezpośrednich świadków morderstwa nie zdołano ustalić. Sw. Stefan Wełna /syn/ zeznał, że z opowiadań mieszkańca Czastar Wojtczaka dowiedział się, że ojciec Stefan Wełna został skazany za złapanie zająca, na 6 m-cy obozu karnego. Zaczął się ukrywać, został schwytany przez żandarmów z Radostowa i przekazany do Sokolnik. Miał być rzekomo odwieziony do Wielunia, ale w drodze na stację, został zastrzelony około 300 m od stacji kolejowej w Czastarach. Sw.Tadeusz Fabisiak zeznał, że latem 1944 r. że z polecenia żandarma pojechał furmanką w stronę stacji kolejowej w Czastarach. Niedaleko stacji spotkał drugiego żandarma, a w pobliżu, w przydrożnym rowie zobaczył martwego człowieka. Przy pomocy żandarmów włożyli zwłoki na wóz i wtedy zobaczył, że zamordowany miał przestrzeloną głowę. Zwłoki zawiózł na cmentarz w Sokolnikach, gdzie był już wykopany dół, a obok stało kilku mężczyzn, którzy grzebali ofiarę morderstwa. Później T.Fabisiak dowiedział się, że tym zamordowanym był Stefan Wełna. Fakt popełnienia morderstwa został potwierdzony aktem zgonu /zgłoszenie żandarmerii w Czastarach/. Istotnym dowodem na to okoliczności jest każe zapis w "Księdze imiennej rozstrzelanych" poz.374, z którego wynika, że sprawcą morderstwa był Wilhelm SCHRAUER, a jako motywy podano, że WEŁNA był podejrzany o kłusownictwo i przez ucieczkę chciał uniknąć aresztowania. Został pochowany na cmentarzu w Sokolnikach, co zostało udokumentowane fotografią nagrobka. Popełnienie tej zbrodni przez żandarma W.SCHRAUERA, nie budzi żadnych wątpliwości.

  W dniu 4.09.1944r. w Czastarach, żandarm Otto DEGNER zamordował mieszkańca Kierzna gm. Kępno Stanisława KOWALINSKIEGO. Z zeznań braci zamordowanego wynika, że Stanisław Kowaliński udał się w odwiedziny do zatrudnionego "na okopach" w  Osjakowie, Antoniego Kowalińskiego i zatrudnionej w pobliżu siostry Stefanii. W drodze powrotnej został zatrzymany i przekazany żandarmerii w Sokolnikach. Został bestialsko pobity, odebrano mu rower i pieniądze i zwolniono go.

   W tym czasie w okolicach Czastar żandarmeria prowadziła obławę. St.Kowaliński idąc na stację kolejową w Czastarach, został zastrzelony przez jednego z żandarmów i w pobliżu pochowany. Po upływie kilku dni, bracia zamordowanego Stefan i Antoni Kowalińscy wraz z ojcem, w obecności żandarma i grabarza wykopali zwłoki i przewieźli na cmentarz w Kierznie. Miejsce jego zamordowania i pochowania zostało udokumentowane fotografiami. Bezpośrednich świadków morderstwa nie zdołano ustalić. Fakt ten nie budzi jednak żadnych wątpliwości. Dowodem morderstwa jest akt zgonu, z którego wynika, że St.Kowaliński został rozstrzelany w lesie pomiędzy Józefowem a Czastarami/zgłoszenie żandarmerii/. Potwierdza to zapis w "Księdze imiennej rozstrzelanych poz.404, z którego wynika, że sprawcą morderstwa był Otto DEGNER, a przyczyną rozstrzelania była rzekoma ucieczka przed wylegitymowaniem.

    Także w dniu 4.IX.1944 r. w Czastarach, żandarm Wilhelm SCHRAUER i inni nieustaleni żandarmi, zamordowali 2-ch jeńców radzieckich - Hrehoreja NEKCYROWICZA i Andrzeja KYLAKOWSKIEGO. Sw. Julian Biczysko zeznał, że na początku września 1944 roku żandarmeria z Czastar i Sokolnik zorganizowała obławę w lasach czastarskich. Na ranem zobaczył, że żandarmi schwytali 2-ch Rosjan, których przyprowadzono pod stację kolejową w Czastarach. Byli oni bestialsko katowni i szarpani przez psy policyjne Następnie wprowadzono ich w głąb lasu. Po pewnej chwili gdy był już w domu, usłyszał dwa strzały i zorientował się, że zostali zamordowani ci Rosjanie. Po kilku dniach przyszedł na to miejsce i odnalazł świeżą mogiłę. Sw .Piotr Zuzel zeznał, że po zakończeniu obławy dowiedział się, że żandarmeria schwytała i zamordowała 2-ch Rosjan. Następnego dnia z polecenia żandarma GAJEWSKIEGO, a którym był GUZE, udał się do pobliskiego lasu celem odkopania jakichś zwłok. Okazało się, że chodzi o zwłoki owych 2-ch Rosjan. Po odkopaniu zwłok wydobyto je z dołu i obmyto, a fotograf zrobił kilka zdjęć. Widział, że mężczyźni ci byli pogryzieni przez psy, a jeden z nich miał w głowie ślad od kuli. Następnie zwłoki wrzucono do tego samego dołu i zagrzebano. W jakim celu robiono zdjęcia zamordowanym tego nie wie. Z tych zeznań niezbicie wynika, że zamordowanymi byli Rosjanie H. Nekcyrowicz i A. Kylakowski. Dalszym dowodem tej zbrodni są akty zgonu, z których wynika, że zostali oni rozstrzelani w lesie koło Czastar/zgon zgłoszony przez żandarmerie/. Istotnym dowodem jest zapis w "Księdze imiennej rozstrzelanych" - poz.405 i 406, z którego wynika, że sprawcą morderstwa był Wilhelm SCHRAUER. Podano, że obaj Rosjanie przez ucieczkę chcieli uniknąć schwytania". Miejsca schwytania - zamordowania i pochowania zamordowanych zostały udokumentowane szkicami i fotografiami. Ich zwłoki po wyzwoleniu zostały przewiezione na cmentarz w Sokolnikach, a później ekshumowane do zbiorowej mogiły żołnierzy radzieckich w Wieluniu.

    Przytoczone dowody nie budzą żadnych wątpliwości co do morderstw popełnionych na osobach H.Nekcyrowicza i A.Kylakowskiego. W dniu 30.I09.1944 r. w Czastarach, żandarmi Johann GUSE i Otto DEGNER zamordowali mieszkańca Jaworsk, gm. Czastary Rocha GOLINSKIEGO. Roch Goliński został aresztowany przez żandarmów z Czastar, rzekomo pod zarzutem posiadania broni. W czasie konwojowania go zbiegł, zaczął się ukrywać i po kilku dniach został schwytany przez żandarmów z Czastar i Radostowa. Sw. Leon Kapral widział jak żandarm Johann GUSE wraz z innymi żandarmami konwojowali R.Golińskiego, a po kilku dniach inni, nieznani mu żandarmi wieżli go bryczką. Później dowiedział się że R. Goliński został zamordowany w lesie "Koza" koło Czastar". Sw. Kazimierz Małecki zeznał, że jesienią 1944 roku został poinformowany przez ojca Wł. Małeckiego /był robotnikiem gospodarczym na posterunku w Czastarach/, że żandarmi Johann GUSE i Otto DEGNER wyprowadzili z aresztu skatowanego Rocha Golińskiego na śmierć w stronę lasu "Koza". Wówczas wybiegł z domu i z odległości około 200 m widział jak dwaj żandarmi wlekli R.Golińskiego do tego lasu. Gdy doszli do skraju lasu, usłyszał strzał po czym żandarm J.GUSE poszedł do najbliższego zabudowania Filipa Chałupki i nakazał mu przewiezienie zwłok Rocha Golińskiego na cmentarz. Te zeznania potwierdził św. Józef Białek, który zeznał, że widział jak żandarmi. GUSE i DEGNER wlekli do lasu "na Podkozie" Rocha Golińskiego. Minął się z nimi i widział, że R.Goliński był bestialsko pobity - twarz miał spuchniętą, a z ran na plecach sączyła się krew. Po upływie około godziny widział jak w asyście tych żandarmów wieziono zwłoki zamordowanego. Z aktu zgonu /zgłoszenie żandarmerii w Czastarach/ wynika, że R.Goliński został zamordowany w Radostowie. Z "Księgi imiennej rozstrzelanych" - poz. 424, wynika, że R.Goliński został rozstrzelany w lesie /nazwa niezrozumiała/, przez żandarmów Maxa HILDNERA i Hermana GOSSA, a jako uzasadnienie podano, że chciał on zbiec przed aresztowaniem. W tym przypadku zachodzi różnica, co do nazwisk sprawców morderstwa, podanych przez św. K. Małeckiego i J.Białka, a zapisem we wspomnianej "Księdze rozstrzelanych". Wobec przekonywujących zeznań tych naocznych świadków należy przyjąć, że sprawcami zamordowania R.Golińskiego byli żandarmi J.GUSE i A.DEGNER. Należy dodać, że żandarmi H.HILDNER i H.GOSS z posterunku i z nieznanych powodów właśnie im przypisano jego zamordowanie. Miejsce zbrodni zostało oznaczone na szkicu. W świetle przytoczonych dowodów, fakt zamordowania R .Golińskiego nie budzi żadnych zastrzeżeń. 

Jak już wspomniano w niniejszym sprawozdaniu, do akt sprawy załączono dokumentację techniczną dot. popełnionych zbrodni. Są to: szkice /plany/ i fotografie

I. Plan wsi i gminy Czastary - z oznaczeniami:

1. położenie aresztu tzw. "koza"

2 budynek plebani, w którym znajdował się posterunek żandarmerii, gdzie zamordowano ks. B, Stradowskiego 

3- miejsce zamordowania braci Jana i Józefa Krawców, 

4 - miejsce chowania zwłok pomordowanych na cmentarzu w Czastarach,

5 - miejsce straceń w lesie czastarskim, przy drodze prowadzącej do stacji kolejowej w Czastarach,

6- miejsce zamordowania W.Ryng przy kapliczce obok drogi Czastary Stępna,

7 - miejsce zamordowania F.Płuski, przy drodze Radostów Parcice,

8- miejsce zamordowania R.Golińskiego przy lesie "Koza" /nazywany też "Podkozie"/,

9- miejsce schwytania jeńców radzieckich H.Nekcyrowicza i A.Kylakowskiego,

10- miejsce pochowania tych 2-ch zamordowanych jeńców radzieckich,

11 -miejsce zamordowania jeńca radzieckiego W.Bielmantowa.

II. Plansze fotograficzne

1/1 budynek plebanii w Czastarach,

2- miejsce, gdzie był areszt "koza",

3 miejsce rozstrzelania braci J.J. Krawców -

2/ 13 grobowiec i płyta nagrobkowa ks.B.Stradowskiego, 4-6 mogiły pomordowanych na cmentarzu w Czastarach,


                                     WIG - Mapa Szczegółowa Polski 1:25 000 /1929 - 1939/
Czastary, 1937


Źródło: 

Rejestr miejsc i faktów zbrodni popełnionych przez okupanta hitlerowskiego na ziemiach polskich w latach 1939-1945 - województwo kaliskie, 1984, Warszawa

Oraz APK w Kaliszu, Spuścizna Martyna, Sygn. 359

 

Czastary  od 1939–1943 Wildbad, 1943–1945 Wildenbach