Etykiety

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1943. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1943. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 14 listopada 2022

Narodowe Siły Zbrojne w Kaliszu. Szpicle i donosiciele do Gestapo. Ulica Ciasna.



W czasie wojny znaleźli się nieliczni, którzy z wiadomych sobie powodów donosili do gestapo, czasami za drobną opłatą lub kieliszek wódki. Wśród nich wyróżniali się kryjący się pod pseudonimem G.-35 i V.-35. Aktywność tej dwójki wyrządziła wiele szkód, ponieważ przedostali się do struktur ZWZ i informowali Gestapo o ruchu oporu w Kaliszu. Zachowały się ich meldunki. (APK w Kaliszu)

W dniu 25.02.1943 G.-35 donosi:
"U żony byłego polskiego generała Altera w Kaliszu, Goethestrasse 8 (ul. T. Kościuszki), często bywają  wdowy po oficerach i tych, którzy są jeszcze w jeńcami wojennymi. Do tej pory nie udało się ustalić, co tam się dzieje. Uwaga: operacja jest obsługiwana przez AD. Kalisz".

W dniu 27.05.1943 G.-35 donosi:
"Stanisław Lisiak, mieszkający w Kaliszu, Humboldstrasse, pracował w dawnej Rzeszy, ale zerwał umowę o pracę i wrócił do Kalisza. Handluje wyrobami tytoniowymi, które kupuje od pracownika sklepu tytoniowego Seidaka, Kalisz, Rathausplatz (Plac Ratuszowy). Spotykał innego pracownika, Polaka, na korytarzu sklepu tytoniowego i, jak zauważyłem, było to zwykle około godziny (nieczytelne)".
"Stanisław Olejniczak, który nie ma stałego miejsca zamieszkania i pracy, jest obecnie w Kaliszu, Oberschlesischestr. 28 (ulica Górnośląska). W domu znajduje się dawny sklep, w którym mieszka". 

Z meldunków konfidentów wyłania się bardzo ciekawy obraz ulicy Ciasnej.
W dniu 09.06.1943 V. -35 donosi:
"Polska organizacja ruchu oporu NSZ, o której już wspomniałem, istnieje tu w Kaliszu od około 1943 roku i nazywa się „Komitetem Kaliskim”. Ona jest organizacją odłamową ZWZ. Krysiński ostatnio odwiedził mnie dwukrotnie z drugą osobą, której nie znam, którą określił jako komendanta okręgu. Osobę mogę opisać następująco: Silny, blond włosy zaczesane do tyłu, pociągła twarz, 170 cm wzrostu, około 30 lat, jasna marynarka i ciemne spodnie". (Czy mógł to być komendant powiatu Kalisz - ppor. rez./kpt. NSZ Czesław Wszędybył „Wiktor Kaliski”, student Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie, żołnierz kampanii 1939, komendant powiatowy NSZ w Kaliszu, zginął w walce z Niemcami 3 września 1943 na ulic Pułaskiego. Miejsce pochówku nieznane)


Ciasna 5, Kalisz
Kalisz, ul. Ciasna 5, widoczne liczne ślady po kulach aż do ostatniego piętra.
Nad oknem na parterze spod farby wystaje napis reklamujący fryzjera Frajtaga
 - pamiątka po żydowskiej społeczności Kalisza. Rodzina Frajtagów była dość liczna, fryzjerami byli Izak (ur.1880) oraz Jakob (ur. 1904) i Mojsze (ur. 1902), wszyscy zginęli w Shoah.
Zdjęcie - autorka 01.01.2023


I ciąg dalszy meldunku: "Powiedziano mi, że NSZ w Kraju Warty liczy około 1800 członków. ZWZ jest silniej reprezentowany w Kaliszu niż NSZ. NSZ sformował w Kaliszu coś w rodzaju korpusu ochronnego w sile 40 ludzi, który ma zadania polityczne i policyjne. Ten korpus ochronny powstał przy Grazerstrasse 3/7 (ulica Ciasna - dopisek mój) u "Górala" (pseudonim).
Pierwsza wstępna zbiórka odbyła się tu w kwietniu 1943 r. Oprócz korpusu ochronnego formowane są obecnie trzy plutony w sile 1140 ludzi. Mój znajomy Buczkowski był dowódcą 1. plutonu. Został zwerbowany przez Krysińskiego z punktu widzenia tego, że NSZ jest przeciwny komunizmowi. Ale kiedy dowiedział się, że (nieczytelne), odwrócił się od NSZ i spalił dokumenty, które już otrzymał. Buczkowski miał pseudonim "Sęp". Krysiński posiada pseudonim "Miron" lub "Mirow" (słabo czytelne). Obecnie jestem na tyle dobry, że zostałem przyjęty do NSZ i zostałem wyznaczony na dowódcę 3. plutonu. Mój pseudonim to „Kruk”, co po niemiecku oznacza „Rabe”. Za kilka dni dostanę dokumenty".

"Polska organizacja ruchu oporu NSZ, o której już wspomniałem, istnieje tu w Kaliszu od około 1943 roku i nazywa się „Komitetem Kaliskim”. Ona jest organizacją odłamową ZWZ. Krysiński ostatnio odwiedził mnie dwukrotnie z drugą osobą, której nie znam, którą K. określił jako komendanta okręgu. Osobę mogę opisać następująco: Silny, blond włosy zaczesane do tyłu, pociągła twarz, 170 cm wzrostu, około 30 lat, jasna marynarka i ciemne spodnie. (Mógł to być komendant powiatu Kalisz - ppor. rez./kpt. NSZ Czesław Wszędybył „Wiktor Kaliski”, żołnierz kampanii 1939, komendant powiatowy NSZ w Kaliszu, zginął w walce z Niemcami 3 września 1943 r. - dopisek autorki ) Powiedziano mi, że NSZ w Kraju Warty liczy około 1800 członków. ZWZ jest silniej reprezentowany w Kaliszu niż NSZ. NSZ sformował w Kaliszu coś w rodzaju korpusu ochronnego w sile 40 ludzi, który ma zadania polityczne i policyjne. Ten korpus ochronny powstał przy Grazerstrasse 3/7 (ulica Ciasna - dopisek mój) u "Górala" (pseudonim). Pierwsza wstępna zbiórka odbyła się tu w kwietniu 1943 r. Oprócz korpusu ochronnego formowane są obecnie trzy plutony w sile 1140 ludzi. Mój znajomy Buczkowski był dowódcą 1. plutonu. Został zwerbowany przez Krysińskiego z punktu widzenia tego, że NSZ jest przeciwny komunizmowi. Ale kiedy dowiedział się, że (nieczytelne), odwrócił się od NSZ i spalił dokumenty, które już otrzymał. Buczkowski miał pseudonim "Sęp". Krysiński posiada pseudonim "Miron" lub "Mirow" (słabo czytelne). Obecnie jestem na tyle dobry, że zostałem przyjęty do NSZ i zostałem wyznaczony na dowódcę 3. plutonu. Mój pseudonim to „Kruk”, co po niemiecku oznacza „Rabe”. Za kilka dni dostanę dokumenty".
Meldunek szpicla o organizacji ZWZ w Kaliszu

Do czego doprowadziła działalność tych szpicli ? Jak donosi 25.09.1942 Wilhelm Schönrogge, szef placówki Gestapo w Kaliszu w telegramie do Gestapo Litzmannstadt (Łódź): 
"Meldunki V. -35 odnoszą się do działalności polskiego ruchu oporu "NSZ" - Narodowe Siły Zbrojne - niem. Nationale Wehrkraft.
7, 8 i 9 września 1943 została przeprowadzona akcja zlikwidowania NSZ, która prowadziła do aresztowania tutejszych działaczy.  V.-35 jest wyznaczony, po przeprowadzeniu akcji, do ustalenia tych, którzy zbiegli". 
jak donosi 25.09.1942 Wilhelm Schönrogge, szef placówki Gestapo w Kaliszu (od 1942): " meldunki V. -35 odnoszą się do działalności polskiego ruchu oporu "NSZ" - Narodowe Siły Zbrojne - niem.Nationale Wehrkraft. 7, 8 i 9 września 1943 została przeprowadzona akcja zlikwidowania NSZ, która prowadziła do aresztowania tutejszych działaczy.  V.-35 jest wyznaczony po przeprowadzeniu akcji do ustalenia tych, którzy zbiegli.
Telegram  25.09.1942 do gestapo w Łodzi
Wilhelma Schönrogge. Tłumaczenie-autorka.

I V.-35 wywiązuje się z tego zadania. Już po akcji zatrzymań członków NSZ donosiciel tropi zbiegłych członków NSZ. W dniu 18.09.1943 melduje:
"Rabiega zatrzymał się w Kościelnej Wsi. Istnieje możliwość, że przebywa u krewnych. W Kościelnej Wsi organizacja składa się z 80 członków. Skalski również ukrył się w Kościelnej Wsi. Buschkowski (chodzi o Buczkowskiego) dał Grobelnemu jakieś papiery. Grobelny jest niewinny. Jest z "niemieckiego domu". Należy jeszcze złapać ps. "Grom" - nie znane jest mi jego nazwisko (...)".

W dniu 18.08.1944 V.-35 donosi:
"Folksdojcz Edmund Madejski ur. 1884, zamieszkały przy Górnośląskiej 43 jest od kilkunastu dni członkiem NSZ (...) szedłem z Madejskim i komendantem NSZ "Ziemowitem"(pseudonim) ulicą Poznańską w kierunku Kościelnej Wsi. Skręciliśmy w stronę młyna, dokąd wysłał mnie "Ziemowit". Rozmawiali i on go przyjął (Madejskiego), jaką ma funkcję Madejski nie wiem. Pracuje w fabryce Hillekego. Można u niego słuchać wrogich stacji (radiowych).
Do meldunku dołączono uwagę: Madejski został aresztowany 06.03.1941 podczas prewencyjnej akcji policji, 15.03.1941 został jednak zwolniony, ponieważ jego żona ma w 50% niemieckie pochodzenie".

W dniu 09.11.1944 G.-35 donosi:
"W zakładach Zollern w Kaliszu (dzisiaj WSK) Polak Nawrot jest zatrudniony jako brygadzista. Mieszka w Opatówku. Nielegalnie wytwarza przedmioty codziennego użytku z surowca zakładów i każe je wynosić innym osobom, między innymi wykonał sobie maszynę do cięcia tytoniu. Dowiem się w najbliższych dniach, kto przenosił je z fabryki przez kontrolę.
Polski robotnik Michera wykonał także maszynę do cięcia tytoniu i żelazko.
Uwaga: więcej wiadomości wkrótce".

Z meldunku Gestapo Kalisch do Gestapo Litzmannstadt w dniu 06.04.1944 wiemy, gdzie na co dzień pracował szpicel występujący w meldunkach do kaliskiego Gestapo jako V.-35. Otóż pracował w zakładach "Weserflug" Kalisch jako robotnik, a jego prowadzącym był Nolte - zastępca Schönrogge. O  Nolte i Schönrogge tutaj Historia w sepii...: Wilhelm Schönrogge, szef placówki Gestapo w Kaliszu

V.-35 nadawał jeszcze 15.09.1944: " Niedawno Pawlak opowiedział mi, że jest w ZWZ i posiada legitymację. Trzyma ja ukrytą pod skrzynką na balkonie".

G.-35 nadawał 02.10.1944: "W zakładach "Weserflug" 20-letni Polak o nazwisku Holak zamieszkały w Kaliszu ulica Krakauerstr. nosił przy sobie ulotki i pokazywał innym pracownikom. Ja tez czytałem ulotkę. Nawoływała Polaków do jedności i zapowiadała nadejście nowych, sprawiedliwych czasów. Chciałbym nadmienić, że ojciec tego Holaka był polskim profesorem".

W archiwum zachował się szczątkowy spis donosicieli do gestapo. Wśród nich folksdojcz Józef Bartosik, który w czasie wojny mieszkał na ulicy Ciasnej 20. Po wojnie ukrywał się na Śląsku. Był sprawcą śmierci wielu Polaków. Konfidentkami były tez kobiety: Halina Dobrowolska, Zofia Orczykowska. (APK, Spuścizna Martyna, 367)

Ciasna 5, Kalisz
Kamienica na ul. Ciasnej 5, można powiedzieć, że tu narodził się NSZ w Kaliszu.
Zdjęcie - autorka 01.01.2023

Oprac. Dominika Pawlikowska

Na podstawie: APK w Kaliszu, Spuścizna Martyna, Sygn.1446, Meldunki konfidenta Gestapo dotyczące mieszkańców Kalisza związanych z ruchem oporu.

O Armii Krajowej w Kaliszu można przeczytać w "Armia Krajowa w Kaliszu: zarys historii wojennej kaliszan 1914-1945  [opracował Jurand Piotrowski], Kalisz 2004.

Opracowanie przez Archiwum w Kaliszu na temat Armii Krajowej Armia Krajowa w Kaliszu


*Narodowe Siły Zbrojne (NSZ) – polska konspiracyjna organizacja wojskowa obozu narodowego działająca w latach 1942–1947, licząca w szczytowym okresie rozwoju około 75 tysięcy ludzi. NSZ były trzecią co do wielkości formacją zbrojną polskiego podziemia niepodległościowego okresu II wojny światowej, po Armii Krajowej i Batalionach Chłopskich. W czasie okupacji niemieckiej walczyła z Niemcami i zwalczała polskie formacje komunistyczne: Gwardię Ludową, Armię Ludową oraz partyzantkę radziecką i bandy rabunkowe. W okresie powojennym brała udział w walkach przeciwko Armii Czerwonej, NKWD, formacjom Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego (Korpus Bezpieczeństwa Wewnętrznego i in.) i ludowego Wojska Polskiego.

Ciekawy artykuł;

19 stycznia 1945 roku generał Leopold Okulicki wydał rozkaz rozwiązujący Armię Krajową. Było to spowodowane niebezpieczeństwem trwania w strefie operacyjnej Armii Czerwonej, która zwalczała i rozbrajała jej oddziały. Tego samego dnia Okulicki wydał tajny rozkaz, w którym polecił nie ujawniać się. Sensem rozkazu było zachowanie małych, dobrze zakonspirowanych sztabów i całej sieci radiowej. Część żołnierzy AK rejonu Kalisz, zaczęło działać w Wielkopolskiej Samodzielnej Grupie Ochotniczej "Warta". Była to antykomunistyczna organizacja konspiracyjna działająca od wiosny do jesieni 1945 roku.

sobota, 13 sierpnia 2022

Ostatni młynarz z młyna w Cieni I. Tomaszewscy. Historia Opatówka i okolic.

autor: D. Pawlikowska

Dzisiaj historia, w której znalazło się kilka poruszających wątków: o chłopcu, którego młodość przypadła  na straszne czasy wojny i który zginął tragiczną śmiercią, nie doczekawszy wolności, o wysiedleniach niemieckich w Opatówku i okolicy, o powojennej Polsce, w której wszystko się zmieniło, ponieważ zniszczono prywatną własność, a majątki sprywatyzowano i o problemie odwiecznego donosicielstwa w czasach, gdy trudno było być Polakiem.

Niemcy bardzo bali się bolszewików, dlatego wszystkich mieszkających na terenach sowieckich chcieli przesiedlić w ramach akcji Heim ins Reich ( pol. Powrót do Rzeszy) na obszary włączone w granice Rzeszy.
Działo się to kosztem wypędzeń Polaków z ich domów i gospodarstw. 7 października 1939 roku opublikowany został tzw. „Dekret o umocnieniu niemieckości”, który stanowił podstawę prawną do sprowadzenia do III Rzeszy ludności niemieckiego pochodzenia mieszkającej zagranicą. Zapoczątkował on wielką akcję wysiedleńczo-kolonizacyjną, w wyniku której rozpoczęto wysiedlanie obywateli polskich oraz zasiedlanie na ich miejsce volksdeutschów z zagranicy.

Do Opatówka tez przybywali przesiedleńcy, do najlepszych domów, na najlepsze gospodarstwa. Adam Neubecker 24.11.1940 otrzymał młyn wodny, który należał do Polaków - Stanisława (był cieślą) i jego brata Konstantego Tomaszewskiego i jego żony Antoniny z domu Gibus. Tym samym Konstanty okazał się być ostatnim młynarzem we młynie w Cieni. W 1943 młyn został rozebrany przez Niemców, maszyny i urządzenia wywiezione.
Konstanty z rodziną został wysiedlony do Tomaszowa Mazowieckiego w gm. Białołęka Dworska pod Warszawą, gdzie zostało zrobione to zdjęcie. Na lewej ręce ma opaskę, jaką musieli nosić Polacy.

Rodzina z Cieni Młyn, Od prawej strony Konstanty Tomaszewski-młynarz, obok niego jego żona Antonina z Gibusów Tomaszewska, na kolanach jej najmłodsza córka Zofia (mama pani Krystyny Velkovej) z lalką, obok jedna z sióstr (Józefa albo Jadwiga). Dalej trzy osoby nieznane- goście i na końcu gospodyni w tym mieszkaniu żona brata dziadka Michalina Chojnacka Tomaszewska.

Rolnik i młynarz Adam Neubecker, syn Friedricha i Anny, ur. w 1855 w miejscowości Stuczanka (osada leśna w Polsce położona w województwie podlaskim, w powiecie augustowskim) otrzymał gospodarstwo w Cieni I pod numerem 32. Był przesiedleńcem z Galicji, Niemcem, ewangelikiem, był żonaty i miał 7 dzieci. Jeden syn był już dorosły i był w Wehrmachcie.

Chałupa w Cieni Młyn, rodzina osadnika niemieckiego Neubecker.
Okres wojny po 1940 roku.


Młyn przynosił Niemcowi dobry zarobek,  tygodniowo 60-80 RM. Zatrudnił się u niego bratanek prawowitego właściciela młyna, Konstantego Tomaszewskiego - Leon Tomaszewski, ur. 1920, dziewiętnastolatek. Wcześniej pomagał w młynie wujowi Konstantemu. Każde dziecko powyżej 14 roku życia musiało pracować na rzecz Niemców. Przed wojną Leon uczył się w Gimnazjum A. Asnyka w Kaliszu i do domu rodzinnego w Stawie nie było mu łatwo dojeżdżać, więc przebywał często w Cieni Młyn i zarabiał przy okazji trochę pieniędzy. Kupił sobie aparat fotograficzny, by później robić zdjęcia, wywołując je w młynie. Dzięki niemu możemy oglądać autentyczne zdjęcia z tego czasu.

Najstarszy syn Neubeckerów należał do NSDAP, stąd ta flaga na kajaku. Kajak miał pochodzić od rodziny Marszałów mieszkających wtedy zaraz przy moście w Opatówku i wypożyczających takie kajaki (mieli dwa). Podobno jeszcze długo jeden z tych kajaków leżał u nich w ogrodzie, przy rzece.
W kajaku na zdjęciu siedzi najstarszy syn Neubeckerów, z przodu jego matka. Został powołany na front wschodni. Nigdy już z niego nie wrócił.

05.06.1942 przeprowadzona w młynie przez  Niemca o nazwisku Otto Clausen kontrola wykazała, że w młynie mieli się mąkę "na czarno" oraz że prowadzone są dwie księgi: jedna, w której podano ilości zboża faktycznie dostarczone do młyna i druga tzw. "łapówkarska" (niem. Schmierbuch). Polacy mogli mielić mąkę tylko na kartki, tzn. do wyznaczonej ilości, która nie zaspokajała ich potrzeb. Neubecker ryzykował więc, przymykając oko na dodatkowe ziarno, poza wyznaczonym limitem.
Oskarżony Neubecker nie przyznał się do winy, twierdząc, że wszystkie sprawy prowadzenia księgowości zlecił Leonowi Tomaszewskiemu, pomocnikowi młynarza, sam będąc zajęty pracą na roli. Sąd stwierdził, że nic nie mogło w młynie dziać się bez jego wiedzy. 

Leon Tomaszewski ur. 1920. Pracował u niemieckiego "osadnika". Zdjęcie z książki Krystyna Velkova "Powrót do macierzy"


Młyn został zamknięty przez żandarmerię, a zboże zarekwirowane. 
Leon Tomaszewski uciekł i żandarmi nie mogli ustalić miejsca jego pobytu. Przesłuchano 43 mieszkańców korzystających z usług młyna, świadków, miedzy innymi w dniu 02.08.1942 Antoniego Żarneckiego, rolnika, ur. 1911, właściciela 1 ha, zamieszkałego na Łódzkiej 20, który zeznał, ze zawiózł do Cieni 39 kg pszenicy do zmielenia. 
Przesłuchano Władysława Małeckiego z Cieni 1, właściciela 11 ha, który dostarczył do młyna 170 kg żyta do zmielenia. Przesłuchiwani nie wiedzieli w jaki sposób księgowano mąkę.

Opatówek
Lista z nazwiskami rolników, którym Neubecker mielił mąkę "na czarno"


I za Krystyną Velkową, pisarką pochodzącą z Cieni:
Kto wydał Neubeckera - Niemca, który - można powiedzieć - pomagał Polakom, mieląc im zboże? Kontrolę sprowadził młynarz, również Niemiec o nazwisku Jerysz (Jerisch) - sąsiad (z dzisiejszej ul. Poniatowskiego). (Można o nich przeczytać tutaj: 
Inwentaryzacja powojenna młyna poniemieckiego w Opatówku, własność: Johan Spiess
Co się stało z Leonem Tomaszewskim? Leon tułał się po różnych miejscach w Polsce, aż trafił do Warszawy, a później do jakiegoś oddziału AK. Potem walczył w Berlinie, gdzie zginął w piwnicy domu, na który spadła bomba. Widocznie szansy na ucieczkę nie mieli i udusili się wszyscy z braku powietrza. Pochowany został tu w Berlinie (mówiono: chowano ich w workach). Po latach siostra odnalazła jego grób.
Zbiorowy grób w którym spoczywa Leon Tomaszewski.
 Cmentarz Berlin Reinickendorf Friedhof



W 1943 roku młyn został rozebrany przez Niemców. Neubecker spędził jakiś czas w więzieniu w Kaliszu, stracił większość zębów (może został pobity lub miał jakiś wypadek?) a później wyjechał do Niemiec.

Akta z 1943 roku:

Die Strafsache gegen Neubecker Adam in Cinia I

Adam Neubecker

Wszystkie materiały pochodzą od wnuczki Konstantego Tomaszewskiego - p. Krystyny Velkovej

piątek, 5 sierpnia 2022

Opatówek. Hitlerowska młodzieżówka. Bund Deutscher Mädel [BDM] (Związek Niemieckich Dziewcząt)

autor: Dominika Pawlikowska

Bund Deutscher Mädel [BDM] (Związek Niemieckich Dziewcząt)
Opatówek.
Bund Deutscher Mädel [BDM]Związek Niemieckich Dziewcząt
Opatówek.

Hitlerowska młodzieżówka. Zaledwie 80 lat temu. "Naziści postanowili wyrugować z dziewczęcych umysłów pewne podstawowe zasady moralne. Uczyli je, że wzorując się na prawach natury, nie należy mieć oporów przed eliminacją z poszczególnych społeczności i z całego niemieckiego społeczeństwa osobników słabych lub rasowo gorszych".

Pięknie ubrane, wesołe, uśmiechnięte, najedzone. W przeciwieństwie do ich polskich rówieśniczek wysyłanych na przymusowe roboty do Rzeszy, głodujących, nieznających jutra.
Więcej tutaj Bund Deutscher Mädel. Czego uczono dziewczęta w hitlerowskiej młodzieżówce? - WielkaHistoria


poniedziałek, 10 stycznia 2022

Akta stanu cywilnego pod zarządem niemieckim w Opatówku

Bardzo ciekawe akta stanu cywilnego. Kopalnia wiedzy o Opatówku w czasach wojny. Nazwiska podpisanych urzędników m.in .Adolfa Ploetzke, mieszkańców Opatówka, wówczas Spatenfelde. Również Niemców.
I bardzo ciekawy ślad. W Opatówku był obóz dla Niemców znad Morza Czarnego. Dla przesiedleńców, w oczekiwaniu na polskie majątki. Gdzie miał siedzibę? Kierowała nim Kathi Fleissner.

Z tego dokumentu dowiadujemy się, że w Opatówku był obóz dla Niemców znad Morza Czarnego. Dla przesiedleńców, w oczekiwaniu na polskie majątki. Kierowała nim Kathi Fleissner.


akt zgonu Erich Schutty

Elisabeth Priebe

Stanisław Gutry

Akt zgonu Heleny Gadzinowskiej, siostry mojego dziadka
, była matką Teresy Jaśkiewicz i Leszka Gadzinowskiego, wdową po Zygmuncie Gadzinowskim, zamordowanym w Mauthausen Gusen, w akcji Inteligencja
Jan Skiba

Józef Kowalkiewicz

Akt zgonu mojego pradziadka Stanisława

Alfred Hein

Michael Daum

piątek, 17 września 2021

Pamięć czy niepamięć?

autor: Dominika Pawlikowska

Wielkopolska po aneksji III Rzeszy została nazwana przez Niemców Wartheland - Krajem Warty lub Warthegau - Okręgiem Rzeszy Kraj Warty.

Okres niemieckiej okupacji (1939-1945) na terenie Wielkopolski jest znany dość powierzchownie, o życiu Polaków na prowincji wiemy jeszcze mniej. Po przodkach odziedziczyłam bagaż wojennych przeżyć i postanowiłam spisać historię mojej rodziny w Opatówku koło Kalisza. W ubiegłym roku napisałam i wydałam książkę „Historia w sepii. Opatówek. Wiewiórkowscy”, która na przykładzie mojej rodziny ukazuje życie Polaków pod niemiecką okupacją w podkaliskim miasteczku. Istotnym powodem, dla którego uznałam, że ta książka musi powstać był fakt zachowania się fragmentu listy proskrypcyjnej, tzw. wrogów Rzeszy sporządzonej przez Niemców w 1940 roku. 
Na liście 11 Polaków z Opatówka przeznaczonych do eksterminacji aż 4 stanowiły moją najbliższą rodzinę. Takich list było z pewnością więcej. Być może powstawały co jakiś czas, ale ta lista, powstała na wiosnę 1940 roku, świadczy o tym, że Niemcy byli doskonale poinformowani w lokalnych stosunkach. Już poczuli się "Herrenvolkiem" - panami tej ziemi i potrzebowali „przestrzeni życiowej”. Wiedzieli, kto działał w organizacjach patriotycznych czy paramilitarnych takich jak np. „Strzelec” czy „Sokół”, kto słucha polskiego radia, kto odgraża się, że tu jeszcze będzie Polska. Prawdopodobnie mieli dostęp do polskich archiwów i wiedzieli, kto był weteranem wojskowym, organizuje konspirację, posiada broń, majątek, który miejscowi Niemcy chcieli przejąć, kto posiada wykształcenie bądź autorytet wśród miejscowych etc. W każdej wsi, mieście i miasteczku sporządzili listę osób, która stała na przeszkodzie do zawładnięcia tą ziemią.

Na ocalałym fragmencie listy znalazłam 160 nazwisk z podkaliskich wsi i miasteczek. Tych, którzy dla miejscowych Niemców byli najgroźniejsi, byli najmocniejszymi przeciwnikami. Elitą intelektualną w swoich miejscowościach: nauczycielami, burmistrzami, sekretarzami gmin etc., tymi, którzy wg. Niemców stali na drodze do szybkiej germanizacji tego terenu. Pomyślałam, ze z pewnością pójdzie to łatwo, a na stronach miejscowych szkół, gmin, szybko znajdę ich nazwiska i biografie. Tym ludziom, których jednego dnia - 15 kwietnia 1940 aresztowano w Opatówku, Liskowie, Koźminku, Błaszkach, Kamieniu, Stawiszynie, Blizanowie, Godzieszach ... wywieziono do obozów Dachau, Mauthausen, Gusen i innych, których zamęczono pracą i morzono głodem, bito, dręczono, a w końcu w wielu przypadkach zamordowano, należy się przecież wieczna pamięć.

Zastanawiałam się, czy ten starannie zaplanowany akt ludobójstwa skierowany przeciwko polskim urzędnikom, nauczycielom, lokalnym patriotom, działaczom społecznym i politycznym, rzemieślnikom, właścicielom ziemskim nazwany przez Niemców „Intelligenzaktion” pozostawił ślad w zbiorowej pamięci lokalnej? Przecież w każdej wsi, miasteczku i mieście aresztowano grupę od kilku do kilkudziesięciu mężczyzn w sile wieku. Byli to w większości młodzi, którzy nie zdążyli jeszcze założyć rodzin, albo je założyli i mieli malutkie dzieci. Udziałem rodzin, a w szczególności pozostałych na wolności kobiet, było mierzenie się z czasową lub nieodwracalną utratą mężów, ojców, synów, co wywoływało boleśnie odczuwane następstwa w aspekcie psychicznym i materialnym – to aspekt rodzinny, ludzki. Nagle w przestrzeni lokalnej zniknęła istotna tkanka społeczna.

Podczas pisania o liście proskrypcyjnej rozwinęłam głownie wątek mojej rodziny, historię tych czterech najbliższych mi mężczyzn, którzy pochodzili z Opatówka. Ale sprawa pozostałych 156 nie dawała mi spokoju. Co się z nimi stało? Czy pamięć o nich przetrwała w ich rodzinach? Czy ktoś z rodziny, podobnie jak ja, opisał lokalne wydarzenia wojenne? Czy rodziny wiedziały, że Niemcy sporządzali takie listy? Że ich ojcowie czy synowie byli na liście proskrypcyjnej? Czy pozostawili po sobie listy z obozu i inne pamiątki? Czy lokalni historycy i autorzy książek o tych miejscowościach opisali te straszne straty ludzkie? Czy takie książki w ogóle powstały? Czy na stronach gmin, szkół znajdę te historie?
Jaki był efekt moich poszukiwań? Jaki obraz zbiorowej pamięci jawi się w trakcie moich poszukiwań i peregrynacji po lokalnych bibliotekach ?
Próżno szukać informacji o "Intelligenzaktion" na stronach większości gmin, lokalnych bibliotek czy szkół. Wielu męczenników z listy, którzy przeżyli obozy i uszli z życiem było po wojnie oskarżanych o udział w Armii Krajowej i ich śladem podążali inwigilujący ich ubecy, czasami groziło im wieloletnie więzienie albo śmierć. W skali lokalnej przykładem mogą być choćby Zygmunt Wiewiórkowski z Opatówka. Ich rodziny i oni sami byli zastraszani, więc nikt nie upominał się o miejsce w historii. Po wojnie publikowano różne wspomnienia, relacje, jednak poddawano je cenzurze, omijając w nich drażliwe problemy. Historyczna powojenna narracja narzucona została przez powojennego okupanta Polski - Związek Radziecki. W oficjalnym nurcie peerelowskiej historiografii pomijano losy więźniów politycznych, żołnierzy podziemia, deportowanych do ZSRR czy ziemiaństwa. 
"Najsilniejszym hamulcem był system polityczny państwa, które nie dbało o pielęgnowanie i dokumentowanie pamięci indywidualnej. Pilnowano, by nic nie przeszkadzało w wysiłkach od górnego projektowania świadomości zbiorowej" ze wstępu do książki "Moja Wielkopolska" Z. Urbaniaka autorstwa dr. Agnieszka Łuczak
Już sama nazwa niemieckiej akcji "Inteligencja" była sprzeczna z obowiązującą powojenną ideologią w dobie obowiązywania prymatu klasy robotniczej. W interesie nowej warstwy kierowniczej, PRL-kich nominatów, nie leżało upamiętnianie swoich poprzedników. 
Ślady po nich niszczono i zacierano, majątek dewastowano, a ich samych upokarzano. Nazywano to walką z "sanacją".
Ulice nazywano nazwiskami lokalnych działaczy komunistycznych - w Opatówku np. Feliksa Dziubińskiego, który 1 lutego 1945 r. na podstawie nominacji mianowanego przez władze komunistyczne Starosty Powiatowego w Kaliszu, za zgodą sowieckiego Wojennego Komendanta, został tymczasowym, komisarycznym wójtem gminy Opatówek.  
Patronował ulicy tak długo, aż Instytut Pamięci Narodowej nakazał zmianę nazwy. Uzasadnienie IPN dostępne pod linkiem: https://ipn.gov.pl/pl/upamietnianie/dekomunizacja/zmiany-nazw-ulic/nazwy-ulic/nazwy-do-zmiany/40116,ul-Dziubinskiego-Feliksa.html
Ludzie, którzy powinni systemowo zadbać o pamięć: naukowcy, historycy zajmowali się raczej analizą ruchu komunistycznego na danym obszarze, urządzaniem akademii ku czci Stalina i pisaniem historii na nowo, pod dyktando "towarzyszy", gardząc wspomnieniami "zwykłych" ludzi i uznając je za niepełnowartościowe. 
Działacze gminni, kierownicy domów kultury, bibliotekarze, kierownicy szkół działali zgodnie z linią partii.



Obecna władza spełnia patriotyczny obowiązek składając wiązanki w każdą ważniejszą rocznicę pod anonimowymi obeliskami, podobnymi do tego w Stawiszynie.

Obelisk "Poległym" na rynku w Stawiszynie

Pomordowani w akcji "Inteligencja" - synowie, ojcowie osieroconych rodzin nie doczekali się swojego miejsca w historii, ani jednej nawet wzmianki.
Nic nie przypomina o pomordowanych, poza obeliskiem, który poświęcono "poległym" w nie wiadomo jakich wojnach i nie wymienionych z nazwiska.
Zresztą słowo "polegli" sugeruje, że poświęcono go czynnym żołnierzom, którzy walczyli na polu walki i zginęli.
Takie obeliski służą lokalnej władzy do "odhaczenia" rocznic i zrobienia sobie zdjęć z kwiatami na ich tle. Niczego nie dowiemy się też o tym fragmencie lokalnej historii ze strony internetowej urzędów gmin, ani lokalnych bibliotek. W wielu gminach nie powstała na ten temat żadna książka, monografia ani najcieńsza broszura.
Jeśli zaś w książkach pisanych na temat wojennych wydarzeń wspomina się kogoś będącego ofiarą tej akcji, to najczęściej padają sformułowania typu "przyszli Niemcy i zabrali ....". Autorzy tych opracowań ( o zgrozo często historycy!) nie znają tego faktu historycznego, co zresztą nie jest ich winą, ponieważ do tej pory nie istniała literatura tematu.
Jedną z nielicznych pozycji na rynku na temat sporządzania przez Niemców list proskrypcyjnych i Akcji Inteligencja jest wydana w 2009 roku (sic) przez Instytut Pamięci Narodowej "Był rok 1939. Operacja niemieckiej policji bezpieczeństwa w Polsce. Intelligenzaktion". Autorka przedstawia plany i przygotowanie akcji przez władze III Rzeszy. Opisuje aresztowania Polaków w Rzeszy i Wolnym Mieście Gdańsku przeprowadzone przez policję bezpieczeństwa we wrześniu 1939 r. oraz przebieg akcji „Inteligencja" na ziemiach włączonych do Rzeszy i w Generalnym Gubernatorstwie. Książka nie zawiera jednak intersujących nas faktów w odniesieniu do terenu, którego dotyczy opisywana przez mnie lista proskrypcyjna, poza kilkoma nazwiskami nauczycieli. Autorka przywołuje fakt aresztowania Bronisława Bryńskiego, kierownika szkoły w Długiej Wsi; kierownika szkoły w Koźminku; Stanisława Hermana i Władysława Kulasa, nauczycieli w Stawiszynie; Franciszka Jabłońskiego, nauczyciela w Blizanowie. Sądzę więc, że informacje autorka zaczerpnęła z wydanej w 1995 r. książce Mariana Walczaka "Ludzie nauki i nauczyciele podczas II Wojny Światowej", a nie z omawianej przeze mnie listy.

Transformacja ustrojowa niczego w tym względzie w gminach nie zmieniła. Kiedy zwróciłam się z prośbą o pomoc w wydaniu napisanej przeze mnie książki usłyszałam od ważnego urzędnika: "A co mnie obchodzi pani rodzina?". Dowodzi to absolutnej ignorancji rządzących na poziomie gmin.


Posty powiązane:

wtorek, 27 kwietnia 2021

Heeresnebenzeugamt, czyli Wojskowa Składnica Uzbrojenia w Opatówku, Spatenfelde

W dniu 15.XI.1941 r. Niemcy uruchomili w Opatówku Heeresnebenzeugamt, czyli Wojskową Składnicę Uzbrojenia, stanowiącą wsparcie dla Feldzeug-Kommando XXI. Opatowianie nazywali je po prostu "magazynami".

Kierownikiem biura został Karl Kühnert, lat 52. Wraz z uruchomieniem tej instytucji przybyli urzędnicy, pracownicy cywilni Wehrmachtu z tzw. starej Rzeszy jak np. Adolf Schmidt, ur. w 1895 r. Heeresnebenbezugsamty były jednostkami pomocniczymi dla wojska i dysponowały bardzo dużymi powierzchniami magazynowymi.

Aktualnie na portalu aukcyjnym do nabycia koperta wysłana do pracownika Heeresnebenzeugamtu, podoficera Friedricha Schradera, strażaka.

link



wtorek, 6 kwietnia 2021

Historia miłości Niemca i Żydówki z Koźminka


Rassenschande (znany również jako Blutschande – dosłownie: wstyd, hańba krwi ) był terminem propagandowym w nazistowskiej Rzeszy Niemieckiej, za pomocą którego, zgodnie z definicją nazistowskiego prawa rasowego, potępiano stosunki seksualne między Żydami a obywatelami „krwi niemieckiej lub pokrewnej”. Przejęcie pełni władzy przez nazistów w 1933 roku umożliwiło im wprowadzenie zmian administracyjno-prawnych regulujących status ludności żydowskiej. W niemieckim ustawodawstwie pojawił się m.in. podział ludności na aryjską i niearyjską. Miał odzwierciedlać przekonanie o wyższości ludów germańskich (aryjskich). Na margines zepchnięto Żydów, Romów i Słowian. Małżeństwa między Żydami i ludźmi „ krwi niemieckiej ” były określane jako zdrada rasowa. W 1935 roku tego rodzaju małżeństwa i kontakty seksualne zostały zakazane. Małżeństwa zawierane wbrew zakazowi zawierane były karane więzieniem albo grzywną. Ustawy norymberskie zostały uchwalone przez Reichstag 15 września 1935 roku. Na mocy ustaw norymberskich pozbawiono Żydów obywatelstwa niemieckiego i zmuszano do wyjazdu z Rzeszy.

W 1924 roku Niemiec z Koźminka Berthold Berendt  (ur. 1897) zakochał się z Żydówce Chane Matusiak (ur.1908), która miała wówczas 18 lat i była 11 lat młodsza od swojego wybranka. Chane była tak piękna, jak piękna i silna była ich miłość, która  musiała pokonać niechęć rodziców obu stron i złamać wszystkie bariery, które stały jej na przeszkodzie. Owocem ich miłości była córka, którą wspólnie wychowywali. Ciężko pracowali na roli, ale dzięki temu żyli szczęśliwie i dostatnio. Niczego im nie brakowało. Berthold był właścicielem 20 hektarowego gospodarstwa, posiadał dwa konie, 8 krów. Formalnego związku nigdy nie zawarli, nie byli małżeństwem. Społeczność żydowska w miasteczku była liczna i liczyła ponad 700 Żydów. Katolicy, Ewangelicy i Żydzi koegzystowali wspólnie. Ewangelicy prowadzili gospodarstwa rolne, a Żydzi trudnili się przede wszystkim rzemiosłem i handlem. Szczęście i spokój skończyło się wraz z wejściem Niemców do miasteczka i spaleniem synagogi. W 1940 Berthold i Chana spodziewali się drugiego dziecka. Na wiosnę zaczął rosnąć brzuch Chany, a rodzice nie mogli w spokoju cieszyć się swoim szczęściem. Od pierwszych dni wojny Berendt ukrywał swoja rodzinę w Koźminku i Opatówku, zmieniając miejsce kryjówki., a drzwi jego domu były zawsze zamknięte.

Represje wobec Żydów narastały. Berthold rozmyślał, jak zapewnić bezpieczeństwo rodzinie. Ich położenie było tragiczne, wszędzie czyhało niebezpieczeństwo, bowiem getto zajęło już duży obszar miasta. Wszyscy bliżsi i dalsi znajomi Chany zostali wypędzeni ze swoich domów i stoczeni wraz z setkami innych, przywiezionych tu z Sieradza, Warty, Błaszek i Stawiszyna. Wyloty ulic odgrodzono drutem kolczastym pozostawiając tylko jeden wjazd. Getto było już tak przeludnione, że spano na chodnikach. „Tej zimy istnieje niebezpieczeństwo, że nie uda się już wyżywić wszystkich Żydów. Należy poważnie rozważyć, czy nie byłoby najbardziej ludzkim rozwiązaniem pozbyć się Żydów – o ile nie są zdolni do pracy – za pomocą środka o szybkim działaniu” – pisał 16 lipca 1941 roku szef Centrali Przesiedleńczej w Poznaniu SS-Sturmbannfuehrer Rolf Hoeppner do Adolfa Eichmanna.

W sierpniu Chana poczuła bóle porodowe. Wydała na świat syna, szczęście małżonków mieszało się ze strachem. Wiedzieli, że wszędzie krążyli szpicle. Wypatrywali, czy w domu Bertholda w końcu otworzą się drzwi i będzie okazja do aresztowania obojga. 2 października 1941 roku około godziny 13 do domu Bertholdta Berendta wdarli się niemieccy żandarmi, łomocząc kolbami i wyważając drzwi. Nie wiemy czy Chana i Berndt byli spokojni i pogodzeni z losem, czy płakali i rozpaczali, gdy wraz z niemowlęciem wleczono ich na przesłuchanie. Ale wiemy, co działo się dalej, choć barbarzyństwo Niemców wobec tej rodziny trudno ubrać w słowa… Na posterunku żandarmerii złożyli ze zeznania, niemowlę zostało zabrane matce. Chana zeznała, że jej starszą córeczkę wzięła do siebie matka Berendta i wychowywała ją w duchu protestantyzmu, w ten sposób rodzice być może uratowali życie dziewczynce.

Kilka godzin po przesłuchaniu żandarm Hörnchen wypełniający dokument przesłuchania napisał, że 6 tygodniowe niemowlę zmarło na zapalenie płuc. Tej jesieni do getta codziennie przyjeżdżały po 3-4 samochody, do których ładowano więźniów. Najpierw gazowano dzieci, następnie kobiety i na końcu mężczyzn. Wypędzaniem z domów i ładowaniem na samochody zajmowało się ok. 8 – 15 uzbrojonych w kije żydowskich policjantów, którymi posłużyli się Niemcy. Po kilku miesiącach (listopad 1941 rok)  większość z nich wywieziono do obozu zagłady Kulmhof w Chełmnie nad Nerem. Drugi transport z getta miał miejsce w marcu 1942 roku. Cześć Żydów trafiła później do getta w Łodzi, a po jego likwidacji do obozu koncentracyjnego Auschwitz – Birkenau.


Ślad Chany odnajdujemy na stronach Archiwum Arolsen, wymieniona jest w dokumencie ”Register of names pertaining to prisoners of various prisons in Litzmannstadt who were transferred to various concentration camps” [1] Dalszy jej los jest nieznany, nie wiemy w jakim obozie koncentracyjnym została uwięziona.

Może ktoś z opatowian zapamiętał wspomnienia dziadków o ukrywanej przez nich Żydówce Chanie?



[1] https://collections.arolsen-archives.org/en/search/people/78624178/?p=1&s=chana%20ruchel%20matusiak&s_lastName=asc

sobota, 4 stycznia 2020

Folksdojcze w Opatówku. Volksdeutsche in Spatenfelde.


Wielu młodych ludzie nie zna już znaczenia słowa "folksdojcz". Kim był w takim razie "folksdojcz" ? 
Tak nazywano osoby pochodzenia niemieckiego, które zamieszkiwały poza terenem Niemiec i nie posiadały niemieckiego obywatelstwa.

Za Wikipedia: od 4 marca 1940 w ten sposób nazywano obywateli innych państw, którzy zostali wpisani na niemiecką listę narodowościową – volkslistę i zostali zakwalifikowani do najwyższej kategorii w niej wyszczególnionej. 
Koncepcja volkslisty dla terenów polskich wcielonych do Rzeszy powstała w Poznaniu jesienią 1939 r. w urzędzie Namiestnika Rzeszy w Kraju Warty.
Potocznie mówi się, że ktoś "podpisywał" folkslistę. Jednak aby znaleźć się na folksliście, po niemiecku: DVL czyli ,,Deutsche Volkslistę" zainteresowany musiał złożyć wniosek i przejść postępowanie administracyjne, udowadniając swoje niemieckie pochodzenie oraz ewentualną działalność  w organizacjach niemieckich i proniemieckich, teoretycznie wymaganej do przyznania wyższych klasyfikacji.

Wpis na niemiecka listę narodowościową miał charakter dobrowolny, chociaż obywateli różnego rodzaju odezwami wzywano do urzędów ds. niemieckiej volkslisty, w celu pobrania formularza wniosku o wciągnięcie na niemiecką listę narodowościową”.. " Charakterystyczne jest, że do stycznia 1945 r. w III i IV grupie niemieckiej listy narodowościowej, czyli w grupach, do których masowo wpisywano Polaków na innych terenach wcielonych do Rzeszy, znalazło się w Kraju Warty jedynie ok. 82 000 osób, co stanowiło mniej niż 2% ogółu mieszkańców tego obszaru. Dane te są, według Cz. Łuczaka, znakomitą ilustracją tezy o braku przymusu przy wpisywaniu na Volkslistę oraz zaprzeczają prowadzeniu na tym terenie masowej germanizacji ludności polskiej" za Krzysztof Stryjkowski (Archiwum Państwowe w Poznaniu) AKTA NIEMIECKIEJ LISTY NARODOWOŚCIOWEJ I ICH POZOSTAŁOŚĆ W ARCHIWUM PAŃSTWOWYM W POZNANIU i dalej tamże:"O prawdziwości tezy dotyczącej braku przymusu wpisu na niemiecką listę narodowościową, a więc również specjalnego charakteru realizowanej polityki narodowościowej, świadczyć może znaczna liczba wniosków oddalonych, obliczana na około 50 000 osób. Przykładowo, na terenie powiatu kaliskiego, według zachowanych dokumentów kaliskiej komórki DVL, oddalono 992 wnioski" 
Artur Greiser - namiestnik Kraju Warty był przez całą okupację przeciwny wpisywaniu Polaków na niemiecką listę narodowościową. Jego zdaniem, powinny znajdować się na niej jedynie te osoby, które posiadały minimum 50% niemieckiej krwi.

Polacy uważali folksdojczów za zdrajców, kolaborantów.
Na zdjęciu widzimy fragment listy folksdojczów z Opatówka. Widać skreślenia, poprawki - lista była na bieżąco poprawiana i uzupełniana. W początkowym okresie wojny niemieccy obywatele w Kraju Warty podzieleni byli na pięć grup: A, B, C, D, E i ten podział obowiązywał aż do wiosny 1941 r. Później zastosowano określenie obywatelstwa za pomocą grup I-IV.
Do grupy I zaliczano osoby osoby czynnie walczące o niemieckość przed 1939 rokiem; osoby II grupy to osoby uważające się za Niemców; osoby pochodzenia niemieckiego spolonizowane, osoby z małżeństw mieszanych, Ślązacy, Mazurzy i Kaszubi (III grupa). Ich jedyną wadą według władz nazistowskich była częściowa polonizacja. Do tej grupy zaliczono ponadto osoby które zawarły związki małżeńskie z Niemcami lub Niemkami. 
Osoby całkowicie spolonizowane stanowiły grupę IV. Według władz hitlerowskich były to osoby współpracujące przed wybuchem II wojny światowej z władzami polskimi, używające języka polskiego, ale przyznające się do niemieckiego pochodzenia. Nie mieli prawa aby służyć w wojsku niemieckim. Gdy zgłaszali się do Wehrmachtu byli wydalani z wojska.

Przynależność do I i II grupy oznaczała uzyskanie niemieckiego obywatelstwa i obowiązek służby wojskowej w armii niemieckiej. Zaliczeni do grupy III i IV otrzymywali tymczasową niemiecką przynależność państwową na 10 lat i w ciągu tych 10 lat mieli udowodnić swoje oddanie dla Rzeszy.
Niemcy zostali sklasyfikowani jako ,,nadludzie" (Übermenschen) lub ,,naród panów" (Herrenvolk), Polacy i Żydzi zaś jako ,,podludzie" (Untermenschen) lub niewolnicy.




Jak to się odbywało: "Najpierw wystąpił przewodniczący zgromadzenia, wy­jaśniając cel zebrania. Potem jakiś oficer polityczny w żółtym mundurze SA-manna wygłosił patriotyczną mowę. Nastąpiło uroczyste wręczenie kilkunastu osobom legitymacji koloru jasnoniebieskiego ze zdjęciami, potwierdzających przynależ­ność do trzeciej grupy narodowościowej. W końcu nastawiono płytę z niemieckim hymnem. Przewodniczący zebrania pod­niósł rękę w hitlerowskim geście, a za nim reszta zgromadzo­nych" za "Wasserpolacken. Jak Polacy w III Rzeszy stawali się Niemcami" https://nowahistoria.interia.pl

Z wpisem na listę folksdojczów wiązały się liczne przywileje: pracując na takim samym stanowisku jak Polak, otrzymywali przynajmniej dwukrotnie wyższe wynagrodzenie, cieszyli się większą swobodą, mieli pozwolenie na posiadanie broni palnej, mogli robić karierę w niemieckiej administracji, otrzymywali niemieckie kartki żywnościowe 1 litr wódki, 1 kg masła, 80 dkg marmolady, 1 kg cukru, 4 kg mięsa, materiały włókiennicze, obuwie.
Pojawiała się jednak zasadnicza niedogodność: mężczyznom wręczano zaświadczenie o gotowości do służby wojskowej i wcielano ich do niemieckiej armii, do Wehrmachtu.

W 1945 roku, po zakończeniu wojny sporządzono w Urzędzie Gminy w Opatówku listę osób pochodzenia niemieckiego. Znalazły się na niej 83 osoby. Folkslista, która zachowała się w kaliskim archiwum liczy znacznie więcej osób. Osoby te zniknęły po wojnie z Opatówka, uciekły lub ewakuowały przed nadejściem frontu rosyjskiego. Uprzednio opróżniając mieszkania wysiedlonych Polaków w których zostali osadzeni. Tak było w przypadku moich wysiedlonych pradziadków.
 Polecam post

Dokumentacja wytworzona w tym celu została przejęta po wojnie i zabezpieczona przez starostwa powiatowe. Akta dotyczące folksdojczów zostały przekazane do Powiatowych Urzędów Bezpieczeństwa Publicznego i posłużyły jako materiał do oskarżenia prokuratorskiego na podstawie dekretu z 28 czerwca 1946 r. Wobec volksdeutschów zastosowano odpowiedzialność karną za odstępstwo od narodowości w czasie wojny. Po wojnie toczyły się sprawy rehabilitacyjne. Należało doprowadzić świadków, którzy potwierdzili okoliczności podpisania listy, brak szkodliwych działań ze strony oskarżonego o zdradę państwa polskiego. Dobrze też było zapisać się do PZPR, co uczyniło wielu volksdeutschów.

Należy powiedzieć, że pomimo wszystko znaleźli się ludzie, którzy nie podpisywali Volkslisty. Narażali się na różnego rodzaju szykany, łącznie z zesłaniem do obozu pracy, lub do obozu koncentracyjnego. 

Źródła:

  • Krzysztof Stryjkowski (Archiwum Państwowe w Poznaniu) AKTA NIEMIECKIEJ LISTY NARODOWOŚCIOWEJ I ICH POZOSTAŁOŚĆ W ARCHIWUM PAŃSTWOWYM W POZNANIU.
  • APK, Zespól: Starostwo Powiatowe w Kaliszu, Wykazy byłych volksdeutschów zamieszkałych na terenie gminy Opatówek, Sygnatura 11/223/0/2/23.
  • Witold Kulesza, Uniwersytet Łódzki, Polacy wpisani na volkslistę a obowiązek służby w Wehrmachcie w świetle wyroków Sądu Specjalnego w Toruniu.

piątek, 8 listopada 2019

Zbrodnia bez kary. Opatówek.

Zbrodnia bez kary. Opatówek.

Opatówek. Moment wysiedlania rodziny. Niemiecki żołnierz dopilnowuje akcji
. Zdjęcie zrobione przez Niemców.DK12 – Mapy Google

Na tym niesamowitym zdjęciu widzimy prawdopodobnie moment osiedlania? czy wysiedlenia ? jakiejś rodziny w Opatówku. Może ktoś z Państwa rozpozna osobę? Akcja rozgrywa się w rynku, przy Placu Wolności, w pobliżu kamienicy moich pradziadków Szalińskich. Niemiecki żołnierz, członek Sonderkommando dopilnowuje czy przygląda się akcji wysiedlenia>

Adres domu na zdjęciu to do wojny Plac Wolności 7, teraz  nr 8,  (dom 1-piętrowy, 11 izb) mieszkał tu Lajzer (Elieser) Tondowski, sprzedawca tekstyliów, ur. 15.06.1875 w Błaszkach (syn Josefa i Gitli z Elsterów ) oraz jego żona Chana (Khana) Tondowska ur. 19.10.1875 w Błaszkach (córka Abrama i Rejli Gelbart) zm. 31.12.1940 w Lublinie. Lajzer (Elieser) Tondowski został zastrzelony 01.09.1939 w Poddembicach. Mieli syna Khaima ur. 1897, zginął,  syna Schmula ur.1899, syna Zwi, ur. 1918, zginął. Mieli córkę Franię, dziecko jeszcze, zginęła. Taka informacja widnieje o nich na stronie Yad Vashem *. Informacje podał ich sąsiad, inny Żyd, Yaakov Feigen.

A co właściwie widzimy na zdjęciu pomoże zrozumieć tekst, który jest fragmentem z książki autorstwa Martina Pollack'a "Śmierć w bunkrze", w której autor, Austriak z pochodzenia dokumentuje działalność swojego ojca dr Geharda Basta, Sturmbannführera SS, funkcjonariusza placówki Gestapo w Linzu, latem 1944 dowodził Sonderkommando 7a, odpowiedzialnym m. in. za zbrodnie na cywilnej ludności Warszawy. 
(...) W kampanii polskiej po raz pierwszy ważną role odgrywały "sekcje interwencyjne policji bezpieczeństwa i SD. "Gestapo na kółkach". Te jednostki złożone z członków gestapo, policji kryminalnej i SD, zostały użyte wcześniej podczas zajmowania Austrii i Czechosłowacji. Miały "ścigać i eliminować elementy wrogie Rzeszy". W Polsce szły krok w krok za walczącymi oddziałami, aby czyścić z wrogich elementów podbite ziemie. Reinhard Heidrich mówił o "narodowym scaleniu ziem" jak akcji wymierzonej w żydostwo, inteligencję, duchowieństwo i szlachtę". T sekcje interwencyjne przeprowadzały gruntownie. Stanowiły mobline szwadrony śmierci, podległe nie dowództwu armii, lecz jedynie Heidrichowi, Himmlerowi i Hitlerowi. A ci chcieli widzieć w przedkładanych im raportach coraz większe liczby. Każdy kto zajmował kierownicze stanowisko w gestapo, musiał liczyć się z tym, że kiedyś zostanie odkomenderowany do sekcji interwencyjnej na Wschodzie. Nikt nie powinien za długo pozostawać w jednym miejscu, aby nie nawiązywał trwałych więzi; niechaj się każdy sprawdzi w oddziale interwencyjnym, w walce narodowościowej poza krajem."

DK12 – Mapy Google. Czy jest to wysiedlana rodzina Tondowskich?

Nazwisk odpowiedzialnych za te zbrodnie nie poznamy już nigdy. To była zbrodnia bez kary. Gazeta donosi, że w Hamburgu w tamtejszym archiwum właśnie zniszczono milion dokumentów, które były istotne do badania zbrodni narodowego socjalizmu. Ci ludzie zniszczyli nasze życie, okradli nasze domy i żyli sobie spokojnie.
Dokumenty zniszczono celowo. Cały czas zacierane są ślady zbrodni.
 
"Gestapo na kółkach". Te jednostki złożone z członków gestapo, policji kryminalnej i SD, zostały użyte wcześniej podczas zajmowania Austrii i Czechosłowacji. Miały "ścigać i eliminować elementy wrogie Rzeszy". W Polsce szły krok w krok za walczącymi oddziałami, aby czyścić z wrogich elementów podbite ziemie.
Wielką wartością dla lokalnej tożsamości są rodzinne archiwa fotograficzne. To spuścizna mająca wiele wartości sentymentalnych, edukacyjnych i historycznych, niosąca dzięki swojej unikalności wielki potencjał. Zdjęcia, idące za nimi wspomnienia, są dobrem kultury, podobnie jak każdy ruchomy lub nieruchomy, materialny lub niematerialny dowód obecności i działalności człowieka. Dziedzictwo historyczne, tradycyjna kultura, obyczaje i specyfika społeczności goszczących zasługują na poszanowanie, a także na wspomaganie ich ochrony i dalszego rozwoju. Zapraszam do wspólnego oglądania, eksplorowania tradycji, zwyczajów, rytuałów, stylu życia, rzemiosł...
Zapraszam wszystkich do przesyłania swoich relacji, wspomnień, skanów zdjęć, dokumentów etc. lub do współredagowania strony https://www.facebook.com/Historia-w-sepii-Opat%C3%B3wek-2248934972093377/