Etykiety

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wojna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wojna. Pokaż wszystkie posty

piątek, 30 sierpnia 2019

Gdy wojna była tuż, tuż...

autor: Dominika Pawlikowska

Próbuję wyobrazić sobie nastrój tamtych przedwojennych dni w Opatówku. Co myśleli mieszkańcy? czy się bali? czy robili zapasy? czy wyjeżdżali?

Na pewno ważnym punktem informacyjnym był urząd pocztowy. Tu odbierano pocztę, nadawano telegramy i listy, zamawiano rozmowy. To był jedyny punkt informacyjny w miasteczku. Nie było wtedy telewizorów ani komórek ani - o zgrozo! internetu. Jedyną wiedzę czerpano z gazet i radia. Kolejne codzienne informacje informujące o poczynaniach sąsiadów po prostu spowszedniały. Sytuacja była napięta, III Rzesza zajęła Austrię, więc obywatele mogli sądzić, ze taka sytuacja będzie się przeciągała.
Na naczelnika pocztowego Mariana Wiewiórkowskiego /1910-1941/, młodego człowieka spadła w tych dniach wielka odpowiedzialność.
W przeddzień wybuchu wojny na pewno miał dużo pracy. Świadczy o tym ten krótki komunikat wydany przez Prezydenta miasta Kalisza inż. I.Bujnickiego wydany w dniu 31 sierpnia.1939, który ukazał się w lokalnej gazecie, w Gazecie Kaliskiej R.47, nr 240 (31 sierpnia 1939)
Prezydent prosi mieszkańców, żeby  korzystali z rozmów telefonicznych tylko w szczególnych przypadkach, ponieważ personel jest przeciążony z powodu nawału pracy. To że zbliża się wojna mieszkańcy wiedzieli już z gazet:
"Rzesza niemiecka prowadzi od szeregu miesięcy agresywną politykę w stosunku do Rzeczypospolitej. Ostatnie działania na terytorium Wolnego Miasta zwrócone przeciw niezaprzeczalnym prawom i interesom Rzeczypospolitej oraz jawne pretensje terytorialne Niemiec wobec państwa polskiego nie pozostawiają wątpliwości, że istnieje zagrożenie Rzeczypospolitej" Gazeta Kaliska, czwartek 31 sierpnia 1939r.

Centrale telefoniczne nie były wówczas elektroniczne lecz ręczne.
Na zdjęciu Marian Wiewiórkowski przy centrali telefonicznej w Opatówku w mundurze pocztowca. 31 sierpnia 1939 roku weszła w życie instrukcja organizacji łączności na czas wojny. Wraz z ogłoszeniem mobilizacji uruchomiono jednostki poczt polowych i służby teletechnicznej. Wojskowe linie podłączono do centrali PPTiT i linii stałych, zabezpieczonych przed podsłuchem nieprzyjaciela. Zarządzeniem Prezydenta RP, z dniem 1 września 1939 roku, na obszarze całego państwa wprowadzono stan wojenny i wyjątkowy. Wiązało się to z zawieszeniem niektórych swobód obywatelskich. Władze administracyjne upoważniono do przeglądania, zajmowania i konfiskacji korespondencji, przesyłek i telegramów, a także kontrolowania rozmów telefonicznych i radiowych.


Marian Wiewiórkowski przy centrali telefonicznej. Opatówek. 1939.

   
Pytałam babcię dlaczego oni, ludzie wykształceni i światli, mający środki po temu nie wsiedli na statek i nie popłynęli np do Stanów? Babcia Maria odpowiedziała, że dziadek nawet w chwili aresztowania wiosną 1940 wierzył w podpisane sojusze i powiedział : Marysiu, ja za parę tygodni wrócę, bo my damy Niemcom łupnia ! Wierzyli propagandzie. Byli też państwowcami - uważali, że w obliczu zagrożenia Polski trzeba być odważnym i odpowiedzialnym. Poza tym w głowie im się nie mieściło coś, co za chwilę miało stać się rzeczywistością. Wśród mieszkańców Opatówka byli też weterani pierwszej wojny, ich opowieści o wojnie mogły burzyć chętną do wojaczki młodą krew. Wiele osób nie było do końca świadomych, że polskie wojsko jest znacznie słabiej uzbrojone niż niemieckie. Władza II RP snuła złudne wizje siły Polski.
W 1939r. jednej strony uspokajano ludność komunikatami o podpisanych sojuszach, a z drugiej organizowane liczne szkolenia obrony przeciwlotniczej czy zajęć prowadzonych przez Polski Czerwony Krzyż, z których chętnie korzystano.
Władze RP propagowały ideę „narodu z armią, armii z narodem”, a wyrazem tego była m.in. działalność Funduszu Obrony Narodowej (przyjmowano pieniądze, nieruchomości, kosztowności, a nawet – zboże) czy Funduszu Obrony Morskiej, przeznaczonego na rozbudowę Marynarki Wojennej. Kupowano dodatkowy sprzęt dla wojska. Łącznie na FON zgromadzono około 1 mld złotych, z czego wartość wpłat i darowizn od ludności wyniosła do maja 1939 roku około 37,7 mln złotych. Środki gotówkowe zużyto na dozbrajanie armii, dary rzeczowe w złocie i srebrze wywieziono w 1939 za granicę. 
 Mieszkańcy Opatówka i cała rodzina Wiewiórkowskich aktywnie uczestniczyła w tych zbiórkach.
"Wiadomości Gminne" Nr 5 (575) / 2009 cytują wspomnienia mieszkańców Opatówka.
(...) "30 marca 1939 r. odbyło się zebranie wszystkich organizacji i mieszkańców Opatówka w celu omówienia pożyczki na dozbrojenie polskiej armii. Tego dnia pierwsze ofiary pieniężne złożyła Akcja Katolicka Kobiet, drużyna harcerek pozaszkolnych i Ognisko Kolejowego Przysposobienia Wojskowego. 13 kwietnia powstał Komitet Pożyczki Przeciwlotniczej, którego przewodniczącym zostali ks. Piotr Kotarski - proboszcz parafii Opatówek, sekretarzem Kazimierz Sieradzan i skarbnikiem wójt gminy Józef Raszewski. Komitet przyjął normy pożyczki dla wszystkich warstw społecznych w gminie Opatówek: dla rolnictwa, przemysłu, nieruchomo ci, handlu i pracowników umysłowych. Od tej pory notowane były wpłaty na Pożyczki Lotnicze i Fundusz Obrony Narodowej (F.O.N.) oraz dobrowolne ofiary na dozbrojenie polskiej armii. Wpłaty pochodziły od organizacji i od indywidualnych osób, także Żydów mieszkających w Opatówku. Nauczyciele z gminy Opatówek wpłacili 1260 zł, pracownicy PKP - 800 zł, pracownicy poczty - 340 zł, właściciel majątku w Opatówku Konrad Wünsche - 5000 zł, Zofia Chrystowska ( żona przedwojennego właściciela pałacu w Tłokini Kościelnej)- 2000 zł, Bolesław Szaliński /moj pradziadek/zadeklarował cały swój majątek wartości 15000 zł na rzecz Armii Polskiej, gdyby zaszła taka potrzeba".
    
Przysposabiano młodzież do do służby wojskowej. W 1927 roku powołano młodzieżową organizację wojskową Przysposobienie Wojskowe (PW). Szkolenia odbywały się na kursach i obozach. Obejmowały mężczyzn ochotników w wieku od 15 do 30 lat. Na przełomie 1935 i 1936 roku objęto nimi 0,3% obywateli w tym wieku (około 30 tysięcy osób). W 1937 roku przysposobienie wojskowe stało się przedmiotem obowiązkowym we wszystkich liceach i na wszystkich uczelniach. Edukacja tego przedmiotu trwała 2 lata.
Przysposobienie Wojskowe Kobiet zaczęło działalność w 1929 roku. Od roku 1939 wywierało większy nacisk na masowe szkolenie. Szkoleniami zdołano objąć 10% kobiet w wieku od 19 do 45 lat.
W 1927 roku z inicjatywy S. Młodzińskiego powstało Przysposobienie Wojskowe Konne. Za tym poszły inicjatywy powołujące Przysposobienie Wojskowe Kolejowe, Leśników oraz Pocztowe.

13 sierpnia zarządzono częściową mobilizację alarmową rezerwistów Wojska Polskiego, tego samego dnia Marszałek Edward Rydz–Śmigły zmobilizował dwie dywizje piechoty, które skierowano w rejon Bydgoszczy. Korpus interwencyjny pod dowództwem gen. Skwarczyńskiego miał wkroczyć do Wolnego Miasta Gdańska na wypadek niemieckiego ataku. Polskie władze odrzuciły także w tym czasie „ofertę” Związku Sowieckiego w sprawie wejścia jego wojska na teren naszego kraju w przypadku wybuchu wojny. Kilka dni później niemiecka policja na Śląsku opieczętowuje polskie biblioteki i drukarnie, a po 20 sierpnia w wielu miastach Polski mieszkańcy kopali rowy przeciwlotnicze, by cywile na ulicach mieli gdzie się chronić w razie nalotu. Gazeta Kaliska z 31 sierpnia informuje o akcji kopania rowów, Wzięli w niej udział mieszkańcy sąsiednich miejscowości, w tym Opatówka.

II wojna

"Kopiemy rowy" Gazeta Kaliska 31.08.39

Wezwał do tego m.in. prezydent Warszawy Stefan Starzyński. Jak czytamy w relacjach z tego czasu, „do prac stanęli mężczyźni, kobiety i dzieci, ludzie wszystkich stanów i zawodów. Uderzała zwłaszcza olbrzymia ilość kandydatów spośród młodzieży. Wielu stanęło do pracy z własnymi kilofami i łopatami”. 

30 sierpnia trzy najcenniejsze okręty Polskiej Marynarki Wojennej ORP „Błyskawica”, „Grom” i „Burza” dostały rozkaz natychmiastowego wyjścia w morze. Odpłynęły do Wielkiej Brytanii. Wojna była tuż tuż.

Marian Wiewiórkowski


poniedziałek, 20 listopada 2017

Dawna kamienica Szalińskiego w Opatówku.

Autor: Dominika Pawlikowska

O kamienicy stojącej w Rynku ul. Łódzka 2, dawniej ulica Piłsudskiego, przy skrzyżowaniu z dawną ul. Błaszkowską mówiło się potocznie kamienica Szalińskiego.

Opatówek, Spatenfelde, Kamienica Szalińskich, róg Łódzkiej i Placu Wolności, zdjęcie z początków okupacji niemieckiej. Niemcy rozbierają budynek straży na placu i budują drogę. DK12 – Mapy Google Kamienica Szalińskich, róg Łódzkiej i Placu Wolności, zdjęcie z początków okupacji niemieckiej. Niemcy rozbierają budynek straży na placu i budują drogę.
DK12 – Mapy Google
Kamienica Szalińskich, róg Łódzkiej i Placu Wolności, zdjęcie z początków okupacji niemieckiej.
Niemcy rozbierają budynek straży na placu i budują drogę.


Kamienica została zakupiona przez moją prababcię Józefę i jej drugiego męża Bolesława Szalińskiego w 1934 roku i pozostawała ok. 50 lat w rękach mojej rodziny. 
Prababcia Józefa Szalińska de domo Rupotacka (1890-74) była osobą bardzo energiczną i pracowitą. Dzisiaj powiedzielibyśmy "kobietą biznesu". Przedwojenne pokolenia nie znały ZUS-u, emerytur ani żadnego innego systemu ubezpieczeń, więc pracowało się bez świąt i wolnych sobót do późnej starości, odkładając grosz do grosza i żyło później z oszczędności lub pozostając na utrzymaniu dzieci.
Józefa po tragicznej śmierci pierwszego męża poślubiła Bolesława Szalińskiego. Zajmowali się restauratorstwem. Najpierw prowadzili restauracje w Kaliszu. Później postanowili dokupić kamienicę i przeprowadzili się do Opatówka. Zdjęcie poniżej ukazuje całą rodzinę, być może w roku zakupu kamienicy tj. 1934 r. Na zdjęciu Józefa Szalińska de domo Rupotacka, secundo voto Semperska z córką Marią Wiewiórkowską, późniejszą długoletnią nauczycielką szkoły w Opatówku  i mężem Bolesławem.

Józefa, Bolesław Szalińscy, z córką Marią później Wiewiórkowską, moją babcią, długoletnią nauczycielką matematyki w szkole w Opatówku, ok.1934 r.
Józefa, Bolesław Szalińscy, z córką Marią później Wiewiórkowską,
moją babcią, długoletnią nauczycielką matematyki w szkole w Opatówku, ok.1934 r.


Kaliski ślad prababci Józefy odnalazłam w książce p. Kazimierza Rogackiego "Tak było 1929-2013".
Pan Kazimierz Rogacki opisuje Kalisz z okresu międzywojennego, wspominając i opisując ulice, którymi maszerował jak młody chłopak. I wspomina restaurację Szalińskich: 
"Skręcając w ulicę Franciszkańską widać było podświetloną reklamę restauracji pani Szalińskiej. Wchodziło się do niej po kilku schodkach. Miała ona dość duże wzięcie. Pamiętam, że byłem tam z bratem i tatą na flakach z pulpetami".
Po wielu latach ciężkiej pracy, prababcia miała wtedy ok. 40 lat, w 1934 Szalińscy kupili  kamienicę i przeprowadzili się do Opatówka.
Przeanalizowałam historię domu. Kamienica należała do Stefanii z Ordzińskich Kościańskiej, która z kolei odziedziczyła ją po ojcu Stefanie.

Władysława Ordzińska, siostra właścicielki.

Za J. Miluśka-Stasiak:  Stefan Ordziński był członkiem Zarządu Ochotniczej Straży Ogniowej i przy jego restauracji mieściła się siedziba straży. Mogła być tam jakaś wozownia dla gości i  miejsce na wóz konny strażacki. W 1907 r. wybudowano remizę na rynku i odtąd tam  mieściła się straż, a konie obok u p.Jaskuły.
W archiwum kaliskim znalazłam dokumenty dotyczące historii własności tej kamienicy. W 1929 roku kamienice podzielono na dwie części (dok. 2) i wydzielono dwa osobne budynki. Druga część przeszła w posiadanie Polaka niemieckiego pochodzenia Hermana Feichta (dok. 3). Feicht i jego rodzina, licząca 10 osób, znajduje się na folksliście, czyli na liście osób, które po wybuchu wojny zadeklarowały swoją niemieckość. Feicht otrzymał kategorię B  czyli – Deutschstämmige (niem. pochodzenia niemieckiego) – osoby przyznające się do narodowości niemieckiej, posługujące się na co dzień językiem niemieckim, kultywujące kulturę niemiecką.
Post o folksdojczach w Opatówku tutaj.
Hermann Feicht też wynajmował mieszkania w swojej kamienicy, w jego księdze dochodów wpisane są na rok 1929 osoby o polskich i żydowskich nazwiskach. O tym napiszę w osobnym poście.
Do czasów nadbudowy piętra dom wyglądał tak, jak na zdjęciu poniżej.

Opatówek, kamienica Ordzińskich, później Szalińskich,
ze zbiorów biblioteki w Opatówku. Lata 20-30-te dziewiętnastego wieku.

Właścicielka kamienicy Stefania Kościańska zwróciła się 10.02.1931 roku podaniem do Towarzystwa Kredytowego o przyznanie jej pożyczki na rozbudowę nieruchomości. Niestety później zmuszona była napisać prośbę o wstrzymanie licytacji: "Tak materialnie się wyczerpałam..."
Komisja Sprawdzająca złożona z dyr. J. Klotza, członka Kom. Nadz. J. Kurdwanowskiego oraz obywateli m. Opatówka: St.Wiewiórkowskiego oraz I. Pawłowskiego przy współudziale technika Tow. Czyżewskiego przybyła na miejsce 16 lutego 1931 i ustanowili szacunek techniczny budowli na sumę 41.128 zł a wartość sprzedażną szacując na 36 tysięcy.
Z archiwum dowiadujemy się, że małżonek pani Kościańskiej prowadził w kamienicy restaurację, wynajmowano także mieszkania ( dok. 4). Ciekawą lekturą jest lista nazwisk lokatorów, pośród nich są Żydzi.

www.historiawsepii.blogspot.com, Dominika Pawlikowska
Dochody z kamienicy Kościańskich, Opatówek 1931 rok (1). Mieszkańcy: Szablewski, Świdnicki, Ambroziakowa (nauczycielka), Adler (Żyd), Ostojska.

Kredyt został udzielony. Niestety, biedna pani Kościańska nie była w stanie spłacać rat kredytu i napisała prośbę do Towarzystwa Kredytowego o wstrzymanie egzekucji długu w postaci licytacji kamienicy (dok. 5).
14 lutego 1933 r. Emil Sztark Dyrektor Towarzystwa Kredytowego miasta Kalisza  wyznaczył kamienicę na przymusową sprzedaż za zaległe raty. Ogłoszono, że sprzedaż ma się odbyć 16 lutego 1933. przed rejentem Szymonem Tułeckim.
Wadium wpłacił i kamienicę nabył  Stanisław Czerepak, Przedsiębiorca i właściciel hurtowni wód mineralnych w Kaliszu 
Jednak rok później, w 1934 r. kamienica należy już do mojej prababci Józi. Świadczy o tym podanie do Towarzystwa Kredytowego (dok. 6) z 1934 roku  z prośbą o uznanie i przyjęcie listów zastawnych na częściową spłatę pożyczki na ową kamienicę.
Dlaczego nie mam żadnych pamiątek po tej restauracji? - Jedyny pocisk jaki spadł na Opatówek spadł właśnie na ten budynek i zakończył jego żywot w 1945 r. Nie było sensu go odbudowywać, ponieważ komuniści niszczyli prywatnych przedsiębiorców. Na szczęście kamienica ocalała. Przed wejściem Rosjan do Opatówka niemiecka rodzina osiedlona w naszym domu wywiozła wszystko, co znajdowało się w restauracji i mieszkaniu Szalińskich.
Pozostało kilka drobiazgów będących świadectwem tamtych czasów, m.in ponad stuletni obrus po mojej przedwojennej prababci Józefie. Być może sama go wyhaftowała ponieważ "prace  kobiece" szły w parze z wielkimi uzdolnieniami manualnymi kobiet w mojej rodzinie. Ciarki przechodzą mnie na myśl, ile czasu należało spędzić nad każdym milimetrem tego obrusu.
Gdy przeczytałam w biuletynie informacyjnym "Wiadomości Gminne" Nr 5 (575) / 2009 wspomnienia mieszkańców Opatówka fragment dotyczący Bolesława Szalińskiego zdałam sobie sprawę jakim był człowiekiem, jak ofiarnym i patriotycznym:

Aleja Józefiny 6, dzisiaj Aleja Wolności 6, autentyczna reklama restauracji Romana Szalińskiego  (chyba kuzyn Bolesława). Kalisz, Wielkopolskie – Mapy Google
Kalisz. Aleja Józefiny 6, dzisiaj Aleja Wolności 6, autentyczna reklama restauracji Romana Szalińskiego (rodzina Bolesława). Dzisiaj znajduje się tam Cafe Calisia.
Kalisz, Wielkopolskie – Mapy Google

 "30 marca 1939 r. odbyło się zebranie wszystkich organizacji i mieszkańców Opatówka w celu omówienia pożyczki na dozbrojenie polskiej armii. Tego dnia pierwsze ofiary pieniężne złożyła Akcja Katolicka Kobiet, drużyna harcerek pozaszkolnych i Ognisko Kolejowego Przysposobienia Wojskowego. 13 kwietnia powstał Komitet Pożyczki Przeciwlotniczej, którego przewodniczącym zostali ks. Piotr Kotarski - proboszcz parafii Opatówek, sekretarzem Kazimierz Sieradzan i skarbnikiem wójt gminy Józef Raszewski. Komitet przyjął normy pożyczki dla wszystkich warstw społecznych w gminie Opatówek: dla rolnictwa, przemysłu, nieruchomości, handlu i pracowników umysłowych. Od tej pory notowane były wpłaty na Pożyczki Lotnicze i Fundusz Obrony Narodowej (F.O.N.) oraz dobrowolne ofiary na dozbrojenie polskiej armii. Wpłaty pochodziły od organizacji i od indywidualnych osób, także Żydów mieszkających w Opatówku. Nauczyciele z gminy Opatówek wpłacili 1260 zł, pracownicy PKP - 800 zł, pracownicy poczty - 340 zł, właściciel majątku w Opatówku Konrad Wünsche - 5000 zł, Zofia Chrystowska ( żona przedwojennego właściciela pałacu w Tłokini Kościelnej) 2000 zł, Bolesław Szaliński (mój pradziadek) zadeklarował cały swój majątek wartości 15000 zł na rzecz Armii Polskiej, gdyby zaszła taka potrzeba".

Opatówek, kamienica Ordzińskich, później Szalińskich,
ze zbiorów biblioteki w Opatówku. Lata 20-te dziewiętnastego wieku.

W 1939 roku Bolesław Szaliński, podobnie jak wielu mężczyzn z mojej najbliżej rodziny, znalazł się na liście proskrypcyjnej tzn. liście osób wskazanych do aresztowania.
Napisano o nim:
"Był członkiem partii rządowej. W całej okolicy uchodzi za fanatycznego Polaka. Rodzaj jego działalności wpływa na to, że codziennie obcuje z dużym kręgiem ludności. Istnieje wiec możliwości, ze będzie działał wrogo wobec państwa niemieckiego".
1939 rok to dla Polski tragedia niewyobrażalna. Niemcy wyaresztowali elity centralne i elity lokalne, kadrę uniwersytecką, ziemian, księży, weteranów powstań, ale też miejscowych sołtysów we wsi, ludzi, którzy służyli gdzieś w wojsku, poznali obce kraje, coś widzieli i byli dla miejscowych autorytetem. 
Siadano, tak jak w restauracji mojego pradziadka, w długie jesienne lub zimowe wieczory, zbierało się towarzystwo, sąsiedzi, i on tłumaczył: są takie orientacje, takie partie, to będzie dla nas dobre. To dla nas będzie niedobre. Temu człowiekowi ufano, to on był autorytetem.
We wrześniu został wysiedlony ze swojego domu i ukrył się w Koluszkach, co opowiedziała mi jedna z najstarszych mieszkanek Opatówka pani Sieradzka. Zajmował się przerzutem uciekinierów z Wielkopolski - niem.  Warthegau do Generalnego Gubernatorstwa. Zmierzali tam wszyscy, którzy nie chcieli być wywiezieni na roboty w głąb Rzeszy.  Pani Sieradzka, wówczas mała dziewczynka, została przemycona przez Szalińskiego do Generalnej Guberni. Wraz z ojcem, panem Spiszem, który przyjaźnił się z Szalinskim, przez kilka dni gościła u niego.
Zdjęcie poniżej ukazuje kamienicę we wrześniu 1939 roku, w której już rządzą się Niemcy.
Wysiedlenie Szalińskiego z Opatówka uratowało mu życie, dzięki temu nie pojechał do obozu, a znalazł się na liście proskrypcyjnej, tj. liście Polaków przeznaczonych do wymordowania stworzonej przez lokalną żandarmerię i miejscowych folksdojczów. 

Wrzesień 1939, Opatówek, kamienica Szalińskich, na placu przy stacji benzynowej widać Niemców, motocykl niemiecki.
Wrzesień 1939, Opatówek, kamienica Szalińskich, na placu przy stacji benzynowej
widać Niemców, motocykl niemiecki. W prawym rogu wielka flaga Rzeszy.

Niemcy zaplanowali "Akcję Inteligencja", celem była likwidacja warstw przywódczych, innymi słowy likwidacji ludzi, którzy nie pozwoliliby zginąć idei państwa polskiego, którzy stanowili jądro polskości. Nazwisko Szalińskiego znalazło się na tej liście. 
Polacy byli wysiedlani. Naszą restaurację przejęła łotewska rodzina niemieckiego pochodzenia, która znalazła się w Opatówku w ramach przesiedleń tzw. Niemców etnicznych z terenów sowieckich, osiedlanych w okupowanej Polsce w ramach akcji „Heim ins Reich” (Powrót do Rzeszy). 
Otrzymali cały dorobek Szalińskich, ich dom, restaurację, zastawę, wyposażenie, wszystko. Restaurację nazwali Gasthaus Riga. Po II wojnie kamienica wróciła do Szalińskich, Niemcy się zdematerializowali zabierając wszystko, co mogli, wyposażenie domu i restauracji.

Widokówka propagandowa z Opatówka. Ok. 1940.
W prawym dolnym rogu Gasthaus "Riga" - restauracja Szalińskich.

Szalińscy nie mogli dalej żyć spokojnie i pracować. Funkcjonariusze PRL-u robili wszystko, aby odebrać ludziom ich własność. Prowadzenie restauracji w PRL nie było możliwe, komuniści wprowadzali przeróżne ustawy, aby zniechęcić i wyrugować "prywaciarzy". 2 czerwca 1947 wprowadzono ustawy „o zwalczaniu drożyzny i nadmiernych zysków w obrocie handlowym”, „o obywatelskich komisjach i lustratorach społecznych” i powołano Biuro Cen, które ustalało marże i wysokości opłat. Od tej pory nie można było po prostu założyć działalności – trzeba było mieć pozwolenie. Podczas gdy jeszcze w 1947 r. w Polsce było 134 tys. sklepów, już w 1949 r. było ich zaledwie 78 tys.
Powołano nawet specjalnie organ https://pl.m.wikipedia.org/wiki/Komisja_Specjalna_do_Walki_z_Nadu%C5%BCyciami_i_Szkodnictwem_Gospodarczym
 Dzieci przedsiębiorców nie były przyjmowane na studia, zaś synowie rzemieślników byli przymusowo wcielani do wojska. Po śmierci Szalińskich kamienicę odziedziczyła ich córka, moja babcia Maria Wiewiórkowska. 
Jak wykańczano kamieniczników nieznacjonalizowanych? Wprowadzano do kamienicy lokatorów i "dawano" im mieszkania.
I posiłkując się Wikipedią: 21 grudnia 1945 roku wprowadzono dekretem przymusową gospodarkę lokalami. Był to pierwszy od zakończenia II wojny światowej akt prawny regulujący i ograniczający w sposób nieuzasadniony najem lokali mieszkalnych będących własnością osób prywatnych. Wprowadzał pojęcie „publicznej gospodarki lokalami”, tzn. w praktyce nacjonalizował mieszkania. Przydział do lokali mieszkalnych leżał w gestii władz kwaterunkowych, tj. prezydium miejskiej (gminnej) rady narodowej. W świetle przepisów tego dekretu decyzja administracyjna o przydziale lokalu mieszkalnego miała pierwszeństwo i była ważniejsza, niż umowa najmu zawarta z właścicielem tegoż lokalu.
W praktyce wyglądało to tak, że ja siedziałam pod stołem i obserwowałam, jak przychodzili do nas mieszkańcy płacić komorne. Babcia wyjmowała gruby zeszyt i zapisywała, kto i ile zapłacił.
Ponieważ tych ludzi było wielu, ja w końcu zapytałam: Babciu, to my jesteśmy bogaci? A babcia: nie dziecko, jesteśmy biedni. 
Państwo narzuciło wysokość komornego, które nie pokrywało nawet opłat ponoszonych na rzecz mieszkańców za: remonty, malowanie klatki, wywóz śmieci, odśnieżanie. Babcia dopłacała do tego z własnej nauczycielskiej pensji! Taka "sprawiedliwość".
Wiadomo, że wojenna wdowa z dwojgiem dzieci (jej mąż Marian Wiewiórkowski został zamordowany w obozie koncentracyjnym Mauthausen Gusen-link) nie mogła długo tak dokładać. Kamienica w latach 90-tych została sprzedana. I babcia po raz kolejny zawierzyła państwu. Pieniądze z transakcji wpłaciła na dwie książeczki mieszkaniowe z pełnym wkładem, na mieszkanie dla mamy i dla mnie. Nim doszło do realizacji tych książeczek PRL upadł. Początek lat 90. i transformacja ustrojowa spowodowały, że wartość pełnego wkładu na książeczce PKO wystarczyła na kupno kilku metrów kwadratowych mieszkania. Ograbiono nas  perfidnie, wszystko przepadło. Dlatego irytuje mnie nieuctwo i niewiedza ludzi, którzy zachwalają PRL, chwaląc, ile im "dała". Proszę pamiętać, że aby jednym dać, drugim zabrała. Komuniści łaskawie rozdawali to, co ukradli innym.

Dawna kamienica Szalińskiego dzisiaj. 2021.


W 1929 roku kamienice podzielono na dwie części (2)
Spatenfelde
Druga część przeszła w posiadanie Niemca Hermana Feichta. (3)

(4)
Prośba p. Kościańskiej do Towarzystwa Kredytowego o wstrzymanie
 postanowionej egzekucji długu w postaci licytacji kamienicy (5)

Podanie Józefy Szalińskiej (prababci) do Towarzystwa Kredytowego (6) z 1934 roku
 z prośbą o uznanie i przyjęcie listów zastawnych na częściową spłatę pożyczki.




Źródło:

  • Akta dot. nieruchomości Nr hip. 729 przy Rynku i ul. Błaszkowskiej w Opatówku Bolesława Szalińskiego, Zespół: Towarzystwo Kredytowe Miasta Kalisza, Sygnatura: 11/203/0/3/327
  • Archiwum rodzinne Dominiki Pawlikowskiej