Etykiety

piątek, 26 kwietnia 2019

74. rocznica wyzwolenia niemieckich obozów Ravensbrück i Sachsenhausen

Wyjazd Pamięci 

Sachsenhausen–Ravensbrück–Neubrandenburg – projekt dla nauczycieli

Znalazłam się w gronie autorów najciekawszych scenariuszy w konkursie na scenariusz lekcji w terenie dotyczącej miejsc pamięci związanych z II wojną światową i jej ofiarami i wzięłam udział w Wyjeździe Pamięci. 13-14 kwietnia miałam zaszczyt wybrać się w podróż śladami historii i miejsc pamięci, współorganizowaną przez Arkadiusza Szlachetkę z Niegosławic, którego prababcia Maria Ratajczak była więźniarką obozu Ravensbrück, filia Neubrandenburg.
Uczestniczyliśmy w niedzielnych uroczystościach z okazji 74. rocznicy wyzwolenia obozu Ravensbrück.

W programie znalazła się wizyta w KL Sachsenhausen: zwiedzanie terenu obozu, złożenie kwiatów i zapalenie zniczy na mogiłach ofiar, wizyta w Neubrandenburgu:.
W Neubrandenburgu  przy zbiorowej mogile kobiet z KL Ravensbrück odbyła się polska uroczystość oraz uroczystości przy tablicy poświęconej polskim więźniarkom.
- Musimy odnaleźć i oznaczyć wszystkie miejsca spoczynku naszych rodaków, przywrócić ich tożsamość. Dziś spełniamy ten obowiązek wobec 45 kobiet z Polski. Do umieszczonego tu przez władze niemieckie wykazu nazwisk dodajemy tablicę z inskrypcją informującą o tragicznych okolicznościach śmierci naszych rodaczek. Wypełniamy tym samym zobowiązanie państwa polskiego wobec swoich obywateli, zobowiązanie do uczczenia każdego poległego i każdej niewinnej ofiary totalitarnych zbrodni - napisał Jarosław Szarek prezes IPN w liście odczytanym przez Annę Wicką z Biura Upamiętniania Walk i Męczeństwa. 

Arkadiusz Szlachetko, prawnuk więźniarki KL Ravensbrück, powiedział, że ta uroczystość koronuje jego starania o upamiętnienie spoczywających w Neubrandenburgu Polek:
Od odnalezienia tego miejsca, ustalenia listy zmarłych więźniarek upłynęło półtora roku. Dzięki odnalezieniu tej listy udało się tutaj odsłonić tablicę z nazwiskami tych wszystkich kobiet. Zwróciliśmy nazwiska, które zostały tym kobietom zabrane po przyjeździe do obozu, kiedy stały się numerami. Dzisiaj byliśmy świadkami drugiego bardzo ważnego momentu - odsłonięcia tablicy mówiącej o obecności tutaj polskich więźniarek zmuszanych do ciężkiej niewolniczej pracy
Dla mojej babci było bardzo ważne to, aby dowiedzieć się, co się stało z jej mamą. Ja, kiedy miałem 6 lat, po raz pierwszy usłyszałem historię o aresztowaniu mojej prababci, o tym, że ślad po niej zaginął. Również dla mnie bardzo ważnym było, aby kiedyś dowiedzieć się, co się z nią stało. Nie sądziłem, że uda się odnaleźć miejsce, w którym fizycznie spoczywają jej szczątki.  



Tablica upamiętniająca ofiary podobozu obozu w Ravensbrück, znajdujący się w Neubrandenburgu, pochowane w zbiorowej bezimiennej dotąd mogile.

Tablica upamiętniająca ofiary podobozu obozu w Ravensbrück, znajdujący się w Neubrandenburgu, pochowane w zbiorowej bezimiennej dotąd mogile.
Na tablicy zamieszczono nazwiska, narodowość i wiek 97 kobiet pochowanych w Neubrandenburgu, w tym 43 Polek. Udało się je ustalić dzięki odnalezieniu na Uniwersytecie w Lund relacji byłej więźniarki tego podobozu. 
Konsul generalny Rzeczypospolitej w Berlinie Marcin Jakubowski mówił podczas uroczystości, że zgoda władz Neubrandenburga na umieszczenie pamiątkowej tablicy to dowód na odpowiedzialność za przeszłość swojego narodu. 
Burmistrz Neubrandenburga Silvio Witta podkreślał, że jego miasto poświęca wiele wysiłku, by godnie upamiętnić niezwinne ofiary nazistowskiej polityki z czasów II wojny światowej.

Arkadiusz Szlachetko: Dla mojej babci było bardzo ważne to, aby dowiedzieć się, co się stało z jej mamą. Ja, kiedy miałem 6 lat, po raz pierwszy usłyszałem historię o aresztowaniu mojej prababci, o tym, że ślad po niej zaginął. Również dla mnie bardzo ważnym było, aby kiedyś dowiedzieć się, co się z nią stało. Nie sądziłem, że uda się odnaleźć miejsce, w którym fizycznie spoczywają jej szczątki.



Przełomowe odkrycie IPN w Niemczech. Odnaleziono urny z prochami Polek zamordowanych w obozie Ravensbrück
W drodze do Ravensbrück grupa odwiedziła cmentarz w Furstenbergu, na którym znajduje się mogiła więźniarek. Chociaż została odkryta w 1989 r., a wieka urn z danymi więźniarek przekazane zostały do miejscowego muzeum, to w kwietniu 2019 r. rozpoczęły się tam prace poszukiwawcze grupy prowadzonej przez profesora Krzysztofa Szwagrzyka z IPN. Zaowocowała ona odnalezieniem kolejnych urn. O historii tego miejsca i prowadzonych poszukiwaniach opowiedział pan Paweł Woźniak, działacz polonijny mieszkający w Berlinie.
 
cmentarz w Furstenbergu, na którym znajduje się mogiła więźniarek

O historii tego miejsca i prowadzonych poszukiwaniach opowiedział pan Paweł Woźniak, działacz polonijny mieszkający w Berlinie

14 kwietnia rano rozpoczęły się główne uroczystości obchodów 74. rocznicy wyzwolenia obozu Ravensbrück w Miejscu Pamięci – Muzeum w Ravensbrück.  

Obóz powstał  marcu 1939 r. jako pierwszy i jedyny kobiecy obóz koncentracyjny dla kobiet i pełnił tą funkcję do momentu utworzenia oddziału kobiecego w obozie Auschwitz, tj. do marca 1942.
Znajduje się w Meklemburgii, 80 kilometrów na północny-zachód od Berlina. Do jego budowy od stycznia 1939 roku wykorzystano 500 więźniów z oddalonego o 45 kilometrów obozu Sachsenhausen.
Przez obóz przeszło około 120 tysięcy kobiet i dzieci oraz około 20 tysięcy mężczyzn. Według najnowszych badań zamordowanych zostało około 30 tysięcy. Więźniarkami były kobiety 27 narodowości. Największa grupę blisko 40 tysięczną (ok. 1/3 wszystkich więźniów) stanowiły Polki. Przez administrację SS obóz traktowany był jako miejsce wyniszczenia polskiej kobiecej inteligencji. Pierwsze Polki trafiły do obozu 23 września 1939 roku. Były to działaczki polonijne z Niemiec. W listopadzie do obozu przybył pierwszy transport Polek z okupowanej Polski. Aresztowane kobiety określane były jako „fanatyczki polskości”. W miesiącach sierpień i wrzesień 1944 roku do obozu trafiły Polki z Warszawy. Obóz koncentracyjny w Ravensbrück to także miejsce okryte złą sławą eksperymentów medycznych
Artykuł o obozie tutaj. 

W obozie koncentracyjnym Ravensbrück i jego ponad czterdziestu podobozach SS więziło przeszło 140 tysięcy kobiet, mężczyzn i dzieci ponad czterdziestu narodowości.
Setki róż i goździków dryfujących na tafli jeziora Schwedt, które w rzeczywistości jest wielkim cmentarzyskiem, bo wrzucano tu prochy zamęczonych, zakatowanych, zamordowanych
tablica: „Ku pamięci dzieciom - więźniom Ravensbrück". Zostały tu wywiezione, wiele z nich przyszło tu na świat, niewiele spośród nich przeżyło
Ravensbrück. Pusty plac po zakładach pracy przymusowej - fabryce Siemens.

„Szczelina”, która spływała krwią - dosłownie, bo było to miejsce egzekucji

Pochmurne niebo i porywisty wiatr od strony jeziora Schwedt, do którego wsypywano prochy ofiar, potęgowały wrażenie grozy, panujące w tym miejscu, które powstało na początku XX wieku jako kurort uzdrowiskowy.

Z kolei Sachsenhausen był obozem modelowym i szkoleniowym SS. Na jego terenie szkoliło się wielu komendantów i wysokich funkcjonariuszy SS, którzy później obejmowali funkcje w innych obozach (m.in. Rudolf Höss – komendant KL Auschwitz ).

od 1938 siedziba inspekcji nadzorującej wszystkie obozy koncentracyjne
Przez KL Sachsenhausen i jego filie przeszło ich ponad 200 000 więźniów, z których około 100 tys. zginęło, choć dokładnej liczby ofiar nie udało się ustalić.


Więźniami byli początkowo polityczni przeciwnicy reżimu narodowosocjalistycznego, potem w coraz większej liczbie członkowie grup określonych przez nazistów jako rasowo lub biologicznie małowartościowe, a od 1939 r. obywatele okupowanych krajów europejskich.

Złożyliśmy wiązanki przed symbolicznym grobem  gen.  Stefana Roweckiego-Grota – zamordowanego wkrótce po wybuchu powstania warszawskiego oraz przed tablicą upamiętniającą więźniów KL Sachsenhausen i podległych mu ponad stu podobozów, komand zewnętrznych.


2 sierpnia 1944 zginął gen. Stefan Grot-Rowecki, organizator i pierwszy dowódca Armii Krajowej. Wszystko wskazuje na to, że został on zamordowany w obozie koncentracyjnym Sachsenhausen na osobisty rozkaz Heinricha Himmlera.

W wyjeździe Pamięci towarzyszyła nam pani kapitan AK Joanna Fryczkowska
74. rocznica wyzwolenia niemieckiego obozu koncentracyjnego Ravensbrück. "To był świat pełen pogardy dla drugiego człowieka"



Bliskość obozu Sachsenhausen w stosunku do Berlina nadała mu szczególny charakter - Sachsenhausen postrzegany był jako obóz mający kształcić nowych strażników i funkcjonariuszy SS
Na teren obozu wchodzi się przez główne wejście w wieży A przez bramę z napisem „Arbeit macht frei”.

Sachsenhausen
Pozostawiono enerdowski pomnik antyfaszystowski. .

W 1942 roku zbudowano komorę gazową, krematoria i izbę przeznaczoną do egzekucji przez rozstrzelanie. W miejsce betonowego zadaszenia ruin krematorium wybudowanego w czasach NRD postawiono ażurową białą konstrukcję.
 
W 1993 roku Muzeum zostało kompletnie odnowione. Zmieniono koncepcję ekspozycji – zamiast jednego muzeum, ekspozycję rozmieszczono w 13 miejscach, których dotyczy. Zrekonstruowano kilka baraków przedstawiających życie codzienne więźniów i karcer.

plac apelowy otoczony oryginalnymi jeszcze tablicami z czasów wojny, ostrzegającymi przed przekraczaniem określonych linii pod groźbą rozstrzelania bez ostrzeżenia
Zrekonstruowano kilka baraków przedstawiających życie codzienne więźniów
Miejsce egzekucji więźniów w obozie Sachsenhausen

"To, co przeżyłam, nauczyło mnie wiele. Ja nie żałuję tego, że ja przeżyłam ten obóz, Powstanie Warszawskie, okupację. To mi dało właściwe rozeznanie prawdziwych wartości w życiu" - mówi była więzniarka KL, uczestniczka powstania, kapitan Ak Joanna Fryczkowska.

Dwa, spośród kilkunastu baraków, zostały udostępnione zwiedzającym - ich wnętrze nie różni się zasadniczo niczym od wyglądu za czasów wojny.

Wyjazd Pamięci miał znaczący charakter edukacyjny. Dużym walorem był wspólny udział więźniarki obozów niemieckich, rodzin ofiar, a także nauczycieli i młodzieży szkolnej.
Podczas podróży prezentowane były wątki dotyczące historii II wojny światowej. Przybliżono również tematykę dotyczącą obozów i ich ofiar, odtworzono film poświęcony tzw. królikom, kobietom (głównie z Polski), poddanym operacjom pseudomedycznym. Wyjątkowo wzruszające były wspomnienia pani kapitan Joanny Kiący-Fryczkowskiej, które nagrałam i umieściłam tutaj:
https://www.youtube.com/watch?v=ORihYaSa2LU&feature=share

W Wyjeździe Pamięci towarzyszyła nam pani kapitan AK Joanna Fryczkowska  i Arkadiusz Szlacheto z Niegosławic, którego prababcia Maria Ratajczak była więźniarką obozu Ravensbrück, filia Neubrandenburg.

Podsumowała je, twierdząc, że nie żałuje niczego, gdyż to właśnie pozwala jej docenić wartości w życiu.

W obozie dokonywano eksperymentów medycznych na dużą skalę. Artykuł na ten temat : https://www.polskieradio.pl/39/156/Artykul/937196,Zofia-Rysiowna-Bylam-wiezniarka-Ravensbr%c3%bcck
Wspomina aktorka Zofia Rysiówna, w czasie II wojny światowej kluczowa uczestniczka uwolnienia 28 lipca 1940 r. Jana Karskiego ze szpitala w Nowym Sączu z rąk Gestapo, w związku z czym została aresztowana wiosną 1941, a następnie osadzona w niemieckim obozie koncentracyjnym w Ravensbrück (nr obozowy 7286) i tu doczekała końca wojny

sobota, 16 marca 2019

Jakich dokumentów można się spodziewać z Bad Arolsen ?

Nie traćcie nadziei, wszyscy, którzy czekacie na dokumenty z Bad Arolsen. 13 marca 2019 dostałam po 1,5 roku 49 stron na temat wujka i kilkanaście nt. dziadka. Bardzo dobrze wykonali pracę, nie tak jak łódzki IPN. W przypadku więźnia 3 obozów Zygmunta Wiewiórkowskiego otrzymałam 49 stron dokumentów.
Nie jestem w stanie na razie przedstawić i zinterpretować wszystkich. Część muszę przeanalizować dłużej lub poprosić fachowców o interpretację.
Kto chce szukać sam, może skorzystać z linka do archiwum ITS. Tutaj
Pierwszym interesującym dokumentem jest ten, który wyjaśnia, co działo się z Zygmuntem od 2.04.1940 roku. Został wywieziony do Stalagu na Szlezwiku Holsztynie, teraz już wiemy, ze był w "Lager Schlezwig", okręg Nieburg, miejscowość Heemsen. O Zygmuncie Wiewiórkowskim tutaj.

W raporcie In Gefangenschaft... czytamy :" robotnicy przymusowi byli  wykorzystywani do produkcji uzbrojenia. Nie tylko w fabryce prochu Liebenau, ale także w Fabryce Ordnance Leese-Hahnenberg i the Air Main Station (Muna) w Langendamm. Ponadto prawie każda produkcja i gospodarstwo rolnicze posiadało zagranicznych pracowników. Przymusowi robotnicy byli wszechobecni w Nienburgu i we wszystkich okolicznych wioskach"

"Lager Schlezwig", okręg Nieburg, miejscowość Heemsen.

W 1942 roku Zygmunt został zwolniony z obozu. Ten wątek opowieści, dlaczego zwolniono go z obozu jenieckiego uzupełniła córka jego siostry Zosi-Maria Walecka.  Cytuję " Pamiętam z  opowiadań mojej mamy, ze Niemcy nie mogli uruchomić jakichś maszyn w cegielni Stenclów na Tyńcu i pracująca tam koleżanka Zygmunta powiedziała, ze zna specjalistę, ale jest w obozie. Poprosili o dane i zwolnili Zygmunta. Zygmunt wrócił, pewnie pomógł uruchomić te maszyny i znów zaczął działać w organizacji podziemnej. Szczegółów mama nie znała, bo była mała. I wszystko było sekretem". Niektórzy Niemcy pomagali Polakom, w zamian za łapówkę, godzili się ich zatrudniać, aby uchronić przed śmiercią lub praca przymusową w głębi Rzeszy. Przypuszczam, że tak było w tym przypadku.
O cegielni Stencla na Tyńcu tutaj.

W dniu 09.09.1943 roku Zygmunt został aresztowany za działalność konspiracyjną i przynależność do AK.

Zostaje uwięziony, wysłany do KL Auschwitz. 
Bad Arolsen przysłało kartotekę Zygmunta ze zdjęciem

kartoteka z Auschwitz Zygmunta Wiewiórkowskiego

Zygmunt Wiewiórkowski miał numer obozowy 48034 i przebywał w Auschwitz od 9.09.1943  do 27 .04.1944 roku.
Dokument poniżej to karta, która obrazuje, co posiadał w trakcie transportu  z Auschwitz do Buchenwaldu. 1 płaszcz, 2 swetry, 1 parę rękawiczek, 2 pary skarpetek.

Następnie został przewieziony do Buchenwaldu. W Buchenwaldzie został osadzony w dniu 27.04.1944./źródło: http://www.straty.pl/index.php/szukaj-w-bazie/
Z pociągu przewożącego go do Buchenwaldu wyrzucił gryps, który ktoś dostarcza rodzinie. O grypsie opowiedziała mi córka jego starszego brata Jana - Zofia. Wynikało z niego, że ma świadomość, że jedzie po śmierć. Wszak już wie, co spotkało jego brata i szwagra w obozie Mauthausen.
Kolejny przysłany dokument to kartoteka więźnia Buchenwaldu.
Kartoteka więznia Buchenawaldz tego dokumentu dowiedziałam się w jakim czasie był w Auschwitz i kiedy był transportowany do Buchenwaldu


Zawiera podstawowe dane oraz adnotację, ze narodowość polska, wiezień polityczny.



W KL Buchenwald Zygmunt był przerzucany z jednego komanda pracy do drugiego. Z Bad Arolsen otrzymałam dokładne informacje.



13.06.44 został przydzielony do komanda Leipzig, a 26 lipca do komanda Wansleben.

Informacje o obu komandach znalazłam na stronach IPN:
" Jak ustalono, podobóz obozu koncentracyjnego w Buchenwaldzie o nazwie Leipzig-Hasag lub Hasag-Leipzig został utworzony w mieście Leipzig w dniu 8.06.1944 r., początkowo jako obóz kobiecy ze stanem ok. 800 więźniarek, w tym wiele Polek. Liczba ta stale rosła, osiągając najwyższy stan 4600 więźniarek w listopadzie 1944 r. W listopadzie 1944 r. przy podobozie kobiecym powstał podobóz męski w liczbie ok. 150 więźniów, głownie Polaków. Więźniarki i więźniowie byli zatrudniani w firmie Hugo Schneider Aktiongesellschaft w Leipzig. Pod ten podobóz podlegały dodatkowo mniejsze komanda, a mianowicie komando „Markkleeberg” (kobiecie), 4 km od Leipzig, „Schönau” (kobiece), 2 km na zachód od Leipzig oraz „Thekla” (męskie), 2 km na północ od Leipzig. Podobnie jak więźniowie głównego podobozu, więźniowie z tych komand byli zatrudnieni w zakładach zbrojeniowych na terenie Leipzig: Junkers Aktiongesellschaft , ATG Maschinenbau Gesellschaft i Erla -Werke Leipzig-Thekla. Z zeznań przesłuchanych świadków wynika, iż budynki, gdzie umieszczono więźniów w podobozie Leipzig-Hasag były murowane, dwupiętrowe. Na parterze jednego z nich znajdowała się kuchnia, stołówka, gdzie wydawano posiłki, był rewir chorych i administracja. Na piętrach obu budynków były duże sale na około 200 więźniarek i więźniów każda. Prycze były drewniane z kocami. Teren obozu był otoczony płotem z drutu kolczastego pod napięciem. Więźniowie pracowali przy produkcji amunicji na dwie zmiany po 12 godzin z krótką przerwą na posiłek. Nadzór nad pracą od strony fachowej sprawowali niemieccy cywilni majstrowie. Więźniowie pilnowani byli przez strażników i strażniczki z podobozu. Praca była bardzo ciężka, obliczona na wyniszczenie więźniów. Więźniowie byli głodzeni, przez co słabli w pracy, za co wymierzano im kary w postaci brutalnego bicia przez strażników co było powszechnym i codziennym zjawiskiem. Inną formą szykan były wielogodzinne apele niezależnie od warunków atmosferycznych kosztem czasu przeznaczonego na odpoczynek po pracy."
I również na stronach IPN o komandzie Wansleben:" Obóz Wansleben stanowiący filię obozu koncentracyjnego w Buchenwaldzie, powstał w marcu 1944 r. i jako podobóz KL Buchenwald funkcjonował do 11 kwietnia 1945 r., kiedy to go ewakuowano. Znajdował się kilkanaście kilometrów od miejscowości Halle. Był to obóz dla mężczyzn różnych narodowości, w tym większości Polaków, którzy byli podzieleni na dwa komanda. Jedno pracowało w kopali soli, pod ziemią i przy budowie sztolni, drugie zaś pracowało przy rozbudowie i powiększaniu szybów dawnej kopali potasu, celem jej przystosowania do podziemnej produkcji części do samolotów. Część z tych robót została zakończona i więźniowie pracowali bezpośrednio przy ich produkcji. Komendantem podobozu Wansleben był Sturmscharführer SS Hermann Helbig, urodzony 07.06.1902 r. w Mühlberg/Saksonia. Jego zastępca był Oberscharführer SS Rudolf Suschitzky, ur. 19.02.1897 r. w Wiedniu. Jak ustalono obaj już nie żyją. Herman Helbig został skazany na śmierć przez Amerykanów i stracony w roku 1948, natomiast Rudolf Suschitzky zmarł w roku 1962. Nie ustalono danych pozostałych członków składu osobowego straży obozowej. Obóz średnio liczył około 2000 więźniów zakwaterowanych w kilku wieloosobowych barakach otoczonych płotem z drutu kolczastego pod strażą. Praca trwała codziennie na dwie zmiany przez ponad 12 godzin. Więźniowie byli źle odżywiani, panowały fatalne warunki sanitarne. Dochodziło do zabójstw więźniów w obozie. Szczególnie duża liczba ofiar była w czasie ewakuacji obozu w kwietniu 1945"

11 kwietnia 1945, niespełna miesiąc przed niemiecką kapitulacją Amerykanie dotarli do KL Buchenwald w Ettersbergu koło Weimaru (Turyngia). Obóz był gigantyczny, pierwotnie 46-hektarowy. Zygmunt dożył wyzwolenia.

sobota, 2 marca 2019

Fotograf z Mauthausen


Na Netflixie obejrzałam właśnie film  o tematyce obozowej "Fotograf z Mauthausen".
To pierwszy film o Mauthausen zrealizowany jako fabuła. Akcja filmu osnuta jest wokół przeżyć więźniów hiszpańskich, ale Mauthausen było także miejscem eksterminacji polskiej inteligencji. Tu został zamordowany moj dziadek.

Aktor Mario Caso wciela się w rolę fotografa obozowego Francisco Boixa, który wykradł zdjęcia z laboratorium fotograficznego w obozie przedstawiające codzienność obozową oraz praktyki eksterminacyjne w obozie. Zdjęcia te zostały później wykorzystane jako dokumenty oskarżycielskie w procesach przeciwko zbrodniarzom wojennym, w których Boix występował jako świadek.  
Po klęsce pod Stalingradem Niemcy nakazali zniszczyć wszelką dokumentację fotograficzną, a szczególnie zdjęcia dokumentujące wizytę Himmlera.
Himmler osobiście wybrał lokalizację obozu w Mauthausen i jego filii w Gusen, zwiedzając kamieniołomy Wiener Graben, Guesen i Kastenhof. Reichsführer był zadowolony: teren pod obozy leżał niedaleko miasta Mauthausen, z dala od głównych dróg. Otoczony przez pastwiska, mokradła i nieużytki dawał gwarancję, że nikt niepożądany nie dostanie się w jego najbliższe otoczenie. Jesienią 1940 r. obóz w Gusen miał już ponad pięć hektarów powierzchni.

Bohater filmu w Francisco Boix wraz z innymi więźniami i Anną Pointner, która pomagała więźniom w czasie wojny, rzucając jedzenie przez płot, uratował setki negatywów przedstawiających codzienne życie w obozie. Film ukazuje jak wiele trzeba było poświęcić, żeby móc ujawnić po wojnie zaświadczyć o ludobójstwie Niemców.

Na potrzeby filmu zrekonstruowano część obozu Mauthausen. Film oparty na faktach. 
Większość hiszpańskich więźniów w Mauthausen była przeznaczona do kamieniołomów, w których pracowali do śmierci w warunkach pracy niewolniczej, ale kilku szczęśliwców otrzymało pracę administracyjną. Wśród nich był urodzony w Barcelonie Francesco Boix Campo, który przybył do Mauthausen w styczniu 1941 roku, mając 20 lat. Umiał mówić po niemiecku, początkowo pracował jako tłumacz, ale później, dzięki swoim fotograficznym umiejętnościom, został ostatecznie przydzielony do pracy w obozie w laboratorium fotograficznym.
Boix ryzykował życiem, nie przestrzegając rozkazów wydanych po niemieckiej klęsce pod Stalingradem na początku 1943 r. - przełom w wojnie - by zniszczyć wszystkie fotograficzne dowody życia i śmierci w Mauthausen i okolicznych obozach.
 
5 maja 1945 r. Wojska amerykańskie wyzwoliły Mauthausen-Gusen, centrum dużej grupy niemieckich obozów koncentracyjnych w Górnej Austrii, około 20 kilometrów na wschód od miasta Linz, nad Dunajem. Kompleks został zbudowany w ciągu miesięcy od aneksji Austrii przez Niemcy w marcu 1938 r., A w ciągu następnych siedmiu lat śmierć poniosła prawie połowa z 200 000 więźniów, którzy przeszli przez Mauthausen.

Mauthausen było miejscem, w którym Niemcy zamordowali wielu hiszpańskich więźniów politycznych. Około 7000 Hiszpanów zostało tam wysłanych, wielu było wcześniej przetrzymywanych w obozach przez rząd francuski i przekazanych Niemcom w 1940 r., Po kapitulacji Francji. Wiele tysięcy zostało wysłanych do innych obozów w Niemczech i Austrii. 

Tutaj polecam ciekawy artykuł o odtwórcy głównej roli - "Mario Casas więźniem obozu koncentracyjnego"





Artykuł o F.Boix i zdjęciach Mauthausen The Spanish photographer who captured the horrors of Mauthausen

Mauthausen
The construction of a wall at Mauthausen at the start of 1941. In the foreground, two Spanish inmates. Museu d’Història de Catalunya


sobota, 2 lutego 2019

Katalog egzekucji i strat wojennych 1939-1945 według meldunków Delegatury Rządu RP na Kraj



Na stronie na stronie internetowej Archiwum Akt Nowych został opublikowany „Katalog egzekucji i strat wojennych 1939-1945, który został stworzony w oparciu o materiały, które były wysyłane do Delegatury Rządu RP na Kraj przez Polskie Państwo Podziemne. Chodzi o meldunki o egzekucjach, zbrodniach, łapankach i rozstrzeliwaniach na terenie całego kraju.

Katalog dostępny tutaj;

Prezentowana strona zawiera informacje dotyczące blisko 1600 miejscowości, w których miały miejsce egzekucje w latach 1939-1945. Miejscowości te ułożone są w katalogach w układzie alfabetycznym. Konkretne miejscowości można wyszukać przy pomocy wyszukiwarki dostępnej na stronie, albo w spisie miejscowości pod konkretną literą alfabetu.
Po „wejściu” w każdą z miejscowości zamieszczonych w spisie pojawiają się skany fiszek z informacjami o dokonanych egzekucjach i stratach. Fiszek tych jest około 6500. Każda z nich zawiera informację o egzekucjach (pole nr 4), datę egzekucji (pole nr 5), sygnaturę teczki (Delegatura Rządu RP na Kraj, zespół nr 1325) oraz konkretną stronę dokumentu (pole nr 3), w którym znajduje się informacja z karty. Pozwala to na szybkie odnalezienie potrzebnej dokumentacji w zasobach AAN.

niedziela, 27 stycznia 2019

74. rocznica wyzwolenia KL Auschwitz

27 stycznia to dzień, w którym do obozu wkroczyła Armia Czerwona.
W niedzielę obchody 74. rocznicy wyzwolenia rozpoczną się z samego rana od złożenia wieńców i zapalenia zniczy przez byłych więźniów oraz dyrekcję Muzeum pod Ścianą Śmierci, przy bloku 11 byłego obozu Auschwitz I. W tym miejscu Niemcy rozstrzelali podczas wojny wiele tysięcy osób, w większości Polaków. Następnie byli więźniowie wezmą udział we mszy świętej w Centrum Dialogu i Modlitwy w Oświęcimiu. Głównym punktem obchodów będą wystąpienia i świadectwa byłych więźniów w historycznym budynku tak zwanej centralnej sauny na terenie dawnego obozu w Birkenau, w którym od grudnia 1943 r.

zwłoki więźniów obozu koncentracyjnego 1945

Auschwitz II-Birkenau powstał dwa lata później, stał się miejscem zagłady głównie Żydów. W kompleksie obozowym funkcjonowała także sieć podobozów. W Auschwitz Niemcy zgładzili co najmniej 1,1 mln ludzi

O pierwszym transporcie do Auschwitz pisze na swoim blogu pracownik Muzeum dr Adam Cyra "Zginęła nawet połowa":
"(...) Wśród więźniów pierwszego transportu byli m.in. żołnierze Września, członkowie podziemnych organizacji niepodległościowych, gimnazjaliści i studenci. Otrzymali numery od 31. do 758. Numery od 1 do 30 dostali przywiezieni z KL Sachsenhausen do Auschwitz 20 maja 1940 r. niemieccy więźniowie kryminalni, którym powierzono w obozie różne funkcje, m.in. kapo i blokowych."

Z mojej rodziny więźniem Auschwitz był brat mojego dziadka  Zygmunt Wiewiórkowski. 

O swojej ucieczce z obozu opowiada cudowny człowiek pan Piechowski


O filmie: Obawiając się śmierci, po dwóch latach zdecydował się na ucieczkę z obozu. Ucieczka rozpoczęła się 20 czerwca 1942. Kazimierz Piechowski wraz z trzema innymi więźniami: por. AK Stanisławem Jasterem, ukraińskim mechanikiem Eugeniuszem Benderą i księdzem Józefem Lempartem z Wadowic włamali się do magazynu mundurów i broni, wykradli samochód esesmański Steyr 220 i uzbrojeni wyjechali nim przez punkt kontrolny tzw. dużego łańcucha straży wokół terenu obozowego. Piechowski, przebrany w mundur oficera nie posiadał żadnych dokumentów, a ucieczkę umożliwiła mu biegła znajomość języka niemieckiego, wyniesiona z domu rodzinnego. Była to jedna z najbardziej brawurowych i spektakularnych ucieczek z KL Auschwitz w dziejach tego obozu. Została przedstawiona w fabularyzowanym dokumencie, nakręconym przez BBC, w którym wystąpił także sam Piechowski.
 

piątek, 18 stycznia 2019

Dom, którego nie ma. Opatówek.

autor: Dominika Pawlikowska
 
"...każdy z nas ma wypalone piętno swoich czasów na duszy i umyśle, ale i każdy jest spadkobiercą tych, którzy byli, ogniwem łańcucha, teraźniejszością, która też przeminie bezpowrotnie i stanie się częścią składową tego dziedzictwa, które zostawimy innym, następnym..."


Dom, w którym mieszkali moi pradziadkowie Wiewiórkowscy znajdował się przy dzisiejszej ulicy Kaliskiej /przed wojną - Starokaliskiej/, a ściślej u zbiegu Kaliskiej i Św. Jana, na wprost dzisiejszej pasmanterii. Pradziadek Stanisław (1883-1941), podobnie jak jego starszy brat Teodor, był budowniczym, a także kimś w rodzaju rzeczoznawcy budowlanego, jego podpis widnieje na dokumencie szacującym wartość kamienicy Ordzińskiego w Opatówku. Stanisławowi udzieliła się idea zakładania sklepów spółdzielczych forsowana przez księdza Blizińskiego w Liskowie i założył podobny w Opatówku. Niemcy zaraz odebrali mu sklep. Rodzina została bez środków do życia i bez domu.
Zdjęcie poniżej przedstawia Plac Wolności w Opatówku, miejsce przylegające do domu Gillerów, obok którego Niemcy wyburzą w czasie II wojny  widoczne na zdjęciu budynki i zaplanują ulicę Kaliską. 
W głębi stał dom moich pradziadków.

Opatówek, w głębi ślepa, nieprzejezdna nieistniejąca dziś ulica Starokaliska,
 przebudowana przez Niemców 1939-40, obecnie ulica Kaliska,
widok z Placu Wolności, źródło nieznane

Tak opisana jest na stronach biblioteki opatóweckiej:
"Przed wojną nazywała się ulicą Starokaliską. Wąska, nieprzelotowa, zaczynała się przy kamienicy p. Walentego Pawłowskiego, a kończyła na wysokości domu pp. Żarneckich i parkanu okalającego ogród poczty. Z ulicy Starokaliskiej wjechać można było na ul. Poprzeczną i Św. Jana. W czasie okupacji Niemcy budując drogę z Łodzi do Kalisza wyburzyli wszystkie domy po prawej stronie wybrukowanej drogi (na wysokości obecnej wysepki przystanku autobusowego), aż do ul. Św. Jana."
"Opatowianin", marzec 1992, J.Kowalkiewicz

Dom przy ulicy Starokaliskiej, dziś nieistniejącej.

W 1939 roku pradziadkowie zostali wyrzuceni z domu ze względu na budowę drogi i zmianę układu architektonicznego Opatówka przez Niemców. Dom został zburzony, w czasie wojny tułali się po wynajmowanych pomieszczeniach. Zdjęciu domu otrzymałam od mojej chrzestnej Teresy Jaśkiewicz.
Syn Stanisława-Marian, mój dziadek, naczelnik poczty w Opatówku został wysiedlony z budynku poczty, aresztowany i wywieziony do obozu, babcia znalazła schronienie u właściciela Opatówka Wuenschego. Dalsza historia tutaj.
Serce pradziadka Stanisława nie wytrzymało okrucieństw okupanta. Mozolnie budowana przez niego egzystencja rodziny, oparta na ciężkiej pracy, została zburzona. Ukochane dzieci, wykształcone kosztem wielu wyrzeczeń, pomordowane. Świat rozpadał się na kawałki, zło triumfowało.
Zdążył jeszcze pochować troje swoich dzieci zamordowanych w obozach koncentracyjnych. Zmarł w 1941.
Dom stał w miejscu, gdzie dzisiaj położony jest asfalt. Dziadkowie zostali wyrzuceni z domu przez Niemców i do końca wojny tułali się po wynajmowanych pomieszczeniach. Po wojnie nie było już rodziny, synów, dziadka Stanisława, prababcia Leokadia została sama z sierotami po swoich dzieciach. Niestety, Hilary Minc, polityk komunistyczny, minister przemysłu i handlu w latach 1944- 49 rozpoczął proces sowietyzacji polskiej gospodarki, którego symbolem okazała się „bitwa o handel”, zakończona niemal całkowitym zniszczeniem prywatnej przedsiębiorczości. Nastąpiły represje, których przejawem była w 1947 r. ustawa "o zwalczaniu drożyzny i nadmiernych zysków w obrocie handlowym". Na jej mocy każdy właściciel sklepu mógł być skazany na 5 lat więzienia i 5 mln zł grzywny m.in. za zbyt wysokie – zdaniem władz – ceny towarów i obroty. Sklepikarzy niszczono domiarami, niemożliwymi do spełnienia wymaganiami, karami finansowymi. Zarówno prababcia Leokadia Wiewiórkowska oraz pradziadkowie Szalińscy nie mogli już pracować. Wszystkie sklepy i cały handel przejęli komuniści, twierdząc, że "tworzą spółdzielczość" . Po latach IPN tak napisał o rzekomym "twórcy" spółdzielczości Dziubińskim z Opatówka: ul. Dziubińskiego Feliksa - Nazwy do zmiany - Instytut Pamięci Narodowej (ipn.gov.pl)
W 1957 roku sprzedała grunt nowym właścicielom, żeby kupić chleb swoim wnukom i opłacić ich wykształcenie.
Akt sprzedaży ziemi w Opatówku przy ulicy Kaliskiej 10 Rok 1957.
Akt sprzedaży ziemi w Opatówku przy ulicy Kaliskiej 10.
Rok 1957.
Tu stał dom:


Dalsze plany rozbudowy Opatówka zamieściłam tutaj: Plan rozbudowy Opatówka.
Niemcy potrzebowali nowych przestrzeni "Lebensraumu". Autorem pojęcia "Lebensraum" był XIX-wieczny niemiecki geograf Freidrich Ratzel. "Na ciasnej przestrzeni narody obumierają" - zapisał w "Geografii politycznej". Teorie Ratzela posłużyły w późniejszym okresie do uzasadnienia ekspansjonistycznej polityki Niemiec.

Po zajęciu Polski Niemcy zaczęli wcielać w życie założenia Generalnego Planu Wschód (Generalplan Ost), zgodnie z którym prowadzono zakrojoną na szeroką skalę eksterminację ludności słowiańskiej, jak i działania germanizacyjne. Planowano pozostawić jedynie ok. 3 – 5 mln Polaków jako niewolniczą siłę roboczą, a pozostałe 85% ludności polskiej zlikwidować.
Założenia najbardziej znanego Generalplan Ost najłatwiej streścić słowami – podbij, wykorzystaj i skolonizuj. Ciekawy opis planu i zdjęcia - tutaj. Dla Warszawy został opracowany tzw. plan Pabsta, który zakładał uczynienie ze stolicy miasta prowincjonalnego. Więcej tutaj. Jednak plany Niemców zostały opracowane szczegółowo i precyzyjnie nie tylko dla stolicy, dotyczyły one wszystkich polskich miast i miasteczek, również tak malutkich jak Opatówek.
Zniemczenie miało przebiegać między innymi przez osiedlanie w Warthegau Niemców ze Wschodu.
Plan przesiedleń został zilustrowany w Gazecie "Neues aus dem Warthegau" 1940 Nr 7

"Neues aus dem Warthegau" 1940 Nr 7 

Najistotniejszym elementem planu był zamiar fizycznej likwidacji warstw przywódczych narodu polskiego, a następnie pozostałej części Polaków określanych jako "niebezpieczni". W kręgu tych niebezpiecznych - potencjalnych przywódców polskiego ruchu oporu - znalazła się moja rodzina,  stało się to w 1940 roku. Niemcy sporządzili listy proskrypcyjne z nazwiskami osób przeznaczonych do aresztowania i fizycznej eksterminacji. Tutaj o listach z nazwiskami opatowian.

Opatówek został nazwany przez okupantów Spatenfelde.

Tablica administracyjna dla Opatówka, nazwanego Spatenfelde. Lata 1939-45. Źródło nieznane.



W latach 1938/39 opracowano plan nowego podziału administracyjnego Polski oraz stworzenia takich warunków dla architektury, które będą służyć totalnemu reżimowi.
W ten sposób rozpoczęto ogromny proces planowania i rozwoju miast.
Program ten realizowały nie tylko niemieckie agencje rządowe i instytucje badawcze specjalnie utworzone lub zreorganizowane do tego celu, ale również niezależni lub rządowi architekci.
W książce Ordnungswahn: Architekten planen im "eingedeutschten Osten" 1939-1945, Niels Gutschow odnajdujemy nazwiska owych architektów: dla Kalisza Helmut Richter, dla Opatówka - H.Zeller, dla Kutna - Ernst Vetterlein / członek Grupy Roboczej ds. Utrzymania Budynków i Projektowania w Reichsgau Wartheland /, dla Wieruszowa - Hermann Jansen.
Zdjęcie poniżej przedstawia moment przebudowy Opatówka. W myśl opracowanego przez Niemców nowego planu architektonicznego droga wiodąca przed Opatówek miała prowadzić akurat szlakiem przy którym stał dom, w którym mieszkali Wiewiórkowscy, czyli dzisiejszą ulicą Kaliską.

Moment przebudowy ulicy, Opatówek, dzisiejszy pl. Wolności, w głębi dom Gillerów, fotopolska.eu

Temat przebudowy ulicy został poruszony w poście http://www.schondorf.pl/ii-wojna-swiatowa-w-opatowku/. Mogę tylko potwierdzić słuszne przypuszczenia autora postu p. Arkadiusza Stefaniaka.

Post powiązanY:

środa, 9 stycznia 2019

O V-tej kolumnie i polskich elitach p.Leszek Żebrowski

Dla Hitlera było jasne, że warunkiem skutecznego zapanowania nad Polakami i germanizacji ich ziem było usunięcie klasy przywódczej. Zaczęto się do tego przygotowywać wiosną 1939 roku, tworząc listy osób przeznaczonych do eliminacji: intelektualistów, urzędników, duchownych, działaczy gospodarczych, politycznych czy społecznych. Fizyczna likwidacja polskiej klasy przywódczej rozpoczęła się w ramach tzw. Intelligenzaktion już podczas kampanii wrześniowej i była kontynuowana praktycznie do końca okupacji.

Wykład pana L.Żebrowskiego na temat, kto przed wojną był elitą? a kto uzurpował sobie to prawo po wojnie?
123 lata w niewoli przetrwaliśmy dlatego, że mieliśmy elity. Po 1918 odbudowa Polski nie nastąpiła jednego dnia, tamta Polska nie powstała niczego. Postawiono na rozwój edukacji, poziom szkolnictwa średniego w Polsce był nieporównywalny z innymi krajami. Matura była zdawana ze wszystkich przedmiotów, które nauczano. 4 języki, 2 klasyczne i dwa nowożytne. /9 minuta nagrania/
1939 rok to dla Polski tragedia niewyobrażalna. Niemcy na podstawie wiele miesięcy wcześniej selekcjonowanych nazwisk wybrali 80 tys. ludzi przeznaczonych na śmierć, z tego większość zamordowana od razu. Kto to zrobił? sąsiedzi, Niemcy czy Polacy niemieckiego pochodzenia, którzy opowiedzieli sie za III Rzeszą. To 4 razy więcej niż w Katyniu. Kto był mordowany? elity centralne i elity lokalne, czyli kadra uniwersytecka, ziemianie, księża, weterani powstań, ale też miejscowy sołtys we wsi, człowiek, którzy służył gdzieś w wojsku, poznał obce kraje, gdzieś był , coś widział i był dla miejscowych autorytetem. Siadano, tak jak w restauracji mojego pradziadka Szalińskiego, w długie jesienne lub zimowe wieczory, zbierało się towarzystwo, sąsiedzi, i on tłumaczył: są takie orientacje, takie partie, to będzie dla nas dobre. To dla nas będzie niedobre. Temu człowiekowi ufano, to on był autorytetem.

https://www.youtube.com/watch?v=e4qYKfk1BUM 


czwartek, 1 listopada 2018

Niewysłany list. Wspomnienie o Kazimierzu Leśniewiczu (16.I.1916 - 19.III.1941).

autor: Dominika Pawlikowska


Przy okazji spisywania historii rodzinnych, napotykam na inne informacje, które warte są zainteresowania i poszerzają obraz przedwojennej i wojennej historii Wielkopolski i Opatówka. Interesują mnie losy innych osób, które wraz z moim dziadkiem znalazły się liście proskrypcyjnej, osób, które padły ofiarą nazistowskiego terroru, przeznaczonych do aresztowania i wymordowania.

Brakowało mi bliższych informacji o Kazimierzu Leśniewiczu (16.I.1916 r. - 19.III.1941r.).

Kazimierz Leśniewicz (16.I.1916 r. - 19.III.1941r.)

Odwiedziłam państwa Antczaków z Opatówka, którzy spokrewnieni są z Kazimierzem Leśniewiczem, aresztowanym wraz z moim dziadkiem wiosną 1940 roku i zamordowanym w obozie Mauthausen podobóz Gusen. Wspólne tragiczne przeżycia bardzo zbliżyło nasze rodziny.
Kazimierz Leśniewicz znalazł się na lokalnej liście proskrypcyjnej wraz z moim dziadkiem Marianem Wiewiórkowskim oraz pozostałymi członkami mojej rodziny.
Napisano o nim: "Uchodzi za fanatycznego Polaka i jest przeciwnikiem niemieckości. Jest mądry na tyle, aby nie upubliczniać swojego antyniemieckiego nastawiania. Jednak uchodzi za człowieka, który potajemnie judzi przeciwko niemieckości".
Na tę postawę wrogą niemieckości nie było dowodów, były tylko domysły i insynuacje. Pomówienie.
I za to, ten 24-latek został wywieziony do jednego z najstraszliwszych obozów koncentracyjnych Mauthausen i jego podobozu Gusen, katowni polskiej inteligencji, drugiego Katynia.  Czym był obóz Gusen, znajdujący się na terenie Austrii, można przeczytać tutaj: O obozie Gusen.


Fragment listy proskrypcyjnej z nazwiskiem opatowianina Kazimierza Leśniewicza

W dokumentach odnajdujemy list matki Kazimierza, pani Adeli do niemieckich władz Kalisza:

List matki, Adeli Leśniewicz, do kaliskiego landrata
z prośbą o uwolnienie syna

"Mój syn został uwięziony 15 kwietnia. w domu pozostałam ja,  stara matka, w  tym ciężkim położeniu zwracam się do pana landrata o jego uwolnienie, ponieważ nigdy nie zajmował się politycznymi sprawami, co zaświadczają miejscowi volksdeutsche i jest naszym jedynym synem, który nas żywi, ponieważ mój mąż, który ma 62 lata jest od 10 lat inwalidą...

W moich poprzednich postach pisałam już o zamieszkałej w Opatówku przed wojną niemieckiej rodzinie Feichtów. Ta rodzina była doskonale poinformowana, co się dzieje w mojej rodzinie, ponieważ Feicht po sąsiedzku prowadził sklep rzeźniczy i posiadał część kamienicy należącej również do moich pradziadków Szalińskich. 
Przed 1 września uaktywniły się  bojówki Selbstschutzu, rekrutujące się z członków nazistowskich organizacji mniejszości niemieckiej, prowadzące akcje sabotażowe na ziemiach polskich. W ten sposób mniejszość niemiecka chciała wspomóc działania armii. 
W Opatówku zamieszkiwało wiele rodzin pochodzenia niemieckiego. Datuje się to od czasów powstania wielkiej fabryki sukna, o której powstanie zabiegał generał wojen napoleońskich Józef Zajączek. Gdy jesienią 1824 roku właściciel fabryki Fiedler wizytował Opatówek w miasteczku właśnie wytyczano ulice, zaprowadzano porządki i przygotowywano plan fabryki sukna.
Jeszcze w 1824 założono fundamenty pod główny budynek fabryki. Fabryka ma ciekawą historię, obecnie znajduje się w niej Muzeum Historii Przemysłu.
Rozwojowi przemysłowemu tych stron kres położyło powstanie styczniowe, za udział w którym Opatówek, jak wiele innych polskich miast, ukarany został przez cara pozbawieniem w 1870 r. praw miejskich.
Ludność napływowa, fabryczna częściowo wiązała się z Opatówkiem. Stąd dość duże osadnictwo niemieckie.
Szczególnie wielu Niemców zamieszkiwało tereny Pomorza, Wielkopolski i Śląska. Nazywano ich Niemcami etnicznymi. Mimo że posiadali oni polskie obywatelstwo, wielu z nich aktywnie działało w organizacjach mniejszościowych. Szczególnie w latach 30. XX wieku, kiedy to stworzyli w Polsce siatkę wywiadowczą, przekazując informację na temat obiektów strategicznych i wojskowych.

Po 1 września polska policja oraz rezerwa próbowała aresztować lub internować podejrzanych o szpiegostwo Niemców. Aresztowano Feichtów - ojca i syna.
Znalazłam dokument: Namentliche Liste der Volksdeutschen des Kreises Kalisch,die im Jahre 1939, insbesondere Krieges als Zivilpersonen verhaftet interniert oder verschleppt worden sind./Lista folksdojczów z okręgu Kaliskiego, którzy w 1939 zostali aresztowani lub internowani jako cywile.
Natrafiłam na nazwiska: Feicht Eduard, Flesicherlehrling /terminujący u rzeźnika/,23.03.1923, Spatenfelde ,  aresztowany 02.09.1939 , Bahnhof Spatenfelde (dworzec Opatówek)  dnia 02.09.
Feicht Hermann, Fleischerei /rzeźnictwo/, 09.03.1895, Spatenfelde  aresztowany 05.09.1939

Za uwięzionymi wstawił się właśnie Kazimierz Leśniewicz i Feichtów wypuszczono.
Napisałam tu o Feichtach, ponieważ kolejnym dokumentem zachowanym w domowym archiwum państwa Antczaków jest list wspomnianego już Feichta, ojca, w obronie Leśniewicza. 
Niestety, jak widać, list nigdy nie został wysłany.

Niewysłany list, Opatówek 1940

"3 września 1939 roku ostatnie polskie oddziały zbrojne zatrzymały mojego szesnastoletniego syna Eduarda na dworcu w Opatówku / Spatenfelde i uznały go za szpiega, ponieważ pochodzi z niemieckiej rodziny.
Został związany i następnym pociągiem miał zostać wysłany do Łodzi. Tam miał zostać zastrzelony. 
Z tego niebezpieczeństwa uratował go Kazimierz Leśniewicz, który powiedział, że mój syn nie jest szpiegiem, ze on się mylą i powiedział, że ręczy głową za mojego syna. Za te słowa został pobity przez polskiego oficera, ponieważ to było przestępstwem, wziąć pod ochronę niemieckie dziecko. Jednak Leśniewiczowi przyszli z pomocą inni koledzy i mój syn został wypuszczony. Tylko Leśniewiczowi zawdzięczam, że mój syn żyje. I chociaż jest on Polakiem, to zawsze z nami, Niemcami, żył dobrze i nigdy nie działał przeciwko nam. 
Zasłużył na to, aby teraz został uwolniony". 

Leśniewicz przebywał wówczas w obozie Gusen. I chociaż w liście nie ma dokładnej daty, to napisany na formowym papierze wskazuje, że musiał to już być rok 1940.
26.04.1940 Leśniewicz został zarejestrowany w Dachau. Poniżej fragment księgi przyjęć Dachau Entry Registers

Fragment księgi przyjęć Dachau Entry Registers.

W obozie Dachu, z którego zostali później przewiezieni do Gusen nie można było pisać wiadomości do rodziny.W tym obozie wolno było napisać po raz pierwszy list do domu. Chociaż, nie wolno było nic o sobie ani o obozie napisać – to tą drogą rodzina mogła się dowiedzieć, że ich bliski wciąż żyje. 

List z obozu Gusen

Z obozu Gusen Kazimierz wysłał kilka listów. Jeden z nich został ocenzurowany, przez wycięcie dużego fragmentu."Kochani rodzice i rodzino! Otrzymałem od Was list z 25.X.1940r. Cieszę się, że pieniądze od Didonia..../fragment wycięty/ Nowickiemu przesyłam serdeczne pozdrowienia. Proszę przyślijcie mi...

Wszyscy opatowianie uwięzieni w Gusen szybko zginęli. Jakim torturom zostali tam poddani można przeczytać w książce byłego więźnia tego obozu Wspomnienia Zbigniewa Wlazłowskiego. 
Znaleźli się w miejscu, gdzie funkcyjnymi byli kryminaliści, gdzie codziennie zdarzały się takie historie jak ta opisana przez byłego więźnia M. Główkę: "Myliśmy się na polu. Brudna woda ściekała do dołu. Widziałem jak SS-Mann wrzucił do dołu czapkę więźniowi i kazał mu nurkować i czapkę odszukać. Gdy podniósł głowę żołnierz narzucił na głowę wiadro i przytrzymał je nogą. I więzień utopił się."
Mój dziadek Marian Wiewiórkowski osadzony w tym samym bloku w obozie przeżył Leśniewicza o niecały miesiąc, został zamordowany 6.04.1941. Akt zgonu Totenschein.
Zrozpaczeni rodzice i siostra już nigdy nie zobaczyli swojego syna. Pięknego, młodego romantyka, który pisał wiersze, idealisty i wrażliwca. Człowieka na początku swojej życiowej drogi, mającego dobre perspektywy na przyszłości, ponieważ ojciec prowadził zakład kominiarski o doskonałej renomie. Miał również wizję swojej przyszłej rodziny, a w domu czekała na niego ukochana narzeczona.
I kolejny dokument. Dowód nadanie przesyłki pieniężnej przez rodziców do Kazimierza. Był on osadzony w tych samych blokach, co mój dziadek: blok 9 izba B, później blok 15 izba A. Świadczą o tym list z obozu otrzymane przez moją babcię. Mój dziadek najpierw w bloku 8, a później tez w 15.W nagłówkach obozowej korespondencji znajdują się numery bloków, w których umieszczeni są osadzeni. Listy z obozu będące w moim posiadaniu: tutaj
Wspomnienie M.Głowki na temat boku 15 TUTAJ . 
Prawdopodobnie wszyscy uwięzieni w bloku 15 musieli budować go własnymi rękoma. Z lektury wspomnień M.Główki dowiadujemy się ze budowa przypadła na okres zima 40/wiosna 41.




I wracam do niewysłanego listu. Uważam, że syn Feichta - Eduard/Edward został złapany i uznany za szpiega nie bezpodstawnie.
Miał on opinię człowieka, który szybko dał się uwieść idei narodowego socjalizmu. Spotkałam się z opinią przekazaną mi przez rodzinę Aleksandra Wiewiórkowskiego, że to Feichtowie przyczynili się do umieszczenia nazwisk opatowian na liście proskrypcyjnej. O listach proskrypcyjnych szczegółowo tutaj: Listy proskrypcyjne