Etykiety

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1944. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1944. Pokaż wszystkie posty

piątek, 19 sierpnia 2022

Dlaczego nie dbamy o swoją tożsamość kulturową? na przykładzie małego miasteczka Opatówek

autor: Dominika Pawlikowska

   Na zdjęciu piękna Amanda Brauer, córka opatóweckiego Niemca, który gdy tylko Polska zniknęła z mapy, stał się bogaty, grabiąc Polaków.
Jej rodzicami byli Friedrich i Terese Brauer, „polscy Niemcy”, osiedleni tu „od przedwojny”. Przed wojną bardzo biedni, w momencie napaści na Polskę, natychmiast wzbogacili się o wszelkie dobra zagrabione Polakom.
Amanda Brauer, córka opatóweckiego Niemca.

   Grabież polskich obywateli dokonywała się najpierw prywatnie, później na drodze instytucjonalnej. Specjalnie w tym celu powołano do życia instytucje niemieckiej administracji państwowej, które organizowały i przeprowadzały konfiskaty majątku Polaków. Spośród nich najważniejszą instytucją był Główny Urząd Powierniczy Wschód (Haupttreuhandstelle Ost, HTO). Z dokonaniem konfiskaty wiązało się wyznaczenie zarządcy komisarycznego (powiernika). 
W Opatówku powiernikiem był Leo Pniok. 
Grabieżcza polityka administracji powierniczej spowodowała zupełne zniszczenie podstaw gospodarki prywatnej i przedwojennej struktury własnościowej, zrujnowała w wysokim stopniu polski dorobek narodowy oraz prywatny większości polskich rodzin. 
Zdjęcie pochodzi z Archiwum Państwowego, Zespół Martyna i jest podpisane "Amanda Brauer, córka SS-manna", ale nie wiem, czy Brauer był nim. SS czyli Die Schutzstaffel der NSDAP było formacją elitarną, kandydat musiał spełnić wiele warunków, np.: wzrost minimum 174, wzorcowa żona ( musiała zdać egzamin z zakresu historii, języków obcych, jazdy konnej, pływania i strzelania z broni palnej), sprawdzano drzewo genealogiczne od 1750 roku, więc taki Brauer nosił co najwyżej jakiś mundur, ale na pewno nie SS. Wówczas każdy Niemiec nosił jakiś mundur. Gardził Polakami, nie wahał się uderzyć.
Nie wiemy dokładnie, czego się dopuścił, ponieważ mógł - jako Niemiec, czuć się całkowicie bezkarny.
Zachowało się wspomnienie o Amandzie Brauer:
Z kaliskiego dworca PKP wyruszyłem piechotą w stronę Opatówka. W Zdunach spotkałem znajomą Brauerównę w towarzystwie oficerów Wermachtu jadących samochodem. Dziewczyna krzyczała do mnie po niemiecku: "Stefan! Auf Wiedersehen!". Kiwnąłem jej ręką i poszedłem dalej. (Źródło: Wspomnienia Stefana Melki "Moje wspomnienia")

Co wiemy jeszcze o rodzinie Brauer? Na stronie Gene 2015 odnalazłam listę Niemców z Opatówka, którzy rzekomo służyli w polskim wojsku w 1939, w 60-tym pułku piechoty / Ostrów Wielkopolski /. Po kampanii wrześniowej zapewne niektórzy w Wehmachcie. 

182BrauerViktorArbeiter1915.03.18Spatenfelde
Infanterie
183BechsteinEugenArbeiter1913.09.13Spatenfelde
Nachrichtendienst.
184FuchsWitoldSchlosser1907.03.25Spatenfelde
Infanterie
185WünscheKonradGutschesitzer1906.05.30Spatenfelde
Kavallerie
186SkibaGeorgBaemter1915.05.26Spatenfelde4Fliegerabteilg.
187WolfKarlWeber1909.03.18Spatenfelde
Infanterie
188CierpkeFriedrichGärtner1910.10.18Spatenfelde
Infanterie
189DrescherEmilBackerleit.1903.03.09Spatenfelde
Infanterie
190KellerJohannBeamter1909.03.16Spatenfelde
Panzertruppe
191LindnerJohannArbeiter1903.11.08Spatenfelde
Infanterie

Viktor Brauer, robotnik,  umieszczony na tej liście musiał być bratem owej piękności ze zdjęcia.
Niemcy służący w wojsku polskim, byli tubylcami i pochodzili z rodzin od lat, a czasami od pokoleń osiadłych w Opatówku. Niektórzy po wybuchu wojny zwrócili się przeciwko Polakom, swoim sąsiadom.
W czasie wojny przybyło do Opatówka wiele innych rodzin niemieckich. Byli przesiedleńcami lub stanowili obsadę różnych niemieckich instytucji, między innymi administracji. Na miejsce wysiedlonych Polaków osiedlano ludność pochodzenia niemieckiego z krajów bałtyckich, Wołynia i Galicji, którym po włączeniu w sowiecką strefę wpływów na mocy paktu Ribbentrop-Mołotow zagwarantowano prawo do ewakuacji. Rzesza Hitlera zmusiła ich do opuszczenia dotychczasowej ojczyzny m.in. Łotwy, Estonii i osiedlenia się w nieznanym im Kraju Warty i w Prusach Zachodnich. Akcję nazwano Heim ins Reich (pol. Dom w Rzeszy)
W poprzednim poście napisałam, że w Opatówku jest niewiele rodzin, które nie mają w swoim drzewie genealogicznym Niemców, bowiem osadnictwo niemieckie, z tej racji, że w 1826 właściciel fabryki włókienniczej A.G.Fiedler sprowadził z Niemiec prawie całą załogę ( 500 osób). Więcej tutaj.
Posiadanie niemieckiego przodka skutkowało w 1939 wpisem na listę folksdojczów, których w Opatówku było bardzo wielu. Warunkiem było posiadanie chociaż 25% krwi niemieckiej - choćby babki. 
     Przez wiele lat zastanawiałam się, dlaczego tak mało publikacji o żyjących tu przed wojną Niemcach i dlaczego ja,  wnuczka ofiary (Biogram Mariana Wiewiórkowskiego tutaj), a nie historycy, muszę zgłębiać ten temat. Dlaczego o tym nie mówiono i nie pisano?
Lokalni historycy nie zajmowali się tematem, bo panowała cenzura, bali się, twierdząc zapobiegliwie, że ich to "nie interesowało". Prywatnie też nie mówiono, bo nie było wiadomo, kto doniesie, szpiedzy i donosiciele UB byli wszędzie.
Ci historycy, z którymi rozmawiałam, nie znali w większości określenia "lista proskrypcyjna", a IPN twierdzi z kolei, że akcja "Inteligencja" nie zapisała się w ogóle w pamięci Polaków. Absolutnym unikatem jest więc zachowana lista proskrypcyjna dla okolic Kalisza. Tutaj.
W trakcie pisania książki nie dysponowałam zbyt dużym zbiorem fotografii z tego okresu, chociaż w Opatówku powinien być ich pokaźny zbiór, ponieważ wiele rodzin opatóweckich folksdojczów uczestniczyło w licznych nazistowskich wiecach, co było utrwalane na kliszy fotograficznej. 
Odpowiedz na pytanie, dlaczego tak niewiele wiadomo na temat wojennych przeżyć mieszkańców Opatówka znalazłam pisząc książkę "Historia w sepii. Opatówek. Wiewiórkowscy". Było to fascynujące i jednocześnie przygnębiające, a czasami wręcz szokujące  doświadczenie. 
Opowiem to w kilku osobnych postach, ponieważ zebrałam wiele obserwacji. 
Pierwszym, najważniejszym powodem był fakt, że po 1945 roku w naszym kraju nie mogły ukazywać się opracowania dotyczące walk o Niepodległą, gdyż godziło to w system i bezpieczeństwo narzuconej Polakom władzy. 
     Autorytetami mogli być tylko ci, którzy zostali namaszczeni przez sowieckich komendantów, tacy jak Feliks Dziubiński. Tutaj. Narracja historyczna była narzucona przez państwo. Nad wszystkim czuwały Urzędy Bezpieczeństwa i milicja obywatelska. Jeśli już takowe pracy powstawały, to wyłącznie ocenzurowane i w bardzo niskim nakładzie. Temat mordu na polskiej inteligencji traktowany był jako tabu i był bezwzględnie pomijany. 
Uczono mnie historii wymyślonej, zakłamanej, w której nie było miejsca na słowo "Katyń", a już w ogóle nie uczono mnie historii lokalnej. 
      Eliminacja polskich elit w 1939 następowała metodycznie w porozumieniu Gestapo z NKWD. 
Polskimi oficerami zajęli się Rosjanie, polską warstwą kierowniczą, inteligencją - Niemcy. Większość osób, która znalazła się na listach proskrypcyjnych sporządzonej przez Niemców w ramach akcji "Inteligencja" w kwietniu 1940 miała swoje korzenie w walkach z bolszewikami, byli weteranami wojny z 1920, członkami Polskiej Organizacji Wojskowej (POW), oficerami, członkami organizacji, które po wojnie zostały zakazane i zdelegalizowane np. Polskie Towarzystwo Gimnastyczne „Sokół” lub Towarzystwo Sportowo-Gimnastyczne „Strzelec”, jako urzędnicy państwowi - piłsudczykami, członkami BBWR. Nawet jeśli wzmiankowano gdzieś nazwisko aresztowanego, to bez podawania przyczyn. Pisano o nich: "przyszli Niemcy i zabrali..." Tak pisali historycy, stosowano bowiem cenzurę. Zresztą rzadko podejmowali temat, bali się o swoje kariery, tłumacząc to brakiem zainteresowań. Wybierali bezpieczniejsze tematy. Nie było na to przyzwolenia władz. 
Tak o aresztowaniu opatóweckiej inteligencji pisze pan Jan Pogorzelec na stronach biblioteki w artykule "Okupacyjne wspomnienia Jana Pogorzelca" . Ani słowa o tym, kim byli.
"15 kwietnia 1940 r. nastąpiły kolejne aresztowania. Do obozów w Dachau i Mauthausen-Gusen wywieziono Kazimierza Banaszkiewicza, Zygmunta Gadzinowskiego, Kazimierza Kowalkiewicza, Kazimierza Leśniewicza, Leśniewskiego - kominiarza, Stefana Łowickiego ( tu chyba wkradł się błąd - Nowickiego), Piotra Olkiewicza, Aleksandra Wiewiórkowskiego, Mariana Wiewiórkowskiego."
Marian Wiewiórkowski to mój dziadek. 
Tak prezentował się w 1939, jak naczelnik urzędu pocztowego w Opatówku.



A tak wyglądali jeńcy po pobycie w obozie koncentracyjnym Mauthausen-Gusen:

ofiary Gusen II. Źródło: Gusen Memorial Committee


Zamęczono go w kamieniołomach. Czy był przestępcą? kryminalistą? złodziejem? Czy więźniem politycznym?
Brak informacji o powodach aresztowania uwłacza ofiarom. W nielicznych publikacjach aresztowanie inteligencji kwitowano jednym zdaniem: "Przyszli Niemcy i aresztowali...". Tak właśnie "duraczono" społeczeństwo. 
Co roku obchodzi się dzień pamięci o ofiarach akcji "Inteligencja" akcja edukacyjna "Zapal Znicz Pamięci". Moją książką chciałam przywrócić mu godność, żeby nie pozostał tylko bezimienną ofiarą, górą spiętrzonych bezładnie ciał, a później prochem, który spłynął doliną Dunaju.

     Władze Opatówka nie były zainteresowane podjętym tematem. Gdy poprosiłam o pomoc w wydaniu mojej książki, usłyszałam, że "nie obchodzi ich moja rodzina". Po prostu w Opatówku kontynuuje się tradycje PRL-u.
O kolejnych istotnych powodach napiszę w kolejnym poście.

piątek, 5 sierpnia 2022

Opatówek. Hitlerowska młodzieżówka. Bund Deutscher Mädel [BDM] (Związek Niemieckich Dziewcząt)

autor: Dominika Pawlikowska

Bund Deutscher Mädel [BDM] (Związek Niemieckich Dziewcząt)
Opatówek.
Bund Deutscher Mädel [BDM]Związek Niemieckich Dziewcząt
Opatówek.

Hitlerowska młodzieżówka. Zaledwie 80 lat temu. "Naziści postanowili wyrugować z dziewczęcych umysłów pewne podstawowe zasady moralne. Uczyli je, że wzorując się na prawach natury, nie należy mieć oporów przed eliminacją z poszczególnych społeczności i z całego niemieckiego społeczeństwa osobników słabych lub rasowo gorszych".

Pięknie ubrane, wesołe, uśmiechnięte, najedzone. W przeciwieństwie do ich polskich rówieśniczek wysyłanych na przymusowe roboty do Rzeszy, głodujących, nieznających jutra.
Więcej tutaj Bund Deutscher Mädel. Czego uczono dziewczęta w hitlerowskiej młodzieżówce? - WielkaHistoria


poniedziałek, 25 lipca 2022

Amtskomissar Nüsse. Spatenfelde. Opatówek.

autor: Dominika Pawlikowska

Patrzymy w twarze nadludzi. Dzisiaj już bez lęku. Oto twarz drugiego niemieckiego komisarza Opatówka. Pierwszym  został Amtskomissar Herwarth Brake, syn ślusarza, ur. 03.XI.1900 roku w Traben-Trarbach, miejscowości w Nadrenii-Palatynacie.  01.07.1942 roku Herwarth Brake został przeniesiony do Błaszek. Jego zdjęcie opublikowałam w książce "Historia w sepii. Opatówek"

Dzisiaj drugi nadczłowiek - Alois Nüsse, który od lipca 1942 był komisarzem Opatówka. 
Wokół niego zgromadzili się mieszkańcy Opatówka - Niemcy i folksdojcze. Nie są to Polacy, ponieważ Polak nie mógłby patrzeć w twarz "Bogu", będąc na dodatek w nakryciu głowy. Za to zostałby srogo ukarany. 
Teorię o najwyższej  wartości genetycznej rasy nordycko-germańskiej wśród ras świata wymyślił Houston Steward Chamberlain (zięć słynnego niemieckiego kompozytora Wagnera). W 1916 przyjął obywatelstwo niemieckie i w tymże roku otrzymał Krzyż Żelazny od Cesarza Niemiec za zasługi w głoszeniu niemieckiej supremacji.
Teorie te przejął niemiecki narodowy socjalizm. Adolf Hitler zawarł w wydanej w 1925 roku książce „Mein Kampf” postulat walki o czystość rasy germańskiej, za główne niebezpieczeństwo dla jej czystości uznając Żydów, obok Cyganów, Słowian, Murzynów. Zaczęto go realizować po dojściu Hitlera do władzy. Jednym z wymogów stało się już w 1933 roku przedstawianie zaświadczeń o aryjskim pochodzeniu do trzeciego pokolenia, które wydawał Urząd Eksperta ds. Badań Rasowych przy Ministerstwie Spraw Wewnętrznych Rzeszy.


Amtskomissar Nüsse. Spatenfelde. Opatówek.
Amtskomissar Nüsse. Spatenfelde. Opatówek.

Zdjęcie z Archiwum Państwowego w Kaliszu, zespół Martyna.



poniedziałek, 10 stycznia 2022

Akta stanu cywilnego pod zarządem niemieckim w Opatówku

Bardzo ciekawe akta stanu cywilnego. Kopalnia wiedzy o Opatówku w czasach wojny. Nazwiska podpisanych urzędników m.in .Adolfa Ploetzke, mieszkańców Opatówka, wówczas Spatenfelde. Również Niemców.
I bardzo ciekawy ślad. W Opatówku był obóz dla Niemców znad Morza Czarnego. Dla przesiedleńców, w oczekiwaniu na polskie majątki. Gdzie miał siedzibę? Kierowała nim Kathi Fleissner.

Z tego dokumentu dowiadujemy się, że w Opatówku był obóz dla Niemców znad Morza Czarnego. Dla przesiedleńców, w oczekiwaniu na polskie majątki. Kierowała nim Kathi Fleissner.


akt zgonu Erich Schutty

Elisabeth Priebe

Stanisław Gutry

Akt zgonu Heleny Gadzinowskiej, siostry mojego dziadka
, była matką Teresy Jaśkiewicz i Leszka Gadzinowskiego, wdową po Zygmuncie Gadzinowskim, zamordowanym w Mauthausen Gusen, w akcji Inteligencja
Jan Skiba

Józef Kowalkiewicz

Akt zgonu mojego pradziadka Stanisława

Alfred Hein

Michael Daum

piątek, 17 września 2021

Pamięć czy niepamięć?

autor: Dominika Pawlikowska

Wielkopolska po aneksji III Rzeszy została nazwana przez Niemców Wartheland - Krajem Warty lub Warthegau - Okręgiem Rzeszy Kraj Warty.

Okres niemieckiej okupacji (1939-1945) na terenie Wielkopolski jest znany dość powierzchownie, o życiu Polaków na prowincji wiemy jeszcze mniej. Po przodkach odziedziczyłam bagaż wojennych przeżyć i postanowiłam spisać historię mojej rodziny w Opatówku koło Kalisza. W ubiegłym roku napisałam i wydałam książkę „Historia w sepii. Opatówek. Wiewiórkowscy”, która na przykładzie mojej rodziny ukazuje życie Polaków pod niemiecką okupacją w podkaliskim miasteczku. Istotnym powodem, dla którego uznałam, że ta książka musi powstać był fakt zachowania się fragmentu listy proskrypcyjnej, tzw. wrogów Rzeszy sporządzonej przez Niemców w 1940 roku. 
Na liście 11 Polaków z Opatówka przeznaczonych do eksterminacji aż 4 stanowiły moją najbliższą rodzinę. Takich list było z pewnością więcej. Być może powstawały co jakiś czas, ale ta lista, powstała na wiosnę 1940 roku, świadczy o tym, że Niemcy byli doskonale poinformowani w lokalnych stosunkach. Już poczuli się "Herrenvolkiem" - panami tej ziemi i potrzebowali „przestrzeni życiowej”. Wiedzieli, kto działał w organizacjach patriotycznych czy paramilitarnych takich jak np. „Strzelec” czy „Sokół”, kto słucha polskiego radia, kto odgraża się, że tu jeszcze będzie Polska. Prawdopodobnie mieli dostęp do polskich archiwów i wiedzieli, kto był weteranem wojskowym, organizuje konspirację, posiada broń, majątek, który miejscowi Niemcy chcieli przejąć, kto posiada wykształcenie bądź autorytet wśród miejscowych etc. W każdej wsi, mieście i miasteczku sporządzili listę osób, która stała na przeszkodzie do zawładnięcia tą ziemią.

Na ocalałym fragmencie listy znalazłam 160 nazwisk z podkaliskich wsi i miasteczek. Tych, którzy dla miejscowych Niemców byli najgroźniejsi, byli najmocniejszymi przeciwnikami. Elitą intelektualną w swoich miejscowościach: nauczycielami, burmistrzami, sekretarzami gmin etc., tymi, którzy wg. Niemców stali na drodze do szybkiej germanizacji tego terenu. Pomyślałam, ze z pewnością pójdzie to łatwo, a na stronach miejscowych szkół, gmin, szybko znajdę ich nazwiska i biografie. Tym ludziom, których jednego dnia - 15 kwietnia 1940 aresztowano w Opatówku, Liskowie, Koźminku, Błaszkach, Kamieniu, Stawiszynie, Blizanowie, Godzieszach ... wywieziono do obozów Dachau, Mauthausen, Gusen i innych, których zamęczono pracą i morzono głodem, bito, dręczono, a w końcu w wielu przypadkach zamordowano, należy się przecież wieczna pamięć.

Zastanawiałam się, czy ten starannie zaplanowany akt ludobójstwa skierowany przeciwko polskim urzędnikom, nauczycielom, lokalnym patriotom, działaczom społecznym i politycznym, rzemieślnikom, właścicielom ziemskim nazwany przez Niemców „Intelligenzaktion” pozostawił ślad w zbiorowej pamięci lokalnej? Przecież w każdej wsi, miasteczku i mieście aresztowano grupę od kilku do kilkudziesięciu mężczyzn w sile wieku. Byli to w większości młodzi, którzy nie zdążyli jeszcze założyć rodzin, albo je założyli i mieli malutkie dzieci. Udziałem rodzin, a w szczególności pozostałych na wolności kobiet, było mierzenie się z czasową lub nieodwracalną utratą mężów, ojców, synów, co wywoływało boleśnie odczuwane następstwa w aspekcie psychicznym i materialnym – to aspekt rodzinny, ludzki. Nagle w przestrzeni lokalnej zniknęła istotna tkanka społeczna.

Podczas pisania o liście proskrypcyjnej rozwinęłam głownie wątek mojej rodziny, historię tych czterech najbliższych mi mężczyzn, którzy pochodzili z Opatówka. Ale sprawa pozostałych 156 nie dawała mi spokoju. Co się z nimi stało? Czy pamięć o nich przetrwała w ich rodzinach? Czy ktoś z rodziny, podobnie jak ja, opisał lokalne wydarzenia wojenne? Czy rodziny wiedziały, że Niemcy sporządzali takie listy? Że ich ojcowie czy synowie byli na liście proskrypcyjnej? Czy pozostawili po sobie listy z obozu i inne pamiątki? Czy lokalni historycy i autorzy książek o tych miejscowościach opisali te straszne straty ludzkie? Czy takie książki w ogóle powstały? Czy na stronach gmin, szkół znajdę te historie?
Jaki był efekt moich poszukiwań? Jaki obraz zbiorowej pamięci jawi się w trakcie moich poszukiwań i peregrynacji po lokalnych bibliotekach ?
Próżno szukać informacji o "Intelligenzaktion" na stronach większości gmin, lokalnych bibliotek czy szkół. Wielu męczenników z listy, którzy przeżyli obozy i uszli z życiem było po wojnie oskarżanych o udział w Armii Krajowej i ich śladem podążali inwigilujący ich ubecy, czasami groziło im wieloletnie więzienie albo śmierć. W skali lokalnej przykładem mogą być choćby Zygmunt Wiewiórkowski z Opatówka. Ich rodziny i oni sami byli zastraszani, więc nikt nie upominał się o miejsce w historii. Po wojnie publikowano różne wspomnienia, relacje, jednak poddawano je cenzurze, omijając w nich drażliwe problemy. Historyczna powojenna narracja narzucona została przez powojennego okupanta Polski - Związek Radziecki. W oficjalnym nurcie peerelowskiej historiografii pomijano losy więźniów politycznych, żołnierzy podziemia, deportowanych do ZSRR czy ziemiaństwa. 
"Najsilniejszym hamulcem był system polityczny państwa, które nie dbało o pielęgnowanie i dokumentowanie pamięci indywidualnej. Pilnowano, by nic nie przeszkadzało w wysiłkach od górnego projektowania świadomości zbiorowej" ze wstępu do książki "Moja Wielkopolska" Z. Urbaniaka autorstwa dr. Agnieszka Łuczak
Już sama nazwa niemieckiej akcji "Inteligencja" była sprzeczna z obowiązującą powojenną ideologią w dobie obowiązywania prymatu klasy robotniczej. W interesie nowej warstwy kierowniczej, PRL-kich nominatów, nie leżało upamiętnianie swoich poprzedników. 
Ślady po nich niszczono i zacierano, majątek dewastowano, a ich samych upokarzano. Nazywano to walką z "sanacją".
Ulice nazywano nazwiskami lokalnych działaczy komunistycznych - w Opatówku np. Feliksa Dziubińskiego, który 1 lutego 1945 r. na podstawie nominacji mianowanego przez władze komunistyczne Starosty Powiatowego w Kaliszu, za zgodą sowieckiego Wojennego Komendanta, został tymczasowym, komisarycznym wójtem gminy Opatówek.  
Patronował ulicy tak długo, aż Instytut Pamięci Narodowej nakazał zmianę nazwy. Uzasadnienie IPN dostępne pod linkiem: https://ipn.gov.pl/pl/upamietnianie/dekomunizacja/zmiany-nazw-ulic/nazwy-ulic/nazwy-do-zmiany/40116,ul-Dziubinskiego-Feliksa.html
Ludzie, którzy powinni systemowo zadbać o pamięć: naukowcy, historycy zajmowali się raczej analizą ruchu komunistycznego na danym obszarze, urządzaniem akademii ku czci Stalina i pisaniem historii na nowo, pod dyktando "towarzyszy", gardząc wspomnieniami "zwykłych" ludzi i uznając je za niepełnowartościowe. 
Działacze gminni, kierownicy domów kultury, bibliotekarze, kierownicy szkół działali zgodnie z linią partii.



Obecna władza spełnia patriotyczny obowiązek składając wiązanki w każdą ważniejszą rocznicę pod anonimowymi obeliskami, podobnymi do tego w Stawiszynie.

Obelisk "Poległym" na rynku w Stawiszynie

Pomordowani w akcji "Inteligencja" - synowie, ojcowie osieroconych rodzin nie doczekali się swojego miejsca w historii, ani jednej nawet wzmianki.
Nic nie przypomina o pomordowanych, poza obeliskiem, który poświęcono "poległym" w nie wiadomo jakich wojnach i nie wymienionych z nazwiska.
Zresztą słowo "polegli" sugeruje, że poświęcono go czynnym żołnierzom, którzy walczyli na polu walki i zginęli.
Takie obeliski służą lokalnej władzy do "odhaczenia" rocznic i zrobienia sobie zdjęć z kwiatami na ich tle. Niczego nie dowiemy się też o tym fragmencie lokalnej historii ze strony internetowej urzędów gmin, ani lokalnych bibliotek. W wielu gminach nie powstała na ten temat żadna książka, monografia ani najcieńsza broszura.
Jeśli zaś w książkach pisanych na temat wojennych wydarzeń wspomina się kogoś będącego ofiarą tej akcji, to najczęściej padają sformułowania typu "przyszli Niemcy i zabrali ....". Autorzy tych opracowań ( o zgrozo często historycy!) nie znają tego faktu historycznego, co zresztą nie jest ich winą, ponieważ do tej pory nie istniała literatura tematu.
Jedną z nielicznych pozycji na rynku na temat sporządzania przez Niemców list proskrypcyjnych i Akcji Inteligencja jest wydana w 2009 roku (sic) przez Instytut Pamięci Narodowej "Był rok 1939. Operacja niemieckiej policji bezpieczeństwa w Polsce. Intelligenzaktion". Autorka przedstawia plany i przygotowanie akcji przez władze III Rzeszy. Opisuje aresztowania Polaków w Rzeszy i Wolnym Mieście Gdańsku przeprowadzone przez policję bezpieczeństwa we wrześniu 1939 r. oraz przebieg akcji „Inteligencja" na ziemiach włączonych do Rzeszy i w Generalnym Gubernatorstwie. Książka nie zawiera jednak intersujących nas faktów w odniesieniu do terenu, którego dotyczy opisywana przez mnie lista proskrypcyjna, poza kilkoma nazwiskami nauczycieli. Autorka przywołuje fakt aresztowania Bronisława Bryńskiego, kierownika szkoły w Długiej Wsi; kierownika szkoły w Koźminku; Stanisława Hermana i Władysława Kulasa, nauczycieli w Stawiszynie; Franciszka Jabłońskiego, nauczyciela w Blizanowie. Sądzę więc, że informacje autorka zaczerpnęła z wydanej w 1995 r. książce Mariana Walczaka "Ludzie nauki i nauczyciele podczas II Wojny Światowej", a nie z omawianej przeze mnie listy.

Transformacja ustrojowa niczego w tym względzie w gminach nie zmieniła. Kiedy zwróciłam się z prośbą o pomoc w wydaniu napisanej przeze mnie książki usłyszałam od ważnego urzędnika: "A co mnie obchodzi pani rodzina?". Dowodzi to absolutnej ignorancji rządzących na poziomie gmin.


Posty powiązane:

wtorek, 27 kwietnia 2021

Heeresnebenzeugamt, czyli Wojskowa Składnica Uzbrojenia w Opatówku, Spatenfelde

W dniu 15.XI.1941 r. Niemcy uruchomili w Opatówku Heeresnebenzeugamt, czyli Wojskową Składnicę Uzbrojenia, stanowiącą wsparcie dla Feldzeug-Kommando XXI. Opatowianie nazywali je po prostu "magazynami".

Kierownikiem biura został Karl Kühnert, lat 52. Wraz z uruchomieniem tej instytucji przybyli urzędnicy, pracownicy cywilni Wehrmachtu z tzw. starej Rzeszy jak np. Adolf Schmidt, ur. w 1895 r. Heeresnebenbezugsamty były jednostkami pomocniczymi dla wojska i dysponowały bardzo dużymi powierzchniami magazynowymi.

Aktualnie na portalu aukcyjnym do nabycia koperta wysłana do pracownika Heeresnebenzeugamtu, podoficera Friedricha Schradera, strażaka.

link



wtorek, 6 kwietnia 2021

Historia miłości Niemca i Żydówki z Koźminka


Rassenschande (znany również jako Blutschande – dosłownie: wstyd, hańba krwi ) był terminem propagandowym w nazistowskiej Rzeszy Niemieckiej, za pomocą którego, zgodnie z definicją nazistowskiego prawa rasowego, potępiano stosunki seksualne między Żydami a obywatelami „krwi niemieckiej lub pokrewnej”. Przejęcie pełni władzy przez nazistów w 1933 roku umożliwiło im wprowadzenie zmian administracyjno-prawnych regulujących status ludności żydowskiej. W niemieckim ustawodawstwie pojawił się m.in. podział ludności na aryjską i niearyjską. Miał odzwierciedlać przekonanie o wyższości ludów germańskich (aryjskich). Na margines zepchnięto Żydów, Romów i Słowian. Małżeństwa między Żydami i ludźmi „ krwi niemieckiej ” były określane jako zdrada rasowa. W 1935 roku tego rodzaju małżeństwa i kontakty seksualne zostały zakazane. Małżeństwa zawierane wbrew zakazowi zawierane były karane więzieniem albo grzywną. Ustawy norymberskie zostały uchwalone przez Reichstag 15 września 1935 roku. Na mocy ustaw norymberskich pozbawiono Żydów obywatelstwa niemieckiego i zmuszano do wyjazdu z Rzeszy.

W 1924 roku Niemiec z Koźminka Berthold Berendt  (ur. 1897) zakochał się z Żydówce Chane Matusiak (ur.1908), która miała wówczas 18 lat i była 11 lat młodsza od swojego wybranka. Chane była tak piękna, jak piękna i silna była ich miłość, która  musiała pokonać niechęć rodziców obu stron i złamać wszystkie bariery, które stały jej na przeszkodzie. Owocem ich miłości była córka, którą wspólnie wychowywali. Ciężko pracowali na roli, ale dzięki temu żyli szczęśliwie i dostatnio. Niczego im nie brakowało. Berthold był właścicielem 20 hektarowego gospodarstwa, posiadał dwa konie, 8 krów. Formalnego związku nigdy nie zawarli, nie byli małżeństwem. Społeczność żydowska w miasteczku była liczna i liczyła ponad 700 Żydów. Katolicy, Ewangelicy i Żydzi koegzystowali wspólnie. Ewangelicy prowadzili gospodarstwa rolne, a Żydzi trudnili się przede wszystkim rzemiosłem i handlem. Szczęście i spokój skończyło się wraz z wejściem Niemców do miasteczka i spaleniem synagogi. W 1940 Berthold i Chana spodziewali się drugiego dziecka. Na wiosnę zaczął rosnąć brzuch Chany, a rodzice nie mogli w spokoju cieszyć się swoim szczęściem. Od pierwszych dni wojny Berendt ukrywał swoja rodzinę w Koźminku i Opatówku, zmieniając miejsce kryjówki., a drzwi jego domu były zawsze zamknięte.

Represje wobec Żydów narastały. Berthold rozmyślał, jak zapewnić bezpieczeństwo rodzinie. Ich położenie było tragiczne, wszędzie czyhało niebezpieczeństwo, bowiem getto zajęło już duży obszar miasta. Wszyscy bliżsi i dalsi znajomi Chany zostali wypędzeni ze swoich domów i stoczeni wraz z setkami innych, przywiezionych tu z Sieradza, Warty, Błaszek i Stawiszyna. Wyloty ulic odgrodzono drutem kolczastym pozostawiając tylko jeden wjazd. Getto było już tak przeludnione, że spano na chodnikach. „Tej zimy istnieje niebezpieczeństwo, że nie uda się już wyżywić wszystkich Żydów. Należy poważnie rozważyć, czy nie byłoby najbardziej ludzkim rozwiązaniem pozbyć się Żydów – o ile nie są zdolni do pracy – za pomocą środka o szybkim działaniu” – pisał 16 lipca 1941 roku szef Centrali Przesiedleńczej w Poznaniu SS-Sturmbannfuehrer Rolf Hoeppner do Adolfa Eichmanna.

W sierpniu Chana poczuła bóle porodowe. Wydała na świat syna, szczęście małżonków mieszało się ze strachem. Wiedzieli, że wszędzie krążyli szpicle. Wypatrywali, czy w domu Bertholda w końcu otworzą się drzwi i będzie okazja do aresztowania obojga. 2 października 1941 roku około godziny 13 do domu Bertholdta Berendta wdarli się niemieccy żandarmi, łomocząc kolbami i wyważając drzwi. Nie wiemy czy Chana i Berndt byli spokojni i pogodzeni z losem, czy płakali i rozpaczali, gdy wraz z niemowlęciem wleczono ich na przesłuchanie. Ale wiemy, co działo się dalej, choć barbarzyństwo Niemców wobec tej rodziny trudno ubrać w słowa… Na posterunku żandarmerii złożyli ze zeznania, niemowlę zostało zabrane matce. Chana zeznała, że jej starszą córeczkę wzięła do siebie matka Berendta i wychowywała ją w duchu protestantyzmu, w ten sposób rodzice być może uratowali życie dziewczynce.

Kilka godzin po przesłuchaniu żandarm Hörnchen wypełniający dokument przesłuchania napisał, że 6 tygodniowe niemowlę zmarło na zapalenie płuc. Tej jesieni do getta codziennie przyjeżdżały po 3-4 samochody, do których ładowano więźniów. Najpierw gazowano dzieci, następnie kobiety i na końcu mężczyzn. Wypędzaniem z domów i ładowaniem na samochody zajmowało się ok. 8 – 15 uzbrojonych w kije żydowskich policjantów, którymi posłużyli się Niemcy. Po kilku miesiącach (listopad 1941 rok)  większość z nich wywieziono do obozu zagłady Kulmhof w Chełmnie nad Nerem. Drugi transport z getta miał miejsce w marcu 1942 roku. Cześć Żydów trafiła później do getta w Łodzi, a po jego likwidacji do obozu koncentracyjnego Auschwitz – Birkenau.


Ślad Chany odnajdujemy na stronach Archiwum Arolsen, wymieniona jest w dokumencie ”Register of names pertaining to prisoners of various prisons in Litzmannstadt who were transferred to various concentration camps” [1] Dalszy jej los jest nieznany, nie wiemy w jakim obozie koncentracyjnym została uwięziona.

Może ktoś z opatowian zapamiętał wspomnienia dziadków o ukrywanej przez nich Żydówce Chanie?



[1] https://collections.arolsen-archives.org/en/search/people/78624178/?p=1&s=chana%20ruchel%20matusiak&s_lastName=asc

sobota, 4 stycznia 2020

Folksdojcze w Opatówku. Volksdeutsche in Spatenfelde.


Wielu młodych ludzie nie zna już znaczenia słowa "folksdojcz". Kim był w takim razie "folksdojcz" ? 
Tak nazywano osoby pochodzenia niemieckiego, które zamieszkiwały poza terenem Niemiec i nie posiadały niemieckiego obywatelstwa.

Za Wikipedia: od 4 marca 1940 w ten sposób nazywano obywateli innych państw, którzy zostali wpisani na niemiecką listę narodowościową – volkslistę i zostali zakwalifikowani do najwyższej kategorii w niej wyszczególnionej. 
Koncepcja volkslisty dla terenów polskich wcielonych do Rzeszy powstała w Poznaniu jesienią 1939 r. w urzędzie Namiestnika Rzeszy w Kraju Warty.
Potocznie mówi się, że ktoś "podpisywał" folkslistę. Jednak aby znaleźć się na folksliście, po niemiecku: DVL czyli ,,Deutsche Volkslistę" zainteresowany musiał złożyć wniosek i przejść postępowanie administracyjne, udowadniając swoje niemieckie pochodzenie oraz ewentualną działalność  w organizacjach niemieckich i proniemieckich, teoretycznie wymaganej do przyznania wyższych klasyfikacji.

Wpis na niemiecka listę narodowościową miał charakter dobrowolny, chociaż obywateli różnego rodzaju odezwami wzywano do urzędów ds. niemieckiej volkslisty, w celu pobrania formularza wniosku o wciągnięcie na niemiecką listę narodowościową”.. " Charakterystyczne jest, że do stycznia 1945 r. w III i IV grupie niemieckiej listy narodowościowej, czyli w grupach, do których masowo wpisywano Polaków na innych terenach wcielonych do Rzeszy, znalazło się w Kraju Warty jedynie ok. 82 000 osób, co stanowiło mniej niż 2% ogółu mieszkańców tego obszaru. Dane te są, według Cz. Łuczaka, znakomitą ilustracją tezy o braku przymusu przy wpisywaniu na Volkslistę oraz zaprzeczają prowadzeniu na tym terenie masowej germanizacji ludności polskiej" za Krzysztof Stryjkowski (Archiwum Państwowe w Poznaniu) AKTA NIEMIECKIEJ LISTY NARODOWOŚCIOWEJ I ICH POZOSTAŁOŚĆ W ARCHIWUM PAŃSTWOWYM W POZNANIU i dalej tamże:"O prawdziwości tezy dotyczącej braku przymusu wpisu na niemiecką listę narodowościową, a więc również specjalnego charakteru realizowanej polityki narodowościowej, świadczyć może znaczna liczba wniosków oddalonych, obliczana na około 50 000 osób. Przykładowo, na terenie powiatu kaliskiego, według zachowanych dokumentów kaliskiej komórki DVL, oddalono 992 wnioski" 
Artur Greiser - namiestnik Kraju Warty był przez całą okupację przeciwny wpisywaniu Polaków na niemiecką listę narodowościową. Jego zdaniem, powinny znajdować się na niej jedynie te osoby, które posiadały minimum 50% niemieckiej krwi.

Polacy uważali folksdojczów za zdrajców, kolaborantów.
Na zdjęciu widzimy fragment listy folksdojczów z Opatówka. Widać skreślenia, poprawki - lista była na bieżąco poprawiana i uzupełniana. W początkowym okresie wojny niemieccy obywatele w Kraju Warty podzieleni byli na pięć grup: A, B, C, D, E i ten podział obowiązywał aż do wiosny 1941 r. Później zastosowano określenie obywatelstwa za pomocą grup I-IV.
Do grupy I zaliczano osoby osoby czynnie walczące o niemieckość przed 1939 rokiem; osoby II grupy to osoby uważające się za Niemców; osoby pochodzenia niemieckiego spolonizowane, osoby z małżeństw mieszanych, Ślązacy, Mazurzy i Kaszubi (III grupa). Ich jedyną wadą według władz nazistowskich była częściowa polonizacja. Do tej grupy zaliczono ponadto osoby które zawarły związki małżeńskie z Niemcami lub Niemkami. 
Osoby całkowicie spolonizowane stanowiły grupę IV. Według władz hitlerowskich były to osoby współpracujące przed wybuchem II wojny światowej z władzami polskimi, używające języka polskiego, ale przyznające się do niemieckiego pochodzenia. Nie mieli prawa aby służyć w wojsku niemieckim. Gdy zgłaszali się do Wehrmachtu byli wydalani z wojska.

Przynależność do I i II grupy oznaczała uzyskanie niemieckiego obywatelstwa i obowiązek służby wojskowej w armii niemieckiej. Zaliczeni do grupy III i IV otrzymywali tymczasową niemiecką przynależność państwową na 10 lat i w ciągu tych 10 lat mieli udowodnić swoje oddanie dla Rzeszy.
Niemcy zostali sklasyfikowani jako ,,nadludzie" (Übermenschen) lub ,,naród panów" (Herrenvolk), Polacy i Żydzi zaś jako ,,podludzie" (Untermenschen) lub niewolnicy.




Jak to się odbywało: "Najpierw wystąpił przewodniczący zgromadzenia, wy­jaśniając cel zebrania. Potem jakiś oficer polityczny w żółtym mundurze SA-manna wygłosił patriotyczną mowę. Nastąpiło uroczyste wręczenie kilkunastu osobom legitymacji koloru jasnoniebieskiego ze zdjęciami, potwierdzających przynależ­ność do trzeciej grupy narodowościowej. W końcu nastawiono płytę z niemieckim hymnem. Przewodniczący zebrania pod­niósł rękę w hitlerowskim geście, a za nim reszta zgromadzo­nych" za "Wasserpolacken. Jak Polacy w III Rzeszy stawali się Niemcami" https://nowahistoria.interia.pl

Z wpisem na listę folksdojczów wiązały się liczne przywileje: pracując na takim samym stanowisku jak Polak, otrzymywali przynajmniej dwukrotnie wyższe wynagrodzenie, cieszyli się większą swobodą, mieli pozwolenie na posiadanie broni palnej, mogli robić karierę w niemieckiej administracji, otrzymywali niemieckie kartki żywnościowe 1 litr wódki, 1 kg masła, 80 dkg marmolady, 1 kg cukru, 4 kg mięsa, materiały włókiennicze, obuwie.
Pojawiała się jednak zasadnicza niedogodność: mężczyznom wręczano zaświadczenie o gotowości do służby wojskowej i wcielano ich do niemieckiej armii, do Wehrmachtu.

W 1945 roku, po zakończeniu wojny sporządzono w Urzędzie Gminy w Opatówku listę osób pochodzenia niemieckiego. Znalazły się na niej 83 osoby. Folkslista, która zachowała się w kaliskim archiwum liczy znacznie więcej osób. Osoby te zniknęły po wojnie z Opatówka, uciekły lub ewakuowały przed nadejściem frontu rosyjskiego. Uprzednio opróżniając mieszkania wysiedlonych Polaków w których zostali osadzeni. Tak było w przypadku moich wysiedlonych pradziadków.
 Polecam post

Dokumentacja wytworzona w tym celu została przejęta po wojnie i zabezpieczona przez starostwa powiatowe. Akta dotyczące folksdojczów zostały przekazane do Powiatowych Urzędów Bezpieczeństwa Publicznego i posłużyły jako materiał do oskarżenia prokuratorskiego na podstawie dekretu z 28 czerwca 1946 r. Wobec volksdeutschów zastosowano odpowiedzialność karną za odstępstwo od narodowości w czasie wojny. Po wojnie toczyły się sprawy rehabilitacyjne. Należało doprowadzić świadków, którzy potwierdzili okoliczności podpisania listy, brak szkodliwych działań ze strony oskarżonego o zdradę państwa polskiego. Dobrze też było zapisać się do PZPR, co uczyniło wielu volksdeutschów.

Należy powiedzieć, że pomimo wszystko znaleźli się ludzie, którzy nie podpisywali Volkslisty. Narażali się na różnego rodzaju szykany, łącznie z zesłaniem do obozu pracy, lub do obozu koncentracyjnego. 

Źródła:

  • Krzysztof Stryjkowski (Archiwum Państwowe w Poznaniu) AKTA NIEMIECKIEJ LISTY NARODOWOŚCIOWEJ I ICH POZOSTAŁOŚĆ W ARCHIWUM PAŃSTWOWYM W POZNANIU.
  • APK, Zespól: Starostwo Powiatowe w Kaliszu, Wykazy byłych volksdeutschów zamieszkałych na terenie gminy Opatówek, Sygnatura 11/223/0/2/23.
  • Witold Kulesza, Uniwersytet Łódzki, Polacy wpisani na volkslistę a obowiązek służby w Wehrmachcie w świetle wyroków Sądu Specjalnego w Toruniu.

piątek, 8 listopada 2019

Zbrodnia bez kary. Opatówek.

Zbrodnia bez kary. Opatówek.

Opatówek. Moment wysiedlania rodziny. Niemiecki żołnierz dopilnowuje akcji
. Zdjęcie zrobione przez Niemców.DK12 – Mapy Google

Na tym niesamowitym zdjęciu widzimy prawdopodobnie moment osiedlania? czy wysiedlenia ? jakiejś rodziny w Opatówku. Może ktoś z Państwa rozpozna osobę? Akcja rozgrywa się w rynku, przy Placu Wolności, w pobliżu kamienicy moich pradziadków Szalińskich. Niemiecki żołnierz, członek Sonderkommando dopilnowuje czy przygląda się akcji wysiedlenia>

Adres domu na zdjęciu to do wojny Plac Wolności 7, teraz  nr 8,  (dom 1-piętrowy, 11 izb) mieszkał tu Lajzer (Elieser) Tondowski, sprzedawca tekstyliów, ur. 15.06.1875 w Błaszkach (syn Josefa i Gitli z Elsterów ) oraz jego żona Chana (Khana) Tondowska ur. 19.10.1875 w Błaszkach (córka Abrama i Rejli Gelbart) zm. 31.12.1940 w Lublinie. Lajzer (Elieser) Tondowski został zastrzelony 01.09.1939 w Poddembicach. Mieli syna Khaima ur. 1897, zginął,  syna Schmula ur.1899, syna Zwi, ur. 1918, zginął. Mieli córkę Franię, dziecko jeszcze, zginęła. Taka informacja widnieje o nich na stronie Yad Vashem *. Informacje podał ich sąsiad, inny Żyd, Yaakov Feigen.

A co właściwie widzimy na zdjęciu pomoże zrozumieć tekst, który jest fragmentem z książki autorstwa Martina Pollack'a "Śmierć w bunkrze", w której autor, Austriak z pochodzenia dokumentuje działalność swojego ojca dr Geharda Basta, Sturmbannführera SS, funkcjonariusza placówki Gestapo w Linzu, latem 1944 dowodził Sonderkommando 7a, odpowiedzialnym m. in. za zbrodnie na cywilnej ludności Warszawy. 
(...) W kampanii polskiej po raz pierwszy ważną role odgrywały "sekcje interwencyjne policji bezpieczeństwa i SD. "Gestapo na kółkach". Te jednostki złożone z członków gestapo, policji kryminalnej i SD, zostały użyte wcześniej podczas zajmowania Austrii i Czechosłowacji. Miały "ścigać i eliminować elementy wrogie Rzeszy". W Polsce szły krok w krok za walczącymi oddziałami, aby czyścić z wrogich elementów podbite ziemie. Reinhard Heidrich mówił o "narodowym scaleniu ziem" jak akcji wymierzonej w żydostwo, inteligencję, duchowieństwo i szlachtę". T sekcje interwencyjne przeprowadzały gruntownie. Stanowiły mobline szwadrony śmierci, podległe nie dowództwu armii, lecz jedynie Heidrichowi, Himmlerowi i Hitlerowi. A ci chcieli widzieć w przedkładanych im raportach coraz większe liczby. Każdy kto zajmował kierownicze stanowisko w gestapo, musiał liczyć się z tym, że kiedyś zostanie odkomenderowany do sekcji interwencyjnej na Wschodzie. Nikt nie powinien za długo pozostawać w jednym miejscu, aby nie nawiązywał trwałych więzi; niechaj się każdy sprawdzi w oddziale interwencyjnym, w walce narodowościowej poza krajem."

DK12 – Mapy Google. Czy jest to wysiedlana rodzina Tondowskich?

Nazwisk odpowiedzialnych za te zbrodnie nie poznamy już nigdy. To była zbrodnia bez kary. Gazeta donosi, że w Hamburgu w tamtejszym archiwum właśnie zniszczono milion dokumentów, które były istotne do badania zbrodni narodowego socjalizmu. Ci ludzie zniszczyli nasze życie, okradli nasze domy i żyli sobie spokojnie.
Dokumenty zniszczono celowo. Cały czas zacierane są ślady zbrodni.
 
"Gestapo na kółkach". Te jednostki złożone z członków gestapo, policji kryminalnej i SD, zostały użyte wcześniej podczas zajmowania Austrii i Czechosłowacji. Miały "ścigać i eliminować elementy wrogie Rzeszy". W Polsce szły krok w krok za walczącymi oddziałami, aby czyścić z wrogich elementów podbite ziemie.
Wielką wartością dla lokalnej tożsamości są rodzinne archiwa fotograficzne. To spuścizna mająca wiele wartości sentymentalnych, edukacyjnych i historycznych, niosąca dzięki swojej unikalności wielki potencjał. Zdjęcia, idące za nimi wspomnienia, są dobrem kultury, podobnie jak każdy ruchomy lub nieruchomy, materialny lub niematerialny dowód obecności i działalności człowieka. Dziedzictwo historyczne, tradycyjna kultura, obyczaje i specyfika społeczności goszczących zasługują na poszanowanie, a także na wspomaganie ich ochrony i dalszego rozwoju. Zapraszam do wspólnego oglądania, eksplorowania tradycji, zwyczajów, rytuałów, stylu życia, rzemiosł...
Zapraszam wszystkich do przesyłania swoich relacji, wspomnień, skanów zdjęć, dokumentów etc. lub do współredagowania strony https://www.facebook.com/Historia-w-sepii-Opat%C3%B3wek-2248934972093377/