Etykiety

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Feicht Hermann. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Feicht Hermann. Pokaż wszystkie posty

sobota, 18 lipca 2026

Wojenna historia rodziny Spieżów z Cieni Drugiej


autor: Dominika Pawlikowska

 Ścieżkami minionego czasu

 Historia rodu Spieżów zaczyna się w głębi XIX wieku, w świecie, którego mapy wyglądały zupełnie inaczej niż dzisiaj. 
Na straży pamięci o tamtych dniach stoją pradziadowie – Andrzej Spież oraz jego żona, Jadwiga z domu Świątek. To oni dali początek linii, której losy splotły się z burzliwą historią Europy Środkowej. 

  W 1858 roku na świat przyszedł ich syn, Wojciech. W 1858 roku Polska nie istniała jako niepodległe państwo. Ziemie dawnej Rzeczypospolitej były podzielone między trzech zaborców. W 1858 roku Kalisz znajdował się w zaborze rosyjskim, na terenie Królestwa Polskiego (zwanego także Kongresowym), które pozostawało pod panowaniem Imperium Rosyjskiego.
Dorastał w czasach wielkich przemian politycznych i społecznych. 
Gdy wchodził w dojrzały wiek, ustatkował się i w 1895 roku – mając trzydzieści siedem lat – stanął na ślubnym kobiercu u boku ukochanej Franciszki z d. Jaskuła. 
   Wojciech okazał się człowiekiem silnym i długowiecznym; jego oczy widziały narodziny nowej epoki, upadek dawnych imperiów i odrodzenie wolnej Polski. Swoim życiowym doświadczeniem i mądrością dzielił się z innymi. Pełnił funkcję lokalnego społecznika, szerząc oświatę, kulturę i świadomość narodową wśród chłopstwa. Przeżywszy piękne osiemdziesiąt trzy lata, odszedł w mrocznych dniach kolejnej zawieruchy dziejowej, w 1941 roku. 

   19 marca 1892 roku urodził się syn Wojciecha - Józef Spież. To właśnie on, jako pełen energii dwudziestolatek, wyrusza na saksy. Opuścił rodzinne strony i ruszył do Niemiec, by pracować „za Wilusia” czyli pod twardym okiem cesarza Wilhelma, w hucie, kopalni lub na bogatych niemieckich polach na lepszą przyszłość. Powrócił w rodzinne strony, aby odnaleźć swoją przystań. 
Jego serce zdobyła Franciszka z d. Olkiewicz z Mroczek, z którą dzielił resztę swojego życia. Owocem tego związku, a zarazem żywym dziedzictwem tej przedwojennej miłości stają się dzieci.
   Jako pierwszy, w 1928 roku, na świat przychodzi pierworodny syn, Leon. Dwa lata później, w 1930 roku, rodzina świętuje narodziny córki, Janiny. W 1933 roku do rodzeństwa dołącza kolejny chłopiec, Ryszard. 

Józef Spież 1892-45?

   Dopełnieniem tego rodzinnego szczęścia stają się narodziny najmłodszego syna, Józefa, który przychodzi na świat w 1937 roku, gdy nad Europą gęstnieją już czarne chmury kolejnego konfliktu. 
Po wojnie chodził do szkoły w Chełmcach, której kierownikiem był lwowianin Michał Kuźma, a polonistką w tej szkole była jego przybrana córka Ewa Rotter, Żydówka. Uczyła polskiego i geografii. 

   Pan Józef Spież, któremu zawdzięczam tę opowieść, do dziś niesie w pamięć o pracowitym ojcu Józefie, dziadku Wojciechu i dalekich pradziadkach z dziewiętnastego wieku.

 ------------------------------ 
Niespokojne czasy

   Dziadkowie początkowo gospodarowali w Michałowie III. Z czasem Józef Spież dokupił ziemię w Cieni Drugiej i właśnie tam rodzina rozpoczęła nowy etap swojego życia. Gospodarstwo liczyło dziewięć hektarów i dawało nadzieję na spokojną przyszłość, budowaną ciężką, codzienną pracą.

   Wybuch II wojny światowej zastał mieszkańców polskiej wsi w stanie głębokiej niepewności. Nikt nie wiedział, czego spodziewać się po nadchodzących wydarzeniach, ani jaką przyszłość przyniesie wojna. Wielu starszych gospodarzy wspominało jeszcze czasy „za Wilusia”, jak potocznie określano okres panowania cesarza Wilhelma*. W ich pamięci Niemcy pozostali ludźmi niezwykle gospodarnymi, zdyscyplinowanymi i pracowitymi.

   Własne doświadczenia z Niemcami miał również Józef. Doskonale znał Polaków niemieckiego pochodzenia mieszkających w pobliskim Opatówku. Jego niewątpliwym atutem była biegła znajomość języka niemieckiego, która ułatwiała mu codzienne kontakty i pozwalała lepiej rozumieć ludzi po obu stronach granicy kultur.

   Pewnego dnia na podwórzu Spieżów pojawił się niespodziewany gość. Był nim opatówecki rzeźnik niemieckiego pochodzenia o nazwisku Feicht, który przyjechał z bardzo konkretnym zamiarem – chciał odkupić od gospodarzy ich psa. Zwierzę cieszyło się w okolicy wyjątkową sławą. Zachwycało urodą, ale przede wszystkim budziło respekt dzięki swojej czujności i niezwykłym zdolnościom obronnym.

   Feicht przybył w towarzystwie sołtysa Cieni Pierwszej Luggera (pisownia nazwiska niepewna) oraz jeszcze jednego Niemca. Towarzyszył im również jego własny pies. Pewny siebie rzeźnik zwrócił się do Józefa z prośbą, aby spuścił swojego czworonoga z łańcucha.

Józef stanowczo odmówił.

– Jeśli go puszczę, z pewnością zrobi krzywdę pańskiemu psu. Może go nawet zagryźć – odpowiedział spokojnie, doskonale znając odwagę, siłę i instynkt swojego wiernego stróża. Do sprzedaży nie doszło.

------------------------------
Wobec niemieckiej komasacji – utrata ziemi i dorobku życia

   Przed wojną na polskiej wsi dominowały bardzo małe, rozdrobnione gospodarstwa (tzw. karłowate), które z punktu widzenia III Rzeszy były nieefektywne ekonomicznie. 
Wprowadzenie niemieckiego ładu na okupowanych ziemiach polskich niosło ze sobą bezwzględną machinę urzędniczą, która pod pozorem modernizacji rolnictwa – tzw. komasacji, scalania (Zusammenlegung) – brutalnie wysiedlała polskich rolników. 

   Gospodarstwo mające około dziewięciu hektarów uznawano wtedy za średnie, ale dla niemieckich planistów wciąż było ono zbyt małe. 
Aby zwiększyć produkcję, niemieccy urzędnicy rolni łączyli po kilka (np. trzy lub cztery) małe, sąsiadujące ze sobą polskie gospodarstwa w jedno większe, nowoczesne i dochodowe (zazwyczaj o powierzchni 15–30 hektarów). 

    Głównym celem tego procederu nie była jednak pomoc rolnikom, lecz brutalna germanizacja oraz maksymalizacja produkcji żywności na potrzeby armii niemieckiej. Tak przygotowane, nowoczesne i dochodowe jednostki były przekazywane niemieckim osadnikom sprowadzanym z głębi Rzeszy lub z Europy Wschodniej (tzw. Baltendeutsche czy Volksdeutsche). 

   Ten dramat, najsilniej uderzający w ziemie wcielone bezpośrednio do III Rzeszy, stał się również udziałem rodziny Spieżów, których bezpieczny świat runął w momencie, gdy urzędniczy dekret odebrał im dorobek życia na rzecz nowego, niemieckiego porządku.      
Majątek formalnie odebrano dotychczasowym właścicielom (stał się własnością publiczną III Rzeszy), ale proces jego ostatecznego przekazania niemieckiemu osadnikowi jeszcze się nie zakończył. Musieli pracować na ziemi, która przestała być ich własnością. 

   Do kierowania bieżącą pracą wyznaczano Polaka i był nim właściciel sąsiedniego gospodarstwa Stanisław Juszczak. 
Odpowiadał on przed niemieckim nadzorcą rolnym (Landwirtem) za stan techniczny i wyniki produkcyjne gospodarstwa. Był to zabieg czysto pragmatyczny i cyniczny. 
Taki Polak miał status robotnika przymusowego, mimo że pełnił funkcję kierowniczą. 
Nie był już właścicielem – zarządzał własną i cudzą ziemią na rozkaz wroga. 
Dźwigał pełną odpowiedzialność osobistą (pod groźbą obozu koncentracyjnego lub śmierci) za dostarczenie rygorystycznych przymusowych kontyngentów żywnościowych. 
Był potrzebny jako „bufor” – niemiecka administracja wolała, aby to Polak bezpośrednio zmuszał swoich sąsiadów do ciężkiej pracy na nowo powstałym, skomasowanym polu. To rodziło wiele konfliktów i waśni między Polakami. To było też celem okupanta.

   Większość Polaków zmuszonych do pełnienia tej roli znajdowała się w tragicznej sytuacji moralnej, starając się lawirować między bezwzględnymi żądaniami niemieckich urzędników a chęcią pomocy i ochrony swoich sąsiadów (dawnych właścicieli pozostałych dwóch gospodarstw).
Postawieni w tej sytuacji rolnicy nie mieli jednak świadomości, że wszyscy Polacy zostaną stąd z czasem wysiedleni.
   Generalplan Ost  zakładał stworzenie na podbitych terenach Europy Wschodniej specjalnej kasty militarno-rolniczej. Osadnik niemiecki (Wehrbauer) miał być jednocześnie rolnikiem gospodarującym na przydzielonej ziemi oraz uzbrojonym strażnikiem granicy, gotowym do walki ze stawiającą opór ludnością słowiańską.

------------------------------   
Spotkanie wśród zbóż w Cieni Drugiej

   Sytuację rolników dodatkowo komplikował napływ ludzi wysiedlanych z okolicznych gospodarstw. Do domu Spieżów trafiali znajomi i rodzina, mieszkańcy sąsiednich wsi, pozbawieni dachu nad głową i nadziei na bezpieczne jutro.  Jedni zatrzymywali się tylko na krótko – w drodze do krewnych lub miejsc, gdzie mieli rozpocząć nowe życie. Inni na dłużej. Przez półtora roku dawali schronienie rodzinie Nowetów z Sędzimirowic. 

    Gospodarstwo Józefa i jego bliskich stało się dla wielu przystanią w czasie wojennej zawieruchy. Od głodu ratowała ich hodowla królików.

   Pomoc potrzebującym była głównym powodem, dla którego rodzina znalazła się na celowniku okupanta. Józef ukrywał i żywił uciekinierów i uchodźców. Zabił świnię, co w realiach niemieckich przepisów okupacyjnych uznano za przestępstwo.    Został też wydany administracyjny nakaz przeniesienia Spieżów do domu Juszczaka, a Juszczaków do lepszego domu Spiszów. Po jakimś czasie spłonęły zabudowania gospodarcze Spiezów  i Józef zaczął się ukrywać. Domyślał się, że zostanie oskarżony o spowodowanie pożaru. Nie zachowały się w kaliskim archiwum akta Sondergerichtu odnośnie sprawy. Najprawdopodobniej właśnie za zabicie świni bez pozwolenia niemiecki sąd skazał go na rok więzienia. Nie zamierzał jednak oddać się w ręce okupanta. Zdecydował się na ucieczkę, wierząc, że wojna wkrótce dobiegnie końca i uda mu się uniknąć niemieckiej machiny sprawiedliwości. 

   Przez ponad rok ukrywał się za Rajskiem, w Oszczeklinie, u swojej siostry Stanisławy Matuszak. Tymczasem na gospodarstwo Spieżów niemal codziennie przychodzili żandarmi. Rodzina żyła w ciągłym strachu – była przesłuchiwana, szykanowana, a nierzadko także bita. Z czasem również pobyt w Oszczeklinie stał się zbyt niebezpieczny.

  Do rodzinnego domu Józef nie odważył się wrócić. Mimo to znalazł sposób, by choć na chwilę zobaczyć swoich najbliższych. Jego syn, również Józef, po latach wspominał niezwykłe spotkanie z ojcem na polu w Michałowie Drugim. Miał wówczas około czterech lat i nie pamiętał już dobrze twarzy ojca. Powiedziano mu jedynie, że odwiedził ich „wujek”.

   Obraz tamtego dnia pozostał jednak w jego pamięci na całe życie. Pośród dojrzewającego zboża zobaczył mężczyznę trzymającego w ustach coś na kształt drewnianej fajki – fifkę do papierosów. Chłopiec spojrzał na nieznajomego i z dziecięcą szczerością powiedział:

– Mój tata też miał taką fajeczkę.

Mężczyzna nie potrafił ukryć wzruszenia. Rozpłakał się.

   15 letni syn Józefa Leon pracował 1943-45 w Michałowie Drugim u Niemca Frykowskiego. Gospodarstwo miało około 15 hektarów. Wywłaszczono rolnika i na jego miejsce przyjechała rodzina Frykowskich, pochodząca prawdopodobnie z Łotwy. Żona Frykowskiego wyjeżdżała zimą do Argentyny. Latem do Michałowa przyjeżdżali goście z Argentyny. Mieli dorosłego syna o imieniu Latys, który był w wojsku. Ożenił się z sąsiadka Niemka Emmą Kaus. Gdy zbliżał się front rosyjski zarządzono ewakuację na Zachód. Frykowscy zmusili Leona do powożenia wozem na który zapakowali najpotrzebniejsze rzeczy między innymi żywność: bańki od mleka ze smalcem. Którejś nocy, gdy Niemcy spali, Leon uciekł o powrócił do domu.

------------------------------   

Aresztowanie

   Matka od najmłodszych lat wpajała dzieciom, jak wielką wagę ma milczenie. Powtarzała im, że choćby Niemcy „solili”, nie wolno powiedzieć ani jednego słowa o ojcu ani o tym, gdzie się ukrywa. Od tej dziecięcej dyskrecji mogło zależeć życie całej rodziny.

   W grudniu 1943 roku Józef ponownie odwiedził rodzinę w Cieni Drugiej. Nie mógł już przebywać w Oszczeklinie. Żona z dziećmi była już przeniesiona do domu Juszczaków. Ukryto go więc tam w niewielkim schowku pod podłogą, który miał stać się jego ostatnią nadzieją na ocalenie. Nadzieja ta okazała się jednak złudna. Sieć konfidentów była już zbyt rozbudowana, a żandarmi doskonale wiedzieli, gdzie i kogo szukają. Otoczyli gospodarstwo i bez wahania skierowali się do kryjówki.

   Mały Józiu, niespełna sześcioletni chłopiec, na zawsze zachował w pamięci tamte chwile. Gdy dom otoczyli niemieccy żandarmi dziecko posadzono na skrzyni ustawionej nad wejściem do schowka w którym ukrywał się ojciec, przykrytym samodziałowym dywanikiem. Jeden z żandarmów brutalnym uderzeniem w głowę strącił Józia ze skrzyni. W następnej chwili wyciągnięto ojca ze skrytki. Potem już z podwórza rozległy się przerażające krzyki i jęki ojca. Bezlitośnie wyprowadzono go z gospodarstwa i popędzono do Opatówka na ulicę Kościelną, gdzie na plebanii urządzono żandarmerię. 

   Umieszczono go na rok w więzieniu w Sieradzu, gdzie odsiedział wyrok. Tam odwiedziła go żona Franciszka. 

Żona zamordowanego Józefa Spieża - Franciszka z d. Olkiewicz z Mroczek.
Nie wyszła ponownie za mąż, poświęciła się samotnemu wychowaniu dzieci. 
Pochowana w Opatówku.


Polakom nie wolno było podróżować, więc pomógł jej zakupić bilet Ukrainiec Tomek pracujący w gospodarstwie Niemki w Michałowie Trzecim, która nazywała się Kaus. Jej mężem był Latys Frykowski (chodził w czarnym mundurze, może ss-mann?)

  Ostatnim śladem życia Józefa była wiadomość do żony:

List Józefa Spieża z więzienia w Sieradzu. 
Sieradz, 18 października 1944 r.

Oto treść listu przepisana na współczesny język polski:


Sieradz, 18 października 1944 r.

Najukochańsza Żono i wy, moje kochane dzieci!

  Jest mi i było bardzo przykro, że spóźniłaś się, przebywając tak kawał drogi, przez co nie mogliśmy nawet ze sobą porozmawiać. Nie mogłem też niczego od Ciebie odebrać, ponieważ mieliśmy bardzo złego strażnika [wachmana], a Leon był tutaj tylko w poniedziałek.
Teraz mamy drugiego strażnika – to będzie w dwunastego, we wtorek. Jeśli tylko będziesz mogła przyjść, to bardzo Cię proszę, przyjdź. Nie wiem bowiem, czy jeszcze będziemy mogli się zobaczyć, ponieważ wywożą nas transportem w nieznane miejsce. Dlatego prosiłbym Cię, moja najukochańsza Żono, oraz was, moje kochane dzieci – bardzo Was o to proszę. Ja, Twój mąż, najpierw całuję Ciebie, kochana Żono, a także was, moje kochane dzieci. Ten nowy strażnik będzie z nami chodził przez dwa tygodnie.
Bardzo Was więc proszę, abyście nie odmówili mojej prośbie. Wiem o tym bardzo dobrze, że jest Wam ciężko i trudno, ale może Pan Bóg pozwoli mi kiedyś powrócić do domu, to wtedy Wam się odwdzięczę i będę dla Was pomocą. Prosiłbym Was więc jeszcze raz, abyście załatwili to w taki sposób, żebyśmy mogli się zobaczyć. Chciałbym jeszcze raz z Tobą, o kochana Żono, porozmawiać. Było mi bardzo przykro – sama przecież widziałaś, jak to wyglądało. No ale co ja miałem zrobić, skoro nie dało się nic ugrać [ze strażnikiem] Dlatego jeszcze raz o to proszę: przyjdźcie jak najprędzej. Jak tylko otrzymasz ten list, to zaraz przyjdź w poniedziałek. A gdybyś nawet nie mogła przynieść nic innego do jedzenia, to przynieś chociaż suchego chleba z naszego domowego wypieku. Żyjemy tutaj w trójkę, dzielimy się wszystkim i wspólnie sobie pomagamy. Prosiłbym Cię też, moja kochana Żono, oraz was, moje dzieci: przynieście mi trochę sacharyny. Mamy tutaj stałe wyżywienie i gorzką kawę, a tak mógłbym ją sobie po trochu osłodzić.

  List Józefa powstał w momencie, gdy więźniowie żyli w ciągłym strachu przed „transportem w nieznane” – wywózką do obozów koncentracyjnych w głębi Rzeszy. Kilka miesięcy później, w styczniu 1945 roku, tuż przed wkroczeniem Armii Czerwonej, Niemcy dokonali krwawej likwidacji więzienia, rozstrzeliwując na miejscu ostatnich osadzonych.

 Po odbyciu kary w Sieradzu nie został zwolniony. Pojawiały się pomówienia i kolejne donosy sąsiadów. Kiedy Józef się ukrywał przed aresztowaniem spaliły się budynki gospodarcze Józefa i podejrzenie padło na niego. 


------------------------------   

Masakra w więzieniu

   Dalej prawdopodobnie przewieziono go do Radogoszczy - Rozszerzone Więzienie Policyjne” (niem. Erweitertes Polizeigefängnis, Radegast). Nigdy stamtąd nie wrócił.  

  Co się stało w więzieniu z Józefem zrelacjonował rodzinie po wojnie, przebywający w tym samym czasie w tym więzieniu Franciszek Juszczak (ur. 18.01.1914, syn Józefa (brat Stanisława  - sąsiada Spieżów) i Katarzyny, wg źródła jakim jest strona www.straty.pl był na robotach przymusowych w okolicach Sieradza i tam został za coś aresztowany; straty.pl: był więziony w Łodzi: ul. Sterlinga, ul. Kilińskiego oraz Radogoszcz - do 19-01-1945). 

   Wspominał, że widział Józefa w tym więzieniu w grudniu 1944. Rzekomo był bardzo wycieńczony, wchodził z trudnością po schodach i wspierali go inni więźniowie. Prawdopodobnie w IV kwartale 1944 r. kierownictwo łódzkiej policji, przy współudziale miejscowego Gestapo (lub odwrotnie), w obliczu jeszcze stojącego na linii Wisły frontu wschodniego (Armia Czerwona) zajęły się problemem więźniów na tym terenie. Co z nimi począć gdyby Rosjanie mieli zająć miasto. 
    Z 17 na 18 stycznia 1945 roku w nocy rozpoczęła się masakra. Rozpoczęto ją od wymordowania więźniów funkcyjnych, a następnie rozstrzelania więźniów w sali nr 1 budynku głównego. Kiedy oprawcy napotkali na opór więźniów następnych sal, podpalili je we wczesnych godzinach rannych 18 stycznia, ustawiając się dookoła i strzelając do ratujących się wszelkimi sposobami więźniów. W następnych godzinach trwało poszukiwanie jeszcze żyjących i dobijanie ich. Masakrę przeżyło ok. 30 więźniów, którym udało się ukryć podczas ludobójczej masakry 
Wśród nich był Franciszek Juszczak. Relacjonował on, że Józef poniósł śmierć właśnie w wyniku serii z automatu puszczonej w celi przez Niemców. Zamieszczam linka do filmu w reżyserii Michała Walczaka poświęconego zbrodni na Radogoszczu, w którym Franciszek Juszczak osobiście opowiada o przebiegu masakry: Zbrodnia w Radogoszczu

Ucieczkę Franciszka i o tym, jak udało mu się przeżyć masakrę opisze w kolejnym poście.
Biblioteka zamieściła wspomnienie Romualda Rogozińskiego, oparte na relacji Franciszka Juszczaka zarejestrowanej na taśmie magnetofonowej. Tekst ukazał się pierwotnie w czasopiśmie „Opatowianin”, lipiec–sierpień 1996 r. Franciszek Juszczak - człowiek, który przechytrzył śmierć Romuald Rogoziński

------------------------------   

Ocalić człowieczeństwo


    Historia rodziny Spieżów jest świadectwem tego, że nawet w najciemniejszych czasach można było zachować człowieczeństwo. W latach wojny ich dom stał się miejscem schronienia dla prześladowanych, wysiedlonych i poszukiwanych. Nie kierowała nimi chęć zysku ani oczekiwanie wdzięczności. Pomagali, bo tak nakazywało sumienie.
   Każda decyzja o udzieleniu pomocy wiązała się z ryzykiem utraty wszystkiego – gospodarstwa, wolności, a przede wszystkim życia. Mimo to nie zamknęli drzwi przed potrzebującymi. Dzielili się tym, co mieli, ukrywali ludzi, dawali nadzieję tym, których wojna pozbawiła domu i bezpieczeństwa.
   Cena tej odwagi okazała się ogromna. Aresztowanie Józefa Spieża i jego tragiczna śmierć pozostawiły rodzinę z bólem, którego nie dało się ukoić. Wojna zabrała ojca, męża i gospodarza, ale nie zdołała odebrać najcenniejszego – wartości, którymi kierował się do ostatnich chwil życia.

   Po latach wspomnienia syna stały się bezcennym świadectwem tamtych wydarzeń. Dzięki nim pamięć o Józefie Spieżu i jego rodzinie przetrwała, przypominając kolejnym pokoleniom, że historia nie składa się wyłącznie z wielkich bitew i politycznych decyzji. Tworzą ją przede wszystkim zwykli ludzie, którzy w niezwykłych czasach potrafili zdobyć się na niezwykłą odwagę.

    Losy rodziny Spieżów są opowieścią o poświęceniu, odpowiedzialności i cichej bohaterstwie. To historia, która pokazuje, że prawdziwa odwaga rodzi się nie z braku strachu, lecz z gotowości, by mimo niego stanąć po stronie dobra. Dzięki takim ludziom, choć wojna pozostawiła po sobie cierpienie i śmierć, ocalało to, co najważniejsze – ludzkie sumienie i pamięć.

Post scriptum 
Wysłałam zapytanie o Franciszka Juszczaka i Józefa Spieża do Muzeum Tradycji Niepodległościowych w Łodzi, Oddział Martyrologii Radogoszcz i otrzymałam wyczerpującą odpowiedź od pani doktor Ludwiki Majewskiej, która napisała że Józef Spież mógł nie zginąć na Radogoszczu i że dalsze poszukiwania warto skierować na dokumentację więzienia w Sieradzu. Znaczną część dokumentacji więzienia w Sieradzu przechowuje archiwum państwowe w Dreźnie i istnieje szansa, że zachowały się materiały dotyczące Józefa Spieża i Franciszka Juszczaka. Niezwłocznie tam napiszę.



*Wilhelm II (Friedrich Wilhelm Viktor Albert; 27 stycznia 1859 – 4 czerwca 1941) był ostatnim cesarzem niemieckim od 1888 roku aż do swojej abdykacji w 1918 roku. Jego upadek oznaczał koniec Cesarstwa Niemieckiego oraz 400-letniego panowania dynastii Hohenzollernów nad Prusami.

niedziela, 31 grudnia 2023

Aresztowanie volksdeutschów w Opatówku wrzesień 1939.

 C.d postu: Wirtualne Muzeum. Historia w sepii. : Wójt Opatówka w czasie okupacji - Pniok

W poprzednim poście przedstawiłam dokument z nazwiskiem wójta Opatówka w czasie okupacji - niejakiego Pnioka, prawdopodobnie nie pochodził z okolic, przyjechał pewnie na polecenie Niemców. W swoim piśmie Pniok odpowiada na pytanie czy w Opatówku są groby aresztowanych volksdeutschów. O co chodzi w tym piśmie, o jakie wydarzenie? 

Otóż w dniach 1-4 września 1939 polskie wojsko i kontrwywiad aresztowały osoby niemieckiego pochodzenia podejrzewane o sprzyjanie Niemcom. Aresztowani zostali Eduard i Hermann Feicht (syn i ojciec). Edward został aresztowany na dworcu i niebawem zwolniony ponieważ wstawił się za nim Kazimierz Leśniewicz. Podczas aresztowania nikt nie zginął. W innych miejscowościach dochodziło podczas aresztowań do strzelaniny i zabójstw np. we wsi Dębe. Wszyscy aresztowani wrócili niebawem do domów, ponieważ z powodów wydarzeń wrześniowych, szybko posuwającego się frontu,  doprowadzenie ich do miejsca internowania było niemożliwe. 

Hermann Feicht był mistrzem rzeźnickim i posiadał sklep w rynku. Więcej tutaj https://historiawsepii.blogspot.com/2019/05/opatowek-1940.html
Był też prezesem Związku Strzeleckiego i jednym z inicjatorów budowy Pomnika Wolności na rynku. Co musi budzić ogromne zdziwienie, ponieważ większość aresztowanych z list proskrypcyjnych w 1940 znalazła się na nich właśnie z powodu chociażby działalności w Sokole lub Związku Strzeleckim. A tu Niemiec był prezesem Związku Strzeleckiego! Jak wilk wpuszczony do stada owiec. Jaki wniosek płynie z tego faktu dla nas? Że jednak my, Polacy, jesteśmy naiwni.
Podczas spisu powszechnego przeprowadzonego w 1936 w Opatówku nikt nie zadeklarował narodowości niemieckiej, ale już 3 lata później okazało się, że jest ich ponad 400, ponieważ tylu podpisało volkslistę.
Feicht z synami i pracownikami przed sklepem

W dokumencie widzimy adres Feichtów (dom mieszkalny i masarnia): Marktplatz 11, czyli Rynek 11, obecnie Plac Wolności. Edward czyli Eduard aresztowany 2 września na dworcu, tego samego dnia wypuszczony, Hermann aresztowany dwa razy - 3 września, zwolniony i ponownie aresztowany w Marchwaczu 4 września, zwolniony 5 września.

Synowie Feichta 1943

Po kliknięciu w link pod zdjęciem dokument otworzy się w całej okazałości.
Pismo przewodnie z nakazem przysłania nazwisk internowanych volksdeutschów:

Kliknij, aby powiększyć

Sporządzona lista aresztowanych volksdeutschów, między innymi z Opatówka/Spatenfelde:

Aresztowani z Opatówka: Herman Feicht, Eduard Feicht
Jednostka - Szukaj w Archiwach

C.d. strony:
Jednostka - Szukaj w Archiwach

Gdy wrócili do domu zemścili się na osobach, które były podejrzewane z kolei o wrogą postawę wobec Niemców, jak np. na Janie Jabłkowskim, ur. 04.11.1918 w Opatówku, rzeźniku. Niemcy napisali o nim na liście proskrypcyjnej: "rzucał kamieniami w uwięzionych folksdojczów, znienawidzony przez miejscowych Niemców". Deportowany do Dachau, w księdze Dachau zapisany jako Karl, przybył do Dachau 26.04.1940, nr obozowy 6288, zwolniony z obozu 28.05.1941 roku.

Więcej o Feichcie i jego rodzinie w poście: Gdy Opatówek został "Spatenfelde".


Dominika Pawlikowska





piątek, 3 maja 2019

Hermann Feicht. Opatówek. Plac Wolności 5. Sklep rzeźniczy.


autor: Dominika Pawlikowska

Dlaczego  w ogóle piszę o  Hermannie Feichcie  (09.03,1895) ? Bo to człowiek, za sprawą którego mój dziadek Marian Wiewiórkowski wraz z kilkunastoma innymi opatowianami został zamordowany po roku niewyobrażalnych tortur w niemieckim obozie koncentracyjnym Mauthausen-Gusen na terenie Austrii. (post: Listy proskrypcyjne dla okręgu Kalisza)

Zdjęcie przedstawia wnętrze sklepu Niemca Feichta, rzeźnika.
Znalazło się w albumie dziewczynki ze zdjęcia, siostry mojego dziadka Mariana, Zofii Wiewiórkowskiej. Wykonane ok. 1940. Opatówek, wówczas Spatenfelde.

Jest to przykład zadomowionego, spolonizowanego Niemca, który podczas spisu powszechnego w 1936 roku nie wykazał niemieckiego pochodzenia, tylko stwierdził, że jest Polakiem. Tak postąpili wszyscy opatóweccy Niemcy czy osoby niemieckiego pochodzenia. 
Spis z z 1936 nie wykazał ani jednego Niemca zamieszkującego w Opatówku! (Żródło:1)
W gminie Ceków niemiecką narodowość zadeklarowało 2352 osoby, w gminie Iwanowice 917, w gminie Koźminek 163, w gminie Zbiersk 1120, w gminie Marchwacz 90, a w Opatówku nikt ! 
Mimo, że Niemcy osiedlali się tu chętnie, między innymi 500 niemieckich tkaczy sprowadził  do swojej fabryki sukna  w Opatówku Adolf Fiedler i wielu z nich tu pozostało, założyło rodziny. W Opatówku są jeszcze rodziny skoligacone z Feichtami.
Feicht może służyć za przykład, kim byli ci, których określano "piątą kolumną". Jak niebezpieczni byli ludzie, stając się wobec ideologii nazistowskiej najpierw utajonymi, a później jawnymi stronnikami nieprzyjaciela, służącymi w początkowej fazie wojny jako szpiedzy. 
Z dokumentów znalezionych w archiwum wiem, że w jeszcze w 1929 posiadał część kamienicy na rogu ulicy Łódzkiej, przy Placu Wolności, więc doskonale znał moją rodzinę, ponieważ od 1934 część kamienicy i restauracja (na zdjęciu poniżej restaurację przesłania wielka flaga Rzeszy) należała do pradziadków Szalińskich. 

Część kamienicy należała do Feichta, na co wskazują zapisy w księdze nieruchomości.
Zdjęcie szacuję na lata 1939/40.

Po wejściu Niemców do Opatówka Feicht i jego rodzina podpisali volkslistę, czyli znaleźli się na liście osób, które po wybuchu wojny zadeklarowały swoją niemieckość. Otrzymali bardzo wysoką kategorię B czyli – Deutschstämmige (niem. pochodzenia niemieckiego) – osoby przyznające się do narodowości niemieckiej, posługujące się na co dzień językiem niemieckim, kultywujące kulturę niemiecką. Volkslista znajduje się w Archiwum Państwowym w Kaliszu (2). Jest na niej cała rodzina Feichtów: Hermann, Martha 2x, Georg, Eduard 2x, Emil, Alfred, Natalie, Karoline. W sumie 10 osób.
Post o folksdojczach w Opatówku tutaj.
Hermann Feicht wynajmował lokatorom mieszkania w swojej części kamienicy przy Placu Wolności, w jego księdze podatkowej z 1929 roku są lokatorzy o polskich i żydowskich nazwiskach.
Pod koniec wojny był już bardzo bogatym człowiekiem. Posiadał: dom mieszkalny 6-cio izbowy, parterowy przy ulicy Łódzkiej 34.


 Miał też dom mieszkalny i urządzenia masarni przy ulicy Plac Wolności 11. 

DK12 – Mapy Google Dom i rzeźnia Hermanna Feichta dzisiaj. Plac Wolności 11 (wtedy nr 5)
Za komuny znajdował się tam sklep mięsny, który wspominam jak koszmar dzieciństwa.
Ludzie bili się tam o mięso na kartki. Obok dom innego nazisty - Dreschera, piekarza.

Pierwsze zdjęcie z tego posta przedstawia wnętrze sklepu, w nim Zosia Wiewiórkowska, siostra mojego dziadka, jako sprzedawczyni i Hermanna Feichta, rzeźnika. Zosi, tak jak wszystkim Polakom groziło wywiezienie na roboty do Niemiec. Artur Greiser postanowił zewidencjonować wszystkie osoby zdolne do pracy w tzw. ,,Kraju Warty" w celu jak największego wykorzystania polskiej siły roboczej. Dlatego już we wrześniu i październiku 1939 cały okręg został pokryty siecią urzędów pracy. Od razu przystąpiono do rejestrowania ludności polskiej w wieku 14-60 (w niektórych miejscowościach nawet do 70) lat. Polacy zostali zmuszeni pod groźbą surowych sankcji do zgłoszenia się we wskazanym terminie do urzędu pracy, a następnie do podjęcia w trybie natychmiastowym każdej wskazanej im pracy. Robotnicy przymusowi byli imiennie wzywani do urzędów pracy, gdzie dowiadywali się o decyzji wysłania ich na roboty do Niemiec, terminie wyjazdu oraz miejscu zbiórki. Transport do ,,Starej Rzeszy" odbywał się w wagonach osobowych lub towarowych pod eskortą. Ani robotnicy, ani ich rodziny, w momencie wyjazdu nie znali dokładnego miejsca przeznaczenia.
Zosia była jedynym z pięciorga dzieci Stanisława i Leokadii Wiewiórkowskich, które było jeszcze w domu. Trzej bracia byli już w obozach, więc rodzice robili wszystko, żeby Zosia nie została wywieziona gdzieś w głąb Niemiec. Wykorzystując znajomość z Feichtem, wręczyli mu łapówkę, aby zatrudnił Zosię, lat 15, w swoim sklepie. Niebawem właściciel sklepu pokazał swą prawdziwą twarz i zachował się niegodnie wobec dziewczynki, za co dostał w twarz, a  jego okulary spadły na podłogę. Do końca wojny musiała się ukrywać. Za uderzenie Niemca trafiało się do obozu. Zosi poświęciłam osobny post https://historiawsepii.blogspot.com/2018/05/zofia-wiewiorkowska-walecka.html
Później Feicht stał się posiadaczem domu mieszkalnego, masarni i sklepu przy ulicy Plac Wolności 11 (wtedy nr 5). Wyeliminował konkurencję, między innymi kuzyna mojego dziadka, również rzeźnika, Aleksandra Wiewiórkowskiego, który wraz z moim dziadkiem znalazł się na stworzonej przez żandarmerię i miejscowych volksdeutschów, w tym Feichta, liście proskrypcyjnej – wrogów Rzeszy i został deportowany do KL Dachau. Na liście znajduje się wielu rzeźników, ponieważ w ten sposób lokalni Niemcy eliminowali konkurencję i odcinali ludność polską od żywności. Aleksander Wiewiórkowski przeżył gehennę 5 lat w obozie, a po powrocie powiedział przy świadkach, że do jego katorgi przyczynił się Hermann Feicht.

Hermann Feicht trzeci od prawej, pierwszy od lewej jego syn Eduard (ur. 24.03.1923). Był zakochany w nazistowskiej ideologii i nosił mundur SA, poległ pod Stalingradem 01.01.1943.
Trzeci od lewej syn Georg.
Rok 1940. Sklep przy ulicy Plac Wolności 11 (wtedy nr 5)

Niestety, nieszczęście posiadania domu obok rodziny Feichtów miała rodzina opatóweckich Żydów Tondowskich. Przy Placu Wolności 7, teraz  nr 8,  (dom 1-piętrowy, 11 izb) mieszkał Lajzer (Elieser) Tondowski, sprzedawca tekstyliów, ur. 1877 w Błaszkach (syn Josefa i Gitli z Elsterów ) oraz jego żona Chana (Khana) Tondowska ur. 1880 w Błaszkach (córka Abrama i Rejli Gelbart) zm. 31.12.1940 w Lublinie. Lajzer (Elieser) Tondowski został zastrzelony 01.09.1939 w Poddembicach. Mieli syna Khaima ur. 1897, zginął,  syna Schmula ur.1899, syna Zwi, ur. 1918, zginął. Mieli córkę Franię, dziecko jeszcze, zginęła. Taka informacja widnieje o nich na stronie Yad Vashem *. Informacje podał ich sąsiad, inny Żyd, Yaakov Feigen.

Wielu opatowian nie zna tej historii, uważają Feichta za "zwykłego" Niemca, a to był człowiek, który w obliczu wojny stal się gorliwym nazistą.  A kim był przed wojną? 
Dowiadujemy się tego ze wspomnień Stanisława Salamona "Pomnik Wolności w Opatówku":
Ambitni opatowianie marzyli o okazalszym pomniku. Z inicjatywą jego budowy wystąpił Związek Strzelecki. Powołano Komitet Budowy Pomnika. W skład jego weszli: Herman Feicht - prezes Związku Strzeleckiego, który przywiózł wizję pomnika z Białostoczczyzny, Władysław Tatarczan - komendant Związku, kierownik Szkoły Powszechnej w Opatówku, Stanisław Salamon - sekretarz Związku, Adolf Ploetzke - dyrygent orkiestry strzeleckiej, nauczyciel oraz Zygmunt Mańka i Stefan Cichy.
We wspomnieniach Jana Pogorzelca z Opatówka czytamy:
"Niemcy postanowili rozebrać pomnik z popiersiem Józefa Piłsudskiego, który został zbudowany dla upamiętnienia odzyskania niepodległości przez Polskę. Pracę tę wykonali Żydzi. Jednym z inicjatorów budowy tego pomnika był Niemiec Herman Feicht. Dlatego obiecał Żydom nagrodę za odnalezienie i przekazanie w jego ręce butelki zamurowanej pod pomnikiem, w której znajdował się akt erekcyjny z jego podpisem. Żydzi znaleźli i oddali mu "kompromitującą" butelkę".

W 1928r. wzniesiono na Rynku kamienny kopiec z marmurową tablicą upamiętniającą 10 rocznicę odzyskania niepodległości przez Polskę. W 1931r. z inicjatywy Związku Strzeleckiego powstał nowy pomnik w formie kolumny, na której umieszczono medalion z popiersiem Józefa Piłsudskiego. Na szczycie i wokół umieszczono ozdobne kule. Pomnik został rozebrany na polecenie okupantów niemieckich na początku II wojny światowej. Za: Fotopolska.

A więc był inicjatorem budowy pomnika marszałka! chciał uchodzić za polskiego patriotę! Był członkiem, a nawet prezesem opatóweckiego "Związku Strzeleckiego".
Przed 1 września uaktywniły się  bojówki Selbstschutzu, rekrutujące się z członków nazistowskich organizacji mniejszości niemieckiej, prowadzące akcje sabotażowe na ziemiach polskich. W ten sposób mniejszość niemiecka chciała wspomóc działania armii. 
We wrześniu Feicht okazał się dywersantem i wraz z synem Eduardem został aresztowany przy polskie wojsko 2 września 1939. Po wstawieniu się za nimi opatowianina Leśniewicza, który później został aresztowany w kwietniu 1940 wraz z moim dziadkiem i  zamordowany w obozie Mauthausen-Gusen, Feichtowie zostali wypuszczeni. Źródło: Gene 2015: KALISZ - 1939 (genemil2015.blogspot.com)(3)
  1. Feicht Eduard , Fleicherlehr.,23.03.1923 , Spatenfelde , > 02.09.1939 , Bahnhof Spartenf.< 02.09.
  2. Feicht Hermann , Fleichermei. , 09.03.1895 , Spartenfelde , > - // - < 05.09.1939
Sam Feicht napisał potem o tym wydarzeniu, w liście w obronie Leśniewicza, który przebywał w obozie Gusen, tak:
"3 września 1939 roku ostatnie polskie oddziały zbrojne zatrzymały mojego szesnastoletniego syna Eduarda na dworcu w Opatówku / Spatenfelde i uznały go za szpiega, ponieważ pochodzi z niemieckiej rodziny.
Został związany i następnym pociągiem miał zostać wysłany do Łodzi. Tam miał zostać zastrzelony. 
Z tego niebezpieczeństwa uratował go Kazimierz Leśniewicz, który powiedział, że mój syn nie jest szpiegiem, ze on się mylą i powiedział, że ręczy głową za mojego syna. Za te słowa został pobity przez polskiego oficera, ponieważ to było przestępstwem, wziąć pod ochronę niemieckie dziecko. Jednak Leśniewiczowi przyszli z pomocą inni koledzy i mój syn został wypuszczony. Tylko Leśniewiczowi zawdzięczam, że mój syn żyje. I chociaż jest on Polakiem, to zawsze z nami, Niemcami, żył dobrze i nigdy nie działał przeciwko nam. 
Zasłużył na to, aby teraz został uwolniony". 
Na cmentarzu w Opatówku, w jego ewangelickiej części, zachował się grobowiec Feichtów, z pochowkiem z 1909.
Syn Feichta Eduard ur. 24.03.1923 poległ pod Stalingradem 01.01.1943.

Cmentarz w Opatówku, jego ewangelicka część,
zachował się grobowiec Feichtów, z najstarszym pochówkiem z 1909.
Być może były starsze, ale zatarł je czas.

Hier ruht in Got, Kristine Magdalene Feicht,geb. Pflilpp , geb. 19.Jun.1863, gest.17.Octob.1909.
Reihnhold Feicht, geb.3 Febr, gest.3 Januar 1923. 
Tu spoczywa w Bogu Kristine Magdalene Feicht, z domu Pflilpp 

Z powodu zbliżających się Rosjan w styczniu 1945 zaczęli się pakować na wozy. Załadowali cały dobytek i uciekli. Bawi mnie bajeczka o tym, że rzekomo uciekający z Opatówka Niemcy wraz z wozami potopili się na zamarzniętej rzece, ponieważ załamał się pod nimi lód. Rozpowszechniali taką informację, żeby ich nikt nie szukał. 
Feichtowie  w latach 80-tych czy 90-tych spacerowali po Opatówku i szukali śladów swoich "korzeni". Niechaj rodzina im przekaże, że je opisałam, żeby już nie musieli szukać. 

  1. APK, Zespól: Starostwo Powiatowe w Kaliszu, Referat Bezpieczeństwa: przepisy i okólniki w przedmiocie bezpieczeństwa i porządku publicznego, wybory Sejmu i Senatu, sprawozdania sytuacyjne starosty, nadzór nad organizacjami politycznymi, społecznymi i zawodowymi, strajki, nadzór nad prasą i drukarniami, zebrania publiczne, Straż Obywatelska, przestępczość kryminalna, cudzoziemcy, policja budowlana, zezwolenia na broń, włóczęgostwo (sygn. 53-190, 567-587, 589-599; 1918-1939)
  2. APK, Zespól: Starostwo Powiatowe w Kaliszu, Wykazy byłych volkdeutschów zamieszkałych na terenie gminy Opatówek, Sygnatura 11/223/0/2/23
  3. Dokument elektroniczny: Gene 2015: KALISZ - 1939 (genemil2015.blogspot.com)
  4. Wspomnienia Jana Pogorzelca z Opatówka.
  5. Dokument elektroniczny: Central DB of Shoah Victims' Names (yadvashem.org)
  6. Wspomnienia Stanisława Salamona "Pomnik Wolności w Opatówku"
  7. Wspomnienia Jana Pogorzelca z Opatówka 
Post powiązany:



czwartek, 1 listopada 2018

Niewysłany list. Wspomnienie o Kazimierzu Leśniewiczu (16.I.1916 - 19.III.1941).

autor: Dominika Pawlikowska


Przy okazji spisywania historii rodzinnych, napotykam na inne informacje, które warte są zainteresowania i poszerzają obraz przedwojennej i wojennej historii Wielkopolski i Opatówka. Interesują mnie losy innych osób, które wraz z moim dziadkiem znalazły się liście proskrypcyjnej, osób, które padły ofiarą nazistowskiego terroru, przeznaczonych do aresztowania i wymordowania.

Brakowało mi bliższych informacji o Kazimierzu Leśniewiczu (16.I.1916 r. - 19.III.1941r.).

Kazimierz Leśniewicz (16.I.1916 r. - 19.III.1941r.)

Odwiedziłam państwa Antczaków z Opatówka, którzy spokrewnieni są z Kazimierzem Leśniewiczem, aresztowanym wraz z moim dziadkiem wiosną 1940 roku i zamordowanym w obozie Mauthausen podobóz Gusen. Wspólne tragiczne przeżycia bardzo zbliżyło nasze rodziny.
Kazimierz Leśniewicz znalazł się na lokalnej liście proskrypcyjnej wraz z moim dziadkiem Marianem Wiewiórkowskim oraz pozostałymi członkami mojej rodziny.
Napisano o nim: "Uchodzi za fanatycznego Polaka i jest przeciwnikiem niemieckości. Jest mądry na tyle, aby nie upubliczniać swojego antyniemieckiego nastawiania. Jednak uchodzi za człowieka, który potajemnie judzi przeciwko niemieckości".
Na tę postawę wrogą niemieckości nie było dowodów, były tylko domysły i insynuacje. Pomówienie.
I za to, ten 24-latek został wywieziony do jednego z najstraszliwszych obozów koncentracyjnych Mauthausen i jego podobozu Gusen, katowni polskiej inteligencji, drugiego Katynia.  Czym był obóz Gusen, znajdujący się na terenie Austrii, można przeczytać tutaj: O obozie Gusen.


Fragment listy proskrypcyjnej z nazwiskiem opatowianina Kazimierza Leśniewicza

W dokumentach odnajdujemy list matki Kazimierza, pani Adeli do niemieckich władz Kalisza:

List matki, Adeli Leśniewicz, do kaliskiego landrata
z prośbą o uwolnienie syna

"Mój syn został uwięziony 15 kwietnia. w domu pozostałam ja,  stara matka, w  tym ciężkim położeniu zwracam się do pana landrata o jego uwolnienie, ponieważ nigdy nie zajmował się politycznymi sprawami, co zaświadczają miejscowi volksdeutsche i jest naszym jedynym synem, który nas żywi, ponieważ mój mąż, który ma 62 lata jest od 10 lat inwalidą...

W moich poprzednich postach pisałam już o zamieszkałej w Opatówku przed wojną niemieckiej rodzinie Feichtów. Ta rodzina była doskonale poinformowana, co się dzieje w mojej rodzinie, ponieważ Feicht po sąsiedzku prowadził sklep rzeźniczy i posiadał część kamienicy należącej również do moich pradziadków Szalińskich. 
Przed 1 września uaktywniły się  bojówki Selbstschutzu, rekrutujące się z członków nazistowskich organizacji mniejszości niemieckiej, prowadzące akcje sabotażowe na ziemiach polskich. W ten sposób mniejszość niemiecka chciała wspomóc działania armii. 
W Opatówku zamieszkiwało wiele rodzin pochodzenia niemieckiego. Datuje się to od czasów powstania wielkiej fabryki sukna, o której powstanie zabiegał generał wojen napoleońskich Józef Zajączek. Gdy jesienią 1824 roku właściciel fabryki Fiedler wizytował Opatówek w miasteczku właśnie wytyczano ulice, zaprowadzano porządki i przygotowywano plan fabryki sukna.
Jeszcze w 1824 założono fundamenty pod główny budynek fabryki. Fabryka ma ciekawą historię, obecnie znajduje się w niej Muzeum Historii Przemysłu.
Rozwojowi przemysłowemu tych stron kres położyło powstanie styczniowe, za udział w którym Opatówek, jak wiele innych polskich miast, ukarany został przez cara pozbawieniem w 1870 r. praw miejskich.
Ludność napływowa, fabryczna częściowo wiązała się z Opatówkiem. Stąd dość duże osadnictwo niemieckie.
Szczególnie wielu Niemców zamieszkiwało tereny Pomorza, Wielkopolski i Śląska. Nazywano ich Niemcami etnicznymi. Mimo że posiadali oni polskie obywatelstwo, wielu z nich aktywnie działało w organizacjach mniejszościowych. Szczególnie w latach 30. XX wieku, kiedy to stworzyli w Polsce siatkę wywiadowczą, przekazując informację na temat obiektów strategicznych i wojskowych.

Po 1 września polska policja oraz rezerwa próbowała aresztować lub internować podejrzanych o szpiegostwo Niemców. Aresztowano Feichtów - ojca i syna.
Znalazłam dokument: Namentliche Liste der Volksdeutschen des Kreises Kalisch,die im Jahre 1939, insbesondere Krieges als Zivilpersonen verhaftet interniert oder verschleppt worden sind./Lista folksdojczów z okręgu Kaliskiego, którzy w 1939 zostali aresztowani lub internowani jako cywile.
Natrafiłam na nazwiska: Feicht Eduard, Flesicherlehrling /terminujący u rzeźnika/,23.03.1923, Spatenfelde ,  aresztowany 02.09.1939 , Bahnhof Spatenfelde (dworzec Opatówek)  dnia 02.09.
Feicht Hermann, Fleischerei /rzeźnictwo/, 09.03.1895, Spatenfelde  aresztowany 05.09.1939

Za uwięzionymi wstawił się właśnie Kazimierz Leśniewicz i Feichtów wypuszczono.
Napisałam tu o Feichtach, ponieważ kolejnym dokumentem zachowanym w domowym archiwum państwa Antczaków jest list wspomnianego już Feichta, ojca, w obronie Leśniewicza. 
Niestety, jak widać, list nigdy nie został wysłany.

Niewysłany list, Opatówek 1940

"3 września 1939 roku ostatnie polskie oddziały zbrojne zatrzymały mojego szesnastoletniego syna Eduarda na dworcu w Opatówku / Spatenfelde i uznały go za szpiega, ponieważ pochodzi z niemieckiej rodziny.
Został związany i następnym pociągiem miał zostać wysłany do Łodzi. Tam miał zostać zastrzelony. 
Z tego niebezpieczeństwa uratował go Kazimierz Leśniewicz, który powiedział, że mój syn nie jest szpiegiem, ze on się mylą i powiedział, że ręczy głową za mojego syna. Za te słowa został pobity przez polskiego oficera, ponieważ to było przestępstwem, wziąć pod ochronę niemieckie dziecko. Jednak Leśniewiczowi przyszli z pomocą inni koledzy i mój syn został wypuszczony. Tylko Leśniewiczowi zawdzięczam, że mój syn żyje. I chociaż jest on Polakiem, to zawsze z nami, Niemcami, żył dobrze i nigdy nie działał przeciwko nam. 
Zasłużył na to, aby teraz został uwolniony". 

Leśniewicz przebywał wówczas w obozie Gusen. I chociaż w liście nie ma dokładnej daty, to napisany na formowym papierze wskazuje, że musiał to już być rok 1940.
26.04.1940 Leśniewicz został zarejestrowany w Dachau. Poniżej fragment księgi przyjęć Dachau Entry Registers

Fragment księgi przyjęć Dachau Entry Registers.

W obozie Dachu, z którego zostali później przewiezieni do Gusen nie można było pisać wiadomości do rodziny.W tym obozie wolno było napisać po raz pierwszy list do domu. Chociaż, nie wolno było nic o sobie ani o obozie napisać – to tą drogą rodzina mogła się dowiedzieć, że ich bliski wciąż żyje. 

List z obozu Gusen

Z obozu Gusen Kazimierz wysłał kilka listów. Jeden z nich został ocenzurowany, przez wycięcie dużego fragmentu."Kochani rodzice i rodzino! Otrzymałem od Was list z 25.X.1940r. Cieszę się, że pieniądze od Didonia..../fragment wycięty/ Nowickiemu przesyłam serdeczne pozdrowienia. Proszę przyślijcie mi...

Wszyscy opatowianie uwięzieni w Gusen szybko zginęli. Jakim torturom zostali tam poddani można przeczytać w książce byłego więźnia tego obozu Wspomnienia Zbigniewa Wlazłowskiego. 
Znaleźli się w miejscu, gdzie funkcyjnymi byli kryminaliści, gdzie codziennie zdarzały się takie historie jak ta opisana przez byłego więźnia M. Główkę: "Myliśmy się na polu. Brudna woda ściekała do dołu. Widziałem jak SS-Mann wrzucił do dołu czapkę więźniowi i kazał mu nurkować i czapkę odszukać. Gdy podniósł głowę żołnierz narzucił na głowę wiadro i przytrzymał je nogą. I więzień utopił się."
Mój dziadek Marian Wiewiórkowski osadzony w tym samym bloku w obozie przeżył Leśniewicza o niecały miesiąc, został zamordowany 6.04.1941. Akt zgonu Totenschein.
Zrozpaczeni rodzice i siostra już nigdy nie zobaczyli swojego syna. Pięknego, młodego romantyka, który pisał wiersze, idealisty i wrażliwca. Człowieka na początku swojej życiowej drogi, mającego dobre perspektywy na przyszłości, ponieważ ojciec prowadził zakład kominiarski o doskonałej renomie. Miał również wizję swojej przyszłej rodziny, a w domu czekała na niego ukochana narzeczona.
I kolejny dokument. Dowód nadanie przesyłki pieniężnej przez rodziców do Kazimierza. Był on osadzony w tych samych blokach, co mój dziadek: blok 9 izba B, później blok 15 izba A. Świadczą o tym list z obozu otrzymane przez moją babcię. Mój dziadek najpierw w bloku 8, a później tez w 15.W nagłówkach obozowej korespondencji znajdują się numery bloków, w których umieszczeni są osadzeni. Listy z obozu będące w moim posiadaniu: tutaj
Wspomnienie M.Głowki na temat boku 15 TUTAJ . 
Prawdopodobnie wszyscy uwięzieni w bloku 15 musieli budować go własnymi rękoma. Z lektury wspomnień M.Główki dowiadujemy się ze budowa przypadła na okres zima 40/wiosna 41.




I wracam do niewysłanego listu. Uważam, że syn Feichta - Eduard/Edward został złapany i uznany za szpiega nie bezpodstawnie.
Miał on opinię człowieka, który szybko dał się uwieść idei narodowego socjalizmu. Spotkałam się z opinią przekazaną mi przez rodzinę Aleksandra Wiewiórkowskiego, że to Feichtowie przyczynili się do umieszczenia nazwisk opatowian na liście proskrypcyjnej. O listach proskrypcyjnych szczegółowo tutaj: Listy proskrypcyjne