Etykiety

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czarnuszka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czarnuszka. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 9 lutego 2023

Gościniec - motel "Czarnuszka" w Opatówku. Relikt PRL zrodzony z "trudu ludzi" na XXX–lecie PRL.

autor: Dominika Pawlikowska

Prezent komunistów dla ludu pracującego gminy Opatówek.

W 1974 roku świętowano  XXX–lecie Polski Ludowej wyjątkowo hucznie. 
W lipcu 1974 r. wszystkie bieżące wydarzenia przesłoniły związane z tymi obchodami uroczystości, a gazeta Ziemia Kaliska zamieniła się w jedną, wielką, czerwoną laurkę wystawioną na chwałę panującego ustroju. Z tej okazji przybył do Polski sam Leonid Breżniew, który został na miejscu odznaczony krzyżem Virtutti Militari za swoje hipotetyczne zasługi bojowe. 
Ogłoszono amnestię, wypuszczono wielu więźniów kryminalnych i politycznych. 
Chodziło o to, aby dzień stworzenia przez Stalina Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego, tj. 22 lipca 1944 r. PKWN, ciała uzurpatorskiego, powołanego do życia w Moskwie, który składał się z osób podporządkowanych Sowietom, dobrze się ludziom kojarzył.
Już od samego początku 1974 roku trwały intensywne przygotowania do całorocznych obchodów. Ogólnopolskie zainicjowano w połowie lutego, Rada Państwa ustanowiła nawet "Medal XXX-lecia Polski Ludowej", na którym wyryto hasło "WALKA, PRACA, SOCJALIZM".
Opatówek nie mógł być propagandowo gorszy od innych gmin. Dla władzy to był bardzo ważne święto. 
Sekretarz KG PZPR Jerzy Lisiak w wywiadzie dla Ziemi Kaliskiej nr 13 z dnia 30 marca 1974  w artykule Bożeny Szal "Opatówek po 30–tu latach" stwierdził, że budowa motelu "Czarnuszka", zaprojektowanego w stylu XVII wiecznego zajazdu była wkładem gminy Opatówek w obchody  XXX–lecia Polski Ludowej.

   Po wykończeniu przez PRL i jej funkcjonariuszy prywatnej przedsiębiorczości absurdalnymi ustawami z 1947  „o zwalczaniu drożyzny i nadmiernych zysków w obrocie handlowym”, „o obywatelskich komisjach i lustratorach społecznych” i powołaniu Biura Cen, które ustalało marże i wysokości opłat, odebraniu zajazdów, restauracji, gościńców, choćby takich jak należąca do moich pradziadków Szalińskich w przedwojennym Opatówku restauracja (post:  Kamienica Szalińskiego w Opatówku) i zrujnowaniu ich właścicieli, nie było gdzie przystanąć podczas podróży po Polsce. Władza komunistyczna odniosła na tym polu totalne zwycięstwo. 

   S...ć można już było tylko w krzakach, bo oprócz przydrożnych chaszczy i leśnych parkingów nie było już niczego. Nie można było zatrzymać się w podróży, aby w godnych warunkach coś zjeść czy napić się herbaty. 
Budową obiektów takich jak Czarnuszka zakończono przejmowanie restauratorstwa i hotelarstwa przez komunistów z rąk prywatnych przedsiębiorców. Ta część gospodarki znalazła się całkowicie pod kontrolą państwa. Z pewnością gościniec naszpikowany był aparaturą podsłuchową, jak wszystkie hotele w czasach PRL. Był więc narzędziem inwigilacji obywateli przez służby w celu ich późniejszego szantażu. Cokolwiek się robiło w takim gościńcu, skutkowało nagraniem przez organy bezpieczeństwa publicznego UB, ponieważ władza chciała wiedzieć co sądzą i o czym myślą Polacy.

Gościniec - motel "Czarnuszka" w Opatówku. Zrodzony z "trudu ludzi " i "dla ludzi" na XXX–lecie PRL.
Wkładem gminy Opatówek w obchody  XXX–lecia Polski Ludowej była budowa motelu "Czarnuszka", zaprojektowanego w stylu XVII wiecznego zajazdu. Zdjęcia z lat 1965-75.

Ziemia Kaliska w dniu 20 lipca 1974 donosiła:
"Tuż obok drogi wznoszony jest – jeden z 33 mających powstać w Wielkopolsce – gościniec – motel, zbudowany na wzór staropolskich zajazdów. Praca na budowie wre całą parą, wystrój Czarnuszki – bo tak się będzie gościniec nazywał – wykonany jest zgodnie z zaleceniami historyków. W budynku mieścić się będzie sala restauracyjna na 65 miejsc i pokoje noclegowe na 20 miejsc. Obok zbudowano już parking. Wszystkie te obiekty oddane zostaną do użytku na święto odrodzenia. Urozmaicą i wzbogacą nasz krajobraz, przybędą nam dobra zrodzone z trudu ludzi i dla ludzi".
Motele te powstały w całej Wielkopolsce, maja już swoje hasło na Wikipedii: Gościńce wielkopolskie – Wikipedia, wolna encyklopedia. Obiekty były realizowane według projektu typowego Jana Kopydłowskiego i Jerzego Buszkiewicza. Budowane były z kamienia, cegły i drewna, dachy często były kryte strzechą bądź gontem.
Przy drodze krajowej nr 12 powstały jeszcze dwa takie motele:
– "Dobrodziej" w Krzemieniewie w powiecie leszczyńskim,
– "U Huberta" w Brzeziu koło Pleszewa, nazwa gościńca nawiązuje do Świętego Huberta (Hubertusa), świętego Kościoła katolickiego, patrona myśliwych i leśników.

Gościniec - motel "Czarnuszka" w Opatówku. Zrodzony z "trudu ludzi " i "dla ludzi" na XXX–lecie PRL.
Budowa motelu "Czarnuszka" w Opatówku przy drodze krajowej 12.
Inwestor: Cech rzemiosł Różnych. Ziemia Kaliska nr 27 z  dnia 06 lipca 1974
artykuł "Od Polo do Czarnuszki" Jerzy Lisiecki.


3 sierpnia 1974 Ziemia Kaliska informowała, że Czarnuszka została otwarta w przeddzień Święta Odrodzenia Polski i że posiada 19 miejsc noclegowych, 60 miejsc konsumpcyjnych i 3 duże garaże, których nie przewidywał projekt. Budowniczym motelu był H. Antczak, inwestorem Cech Rzemiosł Różnych. Powstał w rekordowym czasie 132 dni.
Lata 1970-80. Czarnuszka. Dzisiaj ul. Helleny. Opatówek. Widokówka.

3 sierpnia 1974 Ziemia Kaliska informowała, że Czarnuszka została otwarta w przeddzień Święta Odrodzenia Polski i że posiada 19 miejsc noclegowych, 60 miejsc konsumpcyjnych i 3 duże garaże, których nie przewidywał projekt. Budowniczym motelu był H. Antczak, inwestorem Cech Rzemiosł Różnych. Powstał w rekordowym czasie 132 dni. Uroczystego otwarcia dokonali pierwszy sekretarz KMiP PZPR w Kaliszu Zbigniew Chodyła i naczelnik miasta i powiatu Jerzy Kolenda, który witając przybyłych gości złożył serdeczne podziękowania budowniczym i życzył wszystkim turystom przyjemnego pobytu w opatowskim gościńcu. Po przecięciu wstęgi J. Kolenda i Z. Chodyła wręczyli naczelnikowi gminy w Opatówku Z. Świerkowi oraz kierownikowi budowy honorowe odznaki "za zasługi w rozwoju województwa poznańskiego". Na drugi dzień w Opatówku odbył się w obecności zastępcy naczelnika miasta i powiatu A. Kaczmarka i miejscowych władz gminnych wielki turniej zakładowy między GS – em a POM – em. 
Turniej zgromadził na stadionie oprócz całych załóg obu zakładów bardzo liczne rzesze mieszkańców Opatówka i okolicznych wsi. Podczas turnieju zorganizowanego na wzór turnieju miast przewidziano aż 30 konkurencji, był bieg w workach przeciąganie liny, picie mleka z butelki przez smoczek i rzucanie piłki do kosza, mecz w warcaby i w szachy, picie surowych jaj, uruchomienie na czas ciągnika, strzelanie z wiatrówki, włażenie na słupy i smarowanie mydłem. Turniej zakończył się remisem.


Dzień po otwarciu motelu Czarnuszka w Opatówku, 22 lipca 1974 odbył się w obecności
zastępcy naczelnika miasta i powiatu A. Kaczmarka i miejscowych władz gminnych
wielki turniej zakładowy między GS – em a POM – em.
Konkurencja "uruchamianie na czas ciągnika".
Zdjęcie z Ziemi Kaliskiej nr 31 z 3 sierpnia 1974,
z artykułu W Opatówku: "Czarnuszka" i turniej".
Papier na którym wówczas drukowano gazetę był zaskakująco złej jakości.

Obecnie bryła budynku została zdeformowana, budynek był wielokrotnie przebudowany. Pierwotnie był ładny, strzecha pięknie połyskiwała w słońcu. Dzisiaj nie zachował nic ze swojej urody. Ale być może takiej rozbudowy wymagały  względy biznesowe.
Za motelem, równolegle do drogi znajdowała się chętnie uczęszczana spacerowa dróżka, pamiętam, że Opatowianie tam spacerowali, przechadzały się mamy z wózkami, teraz jest kompletnie zarośnięta chaszczami.

Gościniec - motel "Czarnuszka" w Opatówku.
Gościniec - motel "Czarnuszka" w Opatówku.
10 luty 2023. Zdj. autorka.


Źródła:
Ziemia Kaliska z lat 1973-74 (APK)
  • Ziemia Kaliska nr 10 z dnia 9 marca 1974 artykuł Stanisława Batora "Nadzieje i zamierzenia Opatówka"
  • Ziemia Kaliska nr 13 z dnia 30 marca 1974 artykuł Bożeny Szal "Opatówek po 30–tu latach"
  • Ziemia Kaliska nr 27 z  dnia 06 lipca 1974 "Od Polo do Czarnuszki" Jerzy Lisiecki
  • Ziemia Kaliska nr 31 z 3 sierpnia 1974,  artykuł W Opatówku: "Czarnuszka" i turniej. 

czwartek, 18 sierpnia 2022

Plac Wolności. Wolności?

   autor: Dominika Pawlikowska

    Urodziłam się w 1966, ponad 20 lat po wojnie. Moja najbliższa rodzina nigdy się po niej nie podniosła. 
W szkole nie uczono mnie prawdziwej historii Polski. Nie było żadnej wolności. Nie można było mówić o niczym, wszędzie byli donosiciele. O wymordowaniu przez sowietów polskich oficerów w Katyniu, o akcji "Inteligencja" i o tym, że w jej wyniku zamordowano mojego dziadka, naczelnika poczty w Opatówku Mariana Wiewiórkowskiego nie dowiedziałam się od moich nauczycieli historii. Biogram tutaj. 
Ubecy i milicjanci, sekretarze partii i różnego sortu nominaci polityczni czuwali, żeby prawda o pomordowanych nie ujrzała światła dziennego, gdyż byli przed wojną członkami organizacji BBWR, piłsudczykami, członkami Związku Strzeleckiego, Towarzystwa Gimnastycznego "Sokół" - organizacji, które po wojnie zostały zdelegalizowane i zakazane. Akcja "Inteligencja" w Kaliszu i regionie pozostaje nieopisana do dzisiaj. 

Opatówek, już SPatenfelde, Niemcy burzą budynek straży na rynku, prostują drogę. Widoczny dom Szalińskich na prostu. Pierwszy z lewej dom Tondowskich.1940.
Opatówek, po zajęciu przez Niemców - Spatenfelde. Niemcy burzą budynek straży na rynku, prostują drogę. Widoczny dom Szalińskich na wprost, parterowy budynek na rogu - ich restauracja. Pierwszy z lewej, piętrowy dom Tondowskich - Żydów, wymordowanych przez Niemców. 1940.

Do tej pory większości Polaków nic nie mówi nazwa obozu KL Gusen, gdzie wymordowano polskie warstwy przywódcze. Tymczasem w Mauthausen-Gusen zginęło ok. 28 tys. Polaków. Dla porównania w Katyniu 21768 oficerów. Do dzisiaj szokuje mnie, że praktycznie nie istnieje w Polsce literatura lokalna na temat wojny i czasów powojennych, nie liczę tego, co ukazało się za komuny, zawierającego półprawdy i poddanego cenzurze. 
Obeliski ku czci pomordowanych w czasie II wojny stawiano w gminach dopiero w latach 90-tych. O obelisku tutaj: "Pomordowani i polegli z Opatówka..". 

   Polska znajdowała się pod rosyjską okupacją. Do kwietnia 1991 stacjonowało w Polsce ok. 65 tysięcy sowieckiego wojska. Tutaj: "Wojska radzieckie w Polsce".
Wychowałam się w domu przy Placu Wolności 13, obecnie nr 15, w środkowej klatce, z kuchnią na poddaszu, z widokiem na staw. Budynek powstał jako składowa zabudowań fabrycznych niemieckiego przemysłowca Adolfa Fiedlera. Był to prawdopodobnie magazyn wyrobów gotowych  i mieszkania dla personelu technicznego. W czasie wojny mieściła się tu szkoła dla niemieckich dzieci. Uwiecznione na tym zdjęciu maszerują na jakąś uroczystość. Młodzież Hitlera.

Młodzież Hitlera - organizacja "Hitlerjugend" w Opatówku /w czasie wojny-Spatenfelde/ Freiheitsplatz 13, przed kamienicą, w której w czasie wojny mieściła się szkoła dla niemieckich dzieci.  Elewacja południowa. Po wojnie moja rodzina zamieszkała w środkowej klatce. (APK)
Młodzież Hitlera - organizacja "Hitlerjugend" w Opatówku /w czasie wojny-Spatenfelde/ Freiheitsplatz 13, przed kamienicą, w której w czasie wojny mieściła się szkoła dla niemieckich dzieci. 
Elewacja południowa. Po wojnie moja rodzina zamieszkała w środkowej klatce. (APK)

Do organizacji Hitlerjugend należeli wszyscy młodociani Niemcy od 10. do ukończenia 18. roku życia. Grające na bębenku dzieci ze zdjęcia przypominają mi bohatera "Blaszanego bębenka" - Oskara z książki Güntera Grassa, który na znak sprzeciwu wobec otaczającej go rzeczywistości dorosłych, postanawia przestać rosnąć. Jednak pośród nich nie ma nikogo, kto wzorem Oskara buntuje się wobec tego, co widzi, nie akceptuje świata, który go otacza. 
Niemcy czuli się w Opatówku jak u siebie i wiedzieli o nim wszystko. W 1826 przemysłowiec Fiedler sprowadził z Niemiec prawie całą załogę (ok. 500 osób) do swojej fabryki włókienniczej-dzisiaj Muzeum Historii Przemysłu.
Dopiero pod koniec połowy XIX wieku zaczęła wśród załogi przeważać ludność polska. Jednak cały dozór techniczny pozostawał w rękach Niemców. Ta dominacja napływowego elementu niemieckiego utrzymywała się niemal przez cały okres istnienia fabryki. Wyrażało się to nie tylko stanem liczbowym, ale przewagą w statusie materialnym, ponieważ robotnicy i majstrowie niemieccy zarabiali bardzo dobrze.
W 1860 roku przybyszów z Niemiec było 887, a ludności polskiej 702 osoby. Niektórzy przyjeżdżali i wyjeżdżali, a niektórzy asymilowali się z ludnością polską, zakładali tu rodziny.  W dzieciństwie nie zdawałam sobie z tego sprawy, że mieszkam w tak zniemczonej miejscowości. Babcia i mama izolowały mnie od takich wiadomości.
Kiedy poszłam do szkoły, co drugi kolega okazał się mieć dziadka lub babcię o niemiecko brzmiącym nazwisku.
   W Opatówku jest niewiele rodzin, które nie miałyby niemieckich przodków. Można się o tym przekonać tutaj: Wirtualne Muzeum. Historia w sepii. : Mieszkańcy Opatówka z lat 1917-1930.
W tej sytuacji mieli doskonałe rozeznanie strategiczne w momencie wybuchu wojny i mogli celnie eliminować niewygodnych Polaków. Sporządzili listę Polaków przeznaczonych do eksterminacji. O tym tutaj: "Listy proskrypcyjne".
Postarałam się przeanalizować powody, dla których o pewnych wydarzeniach w Opatówku nie mówiono głośno i czym skutkuje to dzisiaj. O tym, dlaczego nie dbamy o swoją tożsamość kulturową: Dlaczego nie dbamy o swoją tożsamość kulturową? na przykładzie małego miasteczka Opatówek

   Na co dzień obcowałam z ludźmi, których dzieciństwo przypadło na lata wojny i doświadczyli traumatycznych wydarzeń.. Kiedyś usłyszałam historię opowiadaną przez moją ciotkę śp. Teresę Jaśkiewicz, o tym, jak w 1945 "wpadliśmy z dzieciakami do tej kamienicy. W ostatniej klatce, na parterze, na łóżku leżał zabity Niemiec, wyciągnęliśmy go za nogi i wrzuciliśmy do dołu u Sieradzkiego" (właściciel placu przylegającego do kamienicy). Nie wiem, ile było w tym prawdy, a ile fantazji, ale przechodziły mnie wtedy dreszcze na myśl, z czym musiały mierzyć się te dzieci? Teresa wówczas nie miała już rodziców, jej ojciec - sekretarz gminy Lisków, Zygmunt Gadzinowski, został zamordowany w obozie Gusen, a matka Helena zmarła krótko potem. Jej dzieciństwo naznaczone było stratą i śmiercią. Podobnie jak dzieciństwo wszystkich dzieci w rodzinie, w tym mojej mamy Aleksandry Adamczyk z domu Wiewiórkowskiej, wieloletniej nauczycielki przedszkola w Opatówku.

Opatówek, Plac Wolności. Ten sam budynek kilkadziesiąt lat później.

A jakie było moje dzieciństwo, które przypadło na czasu komuny i stanu wojennego? 
Spędziłam w tej kamienicy dziewiętnaście lat, do momentu, gdy wyjechałam na studia. To najważniejszy okres w życiu człowieka, ponieważ wówczas kształtuje się jego osobowość i system wartości. Byłam otoczona kobietami, które straciły synów, mężów, ojców i cały dorobek życia. 
Wydaje mi się, że nigdy nie byłam dzieckiem. Musiałam szybko dorosnąć i wziąć za nie odpowiedzialność. Nosiłam wiadra z węglem z piwnicy, paliłam w piecach, sprzątałam, gotowałam. Próbowałam pomóc mamie, ponieważ ciężko pracowała. Żyłyśmy: prababcia, babcia, mama i ja z jednej emerytury i jednej nauczycielskiej pensji. Babcia zawsze powtarzała, pomna swoich doświadczeń, żebym się uczyła, ponieważ tego, co mam w głowie, nikt mi nie zabierze. Wiedziała, co mówi - wojna zabrała jej wszystko.

Widok z okna kamienicy przy Placu Wolności 13 w Opatówku,
jaki miałam na co dzień.

Kiedy miałam 15 lat Jaruzelski wprowadził stan wojenny. Kiedy w niedzielę zamiast teleranka pojawił się komunikat, że "wojna" nie bardzo mogłam to zrozumieć. Wojna? ale przeciwko komu? Przeciwko własnemu narodowi? Zapanował strach, bieda, wszystko było na kartki. Wprowadzono godzinę milicyjną. Wszystko było SMUTNE.
Na wprost kamienicy znajdował się sklep rzeźniczy po niemieckich nazistach Feichtach i piekarnia po Drescherach. Tu: "Aresztowanie volksdeutschów".
W latach 80-tych dochodziło tam do dantejskich scen, bitwy o mięso, gdzie zmęczeni, spoceni ludzie wyrywali sobie jakieś ochłapy w GS-owskim sklepie. 
   Bardzo lubiłam się uczyć, gdy dostawałam we wrześniu podręczniki, to od razu je czytałam. W czasach, gdy byłam dzieckiem nie było mediów, oprócz telewizji z jednym programem. Drugi program TVP pojawił się w 1970. Zapamiętałam, że w okresie letnim trwały na nim fascynujące transmisje ze żniw i bezustanne wywiady z rolnikami, że w zasadzie jest cudownie, jednakże brakuje sznurka do snopowiązałek.
   Moim najlepszym przyjacielem były książki. Stały na regale, w pokoju przez który zawsze przewijało się wielu gości, ponieważ babcia była "instytucją". Niektórzy zwracali uwagę na książki i prosili o pożyczenie, babcia nigdy nie odmawiała, a one nie wracały. I kiedy sprzątnięto mi sprzed nosa "Annę Kareninę" powiedziałam stop! Krzyczałam, że jak pożyczy jeszcze jedną książkę, to mnie popamięta! 
Czytałam je "jak leci". Niektóre nie były przeznaczone dla dzieci - miałam wówczas 12 lat - jak na przykład "Komedia ludzka" Balzaca, o czym szybko się przekonałam. Zamykałam się więc z nią w toalecie albo czytałam pod kołdrą. Książki przenosiły mnie do lepszego świata, bo ten, który mnie otaczał, był brzydki i nieznośny. Przede wszystkim był bardzo biedny. Wojna zniszczyła dorobek życia mojej rodziny, a komuna obrabowała nas do końca. 
   W tym czasie inni się bogacili, majątki rosły w oczach. Sprzedawcy w sklepach z deficytowym towarem: z telewizorami, pralkami szybko dochodzili do niesłychanego bogactwa, w zamian za otrzymane łapówki budowali okazałe wille, pracownicy okradali zakłady pracy, żal było patrzeć na to wszystko. Ustrój zdemoralizował ludzi. Dzisiaj ich potomkowie stanowią opatówecką "elitę".
Tu zawsze przypomina mi się scena z filmu "Katyń", gdy służąca odwiedza żonę generała Smorawińskiego po wojnie i oddaje szablę, którą przechowała. Po czym mówi do męża, że oddała ją pani, na co on: "teraz to ty pani". 
W 1974 roku miałam 8 lat, świętowano  hucznie XXX–lecie Polski Ludowej, władza postanowiła przychylić nieba klasie robotniczej i w Opatówku wybudowano hotel-motel "Czarnuszka". 
Ukazał się też artykuł w Ziemi Kaliskiej o tym, jak wspaniale pracuje POM w Opatówku. Post tutaj: 
POM-wzór ładu i porządku. Obchody XXX-lecia Polski Ludowej w Opatówku. 1974. Zdemolowano i rozkradziono majątek Schlossera i Wuenschego, a na tym, co pozostało utworzono POM. 

  Niektórzy mieszkańcy naszej kamienicy mieli samochody. Pamiętam, jak z wypiekami na twarzy obliczałam, ile pensji musiałaby odłożyć moja mama, żebyśmy miały taki samochód. Z obliczeń ostatecznie wynikło, że przez kilka lat musiałybyśmy nic nie jeść ( w 1986 r. na giełdowy zakup "dużego" fiata w Warszawie (1,5 mln zł) przeciętnie zarabiający obywatel musiał wydać 62 swoje miesięczne pensje).
Nauczyciele klepali biedę, bo komuna, tak jak Niemcy, nienawidziła inteligencji i upokarzała w każdy możliwy sposób. Wdeptywała ich w ziemię. Liczyli się tylko klasa robotnicza i chłopi.
Niskie płace podczas tej "dyktatury proletariatu" były jedną z form tego upokarzania. Niemalże zrównano pensje dyrektorów i przysłowiowych sprzątaczek. Ten stan trwa zresztą do dziś. 
   W okresie okupacji Związek Sowiecki i Niemcy zlikwidowały elity: profesorów uniwersytetów, ziemian, wyższych urzędników, księży i oficerów, zagarnęli polskie majątki ziemskie usuwając, właścicieli, mordując i zamykając w obozach. Reszty dokonali Sowieci. Przedwojenna inteligencja wyginęła lub została wypędzona za granice Polski. Ci, którzy zostali, a nie chcieli uznać "nadrzędnej roli partii", gnili w więzieniach lub byli gnębieni i zaszczuwani. Był to wróg klasowy, niepotrzebny zresztą, ponieważ trzeba wykształcić swojego "homo sovieticusa" - człowieka zastraszonego, podporządkowanego, który nie zna historii Polski i którym można łatwo manipulować. 
Po władzę sięgnęli ludzie z tzw. czworaków. Komuna wykształciła "swoją" bolszewicką inteligencję, taką, dla której Polska zaczęła się w 1945, bo innej nie znali. Skutki tego odczuwamy do dzisiaj, wystarczy popatrzeć na tych, którzy nami rządzą od czasów powojennych, aż do chwili obecnej.
Było szaro i biednie, a z czasem coraz gorzej. Nieudolnie zarządzana gospodarka zakończyła się tym, że ludzie musieli stać kilka godzin w kolejce, żeby kupić szampon albo buty. Pamiętam entuzjazm, gdy pewnego dnia mama wróciła z wylosowanymi w zakładzie kozakami. Na czym polegało to losowanie nigdy się nie dowiedziałam. Kozaków nikt nigdy nie założył, ponieważ miały zbyt wysoki obcas.
Poza tym ciągle karmiono nas kłamstwem, manipulowano.
Jaruzelski wprowadził w 1981 stan wojenny. Na rzecznika rządu wybrany został obrzydliwy Jerzy Urban, nazwany później "Goebbelsem stanu wojennego". Co tydzień w czasie godzinnej ustawionej, propagandowej pseudo konferencji prasowej pluł Polakom w twarz, kpił  że: "rząd się sam wyżywi".

Plac Wolności 13. Tak ohydnie wyglądała kamienica od strony podwórza. Jak melina.
Na zdjęciu moja mama Aleksandra Adamczyk i synowa Teresy Jaśkiewicz. Dzieci sąsiadów.
Rok 1990/91. 

Nasz kamienica przy Placu Wolności była brzydka i odrapana. Ponieważ nie było wapna, cementu, farb, wszystko było zaniedbanej brudne. Kolejni naczelnicy Opatówka skupiali się na budowie własnych willi, nie na remontach.

Skreślone ręką Teresy Jaśkiewicz, mojej chrzestnej "Oprawa budynku to istny slams"

 Po II wojnie wszystkim, którzy coś posiadali, odebrano wszystko - warsztaty, sklep, fabryki, nie nie pozostawiono nikomu prywatnej własności. Mojej prababci Leokadii Wiewiórkowskiej, która straciła kilkoro dzieci w wojennej zawierusze,  także odebrano sklep, pozbawiono środków do życia (a wychowywała wnuki, dzieci swoich pomordowanych dzieci) i zrobiono tam "Sam spożywczy". Pracowały tam miłe panie, ale w latach 80-tych nie było tam raczej towaru. Dlatego porusza mnie ta propagandowa fotka z czasów PRL-u z półkami uginającymi się od towaru. Tak wyglądał sklep chyba wówczas, gdy miał go odwiedzić naczelnik gminy. Takie postępowanie władz nazywano propagandą sukcesu.

Propagandowa widokówka z czasów PRL-u.

Propaganda sukcesu z czasów komuny. 

Już w 1976 roku komuniści wprowadził kartki na cukier.
28 lutego 1981 wprowadzono kartki na mięso, a 30 kwietnia tego samego roku - także na wszelkie przetwory mięsne oraz masło, mąkę, ryż i kaszę. We wrześniu, system kartkowy objął też mydło, proszek do prania i papier toaletowy. Raz w tygodniu, może raz w miesiącu, nie pamiętam już, dostawałam tabliczkę czekolady. Bardzo na nią czekałam, wychodziłam na schody (były drewniane) i nasłuchiwałam, czy babcia wraca już z zakupami.
Nauczyłam się robić na drutach, tak jak prababcia i babcia, sama, obserwując. Nikt nie miał czasu, aby mnie uczyć. W maturalnej klasie, z rozłożoną na kolanach książką robiłam na drutach swetry, sukienki, byłam samowystarczalna. Jak chciałam cos mieć do ubrania, to musiałam to sobie zrobić.
   W Opatówku było dużo zaniedbanych, biednych dzieci, z patologicznych rodzin. Wszędzie pito alkohol, mężczyźni pili go po pracy, a później leżeli na trawniku przed nasza kamienicą, na ławkach na rynku. 
Takie widoki z okna miałam codziennie, ponieważ na parterze kamienicy była restauracja, a właściwie knajpa, mordownia. Raz babcia wysłała mnie tam z menażkami po obiad. Widok w środku mnie przeraził, przy stolikach pełno podchmielonych, krzykliwych, agresywnych mężczyzn, a pośród nich dwie mamy moich koleżanek z klasy. Jedna z rękoma zanurzonymi w brudnej bebelusze zmywająca talerze i zaczepiana w niewybredny sposób przez tych pijaków, druga uwijająca się pośród nich z talerzami, a ci z lubieżnym uśmiechem klepali ją w pośladek. Obleciał mnie taki strach, że już nigdy tam nie poszłam. 
Władzy "ludowej" chodziło o to, żeby alkohol był tani, łatwo dostępny. Ludzie zapijaczeni, zdemoralizowani nie mieli problemów egzystencjalnych.
Pamiętam tez pochody pierwszomajowe. Nie miałam za bardzo świadomości co to za święto, ale bardzo się cieszyłam na nie, ponieważ po pochodzie, w parku rozstawiano stragany z deficytowymi towarami. Można wtedy było zjeść coś, czego na co dzień nie było. Takim deficytowym towarem był piernik kasztelański. Kawałek suchego, twardego ciasta przełożony jakąś marmoladą. Coś, na co dzisiaj raczej nikt nie spojrzy.  Wtedy wydawał mi się ambrozją.
   Z okien miałam widok na przeciwległą pierzeję rynku, na domki i kamienice po Niemcach i Żydach: "Żydzi w Opatówku". Nikt nie opowiadał o tej nieodległej wówczas przeszłości, o tym, że 80 lat temu Niemcy palili ludzi w piecach. Starano się to kompletnie zatrzeć. Podobnie jak i dzisiaj, w czasach politycznej poprawności.

Dom Tondowskich, Żydów. Plac Wolności 8, kiedyś 7. Opatówek.

   Nie wszędzie wolno mi było chodzić. Były domy, gdzie po wojnie pozostali Niemcy i folksdojcze, chociaż wtedy nie znałam tego słowa. W jednym z nich, naprzeciwko przystanku, zauważyłam interesujące, wybrukowane podwórko i wiedziona ciekawością chciałam tam pójść, ale babcia pociągnęła mnie za rękę i w odpowiedzi na pytanie, które malowało mi się na twarzy, powiedziała z dezaprobatą: "Tam źli ludzie mieszkają". Dzisiaj wiem, że miała na myśli folksdojczów. 
   Dlatego Opatówek kojarzy mi się też z domami "złych ludzi", wielu z nich w czasie komuny wyjeżdżało swobodnie do Niemiec, podczas gdy Polacy nie mieli nawet paszportu w domu. Przy tym domu, na rynku, wystawali całymi godzinami młodzi mężczyźni, rzucając wulgaryzmami i w prymitywny, chamski sposób zaczepiali przechodzących. Wielu z nich już nie żyje. Zabiła ich wódka.
Marzyłam o wyjechaniu stąd, o podróżach, ale nie można było wyjeżdżać za granicę, mogli tylko folksdojcze. 
Pragnęłam uciec od grozy tego miejsca i bólu moich bliskich. Od miejsca, gdzie moja rodzina została wytypowana do eksterminacji. Być z dala od złych domów. Wyjechać i nigdy nie musieć tam wracać.

Małe miasteczka - bywa - nie miewają uroku. Ale fascynują. Czasami złem. Jednak czy zło przypisane jest do miejsca? Nie, piekło nie ma nic wspólnego z miejscem - piekło wiąże się z ludźmi. Może to ludzie są piekłem  - John Marsden "Jutro, kiedy zaczęła się wojna"

Podwórko "złego domu", dzisiaj pozbawione już bruku

Oczywiście wielu nie podzieli moich obserwacji, głownie beneficjenci minionego ustroju. Im było dobrze, za lojalność wobec sowieckiego okupanta płacono stanowiskami, awansami. To ci budują narrację jak wspaniale było za komuny. Jednak pamiętając, że komuna im dała, powinni również wiedzieć, że aby im dać, musiała komuś zabrać. Że był to jednak złodziejski i demoralizujący ustrój.

Post powiązany: