Etykiety

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą „Historia w sepii. Opatówek. Wiewiórkowscy”. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą „Historia w sepii. Opatówek. Wiewiórkowscy”. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 19 października 2025

Leokadia Wiewiórkowska (1885–1968)

 Tekst powstał z okazji prelekcji "Ciche bohaterki II wojny światowej. Historia odwagi i przetrwania" w bibliotece w Opatówku z okazji  obchodów 80-tej rocznicy zakończenia II wojny. 

Dlaczego musiałam o Niej napisać?


Wspomnienie prawnuczki Dominiki Pawlikowskiej


   Bo w każdej rodzinie jest ktoś, kto niesie w sobie powinność przypomnienia — tego, że za każdym domem, za każdym nazwiskiem, za każdym starym zdjęciem kryje się żywy los człowieka.
Pisząc o Niej, przywracam głos kobiecie, której historia mogła zniknąć w cieniu wielkich wydarzeń i męskich biografii.
Kiedy pisałam biogram mojego dziadka, Jej syna, Mariana Wiewiórkowskiego, zamordowanego przez Niemców w ramach akcji "Inteligencja", na prośbę Klubu Byłych Więźniów Politycznych Obozu Koncentracyjnego Mauthausen-Gusen w celu zamieszczenia jej w księdze pamięci, uderzył mnie bezmiar Jej straty i cierpienia jako Matki.
 
   Jej życie nie mieściło się w podręcznikach historii – ale to właśnie z takich żyć – cichych, codziennych, zbudowana jest historia Polski.
Musiałam o Niej napisać, bo nikt inny by tego nie zrobił. Bo tylko ja, Jej prawnuczka, mogłam usłyszeć w rodzinnych opowieściach ton Jej głosu, zrozumieć ból i siłę, które płyną z bycia matką w czasach, gdy Polska znów się rodziła i umierała na oczach swoich dzieci. 
Opisując Jej los – ocaliłam Ją od zapomnienia.

   Leokadia Wiewiórkowska nie ma pomnika ani orderów. Jej pomnikiem są żyjące pokolenia – ci, którzy wiedzą, że Jej łzy nie były oznaką słabości, lecz siły.
Była kobietą z krwi i kości, a dla mnie postacią niemal mityczną – Niobe, Demeter i Hekate w jednej osobie, która przetrwała wszystko: stratę, śmierć, ruinę. I mimo to pozostała wierna sobie, Bogu i rodzinie.
   Jak mityczna Niobe, matka boleści, traciła z biegiem wojny swoje dzieci i członków rodziny – jednych zabrała wojna, innych obozy i choroby. I choć prawie skamieniała w żalu, Jej serce biło dalej – dla wnuków, dla pamięci o tych, którzy odeszli, lecz żyli we wspomnieniach.
   Była w Niej – siła i łagodność, rozpacz i nadzieja. W Jej codziennym trudzie można było dostrzec cień Demeter, która po utracie córki nie przestała troszczyć się o ziemię i o życie innych.
   Jak bogini urodzaju, Leokadia pielęgnowała w ludziach wiarę i dobro – choć sama przeżyła zgliszcza.
W późnych latach przypominała Hekate, strażniczkę domowego ogniska i pamięci zmarłych. Codziennie modliła się – za tych, których już nie było. W jej sercu wciąż trwało to, co najważniejsze: miłość.


Leokadia Wiewiórkowska (1885–1968)
Leokadia Wiewiórkowska (1885–1968)


Dzieciństwo i młodość

W Opatówku w roku 1885, w domu, którego już nie ma,  przyszła na świat Leokadia Sowa – córka Łukasza Sowy i Marianny z Muszyńskich. Były to czasy zaboru rosyjskiego, gdy Opatówek znajdował się w granicach tzw. Królestwa Polskiego, zwanego potocznie Kongresówką, podporządkowanego carowi Mikołajowi II. W domach takich jak ten, w którym dorastała Leokadia, wciąż mówiono po polsku, uczono dzieci pacierza i historii ojczystej, choć w szkołach obowiązywał język rosyjski. Wychowana w duchu pracowitości, religijności i szacunku do tradycji, wyrastała w przekonaniu, że obowiązek wobec rodziny i wiara są najpewniejszym oparciem w trudnych czasach.

Małżeństwo i działalność społeczna


W październiku 1907 roku, mając dwadzieścia dwa lata, stanęła przed ołtarzem w kościele św. Doroty w Opatówku. Jej wybrankiem był Stanisław Wiewiórkowski (ur. 1883 w Cieksynie – zm. 1941) – młody działacz społeczny i patriota, przybyły z Warszawy.

Do Opatówka uciekł przed zsyłką na Sybir za udział w strajku szkolnym 1905 roku. Był członkiem Narodowego Związku Robotniczego, organizacji narodowo-chrześcijańskiej, która przeciwstawiała się rusyfikacji. Zamieszkali w Opatówku, w domu przy ulicy Starokaliskiej, w którym wkrótce pojawiły się dzieci: Stanisław (1908–1990), Marian (1910–1941), Helena (1912–1943), Jan (1915–1979), Zygmunt (1917–1948) i Zofia (1923–1987). Stanisław działał aktywnie w życiu społecznym miasteczka: uczestniczył w zebraniach wojewódzkich NZR, współorganizował Macierz Szkolną, bibliotekę i straż pożarną. W jego domu często odbywały się spotkania z innymi działaczami.

Opatówek
Akt ślubu Stanisława i Leokadii. Tłumaczenie: „Stało się w miasteczku Opatówek dnia [nieczytelne] listopada 1878 roku, o godzinie trzeciej po południu. Oświadcza się, że w obecności świadków Teodora Wiewiórkowskiego i Aleksandra Wiewiórkowskiego, mieszczan z Opatówka, został zawarty prawny religijny związek małżeński pomiędzy: Stanisławem Wiewiórkowskim, kawalerem, kamieniarzem, lat 25, urodzonym we wsi Cieksyn, powiat płoński, gubernia płocka, a zamieszkałym w Opatówku, synem Macieja i Marianny Wiewiórkowskich, robotników; oraz Leokadią Sowa, panną, lat 22, urodzoną i zamieszkałą w Opatówku, córką zmarłego Łukasza i żyjącej jeszcze jego żony Marianny z Milewskich, małżonków Sowa, rolników. Trzy zapowiedzi ogłoszone zostały w kościele parafialnym w dniach: 7, 14 i 21 października oraz 3, 10 i 17 listopada bieżącego roku. Nowożeńcy intercyzy nie zawierali. Obrzędu religijnego dopełnił ksiądz Adam Marczewski. Akt odczytano i podpisano.” Parafia rzymskokatolicka Opatówek,
Księga małżeństw 1878, akt nr 33, s. 230.
Archiwum Państwowe w Kaliszu / Archiwum Diecezjalne we Włocławku
(oryginał w języku rosyjskim)



W latach dwudziestych XX wieku Leokadia włączyła się w prace Narodowej Organizacji Kobiet (NOK) – organizacji kobiecej o profilu katolickim, związanej ze Stronnictwem Narodowym. Jej siedziba mieściła się w tzw. Domku Gotyckim przy ulicy Kościelnej.
Tu opatowianki zbierały fundusze na rzecz ochronki dla dzieci, ubogich rodzin i działań oświatowych. Dzięki ich pracy w 1923 roku powstała w Opatówku ochronka, którą NOK utrzymywała z własnych składek.
Leokadia była kobietą przedsiębiorczą. Wraz z mężem prowadziła sklep galanteryjno-pasmanteryjny z artykułami mleczarskimi przy Placu Wolności 13 (później sklep GS-owski, obecnie prywatny). W sklepie sprzedawano materiały, wstążki, nici i tkaniny oraz artykuły spożywcze – wszystko, co potrzebne w gospodarstwie i domu.
W domu dbała o wychowanie i naukę dzieci. Wszyscy synowie uczęszczali do kaliskich gimnazjów: Gimnazjum Humanistycznego im. Adama Asnyka i Gimnazjum Handlowego (późniejsze Liceum im. T.Kościuszki). Edukacja była dla niej świętością. Choć każde czesne i szkolny mundurek wymagały od rodziców wyrzeczeń, powtarzała, że „wykształcenie to jedyne, czego człowiekowi nie można odebrać.”


Czas wojny

We wrześniu 1939 roku na rodzinę Wiewiórkowskich spadła tragedia, jakich tysiące przeżywały polskie rodziny. Już 3 września przyszła wieść, że Jan Wiewiórkowski, strzelec pokładowy w 34 Eskadrze Rozpoznawczej Armii „Poznań”, zginął zestrzelony przez Niemców nad Brzezinami.
Leokadia przywdziała żałobę, nie wiedząc, że syn żyje i dostał się do niewoli.

Wkrótce potem, 15 kwietnia 1940 roku, Niemcy aresztowali kolejnego syna Leokadii – Mariana Wiewiórkowskiego, naczelnika poczty w Opatówku, oraz jej zięcia Zygmunta Gadzinowskiego (1909–1941), sekretarza gminy w Liskowie. Obaj trafili do obozu koncentracyjnego Mauthausen-Gusen w Austrii, z którego nigdy nie wrócili. Leokadia miała świadomość że zginęli śmiercią męczeńską, kąsani 30-stopniowym zimnem, bici i gryzieni przez esesmańskie psy.
W 1941 roku zmarł Stanisław Wiewiórkowski, mąż Leokadii – przeziębił się w drodze, szukając towaru do sklepu, tak lichego, że nawet Niemcy go nie odebrali. W tym czasie handel był reglamentowany i prywatne sklepy ledwie funkcjonowały.
Rok później zmarła córka Helena Gadzinowska, której serce nie wytrzymało, gdy w małej urnie otrzymała prochy męża z Gusen.

„Jak u Wiewiórkowskich zaczęto wynosić trumny, to nie było końca” – wspominali po latach mieszkańcy Opatówka.
Leokadia zajęła się osieroconymi wnukami – Teresą i Leszkiem Gadzinowskimi, którzy nie mieli już ani ojca, ani matki. Wychowywała ich z czułością, jak własne dzieci. Każdego dnia modliła się z nimi przy łóżku, a w niedziele prowadziła na cmentarz.

Podczas wojny Niemcy zburzyli dom Wiewiórkowskich przy ulicy Starokaliskiej (obecnie skrzyżowanie ulicy Łódzkiej i św. Jana), przebudowując drogę z Łodzi do Kalisza. Rodzina została wysiedlona, pozbawiona dachu nad głową i środków do życia. Przez kolejne lata tułali się po wynajmowanych izbach.


Ostatnie lata

Po wojnie Leokadia nie odzyskała już dawnej siły. Czas i cierpienie odcisnęły na jej twarzy głębokie ślady.
Wciąż miała sklep przy Placu Wolności z zapleczem. Tam umieściła najmłodszego syna Zygmunta, o którym mówiono, że był najzdolniejszy. Ogrywał wszystkich w szachy, dużo czytał, a w lipcu 1939 roku ukończył kurs podchorążych w Poznaniu. W 1945 roku powrócił z obozu koncentracyjnego Buchenwald, dokąd trafił za działalność w Armii Krajowej. Po wyjściu z obozu ciężko zachorował na gruźlicę i inne choroby poobozowe. Pielęgnowany przez matkę, skonał na Jej rękach.

Kiedy w 1945 roku ucichły ostatnie strzały, Leokadia Wiewiórkowska miała sześćdziesiąt lat – wiek, w którym człowiek powinien już zbierać owoce swojego życia: patrzeć, jak dorastają wnuki, cieszyć się spokojem w domu, który zbudował.
Tymczasem Ona nie miała już ani domu, ani męża, ani większości dzieci. Straciła niemal wszystkich mężczyzn swojego rodu – synów, męża, zięcia. Przeżyła to, co dla matki jest niewyobrażalne: pochować własne dzieci, jedno po drugim, czasem nawet bez trumny, bez pożegnania.
Jej dom – ten przy ulicy Starokaliskiej, tętniący życiem – zniknął. Na jego miejscu ciągnęła się nowa droga, szeroka, pusta i obca. Jakby ktoś wymazał nie tylko Jej adres, ale i całe życie, jakie tam przeżyła.

Władza, która przyszła po wojnie, mówiła o równości i sprawiedliwości, ale dla takich jak Ona – Dla kobiet, które całe życie spędziły w domu, w sklepie, w gospodarstwie, nie przewidziano miejsca w systemie. Nie miała emerytury ani pracy. Państwo, za które Jej synowie walczyli, nie dało nic w zamian: ani wsparcia, ani pociechy, ani zrozumienia. Niebawem sklep przy Placu Wolności przejęła Gminna Spółdzielnia „Samopomoc Chłopska”, w ramach upaństwowienia prywatnego handlu. Podobnie, jak wielu dawnych właścicieli, straciła źródło utrzymania.

W 1957 roku sprzedała działkę po wyburzonym przez Niemców domu nowym właścicielom, by kupić chleb swoim wnukom i opłacić ich edukację. Dopiero wówczas, po tzw. „odwilży gomułkowskiej”, pojawiła się możliwość regulowania prywatnych własności i sprzedaży działek po zburzonych posesjach.

Schyłek życia spędziła otoczona troską i opieką rodziny.
Zmarła w 1968 roku. Spoczęła na cmentarzu w Opatówku – wśród tych, których kochała najbardziej. Pozostała w pamięci rodziny jako kobieta silna, wierna, ofiarna – matka, która przetrwała wszystko: wojnę, biedę i śmierć swoich dzieci.


Przypisy

1. Kościół parafialny w Opatówku – neogotycka świątynia wzniesiona w latach 1905–1912 z inicjatywy ks. Antoniego Marczewskiego, konsekrowana w 1912 r.

2. Narodowy Związek Robotniczy (NZR) – legalna organizacja polityczna i społeczna założona w 1905 r. w Warszawie. Jej celem była obrona praw robotników w duchu katolickim i narodowym.

3. Domek Gotycki – zabytkowy budynek w centrum Opatówka, należący pierwotnie do rodziny Schlösserów, właścicieli miejscowej fabryki sukna. Od 1923 r. mieściła się tam siedziba Narodowej Organizacji Kobiet i ochronka dla dzieci.

4. Gimnazjum im. Adama Asnyka i Gimnazjum Handlowe w Kaliszu – renomowane szkoły średnie w okresie międzywojennym, wychowujące młodzież w duchu patriotyczno-religijnym.

5. W 1939 r., podczas budowy nowej szosyŁódź–Kalisz, Niemcy dokonali przebudowy centrum Opatówka, wyburzając m.in. domy przy dzisiejszej ul. Kaliskiej i Św. Jana.

6. Po II wojnie światowej tysiące kobiet takich jak Leokadia Wiewiórkowska — żon, matek i wdów — znalazło się poza systemem pomocy państwowej. Nie miały prawa do emerytur, bo nie były zatrudnione etatowo ani objęte ubezpieczeniem społecznym. Państwo ludowe przyznawało świadczenia głównie pracownikom instytucji państwowych, robotnikom i urzędnikom. Dla kobiet, które całe życie spędziły w domu, w sklepie, w gospodarstwie, nie przewidziano miejsca w systemie.


poniedziałek, 10 października 2022

Okoliczności odnalezienia listy proskrypcyjnej dla okolic Kalisza. Zebranie TPO 1990.

Okoliczności odnalezienia listy proskrypcyjnej dla Opatówka, cz. 1


Zapis głosu mojej babci Marii Wiewiórkowskiej na zebraniu Towarzystwa Przyjaciół Opatówka w 1990 z nośnika CD, w moim posiadaniu:

14.12:J.Buncler: A proszę państwa o pierwszych aresztowaniach z Opatówka ;...] wielogłosy 

Maria Wiewiórkowska: w pierwszym rzucie to był Gadzinowski, mój mąż (Marian Wiewiórkowski- dopisek mój), Alek (Aleksander Wiewiórkowski), Banaszkiewicz, wtrącenie, Adamczewski – to później. Wiecie państwo, jak wojna się skończyła – nie mieliśmy na czym pisać, poszliśmy na żandarmerię po taką makulaturę, zapisane jednostronnie – tośmy to worki pakowały i zabraliśmy. Między tymi były te rozkazy aresztowań i opinia o każdym aresztowaniu. I ja to długi czas miałam u siebie. I pani Kostowska, przyszła kiedyś – "a pani Wiewiórkowska, pani to niepotrzebne, ja to zaniosę" – ja też byłam w ZBOWiD-zie dawnym, tylko ja byłam wtedy jeszcze jako podopieczna i mogłam to sama zanieść. Ale ona mnie tak jakoś nakręciła, po prostu wyłudziła to ode mnie. Potem dużo ludzi się do mnie zwracało – bo się dowiedzieli – i ja już tego nie miałam, a ona potem zachorowała, umarła i to się skończyło. Ale pamiętam opinię, jaką miał mój mąż. Erna Wiewiórkowska mi przetłumaczyła, więc Marian – ten urzędnik pocztowy z usposobienia bardzo spokojny, politycznie nieaktywny, bo nie należał mój mąż do żadnego tego, ale jako inteligent na tym terenie może być niebezpieczny. I to cały był – wtrąca męski głos – oskarżenie. Cała jego wina była, że politycznie mógł być szkodliwy. I wtedy, kiedy mój mąż umarł następnego roku 6 kwietnia – przyszła depesza. To oni z taką perfidią to robili, że wprost nie do opisania. Więc tak, najpierw przyszło zawiadomienie z Mauthausen że dnia tego i tego to i o tej godzinie zmarł Wiewiórkowski. Potem przyszło zawiadomienie z Warszawy, potem przyszło zawiadomienie z Poznania – ciągle tej samej treści. A jeszcze przedtem, zanim przyszło z gminy, to napisali do mnie – "czy chcę wiedzieć ostatnie słowa" – no Erna napisała, że chcę. To oni napisali, że to jest polityka, że to politycznie może być niebezpieczne, to nie mogę wiedzieć – A po cholerę pisali, tylko, żeby nerwowo [...] potem przyszło orzeczenie lekarskie i tam w orzeczeniu, że wadliwe funkcjonowanie klatki sercowej z powodu niedożywienia i przepracowania. Jeszcze mieli odwagę tak napisać wtrącenie jedną rzecz – napisali prawdę no i na samym końcu dopiero Skiba mnie zawołał. A nie, jeszcze do landratury wołali mnie do Kalisza – odzież. Żebym się zjawiła po odzież. No więc tylko obrączki mi przysłali. Skrupulatnie byli. No i na samym końcu w gminie. Jak już poszłam do tej gminy, to już nie wytrzymałam, już nie wytrzymałam (babcia ciągle musiała mierzyć się z wiadomością o śmierci męża, bo była powiadamiana przez różne urzędy - dopisek mój). Wpadłam i Skiba tam jest, Co za cholera mnie woła. No, ale wchodzi Skiba – to jak do niego dopadłam nie wiem czy ja go nie biłam, ale wiem, że ja go trzęsłam – wy cholery, kiedyś je nareszcie uspokoicie? Co wy sobie wyobrażacie. I taki ciekawy zbieg okoliczności, kiedy ja dostałam depeszę, że mąż nie żyje, to tego dnia odebrała sobie życie żona Skiby, a ona kiedyś ze mną tak rozmawiała sympatycznie, była bardzo przyjemna. Jak mąż, jak tego. Ja mówię, czy to Skiba nie maczał palca za bardzo (babcia podejrzewała, że Skiba mógł być pomocny w tworzeniu listy proskrypcyjnej - Polaków z Opatówka przeznaczonych do aresztowania i wywozu do obozu - dopisek mój), że ona tak mi współczuła. I potem tego samego dnia dowiaduję się że ona odebrała sobie życie. Wtrącenie – może to zbieg okoliczności taki.


Cz.1
Opatówek


Cz.2

Opatówek



Post powiązany

Historia w sepii...: Dlaczego nie dbamy o swoją tożsamość kulturową? na przykładzie małego miasteczka Opatówek


sobota, 20 sierpnia 2022

Bechstein, Nüsse Seilbert. Dlaczego nie dbamy o swoją tożsamość kulturową? C.D.

autor: Dominika Pawlikowska

Praktycznie w każdej wielkopolskiej miejscowości zamieszkiwali Niemcy. W 1939 roku na terytorium późniejszego Kraju Warty mieszkało 325 000 Niemców, co stanowiło ok. 6,6% ogółu ludności.

Niemiec, strażak Józef Bechstein (APK) Korekta S. Modławski

Na zdjęciu:
Miejscowy Niemiec, strażak Józef Bechstein, który wraz z rodziną widnieje na opatóweckiej folksliście. Bardzo ważna osoba w miejscowej społeczności. 
Zajmował się szkoleniem drużyn przeciwpożarowych. Pełnił też rolę tłumacza dla niemieckich komisarzy w Opatówku: Brackego i Nüssego.
Niemcy mieli bardzo zaawansowane plany rozbudowy Opatówka, sporządzone zostały nawet odpowiednie projekty, jak na przykład projekt budowy straży pożarnej, obiektu bardzo istotnego ze względu na istnienie w Opatówku Heeresnebenzeugamt - nazwa trudna do przetłumaczenia, ponieważ nie istnieje we współczesnej niemczyźnie, słowa związane z nazizmem zostały usuniete ze współczesnej niemczyzny. Można to tłumaczyć jako magazyn/biuro sprzętu wojskowego. Z arsenałem włącznie (w Borowie). Do obiektu należały też warsztaty (na ul. Św. Jana), gdzie naprawiano rzeczy przywiezione z frontu, produkowano i testowano sprzęt dla armii. Pracowali tu ci opatowianie, którzy nie zostali zesłani na roboty gdzieś w głąb Rzeszy. W innych oddziałach takich biur również jeńcy wojenni, robotnicy przymusowi z Europy Wschodniej i więźniowie obozów koncentracyjnych. Planowano tu budowę dużej fabryki węży strażackich, zaspokajającej potrzeby miejscowe i całego regionu.
W fabryce włókienniczej (dzisiaj muzeum) i przynależących do niej  obiektach urządzono magazyny sprzętu wojskowego. Biura sprzętu wojskowego były urzędami, które przyjmowały wytwarzane na swoim terenie produkty dla wojska. 
O niemieckich planach zagospodarowania Opatówka tutaj cz.1 Budowa straży pożarnej.

Nüsse-komisarz Opatówka, Seilbert-? czy ktoś wie?

Bechstein, Nüsse ?, Seilbert

Nie wiem,  z jakiej okazji zostało zrobione to zdjęcie, pochodzące z Archiwum Państwowego, zespół Martyna, ale widać, że Niemcy są tu roześmiani, zadowoleni. Może uczestniczą w jakimś festynie? Z dużym prawdopodobieństwem jest to teren brzezinki, gdzie stały stodoły - przy drodze na cmentarz. Tam było tez przedszkole dla niemieckich dzieci. 
W poprzednim poście napisałam, że podczas pisania książki "Historia w sepii. Opatówek. Wiewiórkowscy" doświadczyłam wielu różnych sytuacji, co skłoniło mnie do analizy jak dbamy o nasza tożsamość kulturową? 
Moim zamiarem było dotrzeć do każdej gminy, poszukać rodzin aresztowanych z listy proskrypcyjnej, którzy najczęściej byli miejscowymi działaczami politycznymi, społecznikami, sekretarzami gmin, sołtysami, wójtami, burmistrzami. Przywrócić ich współczesnym.
W wyniku wymordowania ich w obozach zniknęła cała przedwojenna polska warstwa kierownicza. Okryła ich mgła niepamięci, ponieważ powojenna narracja historyczna była narzucona przez komunistyczne państwo. A kto rządził nami po wojnie? Tu.
Dlaczego inteligencja umieszczona na listach proskrypcyjnych i zamordowana w obozach została wymazana  z lokalnej pamięci? Dlaczego narzuconej Polakom władzy tak na tym zależało, aby ci ludzie, patrioci, nie istnieli w historii lokalnej? wszyscy aresztowani w kwietniu 1940 mieli swoje korzenie w walkach z bolszewikami, byli weteranami wojny z 1920, członkami Polskiej Organizacji Wojskowej (POW), oficerami, członkami organizacji, które po wojnie zostały zakazane i zdelegalizowane np. Polskie Towarzystwo Gimnastyczne „Sokół” lub Towarzystwo Sportowo-Gimnastyczne „Strzelec”, jako urzędnicy państwowi - piłsudczykami, członkami BBWR. Nawet jeśli wzmiankowano gdzieś nazwisko aresztowanego, to bez podawania przyczyn. Pisano o nich: "przyszli Niemcy i zabrali..." 
Byli członkami organizacji zdelegalizowanych po wojnie.

Udawałam się więc do bibliotek gminnych, zapoznając ich dyrektorów z interesującą mnie tematyką i prosząc o kontakt z rodzinami, wszak bibliotekarze znają miejscowych i wiedzą, czy rodziny pomordowanych pozostały w okolicy. Miałam nadzieję dotrzeć do nich i porozmawiać. Zostawiałam moją książkę, w której zamieściłam nazwiska ofiar.
W jednej z sąsiednich gmin miła pani dyrektor przyjęła książkę i po pól roku oczekiwania nie było żadnego kontaktu z jej strony. 
Potem dowiedziałam się, że postanowiła mnie z nikim nie kontaktować "bo tu jeszcze żyją rodziny tych, którzy robili te listy".

KURTYNA 




piątek, 19 sierpnia 2022

Dlaczego nie dbamy o swoją tożsamość kulturową? na przykładzie małego miasteczka Opatówek

autor: Dominika Pawlikowska

   Na zdjęciu piękna Amanda Brauer, córka opatóweckiego Niemca, który gdy tylko Polska zniknęła z mapy, stał się bogaty, grabiąc Polaków.
Jej rodzicami byli Friedrich i Terese Brauer, „polscy Niemcy”, osiedleni tu „od przedwojny”. Przed wojną bardzo biedni, w momencie napaści na Polskę, natychmiast wzbogacili się o wszelkie dobra zagrabione Polakom.
Amanda Brauer, córka opatóweckiego Niemca.

   Grabież polskich obywateli dokonywała się najpierw prywatnie, później na drodze instytucjonalnej. Specjalnie w tym celu powołano do życia instytucje niemieckiej administracji państwowej, które organizowały i przeprowadzały konfiskaty majątku Polaków. Spośród nich najważniejszą instytucją był Główny Urząd Powierniczy Wschód (Haupttreuhandstelle Ost, HTO). Z dokonaniem konfiskaty wiązało się wyznaczenie zarządcy komisarycznego (powiernika). 
W Opatówku powiernikiem był Leo Pniok. 
Grabieżcza polityka administracji powierniczej spowodowała zupełne zniszczenie podstaw gospodarki prywatnej i przedwojennej struktury własnościowej, zrujnowała w wysokim stopniu polski dorobek narodowy oraz prywatny większości polskich rodzin. 
Zdjęcie pochodzi z Archiwum Państwowego, Zespół Martyna i jest podpisane "Amanda Brauer, córka SS-manna", ale nie wiem, czy Brauer był nim. SS czyli Die Schutzstaffel der NSDAP było formacją elitarną, kandydat musiał spełnić wiele warunków, np.: wzrost minimum 174, wzorcowa żona ( musiała zdać egzamin z zakresu historii, języków obcych, jazdy konnej, pływania i strzelania z broni palnej), sprawdzano drzewo genealogiczne od 1750 roku, więc taki Brauer nosił co najwyżej jakiś mundur, ale na pewno nie SS. Wówczas każdy Niemiec nosił jakiś mundur. Gardził Polakami, nie wahał się uderzyć.
Nie wiemy dokładnie, czego się dopuścił, ponieważ mógł - jako Niemiec, czuć się całkowicie bezkarny.
Zachowało się wspomnienie o Amandzie Brauer:
Z kaliskiego dworca PKP wyruszyłem piechotą w stronę Opatówka. W Zdunach spotkałem znajomą Brauerównę w towarzystwie oficerów Wermachtu jadących samochodem. Dziewczyna krzyczała do mnie po niemiecku: "Stefan! Auf Wiedersehen!". Kiwnąłem jej ręką i poszedłem dalej. (Źródło: Wspomnienia Stefana Melki "Moje wspomnienia")

Co wiemy jeszcze o rodzinie Brauer? Na stronie Gene 2015 odnalazłam listę Niemców z Opatówka, którzy rzekomo służyli w polskim wojsku w 1939, w 60-tym pułku piechoty / Ostrów Wielkopolski /. Po kampanii wrześniowej zapewne niektórzy w Wehmachcie. 

182BrauerViktorArbeiter1915.03.18Spatenfelde
Infanterie
183BechsteinEugenArbeiter1913.09.13Spatenfelde
Nachrichtendienst.
184FuchsWitoldSchlosser1907.03.25Spatenfelde
Infanterie
185WünscheKonradGutschesitzer1906.05.30Spatenfelde
Kavallerie
186SkibaGeorgBaemter1915.05.26Spatenfelde4Fliegerabteilg.
187WolfKarlWeber1909.03.18Spatenfelde
Infanterie
188CierpkeFriedrichGärtner1910.10.18Spatenfelde
Infanterie
189DrescherEmilBackerleit.1903.03.09Spatenfelde
Infanterie
190KellerJohannBeamter1909.03.16Spatenfelde
Panzertruppe
191LindnerJohannArbeiter1903.11.08Spatenfelde
Infanterie

Viktor Brauer, robotnik,  umieszczony na tej liście musiał być bratem owej piękności ze zdjęcia.
Niemcy służący w wojsku polskim, byli tubylcami i pochodzili z rodzin od lat, a czasami od pokoleń osiadłych w Opatówku. Niektórzy po wybuchu wojny zwrócili się przeciwko Polakom, swoim sąsiadom.
W czasie wojny przybyło do Opatówka wiele innych rodzin niemieckich. Byli przesiedleńcami lub stanowili obsadę różnych niemieckich instytucji, między innymi administracji. Na miejsce wysiedlonych Polaków osiedlano ludność pochodzenia niemieckiego z krajów bałtyckich, Wołynia i Galicji, którym po włączeniu w sowiecką strefę wpływów na mocy paktu Ribbentrop-Mołotow zagwarantowano prawo do ewakuacji. Rzesza Hitlera zmusiła ich do opuszczenia dotychczasowej ojczyzny m.in. Łotwy, Estonii i osiedlenia się w nieznanym im Kraju Warty i w Prusach Zachodnich. Akcję nazwano Heim ins Reich (pol. Dom w Rzeszy)
W poprzednim poście napisałam, że w Opatówku jest niewiele rodzin, które nie mają w swoim drzewie genealogicznym Niemców, bowiem osadnictwo niemieckie, z tej racji, że w 1826 właściciel fabryki włókienniczej A.G.Fiedler sprowadził z Niemiec prawie całą załogę ( 500 osób). Więcej tutaj.
Posiadanie niemieckiego przodka skutkowało w 1939 wpisem na listę folksdojczów, których w Opatówku było bardzo wielu. Warunkiem było posiadanie chociaż 25% krwi niemieckiej - choćby babki. 
     Przez wiele lat zastanawiałam się, dlaczego tak mało publikacji o żyjących tu przed wojną Niemcach i dlaczego ja,  wnuczka ofiary (Biogram Mariana Wiewiórkowskiego tutaj), a nie historycy, muszę zgłębiać ten temat. Dlaczego o tym nie mówiono i nie pisano?
Lokalni historycy nie zajmowali się tematem, bo panowała cenzura, bali się, twierdząc zapobiegliwie, że ich to "nie interesowało". Prywatnie też nie mówiono, bo nie było wiadomo, kto doniesie, szpiedzy i donosiciele UB byli wszędzie.
Ci historycy, z którymi rozmawiałam, nie znali w większości określenia "lista proskrypcyjna", a IPN twierdzi z kolei, że akcja "Inteligencja" nie zapisała się w ogóle w pamięci Polaków. Absolutnym unikatem jest więc zachowana lista proskrypcyjna dla okolic Kalisza. Tutaj.
W trakcie pisania książki nie dysponowałam zbyt dużym zbiorem fotografii z tego okresu, chociaż w Opatówku powinien być ich pokaźny zbiór, ponieważ wiele rodzin opatóweckich folksdojczów uczestniczyło w licznych nazistowskich wiecach, co było utrwalane na kliszy fotograficznej. 
Odpowiedz na pytanie, dlaczego tak niewiele wiadomo na temat wojennych przeżyć mieszkańców Opatówka znalazłam pisząc książkę "Historia w sepii. Opatówek. Wiewiórkowscy". Było to fascynujące i jednocześnie przygnębiające, a czasami wręcz szokujące  doświadczenie. 
Opowiem to w kilku osobnych postach, ponieważ zebrałam wiele obserwacji. 
Pierwszym, najważniejszym powodem był fakt, że po 1945 roku w naszym kraju nie mogły ukazywać się opracowania dotyczące walk o Niepodległą, gdyż godziło to w system i bezpieczeństwo narzuconej Polakom władzy. 
     Autorytetami mogli być tylko ci, którzy zostali namaszczeni przez sowieckich komendantów, tacy jak Feliks Dziubiński. Tutaj. Narracja historyczna była narzucona przez państwo. Nad wszystkim czuwały Urzędy Bezpieczeństwa i milicja obywatelska. Jeśli już takowe pracy powstawały, to wyłącznie ocenzurowane i w bardzo niskim nakładzie. Temat mordu na polskiej inteligencji traktowany był jako tabu i był bezwzględnie pomijany. 
Uczono mnie historii wymyślonej, zakłamanej, w której nie było miejsca na słowo "Katyń", a już w ogóle nie uczono mnie historii lokalnej. 
      Eliminacja polskich elit w 1939 następowała metodycznie w porozumieniu Gestapo z NKWD. 
Polskimi oficerami zajęli się Rosjanie, polską warstwą kierowniczą, inteligencją - Niemcy. Większość osób, która znalazła się na listach proskrypcyjnych sporządzonej przez Niemców w ramach akcji "Inteligencja" w kwietniu 1940 miała swoje korzenie w walkach z bolszewikami, byli weteranami wojny z 1920, członkami Polskiej Organizacji Wojskowej (POW), oficerami, członkami organizacji, które po wojnie zostały zakazane i zdelegalizowane np. Polskie Towarzystwo Gimnastyczne „Sokół” lub Towarzystwo Sportowo-Gimnastyczne „Strzelec”, jako urzędnicy państwowi - piłsudczykami, członkami BBWR. Nawet jeśli wzmiankowano gdzieś nazwisko aresztowanego, to bez podawania przyczyn. Pisano o nich: "przyszli Niemcy i zabrali..." Tak pisali historycy, stosowano bowiem cenzurę. Zresztą rzadko podejmowali temat, bali się o swoje kariery, tłumacząc to brakiem zainteresowań. Wybierali bezpieczniejsze tematy. Nie było na to przyzwolenia władz. 
Tak o aresztowaniu opatóweckiej inteligencji pisze pan Jan Pogorzelec na stronach biblioteki w artykule "Okupacyjne wspomnienia Jana Pogorzelca" . Ani słowa o tym, kim byli.
"15 kwietnia 1940 r. nastąpiły kolejne aresztowania. Do obozów w Dachau i Mauthausen-Gusen wywieziono Kazimierza Banaszkiewicza, Zygmunta Gadzinowskiego, Kazimierza Kowalkiewicza, Kazimierza Leśniewicza, Leśniewskiego - kominiarza, Stefana Łowickiego ( tu chyba wkradł się błąd - Nowickiego), Piotra Olkiewicza, Aleksandra Wiewiórkowskiego, Mariana Wiewiórkowskiego."
Marian Wiewiórkowski to mój dziadek. 
Tak prezentował się w 1939, jak naczelnik urzędu pocztowego w Opatówku.



A tak wyglądali jeńcy po pobycie w obozie koncentracyjnym Mauthausen-Gusen:

ofiary Gusen II. Źródło: Gusen Memorial Committee


Zamęczono go w kamieniołomach. Czy był przestępcą? kryminalistą? złodziejem? Czy więźniem politycznym?
Brak informacji o powodach aresztowania uwłacza ofiarom. W nielicznych publikacjach aresztowanie inteligencji kwitowano jednym zdaniem: "Przyszli Niemcy i aresztowali...". Tak właśnie "duraczono" społeczeństwo. 
Co roku obchodzi się dzień pamięci o ofiarach akcji "Inteligencja" akcja edukacyjna "Zapal Znicz Pamięci". Moją książką chciałam przywrócić mu godność, żeby nie pozostał tylko bezimienną ofiarą, górą spiętrzonych bezładnie ciał, a później prochem, który spłynął doliną Dunaju.

     Władze Opatówka nie były zainteresowane podjętym tematem. Gdy poprosiłam o pomoc w wydaniu mojej książki, usłyszałam, że "nie obchodzi ich moja rodzina". Po prostu w Opatówku kontynuuje się tradycje PRL-u.
O kolejnych istotnych powodach napiszę w kolejnym poście.

wtorek, 3 sierpnia 2021

Rozmowa o książce „Historia w sepii. Opatówek. Wiewiórkowscy”

Rozmowa online „Wojenne losy Wiewiórkowskich i Opatówka” – Poznań, 30 marca 2021

 

Miałam przyjemność rozmawiać o mojej  książce „Historia w sepii. Opatówek. Wiewiórkowscy” z panią Martą Szczesiak-Ślusarek - naczelnik Oddziałowego Biura Edukacji Narodowej IPN w Poznaniu

Cytuję ze strony IPN: ”II Rzeczpospolita. Miasteczko w centrum Polski, dwie rodziny, powiązane ślubem młodych: Marii i Mariana. Ona: wykształcona panna z dobrego domu, on – świetnie zapowiadający się naczelnik Poczty Polskiej. Ślub, rodzina i piękne życie, które przerywa II wojna światowa i aresztowanie. Młody ojciec ginie w niemieckim obozie koncentracyjnym zlokalizowanym na terenie Górnej Austrii - KL Gusen - obozie wyniszczenia polskiej inteligencji. Na podstawie tworzonych przez miejscowych Niemców list proskrypcyjnych aresztowani są kolejni członkowie związanych ze sobą rodzin. Czeka ich tragiczny los”

 

Zapraszam na film:

https://poznan.ipn.gov.pl/pl7/aktualnosci/141113,Rozmowa-online-Wojenne-losy-Wiewiorkowskich-i-Opatowka-Poznan-30-marca-2021.html